Wyspa Totalnej Porażki, Plan Totalnej Porażki, Totalna porażka w trasie, Total Drama World Tour
Zapraszam!

FTP 3 - Odcinki

Zuzolot - 2011-12-14, 14:48
Temat postu: Odcinki
Forum Totalnej Porażki 3!




Uczestnicy:




- Sheila
- Spike
- Dariusz

- Cyprian (4 miejsce)
- Księżniczka Cecylia (5 miejsce)
- Caroline (6 miejsce)
- Somila (7 miejsce)
- Devon (8 miejsce)
- Ocram (9 miejsce)
- Henry (10 miejsce)
- Maryse (11 miejsce)
- Evelyn (12 miejsce)
- Emma (13 miejsce)
- Elias (14 miejsce)
- Janette (15 miejsce)


Odcinki


1. p. Zuzolot - wygrały Piekielne Wulkany, odpadła Janette
2. p. Ghost - wygrały Piekielne Wulkany, odpadł Cyprian
3. p. Leshawna - wygrały Niebiańskie Ptoki, odpadł Elias
4. p. Silny - wygrały Niebiańskie Ptoki, odpadła Emma
5. p. Anastazja - wygrały Niebiańskie Ptoki, odpadł Spike
6. p. Ghost - wygrały Piekielne Wulkany, odpadła Evelyn
7. p. Skeya - wygrały Niebiańskie Ptoki, odpadła Maryse
8. p. Zuzolot - wygrały Piekielne Wulkany, odpadł Henry
9. p. Silny - wygrały Piekielne Wulkany, odpadł Ocram
(połączenie drużyn)
10. p. Ghost - wygrała Caroline, odpadł Devon
11. p. Skeya - odpadła Somila
12. p. Kacper-Ski - wygrał Dariusz, odpadła Caroline
13. p. Anastazja - wygrał Spike, odpadła Księżniczka Cecylia
14. p. Zuzolot - wygrało półfinałowe trio, odpadł Cyprian
15. pisze LeShawna
16.

Zuzolot - 2011-12-14, 15:02

FORUM TOTALNEJ PORAŻKI 3!


Chris: Witamy na Forum Totalnej Porażki 3! Ostatnią edycje wygrała Marusia, pokonując swojego przyjaciela Marca w finale. Teraz wracamy na wyspę! 14 uczestników, Dwie drużyny i tylko jeden zwycięzca. Kto wygra milion dolarów? A Kto będzie największym przegranym? Dowiecie się tego oglądając FORUM TOTALNEJ PORAŻKI!

Kanada godzina 11.45

Grupka młodych ludzi stała na lotnisku. Widać w nich zdenerwowanie spowodowane opóźnieniem samolotu. Po długich oczekiwaniach samolot się wreszcie zjawił,
Halette: Henry! Widzisz ten samolot?
Henry: Ta..
Halette: Czy to nie samolot z tego show? No wiesz, FTP?
Henry: Być może, nie wiem nie oglądam tego badziewia
Simon: Jak można nie oglądać FTP?! Co z Ciebie za koleś?


Po kilku minutach pasażerowie wsiadli do samolotu. Lot przebiegał bez żadnych problemów. Jednak pasażerowie zaczeli podejrzewać, ze dzieje się coś dziwnego…
Pierogi Marusi jako danie na pokładzie? Wywiad z Marciem w Cosmo? Reklamy żelu Chrisa? Poradnik hipnozy dla opornych napisany przez Davida?
Mimo tego, atmosfera lotu była przyjazna. Do czasu. Nagle pasażerowie zaczęli mieć dziwne wrażenie… Taki podobne do spadania w dół… A tak. Oni przecież spadali w dół!
Wszyscy: AAAAAAAAAAAAAAAAAA!

Samolot wpadł wprost do wody. Kiedy wszystkim pasażerom udało się wypłynąć na powierzchnię oceanu ni z gruszki, ni z pietruszki wyskoczył nam dobrze znany i kochany Chris McLean

Chris: No nareszcie, co tak długo ?! Ale mniejsza z tym! Witam na FORUM TOTALNEJ PORAŻKI!! Teraz jest was 24, ale zostanie 14, no w sumie 13 nie zapominajmy o eliminacjach…
Uczestnicy: …
Devon: Ale o co chodzi?
Chris: Eh.. nieważne. Po prostu dopłyńcie do brzegu… Pierwsze 14 osób mają szanse wygrać milion dolarów!

Uczestnicy ruszyli w stronę brzegu. Od razu na prowadzenie wysunął się skejt Spike, tuż za nim uplasowali się blond Maryse i Devon. Tuż za nimi ku zdziwieniu Chrisa, Szefa i reszty uczestników uplasował się Elias, który powiedzmy szczerze sylwetki Pattisona nie posiada. Za nim dopłyneli niemal w tym samym czasie Cypriam i Ocram. Następnie do celu przypłynęła Caroline a za nią Somila. W tym samym czasie kilka osób zrezygnowało z wyścigu byli to między innymi Gloria, Jayden i Simon którzy stwierdzili, że milion dolarów to za mała suma jak na ten wysiłek. Kiedy oni wciągali się po linie do śmigłowca księżniczka Cecylia, Emma, Evelyn były na wyspie. Zostały już tylko 4 miejsca. Najbliżej mety był Dariusz, któremu bardzo długo zajęło dopłynięcie do mety, ale to zrobił. W końcu do mety dopłynęła Janette 2 sekundy później Helette. Tuż za nimi na szarym końcu dopłynął Henry. Zajął on 15 miejsce.

Chris: Witam finałową czternastkę!... Chwila moment, coś mi tu się nie zgadza
<Chris liczy pod nosem>:2, 3, 4, 6, 8, 10, 12, 14… 15.
Chris: No nie! Mówiłem, że czternaście osób! Kto dopłynął ostatni?!

Nikt się nie zgłasza

Maryse: Ten pseudo-outsider z brodą!

<Pz>Henry: Szlag! Zaraz ją zabije…

Chris: Dziękuje Maryse, wiec Henry, krótko mówiąc hasta la vista baby. Ej no momencik

<Chris znowu liczy pod nosem>: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8…. 8 dziewczyn o jedną za dużo…

Chris: Halette
Halette: Czego?
Chris: Odpadasz.
Halette: Cooo?! Czemu?!
Chris: Jako ostatnia z dziewczyn dopłynęłaś więc logiczne jest to, że jeśli dziewczyn mamy za dużo to jakaś musi odpaść czyż nie?
Halette: Ale to nie fair!
Chris: A co jest fair? I idź już bo kończy nam się czas antenowy, druga część odcinka będzie długa a ty głowę nam zawracasz!
Halette: No dobra…
Chris: Także jak mówiłem… Witam finałową czternastkę za chwilę zostaniecie podzieleni na drużyny. Potem przejdziemy do zadania. Drużyna która wygra może spokojnie spać nie martwiąc się o swoją przyszłość w programie, ale za nim to nastąpi podzielmy drużyny.

Spike , Somila, Dariusz, Caroline, Maryse, Elias i Emma są drużyną Piekielnych Wulkanów

Evelyn, Janette, Cecylia, Devon, Ocram, Henry, Cyprain to drużyna Niebiańskich Ptoków
Drużyna Niebiańskich Ptoków: Cooo?!

Chris: O kurde, miało być potoków. No, ale ptoki nie są złe, niech już tak zostaną. Dobra więc drużyny są gotowe, więc musimy szybko przejść do zadania. Więc jako że mamy pierwszy odcinek, wy nie macie gdzie spać więc prosta drogą dedukcji wiecie jakie będzie zadanie. Zbudujecie szałas, twierdze czy co tam chcecie. Drużyna która zbuduje lepszy domek, wygra. Na wykonanie zadanie macie 5 godzin. Drużyna, której nie uda się wygrać wyzwania, uda się do Obozu wstydu, gdzie na Głazie zwierzeń będzie wybierała osobę, której będą chcieli się pozbyć. Symbolem gry jest płonąca pochodnia, którą uczestnicy będą mogli podpalić w Obozie wstydu. Osoba, której pochodnia nie będzie płonąć. opuści Obóz wstydu uda się do Zatoki wstydu. Więc zaczynamy! Macie 5 godzin, no teraz 4.59

Drużyna Piekielnych Wulkanów

<Pz> Maryse: No pięknie, moja drużyna składa się z samych frajerów!

Somila: Więc… Co proponujecie?
Caroline: Ja mam plan!

Po chwili drużyna Piekielnych Wulkanów zaczęła budować swój szałas. Budowa szła sprawnie a to wszystko dzięki Caroline, która wszystko nadzorowała. Wszyscy byli zadowoleni za wyjątkiem Maryse, której bardzo się nie podobało, że musi słuchać rozkazów innej dziewczyny.

<Pz>Maryse: Dobra, nie będę ukrywać, że Caroline delikatnie mówiąc bardzo działa mi na nerwy, ale to, że jestem blondynką wcale nie znaczy, ze jestem głupia. Nie mogę sama się buntować bo to by było oczywiste, że w razie przegranej ja wylecę, więc muszę znaleźć sobie od razu swoją bandę

Maryse: Emma, mogę z Tobą porozmawiać?
Emma: Jasne!
Maryse: Nie uważasz, że Caroline się trochę rządzi?
Emma: Nie… Ani trochę a Ty?
Maryse: Ja? No coś Ty! Chciałam wiedzieć czy masz takie samo zdanie jak ja!
Emma: Aha, okej…
Maryse: Ale mam wrażenie, że ona tylko udaje, że się zna na budowie szałasu…
Emma: Naprawdę? No nie wiem, przecież pokazywała nam swoje odznaczenia harcerskie i w ogóle…

<Pz> Maryse: Szlag…

Maryse: Naprawdę ma te odznaczenia? Kurde… Ale bo wiesz, na allegro też takie są! Widziałam!
Emma: No skoro tak mówisz… Tylko jak możemy się dowiedzieć prawdy?
Maryse: Sądzę, że powinnaś mi zaufać, nie jestem kłamczuchą.
Emma: Hmm, wiesz co? Ja chyba mam lepszy pomysł. Zapytam się Caroline!
Maryse: Dobry pomysł… COOO?! NIEE!
Emma: Caroline! Zaczekaj mam pytanie!
Dariusz: CAROLINE?! My mamy Caroline w drużynie?!
Emma: Yyyyy… Tak?
Dariusz: Gdzie, gdzie?! Która to?!
Caroline: To ja…

<Pz> Dariusz: To mój najlepszy dzień w życiu… Moja Karolina nie dość, że ma na imię Karolina to jeszcze jest piękna niczym Wenus z Milo i mądra jak Atena. Znalazłem swój ideał!

Dariusz: Karolino, może pójdziemy na kawe?
Caroline: Teraz? Przecież tu nie ma kawy, a po za tym…
Dariusz: No, ale chodźmy na kawe…

Drużyna Niebiańskich Ptoków

Ocram i Cyprian <jednocześnie>: Mam plan!
Ocram i Cyprian <jednocześnie>: Ja pierwszy!
Ocram i Cyprian <jednocześnie>: No dobra, ty mów!
Ocram i Cyprian <jednocześnie>: Przestań mówić to samo co ja!
Ocram i Cyprian <jednocześnie>: Siała baba mak!
Ocram i Cyprian <jednocześnie>: ARGH!!!!
Księżniczka Cecylia: Cisza! Dajmy dojść do głosu Cyprianowi.
Cyprian: Dziękuje. Więc możemy ułożyć kamienie jeden na drugi. To było by gdzieś wysokie na dwa metry…
Ocram: Głupi pomysł, to niebezpieczne. Jak te kamienie miałby się trzymać? Chcesz dostać kamieniem w łeb?
Cyprian. No fakt, nie pomyślałem o tym, więc jaki ty masz plan?
Ocram: To proste, ale najpierw ktoś musi dopłynąć do naszego samolotu i wziąć nasze bagaże. Mam tam coś co może nam się przydać.
Cyprian: No to kto płynie?
Evelyn: Może Devon? On najszybciej pływa
Ocram: Devon zgadzasz się?
Devon: No mogę popłynąć jeśli chcesz
Ocram: A Ty? Henry czemu siedzisz cicho?
Henry: A tak bez powodu.

<Pz>Henry: Rośnie nam tu nowy przywódca. Nie mogę na to pozwolić bo wygra program. Ja walczę o tą kasę za siebie i moją Halette.

Kiedy Devon wyruszył do samolotu, reszta drużyny zaczęła uprzątać teren na którym miała stanąć ich siedziba. Nie było problemów do czasu aż Janette zaczęła odczuwać zmęczenie.

Janette: Zróbmy sobie przerwę…
Evelyn: Dopiero co zaczęliśmy, mamy mało czasu
Janette: Oj tam, oj tam! Evelyn czy byłabyś tak miła i przyniosłabyś mi wody…

<Pz>Evelyn: Ona chyba nie jest normalna… Nie lubię takich rozpieszczonych księżniczek. A propo księżniczek. Nawet Cecylia nie narzeka jak ona!

Evelyn: Sama sobie przynieś!
Cecylia: Właśnie! Nie mamy wody do picia
Cyprian: Potrzebny nam jakiś garnek, ja mam zapalniczkę więc możemy zrobić od razu zbudować palenisko.

<Pz> Janette: OMG, ja mam zawsze szczęście! Nie dość, że jestem najładniejszą dziewczyną w drużynie… baaa! Nawet na wyspie to jestem w silnej drużynie. Ja nie wylecę. Przecież zawsze najsłabsi wylatują. Obstawiam Cypriana. Jest słaby, on ma tylko zapalniczkę.

Kiedy Devon wrócił budowa ruszyła z pompą. Ocram w swoim plecaku miał scyzoryk, noże, sznury, koce a także naczynia. Wszystko co było potrzebne przy budowie i przetrwaniu w szałasie.

Drużyna Piekielnych Wulkanów

Spike: Ej, ej, ej! Nie noś takich ciężarów! Ja to wezmę
Somila: …dziękkuje

<Pz>Somila: Spike, jest taki… inny. Przy nim czuje się zupełnie inaczej. Nie umiem tego określić, nigdy tak się nie czułam.

Spike: Semila tak?
Somila:.. Ssssooomila
Spike: Co mówisz? Nie rozumiem Cię Semila, nie wiem czy tak masz na imie, ale Semila to ładne imię. Bardzo mi się podoba.

<Pz>Somila: No cóż, Somila czy tam Semila różnicy nie ma, co nie?

Zupełnym przeciwieństwem do reszty członków drużyny był Elias. On nie rozmawiał z nikim i przede wszystkim starał się szybko i dobrze wykonać swoje zadanie. I końcem końców wyszło tak, że tylko on pracował. Maryse próbowała zyskać poparcie u Emmy. Caroline chowała się przed Dariuszem który cały czas jej szukał. Spike zagadywał Somile, która co chwilę się rumieniła. Elias wiedział jedno. Porażka jest pewna. Do końca czasu zostało już tylko 30 minut i znając życie to on pożegna się z programem, bo uznają go za cichego dziwaka.

I wtedy wydarzyło się coś co pozwoliło mu myśleć, że przeciwna drużyna przegra.

Drużyna Niebiańskich Ptoków

Henry: Postaw tę gałąź bardziej na lewo! Moje lewo! Nie, Twoje prawo! No dobra może być.
Evelyn: Perfekcjonista, co?
Henry: Niestety.
Evelyn: Kim była dla Ciebie Halette?
Henry: Co?
Evelyn: Wsiadaliście razem, do samolotu..
Henry: To moja dobra przyjaciółka
Evelyn: Czyżby? Dobra, zmieńmy temat bo widzę, że dla Ciebie jest trochę za trudny. Co sądzisz o drużynie?
Henry: Jeszcze nie wiem co myśleć. Ocram i Cyprian rywalizują o dowództwo. Nasza księżniczka Cecylia, próbuje ich pogodzić a Janette nic nie robi i narzeka. Nasza ostatnia nadzieja to Devon.
Evelyn: Wiesz, że myślę tak samo jak ty? Mamy szczęście, że trafiliśmy na siebie. Musimy sobie pomagać.
Henry: Myślisz zupełnie jak ja
********************************
Księżniczka Cecylia: O rany, jakie to jest ciężkie…
Ocram: Daj pomogę Ci…
Księżniczka Cecylia: Dziękuje Ci bardzo dobry człowieku. Wiedz, że kiedy program się skończy zostaniesz dobrze wynagrodzony za pomoc.
Ocram: Słowo „dzięki” by w zupełności wystarczyło. Nie zależy mi na pieniądzach. Mam do Ciebie jedno pytanie. Skoro jesteś księżniczką, co robisz w tym programie? Masz wszystko czego można by chcieć.
Cecylia: A Ty? To Tobie zależy na pieniądzach
Ocram: Ale wyspa jest piękna.
Cecylia: Ty i Marco jesteście zupełnie inni!
Ocram: Każdy nam to mówi. Kolejne pytanie, jak chcesz sobie tu poradzić?
Cecylia: Co masz na myśli?
Ocram: Nie czuj się urażona, po prostu sądzę, że to skok na głęboką wodę. Raz jesteś w zamku raz na bezludnej wyspie, dasz sobie radę?
Cecylia: Oczywiście, że tak! Jak możesz myśleć inaczej!? Sądzę, że to pytanie było niegrzeczne!
Ocram: Nie obrażaj się! Nie chciałem Cię urazić!
Cecylia: No cóż! Nie wyszło Ci!
Ocram: Ej uważaj! Tam jest dziura!
Cecylia: Co?
I to właśnie z tego powodu cieszył się Elias. Cecylia się potknęła i skręciła nogę. Może Chris stwierdzi, że nie nadaje się do gry i wyleci? Oby!
Cecylia: Ała! Moja kostka!
Cyprian: Co się dzieje?
Cecylia: Nie widzisz?! Skręciłam kostkę!
Cyprian: Czas zamienić obcasy na trampki.
Ocram: Daj mi zobaczyć Twoją nogę,
Cyprian: Lepiej ja, gdyby nie Ty to ona by się nie potknęła?
Ocram: Ah tak!? To moja wina?
Cecylia: Ludzie! Bądzcie dorośli! Zachowujecie się jak ludzie w przedszkolu! Prawda jest taka, że jak zaczniecie współpracować to wygramy każdą konkurencję!
Devon: Co jej się stało w nogę?
Janette: Nasza księżniczka się przewróciła! Skarbie gdzie zgubiłaś koronę?
Księżniczka Cecylia: Bardzo śmieszne, nie noszę korony!
Janette: Świetnie. Bo widzisz, królowa jest tylko jedna.

Devon widząc kłótnie dziewczyn oddalił się do Henrego i Evelyn. Oni się nie kłócili tylko spokojnie stali i rozmawiali. Henry widząc go uśmiechnął się do niego.

Henry: Dobrze, że jesteś Devon. Podglądamy wulkany. Nie mają szans na wygraną, mam pomysł o czym rozmawiałem już z Evelyn. Mianowicie musimy…

Henremu przerwał Chris, który ogłosił, że czas budowania się skończył i, że pora zobaczyć szałasy.
Chris patrzył się na oba obozu. Po stronie Niebiańskich Ptoków stał gotowy szałas i palenisko. Szałas był solidnie zbudowany w przeciwieństwie do…. Niczego wulkanów. Szałas był niedokończony, nie miał dachu. To coś nie przypominało nawet „niczego” .

Chris: Więc… Drużyno Niebiańskich Ptoków, spisaliście się doskonale czego nie można powiedzieć o Piekielnych Wulkanach. Dlatego normalnie było by to oczywiste, że wy wygrywacie. Ale… To jest pierwszy odcinek i przyda nam się dreszczyk emocji dlatego wygrywa Drużyna Piekielnych Wulkanów!

<Ocram i Cyprian jednocześnie> : Cooooooooo!?
Ocram: Tyle pracy…
Cyprian: I to wszystko poszło na marne?!
Cecylia: To niesprawiedliwe.
Maryse: Takie życie kochani. I przyzwyczajajcie się do przegrywania bo tak już zostanie. Piekielne Wulkany rządą!
Chris: Więc dzisiaj to drużyna Niebiańskich Ptoków idzie na ceremonie. Pochodnia uczestnika z największą ilością głosów zgaśnie! Więc głosujcie na Cypriana, Ocrama, Evelyn, Henrego, Devona, Cecylie i Janette!

Głosowanie zakończy się w sobotę o 12.
____________________________________
Chciałabym vardzo przeprosić, że tyle musieliście czekać na odcinek. Ale dosłownie wszystko stawało mi na drodze, żeby napisać ten odcinek (naprawdę wszystko śmierć nauczyciele, choroba kota). Drużyna Wulkanów może się obrazić, że było ich mało, ale to dlatego, że będzie o ich więcej w drugiej części ;) Tak samo jak z Evelyn czy z Devonem z drugiej drużyny. Mam nadzieje, że się podobało a jeśli nie to chętnie przyjmę konstruktywną krytykę. Obiecuje, że na następny odcinek będziecie czekali krócej.

Qazty - 2011-12-14, 16:09

W końcu pierwszy odcinek! Na początku akcja toczyła się trochę za szybko, ale później było ok. Jak na początek to nieźle. Chociaż masz mały błąd Devon i Evelyn boją się wody.

Tak przy okazji na początku strony mogłoby się pojawić jakieś zdjęcie ze wszystkimi zawodnikami. Jeśli nie możesz to ja mógłbym zrobić.

Silny - 2011-12-14, 23:09

No, wreszcie wystartowaliśmy z FTP! Odcinek bardzo mi się podobał. Udało Ci się dobrze przedstawić wszystkich bohaterów i ich charaktery. Nie ma opcji, żebym o kimś zapomniał albo kogoś pomylił. Podoba mi się też szybkie tempo wydarzeń. Fajnie wplotłaś w fabułę postaci, które nie znalazły się w grze właściwej. No i ten cały Dariusz setnie mnie ubawił. Szykuje się piękny wątek!

Oby tylko udało się zebrać jak najwięcej głosów.

Ghost - 2011-12-14, 23:13

Początek lekko chaotyczny, ale później już było miodzio. :3

Tak BTW. to co się stało z Halette? xd Odplynela z wyspy?

Zuzolot - 2011-12-15, 12:32

Oczywiście przypominam o uzupełnieniu relacji abyście ułatwili autorowi pisanie odcinka :P I jeszcze raz proszę osoby które nie dodały postaci do tematu Uczestnicy ^^
Ludzie, to naprawdę ułatwia pisanie, bo to jest trochę męczące przedzierać się przez temat Casting ;/

Ghost - 2011-12-15, 13:33

Popieram. Piszącym to na prawdę ułatwi robotę. W tym i mnie, bo piszę następny odcinek.

Dziękuję. ;)


P.S. :

Ghost napisał/a:
Tak BTW. to co się stało z Halette? xd Odplynela z wyspy?

Zuzolot - 2011-12-15, 13:38

Odpłyneła z wyspy i znajduje się z innymi uczestnikami, którzy nie przeszli dalej. A gdzie? To tajemnica :>

EDIT: Jak będę miała kiedyś czas to może napisze jeden odcinek, taki bonus który nic nie wnosi do Fabuły co się dzieje z resztą postaci. Nie będą to wszystkie, bo na niektóre postacie nie mam pomysłu, ale postaram się kiedyś coś takiego zrobić ^^

Skeya - 2011-12-15, 19:55

Całkiem nieźle pokazałaś (choć pokrótce) charaktery postaci. Wiadomo, że nie da się nagle wszystkiego pokazać, ale i tak uważam, że wyszło dobrze.

Hm, co więcej? Czekam na dalszy ciąg i tyle :)

LeShawna - 2011-12-16, 19:23

Ojej. Inaczej niż to ja sobie zaplanowałam początek. Chociaż parę naszych pomysłów się pokrywa ;)

I bardzo przyjemnie mi się czytało. Nie wiem jak to wygląda z ilością, ale wygląda to dosyć lekko, więc przyjemnie się to czyta. Czekam na więcej.

Polecam. LeShawna.

Jannx - 2011-12-16, 20:12

bardzo fajny. strasznie szybko sie czyta.. może ciut za szybko. Wątki zaczęły sie powoli ,,rodzić", jak na pierwszy odcinek to jest idealny. Co prawda sam lepiej bym nie napisał, ale spodziewałem się bardziej sensacyjnego początku.. że taki szok że to jest gra..itp. ale dobrze jest

Cytat:
Dariusz: To mój najlepszy dzień w życiu… Moja Karolina nie dość, że ma na imię Karolina to jeszcze jest piękna niczym Wenus z Milo i mądra jak Atena. Znalazłem swój ideał!


przypomniała mi sie tu taka piosenka .. ,,sweet caroline"


Cytat:
<Pz>Somila: Spike, jest taki… inny. Przy nim czuje się zupełnie inaczej. Nie umiem tego określić, nigdy tak się nie czułam.


czyżby Zuza bawiła się w drobny parring?


łuuu napisałem długi komentarz :D

a tak pozatym to nie wiem czy to tylko takie moje niedopatrzenie, ale nie wiem czemu, wydaje mi się że Emma może dać sie wciągnąć w spiski Maryse ... w moich oczach wyszło coś takiego jak relacja (a właściwie zawiązek relacji) Heather i Lindsay.. mam nadzieje że nikt tego nie podchwyci.

Silny - 2011-12-16, 20:16

Jannx napisał/a:

a tak poza tym to nie wiem czy to tylko takie moje niedopatrzenie, ale nie wiem czemu, wydaje mi się że Emma może dać się wciągnąć w spiski Maryse ... w moich oczach wyszło coś takiego jak relacja (a właściwie zawiązek relacji) Heather i Lindsay.. mam nadzieje że nikt tego nie podchwyci.


Nie chciałbyś powtórki z rozrywki?

Jannx - 2011-12-16, 20:22

nie. bo to zniszczyłoby postać Emmy, a Adaśka raczej nie tak sobie to wyobrażała.
Podczas wyboru postaci była pewna zajadła dyskusja i lepiej żeby pójście na kompromis nie było na marne

LeShawna - 2011-12-16, 21:29

Oj na razie to są daleko idące wnioski. Zobaczymy jak to się potoczy dalej. Niemniej czasem trzeba trochę nagiąć charakter postaci, żeby się dobrze "czytało"
Jaaaa - 2011-12-16, 23:19

Jestem zachwycony, zadowolony i zdumiony. Naprawdę świetna robota, Zuzanno. Podoba mi się bardzo bardzo. I tak osobiście to też podoba mi się to, co zrobiłaś z Maryse :P Póki co of course :D Grejt dżob i czekam na part 2. :)
Qazty - 2011-12-17, 12:12

Nudziło mi się. Może się do czegoś przyda.


Zuzolot - 2011-12-17, 13:32

FORUM TOTALNEJ PORAŻKI 3!


Zakończenie.

Evelyn: Cudownie! Przegraliśmy.
Henry: Doskonale.
Evelyn: Co!? Nie rozumiem cię.
Henry: To proste. Wyeliminujemy tego gracza, który nam przeszkadzał w zadaniu
Evelyn: Albo tego który najbardziej irytuje
Henry: Kogo masz na myśli?
Evelyn: Ocrama albo Cypriana.
Henry: Jeśli miałbym wybierać z tej dwójki, to odpada Ocram.
Evelyn: No to już wszystko jasne.
Henry: Ale to by była błędna decyzja. Chcesz wywalić dobrego zawodnika
Evelyn: No właśnie. Nie będzie dla nas zagrożeniem.
Henry: A co z innymi zadaniami? Przegramy wszystkie bez niego.Bez obrazy, ale dzisiaj nasza dwójka praktycznie nic nie zrobiła. Szałas wybudowali Ocram i Cyprian
Evelyn: To kogo proponujesz?
Henry: Janette, ona tylko szkodzi drużynie.
Evelyn: Zostawiłabym ją, ona jest nie groźna
Henry: Ale ona jest zbędnym ciężarem! Chcesz jej nosić wode?
Evelyn: Już wole nosić wodę niż słuchać bezsensownych kłótni Cypriana i Ocrama!
Henry: Widzę, że się nie dogadamy...

Caroline: To co teraz? Musimy dokończyć szałas
Maryse: A po co? Pomyśl logicznie nie musimy budować szałasu, wygraliśmy zadanie.
Caroline: Okej. Więc daj mi pomyśleć Maryse. Jest wieczór, zapowiada się na burze, a my nie mamy dachu nad głową. Czy te argumenty Cię przekonują, że może lepiej dokończyć szałas?

<Pz> Maryse: Jak ja jej nienawidzę! Czemu ona nie może być w drugiej drużynie? Jeszcze tego pożałuje. Ona nie wie z kim zadziera. Do końca 3 odcinka będzie błagała Chrisa by pozwolił jej odejść.

Drużyna Piekielnych Wulkanów znowu zaczęła budować szałas. Dzięki Eliasowi, nie mieli tak dużo do zrobienia. Szałas, mimo, że nie był tak dobrze zbudowany jak w przeciwnej drużynie był nawet wytrzymały, tylko trochę… ciasny?

Spike: Nie chcę być chamski, joł. Ale czy Elias się do niego zmieści?
Dobre, pytanie i przykra odpowiedź. Nie było szans, żeby Elias się do niego zmieścił.
Maryse: No to grubcio śpi dzisiaj na dworze, dobranoc Elias my już idziemy spać.

<Pz> Emma: Myślałam, że Maryse jest milsza… Nie wiem czemu jest taka wredna dla Eliasa, on jej przecież nic złego nie zrobił!

Spike: Te, Pustostan spuść z tonu.
Emma: Może trochę poszerzymy ten szałas? To raczej nie zajmie dużo czasu

I o ile pomysł Emmy był świetny to myliła się co do tego, że to zajmie mało czasu. To trwało bardzo, bardzo długo a burza była coraz bliżej. Zaczął się wyścig z czasem o to by każdy członek drużyny mógł spędzić tę noc pod dachem.

Drużyna Niebiańskich Ptoków

Ocram chodził po wyspie. Szukał osoby, dzięki której mógł zostać na wyspie. Cyprian siedział przy brzegu plaży, daleko od obozowiska. Ocram usiadł koło niego.

Ocram: Potrzebuje Twojej pomocy.
Cyprian: Wiedziałem, że tak będzie. Kto chce na Ciebie zagłosować?
Ocram: Henry, Evelyn może Davon. Ceylia raczej nie, chociaż nie wiem do końca. No i Ty.
Cyprian: Nie będę głosował na Ciebie. Nie lubię Cię, ale nie jestem głupi. Na kogo głosujesz?
Ocram: Na Janette, za słaba jest. A Ty?
Cyprian: Też. Cecylia na Ciebie nie zagłosuje, lubi Cię.
Ocram: Ona ma racje, powinniśmy przestać ze sobą konkurować.
Cyprian: Taaa… jesteśmy najsilniejsi z drużyny. Jeśli wiesz o co mi chodzi.
Ocram: Wiem, ty najbardziej mi pomogłeś w budowaniu szałasu, choć nie z wszystkim się ze mną zgadzałeś. Naprawdę to doceniam. I jeśli chcemy być jeszcze tu długo, powinniśmy sobie pomagać.
Cyprian: Racja, Henry i Evelyn całt czas ze sobą gadają, Janette wiecznie odpoczywa, Davon od czasu do czasu pomoże a Cecylia…
Ocram: Stara się, ale jest taka krucha…
Cyprian: Z ust mi to wyjąłeś. Nie przejmuj się, dziś odpadnie Janette.

Chris: Witamy na pierwszej Ceremonii! Na razie jest was 7, ale do szałasu wróci was już tylko 6! Czyż to nie cudowne? Ale musze jeszcze przypomnieć, że osoba wyeliminowana uda się do Zatoki Wstydu, wsiądzie na Tratwę Przegranych i już nigdy, przenigdy nie wróci na wyspe! Muszę się przyznać, że kiedy o tym mówiłem przed zadaniem to zapomniałem o Tratwie Przegranych, ale mam nadzieje, że wybaczycie mi mój błąd.

Henry: Możemy się już pośpieszyć zapowiada się na burze,
Chris: Oj tam, oj tam! Jak to się mówi? Gdy się człowiek śpieszy to się diabeł cieszy! Więc jak wrażenia na wyspie? Podoba się wam?
Cyprian: Jest po prostu bosko..
Chris: Wiedziałem, że wam się spodoba! Więc zacznijmy głosowanie… O rany! Jaki ja jestem dzisiaj roztrzepany! Prawie bym zapomniał o pochodniach! Więc na szybko powiem każdy gracz ma swoją pochodnie. Od dzisiaj na każdą ceremonię będziecie przynosili ją. Pochodnia osoby która ma najwięcej głosów zostanie zgaszona. No to teraz jak wszystkie formalności mamy z głowy to przechodzimy do głosowania. Janette zaczynaj.

Wszyscy członkowi drużyny oddali głos. Każdy widzi zdenerwowanie Ocrama i dziwnie spokojne oczy Cypriana.

Chris: Więc spokojnie dzisiejszą noc może spędzić księżniczka Cecylia, Evelyn i Cyprian! Henry i Devon wy również jesteście bezpieczni! Więc został Ocram i Janette. Ocram… Zostajesz w GRZE! Janette przykro mi! Odpadasz.
Janette: Cooo?! To nie może być prawda!
Chris: No cóż plemie przemówiło < i zgasił jej pochodnie> Tratwa Przegranych czeka na Ciebie.

Janette zdołała się uspokoić i bez problemu wsiadła na tratwę i odpłynęła

Piekielne Wulkany

Wszyscy już spali w szałasie, za wyjątkiem Somili która medytowała obok. Mimo okropnej pogody ta spokojnie siedziała jak gdyby nigdy nic.

Spike: Ammmmmmm! Mmmmmogę się przyłąąączyć? Ammmmmm! Obiecuje, że będę cichoooo! Ammmmm!
Somila: Nie wierzę Ci!
Spike: Semila przestała się jąkać? Ammmm…
Somila: Mam na imię Somila.

<Pz>Somila: Nie lubię medytować, ale dzięki temu jestem spokojniejsza.

Spike: Somila? Też ładnie.

Davon jako pierwszy dotarł do obozu. Szybko wszedł do szałasu i zaczął grzebać w rzeczach księżniczki Cecyli. Po chwili w ręcę miał piękny naszyjnik.

Henry: Co Ty wyprawiasz?!
Davon: Ja? Nic! Znalazłem na podłodze!
Henry: Zatrzymaj to. Może nam się przydać.

Chris: Więc to tyle na dzisiaj! Nowe romanse, przyjaźnie a przede wszystkim kłótnie, nieźle jak na pierwszy odcinek, nie? Zapowiada się niesamowity sezon i niesamowitą walka o milion która rozegra się między szczęśliwą albo pechową trzynastką!
_____________________________________________________________
Odcinek miał być dłuższy, ale mam mało czasu więc jest króciutki, chociaż wiem, że obiecałam długi odcinek ;c Ale wtedy mielibyście wybór długi odcinek, ale dopiero za tydzień a i tak wiem, że przeze mnie ten odcinek się już dłuży.

Proszę o uzupełnienie relacji ;)

Skeya - 2011-12-17, 13:42

Odcinek nawet ciekawy, joł. Dobry wątek dla Devona, to może rozwinąć jego charakter.

Ale współpraca Ocrama z Cyprianem... aż dziwna :P

Qazty - 2011-12-17, 13:57

No i odpadła pierwsza osoba. Już w sumie zaczynają tworzyć się sojusze. Zaskoczyło mnie to nagłe zgranie Cypriana i Ocrama. Ciekawe co dalej z tego wyniknie.
LeShawna - 2011-12-17, 16:55

Jak mam być szczera to ja chyba wolę czytać takie krótsze odcinki. Serio! Nie muszę myśleć co było na bieżąco bo tak jakby cały czas jestem w temacie. I to mnie bardzo cieszy ^^

Dlatego odcinek mi się podobał i już masz u mnie wielki plus! A mianowicie, za to, że drużyny nie pozbywają się na tym etapie uczestników żeby czuć się pewniej tylko takich co przeszkadzają w wygraniu drużyny. A to jest bardzo istotne żeby poczuć klimat. Bo jak dla mnie w tej edycji nie chodzi o to, żeby wygrać tylko, żeby zostać jak najdłużej. Dlatego wielki plus.

Ghost - 2011-12-17, 17:01

GENIALNIE.
Już się biorę do pisania, drugiego odcinka i namawiam do uzupełniania relacji. Zaskoczyło mnie, że Ocram i Cyprian się pogodzili, ale czuję, że to nie na długo... ^^

    Ktoś ma jakieś specjalne życzenia co do prowadzenia postaci? - Zapraszam na PW. ;)

Szychu - 2011-12-18, 12:53

Ja jeszcze nie skomentowałem odcinka?
Ok, no to powiem krótko, że obie części fajne. Już widzę, że się kreują: związek (lub przyjaźń) pomiędzy Evelyn i Henry, sojusz Emmy z Maryse, a Cecylia będzie się starała pokazać Cyprianowi i Ocramowi, na co ją stać. I odpadła Janette.
No fajno, fajno. Ok, Ghost. Jedziesz z odcinkiem!

Właśnie się przekonałem, że za dużo skoków narciarskich oglądam. Na początku zamiast "Ammmmm" przeczytałem "Ammann" (Simon Ammann - Szwajcarski skoczek)

David - 2011-12-18, 14:42

odcinek fajny, Cyprian pogodził się z Ocram'em :P . czekam na dalsze odcinki FTP3, będzie dobrze!!!
Lockedo - 2011-12-20, 16:37

Szkoda, że Jenette odpadła, ale w sumie spodziewałem się tego. Ale pozostaje mi kibicować reszcie i poczekać na powroty, jeżeli jakieś będą :>

Muszę przyznać, że gubię się w imionach, ale to pewnie dlatego, że jeszcze dobrze nie znam postaci. Tj. nie wiem kto jest kim, na razie niestety, lub stety nie mam faworytów. Znaczy, Maryse mi zaimponowała, mam nadzieję, że daleko zajdzie. :-)

Dariusz za to, hm... nie rozśmieszył mnie. Mi się po prostu kawały z nim przejadły, odkąd po emisji odcinka z nim w internecie aż się od niego roiło. Ale może wyjść ciekawie. ;-)

Za to hm... jakiego słowa by użyć... dziwi mnie relacja Spike'a (tego skate'a, tak on miał?) i tej hinduski (przepraszam, zapomniałem imienia).

No i widać niektóre miłosne relacje, myślę, że to trochę za dużo jak na jeden odcinek, tj. za szybko się te zakochania posunęły, ale to tylko mały szczególik.

Powodzenia dla Ghosta.

Zuzolot - 2011-12-20, 16:59

Ja właśnie nie wiem skąd pomysł, że swatam Henrego i Janette, to zwykła przyjaźń! Jedyny wątek miłosny to Spike i Somila, więc nie wiem czy to dużo
Qazty - 2011-12-20, 17:17

Henrego i Janette? Oni w ogóle ze sobą rozmawiali? Chyba chodziło ci o Evelyn.

Ghost mam taką prośbę: Jeśli odcinek będzie gotowy na ten weekend to głosowanie mogłoby potrwać przynajmniej do 27? Nie wiem jak inni, ale ja w święta nie będę mógł wejść na forum.

Silny - 2011-12-20, 18:28

Zuzolot napisał/a:
Jedyny wątek miłosny to Spike i Somila, więc nie wiem czy to dużo


Nie zapominaj o Dariuszu i Caroline :)
Przy okazji ja też nie będę mógł wchodzić w święta. Dobrze będzie, jeśli głosowanie mogłoby potrwać trochę dłużej niż zwykle.

Ghost - 2011-12-20, 20:14

FORUM TOTALNEJ PORAŻKI 3
Odcinek 2 – "Podziemny Koszmar"


Cisza. Ale nie przed burzą, lecz po niej. Nie było już słychać nic prócz cichego świergotu tropikalnych ptaków o poranku. Słońce niezgrabnie wspięło się na nieboskłon i rozlało po wyspie swe jasne promienie... Tak, to już ranek.
Nasi wytrwali uczestnicy spędzili właśnie swą pierwszą noc w tym oto jakże obcym im otoczeniu. Dach nad głową? Phi. Jedynie ciasne, prymitywne szałasiki, im za nie przysłużyły... Burza, która wpadła nocą do nich w wizycie nie miała żadnej litości. Ulewa była okropna! Z resztą, zobaczmy sami co u nich słychać...


Piekielne Wulkany

Wulkany śpią jak zabite. Wszystkie co do jednego. Caroline zbudziła się jako pierwsza i nie otwierając oczu uśmiechnęła się.

Caroline (szepnęła): Jeeej, jak cieplutko...

Otwiera oczy i zauważa wtulonego w nią Dariusza, który śpi.

Caroline: Aaaaaaa! Ty świrze!

Odskoczyła od niego jak oparzona, budząc wszystkich w szałasie swoim wrzaskiem.

Maryse: I co się drzesz idiotko...
Elias (ziewając): Co się dzieje...?

Caroline zrobiło się głupio i kipiąca złością wyszła z szałasu.

Dariusz: Karolino, nie złość się! Złotko!

Wszystkie Wulkany odwróciły wzrok na Dariusza, który się lekko zawstydził.

Dariusz: No co?

<pz> Caroline: Teraz to już przegiął! Koniec z moją litością do tego psychola...
<pz> Somila: Uch, w życiu nie zapomnę tej nocy... To było coś okropnego. A poranek? Rozumiem, że Dariusz... Hmm... No... Czuje coś silnego do Caroline... Ale to mu się chyba wymyka spod kontroli. Powinien bardziej nad tym panować.
<pz> Spike: Hahaha! Ten ziomek mnie rozbraja! Co zrobi następnym razem?! Zaprosi ją do wanny na szampana?
<pz> Emma: Noc w tym szałasie była straszną męką! Nie dość, że Maryse wbijała mi się ciągle łokciem w żebro, bo jaśniepani chciała mieć jak najwięcej miejsca, to jeszcze woda ciekła z dachu szałasu prosto na mnie! A Dariusz... No comment.


Niebiańskie Ptoki

Po Wulkanach zaczęły budzić się też Ptoki. Ocram obudził się najszybciej. Wstał, lekko rozciągnął obolałe plecy (od spania na gruncie) i wyszedł przed szałas. Dla rozbudzenia zaczął robić sobie ćwiczenia wzmacniające. Zaraz po nim obudził się Cyprian. Również wyszedł przed szałas i spotkał tam kolegę robiącego pompki. Uśmiechnął się do niego przyjaźnie.

Cyprian: Widzę, że dba się o formę?
Ocram: A no... Owszem.
Cyprian: Jestem mistrzem pompek.

Cyprian ułożył się na ziemi naprzeciwko Ocrama i również zaczął robić to ćwiczenie. Cyprian jakby chcąc pokazać, że jest lepszy zaczął je robić z użyciem tylko jednej ręki. Wtem przed szałas wyszła Księżniczka Cecylia, kulejąc troszeczkę.

Księżniczka Cecylia: Łał! Poranne ćwiczenia! Cyprian, jesteś na prawdę dobry!

Ocram zrobił się nieco zazdrosny i zaczął klaskać dłońmi przy każdej pełnej pompce, aby przyciągnąć uwagę dziewczyny.

Księżniczka Cecylia: O ja cię! Cofam to. Ocram jest o niebo lepszy!

Tym razem Cyprian poczuł się zazdrosny. Zrzucił z siebie koszulkę, by odsłonić swoją klatę i zaczął robić pompki na jednej ręce jeszcze szybciej. Ocram zauważył to i również zrzucił z siebie T-shirt i kontynuował swoje pompki jeszcze intensywniej.

Księżniczka Cecylia: Okej, no dobra obaj jesteście w bardzo dobrej formie... Ale to się zaczyna robić dziwne...

W końcu oboje byli już tak spoceni i zmęczeni, że przestali robić pompki.

Ocram: Powiedz... Który... Z nas... Jest lepszy...
Cyprian: Właśnie... powiedz, że... jestem od niego... lepszy.
Ocram: Ale to ja jestem lepszy!
Księżniczka Cecylia: Chłopcy...
Cyprian: A właśnie, że ja!!!
Księżniczka Cecylia: Rozkazuję wam przestać...
Ocram: Udowodnij!
Cyprian: Sam tego chciałeś!

Cyprian rzucił się z pięściami na Ocrama. Księżniczka stała nad nimi z wściekłym wyrazem twarzy. Stała bezradna przyglądając się walce chłopaków.

Księżniczka Cecylia: MACIE NATYCHMIAST PRZESTAĆ DO JASNEJ CHOLERY, BO JAK NIE, TO... POŻAŁUJECIE!

<pz> Księżniczka Cecylia: Tak, wiem... To do mnie niepodobne... Ale bardzo się wtedy zdenerwowałam. I musiałam coś zrobić, bo ci dwaj oto rycerze... o mnie walczyli. Albo o mój podziw. W każdym razie nie podobał mi się ich sposób na rozwiązanie tej kłótni. Pff...

Chłopcy natychmiast przestali się bić i oszołomieni utkwili wzrok w rozjuszonej twarzy księżniczki, która zrobiła się dość czerwona. Cyprian miał teraz limo pod okiem, zaś Ocram zyskał jedynie na swoim ramieniu lekkiego siniaka. Obaj wstali z ziemi i opuścili zawstydzone głowy. Z szałasu wyłoniła się reszta Ptoków, którą zbudził donośny wrzask Cecylii.

Devon: Co to za wrzaski?
Evelyn: Co się tutaj działo...? A w sumie... Nie obchodzi mnie to.

<pz> Devon: Hohoho! Kto by pomyślał, że nasza mała księżniczka, potrafi tak potężnie krzyknąć?
<pz> Henry: Ech... Nie mam pojęcia o co tam poszło oraz dlaczego ci dwaj stali przed nią z nagimi torsami, ale na pewno znów mieli jakąś sprzeczkę... Kiedy oni się nareszcie dogadają?


Nagle ni stąd, ni zowąd pomiędzy szałasami obydwu drużyn ukazał się Chris! Na twarzy jego widniał szeroki uśmiech od ucha do ucha.

Chris: Witam! Jak tam nocka zleciała?
Maryse: To było coś okropnego, obrzydliwego, niezwykle karygo...
Chris: Nie pytałem Cię o zdanie! W każdym razie, przeczuwam, że jesteście nieco głodni.
Elias: Nieco?!
Emma: Zjadłabym konia z kopytami...
Chris: No to za mną!

Chris poprowadził wszystkich uczestników do dużej, bambusowej chaty, w której mieściła się stołówka – dwa duże stoły, po jednej dla każdej z drużyn. Na końcu znajdowała się lada, zza której Chef serwował swoje specjały. I proszę... Stał tam z chochlą w dłoni – cały rozpromieniony.

Somila: Nie... Tylko nie on!
Maryse: Pamiętam tego typa z telewizji! Nie umie gotować!
<pz> Maryse: Po prostu pięknie! Uchh!
Chris: Nie jest wcale taki zły...

Chris wybuchnął śmiechem.

Chris: No dobra, jedzcie to śniadanie, bo wyzwanie czeka!

Ptoki i Wulkany niechętnie wzięły swoje porcje podejrzanie-wyglądającej substancji jajecznico-podobnej i usiadły do stołów. Zajadały dalej.

<pz> Evelyn: Ech... Co tu dużo gadać. To COŚ, mi przez gardło nie przechodziło... Ledwie tknęłam...
<pz> Emma: Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia! Jak mam zostać modelką, jeśli mój organizm nie będzie dostawał odpowiednio dobranych substancji odżywczych?! Muszę się trzymać swojej diety... Ale... Jak?
<pz> Ocram: Jadło się w życiu gorsze rzeczy. Weźcie przykład z Bear'a Gryllsa.


Wszyscy skończyli konsumpcję śniadania (jeśli można to tak nazwać) i wstali od stołów. Chris stanął naprzeciw nich i wyszczerzył się.

Chris: Teraz macie już siłę do dzisiejszego wyzwania! Za mną!

Wszyscy uczestnicy poszli za Chrisem. Wyszli ze stołówki.
<pz> Caroline: Bałam się co Chris dla nas szykuje...
Chris doprowadził ich do jakiegoś dziwnego otworu w ziemi, w którym były jakieś schodki. Chwycił jakąś pochodnię i zapalił ją. Pokonawszy pięćdziesiąt schodków dotarli do szerokiej otwartej jaskini i Chris zatrzymał się. Chris odwrócił się do uczestników, którzy teraz z zaciekawieniem obserwowali wszystko co ich właśnie otaczało.

Chris: Witajcie w Podziemnych Komnatach Wodza Umiki-Waka-Tiki!
Spike: Brzmi czadowo. Powtórzysz, jak się ten wódz nazywa?
Chris: Umiki-Waka-Tiki! Odkryliśmy to podziemne miejsce niedawno przed rozpoczęciem programu!
Księżniczka Cecylia: Czy tu jest bezpiecznie?
Chris: Dokonaliśmy dokładnej analizy tego miejsca i nie występuje tu dla was żadne zagrożenie, w postaci zawalenia się i niczego z tych rzeczy.
<pz> Chris: No dooobra. Skłamałem. Haha!
Chris: Waszym dzisiejszym zadaniem jest odnalezienie w labiryncie Wspaniałego Złotego Kufra, oznaczonego symbolem Y. Drużyna która mi go doniesie zwycięży dzisiejsze wyzwanie oraz otrzyma w nagrodzie jego zawartość. Przegrani będą musieli kogoś wywalić. W labiryncie roi się od pułapek zastawionych przez ducha Wodza Umiki. Gniew jego nie zna granic! Jego pułapki będą sprawiać, że liczba osób w waszych grupach będzie się coraz bardziej kurczyć i kurczyć, dlatego patrzcie pod nogi! Obie drużyny dostają po jednej pochodni. W miarę pogłębiania się w jaskiniach, będziecie znajdywać ich więcej – zawieszone będą na ścianach...

Uczestnicy stanęli już w swoich drużynach. Chris dał jedną pochodnię Cyprianowi z drużyny Ptoków, zaś drugą Eliasowi z drużyny Wulkanów.

Chris: Do wyboru macie cztery drogi! Nad każdym z tych czterech korytarzy wisi tabliczka z jakimś rysunkiem. Pierwsza droga oznaczona jest jakimś jajkiem, droga oznaczona jest kwiatkiem, droga przedstawiająca rybę oraz droga oznaczona płomieniem. Trzy z tych dróg nie prowadzą do kufra, jedna – prowadzi. Aha. Jeden korytarz = jedna drużyna. Nie mogą iść jednym korytarzem dwie drużyny jednocześnie. Wulkany, jako, że wygraliście poprzednie wyzwanie, możecie wybrać ścieżkę jako pierwsi

Od razu rozgorzały w drużynach dyskusje.

Piekielne Wulkany

Elias: Którą bierzemy drogę, hm?
Caroline: Na pewno nie tą z płomieniem... Może kwiatek?
Elias: Instynkt podpowiada mi, że to ta z tą rybą...
Dariusz: Milcz! Karolina wie najlepiej, ty, ty...! Więc uważaj!
Elias (zdziwiony): No doobra...
Emma: Może tą z jajkiem?
<pz> Maryse: Muszę jakoś zdobyć zaufanie Emmy... Nie ważne jakie będzie to trudne, dokonam tego...
Maryse: Popieram pomysł Emmy! Emma na pewno dobrze mówi. W końcu mam do niej TAKIE ZAUFANIE.
Caroline: Ej, nie zgadzam się! Czemu nie kwia...
Maryse (syknęła do Caroline) : Cicho siedź dziwolągu...
<pz> Caroline: Jak ona mnie wkurza!
Spike: Nie kłóćcie się! A czemu nie płomień? Może Chris specjalnie chce, abyśmy nie brali tej drogi? Tak dla podpuchy?
Maryse (wykrzyknęła ignorując Spajka): Chris! Wybieramy jajko!
<pz> Maryse: Musiałam podtrzymać pomysł Emmy... Aby jakoś no... mnie dostrzegła... No wiecie... Dostroić jej mózg w taki sposób, aby funkcjonował tak, jak ja tego wymagam. Czysta manipulacja. Ot co.
Chris: Usłyszałem jajko! A Ptoki? Wybieracie drogę z kwiatkiem, rybą czy płomieniem?

Niebiańskie Ptoki

Ptoki spojrzały po sobie.

Ocram: No to bierzemy rybę?
Cyprian: Nie, płomień!
Ocram: Rybę!
Cyprian: Płomień!
Ocram: Rybę!!!
Cyprian: Płomień!!!
Henry: Zamknijcie się do cholery!
<pz> Henry: To się robi już takie irytujące... Coraz bardziej mam ochotę przywalić jednemu i drugiemu...
Devon: Weźmy już tą rybę...
Evelyn: Nie... To zły pomysł... Z kwiatkiem nie mam żadnych złych skojarzeń. A z rybą...
Księżniczka Cecylia: Popieram... Kwiatki są ładne i pachnące.
Henry: Okej, większość jest za kwiatkiem.
Ocram: Chris! Bierzemy drogę z kwiatkiem.

Chris uśmiechnął się tajemniczo.

Chris: Okej, no to ustalone. Piekielne Wulkany idą drogą z rysunkiem jajka, zaś Niebiańskie Ptoki pójdą drogą z rysunkiem kwiatka. Droga z rysunkiem płomienia zostaje pusta. Jeśli dotrzecie do końca jaskini i nie znajdziecie tam kufra to wracajcie czym prędzej! A teraz ustawcie do pozycji startowej, bo zaraz rozpocznie się wyścig!

Ptoki stanęły przed swoją jaskinią, a Wulkany przed swoją także.

Chris: Gotowi... do startu... START!!!

Wbiegli do ponurych, okrytych mrokiem korytarzy, w których światło dawała im pojedyncza pochodnia.

Piekielne Wulkany

Piętnaście minut później...
Elias prowadził drużynę trzymając pochodnię, oświetlając na zmianę ściany i podłoże jaskini.


Elias: Pamiętajcie o słowach Chrisa... Pułapki są wszędzie.
Somila: Ej... Wierzycie w tą historię o duchu...? Że on tutaj grasuje?
Emma (zaśmiała się): Nie, no coś ty.
Somila: Czemu?
Emma: Nie wierzę w takie bzdety.

Spike zaczaił się za plecami Somili po czym, raptownie złapał ją w pasie wydając odgłosy jakiegoś potwora. Dziewczyna nieźle się wystraszyła.

Somila (wymachując na oślep rękami): CO DO *****?!
Spike (śmiejąc się): Hahaha, ale się wystraszyłaś!
Somila: Spike! No wiesz co! Zawału dostanę przez ciebie! To nie było śmieszne!
<pz> Somila: Przyznaję, przestraszył mnie i lekko rozzłościł. Ale po chwili odebrałam to już jako niewinny żarcik. Spike jest bardzo fajnym chłopakiem. I jeszcze przystojnym... (rozmarzyła się) To znaczy nie! Eee... Nie dla mnie... Tylko... (przygryza wargę) Uch! Oddawać mi tą taśmę!!!
Spike: A właśnie, że było! Haha! Ale miałaś minę!
Somila (rumieni się, uśmiechając się lekko): Okej... Udało ci się...
<pz> Spike: Semila... Znaczy Somila, o. Bardzo fajna dziewczyna. Mądra, rozważna, ładna... Tak słodko się rumieni... (rozmarzył się) Ekhm... Yyy... To znaczy nie... Ja tak nie uważam tylko... Eee... Miałem na myśli... Uch! Oddawać mi tą taśmę!
Maryse: Przepraszam gołąbeczki, że przeszkodzę, ale wasze piszczenie i śmiechy przyciągnie nam tylko jakieś nietoperze, albo coś... Dlatego... Zamknijcie się?

Spike i Somila łypnęli na dziewczynę wściekłym wzrokiem i szli już dalej w milczeniu. W tymczasie Dariusz szedł obok Caroline.

Dariusz: Karolino... Gniewasz się na mnie za... Tą pamiętną noc?
Caroline: Jaką pamiętną noc?! Obmacywałeś mnie, w trakcie gdy ja spałam jak zabita! To jest pamiętna noc? Na pewno nie dla mnie... I przestań do mnie mówić "Karolino", bo moje imię to "Caroline"! I w ogóle... Odczep się!
Dariusz: Ale Karolino!

Złapał ją za ramię i przyciągnął ją do siebie.

Dariusz: Na prawdę nie moglibyśmy się pogodzić, słodki mój kwiatuszku?
Caroline: Łapy przecz zboczeńcu!

Kopnęła go mocno w genitalia i wysunęła się bardziej do przodu. Dariusz upadł na kolana, łzawiąc z bólu.

Dariusz (zawołał za nią): Nadal cię kocham, pszczółko moja!

Dariusz wstał i chciał już dołączyć do swoich, gdy wtem... zniknął. Tak po prostu. Wulkany tego nie zauważyły... Wulkany w tym czasie znalazły drugą pochodnię.

Emma: Dziękuję ci Maryse, że mi tak ufasz. Bardzo to miłe z twojej strony...
Maryse: Ach, nie ma sprawy Emma. Na mnie możesz zawsze liczyć! Miła, godna zaufania – cała ja!
Emma (uśmiechnęła się do niej ciepło): Przydałaby mi się właśnie taka przyjaciółka w programie...
Maryse (szepnęła jej na ucho): Czyli sojuszniczka?
Emma: No... tak. Będziemy dobrym duetem. Najmodniejszym.
Maryse (uśmiechnęła się z satysfakcją): I najseksowniejszym...

Po paru minutach... Wulkany zaczęły zauważać poprzylepiane do ścian, różne, podejrzane, biało-zielone jajka.

Elias: No i mamy nasze jajka... Ciekawe co jest w środku?
Spike: Na pewno nie jest to kinder niespodzianka...
Somila: Ej... Kogoś brakuje... Gdzie jest Dariusz? Kto ostatni go widział?

Caroline stała z opuszczoną głową.

Caroline: Ja... Ale to dawno... Kopnęłam go w jądra, a potem szedł już z tyłu...
Emma: Czemu go kopnęłaś?
Caroline: Bo jest zboczeńcem...

Maryse westchnęła.

Maryse: Dobra, idziemy dalej... Pewnie wpadł w jedną z tych pułapek o których wspominał Chris. Nie ma co po niego wracać...

Wulkany potaknęły. Tymczasem Elias, który przyglądał się jajkom na ścianie nadal stał w tym samym miejscu.

Elias: O szlag... Musicie to zobaczyć...


Niebiańskie Ptoki

Piętnaście minut po wkroczeniu do korytarza...

Ocram: Dlaczego to ty masz nieść pochodnię?
Cyprian: Bo jestem najlepszym możliwym przywódcą w tej drużynie.
Ocram (wybuchł złośliwym śmiechem): Najlepszym? Hahaha! Chyba najgorszym!
Cyprian: Odszczekaj to frajerze.
Ocram: Dawaj tą pochodnię! Jeszcze nas wprowadzisz w jakąś pułapkę!
Cyprian: Prędzej to ty nas byś do niej wprowadził!

Zaczęli wyrywać sobie pochodnię.

Cyprian: Puszczaj!
Ocram: Nie, to ty puszczaj!

Pochodnia wypadła im z rąk i spadła na mokre dno jaskini. Zgasła natychmiastowo. W ciemnej jaskini zapadła cisza.

Cyprian i Ocram (jednocześnie): Patrz co zrobiłeś!!!
Cyprian i Ocram (jednocześnie): Ja to zrobiłem?!
Cyprian i Ocram (jednocześnie): Nie!
Cyprian i Ocram (jednocześnie): Ty to zrobiłeś!
Księżniczka Cecylia: Cisza! Rozkazuję wam zaprzestać tej kłótni.

Evelyn, Devon i Henry spojrzeli po sobie porozumiewawczo. Tego już było za wiele.

<pz> Evelyn: Czy ci dwaj nie mogą jakoś dojść do porozumienia?! Bo ja już straciłam na to wszelkie nadzieje... Jeśli przegramy, to pewnie zagłosuję na jednego z nich...
<pz> Devon: Przez nich musieliśmy przemierzać ciemny korytarz, do czasu, aż znajdziemy kolejną pochodnię...
<pz> Henry: Hmm... Który to już raz? NIE MAM POJĘCIA! Odechciało mi się liczyć... Motyw się ciągle powtarza... Ci dwaj to jedna wielka porażka...


Henry: I co?! Dumni jesteście z siebie? Oboje jesteście do d*py! Ptoki, chodźcie za mną, bo z tych dwóch nie ma żadnego użytku...
Devon (zmierzył Cypriana i Ocrama wzrokiem): Zgadzam się w 100%... Prowadź Henry.

Szli dalej w ciemności. Ocram i Cyprian, którzy wlekli się z tyłu za drużyną mieli wyrzuty sumienia.

Ocram: Kurczę... Głupio wyszło.
Cyprian: No... Sorki, że no... taki byłem.
Ocram: Nie, to ja przepraszam...
Cyprian: A mieliśmy się trzymać razem. Gadaliśmy o tym wczoraj.
Ocram: Od teraz bardziej uważajmy, bo nas wywalą... Cecylia też zaczyna mieć nas dosyć...
Cyprian: Zgadzam się. Nie lubię cię i ty mnie pewnie też, ale to dla naszego dobra... I drużyny.

Uścisnęli sobie dłonie i dołączyli do drużyny przyspieszając krok. Po paru minutach w oddali dostrzegli zawieszoną w na ścianie korytarza pochodnię.

Evelyn: Nareszcie... Mam już dość nieświadomego chodzenia w ciemnościach...

Gdy dotarli do pochodni, Devon ją chwycił. Czym prędzej chcieli wiedzieć co ich otacza.

Devon: O kurdę...
Księżniczka Cecylia: No pięknie...
Cyprian: Super... Oto i nasz kwiatek.

Płomień pochodni oświetlił dalszą część ścieżki. Dalej tunel obrośnięty był bujną roślinnością.

Henry: Jeśli mamy iść dalej, to potrzebna nam będzie jakaś maczeta...
Ocram: Mam nóż, ale nie wiem jak długo wytrzyma przy takim buszu...
Devon: Ja też mam... We dwójkę może coś zdziałamy.


Piekielne Wulkany

Elias stał jak wryty. Reszta drużyny podbiegła do niego, by dowiedzieć się co tak przykuło jego uwagę. Był to pęczek sklejonych jakąś nicią jajek, które nagle zaczęły się ruszać pod powłoczką.

Elias: Coś się zaraz z nich wykluje!
Maryse: Fuj... Ohyda! Idźmy dalej, bo się haftnę...
Caroline: Przymknij się, pustaku.
Maryse: Phi. Kto to mówi...

Nagle jajka zaczęły pękać jedne po drugich, po chwili widać było już parę wystających nóżek. Czarnych... Długich... Owłosionych... To były pająki!

Emma, Maryse, Caroline & Somila: PIIIIIIIIIIIIIISK!!!
Spike: Hahaha! Mini tarantulki! Jakie słodziaczki!
Elias: No i tego się nie spodziewałem...
Somila: E-e-elias, mógłbyś za-za-zaświecić po-pochodniami na górę?

Elias wykonał jej prośbę i zamarł w przerażeniu. Do sklepienia jaskini przylegało całe mnóstwo , gigantycznych, półtorametrowych pająków-olbrzymów. Ich ślepia otworzyły się, bo wyczuły światło.

Emma: Pa-pa-pają...

Emma nie dokończyła, bo zemdlała pod wpływem szoku.

Elias: Musimy się spieszyć! Na końcu tunelu może być kufer!

Elias oddał jedną pochodnię Spajkowi a drugą Somili, po czym chwycił Emmę w ramiona. Wszyscy zaczęli biec przed siebie.

Maryse: One się wszystkie wykluwają pod wpływem światła!

Maryse miała rację.

Maryse: To jest jakiś koszm... Aaaaaaaaaaaaaa!

Nie zdążyła dokończyć, bo wielki pająk zarzucił na nią pajęczynę jak lasso i wciągnął ją do góry.

<pz> Caroline: Hahahahaha! Ach... Widok wielkiego pająka porywającego tą idiotkę... Bezcenny.
<pz> Maryse: Uch!!! TO WCALE NIE BYŁO ŚMIESZNE, JASNE! Chris, niech no ja cię dopadnę!!!

Spike: Teraz już wiemy co się stało z Darkiem...

Biegli dalej przed siebie. Wtem kolejny pająk zaatakował członka Wulkanów.

Somila: Aaaa! Puść mnie bestio!
Spike: SOMILA!!! NIE!!!

Próbował ją jakoś chwycić, ale było już za późno. Zniknęła w szponach olbrzymiego pająka, a jej pochodnia upadła na ziemię i zgasła.

Caroline: Musimy zgasić naszą ostatnią pochodnię, bo to przyciąga te ścierwa!
Elias: Zgadzam się. Jak tak dalej pójdzie to nikt z nas już nie zostanie... Spike, zgaś pochodnię.

Spike przygryzł wargi myśląc o Somili i posłuchał się towarzyszów. Ogarnęła ich wszechobecna ciemność i pobiegli dalej.


Niebiańskie Ptoki

Ocram i Devon prowadzili, bo szczęśliwym trafem mieli oni przy sobie podręczne nożyki. Grube zielone pędy były coraz gęstsze i coraz trudniej było im przedzierać się dalej.

Księżniczka Cecylia: Ała, podrapałam się przez te badyle...
Evelyn: Przypuszczam, że każdy już tego doświadczył księżniczko...

Zamilkli.

Cyprian: Czy wam też się wydaje, że te roślinki... no nie wiem... Żyją?

Ocram spojrzał na niego zdziwiony, po czym powrócił wzrokiem do buszu. Zamachnął się nożem i obserwował jak przecięta w pół roślinka wije się jak żywa. Devon i Ocram zamarli na chwilę. Jakby na życzenie cała flora jaskinie poczęła się wić i ruszać. Jedna z dziwacznych gałęzi wystrzeliła w kierunku Ocrama i wciągnęła go do góry.

Ocram: Aaaa!!!
<pz> Cyprian: Okej. Tamta akcja mnie nieźle wystraszyła!

Chłopak zniknął wysoko nad ich głowami, a jego nóż spadł na podłoże jaskini. Henry podniósł go i przygryzł wargę rozglądając się dookoła w strachu.

Henry: Okej... Od teraz musimy bardziej uważać...
Księżniczka Cecylia: Biedaczek...

Szli dalej już z mniejszą odwagę, aczkolwiek ze wzmożoną ostrożnością. Nie mieli litości dla agresywnych roślinek, dlatego machali nożem, aby powstrzymać jej jak najskuteczniej.


Piekielne Wulkany

Drużyna biegła w ciemnościach przed siebie.

Spike: Chyba już się od nas odczepiły
Elias: Chyba tak... Uff... Ech... Jestem zmęczony.

Emma nie była ciężka, ale sam bieg z nią w ramionach był męczący. Na szczęście obudziła się.

Emma: OMG. Miałam taki dziwny sen...

Elias postawił ją na ziemi.

Elias: Dalej już musisz iść na własnych nogach, bo już nie mam siły...
Emma (zachichotała i uśmiechnęła się do niego): Dziękuję ci, Eliasie. Jesteś na prawdę silny i męski. BTW... Czemu tak tu ciemno? O nie! To ta jaskinia ze snu! GDZIE PAJĄKI?!
Caroline: Ciszej trochę... Nie widzą nas, bo zgasiliśmy pochodnie... Nie masz co panikować.

Emma przełknęła ślinę i powstrzymała strach. Wulkany szły dalej przed siebie, aż w końcu... TUNEL SKOŃCZYŁ SIĘ. A kufra nie było...

Spike: Wymacajcie dokładnie czy ten kufer gdzieś tu jest!
Caroline: Nie ma go...
Emma: Nic a nic.
Elias: Szlag, nic tu nie znalazłem.

Czwórka pozostałych Wulkanów spojrzała po sobie w ciemnościach.

Caroline: Nie ma kufra... To wracamy.
Elias: Szybko, możemy jeszcze wygrać...

Zerwali się biegiem w przeciwnym kierunku tunelu – tam skąd tu dotarli.


Niebiańskie Potoki

Cyprian i Devon: Aaaaaaaaaaa!

Wrzask dwójki chłopaków spowodowany był przez ostry bluszcz, który obwinął się wokół ich ciał i wciągał ich w stronę sklepienia jaskini. Devon wypuścił z rąk pochodnię i nóż. Henry chwycił w powietrzu pochodnię, bo było to ich jedyne źródło światło.

Księżniczka Cecylia: O nie! Cyprian!
Evelyn: Szlag! Wciągnęło ich!
Henry: Nóż Devona spadł gdzieś na ziemię...

Zaczęli macać po podłodze, gdy nagle jedno z pnączy obwinęło się na kostce Henry'ego.

Henry: O nie... Zadzierasz ze złą osobą, durna roślinko.

Zamachnął się nożem Ocrama i przeciął ją zgrabnym rozmachem uwalniając tym samym swoją nogę.

Księżniczka Cecylia: Mam!
Henry: Daj go Evelyn.
Księżniczka Cecylia: Czemu? Nie ufasz moim zdolnościom? Znam się na szermierce jak mało kto!
Henry: Wierzę Ci, ale jednak jesteś poszkodowana i...
Księżniczka Cecylia: Żaden to dla mnie argument, sir Henry!
Evelyn: No dobra, jak jej już tak zależy... Nie mamy czasu na sprzeczki.

Ptoki ruszyły dalej. W końcu przedarli się przez ostatnią warstwę buszu i napotkali przed sobą... ścianę. KONIEC TUNELU.

Evelyn: Świetnie... Nie ma kufra.
Henry: Wracamy biegiem!
Księżniczka Cecylia: Biegiem? A moja kostka?

<pz> Henry: Jak ja się muszę poświęcać...

Evelyn (z uśmiechem): Henry, wygląda na to, że trzeba ją tam jakoś przetransportować.
Henry: Ech...
Księżniczka Cecylia: Czekam...!

Chwycił ją w ramiona, po czym Ptoki pobiegły w kierunku wejścia do tunelu, czyli tam skąd tu przyszli.


Tymczasem u Chrisa... Szanowny pan prowadzący siedzi na wygodnym leżaczku na przeciwko czterech tunelów. Z radością wysłuchiwał wrzasków dochodzących z obydwu tuneli, do których weszły drużyny.

Chris: I to jest muzyka dla moich uszu. Ach...

Odgłosy biegnących do wejścia uczestników stawały się coraz wyraźniejsze. W końcu z tunelu oznaczonego jajkiem wyłonili się Caroline, Elias, Emma i Spike. Byli nieźle zdyszani.

Chris: Ojojoj! A gdzie Dariusz, Maryse i Somila? Hehehe. Te pajączki dawno nie były karmione... W każdym razie nie znaleźliście kuferka! Mam jednak dla was dobrą wiadomość! Ptoki również go nie znalazły! Zostały do wyboru jeszcze dwa tunele i macie szczęście, bo możecie wybrać jeden z nich, jaki iż Ptoki jeszcze do nas nie dotarły. Wybieracie drogę oznaczoną rybą, czy drogę oznaczoną płomieniem. Dlatego szybka narada!


Piekielne Wulkany

Spike: Mówię wam! Powinniśmy wybrać płomień!
Emma: Oszalałeś?! Jeszcze spłoniemy, albo coś!
Caroline: Sorki Spike, to chyba zbyt ryzykowne...
Elias: Sam nie wiem...
Caroline: A zatem głosujmy! Jestem za rybką!
Emma: Rybcia.
Elias: Rybunia.
Spike: Ech... Niech wam będzie... Ale, żeby później nie było na mnie... To wy tak zadecydowaliście.
Emma: Chrisio, wybieramy drogę oznaczoną rybką!
Chris: Nie ma sprawy! Możecie już wchodzić!

Piekielne Wulkany wkroczyły do wybranego przez nie tunelu, kiedy w tym samym czasie z tunelu oznaczonego kwiatkiem wyłonili się Evelyn oraz Henry niosący Księżniczkę Cecylię.

Chris: A oto i Ptoki! Widzę, że i u was skład drużyny skurczył się o połowę! Czarno to widzę... Nie macie kuferka, a został jeszcze ostatni niezwiedzony tunel! Oznaczony obrazkiem przedstawiającym płomień... Miłej drogi!

Księżniczka Cecylia, Henry i Evelyn spojrzeli na Chris z politowaniem. Nie zwlekając dłużej wbiegli do ostatniego tunelu.


Piekielne Wulkany

Drużyna biegła przed siebie. Z czasem pod ich nogami pojawiały się kałuże wody, a im dalej się wgłębiali, tym wyższy był poziom wody. W końcu woda, była na tyle wysoka, by uniemożliwić im bieganie. Teraz już wyłącznie szli.

Spike: Świetnie. Przesiąkło mi całe adki...
Emma: A co ja mam powiedzieć? Wiesz ile kosztowały moje buty...?
Caroline: Nie dramatyzujcie...

Szli i szli, aż w końcu wody mieli już do pasa.

Elias: Robi się niefajnie.
Emma: Ta woda jest brudna...

Po jakimś czasie wody mieli już po ramiona, a chodzenie przestało być już możliwe. Musieli się przerzucić na pływanie.

Caroline: Z-z-z-z-zimnoo...

<pz> Caroline: Katarek murowany...

Płynęli w zupełnej ciszy, gdy wtem dostrzegli, że w wodzie coś im towarzyszy...

Emma: C-c-coś się otarło o moją nogę. Aaaa znowu!

Nagle coś wciągnęło Emmę pod wodę z wielkim pluskiem.

Elias: Emma!
Caroline: Szlag!

Spike i Elias zanurkowali po koleżankę i pod wodą zobaczyli, że jakaś mechaniczna macka wciąga ją do znajdującego się na dnie tunelu otworu, który po chwili zamknął się. Chłopacy wynurzyli się.

Spike: Nic z nią nie będzie, płyniemy!

Pozostała trójka Wulkanów płynęła dalej.


Niebiańskie Ptoki

Evelyn oraz Henry niosący Księżniczkę Cecylię biegli przez korytarz. Po jakimś czasie zwolnili, bo byli bardzo już zmęczeni, a w szczególności Henry. Postawił Księżniczkę Cecylię na ziemi, na razie musiała iść o własnych siłach. Po kolejnych minutach zwartego marszu cała trójka zauważyła, że w jaskini robi się coraz cieplej.

Evelyn: Czujecie...? Uff... Jaki gorąc...
Księżniczka Cecylia: Oddałabym całe królestwo za choć jedną szklankę wody... Albo schłodzonego nektaru.

Po pewnym czasie zauważyli, że w jaskini zaczynają się pojawiać chmury pary wodnej, albo czegoś... W każdym razie było tego coraz więcej, wraz ze wzrostem temperatury w korytarzu.

Henry: Czuję się jak w saunie...

W końcu było już tak gorąco, że towarzysze nie widzieli się już nawzajem.

Evelyn: Cecylia? Henry? Jesteście tu?
Henry: Tia...
Księżniczka Cecylia: Jestem tuż obok cie...

Wtem urwała zdanie i wyrwała z siebie zdławiony krzyk, jakby ktoś ją chwycił za usta. Henry i Evelyn automatycznie zatrzymali się przerażeni.

Henry: Cecylia?
Evelyn: Nie mów mi, że...
Henry: Kolejna pułapka...

Robiło się gorąco... Dosłownie!

Evelyn: Lepiej się spieszmy, bo jeszcze będziemy następni...
Henry (krępując się lekko): Zgadzam się. Evelyn?
Evelyn: Tak? Wybacz nie widzę cię...
Henry: No właśnie... I w tym problem. Stój tam gdzie jesteś i powiedz coś do mnie.
Evelyn: Okej... Coś? Chyba jesteś niedaleko mnie...

Po chwili Evelyn poczuła jak ktoś chwycił ją za dłoń. Przestraszyła się, bo nie była pewna czy to Henry, czy może kolejna pułapka Chrisa.

Henry: Spokojnie... To tylko ja. Uważam, że dalej powinniśmy iść trzymając się za rękę...
Evelyn (żartobliwie): Na wypadek kolejnych wspaniałych pułapek zastawionych przez "Potężnego Woda Umaki-Czy-Jak-On-Się-Tam-Zwał"?
Henry: Otóż to. Jak któreś z nas w nie wpadnie, to drugie mu pomoże.
Evelyn (uśmiechnęła się przez mgłę): Bardzo dobry pomysł panie perfekcyjny.
Henry: Ależ dziękuję, panienko.
Evelyn: Panienko? Haha. Jak ty to ładnie ująłeś...

Henry zaśmiał się ciepło. Ruszyli dalej wzdłuż korytarza.


Piekielne Wulkany

Elias, Spike i Caroline płynęli kraulem wzdłuż tej – jak to ujął Elias – rzeki podziemnej. Po niezwykle męczących dziesięciu minutach męczącego przemierzania tunelu zbliżali się ku końcowi.

Caroline: Czy wy też widzicie tam już koniec tunelu?
Elias (wytężając wzrok w ciemnościach): Rzeczywiście...
Spike: Kufer jest pewnie pod wodą!

Dotarli w końcu do ściany i zanurzyli się w nadziei na odnalezienie tam kufra.


Niebiańskie Ptoki

Para Ptoków trzymając się pod rękę biegła dalej przez to "piekło" – gorąc panujący tu w powietrzu był już nie do zniesienia, a oddychanie stawało się coraz trudniejsze...

Evelyn: Tracę... Uff... Siłę...
Henry: Jeszcze... Tylko... Uff... Troszeczkę...

Wtem znienacka, zza dużego obłoku pary wyłoniła się ściana i oboje wpadli na nią jak głupki, upadając przez siłę uderzenia na ziemię. Oboje wybuchli od razu zdławionym przez opary śmiechem.

<pz> Evelyn: Hahaha. To było... Takie głupie.(zasłoniła twarz dłońmi) Ale jakie słodkie. (uśmiechnęła się lekko odsłaniając twarz) Ach, Henry, Henry, Henry...
<pz> Henry: Wbiegliśmy prosto w ścianę na końcu jaskini. (próbując powstrzymać śmiech) Co za ironia, że akurat wtedy nas zaskoczyła! Nawet mnie to śmieszy... (uśmiechnął się)

Henry: Szukaj kufra!

Henry i Evelyn na czworakach macali przestrzeń wokół siebie szukając kufra.

    ROZSTRZYGNIĘCIE – Kto odnajdzie kufer oznaczony igrekiem? Elias, Caroline i Spike w korytarzu zalanym wodą, czy Henry i Evelyn w korytarzu-saunie?




























Piekielne Wulkany

Spike wynurza się wraz z Caroline i Eliasem. Spike milczy i patrzy na towarzyszów ze złością.

Spike: MÓWIŁEM! MÓWIŁEM ŻEBY WZIĄĆ KORYTARZ Z PŁOMIENIEM!!! ALE NIE...!!! WY MUSIELIŚCIE...
Caroline: Dobrze, Spike... Miałeś rację... To był los.
Spike: Żaden los... Zwykła logika i instynkt.
Elias: Już nic nie poradzimy... Wracajmy.

Niebiańskie Ptoki

Henry i Evelyn na czworakach przeczesują dno tunelu.

Evelyn: Chyba znalazłam!!!
Henry: Na prawdę?!
Evelyn: Taak!

Henry doczołguje się do Evelyn.

Henry: Wykonaliśmy kawał dobrej roboty.
Evelyn: Owszem, panie perfekcyjny.

Henry podniósł skrzynię, która ku jego zdziwieniu była zaskakująco lekka.

Henry: Leciutkie to, to.

Udali się spokojnym krokiem w stronę wejścia, nie zauważając, że na końcu tunelu w obłokach pary kryję się coś jeszcze... Coś co powinni byli wziąć.


Do Chrisa dotarła drużyna Piekielnych Wulkanów. Ich twarze nie wyrażały żadnego entuzjazmu – wręcz przeciwnie – byli naburmuszeni.

Chris: No cóż... Kufra brak. Chyba przegrywacie...
Elias: Jak to chyba...?
Chris: A tak no. Poczekajcie... Jeszcze nie wszystko przesądzone.

Parę chwil później z tunelu ostatniego wyłonili się Henry i Evelyn. Mokrzy od stóp do głów – spocili się jak świnie... Henry zdążył już zdjąć w drodze powrotnej koszulkę, a Evelyn miała rozpięte ubrania, a makijaż na twarzy miała cały rozmazany. Oboje byli szeroko uśmiechnięci i pewni wygranej.

Evelyn: Mamy kufer!
Henry: Ha! Wygraliśmy!

Chris podszedł do nich, spojrzał na kufer i pokręcił głową wybrednie.

Chris: No nie byłbym taki pewien. Otwórzcie skrzynię.
Evelyn i Henry: ???

Chris podaje Evelyn klucz, by otworzyła skrzynię. Otwiera ją posłusznie, a w środku leży... biała kartka. Evelyn podnosi ją, a po chwili zgniata ją w kulkę i rozwścieczona ciśnie nią w Chrisa, który robi zgrabny unik, kwicząc ze śmiechu.

    Pewnie i ty czytelniku chcesz wiedzieć co się stało? Cóż takiego było napisane na tej kartce?


Treść kartki:
"Spójrzże na wieko skrzyni! Oznaczone jest literą "X", a nie "Y"! Zła skrzynia! Dobra została w tunelu! Za karę... PRZEGRYWACIE!
Pozdrawiam.
<s>Chris.</s>
Wielki Wódz,
Umiki-Waka-Tiki."


Evelyn powiedziała Henry'emu co było na kartce i od razu posępniał.

Henry: A niech to, szlag!!!
Evelyn: Uch... To takie niesprawiedliwe!
Chris: Piekielne Wulkany, wygrywacie, bo Ptoki wzięły złą skrzynię!
Caroline, Elias i Spike: Huraaa!
Chris: Niebiańskie Ptoki? Do zobaczenia na ceremonii! Znowu!

Evelyn przewróciła oczami i złożyła ręce zrezygnowana.

<pz> Caroline: Ha! Nie mogłam w to uwierzyć! Kolejne wyzwanie wygraliśmy, praktycznie fartem!
<pz>Elias: O taak! Piekielne Wulkany górą! Ptoki z nami szans nie mają.

Spike: A co z Somilą? Yy... T-to znaczy co z wszystkimi, których "porwał Wielki Utukikuki-cośtam-cośtam"?
Chris: Czekają już na was u góry, w szałasach.
Caroline: Dariusza nie musieliście oddawać. A było tak przyjemnie bez niego...



Kilka godzin później.

Stołówka. Ludzie zaczęli się schodzić na obiadokolację.


Stół Niebiańskich Ptoków. Przy stole siedzą: Devon, Ocram, Henry, Cyprian i Evelyn.

Devon: To jedzenie jest paskudne...
Ocram (przeżuwa smażoną rybę, która była właśnie głównym daniem): Mlosk, mlosk.
Cyprian: Gdzie Cecylia?
Evelyn: Szukała czegoś pilnie w szałasie... Jakby coś zgubiła.

Henry i Devon posłali sobie porozumiewawcze spojrzenie.

Henry: Uch. Najadłem się.
Devon: Ja też.

Wstali i poszli zanieść brudne naczynia do Chefa. Wtem drzwi stołówki otworzyły się z hukiem, a w progu stała Ksieżniczka Cecylia.

Księżniczka Cecylia: Zostałam okradziona!!!

Henry kiwnął Devonowi, że powinni teraz wyjść, korzystając z okazji. Wyszli ze stołówki. Tymczasem księżniczka zasiadła w gronie drużyny i załamana rozpłakała się. Cyprian otulił ją ramieniem.

Cyprian: Coś ci zginęło?
Księżniczka Cecylia: ZOSTAŁAM OKRADZIONA!!!
Ocram: Nie rzucaj słów na wiatr. Jesteś pewna, że brałaś go ze sobą?
Księżniczka Cecylia: TAK, TO PAMIĄTKA RODZINNA!!!
Cyprian: Spokojnie, nie krzycz, kochana.
Evelyn: Na pewno się znajdzie.
Ocram: Wątpie, abyśmy mieli na wyspie złodziei...

Księżniczka Cecylia walnęła głową o stół i zaczęła jęczeć. Była cała roztrzęsiona.

Tymczasem przy stole Piekielnych Wulkanów siedziała cała drużyna w komplecie i świętowała zwycięstwo.

Maryse: Haha! Jak dla mnie to możemy wygrywać codziennie!
Spike: Wymiatamy!
Somila: Tylko nie zapeszajmy.
Dariusz: Karoliiinko?

Caroline udała, że go nie usłyszała i wstała od stołu gwiżdżąc coś pod nosem. Poszła w kierunku wyjścia od stołówki.

Dariusz: Piękności ty moja największa, nie odchodź!

Wstał i pobiegł za nią.

Tymczasem w pobliżu szałasu Niebiańskich Ptoków...


Henry: Okej, teren czysty... Masz go?

Devon wyciągnął z kieszeni drogocenny naszyjnik należący do Księżniczki Cecylii.

Devon: Cały i zdrowy...

Devon uśmiechnął się podstępnie.

Henry: Cudownie.

Weszli po cichu do chatki.

Henry: Zaraz, zaraz. To komu w końcu podkładamy ten naszyjnik? Ocramowi czy Cyprianowi?
Devon: Yyy... A ja wiem? Może rzućmy monetą?

Devon wyciąga z kieszeni monetę pięćdziesięciocentową.

Devon: Jak będzie główka to Ocram, a jak pięćdziesiątka to Cyprian.
Henry: Ok.

Devon podrzuca monetę i zatrzymuje ją na dłoni.

// Ja jako osoba pisząca również musiałem tu rzucić monetą, żeby zachować formalność. xd //

Devon: Pięćdziesiątka. Czyli podkładamy Cyprianowi...
Henry: Okej, tylko streszczaj się.

Devon nachylił się nad torbą Cypriana, kiedy nagle usłyszeli, że ktoś nadchodzi.

Henry (szepnął): O nie, ktoś idzie!

Henry szybko padł na ziemię i udawał, że śpi, a Devon szybko wrzucił naszyjnik do torby Cypriana i wyszedł z szałasu, aby nie wzbudzić podejrzeń Ocrama, który właśnie wchodził do szałasu.
Niestety, przez przypadek Devonowi z ręki spadła bransoletka, prosto do torby Cypriana. Nie zauważył jej braku.




    Koniec części pierwszej.


Możecie głosować na (kolejność alfabetyczna): Cypriana, Devona, Evelyn, Henry'ego, Księżniczkę Cecylię i Ocrama


_____________________________________________________
Nareszcie skończyłem! Uff. Proszę o budującą krytykę, ale także i pewną wyrozumiałość, gdyż jest to mój, że tak powiem "pierwszy raz" w FTP.
Miałem niesamowitą przyjemność podczas pisania i mam nadzieję, że nie zrujnowałem niczyich planów co do postaci, bo miałem po prostu silną wenę, której za nic powstrzymać nie mogłem (rozlała się na 18 stron w Wordzie). Starałem się przestrzegać instrukcji twórców postaci, aczkolwiek niekiedy musiałem to nagiąć, aby ubarwić akcję.

Tak zdaję sobie sprawę, iż dużo scen jest jakby rodem z jakiegoś science-fiction. xD

Głosy do mnie. ^.^ Czekam do piątku do godziny 14:00. No chyba, że to dla was za mało czasu, to mogę przedłużyć.

Anastazja - 2011-12-20, 20:42

Woooow. *___*
Wielkie gratulacje za długość odcinka, który przyjemnie i płynnie się czyta. No i przede wszystkim fajne jest to, ze przez cały czas stoi na wysokim poziomie!
Naprawdę, jestem pod wrażeniem.. No aż żałowałam, kiedy skończyłam go czytać, ze to już jego koniec! :D
.... No i nie zabrakło zaskakującego finału.. ;)

Szychu - 2011-12-20, 21:06

Anastazja napisał/a:
.... No i nie zabrakło zaskakującego finału.. ;)


Tylko warto też zauważyć, że jeżeli zawsze będą takie "zaskakujące" finały, to potem to już będzie nudne i zaskoczeniem będzie to, gdy zwycięstwo będzie pewne, a nie tak jak w dwóch pierwszych odcinkach. Oczywiście się nie czepiam, zwłaszcza, że twój pomysł był dobry (sporo lepiej pomyślany, niż Zuzy), ale na dłuższą metę to się może nudzić.
Odcinek na ogół w porządku. Można znowu powiedzieć "I po ptokach". ;-)

Qazty - 2011-12-20, 21:31

Świetnie to wyszło! Cały czas czekałem z napięciem co będzie dalej. Tylko oby Chris ciągle nie robił rzeczy w stylu, że drużyna która nie wykonała zadania wygrywa, bo ludzie będą chcieli jeszcze specjalnie przegrywać.
LeShawna - 2011-12-20, 21:33

Cytat:
"I po ptokach".

Widzę, że już powstają dowcipy na temat drużyn :D

A co do odcinka....
BRAWO!!! Jestem pełna pełna podziwu. Na początku sobie pomyślałam tak: "No i co masz mi do zaoferowanie panie Ghostcie. Pewnie myślisz, że jak napisałeś tak dużo to wynagrodzi to jakoś odcinka."

Jak ja się bardzo myliłam! Trafiłeś w 10 w mój klimat, a to się rzadko zdarza. Jestem pod przeogromnym wrażeniem! Mimo, że nie jestem zwolenniczką takiej dużej ilości tekstu, to ten odcinek był bardzo lekki. Mam nadzieję, że to nie był twój ostatni odcinek? Jeszcze raz BRAWO

Wydaję mi się, że dobrze odwzorowałeś postacie. W paru miejscach może nie byłam tego taka pewna w 100%, ale sądzę, że idealnie się wczułeś.

I wiecie co? ta edycja jest bardzo mocna! Ja sama miałabym problem z wyborem. Mamy naprawdę dobre postacie!

Jaaaa - 2011-12-20, 21:51

Hm. To ja się troszkę przyczepię ;)
Zacznę od mojej postaci. Troszeczke za bardzo chcecie z niej zrobić drugą Heather :P Maryse owszem, jest tą "złą", ale uważa, że inne dziewczyny nie są godne nawet rozmawiania z nią. Sojusz z Emmą? Pomysł dobry, ale nie na dłuższą metę.
Po drugie. Może zbyt dużo skupiłeś się na swojej postaci? :P Ale to akurat trochę zrozumiem, bo każdy chce pokazać w swoim odcinku jaka to jego postać jest. (;
Cytat:
Zaczęli macać po podłodze, gdy nagle jedno z pnączy obwinęło się na kostce Henry'ego.

Henry: O nie... Zadzierasz ze złą osobą, durna roślinko.

LOL?

Odcinek jest dobry, jak na debiut. Good job.

Następna sprawa.

Cytat:
(sporo lepiej pomyślany, niż Zuzy)

Hm. Takim komentarzem mogłeś urazić Zuzę (choćby trochę, ale jednak), nie sądzisz? Tak przynajmniej ja odczuwam. ugh.


Jeszcze raz, propsy dla Ghosta za udany debiut. (;

LeShawna - 2011-12-20, 21:56

Pisząc odcinek musimy być świadomi, że podlegamy krytyce. A sądzę, że chodziło bardziej o powód wygranej przeciwnej drużyny. Tu jednak powód był lepszy niż u Zuzy.

Ja jak mam być szczera to właśnie mi się jakoś mało Henrego wydawało. Albo inaczej. Wszystkich dla mnie było po równo. Ja nie skromnie powiem, że gdy pisze odcinki bardziej faworyzuję moje postacie.

Zuzolot - 2011-12-20, 22:03

No Skwarek ma trochę racji ;) Co do Szycha to spokojnie już raczej nie napisze nigdy odcinka.

Ogólnie zauważyłam kilka błędów stylistycznych :P Pracuj nad powtórzeniami, bo trochę ich masz (sorki, że tak się uczepiłam, ale po prostu moim dzisiejszym zadaniem domowym było poprawianie powtórzeń w moim wypracowaniu więc dzisiaj jestem na to uczulona :D )

Ogólnie odcinek był ok, nie podoba mi się to, że ptoki są zagrożone no bo w tym momencie jest naprawdę ciężki wybór w tej drużynie. Są świetne postacie i to trochę niesprawiedliwe, że któraś z nich odpadnie tak wcześnie :P

Ghost - 2011-12-20, 22:27

Dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję!

Po prostu się rozplywam w tym momencie. Dziękuję za przemyślaną krytykę, bardzo mi to imponuje.

Starałem się skupiać na każdej postaci po równo, a jak to wyszło to już wy oceniajcie. :3 Jeśli chodzi o powtórzenia, to przepraszam. Czasem mam z nimi problem. Szczególnie jak piszę szybko.

Zapraszam do głosowania, bo głosy są dość podzielone. ;)

Szychu - 2011-12-20, 23:33

Cytat:
Hm. Takim komentarzem mogłeś urazić Zuzę (choćby trochę, ale jednak), nie sądzisz? Tak przynajmniej ja odczuwam. ugh.


Chyba mam prawo do oceny, co nie? Zresztą Zuza nie powinna się obrazić, bo sama powiedziała:
Cytat:
Mam nadzieje, że się podobało a jeśli nie to chętnie przyjmę konstruktywną krytykę.

Ok, krytyka zawsze lekko uraża, ale z tym się musi zmagać każdy pisarz. Nie zawsze wszystko się będzie podobało. A ja po prostu stwierdzam, że Ghost zrobił lepszy "nagły zwrot akcji", tyle. Czy to takie straszne?
I błagam, nie przedłużajmy tego tematu, bo tu nawet nie ma co dyskutować.
Do Ghosta: Zaraz ci wyślę głos.

Ghost - 2011-12-20, 23:43

Aha, zapomniałem o jednym. Pamiętajcie o uzupelnianiu relacji w temacie "Uczestnicy".

Dzięki. ^^

Skeya - 2011-12-21, 17:54

Ghost napisał/a:

Zrzucił z siebie koszulkę, by odsłonić swoją klatę i zaczął robić pompki na jednej ręce jeszcze szybciej. Ocram zauważył to i również zrzucił z siebie T-shirt


Piwo temu panu!

Ghost napisał/a:
Spike zaczaił się za plecami Somili po czym, raptownie złapał ją w pasie wydając odgłosy jakiegoś potwora. Dziewczyna nieźle się wystraszyła.


Ghost napisał/a:
Emma, Maryse, Caroline & Somila: PIIIIIIIIIIIIIISK!!!
Spike: Hahaha! Mini tarantulki! Jakie słodziaczki!


Bardzo podoba mi się jak prowadzisz moją postać. Jest chwilami bezczelny, co właściwie mi się nawet podoba. No i jest prawdziwym mężczyzną :D

Ghost napisał/a:
Caroline: Dariusza nie musieliście oddawać. A było tak przyjemnie bez niego...

:D

Hm, wątek Spike'a i Somili prowadziłeś dobrze, nie wiem właściwie dlaczego od razu ten wątek jest JUŻ nazywany wątkiem miłosnym. Somila na razie coś czuje, ale to nie jest jeszcze jakoś ulokowane. Spike natomiast to jak kamień :P

Tylko Dariusz na razie pokazuje prawdziwe uczucie!

Co prawda bardziej mnie pasjonują wątki postaci niż sama fabuła w sensie zadań, ale w tym odcinku postarałeś się o zjawiskowe zadania. Czytałam z zapartym tchem. Zwłaszcza walkę z badylami oraz ohydnymi pająkami :)

Norinio - 2011-12-23, 18:06

Pochwalam odcinek :D

Jak na razie najrozsądniejszy wydaje się być Henry, którego darze sympatią. Lecz uważam, że nie należało by, go jak by to... łączyć (?) z Evelyn. Są postaciami z ciekawymi charakterami i nie trzeba było by im robić jakiś wątków miłosnych. Nie wiem czy tylko ja to zauważyłem, no ale to trzymanie się za rękę i zwietrzenia w pokoju zwierzeń? No proszę...

Jeżeli chodzi o Cypriana Ocrama i Cecylie to tworzą ciekawy trójkącik :D

Czekam na dalsze losy "Ptoków". Ich wątki bardziej mi się podobają niż drugiej drużyny.

I oczywiście czekam z niecierpliwością na zakończenie :D

Ghost - 2011-12-23, 19:09

FORUM TOTALNEJ PORAŻKI 3
Odcinek 2 – "Podziemny Koszmar"
Część druga.


Ściemniało się. Obie drużyny przebywały już w swoich szałasach. Piekielne Wulkany świętowały zwycięstwo, co było słychać z daleka, bo robiły to dość głośno. Jednak Niebiańskim Ptokom wcale nie było do śmiechu. Cała szóstka siedziała w milczeniu w szałasie, nie odzywając się do siebie słowem. Ceremonia zgaszania pochodni tuż, tuż... Zaraz poproszą ich do głosowania.
Księżniczka Cecylia nie poddawając się w poszukiwaniach przeszukiwała cały szałas w poszukiwaniu swojego naszyjnika.


Ocram (chrząknął): Ale cisza...

Cyprian westchnął i przetarł znużone oczy. Księżniczka Cecylia skierowała na niego wzrok, gdy wtem uwagę jej przykuła torba, którą trzymał przy sobie. Coś co wystawało z jej kieszeni. Szybko padła na podłogę i chwyciła to bez wahania. Był to jej naszyjnik.

Księżniczka Cecylia: MÓJ NASZYJNIK! Jak mogłeś!?!?
Cyprian (spojrzał na nią zdziwiony): Ale...? Jak...?
Księżniczka Cecylia: A myślałam, że mogę ci ufać!

Wybiegła z szałasu z płaczem. Cyprian wstał i osłupiały nie mógł wydobyć z siebie słowa.
<pz> Cyprian: Zostałem wrobiony! Ale... Przez kogo?
Cyprian odwrócił się do pozostałych Ptoków.

Cyprian: Chyba nie wierzycie, że jej to ukradłem...?

Evelyn skrzywiła się i przymknęła oczy. Wyszła bez słowa z szałasu. Udała się zagłosować.
<pz> Evelyn: Nie wierzę, że Cyprian mógł jej coś takiego zrobić... Sądziłam, że się przyjaźnią. Uch... Nie żebym się tym jakoś przejmowała...
Henry podszedł do Cypriana.

Henry: Złodziej.
Cyprian: To nie byłem ja!
Devon: Już się nie pogrążaj, gościu...

Henry wyszedł z chatki. Devon zaś tuż za nim. Cyprian dostrzegł na jego twarzy coś podejrzanego.

Ocram: Stary, jak mogłeś to zrobić?
Cyprian: Ocram, ty też? Chyba nie wierzysz w te brednie?!
Ocram: No... Wiesz... Mam ku temu pewne powody.
Cyprian: Myślę, że Devon podłożył mi naszyjnik Cecylii, żeby odwrócić przeciwko mnie całą drużynę...
Ocram: Okej... Powiedzmy, że ci wierzę... Co teraz masz zamiar zrobić?

Cyprian przełknął ślinę i opuścił głowę ku klatce piersiowej.

Cyprian: Nie mam pojęcia...

Ocram położył mu dłoń na ramieniu.

Ocram: Nie martw się stary, nie zagłosuję na ciebie. Oddam głos na tego typka...

Cyprian uśmiechnął się słabo.

Cyprian: Dzięki, Ocram. Jesteś wporzo.

Obaj wyszli z szałasu kierując się na głosowanie.

GŁOSOWANIE.
Wszyscy podchodzili do dużej, drewnianej urny i wrzucali kartkę z imieniem osoby, na którą oddają głos.


<pz> Księżniczka Cecylia: Cyprian... Jak mogłeś...?
<pz> Henry: Nie ma to jak mieć wszystko pod kontrolą... Ach...


CEREMONIA
Wszyscy stali ze swoimi zapalonymi pochodniami. Chris stał naprzeciwko trzymając kartkę z wynikami głosowania.


Chris: Ptoki! A więc widzimy się ponownie! Jak samopoczucie?
Evelyn: Do du...
Chris: To świetnie, że dobrze się czujecie! Mam już wyniki waszego głosowania!

Zapadła cisza.

Chris: W programie na pewno zostaje... Cecylia!

Księżniczka Cecylia uśmiechnęła się i przeszła do bezpiecznej strefy.

Chris: Kolejną bezpieczną osobą jest... Henry!

Henry bez słowa przeszedł do bezpiecznej strefy.

Chris: W następnym odcinku zobaczymy też... Evelyn!

Evelyn przeszłą ze swoją pochodnią do strefy bezpieczeństwa. W zagrożonym polu stali już tylko Ocram, Cyprian i Devon.

Chris: Ocram. Jesteś bezpieczny.

Ocram uśmiechnął się i dołączył do pozostałych.

Chris: Pozostaliście tylko wy... Devon i Cyprian. Dzisiaj musimy pożegnać się z...

































Chris: (kaszle)

























Chris: Dzisiaj odpada...






























Chris: Cyprian. Żegnaj! Devon zostajesz w programie. Plemię zadecydowało!

Chris zgasił jego pochodnię. Cyprian opuścił głowę.

Cyprian: Szkoda...
Chris: Do Zatoki Wstydu!
Cyprian: Ech... Narka.

Cecylia starała się nie patrzeć w stronę Cypriana. Żal jej go było trochę, ale czuła, że na to zasłużył. Chciała pokazać, że jest stanowczą kobietą oraz że nie da sobą tak pomiatać. Cyprian wszedł powoli na Tratwę Przegranych i z łzami w oczach opuścił wyspę... Był przecież niewinny...

Piekielne Wulkany

W szałasie ucichły już zabawy i wszyscy powoli kładli się spać.

Emma: (ziewnęła)
Elias: Trzeba się wyspać, bo nie wiadomo co nas czeka następnego dnia...
Caroline: Taak. Chris jest bardzo nieprzewidywalny. DARIUSZ ZOSTAW MOJE WŁOSY!

Dariusz, który właśnie obwąchiwał jej włosy, odsunął się wystraszony.
Emma sprowadziła swój wzrok na Spajka i Somilę. Somila leżała z głową na jego piersi. Oboje uśmiechali się przez sen.


Emma: Oooch... Czy oni nie są słodcy?
Maryse: Taa... Gołąbeczki się znalazły... Nie wiem jak ciebie, ale mnie ta parka trochę irytuje...
Emma: Czemu?
Maryse: Ech... Nieważne.

Maryse połozyła się. Emma zamyśliła się na chwilę, po czym położyła się obok niej.

Po jakimś czasie wszyscy już spali... Wszyscy, oprócz Eliasa, który po cichu wstał, by opróżnić pęcherz. Wyszedł z szałasu, podszedł do jakiegoś drzewka. Psi, psi, psi. Zapiął rozporek.

I co? Do szałasu już na noc nie powrócił. Zniknął.


<pz> Somila (medytując): Ammmmmm! Nie myśleć o Spajkuuuuu! Ammmm.... On jest tylko moooim kolegą! Ammmmm! Tylko kolegąąąąą! Ammmmm.... Jestem spokooooojnaaaa! Ammmm! AM! HYYYYYYYY! YHHHHH! (zaczyna się dusić, jakby coś ją opętało; po chwili zamilkła) Uch... Miałam wizję! To Devon ukradł naszyjnik Cecylii!!!

KONIEC ODCINKA DRUGIEGO


_______________________
No i koniec odcinka drugiego. Widać było, że wybór był bardzo trudny. Oto ostateczne wyniki głosowania:

Kod:
Cyprian: 4 głosy
Ocram: 3 głosy
Evelyn: 3 głosy
Cecylia: 1 głos

Reszta miała 0 głosów.


Teraz pozostało mi skierować was do uaktualnienia relacji. ^^

P.S.
Dziękuję LeShawnie, za pomysł z tą medytacją na koniec odcinka. (;

Zuzolot - 2011-12-23, 19:23

Dzięki odejść Cypriana zabiliśmy dobry wątek ;/ Strasznie mi się to nie podoba! Odcinek dobry, ale czemu Cyprian?
LeShawna - 2011-12-23, 19:24

Ojej! Jednak to wykorzystałeś! Ciekawe jak teraz wykorzysta to Somila :D Końcówka fajna, bo krótka i w sumie tyle. Ciekawi mnie sprawa z Eliasem... Hmmm...

Ale że CYPRIAN?! Szczerze to go bardzo lubiłam, a ta męska przyjaźń pomiędzy nim a Ocramem była całkiem spoko.

Ale przecież będą powroty ;)

Qazty - 2011-12-23, 19:24

Szkoda Cypriana fajna to była postać. (Nie podobało mi się, że musiałem głosować tak jak Devon by zagłosował) Fajnie pasował do trójkącika. Ten sezon z jednego powodu jest okropny. Są same fajne postaci i szkoda kiedy któraś odpadnie. Dobrze, że zaczął się jakiś wątek z Eliasem, bo póki co moim zdaniem jego postać jest zbyt mało rozwinięta.
Zuzolot - 2011-12-23, 19:53

LeShawna napisał/a:
Ojej! Jednak to wykorzystałeś! Ciekawe jak teraz wykorzysta to Somila :D Końcówka fajna, bo krótka i w sumie tyle. Ciekawi mnie sprawa z Eliasem... Hmmm...

Ale że CYPRIAN?! Szczerze to go bardzo lubiłam, a ta męska przyjaźń pomiędzy nim a Ocramem była całkiem spoko.

Ale przecież będą powroty ;)

Mam nadzieje, że to on powróci w powrotach :P

Qazty - 2011-12-23, 20:43

Co do powrotów to nieźle by było gdyby Halette doszła do gry. Ciekawi mnie co by wtedy Henry zrobił.
Skeya - 2011-12-23, 21:05

Qazty napisał/a:
Ten sezon z jednego powodu jest okropny. Są same fajne postaci i szkoda kiedy któraś odpadnie.


No właśnie to jest dla mnie straszne. Najgorszy jest moment, gdy należy zagłosować. Bo... nie ma na kogo. Każdą postać darzy się jakimś tam uczuciem.

I szkoda mi Cypriana, bo on miał konkretny wątek. No, ale z drugiej strony liczę, że pisarze wykażą się inwencją i stworzą jeszcze lepsze wątki poboczne dla innych postaci takich jak Elias czy Emma.

Silny - 2011-12-23, 21:24

Świetny odcinek i świetne zakończenie. Ghost bardzo wysoko postawił poprzeczkę przed kolejnymi pisarzami. Rozwija się coraz więcej ciekawych wątków - kradzież naszyjnika, romanse, Elias... Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy. Cyprian odpadł niesłusznie, ale niejedno jeszcze może się zdarzyć. Teraz czas na LeShawnę - trzymam kciuki!
Słowianka - 2011-12-25, 18:25

Szychu napisał/a:
Cytat:
Hm. Takim komentarzem mogłeś urazić Zuzę (choćby trochę, ale jednak), nie sądzisz? Tak przynajmniej ja odczuwam. ugh.


Chyba mam prawo do oceny, co nie? Zresztą Zuza nie powinna się obrazić, bo sama powiedziała:
Cytat:
Mam nadzieje, że się podobało a jeśli nie to chętnie przyjmę konstruktywną krytykę.

Ok, krytyka zawsze lekko uraża, ale z tym się musi zmagać każdy pisarz. Nie zawsze wszystko się będzie podobało. A ja po prostu stwierdzam, że Ghost zrobił lepszy "nagły zwrot akcji", tyle. Czy to takie straszne?
I błagam, nie przedłużajmy tego tematu, bo tu nawet nie ma co dyskutować.


Słownik PWN:

konstruktywny
1. «dający pozytywne rezultaty, wnoszący coś nowego, konkretnego»
2. «zdolny do stworzenia czegoś nowego, wartościowego»
 konstruktywnie  konstruktywność

krytyka
1. «surowa lub negatywna ocena kogoś lub czegoś»
2. «analiza i ocena książki, filmu lub czyichś dokonań»
3. «tekst lub wypowiedź zawierające taką ocenę»
4. «dział piśmiennictwa obejmujący oceny utworów literackich, muzycznych, dzieł sztuki itp.»
5. «grupa ludzi zajmująca się formułowaniem takich ocen»

Więc teraz ta łamigłówka –połącz te dwa słówka i pomyśl dlaczego twoja opinia nie była konstruktywną krytyką ;) Podpowiedź: argumenty, argumenty, argumenty… i argumenty.
Odcinek był w porządku ale czuję że Oki był trochę źle przedstawiony bo wyobrażałam sobie Okiego jako osobę którą cechuje lekki wdupizm a nie uczestniczącą w ślepej rywalizacji z osobą z która tak naprawdę mógłby pojechać w podróż stopem dookoła świata. Dariusz był za to dobrze zrozumiany ale troszeczkę mało go było.

LeShawna - 2011-12-26, 11:25

Jeśli macie jakieś szczególne pomysły i prośby co do postaci, to proszę piszcie mi na PW. Jestem otwarta na propozycje. :)
Szychu - 2011-12-26, 12:46

Cytat:
Więc teraz ta łamigłówka –połącz te dwa słówka i pomyśl dlaczego twoja opinia nie była konstruktywną krytyką.


Głównie dlatego, że ja nikogo nie skrytykowalem. Porównalem tylko końcówkę Ghosta z końcówką Zuzy. Ta druga była dobra (czy ja powiedzialem coś wcześniej, że była zła? Nie zdaje mi się), dobrze się wczuwalo w chamską osobowość Chrisa, było bardzo nastrojowe, nie sądzę, bym powiedział coś demotywujacego, bo zaznaczam, ze to byla moim zdaniem dobra koncówka. (Ohoho, ile przecinków dałem...) Ale ta Ghosta byla moim zdaniem po prostu lepsza. Bardziej mi się podobał ten pomysl ze zlą skrzynią. Czy to, że powiedziałem, że ktoś napisal ten element lepiej niż Zuza to naprawdę taki powód do gadania na mnie, że jestem taki "zuyyyyy i wgl." (zwlaszcza, że Leshi też tak stwierdziła)? Ludzie, błagam! Są Święta! Czas pokoju! Ja naprawdę nie chcę wchodzić w żadne kłótnie! Więc proszę, przestańcie sie mnie czepiac z powodu jednej błahostki, od której przecież nikomu nic się nie stalo!

P.S. Leshi, czekam na odcinek. Mam nadzieję, że naskrobiesz coś fajnego ;-)

Zuzolot - 2011-12-27, 10:33

No to może takie małe sprawy organizacyjne ^^
Zostałą utworzona ankieta z pytaniem "Którą drużynę bardziej lubisz?" więc zapraszam do głosowania ^^ Szukamy osoby która po eliminacjach mogłaby "zaszarzać" osoby które odpadły na grupowym zdjęciu. Jest ktoś chętny? :>

Ghost - 2011-12-27, 11:31

Ja jestem chętny! Efekt wyślę ci na PW (jak skończę).

A co do ankiety... Ptoki górą! ^ ^

Qazty - 2011-12-27, 13:18

O wstawiłaś moją tabelkę fajnie! Co prawda Ghost się już zgłosił, ale też mogę "zaszarzać" postaci. Dobrze, że jest ankieta. Zobaczymy, która drużyna jest bardziej lubiana.
Lockedo - 2011-12-27, 14:20

W ankiecie zagłosowałem na Ptoki, każda postać w tej drużynie ma swój wątek, mniejszy lub większy. W Wulkanach lubię tylko Maryse, zaś w Ptokach lubię właściwie wszystkich. ;-)
Dwuogoniasty - 2011-12-28, 14:49

Hehe. 2 odcinki, a już mam wrażenie że to najlepsza edycja FTP. Nie sądziłem, że polubię jakiegoś Niemca, a tu moją ulubioną postacią jest Elias (sam nie wiem dlaczego :-> ). Co do eliminacji Cypriana to podejrzewam, że wróci bo w końcu do jego torby wpadła bransoletka Devona, więc udowodni, że został niesłusznie oskarżony :-? .
LeShawna - 2011-12-28, 15:14

Chris: Poprzednio w Forum Totalnej Porażki! Nasi rozbitkowie musieli znaleźć kufer w jednym z korytarzy, które wybierali na zasadzie prób i błędów. Były krwiożercze kwiatki, wielgachne pająki, dużo wody oraz dużo ognia. I chociaż to drużyna Niebiańskich Ptoków znalazła w swoim korytarzu skrzynię, to jednak… okazało się, że była to skrzynia podpucha, a właściwa została w środku! I to właśnie Piekielne Wulkany wygrały, mimo, że przegrały. Znowu. Okazało się, że na wyspie jest złodziej, który okradł Cecylię. W wyniku pewnej intrygi został posądzony o to Cyprian i to właśnie jego chcieli się poddać wyspiarze. Czy Cecylia dowie się, kto ukradł jej naszyjnik? Czy Piekielne Wulkany znowu wygrają w taki sposób? Dowiecie się czytając Foooorum! Totalnej! Porażki!

FORUM TOTALNEJ PORAŻKI 3
Odcinek 3 – „Nienawiść wisi w powietrzu”


Nastał kolejny poranek na wyspie. Tym razem niebo było całkowicie przysłonięte gęstą warstwą chmur, a na dworze czuć było silne podmuchy wiatru oraz fale, które rozbijamy się o skały w pobliżu plaży. Zrobiło się od razu trochę zimniej na dworze.
Pewnie Piekielne wulkany spały by jeszcze dłużej, gdyby nie fakt, że nagle wiatr porwał ich… dach!


Caroline: Aaaaaa!
Spike: Ehhhhhh! <ziewa> Co się stało?
Caroline: Jak to co? Dach nam zwiało!
Emma: Aaah! <ziewa> Też wam było tak niewygodnie? Czuję jakby ktoś mi wbijał kolano w brzuch!
Maryse: Ja miałam dużo miejsca. Gdyby tylko nie ten twardy piasek.
Somila: No bo wiesz… przebudziłam się w nocy i trochę się rozpychałaś.
Maryse: Ty mówisz do mnie? Czekaj. Ty mówisz?!
Somila się zaczerwieniła i trochę się zmieszała. Wybiegła na dwór.
Spike: Się odezwała. Może czasami pomyśl, a dopiero potem otwieraj usta.
Maryse: <gest mów do ręki>
Caroline: LUDZIE! NIE MAMY DACHU! Musimy coś z tym zrobić.
Dariusz: Słuchajcie Karoliny.
Caroline: Caroline. Mam na imię Caroline. I dziękuję… Dariuszu…
PZ Dariusz: Powiedziała moje imię! Jest dla nasz nadzieja!
Dariusz: Ja Ciebie zawsze słucham kochanie.
Caroline: Nie. Jednak jest dziwny.
Emma: Nie wydaję wam się, że kogoś brakuje?
Caroline: Właśnie. Gdzie jest Elias?
Maryse: Kto?
Spike: Nawet tego nie skomentuję <i też wyszedł z namiotu>
PZ Maryse: Nie no, na serio pytam. Kto?
Emma: Eeeeelias!
Caroline: Eeeelias!
Dariusz: Karoooolino!
Caroline: Odwal się…

Dokładnie w tym samym czasie słysząc głosy nawoływania, obudziły się Niebiańskie Ptoki. Wszyscy wyszli na dwór wyprostować nogi.

Cecylia: Jak dobrze obudzić się rano, ze świadomością, że nie ma już z nami złodzieja.
Henry: Kto wie co jeszcze mógł nam ukraść.
Devon: A wydawał się taki niepoooozorny.
Ocram: To nie Cyprian ukradł naszyjnik.
Devon: Co ty mówisz?! Przecież naszyjnik był w jego torbie.
Ocram: A myślisz, że by chował go do swojej torby gdyby go ukradł. Wiadomo, że przeszukalibyśmy rzeczy.
Cecylia: Zgodnie z prawem mojego państwa miał prawo do obrony. A jakoś z niego nie skorzystał. Musiał czuć się winny. Wolał poddać się karze.
Ocram: Ale to dlatego, że nie daliście mu dojść do słowa! <cisza> Czy tylko ja uważam, że on był niewinny? Wy wszyscy na niego głosowaliście?
Henry: No popatrz… Bronisz swojego. Jakie to honorowe.
Devon: A może to ty byłeś w nim w spółce. Może mamy zacząć szukać swoich rzeczy czy nic więcej nie zginęło?

Ocram podszedł do Devon tak, że stali przed sobą, że między nimi dzieliło ich zaledwie tylko kilka centymetrów.
Ocram: Możesz mówić o mnie co chcesz. Ale… Nigdy <popchnął Devona> nie nazywaj <popchnął Devon> mnie <popchnął Devona> ZŁODZIEJEM! <i uderzył swoim czołem Devona, niestety w nos, dlatego polało się trochę krwi>
Cecylia: Ocram!
Evelyn: Faceci…
Cecylia: Chodź nad brzeg, tam jest zimna woda zrobimy Ci okład.
Evelyn: Pomogę Ci.
Cecylia: A miałam Cię za kogoś innego Ocram…

I Evelyn i Cecylia udały się z Devon nad brzeg, aby mu zrobić zimny okład. Henry już też się odwrócił i chciał iść z nimi.
Henry: Nie dość, że złodziej to jeszcze bokser.
Ocram: Słuchaj no! Nie wiem, co wy sobie z Devonem wyobrażacie, ale ja wiem, że Cyprian tego nie zrobił. I obiecuję Ci to, że prawdziwy złodziej za to zapłaci.
Henry: I mnie miało to niby przestraszyć?
Ocram: A co masz coś na sumieniu? <cwaniacki uśmiech>
Henry: Już ty się o to nie martw. I tak wkrótce już po tobie.
Ocram: Co masz na myśli?
Henry: Wszyscy byli przeciwko Cyprianowi, tylko nie ty. Więc to normalne, że teraz ty jesteś posądzony o współudział. <uśmiech zszedł z twarzy Ocrama> Biedny Ocram… Nikt go już nie potrzebuję na wyspie. <i odszedł w kierunku plaży>
PZ Ocram: Zacząłem myśleć, że to może jednak Cyprian ukradł ten naszyjnik. Ale teraz widzę, że Devon się chciał go pozbyć. Tak samo teraz Henry chce się mnie pozbyć!
Ocram: Vedä käteen lerppu!

W momencie, kiedy reszta drużyny szukała Eliasa, Somila siedziała na głazie i bacznie obserwowała rozwój sytuacji u Ptoków. Po chwili podszedł do niej Spike.
Spike: Nie przejmuj się nią Semila. To kretynka.
Somila: Moje imię to Somila.
Spike: No, tak wybacz.
Somila: Nie przejmuję się nią. To nie jest najwidoczniej moje miejsce na ziemi. A jej i moja dusza nie są braterskie. Co innego moja i tw… Nie są braterskie.
Spike: O wow! Mądre słowa. Nigdy bym nie przypuszczał, że ty…
Somila: Bo dla mnie ważniejsze są czyny, niż słowa.
Spike: Ale widzę, że jednak przejęłaś się nią.
Somila: Co oni tam robią?
Spike: O kurde! Ale Ocram dołożył Devonowi!
Somila: To straszne! Przemoc jest niedozwolona!
Spike: Nie denerwuj się. Kurczę nie znałem Cię od tej strony. Może chcesz zapalić?
Somila <patrząc na fajki, a następnie mierząc wzrokiem Spajka>: Jeszcze wiele o mnie nie wiesz…

Somila wstała i udała się w kierunku Ocrama, zostawiając Spike z zapalonym papierosem. W tym samym czasie pozostali z drużyny Piekielnych Wulkanów szukali dalej Eliasa. Najbardziej zajęła się tym Emma i Caroline, chociaż przeszkadzał jej Dariusz, który ciągle za nią łaził. Po chwili dołączył do nich Spike, który dopalił papierosa. Maryse siedziała na skraju lasu piłując pilnikiem paznokcie, więc widziała jak Somila udaję się w kierunku Ocrama. Nie uszło to jej uwadze, dlatego bacznie obserwowała to wydarzenie.

Ocram robił pompki, w momencie, kiedy podeszła do niego Somila. I chciała z nim zacząć rozmowę.


Ocram: Sto dwadzieścia, sto dwadzieścia jeden. Czego chciałaś? Przyszłaś nas szpiegować? Nie masz co. Jestem tu sam.
Somila: Cześć. Jestem Somila.
Ocram: A no tak. Co chciałaś?
Somila: Słuchaj. Nawet do nas wulkanów doszły słuchy, że ktoś ukradł naszyjnik Cecylii.
Ocram: I co chciałaś usłyszeć ploteczki? No to powiem Ci tylko tyle, że…
Somila: Och! Zamknij się. To nie jest ta osoba, którą podejrzewaliście.
Ocram: Ale to nie był Cyprian! Czekaj! Skąd ty to wiesz?
Somila: Nie mogę Ci powiedzieć.
Ocram: Ale ja wiem, że to nie był Cyprian, ale nikt mi nie wierzy! Gdybyś mogła im powiedzieć...
Somila: Przykro mi Ocram, ale nie.
Ocram: Dlaczego nie?
Somila: Tego też Ci nie mogę powiedzieć
PZ Somila: Nie mogą wiedzieć, że mam wizję. Potem by mnie wykorzystywali do sprawdzania kolejnych zadań czy czegoś. Ja nie jestem telewizorem.
Ocram: No to po co tu przyszłaś?
Somila: Chciałam, żeby ktoś wiedział…
Ocram: To źle trafiłaś. Możesz już sobie iść. Przez Ciebie musze zacząć pompki od początku.
PZ Maryse: No proszę, proszę. Semila jest w konspiracji. Ciekawe co będzie jak inni się o tym dowiedzą. Działa na szkodę drużyny.

W momencie, kiedy reszta Ptoków już wracał z wybrzeża do swojego szałasu Devon i Henry zostali w tyle.

Henry: Musimy zawalić dzisiejsze zadanie!
Devon: Co? Znowu przegrana? Przecież oni nas zabiją.
Henry: Nie ma rady. Musimy przegrać, żebyśmy my wygrali.
Devon: Co ty gadasz stary? Nic z tego nie rozumiem.
Henry: Ocram zaczyna coś podejrzewać. Musimy dzisiaj przegrać, żeby się go pozbyć. Teraz wszyscy są przeciwko niemu.
Devon: Dobra. Tylko, żeby nam się nie dostało.
Henry: Spokojna głowa. Ale Ocram musi zniknąć.

I poszukiwania Eliasa trwają dalej…

Emma: Elias! Odezwij się!
Dariusz: Karolinko, pączku mój najsłodszy.
Caroline: Człowieku ty jesteś nienormalny!
Dariusz: Ale kochanie muszę Ci coś…
Caroline: Nie mów do mnie kochanie! Człowieku ty się musisz leczyć!
Dariusz: Pączuszku najsłodszy!
Caroline: Spadaj stąd!
Dariusz: Ale kochanie, ja znalazłem Eliasa.
PZ Dariusz (dziwi się, że Karolina go odtrąca): Nie rozumiem, o co jej chodziło.
PZ Caroline (jest napastowana przez kolegę z drużyny): Ten człowiek jest nienormalny. No, ale znalazł Eliasa, więc to się przynajmniej liczy.

Caroline: Ej ludzie! Dariusz znalazł Eliasa!
Emma: Elias! Gdzie ty byłeś?
Elias: No ja tego…
Emma: Ojej! Tak się bałam, że zginiesz!
Elias: Naprawdę?
PZ Elias: Leci na mnie!
Emma: No przecież w tej puszczy może być pełno niebezpiecznych stworzeń.
PZ Emma: Coś zaczęło chrapać dziwnie w nocy i zbudziłam się z koleżanką i myślałyśmy, że to jakiś dzik normalnie, bo to tak tak tak dziwnie chrumkało i w ogóle. Ale się potem okazało, że to Elias chrapał <Lol>
Spike: No to gdzie byłeś?
Elias: A to tu, to tam i jakoś potem straciłem rachubę czasu, bo…
Chris: <mówiąc z megafonu> Uwaga rozbitkowie! Wkrótce zacznie się zadanie! Zbieramy się na plaży.

Obie drużyny udały się w kierunku plaży, aby oczekiwać na kolejne zadanie. U Niebiańskich Ptoków widać było, że drużyna trzyma się bez Ocrama, który stał bardziej na uboczu.
Natomiast u Piekielnych Wulkanów był komplet.


Somila: Elias! Jak miło, że wróciłeś! Co się z tobą stało?
Caroline: Był w lesie.
Somila: I nie bałeś się?
Emma: Ja to bym chyba zawału dostała.
Somila: Ja chyba też. Albo bym cały czas medytowała.
Maryse: O! Grubas wrócił.
Spike: A ta znowu… Żal mi Cię dziewczyno naprawdę.
Maryse: Stwierdzam fakt.
Caroline: Ciebie nikt nie lubi, bo jesteś taka wredna, czy jesteś taka wredna, bo nikt Cię nie lubi.
Chris: Już przestańcie z tymi czułościami! Jak widzicie, czeka nas sztorm, dlatego musimy się trochę do tego przygotować. Będą was czekały trzy zadania.
Evelyn: Co nam po tym, skoro i tak mimo, że wygrywamy to przegrywamy?
Chris: Kontynuując zanim mi bezczelnie przerwano! Tak do Ciebie mówię Evvelyn. Jak widzicie zbliża się sztorm. Nic tak nie zbliża drużyny jak wspólne zmaganie z problemem. Będziecie musieli dzisiaj ułaskawić pogodę, zebrać wodę oraz pożywienie.
Evelyn: Skończyłeś? Nie martwcie się. I tak znowu przegramy.
Elias: A my wygramy!
Cecylia: O widzę, że się znalazłeś!
Chris: Ej no, kurde! Nie przeszkadzajcie. Wiedziałem, że tak będzie. Szef miał rację. Żeby bardziej was zmotywować, drużyna, która wygra uda się do wygodnego domku z ciepłą wodą, żeby przeczekać sztorm, a przegrani będą musieli spędzić noc w sowim szałasie mimo sztormu.
Emma: Powiedziałeś… ciepła… WODA!
Chris: Tak.. I wygodne hamaki.
Maryse: Musimy dzisiaj wygrać!
Emma: THIS! IS! SPAAAAAAARTA!
PZ Emma: Przecież musimy wygrać. Fakt, modelka pracuje w trudnych warunkach, ale to są naprawdę trudne warunki. A taka ciepła woda… Lubię pływać w oceanie, no, ale ta sól mnie wysusza i chciałabym się wykąpać w ciepłej wodzie. Jeszcze nie zdziczałam.
Chris: Podoba mi się twój entuzjazm Emma. Dobra pierwsze zadanie. Trzy osoby z waszej drużyny muszą ułożyć piramidę. I pamiętajcie musi być przynajmniej jedna dziewczyna.
Spike: A po co?
Chris: Żeby ułaskawić pogodę.
Henry: To sobie sam to wymyślasz, czy ktoś Ci to pisze?
Chris: Pewnie, że sam :D ! Dobra nie ma czasu! Wybierzcie teraz trzy osoby!

Piekielne wulkany.
Coroline: Dobra, to kogo wybieramy?
Emma: Pamiętajcie! Ciepła woda!
Maryse: Na mnie się nie patrzcie. Nie będę z siebie robiła idiotki!
Spike: Elias dasz radę?
Elias: Ja. No pewnie.
Caroline: Dobra. To ja mogę iść reprezentować dziewczyny z naszej drużyny. Chyba, że ty chcesz Somila.
Somila: Nie, jak ty…
Maryse: Te patyczki mają coś udźwignąć? Już lepiej ty idź Caroline.
Caroline: Ehhh. Pójdę, bo sądzę, żeby Somila lepiej siły zachowała na przyszłe zadanie. Jesteś sprawna, więc możesz się nam przydać. A z chłopaków…
Maryse: <szeptem do Emmy> Kto ją mianował kapitanem? Znowu się rządzi.
Emma: Może to Ty byłabyś kapitanem, gdybyś nie obrażała tak wszystkich na lewo i prawo.
Caroline: Dobra, to weźmiemy jeszcze Spika…
Dariusz: Karolino, mój kwiatuszku! Weź mnie!
Caroline: Uspokój się! Nie już wybraliśmy…
Spike: Ale ja nie mam nic przeciwko <i uśmiechnął się łobuzersko do Caroline>
Caroline: <mierząc go wzrokiem> Nienawidzę Cię…

Niebiańskie Ptoki
Henry: <szeptem do Devona> Pamiętaj, że musimy przegrać. Zgłośmy się teraz do zadania.
Devon: Dobra. I kogo jeszcze weźmiemy?
Henry: Evelyn.
Cecylia: No to wybieramy osoby.
Henry: Ja proponuję żebym ja, Devon i Evelyn, powinniśmy się zgłosić.
Evelyn: He?
Henry: Spoko damy radę.
Evelyn: Dobra, co mi tam…
Cecylia: Ocram zgadzasz się?
Ocram: Mnie jest obojętnie…
PZ Cecylia: Jesteśmy drużyną. Nie mogłam pozwolić, aby czuł się teraz odtrącony.
Evelyn: Dobra to my się idziemy przygotować. <Devon, Henry i Evelyn podeszli do Chrisa>

Ocram: Słuchaj, możemy teraz porozmawiać?
Cecylia: Domyślam się, że chodzi o Cypriana?
Ocram: Słuchaj nie tylko ja sądzę, że on jest niewinny.
Cecylia: Doprawdy? A kto jeszcze?
Ocram: Somalia. Semila… Somila!
Cecylia: Ta hinduska z przeciwnej drużyny? A niby skąd ona ma to wiedzieć.
Ocram: Nie wiem, ale…
Cecylia: Powiedziała coś, co tobie pasowało a ty w to uwierzyłeś?
Ocram: Tak… Ale…
Cecylia: A może ona sobie tobą pogrywa?
Ocram: Nie sądzę. Ale czemu mi nie wierzysz?
Cecylia: Bo wiem co widziałam.
Ocram: Ja też to widziałem, a jednak nie wierzę.
Cecylia: Czuję, że nie dojdziemy do porozumienie.

Chris: Gotowi? Od wulkanów piramidę zrobią Caroline, Dariusz oraz Elias, a od Ptoków Evelyn, Devon oraz Henry. Drużyna, która dłużej się utrzyma wygrywa pierwsze wyzwanie.

Z drużyny Ptoków na czworaka byli Devon i Henry, a na nich miała wejść Evelyn. Devon i Henry umówili się wcześniej, że dadzą sobie znak, kiedy będą mieli upaść.
U wulkanów na czworaka miał być Elias i Dariusz, ale okazało się, że miłość Dariusza do Caroline jest wielka, ale niestety siła mniejsza i to Caroline musiała klęczeć na Ziemi. Po czym wszedł na nich Dariusz.
Zadanie się zaczęło. Minęło chyba 5 sekund, ale obie drużyny trzymały się dosyć stabilnie. Henry już chciał dawać znak Devonowi, kiedy nagle rozległ się krzyk i pochwali drużyna wulkanów upadła. Okazało się, że niechcący ręka Dariusza powędrowała pod bluzkę Caroline, która krzyknęła.


Caroline: Ty świrze! Jesteś nienormalny!
Dariusz: Wszystko co zrobiłem, zrobię z miłości do…
Caroline: TY JESZTEŚ JAKIŚ ZBOCZONY! JA NA POLICJĘ ZARAZ ZADZOWNIĘ!
Dariusz: Misiu uspokój się.
Caroline: NIE MÓW DO MNIE MISIU! ZBOCZEŃCU!
Caroline (boi się zawodnika z jej drużyny): Teraz zaczęłam się go naprawdę bać. Już wiem, że on jest zboczeńcem.
Dariusz (Karolina nie docenia jego starań): Naprawdę nie rozumiem Karoliny. Przecież każdemu może się omsknąć ręka. Poza tym chyba nie było to takie straszne.

Chris: Ahahahaha! To się nazywa boska ręka Diego. Albo raczej Dariusza! Dlatego to wyzwanie wygrywają ptoki!
Evelyn: Nie było tak źle chłopaki! Szybko poszło.
Devon: Taaaaa… Bardzo szybko.

Chris: Dobra. Czas na drugie zadanie. Nie wiadomo jak długo potrwa sztorm, dlatego musimy nagromadzić jedzenie. Jak widzicie wszędzie jest pełno porozrzucanych kokosów. Drużyna, która nazbiera więcej kokosów do swojego szałasu wygra. Uwaga! START!

I ruszyli. Elias oraz Spike podbiegli do najbliższej palmy, pod którą było dużo kokosów, ale Evelyn chwyciła Henrego za rękę i też tam podbiegła. Dziwiła się tylko, dlaczego Henry tak się ociąga jakby mu nie zależało na tym. Próbowała go jakoś popędzać. Somila udała się razem z Caroline w okolicę skał, nad którymi dzisiaj siedziała. Devonem udała się na wybrzeże, gdzie tamował krew. Cecylia udała się nad zatokę przegranych, gdzie również znalazła kilka kokosów. Emma poszła nad stołówkę, ale tam znalazła tylko dwa kokosy. Oczywiście kiedy zawodnicy biegli do swoich szałasów przepychali się, więc często kokosy wypadały i musieli je zbierać na nowo. Po chwili już nie było widać kokosów, ale mimo wszystko Chris nie kończył zadania. Z tego, co liczyli to Wulkany wygrywały jednym kokosem. Po chwili Ocram znalazł zauważył, że w oceanie unosi się jeden kokos. Szybko zdjął koszulkę i niczym jak ratownik ze słonecznego patrolu, wskoczył do wody. Zauważyła to Emma i również pobiegła do wody. Mimo, że pływała bardzo szybko, to jednak Ocram wskoczył wcześniej i był przed nią. Chociaż Emme już go doganiała, to Ocram pierwszy chwycił kokosa, ale widział determinacje w oczach Emmy, więc rzucił kokosa d Evelyn, która złapała go niczym rasowy footbolista. Był remis.
I wtedy Somila oraz Cecylia, które stały pod lasem zobaczyły, że jeden kokos spadł z palmy. Spojrzały na siebie i Somila już próbowała chwycić kokosa. Cecylia wiele nie myśląc chwyciła za kij i odbiła kokosa. Somila również chwyciła za kij i zaczęła się walka dziewczyn na kije.


Cecylia: Nie masz ze mną szans! Jestem mistrzynią w szermierce.
Somila: Życie nauczyło mnie jak radzić sobie, kiedy w pobliżu znajdzie się niebezpieczeństwo.
Klask, klask. Było słychać jak kije się od siei odbijały. Było również słychać kibicowanie ze strony obu drużyn.
Cecylia: Kończymy to.
Somila: Zanim mnie wykończysz posłuchaj mnie! Chodzi o naszyjnik!
Cecylia: Słyszałam. Rozmawiałaś z Ocramem. Chcesz go nastawić przeciwko drużynie?
Somila: Nie… Ale wiem, że Cyprian tego nie zrobił.
Cecylia: A niby skąd ty to masz wiedzieć? Nie było Cię tam.
Cecylia była o wiele lepsza od Somili jednym ciosem powaliła ją na ziemię trzymając kij na jej podbródku.
Somila: Bo… Ja to widziałam.
Cecylia: Byłaś świadkiem?
Somila: Nie całkiem…
Cecylia: Więc zmyślasz.
Somila: Nie zmyślam!
Cecylia: I ja mam w to uwierzyć?
Somila: Nie zmyślam, bo… jestem jasnowidzką.
Cecylia: Co?!

Rozkojarzyło to Cecylię, która na ca chwilę nie mogła się skupić. Wykorzystała to Somila i zahaczyła kijem o nogę Cecylii przewracając ją. Wzięła szybko kokos i rzuciła go do Spike, który był bardzo zwinny. Następnie podała rękę Cecylii i pomogła jej wstać.
Somila: Tylko proszę Cię. Nie mów tego nikomu.
Cecylia: Dlaczego? Zresztą, dlaczego mam Ci uwierzyć? Udowodnij.
Somila: Ale nie mam jak. To jakoś samo przychodzi.
Cecylia: No to powiedz mi kto mnie okradł.
Somila: Nie mogę…
Cecylia: Chyba na to zasługuję.
Somila: Powiem Ci tylko tyle. Uważaj na Devon. Oraz Henrego.
PZ Cecylia: Sama nie wiem co o tym myśleć? Mam jej wierzyć? A może ona cały czas zmyśla?

Chris: Dobra mamy remis. Dlatego czas na ostanie zadanie. A co jak zabraknie wody? Musicie nabrać jak najwięcej wody z oceanu i przetransportować go wielkiej wanny.
Evelyn: Ale po co nam słona woda? Przecież ocean nie wyparuje.
Chris: Ktoś ma chyba dzisiaj zły dzień? Drużyna, która zrobi to pierwsza wygra. Ale jest mały haczyk. Jest tylko jedno wiadro. A trasa jest długa. Musicie je sobie podawać jak najszybciej.

Drużyna Wulkanów ustawiła się w miarę równomiernie. Wodę nabierała Emma, która podawała ją Eliasowi, który podawał Dariuszowi. Ten z kolei dawał Somili, która podawała Caroline, która podawała ją Maryse. Ostatni był Spike, który był na tyle szybki i prawny, że dużo jej nie ubywało, kiedy biegł.
Natomiast u Wulkanów wodę nabierała Cecylia. Biegła do Henrego, który „niechcący” rozlał kilka wiader, za co Evelyn głośno go zbeształa. Jak już podał wiadro Devonowi to on dużo wody rozlewał. Evelyn patrzyła na to wszystko z politowaniem. To co zostało dawała Ocramowi, który próbował biegać jak najszybciej. Ale ich wanna o wiele wolniej się napełniała.
Wszystko szłoby bardzo sprawnie u wulkanów, gdyby nie fakt, że Elias biorąc wiadro przewrócił się na nie. Wiadro było niezbyt mocne, więc pękło, kiedy Elias przygniótł je ciałem.
Elias bardzo za to przepraszał, no ale drużyna nie miała już szans. Podawali sobie wodę przez ręce, więc do Spajka już nic nie dochodziło.
Widząc to Chris zakończył zadanie. Mimo, że u Ptoków mało wody trafiało do wiadra, to jednak jakimś cudem i się udało jej więcej zebrać i to oni wygrali.


Chris: Gratulacje Niebiańskie Ptoki! Wygraliście wasze pierwsze zadanie! I do tego spędzicie wygodną noc w naszej chatce z ciepłą wodą!
Cecylia: Tak! Jesteśmy wspaniali!
Emma: NIIIIIEEEEEEEEE!
Chris: O tak Piekielne wulkany czekają was dzisiaj pierwsze nominacje. Nie zazdroszczę temu, kto dzisiaj popłynie na tratwie. Do zobaczenie na ceremonii.


__________________________________________________
Jak już wspominałam jestem zaskoczona, że udało mi się napisać tak szybko odcinek, przy ograniczonej wenie. Nie mniej jestem z niego zadowolona. Trochę było mało Evelyn, ale jest jeszcze druga część ;) Ogólnie jest jeszcze parę wątków, których nie zamieszczałem tutaj żeby zamieścić w drugiej części ;)

No to powiedzmy, że głosujecie do sylwestra niech będzie do 17 ;)
Mile widziane głosy z wyjaśnieniem ;)

Lockedo - 2011-12-28, 15:48

Nie obrazisz się, jeżeli zaznaczę najlepsze (najśmieszniejsze) fragmenty?

Cytat:
Caroline: Caroline. Mam na imię Caroline. I dziękuję… Dariuszu…
PZ Dariusz: Powiedziała moje imię! Jest dla nasz nadzieja!


Cytat:
Spike: Nawet tego nie skomentuję <i też wyszedł z namiotu>
PZ Maryse: Nie no, na serio pytam. Kto?
Emma: Eeeeelias!
Caroline: Eeeelias!
Dariusz: Karoooolino!
Caroline: Odwal się…


Cytat:
Ocram podszedł do Devon tak, że stali przed sobą, że między nimi dzieliło ich zaledwie tylko kilka centymetrów.
Ocram: Możesz mówić o mnie co chcesz. Ale… Nigdy <popchnął Devona> nie nazywaj <popchnął Devon> mnie <popchnął Devona> ZŁODZIEJEM! <i uderzył swoim czołem Devona, niestety w nos, dlatego polało się trochę krwi>
Cecylia: Ocram!
Evelyn: Faceci…
Cecylia: Chodź nad brzeg, tam jest zimna woda zrobimy Ci okład.
Evelyn: Pomogę Ci.
Cecylia: A miałam Cię za kogoś innego Ocram…

Co za ironia, nie uważacie? :D Wszyscy się rozczulają nad Devonem a wiadomo jak było. :->

Cytat:
Maryse: Musimy dzisiaj wygrać!
Emma: THIS! IS! SPAAAAAAARTA!


Cytat:
Dariusz: Karolino, mój kwiatuszku! Weź mnie!
Caroline: Uspokój się! Nie już wybraliśmy…
Spike: Ale ja nie mam nic przeciwko <i uśmiechnął się łobuzersko do Caroline>
Caroline: <mierząc go wzrokiem> Nienawidzę Cię…


Cytat:
Okazało się, że niechcący ręka Dariusza powędrowała pod bluzkę Caroline, która krzyknęła.

"Niechcący"? :->




Wow, odcinek był super! Był krótki, treściwy, ale zawierał i ciekawe zadanie i interakcje między uczestnikami. Rozwaliły mnie zwierzenia Dariusza i Caroline w wersji "Trudnych Spraw". ;-) Polubiłem bardziej Maryse, no i Henry oraz Devon wydają mi się fajni. Somilia (tak ona się nazywa...?) też jest całkiem fajna, księżniczka czasami mnie irytuje ale zła nie jest. Reszta jest dla mnie neutralna.

Qazty - 2011-12-28, 17:27

Dariusz świetnie spełniał w tym odcinku wątek komediowy. Do tego jeszcze te jego zwierzenia z Caroline w stylu Trundych Spraw. Świetne!
Zachowanie Maryse teraz bardziej mi pasuje do opisu tej postaci niż wcześniej. Może z nią być ciekawie.
Rozwaliło mnie też jak Emma w pewnym momencie walnęła jakimś tekstem Ani.
Spike i Somila tworzą ciekawą parę. I jeszcze Somila wydała się ze swoim darem. Ciekawe co będzie dalej z tym.
Elias jakoś w tym odcinku mi nie zapadł w pamięci z niczym ciekawym.
Henry i Devon zapowiadają się na czarne charaktery serii. Chociaż w sumie to Henry bardziej jest szefem w tym duecie. Przy okazji ma ciekawy styl z sojuszami. Nie ma jednego sujuszu z Evelyn i Devonem tylko dwa sojusze, z każdym z osobna. W sumie nie wiem po co chciał przegrać, bo i tak kontroluje ponad połowę głosów w drużynie.
Dobrze, że Ocram ma jakiś wątek bez Cypriana, bo stałby się nudny.
Cecylia natomiast może teraz być bardzo ciekawa po tym co usłyszała od Somili.

Skeya - 2011-12-28, 17:30

Było dużo o Somili. Mimo wszystko. Za to osobowość Dariusza jest pięknie rozwinięta :)

I znowu nie mogę się skupić na zadaniach! :D Takie dobre wątki są.

Tylko dlaczego nie ma Szefa?

Zuzolot - 2011-12-28, 20:04

Strasznie, strasznie podoba mi się Twój odcinek ^^
Świetnie poprowadziłaś wątek Caroline i Dariusza! Maryse i Emma wymiatają! Zwłaszcza teksty tej pierwszej ^^
Uwielbiam Ocrama! Nie podoba mi się natomiast zachowanie Devona i Henrego, złe charaktery zazwyczaj źle kończą i mam nadzieje, że tym razem też tak będzie :> Zasługują na to.

Jaaaa - 2011-12-28, 20:13

Bardzo świetny odcinek. Zadanie też świetne. Bardzo dobre wątki i wszystko w ogóle mi się podoba. W ogóle - czy mi się wydaje, czy zapowiada się najlepszy sezon FTP? ;)


btw.
Odcinek LeShi napisał/a:
Maryse: <gest mów do ręki>

Thank you <3

Dwuogoniasty - 2011-12-29, 13:57

Fajny odcinek, ale mam wrażenie, że zadanie to zrobione zostało tak z przymusu :chytry:

Najlepsze fragmenty:
Cytat:
Emma: Eeeeelias!
Caroline: Eeeelias!
Dariusz: Karoooolino!
Caroline: Odwal się…

Cytat:
Caroline: Dobra, to weźmiemy jeszcze Spika…
Dariusz: Karolino, mój kwiatuszku! Weź mnie!
Caroline: Uspokój się! Nie już wybraliśmy…
Spike: Ale ja nie mam nic przeciwko <i uśmiechnął się łobuzersko do Caroline>
Caroline: <mierząc go wzrokiem> Nienawidzę Cię…


XD

Według mnie przydałoby się zrobić kilka odcinków bez eliminacji, żeby przedłużyć "program". A będą podsumowania?

Ghost - 2011-12-29, 14:07

Lockedo napisał/a:

Cytat:
Spike: Nawet tego nie skomentuję <i też wyszedł z namiotu>
PZ Maryse: Nie no, na serio pytam. Kto?
Emma: Eeeeelias!
Caroline: Eeeelias!
Dariusz: Karoooolino!
Caroline: Odwal się…


Hahaha. Tak, ten moment był genialny. ; D

Lockedo napisał/a:
Cytat:
Ocram podszedł do Devon tak, że stali przed sobą, że między nimi dzieliło ich zaledwie tylko kilka centymetrów.
Ocram: Możesz mówić o mnie co chcesz. Ale… Nigdy <popchnął Devona> nie nazywaj <popchnął Devon> mnie <popchnął Devona> ZŁODZIEJEM! <i uderzył swoim czołem Devona, niestety w nos, dlatego polało się trochę krwi>
Cecylia: Ocram!
Evelyn: Faceci…
Cecylia: Chodź nad brzeg, tam jest zimna woda zrobimy Ci okład.
Evelyn: Pomogę Ci.
Cecylia: A miałam Cię za kogoś innego Ocram…

Co za ironia, nie uważacie? :D Wszyscy się rozczulają nad Devonem a wiadomo jak było. :->


Bardzo mi się ta scena spodobała! Masz u mnie browca za to, LeShi!


Lockedo napisał/a:
Cytat:
Maryse: Musimy dzisiaj wygrać!
Emma: THIS! IS! SPAAAAAAARTA!


Emma staje się z odcinka na odcinek coraz zabawniejsza. ^^ I tak trzymać! Coraz bardziej jej kibicuję!



Lockedo napisał/a:
Cytat:
Okazało się, że niechcący ręka Dariusza powędrowała pod bluzkę Caroline, która krzyknęła.

"Niechcący"? :->

LeShi, czytając tą scenkę roześmiałem się na głos. <lol>

Podsumowując.
Kocham ten odcinek. Bardzo fajnie rozwinęłaś wątek z naszyjnikiem (walka Cecylii i Somili na kije była epicka)! I w końcu Ptoki zasmakowały zwycięstwa (akurat gdy Henry i Devon chcieli, by było odwrotnie).
Jedyne co mi się nie spodobało, to, to, że o Eliasie nie było nic ciekawego, a na to liczyłem.

Umpa, umpa. Czekam na drugą część z niecierpliwością. ^^

LeShawna - 2011-12-29, 15:29

Ojej! Dziękuję za tak miłe komentarz.
Nie spodziewałem się, że aż tak Wam się spodoba mój odcinek i przeczytam tyle pochlebnych opinii.

Co ciekawe, dałem te fragmenty śmieszne i sobie myślałam: "Tak... Pewnie tylko ja się będę z tego śmiała" i wydawało mi się, że odcinek będzie przez to smętny i nudny.
Cytat:

Cytat:
Ocram podszedł do Devon tak, że stali przed sobą, że między nimi dzieliło ich zaledwie tylko kilka centymetrów.
Ocram: Możesz mówić o mnie co chcesz. Ale… Nigdy <popchnął Devona> nie nazywaj <popchnął Devon> mnie <popchnął Devona> ZŁODZIEJEM! <i uderzył swoim czołem Devona, niestety w nos, dlatego polało się trochę krwi>
Cecylia: Ocram!
Evelyn: Faceci…
Cecylia: Chodź nad brzeg, tam jest zimna woda zrobimy Ci okład.
Evelyn: Pomogę Ci.
Cecylia: A miałam Cię za kogoś innego Ocram…

Co za ironia, nie uważacie? :D Wszyscy się rozczulają nad Devonem a wiadomo jak było. :->

Właśnie dobrze to odebrałeś, ponieważ chciałam ukazać ludzką bezsilność w momencie, kiedy ma się rację a nikt nie chce w to uwierzyć.

Miło, że Qazty zauważył teksty Ani u Emmy :D Chciałam jej dodać trochę takiego wątku humorystycznego i mam nadzieję, że to jakoś bardzo jej nie zepsuje.

Szefa nie ma, ponieważ jak mam być szczerza nigdy jakoś nie przepadałam za nim. Nie chciałam go też tam na siłę wpychać, ale kto wie... Może się pojawi w drugiej części ;)

Ha! Z zadaniem to taka historia, że w moim pierwszym planie wyglądało ono całkowicie inaczej! Jednak jak przyszły mi pomysły na historię, to potem te zadania wymyślałam na szybko.
Nie mniej jak dostanę kiedyś wenę to pokaże na co mnie na prawdę stać ;)

Odcinek bez odpadania... Hmmm... Pewnie będzie. Ale powiedzmy, że organizatorzy już dobrze wiedzą co zrobić, żeby seria się szybko nie skończyła ;) Czekajcie w niepewności ;)

Co do Eliasa to pamiętaj, że zawsze jest druga część i już mam pomysł na niego ;)

Qazty - 2011-12-29, 19:40

Jeśli chodzi o odcinki bez odpadania to według mnie fajnie by było gdyby w tym odcinku osoba z największą liczbą głosów zamiast odpaść przeszłaby do przeciwnej drużyny. Moim zdaniem mogłoby to trochę namieszać.
Dwuogoniasty - 2011-12-29, 19:53

Qazty napisał/a:
Jeśli chodzi o odcinki bez odpadania to według mnie fajnie by było gdyby w tym odcinku osoba z największą liczbą głosów zamiast odpaść przeszłaby do przeciwnej drużyny. Moim zdaniem mogłoby to trochę namieszać.

Nie głupi pomysł :-D .
Ponawiam pytanie: Czy będą podsumowania?

Ghost - 2011-12-29, 21:26

Qazty napisał/a:
Jeśli chodzi o odcinki bez odpadania to według mnie fajnie by było gdyby w tym odcinku osoba z największą liczbą głosów zamiast odpaść przeszłaby do przeciwnej drużyny. Moim zdaniem mogłoby to trochę namieszać.


Pomysł nawet ciekawy. By się wyrównało między drużynami. No i zawsze jest to coś nowego. ^^

LeShawna - 2012-01-01, 17:17

CZĘŚĆ DRUGA

W pięknym luksusowym domku, w którym drużyna Niebiańskich Ptoków mogła spędzić dzień wszyscy zaczęli korzystać z luksusów. Przede wszystkim wzięli długie gorące kąpiele. W międzyczasie mogli ze sobą porozmawiać.
Cecylia: Denerwuje mnie sprawa tego naszyjnika…
Evelyn: Aha.
Cecylia: A jeżeli to nie był Cyprian? Jeżeli Ocram ma rację? Przecież ktoś mógł…
Evelyn: Ej, ej, ej. Poczekaj. Ty dalej to rozpamiętujesz? Po co? Wszystko już jest jasne.
PZ Cecylia: Sama zaczynam się już zastanawiać kto ma rację? Somila była bardzo przekonywująca. I zależało jej na tym, abym nikomu o tym nie powiedziała. I jak mam teraz przekonać pozostałych?
Evelyn: A teraz, żeby było wszystko jasne: Nie bądź taką egoistką. Nie wszyscy chcą szukać naszyjnika, który zgubiła księżniczka.
Cecylia: Jak śmiesz?!
Evelyn: Mówię to co pewnie inni już widzą. <wyszła z łazienki> Księżniczki… Wszystkie są takie same.

W tym samym czasie drużyna Piekielnych Wulkanów próbowała umocnić jakoś swój szałas. Żeby przetrwał jakoś ten silny sztorm. Najbardziej pomocny okazał się Elias, którego siła pozwalała przenosić duże głazy, sprawiając, że szałas był bardziej stabilny. Wszystkim dokładnie kierowała Caroline, co nie uszło uwadze Maryse, która poprawiała rozkazy Caroline. Somila także szukała jakiegoś dużego kawałka drewna na dach.

Spike: Somila! Czekaj! Pomogę Ci!
Somila: Dziękuję, ale poradzę sobie.
Spike. Wiesz chciałem Cię przeprosić za… te fajki. Mogłem się domyślić, że ty…
Somila: Że ja co?
Spike: No, że jesteś temu przeciwna.
Somila: Mówiłam, że nic o mnie nie wiesz.
Spike: No to daj się poznać.
Somila: Spike… To co między nami się dzieje… Znaczy no wiesz… Nasze relacje… Musimy to zakończyć!
Spike: He?
Somila: Nie mogę… Bardzo Cię lubię. Ale… A zresztą…
Spike: Nie, nie poczekaj. Coś jeszcze chcesz mi powiedzieć.
Somila: Moja przyszłość jest już zaplanowana. Nie planowałam jej sama. Mój papa. On już znalazł dla mnie męża. Nazywa się Aravind (lotos). Niestety nie kocham go, bo nawet go nie znam. Nigdy jeszcze go nie widziałam. Ciężko jest kogoś pokochać nie wiedząc nim o nim. Wiem tylko, że jego rodzina jest dosyć zamożna, więc nasze małżeństwo tylko wzmocni nasze rody. Będę miała dostatnie życie. Ułożone. Zaplanowane. I pojawiasz się ty. A w tym planie nie było Ciebie.
Spike <opadła mu lekko szczęka, ale zaraz się opamiętał>: Ale skoro go nie kochasz, dlaczego się nie sprzeciwisz?
Somila: Bo jestem wierna tradycji i mojemu ojcu. Przepraszam Cię, ale lepiej zakończyć to zanim ktoś z nas się bardziej zaangażuje.
Spike: Musisz być chyba wspaniałą córką.
Somila: Tak… No to ten…tego..
Spike: No właśnie… Yyy… To ja już pójdę.
Somila: No… ja też.
PZ Somila: To jest takie niesprawiedliwe. Myślałam, że jak wszystko wyjaśnię ze Spajkiem to… to uczucie zniknie. Nie… Muszę medytować. O matko nie skupię się teraz. Ja cały czas czuję to samo.
PZ Spike: Bez komentarza. Muszę zapalić.


Dariusz: Karolino, czy dalej jesteś na mnie obrażona?
Caroline: Czekaj… Właśnie piszę list, żeby dali Ci zakaz zbliżania się do mnie.
Dariusz: Ależ mój kwiatuszku… Ja nie chciałem.
Caroline: Opamiętaj się człowieku. O Emma!
Emma: Tak?
Caroline: <szeptem> Nic. Chcę się od niego uwolnić.
Emma: Doskonale Cię rozumiem. O patrz co dostałam od Eliasa. Kamień.
Caroline: Ale on jest w kształcie serca…
Emma: Nieeee… On jest w kształcie strzały.
Maryse: O tu jesteście dziewczyny! Jakoś nikogo nie mogę znaleźć. Wszyscy się gdzieś rozbiegli.
Caroline: No bo wszyscy zajmują się stabilizacją szałasu.
Maryse: Serio? Ty no popatrz nie zauważyłam. A już wiecie na kogo chcecie zagłosować?
Caroline: Wiesz… sądzę, że raczej tobie tego nie powie…
Maryse: Dobra, dobra. Ciebie nie pytam. Em?
Emma: Na Eliasa, chyba. Przez niego przegraliśmy.
Maryse: No tak. I dużo miejsca będzie w namiocie. Dobry wybór. Em, idziesz ze mną?
Emma: Jasne!
Caroline: <szeptem> Uważaj na nią. Nie mów jej wszystkiego.
Emma: Nie jestem głupia. Ale znajomość z nią też mi daje pewne profity. Wiem przynajmniej o czym myśli. Uważaj. Dariusz idzie.
Caroline: Dzięki.

Caroline w momencie ucieczki od Dariusza zauważyła siedzącego samotnie Spike.
Caroline: Nie daruję Ci tej zamiany.
Spike: Sorry. Ale przyznasz, że to było śmieszne :P . Co uciekasz teraz?
Caroline: Lepiej nie gadaj tylko daj mi zapalić.
Spike: To ty palisz?
Caroline: W tej chwili tak. Ale mnie on denerwuje… A co jesteś taki przygaszony? Wszystko w porządku?
Spike: Nie… Znaczy tak. Znaczy nie wiem. Miałem rozmowę z Somilą.
Caroline: Na temat?
Spike: Wiesz nie chcę o tym mówić. W sumie ją rozumiem. Ale naprawdę nie chcę rozmawiać. Może pomilczymy.
Caroline: Zgoda.
Szef: Mogę się dosiąść?
Caroline: Jasne.
Szef: Pokłóciłem się z Chrisem i teraz nie chcę go widzieć.
Caroline: No to widzę, że wszyscy przed kimś uciekamy.
Spike: Mieliśmy milczeć.
Szef: No to milczymy.

Już wkrótce miała się odbyć ceremonia. W tym samym czasie w drużynie Ptoków.
Devon: W sumie dobrze, że wygraliśmy.
Henry: No nie wiem? Lepiej byłoby przegrać i pozbyć się Ocrama.
Devon: Ale po co? Przecież i tak mamy przewagę.
Henry: Mamy ją teraz, ale Ocram już coś węszy. Jak się wszystkiego dowie i wyda jaka była prawda to wtedy będzie po nas.
Devon: No faktycznie! Musimy się go pozbyć!
Henry: No, ale teraz to już za późno. Musimy się postarać, bo Wulkany to patałachy i zawsze przegrywają zadania.
Devon: Ale teraz najważniejsze, żeby Ocram niczego nie wyczuł.

Cecylia: Ocram! Stój!
Ocram: Co chciałaś? Albo raczej… Chcesz ze mną rozmawiać?
Cecylia: Powiedzmy, że może doszłam do wniosku, że masz rację.
Ocram: Wo, wo, wo! Skąd ta zmiana decyzji?
Cecylia: Rozmawiałam z Somilą i powiedziała mi dokładnie to…
Ocram: I jej wierzysz? Teraz nagle zdanie kogoś z drużyny jest ważniejsze od tego co mówił Ci kolega z drużyny?
Cecylia: Ale ona mnie przekonała.
Ocram: A niby czym?!
Cecylia: Nie mogę powiedzieć.
Ocram: Wiesz… Naprawdę boli mnie to, że nie uwierzyłaś w to kiedy ja to mówiłem. I niby dlaczego mamy teraz współpracować?
Cecylia <spojrzała na Ocrama przenikliwym wzrokiem>: Bo nie masz wyjścia. Chyba czujesz, że jesteś następny do odstrzału. <Ocram spojrzał na Cecylię również przenikliwie i zastanawiał się nad odpowiedzią>

CEREMONIA
Chris: Witajcie rozbitkowie! No… W końcu się i wy tu trafiliście. Ha! Byliście dzisiaj nawet gorsi niż zawsze. Ha! Ha! I o włos byliście od wygodnej nocy w luksusowym domku z ciepłą wodą.
Emma: Nieeee!
PZ Emma: Chciałam się nie przejmować tym, że przegraliśmy. No, ale to mnie przerosło.
Chris: To wasza pierwsza ceremonia, więc muszę przedstawić wam zasady. Każdy z was ma płonącą pochodnię, która jest symbolem przetrwania. Osoba, która zdobędzie najwięcej głosów, będzie musiała zgasić swoją pochodnię, udać się do Zatoki wstydu, wsiądzie na tratwę przegranych i już nigdy! Przenigdy! Nie wróci na wyspę.
PZ Caroline: Oczywiście, że Dariusz! Spodziewaliście się innego głosu?
PZ Maryse: Hmmm… Ciężka decyzja. Grubas albo niemowa. Hmmm… Wybiorę grubasa, bo będzie więcej miejsca w szałasie.
PZ Elias: Głosuję na Maryse, bo jest niemiła dla wszystkich.

Chris: Pierwsza bezpieczna jest… Caroline! Somila. Spike oraz Maryse. Emma.
Pozostała was dwójka a zostać może tylko jeden. Obaj spowodowaliście, że drużyna zawaliła zadanie. Ostatnim, który zostaje jest… Dariusz.
Elias musisz iść na tratwę.
Elias: Co? Zagłosowaliście na mnie?! A ja wam tak pomagałem!
Spike: Stary zawaliłeś ostatnie zadanie.
Elias: I pomagałem wam budować szałas!
Maryse: Idź już na tę tratwę grubasie. Może się nie zarwie.
<Elias na tratwie już powoli odpływa> Elias: Jak mogliście?! Aha! Okłamałem was! Nie spałem w lesie! Bo nie jesteście sami na wyspie! Jest także…! <ale nie było słychać co powiedział Elias, ponieważ grzmot go zagłuszył, a potem nie było go już widać>
Emma: Wiecie o co mu chodziło?
Wszyscy: Nie mamy pojęcia.

Chris: Elias odpływa i wraz z nim kolejny odcinek. Ale pamiętajcie, że czeka na was jeszcze więcej zwariowanych akcji! Łapiecie? Nie przegapcie kolejnego odcinka Forum Totalnej Porażki – ROZBITKOWIE!
___________________________
Z tajemnicą Eliasa wiążę się pewien pomysł, ale to wprowadzimy was niebawem ;)

A teraz proszę o aktualizację relacji ;)

Qazty - 2012-01-01, 18:11

Zaciekawiłaś mnie tą sprawą z Eliasem. Przy okazji wydaje mi się, że z tej postaci można było więcej wycisnąć.
Co do Dariusza to zaczynam uważać, że trochę zbyt pochopnie postępuje z Caroline. Powinien być bardziej romantyczny, wręczać jej podarki, rysować serce na chodniku, pisać wiersze, śpiewać serenady pod balkonem... Ewentualnie jeszcze zostaje wanna.

Zuzolot - 2012-01-01, 18:40

Qazty napisał/a:
.
Co do Dariusza to zaczynam uważać, że trochę zbyt pochopnie postępuje z Caroline. Powinien być bardziej romantyczny, wręczać jej podarki, rysować serce na chodniku, pisać wiersze, śpiewać serenady pod balkonem... Ewentualnie jeszcze zostaje wanna.

Szkoda, ze nie wygrali zadania ^^ W tamtym domku była wanna :>

Uwielbiam Twoje odcinki ^^ Ten dialog Spika z Somilą przypominał mi troche brazylijską telenowele i to było super :D
I Szef się nawet pojawił ^^ Zaskoczyła mnie jego obecność :D

Skeya - 2012-01-01, 18:50

Hm... Podoba mi się postawa Somili. Nie traci nad sobą panowania, przy czym jest bardzo kobieca.

I scena z palącymi. Myślę, że dzięki temu można popatrzeć na Caroline nieco inaczej, niż tylko na obiekt westchnień Dariusza.

Silny - 2012-01-01, 20:44

Bardzo fajne zwieńczenie odcinka. Odpadł Elias... szkoda, ale z drugiej strony, tak jak kilka osób już pisało, mamy w sezonie tyle fajnych postaci, że szkoda pozbywać się którejkolwiek.
Teraz moja kolej, więc jeśli ktoś ma jakieś propozycje albo uwagi odnośnie postaci czy scenariusza - niech napisze mi jak najszybciej na pw.

Silny - 2012-01-08, 20:43

Przepraszam wszystkich, że musieliście tyle czekać. Przyznam szczerze: to dlatego, że imprezowałem. Ale odcineczek jest już gotowy, a zatem: enjoy!


FTP 3 Odcinek 4 - Konsekwencje


Jest ciepły i rześki poranek po burzy. Wszelkie stworzenia na wyspie powoli budzą się do ponownego życia. W tle gwarów odradzającej się dżungli, na plaży otoczonej drobnym zagajnikiem, usadowił się Henry, obserwując ocean migoczący w blasku wschodzącego słońca. Na wprost mężczyzny z wody wystaje pojedyncze skrzydło – ostatni widoczny element pozostałości po wraku samolotu. Jeszcze jeden przypływ i również on zniknie z pola widzenia, pochłonięty przez zaborczą naturę. Takie jej prawo.
Szmer za plecami gitarzysty zdradził nadchodzącego gościa, równie jak on gotowego na kontemplację owego widoku. Evelyn zbliżyła się do przyjaciela, siadając obok niego na piasku. Przez chwilę oboje milczeli, wpatrując się nieruchomo w horyzont.

Evelyn: Tęsknisz za nią, co?
Henry: Hm? Za kim niby?
Evelyn: Za tą swoją przyjaciółką. Tą jak-jej-tam… Halette. Tęsknisz za nią.
Henry: Nie. <uśmiechnął się> W każdym razie nie bardzo. Dlaczego o to pytasz? Wydaliśmy ci się aż tak nierozłączni?
Evelyn: Mniej więcej. Tak w pierwszej chwili odebrałam waszą znajomość. Na pewno musi ci jej brakować choć trochę.
Henry: Może trochę. <zamyślił się> Hal to fajna babka, ale czasami wydaje mi się, że… nie pasujemy zbytnio do siebie. Bywa strasznie sztywna i uparta. Zdarza się, że zamiast usiąść koło niej mam większą ochotę przyłożyć jej po głowie krzesłem. Wszystko przez to, że buzia jej się nie zamyka.
Evelyn: Tobie musi podobać się ten wasz toksyczny związek.
Henry: Ta… Może.
PZ Henry: Evelyn to dziwna dziewczyna. Wydaje się być totalną outsiderką, a z drugiej strony doskonale rozumie wszystkich dookoła. Jakby była jakąś duszą towarzystwa. Nawet dobrze się dogadujemy.
PZ Evelyn: Kocha ją. Zgrywa twardziela, a na samą myśl o niej robi się miękki. Ale co mnie to… Nie zamierzam się mieszać. Niech sam się z nią pomęczy.


Poranne słońce zastaje szałas Wulkanów w ruinie. Nocny sztorm okazał się silniejszy niż zapowiadano. Mimo ofiarnej pomocy Eliasa przy budowie schronienia, gdy nadeszło najgorsze szałas momentalnie rozpadł się w drzazgi. Rzeczy osobiste Wulkanów walały się teraz po całej wyspie. Część uległa zniszczeniu, gdy niesione wiatrem wdały się w kontakt z drzewami i skałami. Inne miały zaginąć na zawsze.
Pogrążeni w rozsypce, mokrzy i zmęczeni obozowicze przetrwawszy traumatyczne doświadczenia nocy, snuli się po okolicy w poszukiwaniu ocalałych przedmiotów.


Dariusz: To straszne! Okropne! Prawdziwa katastrofa!
Spike: Uspokój się, brachu. Co się takiego stało?
Dariusz: Straciłem mój notatnik. Miałem w nim zapisany wiersz, którym zamierzałem zachwycić dzisiaj moją Karolinę. Właściwie, miałem tam swoje wszystkie miłosne wiersze. I moje własnoręcznie skomponowane ballady na jej cześć! I plany rozłożenia hipoteki za dom!!!
Caroline: Jaki znów dom, idioto?
Dariusz: Nasz dom, w którym zamieszkamy jak już wygram dla Ciebie ten milion dolarów. Tylko Ty, Ja i nasze wspólne dzieci.
Caroline: Weź ty… <zrezygnowana> Po prostu idź stąd. Albo nie – ja idę <i poszła>.
Dariusz: Ewentualnie można by jeszcze pomyśleć o wydzieleniu pokoju dla mojej mamusi i…
Przerwał, uświadomiwszy sobie, że już jej tu nie ma. Załamany przysiadł pod palmą.
Dariusz: Karolino…
Spike: Bez paniki, bracie. <odpalił papierosa, drugim częstując Darka> Nie szalej tak, bo nigdy nie będzie twoja.
Dariusz: Co ty mi tu w ogóle mówisz, stary… opowiadasz o moich czynach jakieś straszne rzeczy! Dobrze wiem, że kobiety uwielbiają być zdobywane. Trzeba je adorować kwiatami, prezentami, wierszami… tak, zwłaszcza wierszami…
Spike: Ty naprawdę nie pamiętasz tekstów własnych wierszy?
Dariusz: No właśnie nie.

Tymczasem Caroline, równie zmęczona, co wściekła, udała się w stronę Maryse i Emmy, szukających czegoś wśród pobliskich drzew. Cieszyła się na możliwość porozmawiania z kimś względnie normalnym… i ukrycia się przed tym mitomanem Dariuszem. Zauważyła, że Emma chodzi cała zapłakana.

Caroline: Co się stało, mała?
Maryse: Wczoraj straciła wszystkie swoje rzeczy. Burza właśnie dla niej okazała się najbardziej bezlitosna.
Emma zaniosła się szlochem.
Maryse: Pomagam jej szukać… znaleźć cokolwiek.
Caroline: To ja też pomogę!
PZ Caroline: To nie w porządku, że wszyscy cierpią z powodu pobytu na tej wyspie. Ja, jako nieformalny lider drużyny, czuję się odpowiedzialna za to, że szałas nie wytrzymał. Muszę zrobić co w mojej mocy żeby naprawić szkody. Na tyle na ile się da.
Emma: Serio?
Caroline: Serio-serio.
Maryse: To do roboty! Spike zarzekał się dziś rano, że widział jej jedwabną piżamę lecącą w kierunku tych krzaków. Ja przeszukam drzewa <bez trudu wskoczyła na jedno z nich>.
Caroline: Pomagasz jej od tak, Maryse? Bezinteresownie?
Z korony drzewa wysunęła się „gadająca” ręka.
Maryse: Halooo! Ona straciła wszystko! Nie ma nawet drugiej pary skarpetek ani kosmetyczki!
PZ Maryse: Aż taka bezwzględna nie jestem. Przy okazji wyniknie z tego masa dobrych… sojuszy.

W innej części wyspy Devon także szukał dziedzictwa Wulkanów. Bynajmniej nie po to, by coś im potem zwrócić.
PZ Devon: Wszystko, co w prawdziwym świecie da się sprzedać, ma dla mnie pewną wartość. Mój kumpel, którego imienia tutaj nie wymienię, ma odpowiednie kontakty handlowe. No co? Nie chcę, by rzeczy tych frajerów zmarnowały się.
Devon: <do siebie, podnosząc coś z ziemi> Krem do rąk? Nieużywany, może być. Zapalniczka… pewnie należała do tego skejta. Psiakrew, nie działa. A to co? <podnosi rzecz z pobliskiego krzaka> Szal z angory?
Somila: A kto kradnie bliźnim jego…
Chłopak wrzasnął, odwracając się.
Devon: Niezły numer. Nastraszyłaś mnie, myszo. Zaraz… jesteś tą hinduską z przeciwnej drużyny? Nieważne, spadaj. Nie mam dla ciebie czasu.
Somila: Musimy porozmawiać.
Devon: Ani mi się śni. Zabezpieczam teren.
Somila: Musimy porozmawiać, bo wiem, że grozi ci niebezpieczeństwo!
PZ Somila: Dzisiaj w nocy burza odsłoniła przede mną coś strasznego. Podczas medytacji widziałam wyraźnie… ale nie umiem tego nazwać. Kara za winy powróci do sprawcy. I nie tylko ona! Musiałam porozmawiać z Devonem bez względu na konsekwencje.
Devon: Daj spokój, chyba nie pójdziesz na mnie kablować, co? Raczej żadna z tych rzeczy do ciebie nie należy? <wskazał na worek pełen łupów> To same śmieci. Weź ten szaliczek i zapomnijmy o sprawie.
Somila: Devon, przestań! Nie chodzi mi o to, co teraz robisz! Są inne wydarzenia, które mogą ci zaszkodzić, jeśli…
Devon: Więc wiesz o naszyjniku? Daję słowo, jeśli piśniesz choć słówko… <wyciągnął nóż>
Somila: Nic o tym nie mówiłam! Prawda, wiem jak to było z naszyjnikiem, ale to teraz nieważne! Działają tu siły, których nie możesz pojąć. Ja sama tego nie potrafię! Kontaktując się z duchami przodków…
Devon: Stój! Zaraz… daj mi zebrać myśli. Jeśli próbujesz mnie tym nastraszyć, to ostrzegam, że ci się nie udało.
Somila: Nikt tu nie próbuje cię nastraszyć, Devon. Proszę tylko, byś na siebie uważał. W przeciwnym razie zadośćuczynienie przeznaczeniu odbędzie się twoim osobistym kosztem. Zawierz mi, a wtedy pomogę ci…
Devon: Nic od ciebie nie chcę, nawiedzona kretynko! Poszła mi stąd! Starczy mi tego twojego lewego prorokowania! Idź się lepiej leczyć na głowę, a jeśli wspomnisz komuś o naszyjniku…
Ale dziewczyny już nie było. Odeszła ze łzami w oczach i spuszczoną głową. Devon powrócił do przerwanego mu zajęcia.
Devon: <mrucząc do siebie> Niebezpieczeństwo? Skończona wariatka. I pomyśleć, że to mnie ścigają gliniarze. Jeśli ktoś na tej wyspie spróbuje mi się postawić, swoim ciałem wyświadczy przysługę grabarzowi. Nie, ja się na hinduskie pranie mózgu nie piszę… A to co? <podniósł z ziemi nieokreślonego koloru zeszyt> „ Blisko, daleko, na zawsze razem, dlatego zawsze zostanę przy tobie…” Co to ma być?!?
Nagle z pobliskich zarośli dobiegł go niepokojący szmer.
Devon: Znowu ty, świrusko? Swoje już powiedziałem, a jak nie przestaniesz mnie śledzić…
Trzask łamanych gałęzi był coraz bliżej.
Devon: <cofając się> Mówię poważnie! Zaraz skończymy się bawić w podchody!
Z krzaków lotem błyskawicy wyskoczył olbrzymi, rozjuszony dzik. Wściekle wymachując włochatym łbem i ostrymi jak brzytwy kłami, przypuścił szarżę na przerażonego złodzieja. Devon ratował się rozpaczliwym uskokiem z linii ataku zwierzęcia. Dzik zdołał jednak dorwać jego kosz z rzeczami Wulkanów. Wściekle pochrumkując podeptał i podarł owoce kilkugodzinnego szabru, po czym przekrzywił łeb, wpatrując się przekrwionymi ślepiami prosto w oczy chłopaka. Devon próbując ucieczki potknął się i upadł, uderzając głową o coś twardego. Przed oczami zamigotały mu gwiazdy, zdołał jednak dostrzec, jak dzik niespodziewanie wycofał się do lasu. Choć obraz rozmywał się i migotał, Devon mógłby przysiąc, że ostatnie kilka susów zwierzak pokonał wyłącznie na tylnych łapach.

Wyzwanie.
Chris czekał na zawodników przed chatą w której zwykle dostawali jedzenie. Niedaleko niej ustawiono siedziska dla członków obu drużyn, projektor i ekran do wyświetlania slajdów. Wkrótce wszyscy zaczęli się schodzić. Cecylia i Ocram podeszli do drużyny Wulkanów.
Cecylia: Współczujemy wam bardzo z powodu waszych strat. Jeśli czujecie taką potrzebę, w moim kraju możecie liczyć na azyl i dobre traktowanie.
Maryse: Tak, jasne, i co jeszcze? Wypłacisz nam odszkodowanie?
Cecylia: Żeby to zrobić, musiałabym włączyć tę ziemię w granice mojego królestwa. Obawiam się, że jej niekorzystne położenie strategiczne utrudni mi aneksję…
Ocram: Daj spokój. Ona tylko żartowała.
Cecylia: Och, naprawdę? Byłbyś dobrym doradcą.
Ocram: Czemu nie od razu premierem?
Oboje parsknęli śmiechem.
PZ Ocram: Cecylia chyba na powrót zaczęła mi ufać. I chyba zapomniała już o tej całej aferze naszyjnikowej. Może faktycznie miałbym u niej szanse… oczywiście gdyby zależało mi na dworskich stanowiskach.
PZ Cecylia: Ojciec zawsze powtarzał mi: „Trzymaj przyjaciół na dystans, a wrogów przy sobie”. Jeszcze nie do końca ufam Ocramowi.

Maryse: Nie wmówisz mi blondasie, że nasza rządczyni dusz nie potrafiła wyczuć w moich słowach sarkazmu. Może gdyby zniosła na ziemię swój królewski tyłek…
Cecylia: Dobra monarchini powinna umiejętnie skrywać swe prawdziwe emocje przed ludem. Zwłaszcza w rozmowie z taką prostaczką jak ty.
Maryse: Poczekaj no…

Tymczasem z drugiej strony obozu:
Henry: Devon, co ci? Wyglądasz koszmarnie.
Ciemnoskóry chłopak miał piasek we włosach, potarganą fryzurę i częściowo rozdarte ubranie.
Devon: Nic mi nie jest. Po prostu mały wypadek <powiedział, wpadając nogą w mrowisko>. Żesz kur…
Henry: Aha… Chcesz może o czymś pogadać?
Devon: Później.

Chris: Obozowicze! W miejscu w którym się znajdujemy, to przyroda dyktuje warunki, a my jesteśmy wiernymi jej poddanymi…
Cecylia: Jak to?
Chris: …z konieczności ochrony przed jej gniewem i z racji, że Bozia dała nam mózgi po to by myśleć i umieć brać nogi za pas, gdy zbliża się niebezpieczeństwo! Wczoraj otrzymaliście małą próbkę tego, co może zdziałać natura niepoddawana kontroli przez zdobycze ludzkiej techniki. Nieokiełznana, dzika, pozbawiona znanych człowiekowi barier etycznych...
Evelyn: I kto to mówi.
Chris: Zamknąć się! Teraz mówią dorośli. Ekhem… Z każdym kolejnym dniem tutaj oddalamy się od wszelkich przejawów cywilizacji, tak ważnych dla nas na co dzień. Dlatego też pierwsza część dzisiejszego wyzwania dotyczyć będzie wiedzy ogólnej na temat popkultury!
Emma: Jeeeej!
PZ Emma: Od początku tej gry marzyłam o takiej możliwości wykazania się. Popkultura to moje drugie imię! W końcu moim marzeniem jest zostać tap madl i szajnić jak nie przymierzając Paris Hilton, czy inna wielka artystka! Potrafię wymienić wszystkich laureatów wszystkich edycji Tańca z Gwiazdami – przykładowo w Polsce 13-tą edycję wygrał Kacper Kuszewski, a w Argentynie…
Chris: Sprawa ma się następująco. Usiądziecie sobie na wyznaczonych wam miejscach, a ja będę zadawał pytania i wyświetlał materiały do nich na tej oto tablicy. Kto zna odpowiedź, podnosi rękę, wstaje i krzyczy. Odpowiedzi udziela szybszy i głośniejszy. Czy ktoś nie zrozumiał?
Spike: A ile będzie tych pytań?
Chris: Też cię lubię. Nasz projektor działa na korbkę, zatem potrzebujemy frajera, który zgodzi się go obsługiwać. Szeefie?
Szef Hatchet w swoim zwyczajowym stroju kucharza i z bardzo niezadowoloną miną podszedł do maszyny. Gdy wszyscy usiedli, a Devon wstał z powodu skorpiona na swoim siedzeniu, za co natychmiastowo został wyrzucony z gry, korba od projektora poszła w ruch.
Chris: A oto pierwszy materiał.
Devon: Henry, chyba musimy pogadać.
Henry: Cicho!
http://www.youtube.com/wa...feature=related
Chris: Pytanie brzmi: jak nazywa się ten serial?
Emma: <podnosząc rękę> Ja wiem! To były Zwariowane Melodie!
Chris: Przykro mi, ale nie. Może ktoś inny?
Emma: WTF? Przecież rozpoznałabym Królika Bugsa! Weź mi tu facet nie ściemniaj, choć raz mógłbyś zachować się jak uczciwy człowiek!
Chris: Wybacz, ale ty naprawdę jesteś w błędzie! Ptoki?
Henry: To był Family Guy.
Chris: Brawo Henry! Dobra, Ptoki dostają pierwszy punkt. Trzeba się uczyć Emmo, a nie potem przy ludziach takie głupoty gadać! A teraz kolejny materiał:
http://www.youtube.com/wa...feature=related
Chris: A moje pytanie brzmi: Kim jest ten nieszczęsny człowiek?
Emma: <wstając> To jest trener!
PZ Emma: Po pierwszym oszustwie Chrisa postanowiłam podejść do sprawy merytorycznie. Jeśli ten typek na serio oddał tak beznadziejny skok, nie ma szans, żeby ktoś kiedyś zechciał przyjąć go do drużyny. W tym sporcie udział biorą wyłącznie profesjonaliści, a więc musiał to być trener objaśniający swoim chłopcom na własnym przykładzie, jak nie powinno się skakać. Ot, i cała tajemnica.
Chris: Trudno w to uwierzyć, ale tak, tym razem Emma się nie pomyliła. Punkt dla Wulkanów i mamy już remis! To teraz pytanie z popkultury pełną gębą. Uwaga, czytam: jak nazywał się kiepski aktor, który swego czasu został wybrany prezydentem USA?
Emma: <podnosząc rękę i wstając> Ojej! Ja!
PZ Emma: Zupełnie nie wiem, skąd w głowie biorą mi się te wszystkie poprawne odpowiedzi!
Emma: To Arnold Schwarzenegger!
Chris: Prawie, ale niezupełnie. Cóż, skoro nikt poza Emmą się nie zgłasza, przejdźmy lepiej do…
Somila: <nieśmiało> Nazywał się Ronald Reagan.
PZ Spike: To było coś, czego się nie spodziewałem. Dziewczyna z Indii i znajomość historii Ameryki? No-no… Oby tylko nie okazała się jakąś kujonką, czy coś w tym rodzaju…
PZ Caroline: Somila wykazując się odwagą w pierwszej kolejności wyświadczyła przysługę samej sobie, a dopiero później innym. Moim zdaniem należy jej się szacunek.

Chris: Niby tak, Semilo…
Somila: Somilo.
Chris: …ale zapomniałem wspomnieć, że drużyny muszą odpowiadać naprzemiennie - a wasza szansę wykorzystała już Emma. Gdybyś się nie odezwała, nikt nie dostałby punktu, a tak muszę uznać twój głos za próbę podpowiedzi przeciwnikom. Punkt wędruje do Ptoków, a ciebie skazuję na przymusowe milczenie.
Chris podał dziewczynie chustkę, dając do zrozumienia, by zasłoniła sobie nią usta. Hinduska posłusznie wykonała polecenie.
PZ Somila: <zakneblowana> Mhmmhm!
Maryse: To nie fair! Wymyśliłeś sobie ten przepis na poczekaniu!
Chris: Nawet jeśli, to co? Skupcie się wreszcie, bo jadę z kolejną zagadką. Najpierw zobaczcie materiał:
http://www.youtube.com/watch?v=br_FQP2v61A
Chris: Pytanie jest banalnie proste, ale może zadecydować o wygranej: jak nazywa się w boksie zwycięstwo przed czasem?
Wulkany: <rzucając się na Emmę> Cicho!!!
Dariusz: <lądując na Caroline> Nokaut!
Caroline: Łaaaaaa!
Chris: Brawo Casanovo. Udało ci się doprowadzić do remisu, a że nie mamy już czasu, proponuje zrobić szybką dogrywkę i przejść do sprawnościowej części wyzwania. Będziecie mieli mnóstwo okazji, by się nawzajem pozabijać, ale najpierw odpowiedzcie mi na ostatnie pytanie. To zagadka: co powiedział Napoleon po bitwie o Waterloo?
Spike: <do Emmy, zdejmując łokieć z jej żebra> Będziesz grzeczna?
Emma: Poddaję się.
Chris: Tak! Zgadła!
Emma: Ale co?
Chris: Podałaś prawidłową odpowiedź. Niniejszym ogłaszam drużynę Piekielnych Wulkanów zwycięzcami pierwszej części wyzwania!
Wulkany (głównie Emma): Jeeeeej!!!
Cecylia: <do Emmy> Gratuluję, panienko. Moja drużyna jest pełna podziwu dla twojej wiedzy. Ta prostaczka Maryse powinna ci buty czyścić.
Maryse: Dość tego!
Dziewczyna rzuciła się na Cecylię z zamiarem uszczuplenia jej królewskości przy pomocy pięści. Obie panie tarzały się po ziemi, ciągnąc jedna drugą za włosy.
Chris: Dziewczyny, dziewczyny! Proszę. Z was na tej wyspie naprawdę zrobiły się totalne dzikusy! Rozdzielić mi te kociaki i jazda na kolejną część wyzwania!

Drużyny zaprowadzono nieopodal wysokiej, stromej góry, idealnej do wspinaczki linowej. Rozdzielone damy z trudem zachowywały spokój. Maryse rzucała księżniczce gniewne spojrzenia, chłodząc śliną zadrapanie na policzku. Cecylia, cała czerwona jak burak, mechanicznym ruchem poprawiała niesforny kosmyk włosów. Najwyraźniej nie zamierzały sobie odpuścić.
PZ Maryse: Mam dość tej odpicowanej Śniętej Królewny. Dosłownie rzygam tą jej dziobatą buźką i śmiesznymi manierami. Sprawa jest jasna: albo ona, albo ja!
PZ Cecylia: Ta chłopka nieźle sobie pogrywała. Na szczęście w porę udało mi się sprowadzić ją do parteru. Gdy trzeba, potrafię być księżniczką-żołnierzem. Tylko jak ja z tym wyjdę w oczach poddanych?

Chris: Skoro jesteśmy na miejscu, wyjaśniam zadanie. To, co stoi tu obok, nazywa się góra. Będziecie wspinać się po niej <wykonał odpowiedni gest> na linach. Małpolud, który pierwszy wejdzie na tę półkę skalną <wskazał takową, leżącą na wysokości kilkudziesięciu metrów nad ziemią> wygra wyzwanie dla swojej drużyny. Wspinać muszą się WSZYSCY, a jak zobaczę, że któryś leniuchuje, licząc na szybszego kolegę, od razu wypada z programu! Drużyna Wulkanów zaczyna z minutową przewagą. Wasze liny czekają. Gotowi? Start!
Evelyn: Prze pana, a co z Devonem? Zdaje się, że po drodze wpadł w ruchowe piaski.
Chris: Oj, bo się rozpłaczę. Ma się wspinać jak każdy.
Devon: <przybiegając na miejsce> Czekajcie! Muszę… cholera… muszę wytrzepać sobie piasek z butów!
Chris: A teraz Ptoki… Start!
Devon: Ej!
Wulkany rozpoczęły już swoją wspinaczkę. Za nimi do lin dobiegły Ptoki, a po nich samotny Devon, wybierając dla siebie linę obok liny Henrego.
Devon: Stary… poczekaj. Muszę z tobą porozmawiać! To bardzo pilne!
Henry: Nie możesz zaczekać? Przecież widzisz, że się wspinam. Mamy minutę straty, a to wyzwanie nie należy przecież do najłatwiejszych!
Devon: Czy ty nie widzisz, co się wokół nas dzieje? Nie czujesz, że jakieś… no nie wiem… siły ruszyły przeciwko nam?
Henry: Tak. Przeklęte siły Piekielnych Wulkanów z siódmego kręgu piekła. Ruszyły już dawno, a przez czyjeś gadulstwo nigdy nie uda nam się ich dogonić. Mów krótko o co ci chodzi, a potem do widzenia!
Devon: Ten naszyjnik… Chyba nie powinniśmy go kraść. Teraz coś próbuje się na nas odegrać. Najpierw zaatakował mnie dzik, potem skorpion, mrówki, ruchome piaski… Nie zauważyłeś czegoś podobnego u siebie?
Henry: Nie. Od samego rana dzień układa mi się wspaniale. Sorry, ale jeśli zadarłeś z czymś, co teraz próbuje się na tobie zemścić, to mnie to kolego nie dotyczy.
Devon: Nie możesz mnie teraz zostawiać! Poczekaj…
Chłopak desperacko chwycił Henry’ego za nogę. Ten, nie spodziewając się tego, stracił równowagę. Obaj spadli na miękki piasek u podnóża skały.
Ocram: <z góry> Uuu. I tak będą z tego sińce.
Henry: Zamknij się!
W tym czasie pozostali zawodnicy wspinali się dalej. Maryse i Cecylia próbowały nawzajem się zrzucić, lecz po tym, jak obie jednocześnie omal nie zaliczyły upadku, zgodnie zaniechały podobnych prób. Emma radziła sobie całkiem nieźle, lecz gdy z wysoka udało jej się dostrzec część swoich rzeczy rozrzuconych wzdłuż plaży, zasymulowała uraz nadgarstka, by móc legalnie zakończyć grę i czym prędzej wszystko pozbierać. Pozostali wspinali się w miarę równym tempem. Jedynie Dariusz, cały zasapany, został daleko w tyle. Przycupnąwszy na wystającym kawałku skały, zwrócił swój wzrok ku górze. Wspinająca się po tej samej linie kilka metrów nad nim Caroline obróciła się, chcąc sprawdzić, dlaczego lina nagle przestała być tak silnie naprężona i straciwszy równowagę spadła ze znacznej wysokości bez żadnego zabezpieczenia. Dariusz zdołał pochwycić ją w ostatniej chwili – inaczej niechybnie opuściłaby program na wózku inwalidzkim.
Dariusz: Karolinko, Dulcyneo serca mego, nic ci się nie stało?
Caroline: Uch, tak, dobrze, wszystko jest okej. Możesz mnie już puścić?
Dariusz: Kochanie moje, to zadanie jest bardzo niebezpieczne. Może chwyćmy się w pasie, ja będę cię ubezpieczał od przodu, a ty…
Caroline: Łapy precz, zboczeńcu! Nie potrzebuję pomocy. A teraz z łaski swojej zostaw mnie, bo chcę wspinać się dalej.
Dariusz: Ależ Karolinko, mój misiaczku…
Caroline: Spadaj!
Dariusz: Karolinko…
Caroline: Powiedziałam!
Dariusz: Caroline...
Caroline: CO?!?
Dariusz: Uważaj na siebie.
PZ Caroline: Dariusz jest taki nieznośny i taki denerwujący - zupełnie jak małe, niewyżyte dziecko. Ale z drugiej strony dzisiaj uratował mi życie. I nawet nazwał mnie Caroline… Kto wie, może jeszcze będą z niego ludzie?
Zawody powoli dobiegały końca. Ze wspinaczką skałkową najlepiej radzili sobie Spike i Ocram. Oni też najszybciej zdołali wspiąć się na wyznaczoną półkę, dokonując tego dokładnie w tym samym czasie. Nieludzko spoceni, dali znak sędziemu, by ten mógł ogłosić swój werdykt.
Chris: Widzę, że remisy się was dzisiaj trzymają. Dobra, słuchajcie, wy tam na górze! Chyba znowu nie obędzie się bez dogrywki! Za wami jest jaskinia, a tunel kończy się na ziemi, tuż obok miejsca waszego startu! Ten, który pierwszy dotrze do wylotu tunelu, wygrywa! Gotowi - Do startu - Start!
Chłopcy w błyskawicznym tempie podnieśli się i wbiegli do tunelu. Po krótkiej chwili z wylotu dało się słyszeć odgłosy przepychanki, po czym z dziury wyskoczył Ocram, a za nim, koziołkując, wytoczył się Spike.
Spike: Chyba złamałem piszczel.
Chris: Niebiańskie Ptoki zdobyły przewagę! Niniejszym ogłaszam drużynę Ocrama zwycięzcami wyzwania wiedzowo-sprawnościowego! Wulkany, przykro mi mówić, ale to było do przewidzenia. Ostatnimi czasy zrobiliście się chyba trochę zbyt pewni siebie, zgadza się? Ostatnia seria porażek powinna wam uświadomić, że nadszedł czas nieubłaganych konsekwencji. Aha, skoro o tym mowa – wieczorem znów spotykamy się na ceremonii z pochodniami!
Evelyn: No to fajnie, ale może przewidujesz też jakąś nagrodę dla zwycięzców?
Chris: A… tak. Noc w domku, ludzki posiłek zamiast pomyj Szefa, ciepła kąpiel, pół godziny sauny… Mamy napięty budżet, więc to wszystko, co mogę zaproponować.
Evelyn: Jak na ciebie, to i tak za dużo.
Chris: Znaj mój gest, dziecko. Znaj gest.
---------------------------------------------------------

Głosowanie potrwa do środy do 22.
Co do samego odcinka - pisało mi się go bardzo przyjemnie. Mam nadzieję, że sprostał Waszym oczekiwaniom. Wprowadziłem kilka nowych wątków, ale jeśli się Wam nie podobają, można je szybko i bezproblemowo zakończyć. Czekam na szczere opinie.

Qazty - 2012-01-08, 21:08

Odcinek fajnie się czytało. Wymyśliłeś ciekawy motyw z tą klątwą Devona, mam tylko nadzieję, że za szybko się nie nawróci. Nie wiem też czemu, ale gdy tylko pojawia się Dariusz to zaczynam się uśmiechać.
Skeya - 2012-01-08, 21:08

No tak... Miałam takie szczęście, że czytałam na żywca bez specjalne poprawionej czcionki :P

Wątek Devona mnie mile zaskoczył. Mam nadzieję, że będzie on kontynuowany. i Emma ma swoje pięć minut :)

P.S Mało Spajka :C

LeShawna - 2012-01-08, 21:09

Szczerze? No to będzie szczerze.

Generalnie odcinek średnio mi się czytało. Dosyć topornie.
Podobało mi się drugie zadanie, bardzo fajne. Ale za to pierwsze. Dla mnie kiepskie.

Sądzę, że źle ukazałeś Maryse. Raczej nie pomagałaby Emmie w szukaniu rzeczy, nawet za cenę sojuszu. Przynajmniej tak ja ją widzę.
Caroline zaczyna powoli tolerować Dariusza?! Co się tu dzieje?
Somila chce pomóc Devonowi? Nie sądzę, żeby chciała mu pomagać wiedząc co zrobił, zwłaszcza, no, ale powiedzmy, że uznaję to za przejaw jej dobrego serca.

Jak dla mnie trochę zaniedbałeś stare wątki. Ale może jak przeczytam jeszcze raz to może zmienię zdanie, ale jak na razie, nie przypadło mi do gustu.

Ghost - 2012-01-08, 21:41

Twój odcinek czytało mi się przyjemnie. Napisałeś go w mistrzowskim stylu i stworzyłeś nowe, ciekawe wątki (niewiem jak ze starymi). Spodobał mi się pomysł z klątwą Devon'a. I nowy konflikt (Cecylia vs. Maryse) wydaje mi się bardzo ciekawy.
Co do ogólnego ocenienia akcji, to średnio spodobało mi się wyzwanie - chyba takie "na siłę" wymyślone...
Najfajniejsi w tym odcinku (wg. mnie): Emma, Devon, Dariusz & Caroline oraz Maryse.

Silny - 2012-01-08, 23:41

LeShawna napisał/a:
Generalnie odcinek średnio mi się czytało. Dosyć topornie.


Może to po części wina tego, że czytałaś przed poprawieniem czcionki. Sam byłem przerażony jakością, gdy zorientowałem się, że poprawki z Worda nie przeszły na tekst na forum.


LeShawna napisał/a:
Caroline zaczyna powoli tolerować Dariusza?! Co się tu dzieje?


Oj tam, od razu "tolerować". Jedynie wyraziła swoją wdzięczność za uratowanie życia. I to w Pokoju Zwierzeń, a nie w bezpośredniej rozmowie. Jej stosunek do niego niekoniecznie musiał się zmienić.

LeShawna napisał/a:
Somila chce pomóc Devonowi? Nie sądzę, żeby chciała mu pomagać wiedząc co zrobił, zwłaszcza, no, ale powiedzmy, że uznaję to za przejaw jej dobrego serca.


Dokładnie, chodziło o przejaw jej czystej dobroci. Plus strach przed znaczeniem nie do końca zrozumiałej wizji.

Ogólnie dziękuję za konstruktywną krytykę. Na pewno pozwoli mi to unikać podobnych błędów w przyszłości.

Anastazja - 2012-01-09, 14:46

Mi się odcinek naprawdę bardzo podobał.
Ciesze się, ze w tym odcinku ''rozbudowałeś'' postacie, które do tej chwili stanowiły głownie drugoplanowe role (jak Emma, czy Devon). Rzeczywiście, nowe watki są ciekawe.

LeShawna - 2012-01-09, 17:38

Dobra. Tak jak mówiłam przeczytał drugi raz.

Szczerze? No to będzie szczerze!

Proszę, że jeśli ktoś będzie wrzucał odcinek to właśnie w taki sposób. Wersję mienioną czytało się o WIEEEEEELE lepiej, dzięki temu odcinek podobał mi się bardziej. Naprawdę. Zyskał trochę w moich oczach.

Podtrzymuję to co mówiłam, że pierwsze zadanie nie podobało mi się, za to drugie podobało mi się jeszcze bardziej.

O Maryse już mówiłam. Konflikt z Cecylią jest dobrym rozwiązaniem, ale sądzę, że Maryse inaczej by się zachowywała. Nie byłaby taka atakująca, tylko bardziej bezczelna. Ale nie jestem twórcą tej postaci więc trudno mi powiedzieć.

Dopiero teraz podobała mi się początkowa rozmowa Evelyn i Henrego.
I może dobrze, że wątek z Devonem poszedł w takim kierunku.

Nie zmieniłam reakcji co do słów Caroline o Dariuszu.
Somile powoli zaczynam rozumieć, ale czy by płakała? Sądzę, że tak. Ze swojej bezradności.

Generalnie polecam komuś przeczytać odcinek drugi raz, jeśli się nie podobał. To pomaga. Bo teraz odcinek jako cały mi się bardziej podobał.

Jaaaa - 2012-01-09, 18:03

LeShawna napisał/a:
Dobra. Tak jak mówiłam przeczytał drugi raz.
O Maryse już mówiłam. Konflikt z Cecylią jest dobrym rozwiązaniem, ale sądzę, że Maryse inaczej by się zachowywała. Nie byłaby taka atakująca, tylko bardziej bezczelna. Ale nie jestem twórcą tej postaci więc trudno mi powiedzieć.


yep. Maryse bardziej pojechałaby po C. niż ją atakowała.
Jeszcze co do Mrs - była troche za miła w tej części z ubraniami Emmy. Maryse miałaby wylane i powiedziała "sama sobie radź" ;d
overall, odcinek nie był najgorszy.


btw. Jeśli ktoś nie wie lub inaczej sobie wyobraża "mów do ręki" to zapraszam do "Uczestnicy", bo tam dałem zdjęcie tego gestu w wykonaniu prawdziwej Maryse ;)

Jannx - 2012-01-12, 18:31

uf! nadrobiłem! Byłem 3 odcinki do tył ale jestem już na prostej. to tak:
Odcinek Ghosta. Nie żebym sie wykręcał, ale nie chciało mi sie go czytać bo był koszmarnie długi, no a mnie jako organizatorowi wypadałoby przeczytać. No i dałem rade. Generalnie to nie wiedziałem czego mam sie spodziewać... ale w efekcie odcinek naprawde bardzo dobry. Zadanie też świetne. Może troche przekombinowane, ale mimo wszystko dobre. Jedynie moge sie doczepić do gloryfikacji twojej postaci.. niby to rozumiem- w końcu chcesz go jak najlepiej pokazać ...ale momentami Henry wychodził na takiego super-ekstra-doskonałego. Aha i moze za dużo zdrobnień.

Odcinek Leshawny. POWALAJĄCY. Czytał go z ciągłym uśmiechem na twarzy , zadania były w sumie no.. nie za bardzo... ale wątki, relacje między postaciami i cała reszta były... no świetne po prostu. Pokój zwierzeń jako kadr z ,,Trudnych spraw" ... relacja Spike x Somila (swoją drogą to ktoś ich nieźle dobrał... ciekawe kto :>) .. No i Emma! Osobiście uważam ją za gwiazdę odcinka.
Cytat:
Emma: Powiedziałeś… ciepła… WODA!
Chris: Tak.. I wygodne hamaki.
Maryse: Musimy dzisiaj wygrać!
Emma: THIS! IS! SPAAAAAAARTA!

<3
Bałem sie o tą postać, a jednak Leshawnie udało sie ją rozkręcić. Brawa!
Miejscami jednak można było zobaczyć drobne błędy stylistyczne np. dziwna odmiana imion np.
Cytat:
Somila:Powiem Ci tylko tyle. Uważaj na Devon.

Cytat:
Ocram podszedł do Devon tak, że stali przed sobą, że między nimi dzieliło ich zaledwie tylko kilka centymetrów.

niby nic takiego , ale jednak jest

No i odcinek Silnego. Także debiutant i także sie spisał. Odcinek podobał mi się. Był inny od innych, napisany troche innym językiem , bardziej wyszukanym :D . Czy to źle? Nie. Taka miła odmiana. Najlepszy Devon ze swoją klątwą. Emma i Somila też świetnie poprowadzone. Cecylia ciągle wyskakiwała z tym ,,czyszczeniem butów". No ale ta Maryse.. Tym jednak odcinek troche stracił.. Nie jestem pewien jaka ta postac miała być w zamyśle jej autora, ale raczej nie taka. Maryse to jednak diva więc.. nie wyszło. A pozatym nie wiem jak mam odebrać to:
Cytat:
Z korony drzewa wysunęła się „gadająca” ręka.

Zadanie pierwsze słabsze, drugie dużo lepsze.

Ghost - 2012-01-12, 20:15

Jannx napisał/a:
Jedynie moge sie doczepić do gloryfikacji twojej postaci.. niby to rozumiem- w końcu chcesz go jak najlepiej pokazać ...ale momentami Henry wychodził na takiego super-ekstra-doskonałego.


Pfrghrghpfffgrgfpfff... (krztusi się) Gloryfikacja? Nie robię z niego ideału. Owszem staram się niekiedy oddać jego charakter i sposób myślenia... Ale bez przesady. Kto jak kto, ale Henry to pełen jest wad... ;) Fałszywy, nieprzystępny, zakłamany, bez poczucia humoru... Czy to źle jak się kogoś w końcu pokaże od tej "dobrej strony"? W każdym razie wezmę to sobie do serca (bo to już druga osoba tak twierdzi) i kto wie, może odwalę Henry'ego na dalszy plan, pisząc następny odcinek.


Jannx napisał/a:
Aha i moze za dużo zdrobnień.


Dzięki za spostrzeżenie, popracuję nad tym. :)

Silny - 2012-01-14, 18:16

A oto druga część odcinka. Mam nadzieję, że wyjaśnia pewne nieścisłości :-P .



FTP 3 odc. 4 – rozstrzygnięcie

Chata tymczasowo służąca Niebiańskim Ptokom.
Po wyczerpującym dniu drużyna zebrała się w pokoju kąpielowym, by nieco odreagować wszystkie dramaty, jakich w ciągu ostatnich kilkunastu godzin udało im się doświadczyć mimo ostatecznego zwycięstwa w dzisiejszym wyzwaniu. Piątka zawodników wylegiwała się w popsutym jacuzzi służącym im teraz za niewielki, płytki basen. Przyjemnie ciepła woda oraz szczelnie pozamykane drzwi i okna sprawiały, iż po całym pomieszczeniu unosiły się delikatne obłoczki pary, osiadające na szybach, kafelkach i podręcznym lusterku księżniczki Cecylii.
Ocram: U Wulkanów pewnie zaczęło się już głosowanie.
Cecylia: <spod okrywającego jej twarz znaleźnego pisemka dla kobiet> Chyba nie. Jeszcze trochę na to za wcześnie, jak sądzę.
Evelyn: <rozglądając się> Nie mam zegarka. Ale faktycznie jeszcze chyba nie zaczęli.
Henry: Przecież słońce dopiero zachodzi. Teraz na pewno przekonują się nawzajem, kogo należałoby wywalić.
Ocram: Dobrze, że my nie mamy takich problemów, no nie? Ej, Cecylio, a ty na kogo byś zagłosowała, gdybyś teraz mogła?
Cecylia: <podnosząc gazetkę z twarzy> Jest tylko jedna odpowiedź!
Evelyn: A, no tak. Litości… Odpuść wreszcie tej panience. Chyba wolałam cię, jak jeszcze potrafiłaś panować nad sobą. <sięgnęła po mydło> Ja wybrałabym tą aktoreczkę. No wiecie, tego ich niezawodnego speca od popkultury. A Ty, Ocram?
Ocram: Tego, kogo Cecylia.
<PZ> Ocram: Wciąż udajemy, że wszystko jest ok. To gra pozorów. Prawda jest taka, że wierność Cecylii to moja jedyna szansa na utrzymanie się w programie. Muszę przez jakiś czas nie działać samopas… I uważać na Henry’ego. I na Devona.
Ocram: Ekhem… a ty, Henry, kogo byś wybrał?
Henry: Mam swój typ. Ale jeśli zżera cię ciekawość, możesz spytać Devona.
Cecylia: Devon?
Evelyn: Devon! Mówią do ciebie!
Devon: Hm? Co?
Evelyn: Jajco. Zdradzisz nam może czemu ciągle siedzisz cicho?
Henry: <powoli zanurzając twarz w wodzie> Ma swoje powody. Właśnie w skupieniu wyczekuje na przyjście Armagedonu.
Devon: Zamknij się. Najlepiej wszyscy siedźcie cicho. To wcale nie jest śmieszne.
Henry: Właśnie że jest. Ile dzików dzisiaj wypatrzyłeś?
Cecylia: Przecież na wyspie nie ma dzików.
Devon: Przestańcie. Z wami to… kurde, nie ma sensu gadać. Spadam. Jak najdalej stąd.
Devon wyskoczył z wanny i zdjął z wieszaka swoje ubranie.
Henry: Korzystaj z życia póki czas!
<PZ> Henry: Devon naprawdę przegina. Staram się go ośmieszyć, żeby otrząsnął się wreszcie z tej swojej manii. Przez jego brednie o klątwach przegraliśmy wyzwanie – a ja, przy okazji, wyszedłem na idiotę. Jeśli facetowi nie przejdzie, to cóż, będę musiał go poświęcić.

Odbudowany szałas Wulkanów.
Połowa drużyny aktualnie spędza czas w stołówce. Na miejscu pozostali tylko: Caroline, zmagająca się tego wieczoru z dość poważnymi bólami brzucha, Emma oraz Spike szykujący się właśnie, by dołączyć do reszty drużyny.
Caroline: Zastanawialiście się może nad tym, co mówił Elias? Że nie jesteśmy sami na wyspie?
Spike: E tam. Myślę, że po prosto próbował zaszpanować na do widzenia. Wiecie, tak dla zgrywy, za to, że go wyrzucamy. Pewnie nawet improwizował.
<PZ> Emma: Też powiedziałabym, że Elias chciał zrobić wokół siebie szum. Ale przecież póki był z nami, nigdy się tak nie zachowywał. Sama już nie wiem…
Caroline: Możliwe. Ale zakładając, że mówił prawdę – o kogo mogło mu chodzić? Wiecie, te jego samotne wypady do dżungli wyglądały podejrzanie.
Emma: Jejku… myślicie, że kogoś tam spotkał?
Spike: Nie przesadzajcie, siostry. Może nasz olbrzym zwyczajnie kochał przyrodę? Albo samotność? Albo jedno i drugie?
Emma: Właśnie, zdajecie sobie sprawę, że za chwilę będziemy musieli znowu kogoś wywalić?
Caroline: Tak, wiem. Mój głos będzie oczywisty, ale nie jestem pewna, jak potraktuje was reszta. Bądźmy szczerzy – mieliście parę okazji, żeby im podpaść.
<PZ> Emma: Ja tylko korzystałam ze swojej wiedzy! Skąd mogłam wiedzieć, że zespół uzna mnie za przemądrzałą?!?
<PZ> Spike: Może nasz los nie jest jeszcze tak do końca przesądzony? Gdyby nie moja porażka w jaskini…

Spike: Dobra, będę się zbierał wreszcie na tę kolację. Emma, idziesz ze mną?
Emma: Muszę dbać o linię. Żadnych wysokokalorycznych, tłustych pomyj Kucharza. Ale chętnie pójdę na spacer.
Spike: No to chodź… auć!! <gdy chłopak niezgrabnie próbował stanąć na nogi, obolała kość ponownie dała o sobie znać> Przechlapane mam z tą nogą.
Emma: <do Caroline> A ty na pewno nie wybierasz się z nami?
Caroline: Nie. Przecież widzisz, że źle się czuję.
Parka odeszła w swoją stronę, a Caroline rozłożyła się wygodnie na swoim kocu, usiłując skorzystać z dawna upragnionej chwili spokoju. Gdyby nie nadchodząca ceremonia, miałaby ochotę leżeć tak aż do samego finału. Milion zielonych… Z krainy marzeń wyrwał ją odgłos ciężkich, niezgrabnie stawianych kroków.
Dziewczyna od razu rozpoznała do kogo należy.

Dariusz: Karolino! Mój misiaczku! Mój aniele – moja różo!
Caroline: Nie no, czego znowu chcesz? I dlaczego znowu zwracasz się do mnie per „Karolino”?
Dariusz: Bo moja najukochańsza Karolina zasługuje, by nazywać ją najpiękniejszym imieniem świata!
Caroline: Ty jednak jesteś chory. Słuchaj, wbij sobie do tego pustego łba raz na zawsze, że nie jestem i nigdy nie będę twoją Karoliną. Nazywam się Caroline, w skrócie Car albo Caro, dociera?
Dariusz: Twe dąsy ranią me serce, mój polny kwiatuszku. Przyszedłem tu wyłącznie w trosce o twoje zdrowie, a także <zniżył głos do szeptu> żeby zaproponować ci sojusz przeciwko Spike’owi. Dla wszystkich będzie lepiej, jeśli wreszcie pozbędziemy się stąd tego śliskiego typka.
Caroline: Cóż, może to i dobry pomysł, ale obiecałam mu już, że… chwileczkę. Dlaczego tobie tak na tym zależy? Przecież wtedy zostaniesz jedynym facetem w drużynie. Dariusz!
Dariusz: Tylko spokojnie, kochanie. Pamiętaj, że chcę to zrobić dla nas obu. Tylko w ten sposób możemy mieć pewność, że ten obmierzły koleś nie będzie próbował stanąć na drodze naszemu szczęściu. Jakiś deskorolkarz od siedmiu boleści nie może przesiadywać w twoim namiocie przez całe noce!
Caroline: <śmiech> Ty myślisz, że ja kiedykolwiek mogłabym z nim…? No co ty… Zaraz! Nie jestem żadnym twoim kochaniem! Wynocha mi stąd, zboczony bandyto, zanim… ała!
Dariusz: Leż spokojnie, kochanie. To bardzo nierozsądne denerwować się w twoim stanie. Dariusz o ciebie zadba. Może zrobię ci kawę…
Caroline: <rzucając w niego czym popadnie> Jazda mi stąd!
Dariusz: Nie trać nadziei z powodu przegranej, ja i tak przekonam wszystkich żeby głosowali na Spike’a! Wspólnie pozbędziemy się twego wstrętnego prześladowcy! Cześć!
<PZ> Caroline: Przyznam, że początkowo też myślałam o wyrzuceniu Spike’a. W końcu zawalił zadanie w najważniejszym dla nas momencie, no i ta jego nieszczęsna noga praktycznie dyskwalifikuje go z wyzwań… Ale jeśli stracę ochronę ostatniego silnego faceta w tej części wyspy, Dariuszowi mogą naprawdę puścić hamulce. Och, sama nie wiem już co robić!

W tym samym czasie Emma spacerowała po wyspie. Ze Spike’em rozdzieliła się po drodze, gdy przypadkowo napotkali Somilę. Nagle spostrzegła Maryse, wylegującą się na dużym płaskim kamieniu przypominającym staroceltycki ołtarz ofiarny. Wyglądała, jakby zażywała kąpieli słonecznej, z tą różnicą, że wokół panowała nieprzenikniona ciemność.
Emma: Hej! Nie przeszkadzam może?
Maryse: A niby w czym?
Emma: No tak. Słuchaj, chciałabym przeprosić za wszystko. Obserwowałam cię i odmawiałam każdej propozycji sojuszu, bo myślałam, że nie można ci ufać. A teraz bez przerwy zastanawiam się nad tym, co powiedziałaś rano, kiedy szukałyśmy rzeczy. Ty naprawdę robiłaś to dla mnie?
Maryse: < powoli podnosząc się i zdejmując okulary słoneczne> No przecież nie mam serca z kamienia, nie?
<PZ> Maryse: Pytanie retoryczne. Oczywiście, że mam.
Emma: Nigdy tak nie uważałam! Wiem, że masz ciężki charakter, no ale to chyba da się przeboleć. Mnie też wszyscy oceniają powierzchownie. Co powiesz na dziewczęcy sojusz?
Maryse: Mądrze robisz, skoro wszyscy zawiązali spisek przeciw tobie.
Emma: Spisek? Nic nie mówiłam o spisku, ale…
Maryse: ...ale ja mówię. Nic nie wiesz, co? Dobra, wzruszyła mnie twoja historia, wiec powiem ci jak było. Mnie też próbowali zwerbować. Odmówiłam, ale i tak mają dość głosów, by się ciebie pozbyć.
Emma: Oni? Czyli kto?
Maryse: Caroline i jej wierne lemingi. Serio, ci goście tańczą jak im zagra. Obrała sobie ciebie za cel po zadaniu wiedzowym.
Emma: Przecież wtedy dzięki mnie wygraliśmy!
Maryse: Powiedz to lemingom. Ale dobrze postąpiłaś przychodząc z tym do mnie. Tak się składa, że ja też mam pewną siłę przebicia i może zdołałabym przekonać jeszcze parę osób, by puściły cię wolno, jeśli…
Emma: …jeśli? Powiedz, zrobię wszystko!
Maryse: Musiałabyś zagłosować tak jak ja i moi sojusznicy. Na Caro.
Emma: Masz to jak w banku!

Somila wracała z kolacji, co chwila zatrzymując się, by móc spokojnie popatrzeć na rozgwieżdżony widnokrąg. Usta wciąż miała obwiązane chustą oznaczającą przymusowe milczenie – czas trwania kary upływał dopiero z nadejściem północy. W pół kroku za dziewczyną kuśtykał Spike, próbując opanować lekki stres niekończącą się paplaniną. Opowiadał jej o swojej rodzinie, kolegach, o skejterskiej pasji, młodzieńczych marzeniach, ambicjach, a nawet przebytych miłościach. Somila słuchała uważnie, nie reagując otwarcie na żadne słowa, lecz gdy doszedł do opisu wrażeń przy pierwszym pocałunku, gwałtownie odwróciła się, przykładając mu palec do ust. Nie chciała by jego niewyparzony język wyzwolił w niej więcej kłopotliwych emocji.
Spike: Co jest? Powiedziałem coś nie tak? W sumie to był ograny numer, dziewczyna założyła się z koleżankami, że pierwszy zaproszę ją na imprezę i… aj!
Spike stanął na nierównym kawałku ziemi, wyginając nogę pod dziwnym kątem. Tym razem zabolało na tyle, że aż przysiadł, by móc złapać oddech.
Spike: Ała… Niezły przypał. Może faktycznie dla drużyny będzie lepiej jak odpadnę? Cholera, połamany na nic wam się nie przydam. Prawda jest taka, że nie cierpię zawodzić ludzi i… hej, Somila?
Dziewczyna nie stała już nad nim. Zamiast tego krążyła wokół okolicznych traw, zbierając określone rodzaje owoców i ziół. Mieszając je z błotem i mchem uformowała lepki „placek”, którym obłożyła chłopakowi obolałe miejsce, całość obwijając bandażem pożyczonym z namiotu medycznego Szefa.
Spike: Ooo. Jakie to przyjemne. Dziękuję. <Somila gestem odpowiedziała „proszę” i zabrała się za wiązanie opatrunku> Może jeszcze nie musicie stawiać na mnie krzyżyka… Serio, nie chciałbym być dla nikogo problemem. Chyba mi nie wychodzi, bo cały czas zaczepiam ciebie. Wiem, że przeszkadzam ci w życiu. Czy ten twój ojciec bardzo by się wkurzył, gdyby dowiedział się o mnie? Może dałoby się go przekonać, że tradycja nie jest w życiu najważniejsza, że masz prawo do wyboru… AŁA!
Somila mocno szarpnęła bandażem, dając do zrozumienia, że opatrunek jest gotowy. Spike poruszył nogą i wstał. Prawie wcale nie bolała.
Spike: Super!
Oboje spojrzeli sobie w oczy…
Devon: Ej, ty!
Ciemnoskóry chłopak wyłonił się z buszu. Szedł bardzo szybko. Od razu dało się zauważyć, jaki był zdenerwowany.
Devon: Tutaj jesteś szamanko. Nic się nie bój, ale mam z tobą do pogadania. <Chwycił ją za ramię, ciągnąc w swoją stronę>
Spike: Ej! Zostaw ją!
Devon: Bo co mi zrobisz? Mamy z twoją przyjaciółką pewne sprawy, które akurat nie powinny cię interesować.
Ponownie szarpnął ręką dziewczyny. Somila zaczęła się wyrywać.
Spike: Wolnego, koleś! Nie widzisz, że teraz nic ci nie powie? Poza tym nie podoba mi się sposób, w jaki ją traktujesz! <wyrwał Somilę z jego uścisku> Trochę kultury!
Devon: <próbując się opanować> Nic do ciebie nie mam. Ale na drugi raz lepiej nie wchodź mi w drogę. A ty… <zwrócił się do Somili> Z tobą porozmawiam jutro i lepiej, żebyś była przygotowana do tematu. Rozumiemy się? <to mówiąc, wrócił, skąd przyszedł>
Spike: Okropny facet. Wiesz może o co mu chodziło?
Somila milczała, więc powoli ruszyli w stronę obozu. Po drodze minęli Maryse siedzącą w pozycji lotosu (wciąż na tym samym płaskim kamieniu).
Maryse: Idą państwo przegrani.
Spike: Odpuść! Nie musisz nam przypominać.
Maryse: Nie muszę. Inni wam o tym przypomną na ceremonii. No, chyba, że zagłosujecie na Emmę. Prócz was tylko ona może być zagrożona.
Spike: <do Somili> Maryse ma rację. Nie mam nic do Emmy, ale chyba tylko w ten sposób możemy się wspólnie obronić. Mogę liczyć na twoje wsparcie?
Somila kiwnęła głową.

Ceremonia
Chris: Obozowicze! Wasza druga ceremonia eliminacji jest jednocześnie drugą ceremonią z rzędu, podczas której to właśnie WY musicie wytypować kogoś, kto opuści nasz szczęśliwy kolektyw. Osoba taka zgasi swoją pochodnię – symbol przetrwania – uda się do Zatoki Wstydu, wsiądzie na Tratwę Przegranych i odpłynie w siną dal! Powrotów raczej na pewno nie będzie! A teraz oddajcie głosy.
<PZ> Emma: Ochh, oby to mi się opłaciło. Na Caro.
<PZ> Somila: Mhmm <zrywa opaskę> Dobra, tutaj już chyba pozwolą mi mówić. Czas kogoś wytypować. Oj, to taki trudny wybór! Ale spokojnie… Nasza drużyna jest silna. Jednak czuję, że Dariusz jest jej najsłabszym ogniwem. Przyznaję, jest pomocny, ale nie zawsze. No i Caroline już by się tak nie stresowała jego obecnością. Tak, głosuję na Dariusza. Spike zawsze może na mnie liczyć – ale nie ufam intrygom Maryse. Głosując inaczej najbardziej mu pomogę.

Chris: Wasze głosy spoczęły w urnie. Wyrok zostanie odczytany.
Dariusz: Wszyscy głosowaliście tak jak wam radziłem, prawda?
Maryse: No jasne…
Dariusz: Ha! Na razie, Spajki!
Chris: Uwaga, werdykt. Dariusz, skup się, bo ciebie to też dotyczy. Dziś żadnego głosu nie otrzymały… Maryse…
i Somila.
Natomiast jeśli chodzi o resztę… Bezpieczni mogą się czuć…
…Dariusz…
…Spike…
Dariusz: Coooo?
A ostatnia bezpieczna dzisiejszego dnia osoba to…








Caroline.
Emma, przykro mi, ale tym razem padło na ciebie. Zatoka Wstydu czeka.
Emma: Ale… ale… Nasz sojusz… no i wygrałam dla was zadanie…
<PZ> Maryse: Głupia Emma przypieczętowała swój los. Przecież rano szukałyśmy też MOICH rzeczy, nie? Palcem nawet nie kiwnęłam, żeby wesprzeć tego plastika. Nie chciała ufać Maryse – to teraz ma. Bez żalu.
Chris: Żałuję. Ale nawet ja uważam, że to zadanie było same w sobie beznadziejnie wymyślone. Wszyscy tak uważają, więc nie bardzo pomogłaś sobie wygrywając je. A teraz podejdź tu proszę i zgaś swoją pochodnię. Taka jest wola plemienia.
Emma otarła pojedynczą łezkę i zrobiła, co do niej należało. Wsiadając na Tratwę Przegranych zdobyła się nawet na delikatny uśmiech. Nauczyła się tu czegoś bardzo ważnego.
Emma: Żegnajcie! <machając do wszystkich> A gdy będziecie o mnie myśleć, pamiętajcie: wygrana nie zawsze musi skończyć się dla was korzystnie!
Tratwa płynęła i płynęła w stronę widnokręgu, aż całkiem znikła z pola widzenia Wyspy.
***

Później (Uwaga - NIEKANONICZNE)
Henry i Evelyn spacerowali po dżungli, zapuszczając się tak daleko, jak jeszcze nigdy. Czuli się dobrze w swoim towarzystwie.
Henry: Tak, myślałem o eliminacji Ocrama. Ale potem Devonowi odbiło. Serio, trzeba go chronić przed nim samym.
Evelyn: Oni obaj są siebie warci. Jeśli chodzi o mnie, to jest mi wszystko jedno. Kiedy przyjdzie co do czego…
Henry: Cii…
Evelyn: Też to słyszałeś?
Henry: Tam ktoś biegł! Widziałem sylwetkę…
Evelyn: Co to za szepty?
Henry: Jakie szepty?
Evelyn: Tam, w dżungli! <chwyciła go za ramię> Co to jest?
Henry: Też to słyszę. Zaraz… Kroki?
Evelyn: Chodźmy stąd!
Zaczęli uciekać od źródła odgłosów.
Evelyn: Czekaj! Gdzie my biegniemy?
Henry: Wracamy do obozu.
Evelyn: Nie szliśmy tędy.
Henry: Jak to nie!
Naglę wybiegli na polanę. Na pewno nie mijali tego miejsca wcześniej. Aż zaniemówili z wrażenia. Pośrodku terenu stał stary, zniszczony, na wpół zakopany w ziemi bunkier. Na włazie wypisane miał w pięciu językach tylko jedno słowo: KWARANTANNA.
Evelyn: Henry… gdzie my do cholery jesteśmy?
Henry: To nie jest zwyczajna wyspa.
L O S T


-----------------------------------------------------------------------
Tak jakoś wzięło mnie, żeby zakończyć to w klimacie "Zagubionych". Czekam na komentarze ;-) Ostatnią scenę radzę potraktować jako humorystyczny bonus - nie ma sensu jej kontynuować.
Wyniki głosowania:
Emma - 3 głosy
Spike - 2 głosy
Dariusz - 2 głosy
Caroline - 1 głos

Skeya - 2012-01-14, 18:44

Hm, tak w ogóle, czy pod koniec każdego odcinka powinniśmy dawać wyniki głosowania?

Dariusz jako bad boy. Uła. Zaskoczyło mnie to, na serio. Pomysł dosyć ciekawy, ale hm... jakoś Dariusza nie widzę w takiej roli. Poniekąd?

Tak pogmatwałeś sam moment przed głosowaniem, że zgłupiałam :D To też było dobrym zabiegiem. Zwłaszcza, że wynik poniekąd zadziwia.

Kacper-ski - 2012-01-14, 19:08

Przeczytałem przed chwilą wszystkie odcinki . Bardzo mi się to opowiadanie ( czy show ...) podoba . Jest akcja jest humor. Na razie nie do końca pamiętam wszystkich imion ale dopiero zacząłem . :-)
Anastazja - 2012-01-14, 19:18

Wow, co za świetny odcinek!

Jeśli ktoś ma jakieś specjalnie propozycje lub życzenia co do kierowania postacią, zapraszam na PW. Proszę tylko o sprężenie się.

Qazty - 2012-01-14, 19:23

Ciekawe zakończenie, jednak zdziwiło mnie to otwarte rozmawianie u ptoków na kogo by zagłosowali. Poza tym nieźle klątwa Devona wpływa na jego sojusz z Henrym. Wcześniej wydawałoby się, że osoba, która odpadnie u ptoków następna to Ocram, a teraz to już nie jest takie pewne. Byłem ciekawy czy ta zazdrosna strona Dariusza się pokaże, ale nie wpadłbym na to, że będzie zazdrosny o Spike'a.
Silny - 2012-01-14, 19:31

Qazty napisał/a:
Zdziwiło mnie to otwarte rozmawianie u ptoków na kogo by zagłosowali.

Pamiętaj, że mogli blefować ;-)

A tak a propos - co sądzicie o rozwiązaniu wątku nietypowego zachowania Maryse?

Qazty - 2012-01-14, 19:35

Bardziej niż to, że mogli blefować chodziło mi o to, że można sobie w ten sposób niepotrzebnie narobić wrogów.
Co do rozwiązania tego zachowania Maryse to może być.

Lockedo - 2012-01-14, 19:37

Hmm, super zakończenie. Takie pogmatwane, ale jednak wyjaśnia parę rzeczy. ;-) Szkoda, że Emma odpadła... była moją faworytką.
Zuzolot - 2012-01-14, 19:42

Silny napisał/a:
Qazty napisał/a:
Zdziwiło mnie to otwarte rozmawianie u ptoków na kogo by zagłosowali.

Pamiętaj, że mogli blefować ;-)

A tak a propos - co sądzicie o rozwiązaniu wątku nietypowego zachowania Maryse?

Jak dla mnie to nie Maryse. Maryse od Idy i Elle różni to, że owszem jest złym charakterem, ale ona nie chce sojuszu, jest po prostu szczera. A to, że jest nie miła to druga sprawa.

Ogólnie odcinek był średni. Devon mnie przeraża, jest... nie umiem znaleźć słowa, żeby go opisać. Uważam, że głosowanie znowu było błędne. Wywalili najbardziej sympatyczną osobę w drużynie, dzięki której odcinki były zabawne. Mam szczerą nadzieje, że powróci w powrotach ^^

Co do końcówki to powiem krótko i na temat, nie podoba mi się to zerżnięcie z Zagubionych. To tylko namiesza i to w sposób negatywny.

I jeszcze nie podoba mi się zachowanie Cecylki, ona nie jest przemądrzałą lalusią :-/

Ogólnie, nie było źle, ale mogło być lepiej

Jannx - 2012-01-14, 19:54

ołkej.. straszny szok z wywaleniem Emmy. Ale nie moge sie czepiać bo akurat nie zagłosowałem. Tak czy inaczej była moją faworytką.
Zakończenie z lostów chyba nie trafione.. lubiłem kiedyś ten serial ale tu mi nie pasuje.

Silny - 2012-01-14, 19:56

Jannx napisał/a:
Zakończenie z lostów chyba nie trafione.. lubiłem kiedyś ten serial ale tu mi nie pasuje.


Mogę je wywalić. To w sumie tylko taki mały literacki dowcip.

LeShawna - 2012-01-14, 21:05

Teraz czas na tą, która krytykowała twój odcinek :D

Powiem, że ta część dużo bardziej mi się spodobała.

Spodobały mi się relację pomiędzy Devonem a Henrym zostały tak rozbudowane. Ciekawie poprowadzone. Spodobało mi się to.
I nasz Dariusz! Ale z niego spryciarz! Kto by pomyślał ;p?

Maryse już trochę lepiej poprowadzona, ale to dalej nie to. Już trochę lepsza droga, ale zgadzam się z Zuzą.

Somila i Spajk. Dziwi mnie, że tak normalnie z sobą rozmawiali, po tym co się stało. Myślałam bardziej, że będą siebie unikać.

Zakończenie z Lost dla mnie nietrafione, ponieważ nie lubiłam tego serialu. Ale to tylko dlatego.

A i to już taka ogólna uwaga do tych co pisali odcinki, że niepotrzebnie podajemy wyniki głosowania. To nie jest istotne.

Silny - 2012-01-14, 21:26

Hmm, w takim razie przekonaliście mnie. Usuwam ten epilog. Tzn. oznaczam go jako "niekanoniczne". Jest całkowicie zbędny dla fabuły.
Dudus - 2012-01-16, 22:01

Ja nie mam żadnych zarzutów :) Nikt prawie nie jest wstanie napisać na każdy gust . Mi każdy odcinek podoba i wiem ile trzeba w to włożyć starań :)
Anastazja - 2012-01-20, 11:10

Forum Totalnej Porażki - Odcinek 5 '' Łapać złodzieja! ''


Środek nocy. Drużyna Piekielnych Wulkanów.

W ich szałasie panował dziwny spokój, aż do pewnego czasu, kiedy to Somila dostała ataku drgawek.
Nagle zauważyła przez sen rosłego mężczyznę, który skutecznie zwabia swoja ofiarę w pułapkę i ucieka, zabierając coś nie zwykle cennego.. Już zbliżała się, aby zobaczyć jego twarz została sekunda, kiedy już osobnik miał się odwrócić... Lecz nagle została obudzona przez Caroline, która nieco się zaniepokoiła jej stanem.


Somila (wydusiła zszokowana): Chris jest w niebezpieczeństwie!
Caroline: Chwila, chwila.. Wszystko gra? W jakim niebezpieczeństwie?
Somila (złapała oddech): Miałam wizje..
Maryse: Możecie przymknąć jadaczki? Ktoś tutaj próbuje się wyspać, i wam też radze!
Caroline: Dziękujemy Maryse i lepiej śpij dobrze póki możesz.. Somila, pogadamy o tym rano.

Tymczasem w szałasie Niebiańskich Ptoków panował spokój. Wszyscy spali, no może po za jednym wyjątkiem.. Devon wiercił się z boku na bok, bo ciągle coś na niego kapało. Fakt, faktem, ze na zewnątrz padało, jednak strumień wody skierowany był tylko na niego.

< PZ Devon: Przeklęty naszyjnik! Gdybym tylko mógł cofnąć czas.. Nie, nie zrobiłbym tego, bo wtedy ten frajer Cypriam nadal byłby w grze. Musze uważać, szczególnie na Henrego, mój sojusz z nim nie jest już stabilny. To wszystko chyba wina tej szurniętej hinduski. (Dach się załamał, spadło na niego gniazdo pszczół) AAAAAAA!>


A kiedy słonce powoli wstawało, w VIP'owskiej przyczepie już panował ruch. W pokoju Chefa:

Chef (przygląda się zdjęciu swojej mamy): Och, mamo. Gdybyś wiedziała, jak jestem tutaj traktowany i wypychany na drugi plan! Mam tego dość!

Nagle jednak dobiegł go codzienny poranny krzyk.

Chris: Chefie, co z moim zamówieniem na kosmetyki do pielęgnacji twarzy? Musze przecież dobrze wyglądać na wizji!
Chef: Ehhh.. Przyszło dzisiaj rano, czeka na Ciebie w schowku.

Jednak kiedy prowadzący rozglądał się za swoimi ukochanymi kosmetykami w schowku, drzwi niespodziewanie się zatrzasnęły.

Chris: Chefie, nie rób sobie żartów i wypuść mnie!
Chef: Frajer. Nie doceniasz moich starań w tym show.
Chris: Co się z tobą dzieje, nie ogoliłeś się dzisiaj, czy co?
Chef: Mam Ci tylko jedno do powiedzenia, zegnam.
Chris: Tylko nie ruszaj mojego miliona baksów!

Lecz było już za późno. Chef wziął wcześniej spakowana walizkę z rzeczami i nie zapomniał o tej drugiej, najważniejszej.


<PZ Chef: (przegląda oferty wakacyjne) No co? Dziwicie się? Ja tu tylko sprzątam.. Oczywiście tez gotuje.. Ale należy mi się coś więcej od życia!>


Cala sytuacje obserwowała Somila. Kiedy już miała podejść do drzwi, aby pomóc Chrisowi coś wciągnęło ja w kąt i zakryło usta.

Devon: Spokojnie Semila, tylko nie piszcz. Nie przyszedłem tutaj żeby zrobić Ci krzywdę.
<PZ Devon: Ta klątwa żyć mi nie daje, w dodatku zagraża moim sojuszom! Skoro nie udało mi się ostatnim razem z nią pogadać, muszę zmienić podejście.>
Somila: Nazywam się Somila. Jak się domyślam, dręczy cie sprawa z klątwą.
Devon: Tak jakby.. Domyślam się, ze to Twoja sprawka.
Somila: Słuchaj, ja tylko wiem ze grozi Ci poważne niebezpieczeństwo, a te wydarzenia które teraz się dzieją to może być tylko początek.
Devon: No tak, ale co mogę zrobić, moja sytuacja jest naprawdę kiepska!
Somila: To akurat powinieneś wiedzieć lepiej ode mnie..Ja chciałbym tylko, żeby zapanowała sprawiedliwość.
Devon: Aha.. No i ten teges.. Prze.. Przepraszam Cie za moje ostatnie zachowanie.
< PZ Somila: Devon nieco mnie przeraza po tym, jak się ostatnio zachował. Jednak widzę to w jego oczach, ze chce się pozbyć tej klątwy. Postaram się mu pomóc , lecz wole się w to nie mieszać..>
Chris: Halo, czy ktoś tam jest? Pomocy !!


Chris: Obozowicze, wszyscy na plac!!
Evelyn: Nie musisz tak wrzeszczeć, wszyscy już tu stoimy i czekamy na Ciebie od półgodziny.
Chris: Milczeć! Wydarzyło się coś okropnego, Chef uciekł z obozu razem z całym milionem! Rozumiecie? Bez miliona nie ma Show! Bez Show jestem skończony!
Henry: Dobra, a możesz przejść do konkretów?
Chris: Zostało wam nie wiele czasu, prom z wyspy wypływa przed obiadem! Waszym zadaniem jest odzyskanie miliona i uratowanie naszego FTP! Drużyna, której uda się ta sztuka zostanie solidnie nagrodzona. Wszystko pozostaje w waszych rekach, ruszajcie. (rzucił do Henrego i Caroline po mapie i pełnym plecaku). Aha, miałem powiedzieć coś jeszcze ale.. zapomniałem. Jeszcze tu jesteście?


Piekielne Wulkany:

Caroline: Dobra drużyno.. Weźmy się w garść i zobaczmy co mamy w ekwipunku.
Maryse: Chris chyba się pomylił. To mi powinien dać ten plecak. W końcu, to ja tu jestem najmądrzejsza.
<PZ Dariusz: Uwielbiam, kiedy Karolina ma taki władczy ton, jest wtedy taka seksowna>
<PZ Maryse: Pozbyłam się naiwnej Emmy. Caroline za bardzo się rządzi, a ja nie pozwolę by taka wieśniara mówiła mi, co mam robić, w końcu nazywam się Maryse!>

Caroline: Nożyczki, bomba, lina, chipsy.. Dariusz zboczeńcu, przestań mnie wąchać!
Dariusz: Nie gniewaj się Karolinko, tak ładnie dzisiaj pachniesz, ze nie mogę się oprzeć!
Caroline: Odczep się wreszcie, jesteś jakiś nienormalny, masz jakąś manie?!
Dariusz: Tak, jestem uzależniony.. Od Ciebie.

Spike: Somila?
Somila: Tak?
Spike: Wiesz, chciałem Ci powiedzieć, ze..
Somila: Tak się składa, ze tez mam Ci coś do powiedzenia.
Somila & Spike: Zaczynaj.
Spike: No dobra.. Nie uważasz, ze dziwna jest ta cala ucieczka Chefa?
Somila: [...] Zal mi go.. Chris jest podły i tylko go wykorzystuje.
Spike: No tak.
Maryse: Semila, chodź tutaj, szybko! Pomóż mi, zaklinowałam sobie buta pomiędzy korzeniami!
Somila: Pogadamy później, dobrze?
Spike: Ok..
<PZ Spike: Ehhh, nie poszło tak, jakbym tego chciał, może jednak lepiej powinniśmy się unikać?>

Caroline przyśpieszyła kroku, dołączając do Spike.

Caroline: Dasz zapalić?
Spike: A co, kolega Dariusz znowu atakuje?
Caroline: Zgadłeś. Ale widzę, ze nie jesteś w najlepszym humorze.
Spike: Rozmowa z Somila mi się nie udała..
Caroline: Niestety, życie to nie bajka. Raczej nie chciałbyś się ze mną zamienić.
Spike: Sorki, ale nie. Dariusz jest naprawdę...
Dariusz: Coś Ty powiedział, pseudo skejcie? (rzucił się na niego). łapy precz od mojej żony!
Spike: Stary, wyluzuj.. Chwila, to wy jesteście razem? (wybuchnął śmiechem) Ty i Caroline? Caroline i Ty?
Caroline: Dariusz, pogięło Cie do reszty? Jakiej znowu żony?! Kiedy do Ciebie to dotrze, ze nie miedzy nami nic nie iskrzy.
Maryse: Przegapiłam zaręczyny? Jaka szkoda.
Dariusz: Ale Karolinko, nie gniewaj się. Wszystko to, robię dla Ciebie mój pyszczku. Musze Cie chronić przed takimi typami, jak on!
Caroline: Przecież my tylko rozmawiamy.. (zaciągnęła papierosem)
Somila: Spike, nic Ci nie jest?!
Spike: Luz, tylko trochę ten typek przegiął.
Maryse: To gdzie teraz mamy iść, nasz wielki ''kapitanie''.
Caroline: Ehh, do następnego rozwidlenia dróg prosto.
< PZ Dariusz: Znowu nie poszło po mojej myśli! Ten cały Spajk powinien wylecieć już wczoraj, wtedy nie byłoby problemów!>
< PZ Caroline: ''łapy precz od mojej żony'' ?! Ten człowiek jest naprawdę jakiś chory, może jeszcze propozycje wspólnego zamieszkania mi złoży?!>
< PZ Somila: Jak ten Dariusz mógł zaatakować Spike? Czy rzeczywiście coś się wydarzyło pomiędzy Spike i Caroline? Nie chce mi się wieżyc. Czuje, ze moja miłość jest dużo silniejsza niż wola ojca.. Ale nie, nie mogę zawieść papy.. Ale chce!>
< PZ Spike: (zapala papierosa) No tak, ten koleś lekko przegiął. Strasznie szurnięty i nadpobudliwy.>
< PZ Maryse: Konflikty w drużynie są mi na rękę. Sojusze jak widać potrzebne mi wcale nie będą, sami się pozabijają, ha! Ale najpierw, plan A.>



Tymczasem drużynie Niebiańskich Ptoków szło niebo lepiej, i znajdowali się zdecydowanie na prowadzeniu. Ekipa szla w tempie Henrego, który trzymał mapę oraz Evelyn która dotrzymywała mu kroku z kompasem w ręce. Jedynie Devon trzymał się z daleka, gdyż reszta się go obawiała z powodu klątwy.

Cecylia: Devonowi ostatnio dzieją się dziwne rzeczy.
Ocram: To pewnie jakaś grypa. Na takiej wyspie może panować setki wirusów.
Cecylia: Żeby tak jeden z nich dopadł ta wiedźmę, Ma..
Ocram: Maryse?
Cecylia: Tak. Ale cieszyłabym się również, gdyby to dotknęło (powiedziała cicho) Henrego.
Devon: Pomocy! (zapadał się w ruchomym piasku, kiedy to z pomocą przyszedł mu Ocram)
Ocram: Stary, nic Ci nie jest?
Devon: Dzi... Dziekuje. (zawahał się)
Cecylia: Devonie, wyglądasz jakby po Tobie stado słoni przebiegło!
< PZ Cecylia: Biedaczek! Kiedy tylko ten show się skończy zadbam o to, zęby ten młody obywatel dostał należytą mu opiekę>
Henry: (odciągnął Evelyn) Nie zauważyłaś, ze Ocram i Cecylia coś ostatnio za bardzo się przyjaźnią?
Evelyn: Moze tak, może nie.. Jakoś nie za bardzo mnie to obchodzi.
Henry: Sek w tym, ze ich przyjaźń nam zagraża, i to bardzo.
Evelyn: Tutaj akurat się zgodzę. Irytuje mnie Ocram, od kiedy nie ma Cypriama stal się jeszcze bardziej wkurzający.
< PZ Henry: Teraz, kiedy mój sojusz z Devonem wisi na włosku, muszę się mieć na baczności. Cecylia i Ocram stanowczo za długo przebywają w grze.>
Henry: Zaczekaj chwile..Ocram?
Ocram: Czego chcesz?
Henry: Wierze Ci w to, ze to nie Cypriam ukradł naszyjnik.
Ocram: Jak to..
Henry: Tak to, szkoda tylko ze Cecylia nie chce w to uwierzyć.
Ocram: To już nie jest Twoja sprawa, zegnam!
<PZ Ocram: Nie wierze w dobre intencje Henrego! Tylko dlaczego Cecylia nie chce nadal uwierzyć w niewinność Cypriama? Coś więcej musi wiedzieć o tym ta Semila!>

Cecylia: Ocramie, wspaniały z Ciebie młodzieniec. Ciesze się, ze możemy na siebie liczyć.. Nie tak jak z Cypriamem. Całkowicie się na nim zawiodłam!
Ocram: Jak to? Nadal nie wierzysz, ze on jest nie winny?
Cecylia: Nie. Nigdy więcej bym mu nie zaufała, nawet na oczy widzieć go nie chce.
Ocram: Spodziewałem się czegoś innego po Tobie.
Cecylia: Czekaj, nie obrażaj się..

Evelyn: Henry, czemu ich podsłuchujesz? Czy mieszałeś palcem w ich kłótni?
Henry: Evelyn?! Zgadza się.. Nie przejmuj się jednak, robię to tylko dla Naszych dobrych interesów. Zależy mi na tym, żebyś była bezpieczna.. To znaczy żebyśmy byli bezpieczni.
Devon: Tu jesteście! Przed nami jezioro, tutaj Chefa nie znajdziemy. Gdzie mamy się udać?!
Evelyn: Plaża jest dokładnie za jeziorem. Stamtąd odpływa statek.. Tam możemy znaleźć kucharzyne.

Podczas kiedy Piekielne Wulkany przełamały napiętą atmosferę i zgodziły się na kompromis..

Caroline: Słuchajcie, jeśli chcemy wygrać powinniśmy zachować wszelkie żale na później i rozpocząć prawdziwa współpracę.
Maryse: Hej, nie Tobie jest dane mówić co mamy robić, a co nie.
Spike: Ogarnij się, Maryse. Chyba nie chcesz po raz trzeci z rzędu wylądować przed ogniskiem.
Somila: Racja. Zdaje mi się, ze jesteśmy daleko z tylu.
Maryse: A skąd Ty to możesz wiedzieć? Od kiedy tak właściwie to umiesz gadać?
Spike: Nie przesadzaj..
Maryse: A Ty się nie mieszaj!
Dariusz: Karolinko, Karolino!
Caroline: Ile razy mam do Ciebie mówić żebyś się odczepił, człowieku?!
Dariusz: No ale popatrz..
Caroline: Na Ciebie?! Już wolałbym oglądać stopy Chefa.
Dariusz; No, ale..
Caroline: Dobra, mam nadzieje ze będzie to coś sensownego, bo jeśli nie, to..
Dariusz: Dziękuje Karolinko! Podoba Ci się moja koszulka?
Caroline: (kop w krok) Sorki KOCHANIE. Ale skoro za pierwszym razem nie pomogło, może teraz coś do Ciebie dotrze..
Spike: Zbliżamy się do klifu.
Caroline: Idziemy zgodnie z mapa, Somila co pokazuje kompas?
Somila: Cały czas prosto, na północ.


Problemy jednak pojawiały się w drużynie Niebiańskich Ptoków .

Henry: Mamy drobny.. Problem.
Cecylia: Co się stało?
Henry: No wiec.. Zgubiłem mapę.
Evelyn: (szeptem) Przecież schowałeś ja do plecaka.
Henry: Ale oni nie muszą o tym wiedzieć..
< PZ Evelyn: Co on kombinuje? Szczerze, nie podoba mi się to. Jednak pozostaje mi zaufanie mu.>

Ocram: Chwila, czy to nie jest czasem...
Cecylia: Co znalazłeś?
Ocram: (zmieszany) Aaa, nic takiego. Upuściłem mój łańcuszek.
Devon: Taak, jasne. Widziałem co znalazłeś.
Ocram: Wiec zrób mi przysługę i nie powiedz o tym nikomu, a będziemy kwita. Pamiętasz jeszcze, ze uratowałem Ci życie?
Devon: Zgoda.
< PZ Devon: Taki pakt z Ocramem bardzo mi się przyda. Nie jestem pewny czy Henry czasem nie zmienił zdania i co gorsza stałem się jego następnym celem.>

Natomiast w drużynie Piekielnych Wulkanów kiedy nastąpił stały spokój nastroje się poprawiły i znacznie przyspieszyli kroku, powoli doganiając drużynę Niebiańskich Ptoków, którzy postanowili okrążyć jezioro ponieważ Evelyn i Devon boja się wody. Wulkany natomiast wskoczyli do wody, widząc ze pozostali z tylu. Na plaży mimo wszystko pojawili się ostatni, gdyż Dariusz miał nie małe problemy z przepłynięciem, i ku jego radości musiała pomagać mu Caroline.

Na plaży:

Ocram: Patrzcie, to Chef!
Henry: Łapać go!

Kiedy Chef chciał wskoczyć na pokład z walizka, Devon, Henry i Ocram rzucili się na niego, w ostatniej chwili go blokując. Zamieszanie wykorzystała Maryse, która zwinnie przedostała się przed pomost i zabrała walizkę.

Maryse: Nara frajerzy, uciekam z milionem!
Cecylia: Nie tak prędko, koleżanko.

Obie zaczęły sobie wyrywać sobie walizkę, kiedy nagle zjawił się Chris, który odepchnął odepchnął dziewczyny i sam wziął walizkę.

Chris: Dziękuję Cecylia i Maryse. Ponieważ Maryse pierwsza zdobyła walizkę, dzisiejsze wyzwanie wygrywają ... Piekielne Wulkany!! Chwila.. (otwiera walizkę) Ale tu są tylko puste opakowania po gelach do włosów. Chefie jesteś nie ogarnięty, ale i tak się z tobą policzę, i to bardzo słono! Skoro milion leży bezpiecznie w moim schowku.. Wygrywa drużyna Niebiańskich Ptokow!!
Niebiańskie Ptoki: Hura!

Chris: A my Wulkany widzimy się na ceremonii..Znowu! Hahaha, ale nie przejmujcie się. Przez ta cala aferę z milionem zapomniałem wam powiedzieć, ze mam dla Was nagrodę pocieszenia.
Caroline: Dariusz odpada już teraz, a zastąpi jego nowa, normalna osoba?!
Chris: Nie, ale nie do końca. Powitajcie Pannę X, która od dzisiaj staje się częścią Waszej drużyny!
Panna X: To być dla mnie mila niespodzianka (podeszła do Maryse, obwąchała ja)
Maryse: Trzymaj łapy z daleka! Chris, czy Ty ja od cycka małpy zabrałeś?!
Chris: Tak. Akurat okazało się, ze ona mieszkała na wyspie długo przed tym, kiedy postanowiliśmy nakręcić tutaj show. można powiedzieć, ze wychowywały ją wilki. Będziecie musieli ją jakoś nazwać, i podszkolić w mówieniu. W dodatku dzisiaj nie możecie na nią zagłosować.
Maryse: Świetnie, nie ma to jak koleżanka-pies w drużynie..
Evelyn: No dobra, a co będzie naszą nagrodom?
Chris: Posprzątacie dzisiaj stołówkę i łazienki.. Albo nie, Chef się tym zajmie!
Chef: Ehh..

---------
Glosujcie na: Dariusza, Caroline, Somile, Spike lub Maryse

Koniec! Tym o to odcinkiem właściwie zaczynam z fanfickami o TD, bo ogólnie nie za dużo pisze po Polsku. ;) Domyślam się, ze miejscami brakuje Polskich znaków, ale robiłam co mogłam żeby zapełnić luki. Ostatnio dopadło mnie przeziębienie, wiec odcinek może być trochę chaotyczny..
Ale dobrze się bawiłam pisząc go, i dziękuje za możliwość napisania. :)

Qazty - 2012-01-20, 13:02

Odcinek moim zdaniem niezły. Fajnie, że Chef dużo występował. W obu drużynach tak się teraz porobiło, że nie mam pojęcia kto odpadnie następny. Co do pisowni polskiej to raz mi się coś rzuciło w oczy i to tyle.
Silny - 2012-01-20, 15:03

Odciek niezły, gramatycznie też nie wyszedł wcale najgorszej. Trochę nie podoba mi się, że Nowa trafiła do Wulkanów, bo w tej drużynie i tak jest już za dużo dziewczyn. Cieszy mnie, że kontynuujesz wątki kłótni Maryse z Cecylią i klątwy Devona. W końcówce Szef musiał przeżyć spore rozczarowanie... Oczywiście zaraz oddam swój głos.
Zuzolot - 2012-01-20, 16:15

Ekhem, ekhem.. Przepraszam, ale my przecież nie ustatliliśmy o jakiej drużyny pani X dojdzie ;/ Więc nie rozumiem, czemu nagle została podjęta decyzja, że do Ptoków. Ba! Ona miała zupełnie inaczej dojść do drużyn.
Dwuogoniasty - 2012-01-20, 16:18

Fajny odcinek. W końcu Szef miał jakąś większą rolę. Widziałem kilka literówek, ale nie było ich tyle, żeby się przyczepić. Ważniejsza jest treść ;) ...I to w zasadzie tyle.
Skeya - 2012-01-20, 17:50

Hm. Nie wiem czemu, ale cały czas mam wrażenie, że pisząc odcinek coś ciągle goni piszących. Po prostu. Wątki strasznie szybko się toczą.

Bardzo, ale to bardzo podobał mi się debiut Szefa. Wątek ten sprawił też, że uczestnicy mieli dodatkowo zadanie. To mi się podoba.

Jednak, parę rzeczy było po prostu niespójnych. Nagle Devon staje się miły dla Ocrama? Hm, nie bardzo mi to pasuje :/

Zauważyłam też, że Wulkany były bardziej interesujące niż same Ptoki. Co jest właściwie dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że u Ptoków zazwyczaj więcej się dzieje.

Reasumując nie mam zastrzeżeń, choć odcinek mógłby być dłuższy :)

Dudus - 2012-01-21, 21:03

Super odcinek ^^ Też mam takie wrażenie wszystko trochę za szybko . Ja chcem więcej Dariusza !
David - 2012-01-21, 23:08

odcinek dobry, Ocram nadal wierzy w niewinność Cypriana :D
Anastazja - 2012-01-21, 23:18

Prosze o glosy do Wtorku (24.01.12)
Lockedo - 2012-01-23, 00:08

Trochę chaotycznie napisane, miejscami nie orientowałem się co się stało. Ale oprócz tego, jest OK. ;-)
Ghost - 2012-01-23, 19:40

Oceniam odcinek pozytywnie. Było miło, ciekawie, ale nic poza tym.
Przyzwoity odcinek. :3

Ulubione momenty:

Cytat:

Caroline: Odczep się wreszcie, jesteś jakiś nienormalny, masz jakąś manie?!
Dariusz: Tak, jestem uzależniony.. Od Ciebie.


Dariusz FTW!

Cytat:

Devon: Spokojnie Semila, (...)


Czy na prawdę tak trudno jest zapamiętać jej imię? ;D


Teraz czekam tylko na drugą część.

Dudus - 2012-01-28, 15:45

Ghost - sama mam z tym problem :D Mowie na nią Semila xd
Anastazja - 2012-01-28, 17:01

Część druga

(Po meczącym pościgu za Chefem, nagrodom Niebiańskich Ptokow został cały wieczór w stołówce z ich służącym - Chefem)

Stołówka

Evelyn: Chefie, rozmasuj mi stopy. Nie zapominaj też o tych winogronach.
Chef: Czy ja wyglądam na służącego?
Chris: Od dzisiaj tak. Nie słyszałeś co ona powiedziała?! Bierz się do masażu. Potem przynieś mi scenariusz do następnego odcinka.
Evelyn: ''Ona'' ma imię, wiesz Chris?
<PZ Cecylia: ''Ona ma imię, wiesz Chris?'' No proszę.. Po co komu zapamiętywać jej imię, skoro nawet nie jest tego godna?>
Chris: Nie ważne, nie mam w kontrakcie napisane, by was wszystkich zapamiętać.
Ocram: Taaak, wygrana trzeci raz z rzędu. Oby tak dalej, to drużyna Wulkanów szybko się wykruszy.
Henry: Nie mów hop..
Ocram: Co masz na myśli?
Henry: Nie możemy być zbyt pewni siebie, bo to się obróci przeciwko nam.. Każda seria kiedyś się kończy.
< PZ Henry: Rzeczywiście.. Ostatnio często wygrywamy. Zbyt często.>
Evelyn: A co myślicie o tej nowej?
Henry: Panna X? Wygląda jak dziecko dżungli.
Cecylia: Nie miałam nigdy do czynienia z takimi osobami. Ale nie znamy jej, więc nie powinniśmy oceniać jej po wyglądzie. Ona nawet nie zna słowa 'cywilizacja'
Ocram: Raczej niczego innego nie możemy sobie wyobrażać.
Cecylia: Mam tylko nadzieje, że odpadnie po Maryse.
Evelyn: A Ty Devon, co o niej sądzisz?
Ocram: Chwila, nie ma go.. Gdzie się znowu ulotnił?
Henry: Najwyraźniej ma problemy z dzikami..

Tymczasem:

Devon: Somila, tak? Masz chwile?
Somila: Jeśli to coś pilnego, oczywiście.
Devon: No bo.. Chodzi o klątwę. Mam już jej dosyć i dostałem nauczkę.
Somila: Rozumiem. W takiej sytuacji najlepiej będzie, jeśli powiesz prawdę.
Devon: Ale wtedy będę skończony.
Somila: To jedyna droga. Ale nie martw się, postaram się Tobie pomóc.
Devon: Już sobie wyobrażam reakcje Cecylii.
Somila: Może doceni to, że przyznałeś się do winy.
Devon: Wątpię.Dobrze, że ostatnio wygrywamy..

Chris: Wszyscy na stołówkę, czeka Was wyjątkowa kolacja!

Stolik Piekielnych Wulkanów

Panna X: (biega w kolko na czterech łapach) Elias? Gdzie być Elias? Nie czuje jego zapach!
Spike: Spokojnie tygrysie.. Eliasa już tutaj dawno nie ma.
Panna X: Jak to?
Maryse: Tak to. Zajmował za dużo miejsca w szałasie. Chwila.. Ty go znasz?
<PZ Maryse: Ta szajbuska ma szczęście, że dzisiaj dostała nietykalność. Przypomina mi jedną z moich znajomych.. Strasznie mnie denerwowała. No i była żałosna. Bez urazy, Sheila.>
<PZ Panna X: Auuuuuuuuuuuuu (wycie Wilka)! Elias, niee!>
Panna X: Elias znaleźć mnie i nauczyć mnie mówić.
Caroline: To wyjaśnia jego nocne spacery..
Somila: Czyli od kiedy jesteś na wyspie?
Panna X: Od urodzenia.
Piekielne Wulkany: O_O

Chef rozdał obozowiczom kolacje - kleik, w przebraniu shreka.

Panna X: Pycha!
Maryse: Halo! Czy wiesz że do jedzenia służą sztućce?
Panna X: (zjadła widelec i łyżkę) Masz racje Maryse, majom dziwną nazwę ale naprawdę są smaczne. Jak wilcze mleko!
Maryse: (facepalm)
Caroline: Wilcze.. Mleko? Chcesz powiedzieć że mieszkałaś z Wilkami?
Somila: Przecież to niebezpieczne!
Panna X: Eee tam, papa i mama zawsze twierdzili, ze niebezpiecznie jest wtedy kiedy nie zaznaczysz swojego terytorium. (obsikała nogę stołu)
Piekielne Wulkany: (kolejny facepalm)
Dariusz: Karolinko, też byś tak mogla!
Caroline: Dariusz, odczep się! Panna X to ktoś dla Ciebie!
Dariusz: Ja już mam swoją Panne X.
Caroline: Zapomnij..
Spike: Tak w ogóle to jak się nazywasz?
Panna X: Rodzice nazywali mnie tak: Auuuuuuuuuuuu, a ciocia i wujek: Auuuuuuuuuuu.
Spike: Aha... Wygląda na to, że powinniśmy ją jakoś nazwać. Ktoś ma jakieś pomysły?
Dariusz: Karolinaaaaa!
Caroline: Tak, Karolina to dobry pomysł.
< PZ Caroline: Może wtedy by się ode mnie odczepił?>
Maryse: Niech będzie Sheila. Znałam kiedyś taka jedną, była tak samo irytująca jak ta tutaj.
Panna X: Oooo, ale super! Sheila, Sheila, Sheila!
Maryse: Uspokój się, wariatko..

Devon: Widzieliście zachowanie nowej?
Evelyn: Trudno nie zauważyć.
Ocram: Założę się, ze szybko odpadnie..
Henry: Może tak, może nie.. Devon, gdzie byłeś?
Devon: Na spacerze.. Po wyspie..
Henry: I co, znalazłeś coś ciekawego? Lub co lepsze.. Spotkałeś?
Devon: Tym razem na szczęście nie.
Ocram: Hej, mam pomysł!
Cecylia: Jaki?
Ocram: No co się robi na obozach? Zagrajmy w butelkę!
Evelyn: Pomysł dobry, tylko nie jest Nas aby za mało?
Cecylia: Zaprośmy do gry Wulkany. Będzie to okazja, żeby lepiej się poznać.

Następnie wszyscy udali się do domku drużyny Niebiańskich Ptokow, aby zagrać wspólnie w butelkę. Jednak już na samym początku pojawił się problem. Trwała kłótnia kto pierwszy na zakręcić. Kompromisem okazał się konkurs, kto pierwszy opróżni swoją pełną butelkę picia. Wygrała Maryse, która po kryjomu wylała zawartość na łóżko Cecylii.

Maryse: Tak! Dawać mi butelkę.
Cecylia: Chwila, to nie możliwe żeby ona wygrała! Żądam powtórki!
Maryse: Daruj sobie. (zakręciła butelką, która kręciła się i kręciła aż w końcu zatrzymała się przy.. Sheili)
Maryse: Pytanie czy wyzwanie? (Zatarła ręce)
Sheila: (Zaczęła drapać się jak pies) Nie wiem o co chodzi ale słowo wyzwanie brzmi ładniej.
Maryse: Świetnie. Załóż na głowę śmietnik i biegaj z nim po domku do końca gry.
Sheila: Ale co to jest śmietnik?
Maryse: (założyła jej śmietnik na głowę): To! A teraz biegnij.
Sheila: WooHoo! Ale fajnie.
Somila: Maryse, jesteś okropna..
Cecylia: Raczej żałosna.
Maryse: (gest mów do reki) A wy jesteście nudne..
Cecylia: Pfff..
Maryse: Skoro koleżanka Sheila ma zadanie do wykonania i nie może zakręcić butelka, znowu moja kolej. ( i ponownie zakręciła. Tym razem butelka nie kręciła się długo i zatrzymała się przed Ocramem). No, wyzwanie czy pytanie?
Ocram: Niech będzie pytanie.. Przecież nie mam nic do ukrycia.
Maryse: Hmmm.. Masz w rodzinie kogoś sławnego?
Ocram: Jasne! Moim bratem jest Marco.
Cecylia: Czy to TEN Marco, o którym myślę?!
Ocram: Finalista poprzedniej edycji FTP..
Cecylia: Ale przecież różnicie się pod wieloma względami!
Ocram: Może to i lepiej.. (Wziął butelkę i mocno zakręcił. Kręciła się długo przez co wszyscy w napięciu oczekiwali na kim się zatrzyma. Tym razem trafiło na Caroline..)
Ocram: No proszę.. Pytanie czy wyzwanie?
Caroline: Wiedziałam.. Wyzwanie.
Ocram: Pocałuj Dariusza.
Caroline: Cooooo?! Śmieszny jesteś, nie zrobię tego!
Spike: Dalej siostro, przecież to tylko gra. (łobuzerski uśmieszek)
Caroline: A weź się ugryź w język!
Dariusz: (Sam pocałował Caroline) Karolinko, to najpiękniejsza chwila w moim życiu!
< PZ Dariusz: Tak! Nareszcie zostaliśmy połączeni na zawsze poprzez ten pocałunek. Za kilka lat będziemy szczęśliwymi rodzicami dwójki dzieci i nazwiemy je Justyna i Iwona, a zamieszkamy w Częstochowie!>
Caroline: (Odpycha Dariusza) To było ohydne!
< PZ Caroline: (Szoruje jamę ustną) Co to miało znaczyć?! Kiedy ten show się skończy, obiecuje że zadbam o zakaz sadowy zbliżania się do mnie dla Dariusza na co najmniej 10 kilometrów!>
Caroline: (Zakręciła butelką, tym razem długo się nie kręciła i tym razem padło na Spike) Oho.
Spike: Dawaj pytanie.
Caroline: Jak sobie życzysz.. Czy na wyspie jest ktoś, kto się Tobie podoba?
Spike: Eeee.. Naprawdę muszę na to odpowiadać?
Caroline: Oczywiście braciszku, przecież to tylko gra. (łobuzerski uśmieszek)
< PZ Spike: Trzeba było wybrać wyzwanie..>
Spike: A jak tam posmak po pocałunku, hmm?
Caroline: Lepiej odpowiadaj. W sumie to wszyscy wiemy, że jest to..
Spike: Ehhh. Tak, jest to Somila.
< PZ Somila: (Zarumieniła się) Wybacz mi tato, jeśli obejrzysz to co stanie się za chwile.. Ale nie mogę dłużej skrywać tego, co tak naprawdę czuje.>
Somila: (Podbiegła do Spike i pocałowała go)
Spike: Wow..
Somila: Mam nadzieje, ze mój papa to zrozumie.
Spike: Nawet jeśli nie, zapamiętam ten moment do końca życia.
< PZ Somila: Czuje się przy nim taka szczęśliwa.. >
< PZ Spike: Wreszcie stanowcze i zdecydowane działania. Zainponowala mi.>
Maryse: To wszystko jest strasznie wzruszające, ale.. Proszę, przestańcie! Rzygać mi się chce. Grajmy dalej..
Spike: Daruj sobie. Ale zaczyna się robić ciekawie (zakręcił butelką . Tym razem kolej na Dariusza)
Dariusz: Huraaaaa! Proszę o wyzwanie! Chce pocałować Karoline!
Spike: Spokojnie ziom, ale niech Ci będzie.
Caroline: Zabije Cie!
Spike: No dobra, żartowałem. Dla odmiany ukradnij coś z domku Chrisa.
Dariusz: Robię to dla Ciebie Caroline! (Pomimo jego warunków fizycznych już po chwili wrócił z różą i wręczył ja Caroline)
< PZ Evelyn: Kto by pomyślał, że ten Dariusz to taki romantyk?>
Caroline: Jeszcze czego.. Może któregoś dnia spotkam Cie pod prysznicem z szampanem?
Dariusz: Cóż za genialny pomysł, Karolinko!
Caroline: I po co ja to mówiłam..
Dariusz: Teraz ja chce zakręcić butelką! ( Butelka się kręciła i kręciła.)
< PZ Dariusz: Oby wypadło na Karolinke!>
(Butelka zatrzymała się przed Maryse, lecz Dariusz chciał przestawić ją tak, żeby zatrzymała się przed Caroline. Został powstrzymany w ostatniej chwili przez Ocrama i butelka trafiła przed Evelyn)
Evelyn: Tak myślałam.. Jak już mam wybierać to wyzwanie.
Dariusz: Ok.. Zaśpiewaj balladę o tym jaka to Karolina jest piękna.
Evelyn: Koles.. Z tobą rzeczywiście jest coś nie tak.
Dariusz: (wachą włosy Caroline): Nie, tylko się Tobie wydaje.
Sheila: Auuuuu! Ten śmietnik pachnie prawie jak, jak moje posłanie.
Maryse: Jeśli chcesz to teraz też może służyć Ci jako posłanie.
Sheila: Super!
Somila: Nie przesadzasz Maryse? Sheila, wygodniej jest w łóżku. Zresztą sama będziesz miała okazje się przekonać, bo nie odpadniesz.
Sheila: A mogę spać na tym i na tym?
Maryse: Śmietnik to coś lepszego..
Dariusz: Przestańcie i posłuchajmy Evelyn jak śpiewa balladę o moim misiaczku.
Evelyn: Nie zrobię tego. Nie będę się wydurniać!
Spike: W takim razie się rozbieraj.
Evelyn: Jeszcze czego!
Spike: No to załóż to (podaje jej czapkę tchórza - kurczaka)
Evelyn: Lepsze to niż śpiewanie.
Dariusz: Skoro Evelyn nie chce, to mogę ja zaśpiewać?
Caroline: NIE!
Dariusz: Ale Karolinko.. Na pewno się spodoba.
Caroline: Której części słowa NIE nie rozumiesz?
Dariusz: Twojej złości.
(Tymczasem Evelyn zakręciła butelka jako kolejna butelką . Ta zatrzymała się przed Cecylia)
Cecylia: Daruj sobie wyzwanie. Proszę o pytanie.
Evelyn: Niech będzie.. Chwila szczerości. Gdybyś mogla zdecydować, kogo byś wyeliminowała z Naszej drużyny?
Cecylia: Proszę o czapkę!
< PZ Cecylia: Wolne żarty! Gdybym wyznała, ze chce wyeliminować Evelyn wykopałabym dla siebie grób. Dlatego nie wszyscy muszą o tym wiedzieć>
Maryse: Księżniczka kurczak.. Do twarzy Ci w tej czapce.
Cecylia: (zakręciła butelką) Dziękuje Maryse. Zobaczymy jak sobie Ty poradzisz. (butelka zatrzymała się przed Somila)
Somila: Proszę o pytanie..
Cecylia: Jak sobie życzysz. Czy gdybyś była na arktyce i byłoby ci strasznie zimno, to wolałabyś przytulić się do pingwina czy do Maryse?
Maryse: Ej!
Somila: Raczej do pingwina. Sorki Maryse.
Maryse: Pfff.
Somila: (zakręciła butelką jako następna, i ku jej radości zatrzymała się przed Devonem. Chłopak wiedzial już co to oznacza..) Pytanie, czy wyzwanie?
Devon: Nie mam innego wyboru.. Pytanie.
Somila: Czy zrobiłeś na wyspie coś, co zmieniło Twoje tutejsze życie?
Devon: Raz kozie śmierć. To ja ukradłem naszyjnik. Przykro mi, Cecylia..
Wszyscy: O__O
< PZ Devon: No trudno, co ma się dziać to będzie. Mam nadzieje ze uratuje mnie to przed klątwą.>
Ocram: No proszę! A wszyscy tak oskarżali Cypriama! Co masz teraz do powiedzenia Cecylio?
Cecylia: Zmieniam zdanie! Devon jest osoba którą bym wyrzuciła!
< PZ Cecylia: Cypriam.. Jeśli teraz siedzisz przed telewizorem, przyznam że głupio mi że nie uwierzyłam w Twoją niewinność.>
Evelyn: Wiedziałam, ze coś jest nie tak. Przecież Cypriam od początku przyjaźnił się z Cecylia..
< PZ Cecylia: Teraz osobiście dopilnuje, żeby Devon wyleciał jako następny!>
Somila: Przestańcie. Przecież się przyznał do błędu. Chcecie grac dalej?
Cecylia: Nie zależy mi na tym..
Dariusz: Grajmy, grajmy! Chce kolejne wyzwanie z Caroline!
(Devon nieśmiale zakręcił butelką, ta ku zaskoczeniu wszystkich zatrzymała się przed Henrym)
Henry: Pytanie..
Devon: No to.. Czy masz jakaś fobie?
Henry: Fobie? Ja? Chyba sobie żartujesz.
Evelyn: Henry, każdy się czegoś boi.
Henry: Każdy z wyjątkiem mnie.
Cecylia: Jesteś pewny?
< PZ Henry: To chore. Nie powiem im, ze boje się klaunów. Wszyscy by uznali mnie za mięczaka!>

Chris: Dzieciaki, gdzie się podzialiście? Wulkany nie długo widzimy się na ceremonii, wiec ruszajcie aby oddać swoje glosy!

(Drużyny rozstały się z sobą w napiętej atmosferze. Następnie Somila, Caroline, Maryse i Sheila poszły do łazienki aby wytlumaczyc Sheili do czego ona służy. Jednak już na wejsciu spotkała ich niespodzianka.. Nie mila niespodzianka.)

Caroline: Dariusz?! Co Ty tutaj robisz?!
Dariusz: Spełniam Twoje życzenie, Karolinko.
Somila: Nienormalny!
Maryse: Nienormalny Psychol!
Caroline:Nienormalny, zboczony psychol!

(Dziewczyny wybiegły z piskiem, z wyjątkiem Sheili)

Sheila: No co wy. (zapatrzyła się na Dariusza, podbiegła do niego i dala mu łapę jak pies) Auuuuuuuuuuuuuuuuu!
Dariusz: Czego chcesz? Ta niespodzianka nie jest dla Ciebie, nie jesteś Karolina!
< PZ Sheila: Co za uczucie.. Ten samiec wydaje się dominujący w stadzie! Sheila uległa mu, o tak!>
< PZ Dariusz: Nie wiem co tak wystraszyło Karoline. Czy ja wyglądam na zboczeńca? Czy może to wina tego całego pseudo skejterka?>


W szałasie Piekielnych Wulkanów:

Spike: To jak, na kogo glosujemy?
Caroline: Dariusz, mam go dość!
Somila: Zgadzam się.. Ostatnio stal się strasznie nachalny.
Caroline: I zboczony!
Spike: Ale taki był już wcześniej. Ma jakąś manie.
Caroline: No to mamy już trzy glosy na Dariusza. Z Sheila raczej się nie dogadamy, a po Maryse nie wiadomo czego się można spodziewać.
(W tym momencie w szałasie pojawiła się Maryse)
Maryse: Hej. Domyślam się, ze właśnie naradzacie się kogo wywalić.
Spike: Nie koniecznie powinno to Ciebie interesować.
Maryse: Tak się składa, że ''przez przypadek'' usłyszałam o czym rozmawiacie. Dariusz to dobry wybór. Tym bardziej, że znowu łazi po wyspie i stara się namawiać wszystkich do eliminacji Spike.
Spike: Co za cep..
Maryse: Chris już rozpoczął glosowanie. Radze Wam się spieszyć.
Caroline: Dzieki za troskę, Maryse.

Glosowanie:

< PZ Somila: Najchętniej pozbyłabym się Maryse! Ale ona się w sumie czasem przydaje w tych zadaniach. Sojusz z Caroline i Spike może być owocny, i myślę ze możemy na siebie liczyć. Tylko niech Caroline zostawi Spike w spokoju! Już dobrze, więc głosuję na Dariusza, ponieważ ostatnio stał się bardzo agresywny i męczy już chyba całą drużynę. No i chciał się pozbyć Spajka! Szczególnie teraz, kiedy bardzo mi na nim zależy...>

< PZ Sheila: Nie wiem o co chodzi, ale wydaje mi się że muszę zagłosować na ulubiona osobę w drużynie. Oczywiście, ze Dariusz! Ten czterooki samiec ma takie ładne imię.>

< PZ Caroline: Nikogo nie zaskoczy fakt, iż glosuje na Dariusza. Moja cierpliwość do niego już dawno się skończyła.>


Ceremonia:

Chris: Przed chwila bylem w moim domku i co tam zastałem?! Brak róży, która dostałem od mojej mamy na czerdzi.. nie ważne które urodziny! Osoba która jest za to odpowiedzialna słono mi za to zapłaci!

Spike: Oj.. No to Dariusz czeka Cie dodatkowa kara.
Dariusz: Jeszcze zobaczymy.

< PZ Dariusz: Nareszcie! To idealna i chyba jedyna taka okazja by pozbyć się Spike. Dobrze, że chwile przed ceremonia podłożyłem mu ją do kieszeni. >

Chris: Ktoś chce się wreszcie przyznać?
Spike: No dalej Dariusz..
Dariusz: Chris, ta róża została ukradziona przez.. (wyjmuje kwiata z kieszeni Spike) ... przez Spike.
Somila: Zaraz, przecież wszyscy podczas gry widzieliśmy kto otrzymał takie zadanie.
Caroline: No właśnie, a był to Dariusz!
Sheila: Auuuuuuuuuuuu (zjadła wszystkie pianki)
Chris: Ale moją różyczkę ma Spike! W takim razie unieważniam dzisiejsze glosowanie skoro Sheila zjadła pianki. Jak mówiłem - złodziej słono za to zapłaci! Tak więc Spike możesz się spakować i udać się do portu wstydu!
Somila: Ale to jest niesprawiedliwe.
Chris: Niesprawiedliwe jest okradanie mnie.
Spike: Nie przejmuj się Somila. I tak mam już dość tej wyspy.
Somila: Będę za Tobą tęsknić, nie zapomnij o mnie..
Spike: Wiesz, jesteś jedyną osoba, którą naprawdę polubiłem na tej wyspie.. Może to coś więcej niż przyjaźń?
Somila: Bardzo bym chciała.
Dariusz: Nie trzeba było się podwalać do mojej zony.
Spike: Stary.. Mimo iż jesteś dziwny, nie mam Ci tego jakoś specjalnie za złe. W końcu walczymy wszyscy o to samo. A wykazałeś się tutaj wielkim sprytem. No i jeszcze jedno. Pomiędzy mną a Caroline nic nigdy nie zaszło. Wbijcie to sobie do głów.
Somila: Zaczekaj. (podarowała mu hinduski naszyjnik)
Spike: Eeee dzięki. (odpłynął)

Szałas Niebiańskich Ptokow

Devon: Wpuścicie mnie?
Cecylia: Nie! Nie ma miejsca dla złodziei!
Henry: Przykro mi. Ale księżniczka ma racje.
Evelyn: Nie chcemy żebyś zaraził Nas swoją klątwom. Przykro mi.
Cecylia: Nie trzeba było kraść.
Ocram: Cecylia, nie dramatyzuj już tak.
Evelyn: Ciekawe kto tym razem odpadł.
Henry: Zapewne ten z okularami. Wkurzający musi być.
Evelyn: Wyśpijmy się lepiej, żeby kontynuować naszą passe zwycięską.
Henry: Taaa.
< PZ Henry: Do Devona raczej nic nie mam, ale niech pozbędzie się tej klątwy. Cecylia i Ocram są dużo bardziej irytujący.>

Tymczasem na plaży.
(Devon siedział samotnie zawiedziony, rzucając kamyki do wody. był wkurzony, bo klątwa nadal nad nim ciążyła. Przysiadła się do niego Caroline, która tej nocy nie mogla zasnąć)

Devon: Lepiej odejdź.. Nie chcesz się chyba narazić przeze mnie na nagły atak dzika zza krzaków.
Caroline: Lepsze to niż bycie napastowaną przez Dariusza w szałasie.
Devon: Wyobrażam sobie. A ten cały Dariusz czasem nie odpadł?
Caroline: Niestety nie.. Wymyślił sobie przekręt i w ten sposób odpadł Spike.
Devon: Spike? To ten skejt? Nie spodziewałbym się..
Caroline: Owszem.. A czemu jeszcze nie spisz jeszcze razem z drużyną w szałasie?
Devon: Postanowiłem wybrać się na mały spacer. Pewnie się o mnie martwią.
Caroline: A szczególnie Cecylia, hmm? Domyślam się, ze Twoja sytuacja jest nie ciekawa. Ale sama przechodziłam przez coś podobnego, więc rozumiem co teraz czujesz.
Devon: Dzieki.. Tak czy inaczej moja sytuacja jest kiepska.
Caroline: Nie koniecznie musi być tak źle. Ja najgorsze mam już dawno za sobą. Potem przychodziło tylko lepsze..
Devon: Obyś miała racje.
Caroline: Dobra, ja już wracam. Zimno się robi. Dlatego Tobie tez radze.

(Jednak Caroline nie była jedynym Wulkanem który nie spal)
Sheila zaciągnęła Dariusza do dżungli..
Na ekranie pojawił się Chris.

Chris: Teraz została już tylko dziesiątka dzieciaków która zrobi wszystko, aby wygrać cały milion dolarów! Komu się uda? Czytajcie kolejne odcinki Forum.. Totalnej.. Porażki!

Dudus - 2012-01-28, 18:02

''Sheila zaciągnęła Dariusza do dżungli.. ''
Oo.. fajne :D ja lubić takie momenty !
Bardzo się mi podobało :D
Chyba lepszy niż początek .
Podobał mi się wątek z Devonem i Caroliną :)

Zuzolot - 2012-01-28, 18:32

A mi się za to nie podobał wątek Sheili i Dariusza. Za bardzo przypominają Izzy i Owena ;/
I jeszcze jedno, za dużo Caroline ;/ Niektóre postacie jak Henry zostały pominięte tak bardzo, że zapomniałam, że są w grze.
Oprócz tego odcinek był nawet dobry ^^

EDIT:
Szukam kogoś kto wklei Sheile do zdjęcia głównego i zmieni kolor postaciom które odpadły ^^

Dudus - 2012-01-28, 18:39

Chętnie bym zrobiłam ,ale nie mogę z ciemnic -.-
LeShawna - 2012-01-28, 19:00

Tego się nie spodziewałam!!!! Dlaczego on ;((((((!

Ale odcinek mi się podobał. Szczególnia ta gra w butelkę. Było to takie normalne zachowanie ludzi. Wielki plus za to.

Sheila też nie wypadła tak źle, ale nie traktujcie jej jak psa :D

A Somila... Zachowanie w stosunku do Devona (czyli pomoc) była baaardzo w jej w stylu. Ale pocałowanie Spajka już mniej, aczkolwiek jest tylko człowiekiem więc ma słabości.

Ghost - 2012-01-28, 19:47

Zuzolot napisał/a:

Szukam kogoś kto wklei Sheile do zdjęcia głównego i zmieni kolor postaciom które odpadły ^^


Przepraszam, że to tak zaniedbałem. Postaram się wysłać ci to w najbliższym czasie. ;)


Co do odcinka, ciekawe zwieńczenie całości. Trochę miałem niejasności w trakcie czytania, ale poza tym to wszystko okej. ;)

Już się zabieram do pisania odcinka i zapraszam do wysyłania pomysłów i wskazówek.

Silny - 2012-01-28, 20:26

Przeczytane. Musze przyznać, że druga część odcinka podobała mi się dużo bardziej niż pierwsza, jest lepiej napisana i znacznie rozbudowana. Dobry miałaś pomysł z tą grą w butelkę i publicznym przyznaniem się Devona do winy. I ucieszyło mnie, że parę razy nawiązałaś do pamiętnej sytuacji z dzikiem.

W ogóle wątki w tym odcinku mi się podobały, fabularnie całe FTP moim zdaniem zmierza w dobrym kierunku (na początku miałem małe wątpliwości, ale siedziałem cicho, teraz już ich nie mam).

No i Sheila... super, że moja propozycja na imię dla niej przeszła! Jej wątek zapowiada się bardzo ciekawie.

Żałuję tylko (znowu) że odpadła taka a nie inna osoba (głosowałem na kogoś innego...). Ale jest to uzasadnione scenariuszowo i w sumie zgrabnie zakończyło jego wątek, więc nie narzekam.

Hm... czy dla kogoś jest zakończeniem, że śmiałem się w głos przy tekstach Dariusza?
Cytat:
"< PZ Dariusz: Tak! Nareszcie zostaliśmy połączeni na zawsze poprzez ten pocałunek. Za kilka lat będziemy szczęśliwymi rodzicami dwójki dzieci i nazwiemy je Justyna i Iwona, a zamieszkamy w Częstochowie!>"

:-P Rozłożyło mnie to na łopatki :-P

Qazty - 2012-01-28, 21:36

No to zaczynam.
Na początek Sheila. Imię niezłe, jej zachowanie średnio mi się podobało. Wolałbym żeby zakochała się w kimś innym niż w Dariuszu. Jeszcze ta scena z moczeniem terenu. Kiedy czytałem ten fragment to sobie to wyobraziłem. Lepiej nie próbójcie sobie tego wyobrażać. Chociaż mimo to postać u mnie na plus.
Z Dariusza za to robi się czarny charakter w drużynie wulkanów. Jestem bardzo ciekaw co będzie z tym dalej.
Fajny był wątek z grą w butelkę. Pierwszy raz drużyny zaczęły razem rozmawiać.
Nieźle też, że Devon się przyznał. Powinno to źle wpłynąć na jego miejsce w programie(chociaż niekoniecznie).
Co do rozmowy Devona z Caroline to gdyby Dariusz to widział miałby już kolejną osobę do eliminowania.
Ogólnie bardzo ciekawa końcówka.

Anastazja - 2012-01-28, 22:11

Qazty napisał/a:

Z Dariusza za to robi się czarny charakter w drużynie wulkanów. Jestem bardzo ciekaw co będzie z tym dalej.
.


Do czego to człowiek nie jest zdolny w miłości.. :D
No i zapraszam jeszcze do uaktualnienia relacji.

Skeya - 2012-01-29, 13:45

I znowu mam wrażenie, że postacie za szybko wszystko robią. :/ Np. Somila. Nie widzę powodu, aby miała się tak dać ponosić emocjom.

Wątek z butelką jest na plus. Miło czytało się zadania :)

No i sam fakt, że odpadł Spajk, zupełnie nieoczekiwany! To mi się podoba.

Jednak za dużo Caroline, a za mało innych postaci.

Lockedo - 2012-01-30, 11:51

Cytat:
I znowu mam wrażenie, że postacie za szybko wszystko robią. Np. Somila. Nie widzę powodu, aby miała się tak dać ponosić emocjom.

Wiesz, gdyby Somila go nie pocałowała, to ich wątek byłby... niedokończony? Bo w końcu Spike odpadł. Do tego to już 5 odcinek. W TDI już prawie wszystkie pary w okolicach tego odcinka były 'związane' :-P Nie uważam, że wszystko leci szybko, wręcz przeciwnie, większość relacji jest mało dynamiczna. A szkoda.

Odcinek bardzo mi się podobał, śmieszny. ;-) I fajnie, że drużyny zaczęły się integrować. Mało było takich momentów w FTP3. Szkoda.

Cytat:
Caroline: Dariusz, odczep się! Panna X to ktoś dla Ciebie!
Dariusz: Ja już mam swoją Panne X.


Padłem.


Cytat:
Cecylia: Jak sobie życzysz. Czy gdybyś była na arktyce i byłoby ci strasznie zimno, to wolałabyś przytulić się do pingwina czy do Maryse?


Padłem po raz drugi.


Nie spodziewałem się, że Spike odpadnie... myślałem, że to Dariusz zakończy swój 'żywot' - szczerze mówiąc zaczyna mnie irytować, choć jest dość śmieszny. Nie podobało mi się, że Sheila tak szybko nauczyła się mówić, podobają mi się jej 'relacje' z Dariuszem, czyżby to była karma? :-> Fajnie by było gdyby Sheila zaczęła napastować Dariusza, dowiedziałby jak się czuje Caroline. :-P

Ghost - 2012-01-30, 20:37

FORUM TOTALNEJ PORAŻKI 3
Odcinek 6
"Brudna Sprawa"

Część Pierwsza


Chris: Witam gorąco wszystkich przed ekranami telewizorów! Nasze obozowe ofiary losu spędziły na wyspie już sześć tygodni. Wyspę kolejno opuścili już: Jeanette, Cyprian, Elias, Emma oraz Spike! Tym samym w poprzednim odcinku do gry dołączyła nowa uczestniczka, która wytrzasnęliśmy... z lasu! Jak Sheila odnajdzie się w tej szalonej grze? Czy Wulkany znów poniosą klęskę? I jak Somila poradzi sobie z nieobecnością Spike'a? Tego dowiecie się już za chwilę oglądając Forum... Totalnej... Porażki!

<intro>

Jest noc. Nad wyspą panuje okrutna ulewa. Deszcz nieustępuje, ani na chwilę. Ptoki zakwaterowane w luksusowej chatce nie mają się czego obawiać, natomiast Wulkany były teraz w straszliwej sytuacji...

Cały szałas Piekielnych Wulkanów zalany był przez wodę.


Maryse (przekrzykując hałaśliwy deszcz): Uch! Nie możemy tu dłużej zostać!
Caroline: Musimy się stąd wynieść!
Sheila: To co my robić?
Dariusz: Karolino, uratuję cię!
Somila: Uspokujcie się, musimy zachować spokój!
Caroline: Zgadza się, nie panikujmy! Musimy przenieść się na jakiś wyższy punkt wyspy, bo przy takiej ulewie najprawdopodobnie dojdzie do powodzi!
Maryse: To na co jeszcze czekamy?! Wynośmy się z tej nory!

Cała piątka wybiegła z szałasu, który zaraz po tym jak go opuścili... rozpadł się. Z Caroline na czele cała drużyna biegła przed siebie w kierunku wyższego poziomu lądu, obrośniętego drzewami. W końcu przystanęli, by odzipnąć nieco.

Somila (dysząc): Uff... Co teraz?
Maryse (z rozpaczą): Gorzej być nie mogło... Nie mamy teraz ani nory, ani naszych rzeczy... UMRZEMY! Ja nie chcę umierać!!!

Caroline dała Maryse plaskacza w policzek.

Caroline: Weź się w garść kobieto! Musimy odnaleźć jakiś schron, na tę noc.

Maryse jakby się opamiętała. Spojrzała na nią dziwnie, po czym przymknęła arogancko oczy i z gracją odwróciła się do niej plecami.

<pz> Maryse: Okej, poniosło mnie wtedy z tą rozpaczą itd, itp... Ale ta ~cenzura~ nie będzie mnie pouczać! Maryse nikt nie poucza! To Maryse poucza innych! Basta! Caroline jeszcze tego pożałuje... Pff...
<pz> Dariusz: Jaka Karolina jest seksowna, gdy gra taką zdeterminowaną, silną kobietę...
(rozmarzył się) A co do Maryse... Nikt nie będzie zadzierał z moją Karolinką! Nie pozwolę na takie coś! Pozbyłem się tego skejta, więc pora na modnisię... (uśmiecha się złowieszczo)

Caroline nagle coś oświeciło. Obróciła się na pięcie w stronę Sheili.

Caroline: Sheila! Ty... Ty mieszkasz na tej wyspie od urodzenia, prawda?
Sheila: Tak, to prawda być.
Caroline: Wiesz może, gdzie moglibyśmy się schronić przed deszczem?
Sheila: Ja was zaprowadzić do mój stary dom!
Somila: Stary dom? Czy to ten, w którym mieszkała z wilkami...?

Wulkany spojrzały po sobie z lekką obawą. Sheila stała przed nimi na czworakach i patrzyła na nich szalonym wzrokiem.

Sheila: Wy za mną iść!

Wulkany zrezygnowane pobiegły za dzikuską.

Tymczasem u Niebiańskich Ptoków... Spokój. Devon, wyczerpany kolejnym dniem z klątwą spał już spokojnie w wygodnym łóżku. Cecylia, Ocram, Henry oraz Evelyn, jak co wieczór, zgodnie z tradycją siedzieli teraz w jacuzzi. Cecylia maksymalnie odprężona uśmiechała się do siebie.

Cecylia: To cudowne, że Wulkany muszą się męczyć na tej okropnej pogodzie, a my mamy ten wspaniały luksus. A szczególnie przyjemna jest myśl o tym, że MARYSE przeżywa tam koszmar.
Ocram: Och, już nie bądźmy tacy perfidni. Ja tam współczuję przeciwnej drużynie.
Cecylia: A ja nie. Jak rywalizacja, to rywalizacja. I to bez litości, mój drogi.
Evelyn (odwracając głowę w stronę okna): Spójrzcie no tylko na to co dzieje się za oknem...

Na okno co chwilę chlustały wodne fale.

Henry: Oho... Powódź? Jeśli jutro odbędzie się wyzwanie, to już się boję, jak Chris nas potraktuje w takich warunkach. No proszę... Ciekaw jestem jak ten obóz będzie wyglądał po powodzi.
Evelyn: To będzie jakaś masakra.
Ocram: Dlatego właśnie sugeruję, iż powinniśmy iść spać, żeby zregenerować siły. Kolejne zwycięstwo nam nie zaszkodzi.

Ocram wstał, wyszedł z jacuzzi i owinął się ręcznikiem. Wyszedł z pomieszczenia.

Cecylia: Oj, jeszcze chwilkę... Jestem taka odprężona...
Evelyn (wychodzi z jacuzzi): A ja już mam dość. Dobrej nocy. Mam nadzieję, że obudzimy się żywi.

Evelyn owinąwszy się ręcznikiem, opuściła pomieszczenie. Cecylia i Henry zostali sami. Zapanowała cisza. Wtem ich wzroki spotkały się. Henry jakby nagle wpadł na jakiś pomysł.

Henry: Wciąż nie mogę uwierzyć w to, że to Devon ukradł ci ten naszyjnik. Miałem go za kumpla, a on mnie okłamał...
Cecylia: Ja... Jest mi strasznie ciężko na sercu... Nie uwierzyłam Cyprianowi, gdy... Ja... Ja go tak obwiniałam... Och... (w jej oczach jawią się łzy) Czuję się jak podła wiedźma!
Henry: Nie obwiniaj się... Wszyscy myśleliśmy na początku, że to on. A to wszystko, było tak na prawdę przez...
Cecylia: Przez tego łajdaka z klątwą! Jak mogłam być tak głupia! Zemszczę się za Cypriana... To był taki wspaniały chłopak...
<pz> Henry: Czas na małe kłamstewka!
Henry: Hmm... To chyba może być nieco trudniejsze niż to sobie wyobrażasz... Ostatnio dowiedziałem się - zupełnie przypadkiem – że Devon i Ocram zawarli sojusz...
Cecylia: Sojusz? Ocram?! Jak to?
Henry: Podsłuchałem ich rozmowę w saunie... Devon chce się ciebie pozbyć. I namówił Ocrama, by mu w tym pomóc.
Cecylia: Łżesz!
Henry: Mówię całkowicie serio.
Cecylia: Czemu miałabym ci wierzyć?
Henry: Nie zauważyłaś, jak Ocram i Devon spędzają ze sobą ostatnio dużo czasu? Nie wydaje ci się to podejrzane, hm? Od dawna się na to święciło.
Cecylia (przygryza wargi, po czym spogląda na chłopaka): No w sumie... J-ja... Ja j-już się w tym wszystkim gubię...
Henry: To proste. Wystarczy, że zagłosujesz następnym razem na jednego z nich, a z ich sojuszu nic nie wyjdzie...

Cecylia potrząsnęła ze złości głową. Obdarzyła brodacza jeszcze jednym podejrzanym spojrzeniem, po czym szybko wyszła z jacuzzi. Obwinęła się ręcznikiem, posłała Henry'emu kolejne spojrzenie, po czym wyszła szybkim, zwinnym krokiem z pomieszczenia. Chłopak pozostawszy sam w wannie uśmiechnął się tryumfalnie. Miał ją w garści.

<pz> Henry: Moje słowa napewno jakoś podziałają trochę na jej umysł. Teraz jest w fazie osoby "zagubionej". Nie wie już w co wierzyć, a co nie, by utrzymać się w programie. To tylko kwestia czasu, aby zaraz stała po mojej stronie.
<pz> Cecylia (zmartwiona) : Od samego początku uważałam, że ten Henry, to jakiś typ spod ciemnej gwiazdy. I nadal tak uważam, ale... Co jeśli panicz Henry ma rację? Już sama nie wiem co począć. Ech.

Nadchodzi ranek.
Piekielne Wulkany zatrzymały się w nocy w jakiejś jaskini, znajdującej się na dużym wzniesieniu, do której doprowadziła ich Sheila. Tam byli bezpieczni i przede wszystkim susi.

W końcu ze snu budzi się Somila, wtulona w... coś.


Somila: Spike, przy tobie czuję się taka bezpieczna. (wymamrotała) Zaraz, zaraz...

Otwiera oczy i dostrzega, iż jest to jakieś zwierzę. Mechanicznie podniosła się z podłoża, i ku jej przerażeniu cała jaskinia była wypełniona... wilkami! Było ich parędziesiąt. Rozejrzała się po jaskini. Dariusz, Maryse i Caroline jeszcze spali... Ale gdzie Sheila? Somila ostrożnie wyszła z jaskini, uważając by nie nadepnąć na żadne z wilków. Wyszła z jaskini i od razu odnalazła dziewczynę. Siedziała w siadzie skrzyżnym obok ogniska, podsmażając na ogniu jakąś rybę. Sheila, gdy ją dostrzegła, wyszczerzyła się szeroko i pomachała do niej.

Sheila: Cześć, Se... So... Sumila! Ja robić dla nas mniam-mniam ryba. Elias mnie nauczyć smażyć!
Somila: Witaj. Moje imię to Somila. To bardzo miło z twojej strony. Ten Elias to chyba nauczył cię mnóstwa rzeczy, ja widzę.
Sheila: Tak! On być super. Ja go pokochać jak brat. Szkoda, że on już tu nie być...
Somila: Tak bywa.

Po jakiejś minucie z jaskini powoli wyszła Caroline, z wyraźnym przerażeniem na twarzy.

Caroline: C-c-co tam robią te wszystkie wilki???
Sheila: To moja rodzina być. My tam mieszkać.
Caroline: Dużą masz rodzinkę...
Somila: Sheila przygotowała nam śniadanie.
Caroline (uśmiechając się do Sheili): O, to świetnie. Przynajmniej z głodu nie pomrzemy.

Po paru minutach z jaskini wyszedł Dariusz.

Dariusz: O rajciu... Ile wilków!
Caroline: To rodzinka Sheili.
Dariusz: Ooo... Całkiem duża. (ożywił się i posłał Caroline flirciarskie spojrzenie) Ale nasza będzie jeszcze większa, czyż nie, Karolinko? Ile mi urodzisz dzieci?

Twarz Caroline znieruchomiała.

Caroline: Kiedyś... Cię... Zabiję.
Dariusz (zaczął się do niej zbliżać): Pysiaczku, nie mów tak, przecież wiem, że byś tego nie zrobiła.
Caroline: Uwierz mi... Ja nie rzucam słów na wiatr, ot tak.
Dariusz (obejmuje ją w pasie): Ha ha, dowcipna.
Caroline (wściekłym tonem): Zos-taw mnie!

Dariusz już chciał pocałować Caroline, gdy z jaskini całą czwórkę dobiega donośny dziewczęcy pisk. Wulkany spojrzały po sobie ze zdziwieniem.

Piekielne Wulkany (jednocześnie): Maryse!

Szybko podbiegli do wejścia jaskini, lecz to co w niej ujrzeli tylko ich rozbawiło. Spora gromadka, malutkich wilczków oblegała leżącą na ziemi Maryse i oblizywała ją po twarzy.

Caroline wybuchnęła śmiechem.


Maryse (z wrzaskiem): No na co się tak gapicie! Zabierzcie ode mnie te kundle! Fuj, języki precz ode mnie!

Tymczasem w chatce Niebiański Ptoków.

Devon właśnie się obudził. Usiadł na łóżku, wyciągnął się leniwie i mlasnął. Wtem szybko się ożywił i złapał się za głowę, jakby chcąc uchronić się przed czymś, co spadnie mu na głowę. Nic się nie stało. Rozejrzał się dookoła. Zero śladu dzików.
Wstał, stawiając ostrożne kroki na podłodze. Spojrzał przez okno. Nic za nim na niego nie czychało. Zaczął skakać po chatce jak upośledzony, nic go nie zaatakowało. Wybiegł z chatki. Kompletnie zero znaków klątwy. Był wolny!


Devon: TAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAK!

Wszystkie Ptoki zbudziły się przez radosny okrzyk chłopaka. Henry, przetarł zaspane oczy i pokręcił głową zażenowany.

Evelyn (wpierw ziewając): A temu co znów...?

Cecylia i Ocram wzruszyli jednocześnie ramionami.

Tymczasem Chris stał teraz na lądzie, a raczej na błocie z wielkim megafonem w dłoni. Odziany był w deszczową kurtkę, gumowe kalosze, a na głowie miał śmieszny płaski kapelusz. Obok niego stał Chef przebrany za księżniczkę.

Chef: Jeszcze raz wytłumacz mi, czemu mam być księżniczką?!
Chris: To się wiąże z końcem dzisiejszego wyzwania. Tak czy siak, jest to kara za...
Chef: Dobra, dobra... Daruj już sobie te retrospekcje...

Chris uśmiechnął się złośliwie do kucharza, po czym włączył megafon na maksa. Oblizał usta po czym krzyknął w megafon:

Chris: WSZYSCY NA PLAC GŁÓWNY!!! TERAZ!!! PORA NA WYZWANIE!!!

Ptoki szybko się uwinęli i już po chwili stali ubrani przed prowadzącym. Niestety to co ujrzeli mocno ich przeraziło. Cały obóz pokryty był błotem!

Devon (patrzy na swoje ubrudzone buty): K*rwa... No pięknie po prostu...

Po chwili na plac przybiegły Piekielne Wulkany. Również nie były zadowolone stanem otoczenia.

Somila: Jakie błoto...
Chris: Witajcie rozbitkowie! Podoba wam się błotko?
Ocram: Rozumiem, że to pytanie retoryczne?
Chris: Owszem. Mamy szczęście, bo wody powodziowe opadły i jesteśmy w stanie poprowadzić dzisiejsze wyzwanie w normalny sposób.
Evelyn (sarkastycznie): Hura.
Chris: Dzisiejsze wyzwanie, będzie wyzwaniem bardzo brudnym! Na początku odbędzie się turniej. Na początku pięć konkurencji dla pięciu par. Następnie zwycięzcy, którzy pokonają rywali w pojedynku, zawalczą o zwycięstwo swojej drużyny w ostatecznym starciu... Osoby, które przegrają w ostatecznym starciu otrzymają wyjątkowo, nietykalność swoją przy dzisiejszej ceremonii. Bardzo opłacalne, czyż nie?

Cecylia zatarła rączki.

Cecylia: Podoba mi się to.
Chris: Ale z pewnością nie spodoba ci się cała sceneria dzisiejszego wyzwania. Każdy... Bez wyjątku... Prędzej czy później skończy dzisiaj umazany w błocie. Będzie brutalnie... Będzie brudno... Będzie emocjonująco!

Maryse skrzywiła się.

Maryse: Świetnie. Po prostu wspaniale.
Caroline: To tylko błoto. Przecież nie umrzemy z tego powodu...
Dariusz: Hi, hi... Karolino, ja się z tobą chętnie wytaplam w błotku.

Dariusz oberwał od Caro w policzek.

Sheila: Błoto być fajne! Ja lubić!
Somila: To świetnie, będę za ciebie trzymać kciuki.
Sheila: Dziękować!

<pz> Sheila: Ja polubić bardzo Somila! Ona taka przyjazna być.
<pz> Somila: Sheila zaczyna powoli odnajdywać się w grze. To dobrze, może przynieść drużynie wiele dobrego. Poniekąd, jest chyba najsilniejszą i najzwinniejszą osobą w drużynie...


Chris: Teraz wyczytam kto się z kim zmierzy w dzisiejszych pojedynkach! Tak więc po kolei:

    Evelyn vs. Somila
    Cecylia vs. Maryse
    Henry vs. Dariusz
    Ocram vs. Sheila
    Devon vs. Caroline


Henry: Ha, ha! Już wygrałem.

Dariusz spojrzał posępnym wzrokiem na brodatego.

<pz> Dariusz: A on co taki pewny siebie? Z miłości do Karoliny potrafię być silny jak Adonis i mądry jak Albert Einstein.

Cecylia i Maryse spojrzały na siebie wyzywająco.

<pz> Cecylia: W końcu pokażę tej smarkuli gdzie raki zimują!
<pz> Maryse: Z chęcią rozprawię się z księżniczką. Ostatnio jest taka wkurzająca, że mam ochotę jej przyłożyć. Mam nadzieję, że będę miała teraz taką okazję.


Ocram spojrzał na Sheilę.

<pz> Ocram: Nie znam tej nowej, ale nie wygląda na groźną rywalkę.

Somila zwróciła wzrok na Evelyn.

<pz> Somila: Evelyn i ja stoczymy pojedynek jako pierwsze. Lekko się stresuję, ale... Cóż. Każdy będzie musiał przez to przejść.
<pz> Evelyn (złożyła ręce): Nie boję się jej. Jak będzie, tak będzie. Nie ma co spekulować.


Devon spojrzał na Caroline i uśmiechnął się.

Devon: Teraz jak opuściła mnie klątwa, pokonam każdego! A tym bardziej dziewczynę! Ha!
Caroline (podeszła do niego): Phi, seksista się znalazł. Jeszcze zobaczymy, kto kogo pokona...

Chris chrząknął.

Chris: Okej... Teraz już wszyscy wiecie kto się z kim zmierzy. Zapraszam do pojedynku pierwszego Evelyn i Somilę!

Obie dziewczyny wystąpiły. Chris poprowadził je do wielkiego skupiska najbardziej mazistego błota, na którego środku stały dwa, solidne pale.

Chris: Na tej konkurencji wszystko będzie zależeć od równowagi. Musicie ustać jak najdłużej na palu, na jednej nodze. Osoby z przeciwnych drużyn, będą rzucać w was kulkami błotnym. Ta z was która utrzyma się dłużej przejdzie do ostatecznego starcia.

Evelyn spojrzała z przerażeniem na wysokość pali.

Evelyn: T-t-to nie wygląda bezpiecznie.

Somila tylko westchnęła.

Obie zostały zaproszone na mechaniczny podnośnik, który umożliwił im dostanie się na górę.

Chris: Na start wskakujecie na pale i staracie się utrzymać równowagę na jednej nodze. Trzy... Dwa... Jeden... START!

Evelyn wraz Somilą skoczyły równocześnie na swoje pale. Evelyn po skoku, gwałtownie się zachwiała. Somila wylądowała idealnie.

Devon: Ataaak!

Devon ulepił dwie kulki błotne i rzucił nimi w Somilę. Ta zrobiła zwinny unik. Miała zamknięte oczy i wydawało się, że medytowała. Nie to co Evelyn, ciągle się chwiała i machała rękami.

Dariusz ulepił kulkę i trafił nią w twarz Evelyn.


Evelyn: UGH!

Prawie zleciała z palu, ale w ostatniej sekundzie utrzymała się. Obie drużyny obrzucały błotem obydwie uczestniczki. Evelyn obrywała dosłownie każdą z nich, zaś Somila zwinnie unikała każdego pocisku błotnego, pozostając nieskazitelnie czystą.



Cecylia: Uch, jak ona to robi?!

W pewnym momencie Evelyn zarobiła silną kulkę w nogę od Caroline i runęła z palu prosto w bagniste błoto.

Chris: Somila, gratulacje przechodzisz dalej!

Podszedł do Evelyn, która jęczała z bólu w błocie.

Chris: Po upadku z takiej wysokości, chyba nie czujesz się najlepiej?

Prowadzący zagwizdał, po czym z nikąd wyłoniło się dwóch stażystów z noszami i zabrali Evelyn do namiotu medycznego.

Chris: Teraz zapraszam Cecylię i Maryse!

Obie dziewczyny podeszł do Chrisa i stanęły naprzeciw siebie, warcząc wściekle.

Chris: Ho, ho... Zaraz chyba się pogryziecie! Za mną!

Chris podszedł z dziewczynami do kolejnej stacji. Przed nimi ukazał się kolejny niezwykle błotnisty obszar, a nad nim zawieszona duża okrągła platforma. Chris wręczył Cecylii i Maryse, dwie długi laskie, zakończone gąbczastymi, okrągłymi "pomponami" (?).

Chris: Wy dwie stoczycie pojedynek na tej platformie, tymi oto broniami. Ta która zepchnie drugą szybciej, przejdzie dalej, a druga skończy w lepkim, brudnym błotku. (uśmiechnął się szyderczo)

Uczestniczki wspięły się na okrągłą platformę po czym stanęły na przeciw siebie w szyku bojowym. Zmierzyły się wzrokami, po czym Chris dał im znak, do rozpoczęcia pojedynku.
Pierwsza zaatakowała Maryse, wymierzając jej piankowym zakończeniem laski, silny cios w brzuch. Księżniczką osunęła się do tyłu, pod wpływem uderzenia. Wściekła oddała Maryse zadając jej atak w główę, przez co ta upadła na powierchnię platformy. Leżąc, Maryse podcięła Cecylii nogi, przez co również leżała teraz na platformie. Spojrzały sobie wściekle w oczy, po czym rzuciły się na siebie, rezygnując z niewygodnych, piankowych pałek. Miotały się na platformie jak szalone, ciągały się za włosy, drapały, gryzły... Aż przetoczyły się w końcu do krawędzi platforym. Maryse w ostatniej chwili skorzystała z nadarzonej okazji zepchnęła Cecylię nogą w stronę krawędzi. Ta spadała już z platformy, lecz w ostatniej sekundzie złapała się dłońmi krawędzi. Maryse stanęła nad nią triumfalnie.




Cecylii (zwisając z platformy): Tym razem ci się udało, moja panno...


Maryse zaśmiała się i wykonał gest "mów do ręki". Następnie nadepnęła księżniczce na jej drobnych rączkach, przez co zleciała z wysokiej platforym prosto do mazistego, błocka.

Chris: Mamy kolejną tryumfatorkę z drużyny Wulkanów! Ptoki nadrobicie straty?

Zaraz potem przybiegli znów ci sami stażyści z noszami i zabrali Cecylię do namiotu medycznego.

Chris: Teraz zapraszam do siebie (patrzy na kartkę) Henry'ego i Dariusza!

<pz> Henry: To będzie kaszka z mleczkiem.

Obaj stanęli przed Chrisem. Chris doprowadził ich do pobliskiego wzgórza skalistego.

Dariusz: O nie... Nie mów mi, że...
Henry: Wspinaczka.
Chris: Zgadliście! Z tym, że dodatkowo będziecie obrzucani błotem, przez przeciwne drużyny, co wam nieco utrudni wspinaczkę. Hehe. Ustawcie się na linii startowej!

Dariusz stanął na linii startowej z nieco zrezygnowaną miną. Henry stanął tuż obok. Był pewny siebie.

<pz> Caroline: Widząc nastawienie Dariusza, uznałam, że powinnam coś zrobić, żeby zwyciężył tę konkurencję. Ech... Ale jakim kosztem...

Wtem Dariusz usłyszał za sobią gwizd. Obrócił się i ujrzał, że Caroline do niego macha i uśmiecha się.

Caroline: Trzymam za ciebie kciuki! Ugh... Dariuszku!

Wulkany obdarzyły Caroline zdziwionymi spojrzeniami.

Maryse: Ty chyba żarty sobie robisz?
Caroline: Może to coś pomoże... Chcę go zmotywować.
Maryse: Przecież niby masz go gdzieś?!
Caroline: Bo mam! Ale nie mam gdzieś dobra drużyny! Nic nie rozumiesz...

Sheila spojrzała na Caroline.

Sheila: Ty dziwna być.

Tymczasem Chris dał znak do rozpoczęcia wyścigu z udziałem dwóch panów.

Dariusz ku zdziwieniu Henry'ego wybiegł na prowadzenie i szybciej dotarł do ściany skalnej. Rozpoczęli wspinaczkę. Dariusz ciągle był przed Henry'm.


<pz> Henry: Kiedy zobaczyłem jego tempo wspinaczki, myślałem, że mi szczęka odpadnie. W każdym razie musiałem grać nieczysto, aby dostać tą nietykalność...

Wtem Henry złapał Dariusza za nogę i pociągnął go w dół. Dariusz przestraszył się i zjechał wzdłuż ściany o parę metrów w dół, przez co Henry wysunął się na prowadzenie. Dariusz, skrzywił się ze wściekłości i kontynuował wspinaczkę, mimo tego, że błoto, którym obrzucały go Ptoki, bardzo mu to utrudniały. Henry również nie miał lekko pod bombardem błotnym Wulkanów. Parę razy omsknęła mu się śliska od błota ręka. W pewnej chwili Henry chwycił się jednej półki skalnej, a ku jego zdziwieniu ujrzał na niej syczącego, wściekłego węża.



Henry: Hi, hi. Chodź tu malutki.

Podniósł delikatnie węża, tak by go nie ugryzł i zrzucił go centralnie na wspinającego się Dariusza.

Dariusz (wąż obwija się wokół jego szyi): CO DO?!

Zaczyna się dusić, a wąż kąsi go w głowę. Dariusz traci przytomność i powoli osuwa się ze ściany skalnej i spada z ogromnej wysokości do mazistego błota. Parę sekund po jego upadku Henry dociera na szczyt i podnosi ręce w tryumfie.

<pz> Caroline: O nie... Tak się nie robi... Nawet jeśli to DARIUSZ.
<pz> Somila: Henry grał nieczysto...


Henry był już z powrotem na lądzie, a Dariusza zaniesiono na noszach do namiotu medycznego.

Chris: W końcu pierwsze zwycięstwo na koncie Ptoków. Henry zakwalifikował się do ostatecznego starcia. Kto stoczy pojedynek jako następny? Ocram oraz Sheila! Zapraszam.

Ocram i Sheila stanęli przed Chrisem. Chris uśmiechnął się złośliwie do nich, po czym doprowadził ich do małej zagrody wypełnionej grząskim błotem. Na jego środku znajdował się mały prosiaczek, który tarzał się właśnie w błotku.

Chris: Waszym zadaniem jest schwytanie tego oto małego prosiaka! Podaliśmy mu środki pobudzające, więc nie będzie to łatwe. Dla utrudnienia zwiążemy wam nogi!
Ocram: Chyba żeś postradał zmysły!
Sheila: Ale to fajne będzie!

Obydwu zawodnikom związano sznurem nogi i wprowadzono ich do zagrody.

<pz> Ocram: Złapać prosiaka?! Ze związanymi nogami?! Chris już chyba serio stracił inwencję na konkurencje...
<pz> Sheila: Ja i moja rodzina zawsze chodzić na polowania! Złapanie prosiaka być... jak się to mówi... bułka z dżemem! Yyy... Albo z masło?


Chris: Start!

Ocram zaczął zmierzać w podskokach w kierunku prosiaka. Sheila zaś wykonała zwinny skok w przód, jakby rzucała się na swoją ofiarę przy polowaniu. Wylądowała tuż obok prosiaka, a ten wystraszony zaczął biegać po całej zagrodzie. Ocram nieudolnie czołgał się w błocie w stronę szybkiego niczym błyskawica prosiaka. Jednak to Sheila wykazała się większą umiejętnością. Gdy prosiak znajdował się na odległości trzech metrów od niej, wykonała zwinny skok i obwineła swoje ręce wokół jej ruchomego celu. Prosiak zakwiczał z rozpaczy. Wiedziął, że już nie ucieknie. Sheila uniosła do góry swoją zdobycz, by ukazać wszystkim swój sukces, po czym zawyła jak wilk. Ocram spojrzał na nią jak na dziwaczkę.



<pz> Ocram: Okej... Przyznaję, przegrałem, bo była ode mnie lepsza. Ale to wilcze wycie na końcu...? Nie wiedziałem jak to skomentować.

Chris: Gratuluję Sheila, dostajesz się do finałowego starcia dzisiejszego wyzwania. Nareszcie nie mamy ofiar po pojedynku... Bo już się bałem, że zajmiecie cały namiot medyczny... Pora na ostatni pojedynek: Devon kontra Caroline!

Devon i Caroline stanęli naprzeciw siebie. Caroline splunęła mu na buty. Devon zmierzył ją wzrokiem.

Caroline: Nie myśl, że pójdzie ci tak łatwo...

Devon już chciał coś powiedzieć, ale ta mu przerwała.

Caroline: I zachowaj dla siebie wszystkie seksistowskie uwagi.

Devon uśmiechnął się złośliwie.

Chris: Okeej. Za mną!

Chris doprowadził ostatnią parę do wielkiego szklanego zbiornika, wypełnionego po brzegi jakąś cuchnącą, mazistą, brązową breją.

Chris: Na dnie zbiornika znajduje się duża sterta różnorakich przedmiotów. Waszym zadaniem jest odnalezienie w niej... tego! (wyciagą z kieszeni zdjecie przedstawiające pojemniczek żelu do włosów należący do Chrisa) Kto z was wyciągnie na powierzchnię pojemnik jako pierwszy, jako ostatni zakwalifikuje się do ostatecznego starcia! A teraz przebierzcie się w stroje kąpielowe!

Jakiś stażysta przyszedł niosąc w rękach męski strój kąpielowy i damski. Oba wyglądały na BARDZO ciasne. Devon przyjrzał się sceptycznie swoim slipom kąpielowym.

Devon: Chris... To chyba rozmiar dla dzieci...
Caroline: Tak samo z moim kostiumem...
Chris: Nie narzekać mi tu! Trzeba oszczędzać pięniądze, a nie! Francuskie pieski się znalazły.

Oboje przeszli za parawan, i po chwili wyszli już przebrani. Oboje wyglądali żałośnie. Devon skręcał się z bólu, bo czuł silny ucisk w okolicach "krokowych", to samo było ze strojem Caroline, która dodatkowo narzekała na to, że "strój zgniata jej cycki".

Maryse przyglądała się męce Caro, z wielką satysfakcją. Zachichotała.

Chris: A teraz zapraszam do zbiornika.

Chris wskazał dwójce przeciwników drabinkę opartą o zbiornik. Weszli posłusznie, a to co zastali przeraziło ich doszczętnie. Odór był nie do zniesienia, a sama maź wydawała się bardzo gęsta, co utrudniało dostrzeżenie "chrisowego żelu".



Chris: Odliczam czas i możecie się zanurzyć! Trzy, dwa, jeden... START!

Oboje zanurzyli się w tym samym czasie. Przez dłuższy czas nie wynurzali się po chwili Devon wynurzył się trzymając coś w ręce. Lecz nie był to pojemniczek żelu Chrisa, a plastikowy widelec. Cisnął nim poza zbiornik i ponownie się zanurzył. Caroline wynurzyła się bez niczego. Chciała tylko zaczerpnąć powietrza. Po chwili znów zniknęła pod powierzchnią. W pewnej chwili wewnątrz "akwarium" można było dostrzec jakieś poruszenie. Jakby oboje zaczęli się szamotać, wyrywać coś sobie z rąk. Ostatecznie z mazi wyłonił się Devon, ukazując wszystkim, że odnalazł to co powinien. Caroline wyłoniła się tuż po nim, a na twarzy miała bardzo wściekły wyraz.

Caroline: Ja go pierwsza znalazłam! Ten oszust wyrwał mi go z ręki!
Devon: Ekhm... Zero zasad, nie Chris?
Chris (uśmiechnął się przemądrzale): Powiedziałem, "kto z was wyciągnie pojemniczek na powierzchnię" ten zwycięży. W tym wypadku, był to nasz kolega Devon.
Caroline: A niech to szlag!
Chris: A teraz możecie już wyjść ze zbiornika.

Devon wyszedł jako pierwszy. Złapał się drabinki i w trakcie schodzenia z niej, stała się rzecz niespodziewana. Slipki nie wytrzymały tak dużego stopnia rozciągniecia i rozerwały się odsłaniając przed całym światem nagie oblicze Devona.

Wszyscy wybuchnęli gromkim śmiechem, a zarumieniony Devon pobiegł szybko do jakichś krzaków i krył się w nich.


<pz> Devon: Co za wstyd! Wszyscy to widzieli! Wszyscy! Mam nadzieję, że to przynajmniej ocenzurują w telewizji... (facepalm) Zabiję cię, Chris.

Chris (nadal się śmiejąc): No i mamy już za sobą pierwszą część wyzwania! Która drużyna zwycięży w ostatecznym starciu? Dowiecie się już po przerwie!

PRZERWA REKLAMOWA
* * *
KONIEC PRZERWY REKLAMOWEJ


Chris siedzi na wielkim "złotym" tronie, przebrany za króla Juliusza Cezara. Obok niego, na drugim tronie siedzi Chef, ucharakteryzowany na "piękną księżniczkę". Chris wstał z tronu.

Chris: Witajcie po przerwie! Za chwilę odbędzie się ostateczna konkurencja dzisiejszego "błotnego" wyzwania! Znajdujemy się właśnie na Błotnej Arenie! Tam, na dole, do walki gotują się zwycięzcy dzisiejszych potyczek: Devon i Henry z drużyny Ptoków oraz Sheila, Somila i Maryse z drużyny Wulkanów! Kto okaże się lepszy! Dowiemy się już niedługo!

Kamera padła na arenę.

Devon i Henry stali z boku i nie odzywali się do siebie. Henry czuł, że Cecylia obserwuje go z widowni. I to bardzo intensywnie.

Henry: Devon, muszę z tobą o czymś pogadać... Ja... Chcę ci pomóc. Ale pod żadnym pozorem nie odwracaj się teraz w moją stronę. Jesteśmy obserwowani.
Devon (zdziwił się i zgodnie z jego radą, nawet nie odwrócił się w jego stronę): Eee... A co masz konkretnie na myśli?
Henry: Cecylia chce się ciebie pozbyć... Na szczęście nie udało jej się przeciągnąć Ocrama na swoją stronę...
Devon: Serio? A dlaczego chcesz mi pomóc? I po co teraz ta cała scenka?
Henry: Ja... Nie chcę, by Cecylia widziała, że się dogadujemy. Chcę, żeby myślała, że tak nie jest.

Devon podrapał się po głowie zagubiony.

Devon: Nic z tego nie rozumiem... Ale chyba ci wierzę.
Henry: To wszystko kwestia głosów, mój drogi. Uważaj na księżniczkę.

<pz> Devon: Jak to dobrze mieć Henry'ego jako kumpla. Jesteśmy zgranym duetem. Muszę uważać na tą całą księżniczkę...
<pz> Henry: Ha! Wszystko idzie po mojej myśli. Cecylia wierzy, że Ocram i Devon są przeciwko niej. Ale jeśli przegramy – czego niezwykle pragnę – Devon otrzyma nietykalność, co pozostawi Cecylii jedynie możliwość zagłosowania na Ocrama. I Ocram pójdzie do domu... Natomiast przy kolejnej ceremonii Devon będzie wierzyć, że Cecylia chce się jego pozbyć! Haha! Tymczasem to nie Cecylia odpadnie, a Devon, bo otrzyma głos od Evelyn, Cecylii i ode mnie! Ach... Jakie to wszystko jest proste... Oby wszystko wyszło zgodnie z planem.


Tymczasem po drugiej stronie areny.

Somila i Maryse stały podparte o mur, a Sheila turlała się w błocie, który był na tej arenie wszechobecny.


Maryse: Całe to wyzwanie zapowiada się być pokręcone. Nie obchodzi mnie czy wygramy. Jak przegramy to otrzymam tak czy siak nietykalność... Tak jak i wy. W tym wypadku... Dariusz i Caroline byliby zagrożeni. Hi, hi.
Somila: Nawet o tym nie myśl! Musimy dać z siebie wszystko.
Sheila: Ja dać z siebie wszystko!
Somila (uśmiechnęła się ciepło do dzikuski): I właśnie o takie nastawienie mi chodzi!
Maryse: Bla, bla, bla. Sru tu, tu, tu.

Somila przewróciła oczami.

W pewnej chwili na arenie rozniosło się echem głośnie trąbnięcie klaksonu. Wszyscy zakryli uszy.


Chris: Witajcie wszyscy zgromadzeni! Na początek musicie ulepić na przeciwnych końcach areny błotne statuy przedstawiające symbol waszych drużyn. Macie na to dziesięć minut! Czas start!

Devon i Henry szybko zaczęli lepić podłużną szyję ptaka.



Dziewczyny z drużyny Wulkanów również zabrały się za staranne lepienie z błota wielkiego wulkanu.



Po upływie dziesięciu minut statuy były gotowe.


Chris: Wyśmienicie. Szybko wam poszło i do tego ładnie, gratuluję. A teraz przejdźmy do głównego punktu kulminacyjnego dzisiejszego starcia! Za chwilę na arenie powinna rozpętać się rzeźnia. Zadaniem waszym jest zniszczenie statuy wroga! Możeci obrzucać się błotem, bić się, podstawiać nogi, szczypać, gryźć, kopać, wyrywać włosy... Wszystkie chwyty dozwolone! GOTOWI, DO STARTU... START!

Henry przygryzł wargi i zaczął obmyślać plan przyniesienia swoje drużynie porażki. Devon od razu ulepił parę błotnych kulek i ruszył w ofensywie na statuę wroga.
Tymczasem po drugiej stronie areny Maryse została w defensywie, piłując sobie paznokietki, a Somila i Sheila ruszyły biegiem w stronę statuy wroga.
Mniej, wiecęj w połowie areny Devon napotkał Sheilę i Somilę. Zatrzymali się przed sobą i zaczęli atakować się błotem.
Devon rzucał silniej, natomiast Sheila i Somila rzucały liczniej. W pewnej chwili Sheila nie wytrzymała i rzuciła się na niego jak dziki wilk, powalając go na ziemię. Somila skorzystała z okazji, że Sheila i Devon szarpali się w błocie i pobiegła w stronę "bazy" Ptoków. Henry stał na defensywie. Wiedział już jak upozorować porażkę. Z przygotowanym kulami błotnym zaczął bombardować Somilę, biegnąc w jej kierunku. W pewnej chwili "niechcący" poślizgnął się i wylądował twarzą w błocie. Somila wymineła chłopaka i dotarła do statuy Ptoków. Ostatni raz obrzuciła wzrokiem całą arenę. Wszystko to stało się tak szybko. Maryse piłowała nadal paznokietki na drugim końcu areny, Devon był uwięziony w uchwycie Sheili, a Henry leżał z twarzą w błocie. Widząc taki obraz obrotu zdarzeń uśmiechnęła się i wymierzyła silne kopnięcie ptasiej statule. Wielki błotny posąg zerwał się w pół i runął na ziemię tuż obok Somili.


Somila: Hura!
Devon: Nieee!
Sheila: Taaak!
Henry: O kurczę...

Chris wstał z tronu i uniósł rece w górę.

Chris: Ogłaszam wszem i wobec, iż zwycięzcami dzisiejszego wyzwania są... Piekielne Wulkany!
Piekielne Wulkan z widowni: Hura!!!
Chris: Natomiast Niebiańskie Ptoki... Dziś spotkamy się na ceremonii. O swoje tyłki nie muszą się martwić Henry i Devon, bo otrzymują immunitet.
Henry: O tak.
Devon: Przynajmniej to.
Chris: Powracając do drużyny zwycięskiej... W nagrodę zamieniacie się z Ptokami miejscami zamieszkania.
Niebiańskie Ptoki: CO?!
Chris: To co słyszeliście, Wulkany przejmują waszą luksusową chatkę, a wy lądujecie na dworze.
Maryse: TAAAAAAAAAAAAAK!!!
Chris: Ponieważ ostatnio docierały do nas skargi, że narażamy was na jakieś niebiezpieczeństwa i tak dalej... Ple, ple, ple... Ptoki dostajecie od nas namiot na pocieszenie.
Ocram: Lepszy rydz, niż nic.
Chris: A teraz sio mi stąd! Wulkany spadajcie do domku, a Ptoki idźcie rozbić namiot.

Chris rzucił Ocramowi do rąk zwinięty namiot i odszedł z gracją, w towarzystwie "pięknej księżniczki" – Chefa.

Pod wieczór u Piekielnych Wulkanów...

Maryse, Sheila i Dariusz siedzieli w saunie. Maryse miała jeszcze dodatkowo na twarzy jakąś zieloną maseczkę i ogórki na powiekach. Sheila leżała odprężona na ławce, czując się jak w siódmym niebie, a Dariusz... Siedział z podpartą głową i rozmyślał wymyślając nowy wiersz dla Karoliny.

W końcu wyszedł z sauny, czując, że gotów jest go wyrecytować swojej muzie. Poszedł do pomieszczenia z jacuzzi i zastał w wannie Somilę i Caroline. Caroline dostrzegłszy kto wszedł zdemotywowana zanurzyła się pod wodę. Somila łypnęła na Dariusza wzrokiem, po czym udawała, że go nie widzi.


<pz> Somila: Po tym jak Dariusz wrobił Spike'a przy ostatniej ceremonii, czuję w sobie wielką do niego nienawiść. Nie potrafię tego powstrzymać. Nie życzę temu człowiekowi dobrze. Nie toleruję oszustwa.

Dariusz spokojnie wszedł do jacuzzi. Caroline spojrzała na okularnika, zrezygnowana.

Caroline: Czego chcesz?
Dariusz (z dumą w głosie): Chciałbym opowiedzieć ci mój nowy wiersz...
Caroline: Kolejny wiersz? No błagam... Czy ty myślisz tylko o mnie? Nie masz własnych problemów? Udręk?
Dariusz: Ale jestem zakochany!

Caroline westchnęła i wstała. Wyszła z jacuzzi i owinęła się ręcznikiem. Wyszła z pomieszczenia w ciszy, wystawiając Dariuszowi środkowy palec. Dariusz odprowadził ją wzrokiem, po czym zamilkł. Spojrzał na Somilę. Ta nawet nie raczyła na niego spojrzeć. Wpatrywała się widok za oknem. Była głęboko zamyślona.

Dariusz: Stało się coś?

Somila usłyszała jego słowa i powoli odwróciła twarz w jego stronę. Na jej twarzy malowało się coś dziwnego. Wybuchnęła zdenerwowanym śmiechem.

Somila: Pytasz mnie czy coś się stało...? Mnie...? Czy ty na prawdę jesteś taki głupi...?
Dariusz: Emm... Heh, no wiesz... Wiele osób tak twierdzi, ale...
Somila: Gdyby nie ty, Spike dalej byłby w grze!
Dariusz: Phi, ten żałosny skejcik? Podwalał się do mojej żony!
Somila (wybuchnęła znów panicznym śmiechem): Głupcze, czy ty na prawdę nie masz oczu?!
Dariusz (z powagą): Muszę bronić swojej Karoliny, a to, że działał na dwa fronty, bo chyba podrywał także ciebie, upewnia mnie tylko w przekonaniu, że był podstępnym gadem.
Somila (w jej oczach pojawił się ogromny smutek): Jak ty w ogóle możesz mówić takie rzeczy...? Ja... Ja... Nienawidzę cię!

Dariusz tylko się uśmiechnął i gwizdnął pod nosem.

Dariusz: Spike na pewno już i tak o tobie zapomniał!

Somila otworzyła usta zdumiona. Nie wierzyła, że Dariusz potrafił być tak podły. W jej oczach zabłysły delikatne łzy. Zaczęła mruczeć pod nosem jakieś niezrozumiałe zaklęcia w innym języku. Dariusz spojrzał na nią dziwnie.

Dariusz: Eee? Co tam mruczysz pod nosem?

Somila wyszła z wanny bez słowa i na odchodnym obdarzyła go tajemniczym spojrzeniem. Dariusza przeszły dreszcze.

<pz> Dariusz: Okej... To było dziwne.

Tymczasem Niebiańskie Ptoki rozbijały swój namiot. Cecylia siedziała na pieńku obok i wsłuchiwała się w odgłosy natury, tymczasem cała reszta rozbijała namiot – Devon i Ocram z jednej strony, Evelyn i Henry z drugiej.

Evelyn: I jak idą twoje plany?
Henry: Zgodnie z planem, najdroższa.
Evelyn (spojrzała na chłopaka dziwnie): Emm.. Okej. A może trochę więcej szczegółów.
Henry (szeptem): Devon i ja wygraliśmy dziś nietykalność. Cecylia, zagłosuje więc na Ocrama, by rozbić jego z sojusz z Devonem, który tak na prawdę nieistnieje, bo go wymyśliłem. Ja i ty również zagłosujemy na Ocrama, co już daje 3 do 2 pod względem głosów, więc kij z tym na kogo głosują Devon i Ocram...
Evelyn (również szeptem): Jak ty to wszystko ogarniasz, powiedz mi?

Henry na chwilę zamilkł. Sam szczerze nie znał odpowiedzi na to pytanie. Wzruszył jedynie ramionami i kontynuował mocowanie namiotu.

Tymczasem po drugiej stronie namiotu...


Ocram (szeptem): Na kogo zagłosujesz dziś wieczorem?
Devon (rozejrzał się): Mam pewien plan, co do pozbycia się Cecylii...
Ocram: A czemu jej?
Devon: Bo ona chce się pozbyć mnie.
Ocram: Ale... Wybacz, ale... Sądzisz, że ci się uda?
Devon (posłał mu tajemnicze spojrzenie): Właśnie dlatego będę musiał posunąć się do...

Ocram pokręcił głową.

Ocram: Nieee... Nie zrobisz tego.
Devon: Spróbuję podmienić głosy...
Ocram: Ja jestem człowiekiem honoru. Nie chcę mieć z tym nic wspólnego.

Devon wzruszył ramionami z podłym uśmiechem na twarzy.
Namiot był gotowy.


Cecylia: No w końcu!

Księżniczka wskoczyła do środka z ciepłym uśmiechem na twarzy.


    Koniec części pierwszej.




___________________________________________
Od razu mówię, że nie jestem w 100% zadowolony ze swojego odcinka. Wyobrażałem go sobie nieco inaczej, ale cóż, wyszedł jak wyszedł.
Możliwe, iż było w tym odcinku trochę dużo Henry'ego, ale w ostatnich odcinkach było go dość mało. :P

Głosy możecie oddawać na: Evelyn, Ocrama i Cecylię.

Głosowanie zakończy się 3 lutego.

P.S.
Mam nadzieję, że wszystkie obrazki się wyświetliły. ;D

Skeya - 2012-01-30, 21:02

Powiem szczerze bardzo mi się podobał odcinek. Czytałam z zapartym tchem.

Zadania były dobrze przemyślane. KAŻDY bohater zachowywał się tak, jak powinien. Zwłaszcza Maryse oraz Somila.

Zły Dariusz wciąż mi się podoba :D

No i przede wszystkim - rysunki! Prześlicznie rysujesz. Mam nadzieję, że będziesz dodawał swoje prace na forum.

Jednak odcinek miał dosyć wyraźną wadę - idealizację Henry'ego.

Dudus - 2012-01-30, 21:19

Kocham , kocham , kocham !
bardzo to urozmaiciłeś :D podobało mi się zachowanie Maryse ,ale nie bardzo Dariusza :( Mniej romantyzmu do ''Karoliny'' !
świetne rysunki !
Bardzo miło się czytało :3 Oby tak dalej !

LeShawna - 2012-01-30, 21:28

Powiem, że bardzo byłam zniecierpliwiona na twój odcinek. Ostatnio wpasowałeś się dokładnie w mój gust, więc byłam ciekawa czy tak będzie zawsze.

I na szczęście tak jest ^^

Odcinek baaaardzo przyjemnie mi się czytało (mimo, że długo). Zadanie było całkowicie jasne, zrozumiałe logiczne. Tutaj buziak za Somile, bo zachowała się dokładnie tak samo jakby ja chciała opisać jej zachowanie. Maryse też już lepiej napisana. I te obrazki! Świetne!
No i Somila będzie się mściła na Dariuszu (bo nie popiera niesprawiedliwości)

Zauważyłam, że bardzo dokładnie przykładasz się do cielesności bohaterów, co u mnie w sumie jest plusem ^^


A teraz jedna z gorszych spraw. Ogólnie jestem za duuuużą swobodą w odcinkach, ale czy skonsultowałeś to z kimś z organizatorów FTP3, żeby były nietykalności? Gdyby to jeszcze dotyczyło jednej osoby to rozumiem, ale dwóch? I tak jest mało osób do wyboru i jeszcze zmniejszyłeś ich liczbę. Z tego faktu nie jestem zadowolona.

Qazty - 2012-01-30, 22:19

Lubię twoje odcinki Ghost. Są bardzo wciągające, a te rysunki są świetne!
O ile można było się spodziewać przegranej ptoków to nie spodziewałem się, że będą jakieś nietykalności. Szczególnie przy tej liczbie uczestników.
Muszę powiedzieć, że Henry ma bardzo dobry plan eliminowania zawodników. Gdzieś w 2 czy 3 odcinku nawet zastanawiałem się jak on chce się wszystkich pozbyć. Dużo się nie pomyliłem.
Podobał mi się pomysł, że Devon chce podmienić głosy. Szczerze to nawet miałem nadzieję, że będzie chciał to zrobić.
Co do Ocrama to nie spodziewałem się, że naprawdę będzie chciał mieć sojusz z Devonem po tym co było wcześniej. Chociaż w sumie każdy głos mu się przyda.
Podoba mi się też nowe wcielenie Dariusza. Teraz zachowuje się nawet bardziej podobnie jak ten w trudnych srawach. Zrobi wszystko dla swojej miłości.
Wygląda chyba też na to, że jednak Somila potrafi rzucać klątwy, a ja myślałem, że Devon sobie to wymyślił.

Normalnie z odcinka na odcinek robi się coraz ciekwiej.

LeShawna - 2012-01-30, 22:48

Somila: Chciałam sprostować, że nigdy nie rzuciłam klątwy na Devona. Nie miałam takie powodu. To nie jest w moim stylu. Ja nie lubię rzucać klątw. Traktuję to jako ostateczność.

Co do głosowania! Prosiłabym się wstrzymać z głosowaniem, ponieważ muszę omówić to z pozostałymi organizatorami!

Ghost - 2012-01-30, 23:25

Co do tych nietykalności, to nie widziałem w tym nic złego... Wyzwanie jak wyzwanie, ma swoje nagrody i tym podobne...
Jeśli to jakiś problem, to mogę to poprawić, ale ile byłoby z tym zachodu. *.* (Poprawianie połowy odcinka, oł...).

Przepraszam w każdym razie za to, że wprowadziłem w tym odcinku te przeklęte nietykalności... :< Byłem niedoinformowany.

Silny - 2012-01-31, 02:00

Dobry odcinek. Miał bardzo długie i rozbudowane zadanie, które zaliczam na plus, jako że było ciekawe. Z jednym małym zastrzeżeniem - przed piątą rundą wynik wynosił 3:1, więc nie mogło być emocji kto wygra. Ale to tylko taki szczególik.

Najlepiej w odcinku oceniam jego początek. Motywy z powodzią i wilkami. Reakcje Wulkanów podczas pobudki w jaskini były świetne! Reszta odcinka w porównaniu ze wstępem była nieco słabsza, ale nadal stała na bardzo wysokim poziomie (także stylistycznym).

Rysunki: pomysł bardzo pomysłowy ( ;-) ) , wykonanie bardzo estetyczne. Ogółem rewelacja!

Na moją ulubioną bohaterkę awansowała Sheila. Serio, spodobało mi się takie rozbudowanie jej charakteru. Jest jak Izzy pozbawiona wszystkiego co mnie w tej postaci zawsze wkurzało.

Knowania Henry' ego bardzo przemyślane. Natomiast nie spodobało mi się zachowanie Somili i Maryse. Ewidentnie mam zupełnie inną wizję charakterów tych postaci niż ich twórcy :-P . Co nie zmienia faktu, że podobają mi się wątki z nimi.

Chyba nic więcej nie muszę dodawać... nie było rewelacji (jak w odcinku drugim), ale i tak wyszło zdecydowanie powyżej przeciętnej... W głosowaniu wezmę udział, jak tylko wyjaśni się sprawa nietykalności. Mam już upatrzoną "ofiarę".

P.S.
Przyznam się, że od początku tej edycji FTP czekałem w którym odcinku po raz pierwszy pojawi się brzydkie słowo na "k". I w końcu się doczekałem...

LeShawna - 2012-01-31, 20:01

Otóż podjęliśmy decyzję i ja w imieniu wszystkich organizatorów oznajmiam, że ZNOSIMY nietykalność - możecie głosować na kogo chcecie z drużyny Niebiańskich Ptoków tj.: Cecylie, Evelyn, Henry'ego, Devona, Ocrama

I wiem, że mogłeś nie wiedzieć, no bo skąd? Jesteśmy jak najbardziej za nagrodami, ale ta nagroda za bardzo wpłynęłaby na głosowanie. Gdyby to jeszcze była jedna osoba to może, ale dwie? I to przy tak małej ilości uczestników do wyboru? Niestety na to nie możemy się zgodzić.

I nie musisz zmieniać odcinka. Wystarczy, że się okaże, że Chris zmienił zdanie. Coś pewnie wymyślisz ;)

Ghost - 2012-01-31, 20:08

Okej, przyjmuję tą decyzję. Głosujecie na: Devona, Ocrama, Henry'ego, Evelyn i Cecylię!

Choć i tak uważam to za dramatyzowanie... :P Nie cierpię takich sytuacji. To atak na moją inwencję twórczą, narzucony przez jakieś absurdalne reguły.

Na głosy czekam do 02.02.12 r...

LeShawna - 2012-01-31, 20:38

No to zapraszam do pisania własnego opowiadania do którego na pewno nikt się nie będzie mieszał. My jednak musimy trzymać się pewnych reguł i gry fair.
Ghost - 2012-01-31, 21:13

Ależ LeShi, ja nie podważam waszych reguł. <3 W żadnym razie.

Po prostu wyraziłem swoją opinię, że to trochę dziwna zasada, nic więcej. ;)

Lockedo - 2012-01-31, 23:53

Odcinek podobał mi się - szczególnie początek. Spodobała mi się Sheila - jak dla mnie jest najfajniejszą postacią. ;-) Nie mam pomysłu na rozwinięcie komentarza, więc dopiszę tylko - oby tak dalej.
Jannx - 2012-02-01, 13:03

Ghost nie wiedział i tyle. Mógł nie wiedzieć i mógł popełnić błąd,ale nie trzeba sie zaraz obrażać. A to są sprawy raczej oczywiste że to jest zdecydowanie za duża ingerencja w losy głosowania.. może nie byłoby to takie dziwne, gdyby to nie twoja postać miała nietykalność ( bo to już zdecydowanie za dużo) .. i tak już dużą ingerencją jest fakt że można sobie samemu wybrać drużynę do nietykalności , a po rozwiązaniu drużyn- osobę.
Ghost - 2012-02-01, 13:10

Tak, tak, już otrzymałem swoją lekcję. :padam: A tymczasem...
    Przypominam jeszcze raz o głosowaniu! ;)
    Jutro ostatni dzień głosowania, a dostałem na razie TYLKO 5 głosów.

Słowianka - 2012-02-01, 16:22

ponurakosa napisał/a:
Ja tylko tak z ciekawości... Gdzie są reguły? :>
W sumie to jest trochę podłe, jeśli, z tego co ja się orientuję, nie ma reguł upublicznionych, a organizatorzy wyskakują z tym, że fakt podwójnej nietykalności jest złamaniem zasad.
Gra fair? Bardzo fair.
Wydaje mi się, że oryginalny Chris dopuściłby do sytuacji głosowania na 3 osoby, ot tak dla frajdy, żeby namieszać, zobaczyć na co stać bohaterów.
Ale jeśli gdzieś są podane te reguły, tylko one umknęły mi w nawałnicy postów, to zwracam honor.

Wygaśnie.

A ja powiem, że skoro to jest takie fair, to może następnym razem będzie na odwrót? Reszta nietykalność a Devon i Henry na odstrzał? :> Przecież to takie w stylu Chrisa!

Jako, że mam postać w Ptokach od razu nie spodobał mi się ten pomysł! Ba! Miałam wrażenie, że ten odcinek jest całkowicie tak pisany, by pozbyć się mojej postaci ;/ Wszyscy przeciwko Ocramowi, więc chyba nie zdziwisz się jeśli powiem, ze to mi się nie spodobało?

Qazty - 2012-02-01, 19:16

Wiecie co? Mam pomysł! Może skoro jury dogadało się już z Ghostem w tej sprawie to przestaniecie się o to kłócić?

Słowianka napisał/a:
Miałam wrażenie, że ten odcinek jest całkowicie tak pisany, by pozbyć się mojej postaci

Jeśli cię to pocieszy to ja tego tak nie odebrałem i nie głosowałem na niego.

Ghost - 2012-02-02, 17:19

FORUM TOTALNEJ PORAŻKI 3
Odcinek 6
"Brudna Sprawa"

Część Druga


Zbliżała się szesnasta. Członkowie drużyny Piekielnych Wulkanów zebrali się w domku, pokoju sypialnianym. Wszyscy siedzieli na podłodze, bo atmosfera się znacznie rozluźniła. Jedyna Maryse siedziała na łóżku i przeglądała po raz setny, to samo kolorowe pisemko, które ze sobą przytargała na wyspę. Jako jedyna, nieobecna była Sheila...

Caroline (oparta plecami o ścianę): Robi się nas coraz mniej... Mamy szczęście, że dołączyła do nas Sheila.
Maryse (z nutką sarkazmu): Pff... Jestem wniebowzięta!
Somila (przesunęła na nią wzrok): Ja bym była wniebowzięta, gdybyś choć przez jeden dzień nie marudziła z powodu pierwszej lepszej błahostki.

Zapadła cisza.

Caroline: Ciekawe kogo wywalą Ptoki...?
Dariusz: Mam nadzieję, że wywalą tego wielkoluda z brodą! Przez niego miałem incydent z wężem... (pokazuje na opuchniętą ranę na szyi)

Caroline uśmiechnęła się ukradkiem.

Somila: Ale on ma nietykalność... Ja obstawiam Cecylię. Nie poradziła sobie w wyzwaniu i sądzę, że relacje w drużynie uległy zmianom, na jej niekorzyść...

Maryse uśmiechnęła się pod nosem.

Maryse: O tak. Nie poradziła sobie ze mną, bo jestem najlepsza z najlepszych. To oczywiste. Od początku wiadome było, że poniesie klęskę w obliczu mej wspaniałości. Nie miałabym nic na przeciwko jej eliminacji...
Caroline: Ale nie tylko Cecylia dziś nawaliła... A Ocram? A Evelyn?
Maryse (prychnęła): Dziewczyno, obudź się! W ich drużynie mało ważne jest kto nawalił w wyzwaniu, a kto nie! Ich drużyna jest porąbana. Tam wszyscy są połączeni w jakieś układy, spiski i podstępy... Sam przykład tej historii z naszyjnikiem tamtej frajerki. I do tego widać, że ten wieśniacko ubrany outsider z brodą, bawi się nimi jak marionetkami.
Somila: Ja myślę, że jest dobrym człowiekiem...

Maryse przewróciła oczami.

Caroline: Czyli podsumowując... Może odpaść każdy?
Maryse: Wszystko kwestia tego, kto ma więcej sprzymierzeńców. Chore.

Somila wyraźnie przejęła się.

Somila: To nietaktowne.
Maryse: Life is brutal, laluniu. Wszyscy walczymy o ten milion.

Wtem do domku weszła przez okno Sheila, niosąc w jednej ręce... prosiaka.

Caroline: Sheila, czy... Czy to jest ten prosiak z wyzwania?
Sheila (patrzy na Caroline zdziwiona): Tak, a czemu ty pytać?
Dariusz: Nie zwrócisz jej Chris'owi?
Sheila (patrzy na nich jak na oszołomów): Jak to? Przecież ja go upolować i teraz on być mój przyjaciel!



Twarze wszystkich zebranych przybrały bardzo dziwnego wyrazu. Caroline po chwili wybuchnęła śmiechem, Somila pochyliła głowę ku podłodze, kryjąc swoje rozbawienie, a Dariusz rozśmieszony wstał, by przyjrzeć się zwierzęciu. Jedyna Maryse, patrzyła na dzikuskę z obrzydzeniem i ukryła głowę za czasopismem plotkarskim, kompletnie ignorując jej obecność.

Sheila: Ja już się z nim zaprzyjaźnić. On nazywać się Bubu!

Somila wstała z podłogi i pogłaskałą prosiaka, po grzbiecie.

Somila (uśmiechając się ciepło): Jaki on słodki! Widzę, że go umyłaś.
Sheila: Ja przed chwilą go umyć na plaża.

Maryse parsknęła szyderczo.

Maryse: Psycholka.

Prosiak wyciaga swój malutki ryjek w stronę Somili i przyjaźnie wierci się łapkami na jej widok.

Sheila: On cię chyba polubić!
Somila (uśmiecha się): Heh, na prawdę tak myślisz?

Sheila przekazuje Somili prosiaka do rąk. Somila na początku czuje się nieswojo, ale po upływie zaledwie minuty już kochała świnkę jak swego pupila.

Somila: Musimy go zatrzymać! Jest tak słodki.
Maryse (oburzona podniosła się z łóżka i rzuciła czasopismo w kąt): Chyba cię pogięło! Wystarczy mi już mieszkanie w jednym miejscu z wami! Więcej prosiaków mi nie trzeba.
Dariusz (głaszcze Bubu): Hihi, sądzę, że Karolina powina podjąć tą decyzję!
Caroline (uśmiecha się do prosiaczka): Nie, lepiej po prostu zagłosujmy, poprzez podniesienie dłoni. Kto jest przeciw zatrzymaniu Bubu?

Maryse podniosła jako jedyna rękę.

Caroline: A kto jest za?

Wszyscy oprócz Maryse podnieśli ręce. To rozjuszyło dziewczynę.

Maryse: Uch! Ale macie tego wieprza trzymać ode mnie z daleka!

Maryse wściekła wyszła z pokoju sypialnianego i udała się w kierunku sauny.

Tymczasem w namiocie Niebiańskich Ptoków...
W środku siedzieli sobie Ocram i Cecylia. Cecylia czesała włosy, a Ocram strugał coś z drewna znudzony.
<pz> Ocram: Nie wiem co się stało w mojej relacji z Cecylią. Na początku było między nami okej, ale potem nastąpił ten przełom z eliminacją Cypriana i... Niewiem co w sumie jest teraz.

Cecylia (nadal czesząc włosy): Co tam... strugasz?
Ocram (przyjrzał się temu co wystrugał): Ja... Yy... Sam nie wiem. Wygląda w sumie trochę jak żółw.
Cecylia (udaje zaciekawioną): Acha.

Zapadła niezręczna cisza.

Ocram: Okej... Mam pytanie. Pewnie nie będziesz chciała na nie odpowiadać, ale... Czemu przerwaliśmy naszą... Hm... Przyjaźń? Tak, myślę, że się przyjaźniliśmy.
Cecylia: Ja nie przyjaźnię się ze zdrajcami.

Ocram uniósł brwi zdziwiony.

Ocram: Masz mnie za zdrajcę? Dlaczego?

Cecylia odłożyła szczotkę do swojej torby i skierowała swój wzrok na twarz Ocrama.

Cecylia: Wiem, że wraz z Devonem, chcecie się mnie pozbyć. Wiem o waszym sojuszu. Wiem o wszystkim.
Ocram: Ale... Ale my nie mamy sojuszu. Zgadza się, ostatnio trochę się z nim skumplowałem, ale nie uczestniczę w jego "planach". Sądzę, że bardziej współpracuje z Henry'm.
Cecylia (kręci głową): Niee. Henry mówi, że nie ufa mu po historii z kradzieżą. Powiedział mi, że Devon chce mnie wywalić i, że ty mu w tym pomagasz.
Ocram: Absurd! Owszem, Devon chce się ciebie pozbyć, ale ja się w to nie mieszam. O wiele bardziej chciałbym się pozbyć Evelyn... Podlizuje się ciągle Henry'emu, a w wyzwaniach jest kiepska!
Cecylia: Henry powiedział mi, że usłyszał waszą rozmowę w saunie, czy coś takiego...
Ocram (zrobił kwaśną minę): Nie wierz Henry'emu we wszytko co ci powie... Pewnie chce naciągnąć cię na głosowanie na mnie.
Ceylia: Może i tak... A dzisiaj zagłosujesz na Evelyn?
Ocram: Raczej tak, a ty?
Cecylia: Zamierzałam głosować na ciebie, bo Devon ma nietykalność... Ale przekonałeś mnie i ufam ci. I niech ci będzie... Zagłosuję na Evelyn. Jak mam być szczera, to powiem ci, że jej nie lubię. Jest taka oschła...
Ocram: I tak trzymać. O kurdę... Coś mi się przypomniało.
Cecylia: Co?
Ocram: Devon gadał coś, że będzie chciał sfałszować głosowanie na twoją niekorzyść...
Cecylia (wstała zdenerwowana): A to szuja!
Ocram (wstaje i kładzie jej dłoń na ramieniu): Spokojnie, przypilnuję go. Z resztą... I tak mu się to pewnie nie uda.
<pz> Cecylia: Już sama nie wiem co mam poczynać! Wierzyć Ocramowi, czy nie? Może on rzeczywiście współpracuje z Devonem i chce odciągnąć moją uwagę, żeby się mnie pozbyć? Chociaż... Wtedy by mi chyba nie mówił o planach Devona. A z drugiej strony, to skoro Ocram nie jest jego sprzymierzeńcem, to skąd wie, jakie są plany Devona? To wszystko mi tu śmierdzi...

Tymczasem gdzieś w lesie...
Henry siedział na jakimś starym pniu i grał na swojej gitarze. Miał zamknięte oczy i śpiewał sam dla siebie, do melodii strun.
W pewnym momencie zza drzew wyłoniła się Evelyn, przyciągnęły ją dźwięki gitary i łagodny męski śpiew. Uśmiechnęła się na widok chłopaka i cicho podeszła do niego. Henry spojrzał na nią z lekkim uśmiechem, nie przerywając śpiewu i kiwnął głową w stronę pieńka stojącego obok niego.




Evelyn usiadła z przyjemnością we wskazanym miejscu i z uśmiechem wsłuchała się w piosenkę. Po jakimś czasie piosenka dobiegała już końca:

Henry:
"And this I promise fromhe heart
I could not love you any better..."


Ostanie słowa piosenki śpiewał bardzo spokojnie ze wzrokiem utkwionym w jej oczach. Na policzkach Evelyn ukazały się drobne rumieńce.

Henry:
"... I love you
just the way you are."

Billy Joel ^^

Gdy piosenka dobiegła końca, Henry zawstydził się i podparł gitarę o swój pień. Evelyn westchnęła cicho.

Evelyn: Pięknie śpiewasz. Nie wiedziałam, że... Myślałam, że preferujesz nieco "cięższą" muzykę.
Henry (westchnął): No i tu mnie masz... Okazało się, że ja ponury, gbur totalny, mam jednak swoją wrażliwą stronę. Mam nadzieję, że tego wszystkim nie rozpowiesz.

Evelyn uśmiechnęła się wpatrzona w chłopaka, jak w obrazek.

Evelyn: Nie bój żaby. Wiesz... Mnie się na przykład podoba... Taki "wrażliwy Henry".

Henry wyraźnie się zawstydził i również spojrzał na dziewczynę.

Henry: Heh, wiesz... Cieszę się. Bo... Bo w sumie... Ty podobasz mi się taka jaką jesteś. Jesteś jedyną osobą w tym programie, którą udało mi się polubić. Jedyną przyjaciółką.

Evelyn potarła się po policzku, próbując ukryć swoje "cholerne rumieńce".

Evelyn: Taak. Przyjaźń to piękna rzecz...

Zapadła cisza. Okropna, nieznośna cisza.

Henry: Może zagram coś jeszcze?
Evelyn (od razu odpowiedziała): Och, tak! To znaczy... Yyy, jasne. Z miłą chęcią.

<pz> Evelyn (wkurzona): Żeby było jasne! Nie czuję nic do... (zaniemówiła) Nie zadurzyłam się w... (kolejna pauza) Ech. (zrezygnowana) Czemu to musi być takie trudne...?
<pz> Henry: (daje sam sobie z liścia) Ogarnij się, facet. Walczysz o milion baksów! (plask) Przestań uganiać się za tą ładną i inteligentną dziewczyną! (plask) Musisz zachować twarz bezwzględnego stratega! (plask) Ałaa, moje policzki. Nie mogę już tak dłużej...


Nadchodzi wieczór i pora głosowania. Niebiańskie Ptoki zbierają się wokół pokoju zwierzeń, w którym jak co ceremonię znajduje się urna na głosy.
<pz> Evelyn: Henry, namówił mnie, abym głosowała na Ocrama... W sumie z własnej woli, bym tak nie zagłosowała, ale... Wierzę w strategie Henry'ego.
<pz> Ocram: Oddaję swój głos na Evelyn. Jest słaba w wyzwaniach i stoi po stronie Henry'ego...
<pz> Henry: Głosuję na Ocrama. Zbyt duży rywal. Może mi zagrażać.
<pz> Devon: Hahaha! Żegnaj ksieżniczko! Nie pozbędziesz się mnie! (trzyma garść głosów na Cecylię)




I jest po głosowaniu.
Piątka Ptoków stawia się na ceremonii ze swoimi pochodniami.


Chris: Witam serdecznie naszych dzisiejszych luzerów! Jak samopoczucia?
Devon (wyszczerzony): A świetnie, świetnie.
Chris: Miło to słyszeć, szczególnie, że mało mnie ten fakt mnie interesuje. Chciałbym już przejść do ceremonii. Czeka mnie masaż tajski, po wszystkim, więc załatwmy to dziś szybko, ok?
Evelyn: No problem.
Chris: To zacznijmy dziś od naszych "nietykalnych". Devon i Henry, przejdźcie do strefy bezpieczeńswta.

Obaj udali się w wyznaczone miejsce ze swymi pochodniami.

Chris: Okej, jest was jeszcze trójka tutaj... O swoje losy nie musi się martwić...



Dramatyczna pauza.

Chris: Cecylia, możesz przejść do bezpiecznej strefy!
Devon: Co?!?!

Cecylia z satysfakcją przechodzi do strefy bezpieczeństwa. Na jej twarzy widnieje tajemniczy uśmiech.

Devon: A-a-ale jak to możliwe?!
<pz> Devon: Przecież podmieniłem głosy! Co mogło mi się nie udać?!
Cecylia (patrzy na chłopaka podstępnie): Panicz zdziwiony?

Devon zaniemówił.

Chris: Okej, kontynuując... Ocram i Evelyn. Jedno z was pożegna się zaraz z programem! Oboje nie spisaliście się na wyzwaniu... Tak więc... Decyzją większości głosów, dzisiaj opuści nas...











































...


















































...





























...




















...



























...









...










...







...















...












Chris: Evelyn dostałaś 5 głosów! Nawet od siebie! Żegnamy!
Evelyn: CO?! Nie głosowałam na siebie!
Henry: CO?! To on powinien odpaść, starannie wszystko obliczyłem!



Wskazuje palcem na Ocrama.

Ocrama: Ja? A to czemu?

Devon ożywia się.

Devon (wskazuje palcem na księżniczkę): Nie, nie, nie! To ona miała odpaść!
Cecylia: Milcz oszuście!

Wybucha wielka kłótnia. Wszyscy przekrzykują się jeden przez drugiego, a Chris robi się czerwony ze wściekłości.

Chris: CISZAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!

Wszyscy zamilki wystraszeni głośnym krzykiem prowadzącego.

Chris: Evelyn, pakuj swoje manatki. Odpadasz.

Chris gasi jej pochodnię i odchodzi zbulwersowany na swój upragniony masaż. Evelyn westchnęła i opuściła głowę.

Evelyn: To niesprawiedliwe...

Henry kładzie jej dłoń na ramieniu.

Henry: Chris to drań. I ten kto podmienił te głosy ostro pożałuje. Zemszczę się za to cię spotkało.

Evelyn podniosła głowę do góry. Uśmiechnęła się do chłopaka i przytuliła go.

Evelyn: To słodkie, ale... Na prawdę nie musisz... Odpuść sobie.
Henry: Przysięgam, że zrobię co w mojej mocy, by ten ktoś...

Nie dokończył, bo Evelyn skutecznie uciszyła go poprzez złożenie na jego ustach subtelnego pocałunku.

Chef: Koniec czułości!

Chef wyrwał Evelyn gwałtownie z pocałunku i wrzucił ją na tratwę.
Pożegnali się bez słów, wpatrzeni w siebie jak zaklęci. Evelyn oddalała się coraz bardziej na tratwie pchanej po wodzie przez wiatr.




Henry (pod nosem do siebie): Będzie mi ciebie brakować.

Cecylia i Ocram uśmiechnęli się do siebie tajemniczo. Devon ze skwaszoną miną spojrzał na tą dwójkę, po czym zatrzymał wzrok na Henry'm. Henry uśmiechnął się spokojnie do chłopaka i kiwnął do niego głową. Devon mrugnął do niego. Ptoki udały się w ciszy do namiotu.





"Ale kto podmienił głosy na Evelyn?" - pytacie zapewne.

To powinno wam rozjaśnić nieco tą sprawę...


<pz> Cecylia: (otwiera urnę) Ojejku, ile głosów na mnie! Ocram miał rację! Devon, rzeczywiście podmienił głosy! Wiem, jak wynagrodzić Ocramowi tą wierność... (wyciąga z kieszeni garść głosów na Evelyn) On chce się pozbyć Evelyn, to ja mu w tym pomogę... (uśmiecha się do kamery tajemniczo)



    Koniec części drugiej.


_________________________________________________
Już nie usuwałem im tych nietykalności, bo i tak żaden z nich nie był zagrożony pod względem głosów. Gdyby tak było, kazałbym Chrisowi je usunąć. ;)

To już mój drugi odcinek FTP i cieszę się, że mam zaszczyt uczestniczyć w kształtowaniu się całości tego wspaniałego przedsięwzięcia.
Zdaję sobie sprawę z tego, że miałem małą wpadkę, po której rozgorzały różne dyskusje, ale miejmy to już za sobą i skupmy się na fabule. :3
Ponownie dodałem swoje rysunki-bazgroły. Mam nadzieję, że nie będą zbytnio przeszkadzać czytelnikom.

Szczegółowy wynik głosowania:

Cytat:
Evelyn: 4
Cecylia: 2
Ocram: 2
Henry: 1
Devon: 1

Zuzolot - 2012-02-02, 18:06

Kompletnie nie podoba mi się zachowanie Cecylii! No błagam! Nie róbcie z niej złego charakteru! :/ Pisałam przecież do Ciebie Ghosta, żebyś z nie robił z niej wrednej laski i co? Szkoda, czasu na wysilanie się jak ma wyglądać postać, bo i tak nie korzystasz z moich uwag.
Qazty - 2012-02-02, 18:24

U ptoków nieźle się dzieje. Wydaje mi się, że teraz drużyna podzieli się na dwie grupy. Tylko nie mam pojęcia która, wygra. Henry będzie musiał wrócić do sojuszu z Devonem (no chyba, że wymyśli coś lepszego), a przeciwko nim będą Ocram i Cecylia. Przy okazji zdziwiło mnie, że to Cecylia podmieniła głosy. Już prędzej obstawiałbym, że zrobił to Ocram aby ją uratować (ewentualnie mógł powstrzymać Devona przed zamianą głosów). Cecylia nie pasuje mi w roli czarnego charakteru.
Poza Cecylią to końcówka w porządku. Fajny pomysł ze świnką. Może być z nią śmiesznie. Oby tylko nie było z nią takich akcji jak z Morsio-Szarikiem w FTP2.

LeShawna - 2012-02-02, 18:35

Właśnie, oby ze świnką nie było takich akcji jak z Morsiem. Ale podoba mi się pomysł, bo może to zbliży Sheile i Somile.

Nareszcie! Maryse dla mnie była przedstawiona dokładnie tak samo jak ja ją widzę, więc czuję, że zaczynasz ją czuć.
Somila była też całkowicie dobrze przedstawiona. No może ja bym nie napisała, że mówi: "ale słodka" ale to takie szczegóły.
Ogólnie wulkany bardzo dobrze przedstawione.

Co do Ptoków:
Nie podoba mi się, że Cecylia jest robiona na czarny charakter. Tak, to jest ciekawe, ale sądzę, że ma ona również inne ciekawsze cechy. Od kilku odcinków jest taka tendencja, więc to nie tylko twoja wina. Sam fakt podmiany głosów jest ciekawy, bo.... nie spodziewałam się.

Jak dla mnie zepsułeś całkowicie Evelyn. Nie ten typ postaci. Trochę czułam się jakbym czytała o Gwen. No i było widać, że na siłę chcesz zrobić jej wątek i Henrego, więc postanowiłeś zrobić mega rozwinięcie i zakończenie tak, aby Henry miał też wątek miłosny. Jak dla mnie Evelyn jako postać ucierpiała i straciła to właśnie co mi się w niej podobało.

Nie mniej druga część mi się podobała. Rysunki (szczególnie pochodnie - bo mam ich taką samą wizję) bardzo pomagają wyobrazić niektóre sytuacje. Ogólnie odcinek mi się podobał, a to co nie no to już napomknęłam wyżej.

Anastazja - 2012-02-02, 18:51

Odcinek w całości przyjemnie się czytało, przez co bardzo mi się podobał. Wszystko umilały rysunki, dzięki którym mogliśmy sobie wszystko wyobrazić.

No, może po za jednym szczegółem.. Szkoda, że odpadła Evelyn. :(
Uwielbiam ta postać pod wieloma względami, dużo ciekawsza postać od samej Gwen.
Wątek z Henrym mnie zaskoczył, pozytywnie. Nie jestem jednak do końca pewna, czy tak by zareagowała.
Akcja ze świnką w Wulkanach trafiona, i podoba mi się. Ogólnie to w tym odcinku wszystkie postacie które reprezentują ten team dobrze zostały poprowadzone.

Zaskoczyła mnie zmiana głosów przez Cecylie.. Nie spodziewałam się. Tak jak Qazty byłam pewna, że to sprawka Ocrama.


Nie spodziewałam się ostatnich dwóch eliminacji przez co jest mi przykro, bo odpadły dwie fajne osoby.

Ghost - 2012-02-02, 18:59

Nie miałem na celu robienia z Cecylii czarnego charakteru. Sądziłem, że w obliczu zagrożenia takiego jak eliminacja zdolna by była do podmienienia głosów, by nie odpaść. A jeśli chodzi o coś innego to może rzeczywiście zboczyłem w pewnym momencie z dobrej ścieżki w trakcie odzwierciedlania charakterów niektórych postaci...
Hm, przepraszam w każdym razie. Nie każdemu zawsze można dogodzić. :)

Dwuogoniasty - 2012-02-02, 19:35

Fajny odcinek i dobry pomysł z ilustracjami. Tak coś mi się wydawało że dojdzie do podwójnej zamiany głosów :D Co do zachowania Cecylii można zawsze przyjąć, że wyspa miała na nią taki wpływ. Z drugiej strony trzeba wziąć pod uwagę to, że różne osoby piszą różne odcinki i różnie przedstawiają postacia. Jednak najfajniejszą rzeczą w odcinku była świnka ^^.
Skeya - 2012-02-03, 13:43

Henry, Henry, Henry...

Dlaczego Cecylia zamieniła się w kogoś, kim w ogóle by nie była? Na każdym rysunki ma beznadziejnie przewrotną minę.

Świnka jest na plus, ale będzie mieć ona syndrom Morsio-Szarika, jak nic.

Hm, miałam coś jeszcze napisać... A, właśnie. Ta część odcinka była raczej pisana na wzór opowiadania, nie sądzisz? :) Nie twierdzę, że to źle.
Jednak, pierwsza część bardziej mi przypadła do gustu. Większość charakterów było zachowanych.

Cytat:
Jak dla mnie zepsułeś całkowicie Evelyn. Nie ten typ postaci. Trochę czułam się jakbym czytała o Gwen. No i było widać, że na siłę chcesz zrobić jej wątek i Henrego, więc postanowiłeś zrobić mega rozwinięcie i zakończenie tak, aby Henry miał też wątek miłosny. Jak dla mnie Evelyn jako postać ucierpiała i straciła to właśnie co mi się w niej podobało.


True story.

Lockedo - 2012-02-03, 18:30

Cecylia.
Na.
Ostatnim.
Rysunku.
Jej.
Mina.
OMG. Zacząłem się śmiać na cały głos. Ten rysunek jest po prostu boski. W tym odcinku było jednak dużo OOC... Henry wydawał się za miły. Fakt, jest twoją postacią i teoretycznie mógłbyś go zamienić nawet w emo, ale nawet nie marzyłem, że może mieć jakąś lepszą stronę. Evelyn... cóż. Też została baardzo zmieniona. Cecylii dodano trochę pikanterii, nie tak sobie ją wyobrażałem. Myślałem, że ona jest miłośniczką sprawiedliwości, miła dla każdego, inteligentna, mówiąca 'literackim' językiem, charyzmatyczna... Ale to może tylko moje wyobrażenie. Nie podoba mi się, że podmieniła głosy. Bardziej widziałbym w tej roli Ocrama, który chciałby uchronić przez odpadnięciem Cecylię. Swoją drogą, byłby fajny wątek, Cecylia by się dowiedziała o podmianie głosów i robiłaby wyrzuty obu (Devonowi i Ocramowi) że próbowali złamać zasady. :-P Ale to tylko moja wyobraźnia.

Niezbyt szczerze mówiąc podobała mi się ta część. Jednak początek tej części był świetny. Fajny pomysł ze świnką. Wiem, że ja byłem najbardziej 'anty' w FTP2, hejtowałem wszędzie Morsia, ale teraz myślę, że on był całkiem fajny. ;-) (swoją stroną, tak samo miałem z Marciem, ale to inna historia)

Qazty - 2012-02-03, 19:32

Lockedo napisał/a:
Cecylii dodano trochę pikanterii, nie tak sobie ją wyobrażałem. Myślałem, że ona jest miłośniczką sprawiedliwości, miła dla każdego, inteligentna, mówiąca 'literackim' językiem, charyzmatyczna...
Wiedziałem, że coś mi nie pasowało w zachowaniu Cecylii tylko nie potrafiłem dokładnie tego określić. Po przeczytaniu twojego posta przeczytałem jej charakterystykę i tam jest napisane, że Cecylia nie znosi oszukiwania.
Niestety Ghost wychodzi na to, że nieumyślnie zrobiłeś z niej hipokrytkę. Mam nadzieję, że Cecylia zostanie naprawiona(?) w kolejnych odcinkach.

Lockedo - 2012-02-03, 20:58

Właśnie dlatego mnie to zdziwiło, że Cecylia podmieniła głosy... Cecylia raczej by tak nie postąpiła, myślę, że przyjęłaby przegraną (nawet podmienioną) z 'głową do góry', ale to tylko gdybanie... nie mniej aż tak źle nie było w tym odcinku z księżniczką.
Silny - 2012-02-04, 14:33

Przeczytane. I cóż? Nawet mi się podobało. Nawet prawie bardzo. Choć moja opinia raczej różni się od ocen większości tu komentujących. Tsa... znowu z mojej strony wszystko będzie na opak.

Przede wszystkim muszę pochwalić wątek ze świnką. Superaśny, czadowy, pomysłowy. To pierwsze skojarzenia jakie mi się po nim nasunęły. W pierwszej części były wilki, w drugiej prosiaczek. Ghost ma po prostu talent do wymyślania wątków ze zwierzętami :-> . Ale wytłumaczy mi ktoś może o co chodziło z tym całym Morsio-Szarikiem? Zdaje się, że wtedy jeszcze nie czytałem FTP...

Zachowanie Cecylii faktycznie było trochę dziwne, ale nie narzekam. Było jeszcze do przyjęcia, w końcu działała pod presją. Natomiast - i tu wyjdzie jaki kontrowersyjny jestem - nie podoba mi się taka Maryse. Nic tylko siedzi i narzeka; wydaje mi się przez to bardzo nieciekawą, wręcz nudną postacią. Wolałbym żeby od czasu do czasu zaprezentowała się też z innej strony.

Cieszę się, że odpadła Evelyn. Ze wszystkich pozostałych w grze postaci wnosiła najmniej do fabuły. Do tego jej wątek został odpowiednio zakończony - może było trochę za bardzo przesłodzony i w stylu pary G+T, ale też można to przełknąć. Nie było źle.

Gramatycznie, składniowo etc. odcinek był bez zarzutu. Rysunki też świetne, naprawdę ŚWIETNIE dopełniające całą opowieść. Dzięki nim całość czytało się jeszcze przyjemniej.

Coś jeszcze? Hmm. Był to pierwszy odcinek, czy nawet pierwszy fragment odcinka w którym Dariusz nie miał swoich schiz. Też dobrze, bo były niepotrzebne, zwłaszcza gdyby je wciskać do niego na siłę. Czasem warto też docenić pracę za to, że NIE MA w niej różnych szkodliwych rzeczy (choć jest pokusa, by je do niej wstawić). Dlatego ogólnie daję kciuk w górę i jestem "na tak" jeśli chodzi o ten odcinek. (Nawet) dobra robota.

Ale się rozpisałem... mam nadzieję, że ktoś to przeczytał. I wyjaśni mi ocb w tym Morsio-Szarikiem ;-)

Jaaaa - 2012-02-04, 16:33

Silny napisał/a:
nie podoba mi się taka Maryse. Nic tylko siedzi i narzeka; wydaje mi się przez to bardzo nieciekawą, wręcz nudną postacią. Wolałbym żeby od czasu do czasu zaprezentowała się też z innej strony.

Szczerze, to cieszę się, że właśnie tak to odbierasz, ponieważ gdy tworzyłem Maryse, to taka miała być. Nic nie robiąca i tylko narzeka. Maryse już raz się pokazała z innej strony, gdy pomagała Emmie w szukaniu ubrań. Wszyscy wiemy jak to wyszło.
Nie podoba mi się, jeśli ktoś porównuje Maryse do Heather. To są zupełnie inne postacie, więc do piszących - proszę, nie róbcie z Marysi drugiej Heather.

Cecylia zła? Zły pomysł.

A co do świnki, to pachnie mi tu Morsio-Szarikiem. Trochę szkoda, że gdy MS wszedł do gry to 70% forum się oburzyło, że jak? dlaczego? jakim prawem? a gdy teraz świniak wchodzi do gry to wszystkim się podoba. Miło.

Good luck, Skeya.

Qazty - 2012-02-04, 18:05

Silny w FTP2 wprowadzono pieska o imieniu Morsio. Jednak wielu osobom się on nie podobał i uważali, że akcja się za bardzo na nim skupia. Była potem zażarta kłótnia o to czy go zostawić cczy wyrzucić. Ostatecznie był chyba w około 6 odcinkach.
Jannx - 2012-02-04, 20:45

tak swoją drogą Morsio był dość tajemniczą postacią. Miał niewyjaśniony konflikt z Ellie.
ponurakosa - 2012-02-04, 21:58

Z tego co pamiętam to Morsio zabierał wątki postaciom, bo stał się agentem.
Liczę, że z Bubu będzie tak jak z Panem Kokosem Owena.

EDIT: Byłam dość blisko.

Skeya - 2012-02-06, 18:43

Odcinek 7 – Luk Davy’ego Jonesa. ARGHHH!


Cecylia obudziła się na środku lasu. Przeszedł ją dziwny dreszcz. Śniło się jej, że podmieniła głosy przed ceremonią...

"Ojejku, ile głosów na mnie! Ocram miał rację! Devon, rzeczywiście podmienił głosy! Wiem, jak wynagrodzić Ocramowi tą wierność..."


Zerwała się na równe nogi. Nie pamiętała jak się tutaj znalazła. Czyżby zasnęła jeszcze przed ceremonią? I co ten sen właściwie mógł oznaczać? Nie zachowywała się jak ona... Dlaczego więc we śnie akurat koncepcja bycia złą i cyniczną nawiedziła ją właśnie teraz?
Chyba wiedziała kto może pomóc jej odszyfrować jej zawiły sen. Teraz jednak powróciła pędem do obozu, aby nie przegapić właściwej ceremonii.


Następnego dnia...

Przyczepa vipowska. Łazienka prowadzącego.


Chris: <ćwicząc przed lustrem> Konichiwa minna-san! Genki desu ka? Watashi-itachi no...
Szef: Chris!
Chris: Doushite?
Szef: Zły dubbing!
Chris: Nani?
Szef: Złego duba masz! Źle podłożony!
Chris: Kuso! Naze da?!
Szef: A skąd mam to wiedzieć?!
Chris: E... Etto... <kaszle> Akhem! O już. Czy dobrze mnie słychać? A widać też dobrze? <pręży swoje ciało do kamery> Czy mój uśmiech widać?
Szef: Aż za dobrze.
Chris: To przez dzisiejszego sponsora takie wielkie zmiany.
Szef: Zmiany, jakie znowu zmiany? I od kiedy FTP ma sponsora?!
Chris: Jest to japoński inwestor, więc bądź dla niego miły. To może zasponsoruje nasz wyjazd w Alpy.
Szef: <brak ekscytacji> Hura, niech żyje.
Chris: Nie będziemy go na razie przedstawiać, bo... nie!
Szef: Logiczne. To ten koleś wymyślił dzisiejsze zadania?
Chris: Szefie, nie spoilerujemy!
Szef: Ups, sorki.

Piekielne wulkany

(Adnotacja do odcinka nr 5)

Sheila: Dariusz, Dariusz! <ciągnie go za rękę>
Dariusz: Co się stało? Coś zagraża Karolinie?

Dziewczyna całą drogą ciągnęła chłopaka do dżungli. Była dziwne podekscytowana, a jednak próbowała zachować jako taki spokój. Nie minęło parę chwil, a znaleźli się obok wielkich, starych drzew. Na nich zagnieździła się... małpka.

Sheila: <wydaje z siebie zwierzęce dźwięki>

Małpa się poruszyła, po czym zeskoczyła na ziemię i nieco lękliwie podeszła do dzikuski.

Sheila: Dariusz, Dariusz!

Dziewczyna w pewnym momencie się zdenerwowała, bo nie mogła znaleźć odpowiednich słów, aby mógł ją zrozumieć. Po chwili wskazała na niego i powiedziała „Dariusz”. Potem wskazała na małpkę i rzekła ”Mana”. Dariusz poczuł się nieco speszony.

Dariusz: Sheila, nie chcę ci psuć humoru, ale ja muszę znaleźć mą Karolinę... Już dawno jej nie napisałem wiersza...

Odszedł bez cienia wątpliwości. Sheila spojrzała na małpę i się zasmuciła. Wilki, ale także małpki były jej bliskie. Chciała, żeby Dariusz poznał ich wszystkich... Zwierzę instynktownie zauważyło smutek bliskiej osoby. Położyło swoją łapę na jej ramieniu. Przeczuwało, że Sheila zaczyna lubić tego dziwnego człowieka z dwiema parami oczu...


Somila siedziała na pomoście, nieco zapatrzona w dal. W dłoni trzymała rudrakszę, która pozwalała nieco się jej skupić. Czas na medytację. Ammmm....

Caroline: Hej, przeszkadzam?

Somila otworzyła oczy.

Somila: Nie...
Caroline: Pewnie jest ci ciężko, co?
Somila: Hm...
Caroline: Widzę, że nie masz humoru na nic.
Somila: To nie tak. Po prostu jestem oszczędna w słowach. Czasami lepiej coś przemilczeć niż mówić bez namysłu.
Caroline: Właściwie masz rację...

Caroline przegryzła wargę. O tej rozmowie myślała dosyć długo.

Caroline: Chciałabym z tobą porozmawiać o sama wiesz kim.
Somila: Czy naprawdę jest sens?
Caroline: Obawiam się, że to zaszło za daleko.


Somila: Nie chciałabym się otworzyć przed nią. O mało co nie powiedziałabym jej, że... że ostatnio postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i dać mu nauczkę. Nie wiem czy dobrze postępuję. Nigdy nie czułam takich negatywnych uczuć.


Maryse przemierzała właśnie obóz (lub coś na jego kształt). Zauważyła, że pojawiła się jakaś nowa ekipa stażystów oraz kamerzystów. Ukryła się za przyczepą Chrisa, po czym zaczęła się zastanawiać nad motywem przewodnim dzisiejszego dnia. W pudełkach dostrzegła plastikową papugę, flagę zdjętą z masztu, tandetne ubrania oraz opaski na oko.

Maryse: Że co? W sensie, że mamy się bawić w piratów czy jak? Co za frajernia...

Nie tylko ona sama bawiła się w szpiegowanie. Nagle poczuła coś wilgotnego przy swojej nodze... A gdy zobaczyła małą świnkę, która lizała jej stopę, wrzasnęła na cały regulator tak, że nawet Sheila, będąc w środku gęstej dżungli, usłyszała ją.

Maryse: <ze złością> Qu’est-ce une racaille!



Niebiańskie ptoki

Henry siedział nad brzegiem rzeki, rzępolił delikatnego blue’sa na gitarze. Rozmyślał nad kwestią sojuszu z Devonem. Wiedział, że musi go w jakiś sposób odbudować, jednak nie mógł ryzykować. Jego kalkulacje matematyczne były dosyć niekorzystne. Cholera...

Devon: Co tam?
Henry: Huh? O, siema. Rozumiem, że już po klątwie i wszystko wraca do normy?
Devon: Tak... Jakby.

Devon: W naszej drużynie zostały 4 osoby. A on pewnie myśli, że dalej mamy sojusz. Dwa sojusze na 4 osoby? Chyba sobie w kulki leci. Ale, nikt nie powiedział, że nie mogę udawać, że wciąż mamy sojusz... <tajemniczy uśmieszek>

Pozostali z drużyny postanowili odbudować dawny obóz Wulkanów, który dzierżawili po ostatnich zadaniach. Namiot ostatniej nocy został zalany, więc należało jednak trochę ogarnąć teren po ostatnich zjawiskach atmosferycznych. No, właściwie tylko Ocram pracował. Cecylia siedziała niedaleko, bardzo intensywnie się nad czymś zastanawiając. Patrzyła jak blondyn niesie ciężkie drewno, z którego niedługo powstanie inne prowizoryczne schronienie.

Ocram: Ej, nie siedź tak sama. Pomożesz mi?
Cecylia: Obawiam się, że nie będę w stanie.
Ocram: A to niby czemu?
Cecylia: Nie jestem przyzwyczajona do takiej pracy...
Ocram: Ale to nie wymaga wielkiej siły, możesz np. nabijać gwoźdźcie do desek.
Cecylia: <wątpiącym głosem> Co robić?
Ocram: Hm... jakby ci to...

Nagle po całej wyspie rozniósł się głos Chrisa, który brzmiał mniej więcej tak: „Obozowicze! Wstajemy! Mamy dzisiaj dużo do roboty! Natychmiast zbiórka!”. Obie drużyny bardzo niechętnie spotkały się razem. Ich oczom ukazał się Chris w kostiumie pirata z pierwszego sezonu TDI oraz Szef, który o dziwo nie był ubrany w nic upokarzającego.

Chris: Witajcie! Za chwilę zjecie pożywne śniadanie, a potem zaczniemy zabawę.
Caroline: Pożałuję tego, ale dlaczego jesteś tak ubrany?
Chris: Kostium jest symboliczny. Nie ma właściwie nic wspólnego z dzisiejszym dniem oprócz tego, że chcę udobruchać naszego nowego sponsora...
Szef: <z rozmarzeniem> Alpy...
Caroline: ?

Na stołówce atmosfera była bardzo ciężka. Somila zrezygnowała z posiłku na rzecz dalszej medytacji, Caroline próbowała odpędzić od siebie Dariusza, Sheila jadła ręką z miski, od czasu do czasu dając swoją porcję śwince, Maryse stwierdziła, że nie ma sensu siedzieć z tymi ‘złamasami’, po czym wyszła.
Ocram oraz Cecylia siedzieli obok siebie i rozmawiali o królestwie księżniczki. Henry, poważny, jak nigdy siedział oparty o ścianę. Nigdzie nie było widać Devona.


Szef: Jedźcie! Zmarnowałem 10 minut swojego cennego życia na tą potrawę!
Ocram: Wszystko jedno...

Po chwili wpadł zadyszany Devon. Usiadł obok Henry’ego.

Henry: A ty gdzie łaziłeś?
Devon: Musiałem załatwić pewną sprawę...
Henry: Znowu nawrót kleptomanii?
Devon: Możliwe, ale nie bój żaby.

Henry: Nie podoba mi się jego zachowanie. Chce ryzykować? Nikt na to się już nie nabierze.
Devon: Dałem sobie siana z naszą drużyną, bo nie ma to większego sensu. Muszę być miły dla tamtego duetu, bo inaczej wypadnę z gry. Ale jeśli dobrze to rozegram... Hm.


Devon: Ej, mam pomysł. Chcesz się zabawić kosztem tamtej drużyny?
Henry: Czemu nie? Robi się coraz nudniej.

Dopiero kiedy Ocram oraz Cecylia wyszli kończyć swoją pracę, Devon wyjął z kieszeni swoją niezawodną procę. Henry naładował działko, po czym struga mazi wylądowała na głowie Sheili.

Sheila: <ze zdziwieniem> Dokład-ka?
Caroline: Ej, co to miało być?
Henry: Sorry, celowałam w ciebie.
Caroline: Co takiego?!

Za moment Caroline oberwała w twarz. Dariusz wstał z ławki.
Dariusz: <swoim bardzo męskim głosem> Co to, to nie, łobuzy! Zabraniam wam wrzucać w moją...
Caroline: Dam sobie radę, Dariusz! <szykując pocisk>
Dariusz: Tak jest, pralinko...

Dariusz: Ach... Karolina spełnia wszystkie kryteria wróżki! Teraz jestem pewien, że będzie dobrą żoną. Gdy jest agresywna, a zarazem asertywna, to wygląda wtedy tak kobieco...

Somila dostała w ramie. Jednak nawet się nie poruszyła. Sheila natomiast starała się każdą porcję jedzenia złapać w locie buzią. Caroline razem z Dariuszem (, który właściwie nic nie robił, a patrzył na nią) ruszyli do ataku. Już mieli zaatakować chłopaków z przeciwnej drużyny, gdy do pomieszczenia wparował Chris.

Chris: Skończyli jeść?
Caroline/Henry/Devon: NIE!
Chris: To super, idziemy, raz, raz! Davy Back fight sam się nie zrobi.
Henry: Dejwi bak co?
Chris: Jakbyś mnie słuchał, to byś wiedział, idziemy!

Po wyjściu ze stołówki oczom uczestników ukazał się przekształcony nieco obraz wyspy. Na wschodzie zrobili parodię toru do biegania, gdzie niegdyś stał amfiteatr, na zachodzie natomiast sztuczne wzniesienia blisko morza. Były to dosyć widoczne, fabryczne zmiany terenu wyspy.

Henry: Co do cholery? To musiało sporo kosztować.
Chris: E tam, sponsora w końcu mamy.
Caroline: <przewraca oczami> Nieważne.
Chris: Ważne, ważne. Nasz sponsor oraz scenarzysta wymyślili sobie, że zrobimy dzisiaj ‘piracką’ zabawę zwaną Davy Back Fight (cokolwiek to do licha jest). Pierwsza konkurencja o wdzięcznej nazwie „Donut Race” odbędzie się na wodzie. Zapraszam do łodzi.

Na brzegu znajdowało się kilka kajako-podobnych łodzi. Ich liczba była ograniczona, więc zawodnicy musieli dobrać się w kilka par.

Herny: Ja płynę sam!
Ocram: Jak tam chcesz.

Henry: Nie jestem aż TAK głupi. Devon boi się wody, a księżniczka i Tarzan będą współpracować. Muszę się wziąć w garść.


Dariusz: Karolinko! Miejsce w moim kajaku już się dla ciebie grzeje~!
Caroline: Tak mi przykro... Chociaż nie, w ogóle. Ja płynę z Somilą!

Dariusz: Ten władczy ton...

Sheila: Dariusz, Dariusz! Ja, ja! <macha energicznie dłońmi>

Sheila bez zbędnych ceregieli usiadła na miejscu zarezerwowanym dla Caroline. Bubu, również chciała wziąć udział w zadaniu, więc wskoczyła na kolana dzikuski. Dariusz westchnął ciężko, ale uznał, że cierpienie doda jego miłości jeszcze więcej sensu. W końcu był już pewny, że żaden skejt nie zrujnuje jego planów na przyszłość.

Gdy już wszyscy znaleźli się w łodziach, Chris próbował wytłumaczyć zawiłe zasady DBF. W pierwszej konkurencji drużyny miały za zadanie okrążyć drogą morską calutką wyspę. Co było dosyć proste?

Gdy usłyszeli sygnał, ruszyli wiosłując. Na przód obu drużyn wysunęli się Ocram oraz Cecylia. Jednak, to było dosyć nierozsądne, bo po chwili zahaczyli łodzią o coś dziwnie pikającego w wodzie. Była to podwodna mina. Ich łódka pofrunęła w górę.


Cecylia: AAAAAA!
Ocram: Trzymaj się!

Chris: Obejrzałem każdy odcinek sezonu trzeciego FTP. I stwierdzam, że większość odcinków (żeby nie powiedzieć, że wszystkie!) miała mało wymagające zdania. Tak więc dzisiaj mam zamiar zaszaleć. A, no i koniec już z wygodami dla nich wszystkich. Dzisiejsza nagroda będzie prosta.

Tuż za duetem płynął Henry bacznie patrząc na wodę. Starał się delikatnie omijać miny, ale nabierał też prędkości. Zauważył przy tym, że Devon nawet nie wlazł do łodzi. Stał na brzegu i przypatrywał się temu wszystkiemu z pewnym dystansem.

Devon: Boję się wody, więc darowałem sobie to zadanie. Mam coś do zrobienia. <wyjął z kieszeni paszminę Maryse> He, he...
Henry: Obawiam się, że coraz trudniej będzie mi dojść do porozumienia z Devonem. Dlaczego? To proste, on coś knuje. Ale najgorsze jest to, że nie dzieli się tym ze mną. Jestem w kropce, bo tylko na niego mogę liczyć. Przesrane.


Sheila, gdy tylko zauważyła, że Ocram i Cecylia poszybowali w powietrzu, zaczęła nerwowo poszukiwać min. Świnka ze strachem w oczach przytuliła się do nóg dzikuski. Co chwilę chrumkała donośnie. Dariusz nie bardzo wiedział co robić. W momencie nadziania się na ładunek wybuchowy, Sheila balansowała w powietrzu łodzią, aby wylądować na kolejnej minie. Dariusz co chwilę wrzeszczał panicznie, a świnka obawiała się najgorszego – powrotu do rzeźni.

Dariusz: Mam nadzieje, że to przeżyję! Zrobię wszystko dla mojej Karoliny! WSZYSTKO!

Somila: Amm....
Caroline: Dzisiaj cały dzień medytujesz, ale może jednak oderwij się na chwilę?
Somila: Spróbuję, ale dzisiaj kumuluję w sobie duże pokłady energii. Mam nadzieję, że pomogą mi one zapomnieć o Spajku.

Nad nimi przeleciała w powietrzu łódź Maryse, która miała potarganą fryzurę.

Caroline: Czekaj, jak to zapomnieć?
Somila: Myślę... Myślę, że to jest właściwa opcja. Nie powinnam się była do niego zbliżać. Możliwe, że tak miało być i nie jest nam pisane być razem. I tak by nie było.
Caroline: Ale... jak to?
Somila: Jestem zaręczona z kimś innym i...

Łódka dziewczyn nagle ugrzęzła z mule. Nie było więcej czasu na szczere rozmowy, gdyż zostały w tyle, a środek transportu wcale nie chciał się ruszyć. Jednak wiedząc, że nie ma innego wyjścia postanowiły wyjść z łódki i zaczęły ją popychać do przodu. Przy tym nieźle się ubrudziły.

Wracając do Devona. Wparował on do dawnego domku Ptoków i zaczął przeszukiwać rzeczy Wulkanów. Gdy rozpoznał plecak Dariusza, umieścił w nim delikatnie paszminę Maryse. Po drodze zakosił drobiazgi Caroline. Teraz nieco ochłonął. Co prawda został zdyskwalifikowany i nie mógł już brać udziału ten rundzie pirackiej grze Luku Davy’ego Jonesa, ale postanowił się tym nie przejmować. W końcu pojawiła się nowa ekipa, czyli kolejne stado naiwnych frajerów z wypchanymi portfelami. Uświadomił sobie też jeszcze jeden fakt.

Wszyscy są tak pochłonięci zadaniami, że nikt niczego nie pilnuje.



Wypływając nieco na otwarte morze Henry starał się nie zbaczać z trasy. Zauważył, że Maryse zaczęła go doganiać.


Henry: To znowu ty?
Maryse: Oh nie, źle ubrany outsider z brodą!
Henry: Wypraszam sobie! Zapuszczałem ją dosyć długo!
Maryse: Wszystko jedno, leszczu. Z drogi!

Chłopak uznał, że nie da satysfakcji dziewczynie i postanowił zatarasować swoją łódką drogę. Jednak w momencie zderzenia, gwałtownie od siebie odskoczyli. Między ich łódkami pojawiła się oślizgła, pokryta śluzem macka.

Henry: I dlatego nienawidzę owoców morza! Chodu!

Z morskich głębin wyłoniła się ogromna ośmiornica. Maryse dostrzegła, że na głowie głowonoga potężnego guza. Przeczuwała, że był to wynik machania wiosłami. Za moment obie łodzie były unieruchomione przez skręcone wokół nich macki. Henry, jak przystało na mężczyznę, próbował uratować ‘damę w opresji’. Chwycił wiosło i zaczął nim bić na oślep w ośmiornicę. Jednak Maryse nie była ani zlękniona ani w żadnej opresji. Nieco zirytowana wyrwała koledze wiosło i uderzyła tak mocno zwierzę, że padło od razu. Łodzie wpadły ponownie na ‘tor’ wyścigu.

Maryse: <przyglądając się bacznie swoim paznokciom> O nie, nigdy więcej nie mam zamiaru robić czegokolwiek na tej wyspie. To było ostatni raz, gdy musiałam ratować kogoś, kto nie był mną! Widzicie? Paznokieć mi się złamał!

Henry: Dałbym radę sam!
Maryse: Nieważne.
Henry: Nie dam ci tej satysfakcji!
Maryse: Ty jeszcze gadasz? To mów do ręki, bo głowa i tak cię nie słucha.

Tuż za nimi, zmęczone oraz brudne płynęły Somila i Caroline.

Caroline: Czyli chcesz powiedzieć, że nie możesz z nim być, bo to jest niezależne od ciebie?
Somila: Proszę, zmieńmy już temat...

Nagle usłyszały znajomy głos.

Chris: Koniec zadania!
Henry: Że co? Opłynęliśmy dopiero ¾ wyspy!
Chris: Nie wszyscy. Na mecie już dawno są Sheila oraz Dariusz. Czyli Wulkany wygrywają pierwszą konkurencję.
Wulkany: Łiii!
Chris: Jako, że gramy w piracką grę jaką jest Luk Davy’ego, możecie żądać od przeciwnej drużyny czego chcecie.
Somila: W jakim sensie?
Chris: Gra jest tak elastyczna, że możecie nawet zabrać drużynie gracza. To będzie takie urozmaicenie gry...
Caroline: Na serio?! Nawet potem ta osoba zostaje w naszej drużynie?
Chris: Pewnie.
Caroline: No to super, bierzemy...
Maryse: Hola, hola. Ty nie będziesz wybierać!
Somila: Dziewczyny, proszę...
Dariusz: Karolina ma zawsze rację!
Sheila: On! <wskazała na Ocrama>
Ocram: He?
Caroline: Czekaj, niby czemu on?!
Sheila: <wącha go, potem mierzwi mu włosy> Dobry zapach, dobry! Przypominać mi dom.

Caroline: No nie wiem. Ogólnie nie podoba mi się wymiana między drużynami.
Maryse: Było wziąć tą księżniczkę! Już ja bym jej pokazała co to znaczy zadrzeć z Maryse.


Cecylia: Ale jak to zabrać go nam? Przecież zostanie nas tylko troje!
Chris: E tam, nie panikujemy. To piracka gra! Tak w życiu bywa. Następna konkurencja! Arrrghh!

Ocram nieco zmieszany i niepewny swojej sytuacji poszedł za swoją ‘nową drużyną’. Dosyć blisko niego kroczyła Sheila. Teraz mógł się jej nieco przyjrzeć. Tak jak przypuszczał, posiadała dosyć charakterystyczny zapach i chodziła zupełnie inaczej niż wszyscy. Być może lepiej było jej kroczyć na czworaka?

Chis: Druga runda! Zapraszamy stażystów z wrotkami. Mam nadzieję, że umiecie na nich jeździć.

Cecylia: Pytanie... Już jako dziecko byłam uczona jak poruszać się z gracją na rolkach. Musiałam do tego trzymać prosto książkę na głowie. Nie mogła spaść.
Sheila: Wr-wro?
Caroline: Dobra, tą konkurencję mamy z głowy, o ile wszyscy umieją jeździć.


Chris: Nie myślcie sobie, że to jest zwyczajny tor jazdy. Zasady znowu mogą się wydawać dosyć banalne, ale. Sheila oraz Dariusz wygrali zadanie, więc oni nie biorą udziału w tym zadaniu. Takie są prawa Davy Back Fight. W tej konkurencji będziecie robić okrążenia na wrotkach. Macie za zadanie zrobić 5 okrążeń, po 10 sekundach w momencie puszczenia pierwszego uczestnika na tor, wpuszcza się kolejną osobę. Nie wolno wypaść z toru ani dotknąć ziemi w żaden sposób.

Caroline pomogła założyć wrotki na stopy Somili. Ocram natomiast zauważył, że rolki były w fatalnym stanie, przynajmniej jego. Obawiał się, że kółka wypadną z zawiasów, ale nie przejmował się tym aż tak. W końcu był u przeciwnej drużyny. Maryse już miała wstać i oprzeć się o ławkę, gdy mała świnka znowu zaatakowała. Dziewczyna czując znowu ślinę zwierzęca pośliznęła się i upadła na ziemię. W końcu zdenerwowana kopnęła z całej siły w nią aż poszybowała w powietrze. Upadła kilka metrów dalej.

Sheila: Co ty robić?
Maryse: <dobrze znany geścik ręką>
Caroline: Jak mogłaś to zrobić?!
Maryse: Skupcie się lepiej na sobie, frajerki.

Caroline: Dzisiaj musimy ją wywalić. Mam tego dosyć!
Somila: Obawiam się, że Maryse za bardzo pogrywa z matką naturą. Jak można tak traktować zwierzęta? To się może źle skończyć...


Drużyny musiały ustalić kolejność wrotkarzy. U Wulkanów kolejność wyglądała tak: Ocram, Maryse, Somila, Caroline. Natomiast u Ptoków: Henry, Cecylia, Devon. U nich, należało powtórzyć okrążenie, więc Henry postanowił, że zrobi to po raz drugi.

Ocram: Nie chcę być wredny, ale postaram się pomóc tej drużynie. To głównie z tego powodu, że chcę utrzeć nosa Henry’emu.

Ustawili się na lini startu, a po usłyszeniu gongu, ruszyli przed siebie. Zakręty były dosyć ostre, co sprawiało im nie lada problemu. Jednak Chris wiedział jak jeszcze urozmaicić bardziej tą grę... Co kilka metrów na uczestników czekały plamy z ropy oraz oleju do smażenia (pomysł samego Szefa). W momencie, gdy Ocram wpadł w poślizg, Henry zręcznie skorzystał z tego i nieco go wyprzedził. Po chwili na tor wjechały Maryse i Cecylia.

Maryse: Czas wyautować Jaśnie Pannę Złoty Loczek.

Maryse niewiele myśląc, potrąciła księżniczkę. Ta, straciła równowagę oraz kontrolę nad własnymi rolkami. Devon stając jeszcze przed wyjazdem zauważył nieczystą zagrywkę. Postanowił działać. Wyjął procę, nabrał kilka małych kamyków i zaczął celować nimi w modelkę. Maryse oberwała kilkoma odłamkami po nogach, a jeden z nich uszkodził zaczepy na kółka. W efekcie czego musiała jechać tylko na jednej wrotce, a drugą odpychać się od ziemi.

Caroline: Ej, to nie fair!
Chris: Bzdura. Nie ma żadnych zasad. W końcu to piracka gra! Arghhh!
Caroline: Ach tak?!
Dariusz: Karolino, proszę… Nie złość się tak, złość piękności szkodzi, a tyle dni razem przed nami…
Caroline: A udław się tamtym szampanem! Chcesz przegrać?!
Dariusz: Jeżeli to miałoby nas zbliżyć jeszcze bardziej do siebie, to jestem w stanie to zrobić!

Caroline: Od kiedy Spajka już nie ma Dariusz zrobił się dziwnie miły i spokojny. Nie podoba mi się to. A co, jeżeli specjalnie będzie zawalał zadania?

Ocram jako pierwszy dotarł do mety, na torze pojawili się Devon i Somila.

Somila: Tak naprawdę, co coraz mniej zależy mi na grze. Mam wrażenie, że mogę nieco zawadzać drużynie. Jednak nie poddam się tak łatwo. Chcę chociaż dzisiaj dać z siebie wszystko.

Somila nabrała rozpędu za pierwszym zakrętem, Devon był dosyć daleko za nią. W porę nie zauważył, że musiał już wjechać na tor. Jednak po tak długiej medytacji Somili brakowało pary do dalszej jazdy.



”Que que na-to-ra, wszystko pojmiesz wnet.
Słuchaj sercem swym, wszystko pojmiesz wnet.”




Hinduska nie wiedzieć czemu straciła równowagę i upadła. Nawet nie próbowała podnieść się z ziemi, gdyż była czymś zamroczona. Jakby pogrążona we śnie.

Chris: Obawiam się, że to już koniec zadania. Somila dotknęła ziemi, więc wygrywają Ptoki. Czego żądacie od przeciwników?
Cecylia: Zwrotu Ocrama!
Henry: Nic z tego, chętnie weźmiemy do swojej drużyny Sheilę.
Cecylia: Co takiego?!
Devon: Zgadzam się. Ta dzikuska ma większe szanse na wygraną niż pan z Finlandii.
Cecylia: Co za bezczelność.

Cecylia: Panowie mnie zawiedli. Pomijając już mój sojusz z Ocramem. Powinniśmy być drużyną. Działać jak jeden sprawny organizm. Bardzo mi przykro, że jednak nie umiemy się dogadać.

Caroline: Somila? Wszystko w porządku?
Dariusz: Och, Karolinko! Jak ty się troszczysz o innych... Będziesz idealną żoną!
Caroline: Nara, grzybie!
Ocram: Ona chyba straciła przytomność. I co teraz?
Maryse: Wszystko jedno. Przynajmniej nie mamy już dzikuski w swojej drużynie.

Ocram: Nie dziwię się, że nikt nie lubi tamtej panny. Pasowałaby do Henry’ego jak ulał. Ciekawe kto pierwszy by dłużej wytrzymał...

Sheila pomachała Dariuszowi na do widzenia, po czym podeszła do Cecyli i obwąchała jej włosy. Henry widząc to westchnął ciężko. Może to jednak był taki sobie pomysł?

Chris: Już? Okej, widząc, że Somila jest zamroczona, ona jest wyłączona z kolejnej rundy. Jako, że Maryse brała udział w poprzedniej, teraz ma przerwę. Tak samo Henry. Devon nie pojawił się na mecie, więc musi wziąć udział. Aktualnie traktuję was pojedynczo, gdyż taką mam narzuconą koncepcję. Ale, przy ostatniej rundzie to drużyna będzie oceniona na lepsze lub gorsze. Dlatego radzę się wam starać.

Wynieśli się z toru, aby za moment pojawić się na małym boisku. Tą rundę nadzorował Szef w uniformie generała.

Devon: Ten strój chyba nie bardzo pasuje do piratów, co?
Szef: To Chris tak gada od rzeczy, że to święto Holendra. Ja mam to w poważaniu. Dobra, smarki, słuchać mnie! Ta runda jest wymyślona przeze mnie! Stary dobry zbijak!

Devon uśmiechnął się złowieszczo. Uwielbiał takie zabawy. Ustawił się obok Sheili, która kipiała świeżą energią, natomiast Cecylia była nieco pochmurna.
Po drugiej stronie stanęli Dariusz, Ocram oraz Caroline. Okularnik od razu zrezygnował ze słuchania zasad, na rzecz wąchania i dotykania delikatnych włosów lubej. Która za moment zaserwowała mu prezent w postaci ciosu w brzuch.


Szef: Na miejsca, gotowi! Zbijać!

Devon rzucił się zawzięcie na piłki i zaczął nimi rzucać na oślep. Raz nawet trafił Henry’ego będącego poza boiskiem, a innym razem samego Szefa, za co kucharz dał mu 20 karnych pompek. Cecylia zgrabnie unikała każdego rzutu Caroline. Sheila nie bardzo rozumiejąc zasady gry, wyczekiwała na piłki wyrzucone od przeciwników. Gdy złapała jedną piłkę w zęby, Szef wygwizdał ją i odprowadził na ławkę przegranych. Dariuszowi bardzo ciężko było omijać każdy ruch, gdyż wciąż chciał mieć na widoku Caroline. Po chwili wypadł z gry dotkliwie czując rzut Devona na swoim brzuchu.


Somilę przeszedł dziwny dreszcz. Miała wrażenie, że powoli wraca jej przytomność.


Babcia?

Babciu...

Ale jak to?

Dlaczego wciąż dajesz mi tą dziwną radę?

Nie, nie rozumiem.

Czuję, że coś się zbliża.

Widzę chmury...



”Jeszcze nie jest za późno...”




Henry bacznie przyglądał się małej Hindusce. Zaczęła coś mówić, więc zbliżył się do niej nieco. Wywnioskował z jej paplaniny, że ma dziwnego rodzaju zamroczenie. Postanowił to wykorzystać.


Henry: Ej, szamanko.
Somila: <mamrocze coś niezrozumiałego>
Henry: Ej, wszystko w porządku? <potrząsa nią lekko>
Somila: <otwiera powoli oczy> Ojej! Co się stało? Gdzie ja jestem?
Henry: Nie obawiaj się, zemdlałaś. Ale wszystko jest w porządku.
Somila: Czy... Czy... ja mówiłam coś, gdy straciłam przytomność?

Henry: Drobne kłamstewko numer 27...

Henry: Właściwie, to tak. Bardzo dużo.

Somila: Och nie. Czyżbym powiedziała coś nieświadomie na głos? Jeżeli on się dowie o moim sekrecie...
Henry: Ona coś ukrywa, ale właściwie nie muszę wiedzieć co. Wiem za to jak to wykorzystać.


Somila: Proszę cię, nie mówi tylko o tym nikomu, dobrze?
Henry: Nie ma sprawy, jednak chciałbym, żebyś mi pomogła w pewnej sprawie...

Na boisku zostali Ocram oraz Cecylia. Oboje zawahali się przed ostatnim rzutem.

Cecylia: Nie drocz się ze mną! Jestem w przeciwnej drużynie. Traktuj mnie jak wroga.
Ocram: Ale nie chcę cię skrzywdzić. Poza tym...

Cecylia podenerwowana zdecydowała, że jednak nie ma się co cackać. Ktoś musi to wygrać... Ale ona nie chciała. Nagle na boisko powróciła Sheila, która wyrwała Cecylii piłkę i rzuciła nią celnie w Ocrama. Ptoki tym razem wygrały.

Chris: Wróciłem.
Cecylia: Sheila oszukuje!
Chris: Nieważne. Wygraliście. To czego żądacie od swoich przeciwników? Jakiego kamrata wybieracie?
Cecylia: Chcemy powrotu Ocrama.
Henry: Nie zgadzam się. Jak dla mnie może zostać w tamtej drużynie.
Devon: Weź pod uwagę jednak, że nas jest mało, więc i tak ktoś by się nam przydał, a Ocrama znamy lepiej niż innych.

Cecylia: Zdziwiło mnie zachowanie Devona. Niby miał ten ‘sojusz’ z Ocramem, ale dlaczego nagle chciał jego powrotu? W ogóle zachowuje się dzisiaj dziwnie.
Henry: Co za palant...! W ogóle nie myśli! <facepalm> Gdyby wziął kogoś obcego, to wtedy najłatwiej byłoby o sojusze! I Cecylia byłaby bezbronna!
Devon: Mam nadzieję, że się to opłaci na przyszłość. Mam w nosie Ocrama, ale może dzięki temu zabiegowi, będą woleli wywalić Henry’ego.


Caroline: Somila, wszystko w porządku? Martwiłam się.
Somila: Tak, przepraszam, że na chwilę musiałam was opuścić.
Maryse: Przez ciebie przegraliśmy zadanie.
Caroline: Przez Dariusza ciągle przegrywamy, ale o dziwo nikt się nie skarży!
Maryse: Mała, wyluzuj, bo ci się zmarszczki zrobią.
Dariusz: Karolinko!
Caroline: Cicho, skupmy się na następnym zadaniu!

Czwartą rundą była stara zabawa zwana „Biała Dama patrzy”. Jak można się było domyślać, za ową Damę przebrał się Szef. Zadanie odbywało się na klifach, które były dosyć strome. Na każdym wzniesieniu były różne kręte dróżki, po których należało się poruszać. Szef był na samym szczycie, więc należało się też nieco pomęczyć, aby w ogóle się z nim zobaczyć. W tym zadaniu każdy brał przymusowo udział. Reguły były proste i wszystkim zdane. Dotknięcie Szefa oznaczało wygraną, o ile wcześniej kucharzyk go nie wyeliminował z powodu poruszenia się.

1, 2, 3 ! Ruszać się!

Łeb w łeb jak zwykle szli Ocram z Henrym. Po piętach deptała im Caroline, która zdołała się na chwilę wyswobodzić od Dariusza. Somila postanowiła sprężyć się w tym zadaniu, starała się nie myśleć o tym, co usłyszała w swojej głowie. Maryse powolnymi krokami, ziewając kroczyła za pozostałymi. Sheila pognała na czworaka przed siebie. Devon mimowolnie postanowił obserwować nieco z daleka Cecylię. Rozmyślał jakby tu jeszcze się jej podlizać.


Szef: Biała Dama ...

Wszyscy wpadli w panikę i zaczęli wymyślać dzikie pozy na stojąco.
Szef: ...Patrzy!

Dariusz zachwiał się na pięcie i upadł na Caroline.

Szef: <wskazuje na Dariusza> Odpadasz. <wskazuje na Caroline> Odpadasz!

Dariusz: Ach...~! Czułem się jak w niebie!
Caroline: Co za ciamajda! I zboczeniec! Zaprzepaścił naszą szansę na wygraną, matoł!
Dariusz: Teraz na pewno mi się nie oprze.
Caroline: Nigdy z nim nie będę. NIGDY!


Szef odwrócił się. Zaczął mówić jakieś rymowane wierszyki, żeby sobie umilić czas. Henry zostawił Ocrama z tyłu. Zauważył, że musi sobie prowadzić sam, bo Devon nie radził sobie. Kleptoman trafił na złą dróżkę, która zaprowadziła go nad wodę. Przez tą pomyłkę, stracił masę czasu. Niedaleko ich Maryse dalej, swoim powolnym tempem kroczyła po wydeptanych ścieżkach. Była już znudzona tym wszystkim. Kogo by tu obrazić... Niedaleko niej biegła Cecylia. Hm...

Cecylia: Twoja drużyna rzeczywiście nie ma z ciebie pożytku. Żadnego.
Maryse: <gest mów do ręki>
Cecylia: Nie wstyd ci tak żerować na innych?
Maryse: Coś ci się nie podoba?
Cecylia: Tak, twoje niegodne zachowanie!

Maryse zauważyła, że Cecylia stoi dosyć blisko klifu. Niewiele myśląc pchnęła ją do tyłu. Księżniczka powoli zaczęła się chwiać na stopach. Zauważył to Ocram, który widać całe zajście, zrezygnował z konkurowania z Henry’m. Cecylia zachwiała się ponownie, po czym raptownie zaczęła spadać w dół...

Szef: Biała Dama...

Ocram rzucił się w jej kierunku. Zdążył złapać ją w locie, po czym wpadli do wody. Wynurzając się z niej, usłyszeli:

Szef:... Patrzy!

Ocram zachował resztkę godności, ze swoją kamienną twarzą próbował się nie ruszać. Trzymał mocno Cecylię w ramionach. Blondynka zdziwiona patrzyła cały czas na niego. Jednak nic to nie dało.

Szef: <zauważając duet w wodzie> Odpadacie!
Ocram: Cholera! <wypuszcza Cecylię z rąk>
Cecylia: Ej! <wpada do wody>
Ocram: <wyławiając ją znowu> Sorry...

Cecylia: Chyba zaczynam bardziej ufać Ocramowi. Te wszystkie kłamstwa Henry’ego gmatwały mi tylko w głowie. Naprawdę myślicie, że tak łatwo mną manipulować? Nie poddam się! Zrobię wszystko dla mojego królestwa i poddanych!

Minęło kilka chwil. Henry był bardzo pewny wygranej. Jeszcze kilka metrów... A dotknie Szefa. Będzie to dotyk warty zwycięstwa... Nagle Sheila rzuciła się na niego bez szczególnego powodu.
Henry: Ej, co ty wyprawiasz?! Jesteśmy w jednej drużynie!
Sheila: Na-naprawdę? Tak nie być.
Henry: Po prostu ze mnie zejdź...! Inaczej przegramy!

Somila korzystając z okazji ominęła dwójkę, po czym w podskokach lub nawet niczym na skrzydłach dofrunęła do Szefa. Klepnęła go lekko w ramię. Tym sposobem zakończyła czwartą rundę.

Chris: Wulkany wygrały. Kogo sobie wybieracie?
Somila: Niech powróci do nas Sheila. Jest nam potrzebna.
Chris: Łeee... Ale nuda. A myślałem, że na serio wymieszacie się drużynowo. No dobra. Mamy remis, kamraci! Arrrghh! Czyli czas na ostatnią zabawę. Walkę 1 vs. 1!

Caroline: Nie podoba mi się to...

Chris: Wybieracie jedną osobę, która będzie reprezentować waszą drużynę w pojedynku o nazwie Captain’s fight! Reszta osób będzie mogła odpocząć, o ile wybierzecie reprezentanta. Jeżeli go nie będzie, sam go wywołam.

Dariusz: Jestem za Karolinką!
Maryse: Na mnie nie liczcie. Olewam to.
Somila: A może lepiej dać szansę Sheili?
Caroline: Myślę, że to będzie dobry pomyśl.
Dariusz: Ależ Karolinko...! Masz rację. Gdy ona będzie walczyć o zwycięstwo, my udamy się razem na kawę.
Caroline: Nie lubię kawy, daj se siana!


Ocram: Podejrzewam, że nie dojdziemy do porozumienia.
Henry: Ja osobiście proponuję Devona.
Cecylia: Na to mogę się zgodzić.
Ocram: Ja właściwie też. Mógłby udowodnić, że już na pewno pozbył się tej klątwy wygrywając.
Devon: Nie zawiodę!

Devon: Tja, to był przereklamowany tekst...

Reszta osób oddaliła się pogrążona swoimi sprawami. Na placu zostali Sheila oraz Devon. Chris wytłumaczył im, że mają odegrać stara jak świat grę w paintball. Devon był już pewny swojej przegranej, gdyby nie fakt, że zauważył już wcześniej, iż Sheila nie rozumie co się do niej mówi. A przynajmniej nie do końca...


Piekielne Wulkany
Dariusz, jak na romantyka przystało, zrywał kwiatki polne dla swojej Karoliny. Bardzo się cieszył, na myśl, że będą już na zawsze razem... Blisko czy też daleko...


Sama wspomniana Caroline wciąż chciała silnie porozmawiać z Somilą. Nie rozumiała dlaczego wtedy zemdlała, ale nie dbała już o to. Zaczęła się o nią martwić, tak po prostu. Może nie powinna?

Ujrzała ją ponownie na pomoście. Miała zamknięte oczy, ale jednak rozmawiała z kimś. Caroline nic nie słyszała.


Somila: Słyszę wiatr...

Somila wsłuchała się w latające liście. Caroline przyglądała się uważnie.

Somila: Teraz czuję, że... Będę w stanie podołać woli mego ojca. Powoli wyzbyłam się wszystkich myśli o nim. Cały dzień medytacji nie poszedł na marne...

Zerwał się porywisty wiatr, który powiał w twarz Somili.

Somila: Wiesz dobrze, że będę poddana woli papy! Babciu! Nie mów takich rzeczy... Boję się... Jestem taka zagubiona...

W jej oczach pojawiły się mimowolnie łzy. Jeszcze nigdy nie była tak skupiona. Nagle otworzyła oczy, po czym padła ze zmęczenia. Blondynka podbiegła do niej. Potrząsnęła lekko Somilą, która spojrzała na nią.

Somila: To ty?
Caroline: Widzę, że mój widok cię nie zachwyca...
Somila: Nie, po prostu jestem zmęczona. Doznałam dzisiaj lekkiego szoku.
Caroline: Rozumiem, to przez to omdlenie?
Somila: Powiedzmy... Ale już wszystko w porządku. Nie powinnam jednak medytować cały dzień.
Caroline: Fakt, zaczyna się z tobą dziać coś dziwnego.

Do dziewczyn dołączyła Sheila, która była cała w farbie.

Somila: Sheila? I jak ostatnie zadanie?
Sheila: Ja przegrać...
Caroline: Jak to? To niemożliwe! Ani razu go nie trafiłaś?
Sheila: Trafić. Ale on zmienić... <duka> ubranie.
Caroline: W sensie, że odwrócił je na lewą stronę? O tak?
Sheila: Tak, tak! Mówić kto ma więcej plam, ten wygrać.
Somila: A to drań! Biedaczka, ona została oszukana. Tak nie może być.
Caroline: Proponuję, abyśmy wszystkie poćwiczyły medytacje. Przyda się nam przed ceremonią...


Niebiańskie Ptoki
Henry: Gratuluję, Devon. Nie sądziłem, że właściwie podołasz tej dzikusce.
Devon: Widzisz, mam swoje sposoby.
Henry: Przynajmniej dzisiaj nie musimy się bać o to kto wyleci.
Devon: Dobra, dobra. A jak ci poszło z Hinduską?
Henry: Od ciebie się już na pewno odczepi. Nie przejmuj się.
Devon: No to spokojnie mogę mieszać im w drużynie.
Henry: To kwestia czasu, kiedy my przegramy. Musimy mieć nową taktykę.
Devon: Ale widzisz, problem polega na tym, że nic nie zmieni zdania księżniczki.
Henry: Nie byłbym taki pewny...
__________


Powiem tyle: haters gonna hate? Ale ja jestem zadowolona, gdyż ogólnie miałam wcześniej inną koncepcję. Starałam się każdą osobę przedstawić tak, jak były opisane w charakterystykach. Mogą się pojawić nieścisłości względem zadań lub wydarzeń, więc darujcie mi.

Potwierdzam, pisanie odcinków jest naprawdę przyjemne :)

Głosowanie do 9 lutego.

P.S Proszę o uzupełnienie relacji!

Qazty - 2012-02-06, 20:49

No cóż mi odcinek przypadł do gustu.
Brakowało w tym sezonie tego typu zadań. Wcześniej w sumie pod tym względem zadania często były dość proste(nie mówię, że wszystkie).
Chyba też pierwszy raz nikt w odcinku nie został pominięty. Co do Devona to nie spodziewałem się, że zacznie działać na własną rękę, ale zobaczymy co z tego wyniknie.
Myślałem też, że na serio będzie jakaś zmiana w drużynach. Niestety jednak tak się nie stało, a to mogłoby być ciekawe.

Tak przy okazji kiedy będzie koniec drużyn? Jak na mój gust mogłyby się rozpaść w 9 odcinku.

Zuzolot - 2012-02-06, 21:31

Rozpad drużyn będzie w 10 odcinki natomiast w ósmym będą... POWROTY! Ale więcej w szczegółów już niebawem ^^

Odcinek naprawdę mi się podobał, zadania były świetne, rozwinięcie postaci i wątków również ^^ W Twoim odcinku Ocram był strasznie sympatyczny i tak trzymać! Jest jedynym chłopakiem bez obsesji i który nie oszukuje ^^

Lockedo - 2012-02-07, 00:42

Bardzo przyjemny, śmieszny odcinek. :-) Podobało mi się, że rozwinęłaś wątki niektórych osób, zadania były ciekawe, ale miejscami gubiłem się kto, gdzie, z kim i dlaczego.

Cytat:
Dariusz: <swoim bardzo męskim głosem> Co to, to nie, łobuzy! Zabraniam wam wrzucać w moją...
Caroline: Dam sobie radę, Dariusz! <szykując pocisk>
Dariusz: Tak jest, pralinko...


Cytat:
Dariusz: Karolinko! Miejsce w moim kajaku już się dla ciebie grzeje~!
Caroline: Tak mi przykro... Chociaż nie, w ogóle. Ja płynę z Somilą!


Umarłem.


Cytat:
Świnka ze strachem w oczach przytuliła się do nóg dzikuski. Co chwilę chrumkała donośnie.


Awwwwwwww. :serce:

Anastazja - 2012-02-07, 12:26

Bardzo fajny odcinek. Nawet, jeśli był długi przez cały czas bardzo przyjemnie się go czytało.
Wszystkie wątki i postacie zostały świetnie rozwinięte, aż wielka szkoda kogoś się pozbywać.
Ale najbardziej podobało mi się zadanie. Bylo trudne, i bardzo w klimacie TD. Świetnym pomysłem były rotacje w składach. Pozytywnym zaskoczeniem dla mnie było, kiedy Ocram znalazł się w Wulkanach i miały przewagę 6 do 3. :D W pewnym momencie sie nawet troszkę w tym pogubiłam, kiedy Sheila zmieniała skład a potem powróciła. No i dala się wrobić. xD
Mieliśmy okazje przeczytać wiele śmiesznych scen. Oby więcej było takich odcinków. Teraz niecierpliwie pozostaje nam czekanie na następną część.

Skeya - 2012-02-10, 10:20

Odcinek 7 – Luk Davy’ego Johnesa. ARGHHH!
(część druga)



Piekielne Wulkany

Somila nadal próbowała uczyć Caroline oraz Sheilę medytacji. O ile tej pierwszej szło nawet dobrze, o tyle drugiej wcale. Dzikuskę roznosiła energia, wolała skakać po drzewach niż siedzieć na ziemi i się skupiać. W momencie, gdy blondyna siłą zdjęła ją z drzewa, Dariusz zawitał.

Dariusz: Karolinko!
Caroline: No pięknie.
Dariusz: Karolinko, chcę ci coś dać!
Caroline: Wolność?
Dariusz: Oczywiście, że nie, głuptasie!
Caroline: Do przewidzenia...
Dariusz: Spójrz co znalazłem!

Chłopak trzymał w dłoni piękną, jedwabną pudrowo-różową paszminę.

Caroline: O Jezo, skąd to masz? Zresztą, nieważne! Wypad!
Dariusz: Ale Karolinko...
Somila: Ja ją już chyba gdzieś widziałam...

Z daleka widać było idącą w ich stronę Maryse. Nie wyglądała na zadowoloną. Jednak gdy zobaczyła, że Dariusz trzyma JEJ rzecz, rozpoczęło się piekło.

Maryse: Mogę wiedzieć co robisz z MOJĄ paszminą?
Dariusz: To prezent dla Karoliny.
Maryse: Słucham? Czekaj. Ty mówisz? Ty do mnie mówisz?
Caroline: Dariusz, oddaj jej to. A ty mogłabyś spuścić z tonu.
Maryse: Z tobą dziunia, nie rozmawiam.
Somila: Jesteś okropna.
Maryse: I znowu słyszę wiatr.

Maryse nie zdołała roznieść Dariusza, gdyż nagle znienacka pojawił się Chris. Zwołał on przy okazji Ptoki. Z jego miny można było wywnioskować, że nie był w dobrym humorze. A pozostało kilka minut do ceremonii...
Chris: Bardzo się na was zawiodłem.
Caroline: A niby o co chodzi?
Chris: Przez was na dodatek spada oglądalność.
Caroline: Daj chwilę Maryse, to myślę, że oglądalność wzrośnie trzykrotnie...
Chris: Cisza! Nie o tym mówię. Mam gdzieś wasze wątki poboczne.
Henry: Ale nuda, po co w ogóle nas tutaj przyprowadziłeś?
Chris: Was to też dotyczy.
Henry: Streść się. Na co my tu przyszliśmy, skoro gadasz do nich?
Chris: Zaraz powiem ci co, kolo. Wulkany przegrały ostatnie zadanie dogrywkowe. A my wciąż wtedy graliśmy w Luk Davy’ego! Co automatycznie oznacza, że Ptoki mogą wam kogoś zabrać. I to jeszcze przed eliminacjami! Taka jest ich dzisiejsza nagroda.

Caroline: O nie! No po prostu cudownie! Tylko jedna osoba będzie bezpieczna!
Dariusz: <robiąc sobie sztuczne oddychanie przez papierową torbę> Nie zabierajcie mi mojej Karolinki!
Somila: Ammmm.....


Chris: <zwracając się do Ptoków> Wasz wybór?

Cecylia: Na pewno nie Maryse.
Henry: Na bank nie Hinduska. Ona dekoncentruje Devona.


Devon: Wybieramy Sheilę.
Ocram: To nie to, że was nie lubimy. Ale Sheila to dobry gracz.
Henry: <z przekąsem> Miłej ceremonii...

Ceremonia.
Chris: Witam Wulkany. Czas spotkać się z przeznaczeniem.

Caroline: Głosuję na Maryse.
Maryse : Caroline.
Somila: Jestem pamiętliwa.


Chris: Tak więc, podejdźcie do swoich pochodni. Osobą bezpieczną na początku jest Somila. Potem Dariusz.

Emocje sięgały zenitu... ! Która odpadnie ?

Zaczął dzwonić telefon. Maryse odebrała połączenie.

Maryse : Halo ? O...Oui, je Maryse. Que... ? Sérieusement ?

Chris: Halo, czy ja tobie przeszkadzam ?
Maryse: <gest mów do ręki>
Chris: Akhem ! Tak więc odpada dzisiaj...
Maryse: Zmiana planów.

Maryse wstała. Rozłączyła się z rozmówcą, po czym zaczęła odchodzić. Wszyscy patrzyli na nią z niemałym zdziwieniem.

Chris: Ej, ja nie skończyłem ceremonii!
Maryse: Ale ja tak. Zrywam się z tej nory.
Caroline: Przecież zależało ci na wygranej.
Maryse: Wieki temu. Jeżeli to ciebie tak mega interesuje, to dzwonił do mnie Pierre. Mój dawny stylista. Załatwił mi wyjątkowo prestiżowy kontrakt z Dolce&Gabbana... A ten marny milion... <potrząsnęła włosami> Walczcie o niego dalej, leszcze. Maryse się wymeldowuje.

Nagle zerwała się potężna wichura, która była spowodowana niskim lotem nieoznakowanego helikoptera. Maryse z nadąsaną miną wyczekiwała. Pilot za chwilę opuścił jej drabinkę, na której się nieco wspięła.

Maryse: Co tak długo?!
Pilot: Sry, silne turbulencje były.
Maryse: Nie guzdrz się tak i leć!
Pilot: You got it, babe!

Maryse z pewną satysfakcją spojrzała po raz ostatni na swoją drużynę.

Maryse: Adieu!

Tak... Nikt nie miał tak epckiego odejścia w całym FTP...


Chris: Hm... No to ceremonię mam z bani. Nara.

Prowadzący odszedł jakby nigdy nic. Somila spojrzała na Caroline. Obie odetchnęły. No, przynajmniej Somila. Na Caroline rzucił się Dariusz. Nie pokładał się z radości, że oboje jeszcze zostają w programie! A za moment konał kopnięty w brzuch...

Somila: Szkoda mi, że Sheila musiała odejść.
Caroline: Tak. Co dziwne, świnka zniknęła. Myślisz, że to ma jaki związek?
Somila: Nie mam pojęcia... Jestem już zmęczona tym wszystkim.
Dariusz: Karolinko, chodźmy spać razem!
Caroline: Po moim trupie!

Przyczepa vipowska.

Chris: Ale jestem padnięty.
Szef: Ty padnięty? Od kiedy?
Chris: Ciężko jest grać wściekłą osobę! Ach!
Szef: Ty lepiej spotkaj się z tym sponsorem, bo coś mam wrażenie, że nie jest zadowolony z odcinka.
Chris: Bo nie widział drugiej części, nie bój żaby. Dobrze, że wciąż graliśmy w Luk Jonsa, bo w końcu zrobiłem rotację w drużynach. Może teraz będzie ciekawiej...
Szef: Tja, dwa sojusze na 4 osoby, to nie ma sensu.
Chris: Co nie?
Szef: Nie masz poza tym innych pomysłów?
Chris: W kolejnym odcinku czeka nas miła niespodzianka... <tajemniczy uśmieszek>
Szef: Chris, przypomniało mi się coś.
Chris: No co znowu?
Szef: Zalegasz mi z zapłatą...

Chris: Cholera!



Niebiańskie Ptoki
Drużyna siedziała przy moście mając nadal przemakający namiot. Ocram strugał patyk do wędki, ponieważ był bardzo głodny, a miał ochotę na morskie małe co nieco. Henry siedząc przy drzewie wciąż w kółko grając na gitarze nucił tą samą piosenkę. Od czasu do czasu zerkał na blondyna. Wrogów ponoć trzeba trzymać się bliżej...
Devon natomiast siedział na drzewie, bo tam właśnie znalazła się Sheila. To on teraz jej miał pilnować. Dzikuska widząc wiewiórki, próbowała się z nimi w jakiś sposób porozumieć. Kleptoman nie był za bardzo zadowolony ze swojej sytuacji. Po chwili zrezygnował z pilnowania dzikuski i oddalił się w nieznane.

Cecylia krążyła ścieżką, która miała ją zaprowadzić do domku Wulkanów. Bała się nieco rozmowy z osobą z przeciwnej drużyny, ale nie miała wyjścia... Sen bardzo ją intrygował. Było już dosyć ciemno, usłyszeć można było każde możliwe zwierze...
Ujrzała Somilę, która patrzyła na księżyc. Tym razem nie medytowała.


Cecylia: Mogę ci zająć chwilę?
Somila: Hm? Czy coś się stało?
Cecylia: Pomogłaś mi raz... Czy mogę i teraz liczyć na twoją pomoc?
Somila: Oczywiście.

Przysiadła się do niej.

Cecylia: Czy... znasz się na snach?
Somila: Obawiam się, że nie do końca. Bardziej na ziołach... Ale mogę spróbować.
Cecylia: Wczoraj śniło mi się, że jestem kimś zupełnie innym... Byłam cyniczna, zakłamana i wredna... Podmieniłam głosy, czego w życiu bym nie zrobiła. Strasznie mnie to dręczy.
Somila: Hm... Podejrzewam, że jakieś wydarzenie tak mocno utrwaliło się w twojej świadomości, że zostało zepchnięte do ‘nieświadomości’. A ona alarmuje ciebie, że coś jest nie tak.
Cecylia: Ale staram się być dobra osobą, nie wiem gdzie jest problem...
Somila: Może ostatnio kogoś obraziłaś? Lub nie doceniłaś?
Cecylia: Hm? Być może jest taka osoba...
Somila: Myślę, że powinnaś dojść do kompromisu z nią. Nawet jeżeli mogłaby być przeciw tobie...
Cecylia: Chyba masz rację. Dziękuję za radę.
Somila: Nie ma sprawy.


Flashback. Davy Back Fight, zbijak.

Henry: Chcę, abyś mi pomogła.
Somila: Słucham.
Henry: Martwię się o Cecylię, wiesz?
Somila: Coś się z nią dzieje?
Henry: Mam wrażenie, że w ogóle mnie nie rozumie... A ja chcę jej dobra!
Somila: Ale co ja mam z tym wspólnego?
Henry: Kiedyś widziałem, że rozmawiałyście ze sobą... No wiesz, kobieta z kobietą... Poza tym chyba ty umiesz dawać dobre rady.
Somila: Wciąż nie rozumiem.
Henry: Dzisiaj opowiadała, że miała straszny sen... Myślę, że pewnie będzie chciała się ciebie poradzić... I tutaj jest moja prośba...
Somila: Jaka?
Henry: Cecylia mnie chyba wręcz nienawidzi... Czy mogłabyś jej powiedzieć, ale nie tak wprost, że powinna się pogodzić ze mną? Zaprzyjaźnić?
Somila: Myślę, że mogę pomóc.
Henry: Byłbym wdzięczny...

Somila: Jak ten człowiek troszczy się o swoją drużynę... Miłość braterska to coś pięknego. Wiedziałam, że jest to dobry człowiek. A myślę, że mogę mu ufać, bo przecież wydaje się być skupiony... Zupełnie jakby również medytował.
Henry: A nagrodę za udawanie bycia największym niewiniątkiem na wyspie otrzymuje... <werble> HENRY! Eh, ta Somila jest zdecydowanie naiwną osóbką... Jednak zaszła bardzo daleko, a gdyby niedługo drużyny się miały rozpaść.. Heh, to mam już sojuszniczkę.


Koniec flashbacku.


Somila wpatrywała się wciąż w księżyc i gwiazdy. Od niedawna w jej sercu zagościł lęk. Pewne obawy... Ostatecznie nie spełniła prośby Henry’ego... Teraz bała się go bardziej niż samej Cecylii, która przecież znała jej sekret.

______

Wiem, co sobie myślicie. Ale dajcie se siana, psychole... :P
Dlaczego Sheila? To proste, nikt nie ustalił w jakiej powinna być drużynie. Dlatego uznałam, że niedokończone zadanie będzie powodem, dla którego zmieni grupę. Niech pobędzie i w tej i w tej. Tak sprawiedliwie.

Dziękuję za uwagę ;)

Zuzolot - 2012-02-10, 10:40

Niiieeeeeeeeee! Tylko nie Marysia! ;c
To była jedna z moich ulubionych postaci w całej historii FTP! :C
Odcinek był bardzo dobry ^^ Nie był długi, ale jednak trochę się działo. Z Sheilą uważam, że to sprawiedliwe, bo wiem, że dużo osób chciało ją w Ptokach. Po za tym u Ptoków było by nudno z konfliktem 2 vs 2 ;)

____________________________________________________________________________________

Chris: Nadchodzi ósmy odcinek a wraz z nim POWROTY! Ale kto powróci, zależy od Ciebie! Chcesz namieszać w drużynach, chcesz przywrócić wroga lub miłość jednej z postaci? Zagłosuj na nią! Od Twojego głosu zależy przyszłość FTP! Nie bądź obojętny! Zagłosuj!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

A więc głosujecie do 12 lutego do 9 rano! Głosujecie na dwie osoby. Jedną z Ptoków, drugą z Wulkanów. Płeć nie ma znaczenia. Licze na duże zainteresowanie :D

Qazty - 2012-02-10, 18:39

Się porobiło. 5 ptoków i 3 wulkany wyrównane, nie ma co. Swoją drogą jestem bardzo ciekaw kto wróci. Mam swoje opcje, ale nie będę ich zdradzać.
Lockedo - 2012-02-10, 21:28

Szkoda, że Maryse odpadła... była moją faworytką... :-(
Ghost - 2012-02-10, 21:51

Całość odcinka (część 1 i 2) oceniam bardzo, bardzo pozytywnie.
Podoba mi się twój styl pisania, skupiasz się bardzo na charakterach postaci, co bardzo widać.
No, no... Maryse odpadła w wielkim stylu. ;) Gratuluję Skeyi pomysłowości. Szczerze to nie widziałem jej za bardzo po rozłączeniu, skoro ciągle liczy na innych, jeśli chodzi o odwalanie roboty. ;D
Bardzo dobrze wyszło ci "obsługiwanie" Henry'ego, robiłaś to w 100% poprawnie. Intrygi trzymały się kupy, a sam charakter tego pana pozostał idealnie ukazany.
Bardzo spodobało mi się przeniesienie Sheili do Ptoków. Zawsze to jakiś nagły zwrot akcji, a ciekawi mnie jak zareagują na to "felerne sojusze" tam się znajdujące.
Bardzo podoba mi się to nagłe skurczenie się Wulkanów, to ewidentny znak na to, że zbliżamy się do rozwiązania drużyn. Teraz jak zostali tylko Dariusz, Somila i Caroline, dziewczyny pozbędą się go. Oby nie. ^^
Fajnie toczy się wątek Ocrama i Cecylii - wyrastają w programie na prawdziwych przyjaciół, tak ja to odbieram.

Jednym słowem gratki dla Skeyi i powodzenia dla Zuzy. ;)

Zuzolot - 2012-02-12, 08:36

FORUM TOTALNEJ PORAŻKI 3!
Robinsonowie? I co jeszcze…


Chris: Ostatnio na Forum Totalnej Porażki 3… ! Uczestnicy musieli grać w Luk Davy’ego Jonesa! Zwycięską drużyną okazały się Niebiańskie Ptoki, które w nagrodę mogły ukraść Wulkanom zawodnika! Wybrali Sheile, czy może dzięki temu Ptoki unikną dziś ceremonii? Końcem końców z odcinkiem pożegnała się Maryse, ale czy to pożegnanie było ostatnie? Tego dowiecie się w dzisiejszym odcinku Forum Totalnej Porażki 3 !
Szef: Zapomniałeś o najważniejszym…
Chris: Co? O czym!
Szef: O wypłaceniu mojej pensji!
Chris: Cholera…

Drużyna Niebiańskich Ptoków:


To ich była kolejna nieprzespana noc w dziurawym i przemoczonym namiocie. Drużyna Niebiańskich Ptoków miała już serdecznie dość, pływających rzeczy w namiocie. Prowizoryczne schronienie było jeszcze w budowie.

Henry: Mam już tego serdecznie dość! Musimy znaleźć sposób by zamienić się miejscami z Wulkanami! Wolałbym tysiąc razy bardziej wrócić tam z powrotem niż użerać się z dzikuską
Cecylia: Ej! To było nie miłe!

<Pz> Ocram: Burak.
<Pz> Henry: Odkąd mamy dzikuskę w drużynie, naprawdę już mi nie zależy na sojuszu z Cecylią. Kto przekona dzikuskę do głosu, ten wygra. A komu to się uda jak nie mnie? Ale żeby mi się to udało muszę się co jakiś czas gryźć w język, ostatnio mam z tym problemy.

Sheila: Kiedy Sheila wrócić do druga drużyna?
Cecylia: Hm… Ty nie wrócić do druga drużyna Yyyy! Znaczy Nie wrócisz do drugiej drużyny!
Sheila: Jak to?
Ocram: Zostaniesz w tej drużynie już raczej do końca

Na te słowa Sheila wyraźnie posmutniała i wyszła z namiotu.

Devon: Dobra, musimy coś ustalić. Ja nie zamierzam jej więcej niańczyć.
Cecylia: Ale ktoś w końcu musi, trzeba przypilnować by nie chciała sabotować drużyny!
Henry: Cieszę, że się zgłaszasz na ochotnika
Cecylia: Co ja? Ciągniemy zapałki!

Ocram trzymał w ręce 4 zapałki. Najpierw ciągnął Henry, wybrał najdłuższy patyk. Odetchnął z ulgą, chociaż zaczął się zastanawiać czy to nie był błąd. Przecież to była doskonała okazja by przekonać Sheile by zagłosowała na Ocrama! Henry stwierdził, że jest idiotą. Następna ciągnęła Cecylia. Zapałka była krótka więc się trochę przeraziła. Ona naprawdę nigdy nikim się nie opiekowała, zawsze opiekowano się nią. Devon wyciągnął zapałkę dłuższą od zapałki Cecylii więc było wiadome, że Sheilą zajmie się Ocram lub Cecylia. Ocram otworzył dłoń i okazało się, że ma najkrótszą zapałkę.

Ocram: Nie!
Henry: Cholera!
Ocram: Co?
Henry: Nic, nic!

<Pz> Henry: Czemu musiało paść na niego? Czemu zawsze mnie się to przydarza! Chociaż z drugiej strony… Ocram zostawi Cecylie by zająć się Sheilą i wtedy ja to wykorzystam. I pozbędziemy się najpierw Ocrama, a później dzikuski. Na chwilę obecną, jest najgroźniejszym uczestnikiem. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.

Piekielne Wulkany

W willi Wulkanów było dziwnie… pusto? Zostały tylko 3 osoby. W ostatnim odcinku stracili dwóch graczy, dzisiejszy dzień nie zapowiada się dobrze.

Somila: Więc jest nas tylko 3?
Caroline: Na to wygląda…Mam naprawdę złe przeczucia co do tego dnia.

<Pz> Dariusz: A ja wręcz przeciwnie, niedługo zostanę sam na sam z moją damą serca. Sądzę, że ten dom będzie idealnym miejscem na założenie rodziny. Już widzę nasze dzieci jeżdżące na rowerze, naszego obślinionego psa Reksia… Ah... Życie…

Dariusz: Sądzę, że nie ma co dramatyzować. Na pewno odbijemy się od dna, na pewno Chris dzisiaj ogłosi, że Sheila do nas wraca. Nie ma się co martwić na zapas.
Somila: Masz całkowitą racje.

<Pz>Somila: Mimo, że nie pałam wielką przyjaźnią do Dariusza to o dziwo się z nim zgadzam. Ile razy było tak, że drużyna która nie miała szans na wygraną wygrywała? Musimy po prostu dać z siebie wszystko w dzisiejszym wyzwaniu!

Caroline: W sumie można powiedzieć, że jesteśmy najlepszymi z najlepszych w Wulkanach…
Dariusz: A i owszem. Zwłaszcza jeśli chodzi o Ciebie, misiaczku…
Caroline: Dariusz błagam. Nie psuj chwili…

Chris przez magnetofon: UWAGA! UWAGA! Widzimy się na plaży! Czas na Wasze zadanie!

Obie drużyny zebrały się na plaży. Z jednej strony stała drużyna Piekielnych Wulkanów, z drugiej Niebiańskich Ptoków a wśród nich Sheila, która chciała przejść na drugą stronę plaży co jej uniemożliwiał Ocram, który przytrzymywał ją..


Chris: Proszę, proszę! Czyż to nie takie smutne Wulkany? Stracić dwóch uczestników jednego wieczora?
Caroline: Już zamknij się!
Chris: Nie pyskuj, bo inaczej Somila, przejdzie do Niebiańskich Ptoków! Chcesz zostać sam na sam z Dariuszem?
Dariusz: Z tym przejściem to naprawdę bardzo, bardzo dobry pomysł!
Caroline: Eh…
Chris: Dobra, nie zbaczajmy z tematu! Dzisiaj pobawimy się w reality show!
Wszyscy: WTF?!
Chris: No co?
Devon: Jesteśmy uczestnikami reality Show, w którym dzisiejszym zadaniem będzie gra w reality show?
Chris: Ale to nie byle jakie reality show!
Somila: Jakie?
Chris: Robinsonowie!
Wszyscy: <facepalm>
Chris: Oj nie przesadzajcie! Będzie fajnie! Zobaczycie! Nasz nowy producent, stwierdził, że widzowie pragną obejrzeć jak walczycie o pokarm i z żywiołami…
Henry: A nie robimy tego?!
Chris: Nie! Żyjecie w luksusach!
Ocram: Twierdzisz, że nasz namiot jest luksusowy? Może chcesz się zamienić kwaterą?
Chris: Nie bulwersujcie się już tak! Dajcie mi dokończyć! To zadanie będzie trwało 2 dni. Poczujcie się jak w prawdziwym reality show!
Wszyscy: <facepalm>
Chris: To koniec jedzenia Szefa!
Wszyscy: JEEEEEEEEST!
Chris: Koniec z namiotem i Willą!
Wszyscy: Co?
Chris: Koniec z opieką medyczną
Wszyscy:… COO?!
Chris: Koniec z dostępem do mydła, szamponów i pralek
Wszyscy: COOOOO?!
Chris: Tak, tak. Będziecie żyli jak w buszu! Przyglądajcie się Sheili!
Henry: Po prostu chcesz zaoszczędzić na kasie!
Chris: Wypraszam to sobie! Na razie tyle, ale powiem wam, że najlepiej będzie jak zaczniecie budować schron i kieruje się do Ptoków. Musicie zbudować schron od nowa, nie możecie korzystać z tego który jest w budowie. To by było nie fair. No i jeszcze pomyślcie jak rozpalić ognisko. Devon, Henry, Ocram i Caroline oddajcie mi swoje zapalniczki.
Czwórka bohaterów zrezygnowana oddała swoje zapalniczki
Chris: Więc możecie zaczynać! Powodzenia!

Drużyna Piekielnych Wulkanów

Somila: Chyba muszę pomedytować.
Caroline: Nie mam szans!
Dariusz: A co z pozytywnym myśleniem?
Caroline: Dariusz w jakim świecie Ty żyjesz?! Bądź realistą! Tam mają 3 silnych chłopaków i dzikuskę! Oni nie przegrają! Nie ma takiej rzeczy która by sprawiła, że zawalą to zadanie! Myślisz, że ta dzikuska nie umie krzesać ognia?!

Wywód Caroline przerwał grzmot, który zapowiadał nadchodzącą burzę...

Caroline: Bosko…
Dariusz: Lepiej zacznijmy teraz, póki jeszcze nie pada.
Somila: Musimy to zrobić szybko, bo inaczej nie mamy szans. A ja mam już plan szałasu.
Caroline: To do dzieła!

Drużyna Niebiańskich Ptoków:

Henry: Więc do dzieła! Ja i Devon rozpalamy ognisko a wy budujecie szałas!
Cecylia: Hej! To niesprawiedliwe! Dostajecie łatwiejsze zadanie!
Henry: Cóż, takie życie. Nie wszystko zawsze jest fair.

Cecylia, Sheila i Ocram zaczęli budować szałas. Można się domyślić, że w praktyce tylko Ocram. Cecylia starała się jak mogła, ale budowa szałasu jej po prostu nie wychodziła. Podobnie było u Sheili, która cały czas uderzała młotkiem o konstrukcje szałasu. Bardziej to przypominało rozwalanie niż budowanie.

Ocram: Sheila! Spokojnie! Patrz, nauczę Cię przybijania gwoździ!

Podczas gdy Ocram opisywał Sheili, jak wbijać gwoździe. Cecylia starała się podsłuchać to co Ocram mówi Sheili, ale nie do końca zrozumiała o co chodzi. Przytrzymaj gwóźdź, mocno uderz młotkiem i uważaj by trafić w palec? To trochę głupie, ale czego się nie robi dla zwycięstwa? Cecylia przytrzymała gwóźdź i z całej siły uderzyłam młotkiem w palec.

Cecylia: AAAAAAAAAAAAAAAA!
Ocram: Cecylia nic Ci nie jest?
Cecylia: A jak sądzisz?! To wszystko Twoja wina!
Ocram: Moja?! Niby czemu!
Cecylia: Sam powiedziałeś „Przytrzymaj gwóźdź uderz mocno młotkiem i uważaj by trafić w palec!”
Ocram: By NIE trafić w palec! Lepiej by było gdybyś już nie pracowała
Cecylia: Chcesz się mnie pozbyć?
Ocram: Cecylia, to nie tak… Nie obraź się, ale nie nadajesz się do tego może pomóż Henremu i Devonowi.
Cecylia: Jak tam sobie chcesz!

Drużyna Piekielnych Wulkanów

O dziwo drużynie Piekielnych Wulkanów budowa szła szybciej. Może ich budowa nie była tak solidna jak Ptoków, ale stała i miała dach, a przecież to najważniejsze. W między czasie okazało się, że obok ich obozowiska jest pełno bananów i kokosów. Nie mogło być lepiej.

Carolina: Więc zostało nam tylko to nieszczęsne ognisko?
Dariusz: Chyba tak… Mamy jakieś wiaderko? Musimy nabrać wody z morza by ją przegotować

<Pz> Caroline: Nie wiem co się stało Dariuszowi, czy może w końcu się ogarnął czy po prostu kokos spadł mu na głowę, ale znormalniał. W końcu ma łeb na karku i zaczął myśleć. Oby tylko tak dalej

Somila: Ja się mogę zająć rozpalaniem ogniska. Mój papa mnie tego nauczył.

W tym samym czasie kiedy Somila próbowała rozpalić ognisko, Caroline i Dariusz poszli na plaże by napełnić wiadra wodą.

Dariusz: Karolinko, nie musisz się przemęczać! Ja to zrobię za Ciebie!
Caroline: Dariusz daj spokój!
Dariusz: Ale Caroline! Ja słyszałem, że od noszenia wiader z wodą robią się wrzody!
Caroline: Jakie wrzody! Dariuszu, zamilcz!
Dariusz: Jak sobie życzysz.

W milczeniu doszli do plaży, po napełnieniu wiader. Mimo protestów Caroline Dariusz wziął wszystkie 4. Mimo iż wiadra nie były wcale takie lekkie Dariusz udawał, że to nie jest żaden ciężar. Kiedy doszli do obozowiska, ognisko się paliło a obok niego medytowała Somila. Dariusz z wyraźną ulgą położył wiadra na ziemię. W międzyczasie Caroline znalazła jakiś garnek, do którego wlała wody .Położyła garnek tuż obok ogniska by woda w nim mogła się przegotować. Dariusz by znowu zdobyć uznanie Caroline poszedł poszukać owoców.

Somila: O! Już wróciliście!
Caroline: Ta… Nie zauważyłaś, że Dariusz się trochę zmienił?
Somila: Zauważyłam. Ale niech nie sądzi, że to go uratuje. Dla mnie już jest skreślony!
Caroline: Wiem przecież, mnie to po prostu… zastanawia.
Somila: Wydaje mi się, że nie ma się co zastanawiać. Naprawdę bym wolała mieć tu przy sobie Maryse niż jego.
Caroline: Maryse? Dla mnie to samo zło
Somila: Ale przynajmniej nie kłamała.
Caroline: Myślałam, że Spike cię już nie obchodzi, ale widzę, że nadal masz za złe Dariuszowi, że go wywalił.
Somila: Bo on mnie już nie obchodzi. I czemu mam wrażenie, że starasz się bronić Dariusza?
Caroline: Nie bronie go! Tylko pomyśl. Dariusz nigdy zbytnio nie przynosił drużynie pożytku. Teraz się zmienił. Dla mnie to podejrzanie dziwne. Ale jeśli będzie taki nadal to wygramy to zadanie. Nie powinnaś się na niego gniewać, zwłaszcza teraz gdy jest nam potrzebny. We dwie nie damy sobie rady!
Somila: Wiesz co? Masz racje! Nadal chcesz się nauczyć medytować?
Caroline: Jasne!
Somila: Więc przyłącz się do mnie!

Kiedy Dariusz wrócił do obozu zastał żeńską część swojej drużyny siedzącą koło ogniska powtarzając jakąś obco brzmiącą formułkę. Nie wiele myśląc przysiadł się do nich.

Dariusz: Ammmmm Co my robimy?
Carolino: Medytujemy, więc bądź cicho!

Drużyna Niebiańskich Ptoków


Devon i Henry, naprawdę się męczyli z rozpalaniem ogniska. Już od kilku godzin wypróbowali tysiąc metod, ale żadna nie zadziałała W końcu postanowili zrobić sobie przerwę.

Henry: Sądzę, że opieka Ocrama nad dzikuską źle się dla nas skończy.
Devon: Co masz na myśli?
Henry: Obecnie mają nad nami przewagę. Musimy coś wykombinować, by Ocram zrezygnował z opieki nad Sheilą i wtedy zdobędziemy jej głos.

<Pz> Devon: Nie mają nade mną przewagi tylko nad Henrym. Jestem pewny tego, że Ocram na mnie nie zagłosuje. Gorzej z Cecylią, ale nie boje się jej. Nie ma szans żebyśmy nie wygrali tego zadania. Mamy dzikuskę w drużynie! Jak możemy z nią przegrać?
Devon: Masz całkowitą racje, ale sądzę, że nie musisz się o to martwić. Ocram sam zrezygnuje. Tej smarkuli nie idzie upilnować. Do jutra nie będzie chciał jej widzieć na oczy.
<Pz> Henry: Widzę straszną sztuczność w zachowaniu Devona. On myśli, że ja tego nie widzę, ale ja już go dawno przejrzałem. Podlizuje się Ocramowi, po to by ten przekonał Cecylie żeby zagłosowała na mnie. Ale Devon nie ma już na to żadnych szans. Mam ją już w garści i prędzej zagłosuje na Ocrama niż na mnie.

Henry: Sądzę, że nie muszę się już martwić o Sheilę…
Devon: Co?
Henry: Spójrz w ich stronę. Ocram zajmuje się Sheilą a Cecylia…
Devon: …Siedzi sama.
Henry: Właśnie.

Po chwili Henry siedział tuż koło Cecylii. Za te współczucie, za ten ciepły głos i troskę w oczach można było by mu przyznać co najmniej 5 nominacji do Oskara. Ten widok nie spodobał się wcale Ocramowi, który przyglądał się temu z boku

<Pz> Ocram: Zupełnie jej nie rozumiem. Ona wie doskonale, że z Henrym są tylko kłopoty!

Ten widok nie podobał się również Devonowi. Henry i Cecylia razem? To może się dla niego tragicznie skończyć.
Mimo tych atrakcji, w końcu powstało schronienie dla Wulkanów. Brakowało tylko ogniska, ale to dla Sheili nie było żadnym problemem. Wzięła dwa kamienie i suchą trawę, po chwili ognisko już się paliło.


Zapadł zmrok i obie drużyny grzecznie poszły spać. Schronienie Wulkanów nie było idealne, silniejszy podmuch wiatru sprawiał, że cała konstrukcja się trzęsła. Natomiast w drużynie Niebiańskich Ptoków, szałas sprawiał się doskonale, ale napięcie w drużynie było nie do z niesienia.

Następnego dnia, obie drużyny obudził głos Chrisa który zwołał wszystkich na plaże. Obie drużyny się zjawiły, ale była małą różnica. Drużyna Piekielnych Wulkanów, byłą niewyspana, ale za to najedzona i pełna optymizmu co do dzisiejszego zadania. Drużyna Niebiańskich Ptoków była za to wyspana, ale bardzo głodna.


Chris: I jak wam się to zadanie podoba?
Devon: Jest tragicznie
Chris: Oj nie przesadzajcie! Na pewno wam się bardzo podoba mój pomysł! Ale wracając do rzeczy. Czas na zadanie INWIDUALNE!
Caroline: Koniec drużyn?
Henry: JEST! Nareszcie! Marzyłem o tym od pierwszego odcinka! Ocram jesteś idiotą i już się nie mogę doczekać kiedy wylecisz!
Chris: Czy ktoś tu mówił o rozdzielaniu drużyn? Ja nic takiego nie mówiłem. To później, ale nie martwcie się jeszcze jest czas.

<Pz> Henry: Ku*wa…

Chris: To zadanie jest inwidualne, każdy działa na własną rękę. Ale będzie dwóch zwycięzców zadania. Każdy z innej drużyny. Waszym zadaniem jest przepłynięcie jak w najlepszym czasie do platformy. W czasie pływania musicie zabrać 5 flag. Zwycięzcami zostają osoby które jako pierwsze ze swoich drużyn dotrą na platformę mając 5 flag. Zrozumiano? Okej! Więc gotowi do startu... START!

Finałowa ósemka szybko ruszyła do wody! Na prowadzenie w drużynie Piekielnych Wulkanów wyszła Caroline, zaraz po nią byłą Somila a na samym końcu Dariusz. Zaś w drużynie Niebiańskich Ptoków o wygraną zacięcie walczyli Ocram i Henry. Devon odpuścił sobie rywalizacje, ponieważ był naprawdę słabym pływakiem. Cecylia I Sheila także szły łeb w łeb z tą różnicą, że Sheila nie zbierała flag, ponieważ trochę się ich bała. Po chwili na platformie pojawił się Ocram który znaczenie wyprzedził Henrego i Caroline. Zaraz po nim pojawiła się Caroline, Henry, Somila, Cecylia, Sheila i Dariusz. A Devon oczywiście stał na brzegu.


Chris: Proszę, proszę. Sprawnie wam to poszło. Więc pokażcie mi swoje flagi. Ocram ma 5 a Caroline... Zaraz! Masz tylko 4 flagi!
Caroline: Co?! To nie możliwe!
Chris: A jednak! Somila, jako, że masz 5 flag i przypłynełaś jako druga z Wulkanów. Wygrywasz to zadanie!

<Pz> Somila: O rany! Nie mogę uwierzyć, że wygrałam! Może naprawdę uda nam się odbić od dna!

Chris: Ocram jako, że byłeś pierwszy Ty wybierzesz najpierw. Na początku gry było was czternastu, teraz jest was ośmioro ponieważ doszła Sheila. Z wszystkich tych przegranych oferm wybierz kogoś kto powróci do gry do Drużyny Niebiańskich Ptoków

<Pz> Henry: O rany! Jak mogłem tego nie wygrać!? On wybierze Cypriana i już będzie po mnie!

Ocram: Wybieram Cypriana!

<Pz> Henry: A nie mówiłem!

Chris: Powitajcie gromkimi brawami Cypriana, który odpadł już w drugim odcinku zajmując 14 miejsce!

Wtedy do platformy, przypływa jacht z którego wysiada Cyprian. Pierwszą rzeczą którą zrobił po wyjściu z łodzi był uścisk z Ocramem

<Pz> Henry: Takie słodkie, że chyba się porzygam...


oraz porozumiewawcze spojrzenie z Cecylią, nabrał odwagi dopiero wtedy gdy uśmiechnęła się do niego. Jeśli chodzi o spotkanie z Henrym, cóż nie było zbyt miłe. Henry mógł zacząć się bać ponieważ Cyprian doskonale wiedział kto podłożył mu łańcuszek Cecylii. Ale postanowił zaczekać na odpowiedni moment, by mógł ujawnić prawdę i oczyścić się z zarzutów,

Chris: Witamy na pokładzie, ale wracając do tematu Somila, Ty kogo byś chciała widzieć w swojej drużynie?

<Pz> Somila: Nie mam komplenie pojęcia co zrobić! Ja naprawdę bardzo, bardzo tęsknie za Spikiem. Ale może lepiej gdy nie ma go obok mnie? Przecież papa nigdy się na to nie zgodzi!

Chris: Somila? Heloł...
Somila:...
Chris: Zdecydowałaś się?
Somila:...
Chris: No dobra, nie to nie. Dariusz wybieraj!

<Pz> Caroline: Somila miała idealną okazje by przywrócić Spike! Czemu ona tego nie zrobiła?! Czasami w ogóle jej nie rozumiem, a teraz decyzja należy do Dariusza. Czyli już jest po ptokach.

Dariusz: Co ja?
Chris: Tak Ty!
Dariusz: Wybieram... Spike.

Caroline: CO?!
Somila: CO?!

Drużyna Ptoków: WTF?!

<Pz> Caroline: Kompletnie nie rozumiem Dariusza! Wywalił Spike, cały czas się z nim kłócił a teraz on go przywraca? Nie żeby było źle bo chciałam powrotu Spike, ale ja go nie rozumiem.
<Pz> Somila: Caroline, miała racje z podejrzanym zachowaniem Dariusza. Ale mimo wszystko cieszę, się że wybrał Spike! Ciężko mi to wyznać, ale nadal mi go brakowało. Żadna medytacja nie sprawiła, że przestałam za nim tęsknić.

W tym samym czasie na platformę wchodzi Spike po którym widać, że jest zadowolony z takiego obrotu spraw.

Spike: Cześć Karolinko, co tam?
Caroline: Nawet mnie nie denerwuj…

Następnie podszedł do Somili i gdy chciał już otworzyć usta…

Somila: Część, tęskniłam

Po czym odsunęła się od niego i schowała za plecami Dariusza

Spike: Nie wiem czemu to zrobiłeś, ale dziękuje.
Dariusz: Nie ma sprawy.

<Pz> Spike: Zachowanie drużyny jest trochę dziwnie… Nie wiem o co chodzi Somili jest na mnie zła czy co? A Dariusz? Czemu chciał mnie z powrotem przecież on mnie nienawidzi! Albo nienawidził…

Chris: Więc na razie to tyle wracajcie do swoich obozwisk. Pamiętajcie, że następnym razem kiedy się spotkamy odbędzie się walka o nietykalność. Przegrana drużyna odeśle kogoś do domu.

Drużyna Niebiańskich Ptoków

Atmosfera w drużynie nie była już tak napięta. Ale Cyprian wyczuwał, że coś jest nie tak. Szedł koło Ocrama i dzikuski. Przed nimi w milczeniu szli Devon i Henry zaś na samym końcu również milcząc szła Cecylia.
Kiedy dotarli do obozowiska rozdzielili się obowiązkami. Devon i Henry poszli szukać czegoś do jedzenia. Za to Ocram, Cyprian i Sheila stwierdzili, że muszą poprawić schronienie. Z daleka przyglądała im się Cecylia, która siedziała na kamieniu.


Cyprian: Pokłóciliście się?
Ocram: Co? O co chodzi?
Cyprian: Ty z Cecylią, posprzeczaliście się?
Ocram: Nie… Ona jest po prostu na mnie zła
Cyprian: Co jej zrobiłeś?
Ocram: Sam chciał bym wiedzieć. Mam nadzieje, że jej przejdzie. Inaczej Henry owinie sobie ją wokół palca. Tak po za tym. Ona wie, że to nie ty ukradłeś naszyjnik. Wie, że to Devon. Chociaż jak mam być szczery wydaje mi się, że Henry maczał w tym palce. Wyrzeka się, że nie, ale jemu nie można ufać.
Cyprian: Przecież o tym doskonale wiem… Słuchaj nie będziesz zły jeśli pójde do Cecyli? Wygląda na smutną
Ocram: Jasne.
Cyprian: A Sheila czemu nic nie mówi?
Sheila: Sheila boleć szyja…
Ocram: Masz na myśli gardło?
Sheila: Tak, tak.
Ocram: Chyba mam coś na ból gardła…

Ocram wraz z Sheilą weszli do środka szałasu, Cyprian zauważył, że Cecylia się również temu przygląda.

Drużyna Piekielnych Wulkanów/ Niebiańskich Ptoków

Henry: Devon. Mam nadzieje, że zdajesz sobie sprawę, że jesteśmy w tragicznej sytuacji. Jeśli przegramy ktoś z nas wyleci
Devon: Myślisz, że nie wiem? Powrót Cypriana był najgorszą z możliwych rzeczy.

Panowie z drużyny Ptoków nie zdawali sobie sprawy, że całej tej rozmowie przysłuchuje się Spike. Który postanowił sobie zrobić przerwę na papierosa.

Spike: Widzę, że ktoś ma ciężką sytuacje w drużynie.
Henry: Nie interesuj się Panie Skejt. Tak po za tym, to mógłbyś się podzielić fajką
Spike: Jak chcecie to macie.
Devon: Dzięki, ale ja będę spadał. Idę zobaczyć co się dzieje w obozie.
Henry: Dobry pomysł. Więc jak, podoba ci się ta hinduska?
Spike: Może.
Henry: Nie ściemniaj, pamiętam ostatnią grę w butelkę
Spike: Joł, nie chce o tym gadać
Henry: Co czyżby cię nie chciała?
Spike: Ona jest zaręczona, a ja psuje plan
Henry: No to fajną sprawę ma dziewczyna <puszcza dym>
Spike: Co masz na myśli brodaczu?
Henry: Gra na dwa fronty… Całkiem przyjemne, nie sądzisz, skejcie?

W tym momencie Spike nie wytrzymał i z całej siły uderzył Henrego pięścią w twarz

<PZ> Spike: Tja… uderzyłem go. No co?

Spike: Ustalmy jedno, zasrany hipokryto. Sam działałeś na dwóch frontach, a nikt ciebie nie ocenia. Ona nie ma wyboru. A jak jeszcze raz się do niej zbliżysz to chętnie wrócę i przyłożę ci tak, że już nie wstaniesz.
Henry: Wiesz co jest najlepsze? Że ona i tak ciebie nie zechce
Spike: Twoje zdanie mam w mojej skejtowskiej dupie. Nara grzybie.

Drużyna Piekielnych Wulkanów


Caroline: Somila, co ty wyprawiasz?
Somila: O co ci chodzi!
Caroline: O Spike!
Somila: Przecież wiesz, że nie będziemy razem. Ja mam już narzeczonego!
Caroline: I? Zaręczyny przecież można zerwać
Somila: Ale nie takie! Nieważne i tak nie zrozumiesz. Bardziej mnie zastanawia czemu Dariusz to zrobił..
Caroline: Też mnie to zastanawia…Zapytam się go.

Caroline podeszła do Dariusza który w tym czasie mył owoce.

Caroline: Dariuszu, czemu wybrałeś Spike.
Dariusz: Tak po prostu, popełniłem błąd?
Caroline: Nie, nie. Po prostu wiem, że za nim nie przepadałeś.
Dariusz: Tak, ale wiem, że ty i Somila go lubicie, więc chciałem być miły.

Chris przez magnetofon: UWAGA OBOZOWICZE! Zbiórka jest na polanie w lesie! Nie pojawienie się na polanie przez 10 minut grozi dyskwalifikacją drużyny więc śpieszcie się!


Chris: Więc dzisiejsze zadanie polega na.. I właśnie w tym problem. Nie mam żadnego pomysłu. Macie może jakiś pomysł?
Wszyscy: Niee?
Chris: Kaszana. Może w berka albo chowanego? Nie no za duzi jesteście. Szlag no! Co by tu wymyśleć. MAM! Bieg przez przeszkody.
Caroline: Bardzo twórcze, ale nie ciekawe
Chris: A co powiesz na bieg przez przeszkody od tyłu?
Caroline: Yyyy….
Chris: HA! Mam cię! Wybiorę dwie osoby które przebiegną. Wybieram Dariusza I Devona. Dariusz, bo przypynął ostatni a Devon, bo w ogóle tego nie zrobił. Przeszkodami będę te gałęzie i kłody. Więc ustawcie się. Gotowi! Do Startu START!

Devon i Dariusz ruszyli.. Szło im to bardzo wolno. Dariusz był trochę niezdarny a Devona raniły pokrzywy i inne chaszcze. Chciał to zrobić jak najszybciej, ale im bliżej był mety tym bardziej odczuwał ból nóg. Dariusz szedł powoli, starannie omijał przeszkody. W pewnym momencie obozowicze zremisowali ze sobą, ale tylko przez moment bo po chwili Dariusz już był na mecie.

Chris: I kto by się spodziewał takiego obrotu spraw? Devon, zawaliłeś na całej linii! Przegrać? I to jeszcze z nim? Devon, Henry, Cecylia, Ocram, Sheila i Cyprian widzimy się na ceremonii. Oczywiście Cyprian z powodu jego powrotu jest nietykalny. Na razie łamagi.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Wiem, że jest mało Sheili, ale to zrobiłam specjalnie bo jej będzie dużo w drugiej części, jeśli czujecie, że wasza postać została źle poprowadzona to piszcie, może uda mi się to jakoś sprostować ^^ Głosowanie zostanie zamknięte 14 lutego o godzinie 15. Głosujecie na Cecylie, Ocrama, Sheile, Devona i Henrego ;)

Qazty - 2012-02-12, 09:57

Odcinek fajny. Powrót Cypriana nieźle namieszał u ptoków, czyli krótko Henry i Devon mają...
Byłem ciekawy w jaki sposób przegrają ptoki. No cóż zadanie finałowe było takie sobie, ale przynajmniej Dariusz się wykazał. Do tego jego nowa taktyka zdobycia Caroline. Co on wymyślił?
Zuzolot napisał/a:
Chris: Oj nie przesadzajcie! Na pewno wam się bardzo podoba mój pomysł! Ale wracając do rzeczy. Czas na zadanie INWIDUALNE!
Caroline: Koniec drużyn?
Henry: JEST! Nareszcie! Marzyłem o tym od pierwszego odcinka! Ocram jesteś idiotą i już się nie mogę doczekać kiedy wylecisz!
Chris: Czy ktoś tu mówił o rozdzielaniu drużyn? Ja nic takiego nie mówiłem. To później, ale nie martwcie się jeszcze jest czas.

<Pz> Henry: Ku*wa…

Ten kawałek mi się najbardziej podobał. Ewentualnie jeszcze ten o wrzodach.

Ghost - 2012-02-12, 11:02

Odcinek spoko. Wyzwanie było niezłe, choć nie byłem przekonany co do zadania finałowego. Nie zabrakło również zaskakujących momentów. Ciekawi mnie bardzo postawa Dariusza.
W Ptokach robi się gorąco... Wydawałoby się, że Henry i Devon, nie mają już szans... Ale wierzę, że Henry coś wykombinuje. :D
Co do prowadzenia Henry'ego, to momentami był trochę "zbyt wybuchowy" i impulsywny, a przy tym nieco zbyt rozgadany. Ale to tam błahostka. ;) Ogólnie, to byłem zadowolony.

Teraz czekam z niecierpliwością na drugą część.

LeShawna - 2012-02-12, 13:41

Przeczytałam odcinek Skei i muszę powiedzieć, że był dla mnie cudowny. Genialne. Powtarzam: Genialne zadania! Wreszcie poczułam klimat wyspy.
Pojawiło się wiele nowych ciekawych wątków, a zepsute postacie (Cecylia) zostały naprawione. Także Maryse już ma jakiś cel. Genialnie poprowadzone charaktery.

O Somile się nie bałam, bo wiedziałam, że dobrze ją zrozumiesz ^^. Jak mi się podobało gdy o niej pisałaś, bo napisałabym to tak samo. Dalej utwierdzam się w przekonaniu, że myślimy tak samo ;) .
I jeszcze ten wątek z Henrym... Ciekawie. Podobny zabieg z tajemnicą był w FTP kiedy to Ellie szantażowała Jessice i Kicpermana. Ale bardzo podobało mi się zachowanie Somili w drugiej części. Jest właśnie taką Somilą jaką zawsze miała być. Dziękuję.

I odejście Maryse... To się nazywa stylowe wyjście z programu. Wielki Plus.

Odcinek oceniam baaaaaaardzo pozytywnie. Chyba najbardziej mi się podobał ze wszystkich.




o do odcinka Zuzy. Podobało mi się... zadanie? W sensie klimat Robinsona. Ciekawi mnie zachowanie Dariusza? Czy on coś planuje? Podoba mi się również kontynuowanie "przyjaźni"? Somili i Caroline.
Co do powrotów: cieszę się, że wróciły te osoby, mimo, że nie miałam czasu głosować. Nie podoba mi się jednak sposób ich przedstawienia. Jakoś tak szybko poszło. I trochę mało Cypriana.
I w sumie dobrze rozwiązałaś to, że Somila sama nie powiedziała, że chce żeby wrócił Spike. Właśnie tak by postąpiła.
Jestem ciekawa jak dalej będzie prowadzony wątek Somila i Spike, bo nie ukrywam, że może być ciekawie ;)
Na razie odcinek mi się podoba, ale czekam na więcej.
A! A jak Dariusz dosiadł się do Somili i Caroline to jakoś mi się t skojarzyło z Phoebe z "Przyjaciół" :D

Anastazja - 2012-02-12, 16:06

Odcinek całkiem fajny...
Przy zadaniu bardzo poczułam klimat Survivor. Niespodzianki w zachowaniach Dariusza, ciekawią mnie jego plany. W nie których momentach rowniez zachowanie Caroline mnie zdziwiło.
Natomiast u Ptokow mam wrażenie, że wszystko staje się przewidywalne, poprzez relacje w drużynie. Mam nadzieje, że może chociaż Cyprian to zmieni, bo jest co ciekawy powrót. Tak samo Spike, od razu kiedy powrócił mam wrażenie że zrobiło się ciekawiej. Malo trochę Sheili, a szkoda bo to bardzo ciekawa postać. Cyprian trochę jakby nie zauważalny.
Ale odcinek bardzo mi się podobał, czytało się płynnie i bez momentów w których się gubiłam.

David - 2012-02-12, 17:31

odcinek fajny i fajnie że Cyprian powrócił, czekam na ceremonie :D
Kacper-ski - 2012-02-12, 21:02

Cóż , nie wiem czemu z czystej ochoty przeczytałem od początku wszystkie odcinki 0_0 . Może i dobrze bo o ile pamiętam dałem sobie przerwę na 5 ... Skomentuję więc ostatni -
Ogólnie było fajnie , ale zadanie nie przypadły mi do gustu. Było też jak dla mnie trochę nudno czytałem na siłę. Ale bohaterów w odcinku opisywałeś ładnie , podobały mi się ich zachowania . Ale niestety trochę poplątało mi się przez te powroty. Niestety lepiej mi się czyta gdy zawodników jest mniej . A teraz jakieś to zagmatwane mi się wydaje :< .Ogólnie odcinek nie był zły , ale nie przypadł mi go gustu . Mam nadzieje że druga część odcinka będzie lepsze . I mam nadzieje że odpadanie ta osoba na którą głosowałem ;D .

Zuzolot - 2012-02-16, 23:52

FORUM TOTALNEJ PORAŻKI 3


Od ostatniego zadanie minęło kilka godzin. Henry siedział na kamieniu wpatrując się w morze. Zastanawiał się co musi teraz zrobić by wyjść z tego bez szwanku. Miał przeróżne pomysły, tylko za każdym razem dochodził do wniosku, że to nie ma szans by taki plan zadziałał. Po chwili podszedł do niego Devon, który na razie starał się unikać Cypriana.

Devon: Jest mi naprawdę głupio, że zawaliłem to zadanie
Henry: Domyślam się.
Devon: Ale sam przyznaj, że to zadanie było strasznie głupie i beznadziejne.
Henry: Wiem o tym. Ja po prostu myślę jak wyjść z tego cało. Moim priorytetem jest wytrzymać do rozpadu drużyn. Drużyna Wulkanów nie wydaje się być zbytnio ogarnięta.
Devon: Najpierw musisz przejść przez tą eliminację.
Henry: Wiem o tym i chyba mam plan...

Drużyna Piekielnych Wulkanów

Caroline wylegiwała się na plaży. Miała już niewygodnego szałasu. Po za tym nadal zastanawiało ją dziwne zachowanie Dariusza. Nie bardzo wierzyła w jego przemianę. Jej rozmyślenia przerwał jej Spike.

Spike: Chcesz może zapalić?
Caroline: Nie dzięki, jakoś nie mam ochoty
Spike: Jak tam sobie chcesz
Caroline: Spikę, mogę cię o coś zapytać?
Spike: Jasne.
Caroline: Czemu Dariusz wybrał Ciebie?
Spike :A skąd mam wiedzieć? To nie moja decyzja tylko Dariusza. Po za tym mam ważniejsze sprawy niż rozkminianie nad Dariuszem.
Caroline: Chodzi o Somile?
Spike: Ba. Nie kontaktuje już wszystkiego.
Caroline: Jeśli chcesz mogę Ci doradzić
Spike: Nie dzięki, nie chce o tym gadać.

Niebiańskie Ptoki

Ocram: Jak tam gardło?
Sheila: Gardło nadal boleć.
Ocram: Powinnaś się zacząć cieplej ubierać. Wieczory są coraz chłodniejsze
Sheila: Chłodniejsze?
Ocram: Coraz zimniej…
Sheila: Sheila, nie potrzebować, Sheila jest ciepło i da sobie dać rada.
Ocram: Spokojnie. Mogę wiedzieć kto cię nauczył mówić?
Sheila: Elias, Sheila tęsknić za Elias

<Pz> Ocram: I wszystko jasne…

Ocram: Pozwól mi, że nauczę Cię od nowa, dobrze?
Sheila: Sheila się zgadzać. Sheila ma dość powtarzać.

Ocramowi z ukrycia przyglądał się Henry, który miał już plan jak raz na zawsze pozbyć się swojego największego rywala w drużynie. Wzrokiem szukał Cecylii, której potrzebował by wcielić swój plan. Kiedy już znalazł ją i miał do niej podejść z zamyśleń wyrwał go głos

Cyprian: Musimy pogadać.
Henry: Naprawdę? A mogę wiedzieć o czym?
Cyprian: O czymś co cię na pewno zainteresuje.
Henry: Zamieniam się w słuch,
Cyprian: Wiem, że nie tylko Devon jest zamieszany w kradzież naszyjnika. Ty również. Więc proponuje układ.
Henry: Interesujące, mów dalej.
Cyprian: Widzisz, można powiedzieć, że jestem tu nowy. Moje kontakty z resztą drużyny są raczej kiepskie
Henry: Zza wyjątkiem Ocrama
Cyprian: Racja, ale sojusz z nim to kiepski pomysł. Nie sądzę, żebym później mógł go pokonać
Henry: Czy ja się przesłuchałem, czy ty…
Cyprian: Chce się pozbyć Ocrama. Powroty zawsze zwiastują rozpad drużyn. W zadaniach inwidualnych będzie za silny.
Henry: Kusząca propozycja, ale skąd mam pewność, że nie kłamiesz.
Cyprian: Nie jestem Tobą.
Henry: Przekonywujący argument.
Cyprian: Cieszę się, że doszliśmy do porozumienia.

Piekielne Wulkany

Spike siedział na plaży. Caroline opuściła go kilka minut temu. Wyciągnął kolejnego papierosa i zaczął przeszukiwać swoje kieszenie w poszukiwaniu zapalniczki. Jego ruchom dokładnie przyglądała się Somila, która w myślach dodawała sobie otuchy.

Somila: Spike, chciałabym z Tobą porozmawiać
Spike: Hm, co tam?
Somila: Wróciłeś i teraz wiem co to dla mnie znaczy
Spike na te słowa zesztywniał
Somila: A moje życie było całkiem ułożone. Wiedziałam co mnie czeka, byłam na to przygotowana. I nagle zjawiasz się Ty.
Spike: Joł, Somila. Mam wrażenie, że sama nie wiesz czego chcesz. Miałem się nie zbliżać teraz mam być najbliżej jak tylko się da… Pas. Ja pasuje nie wiem co mam
Somila: Proszę Cię! Wysłuchaj mnie! Jesteś taki inny. Jak na Ciebie patrzę widzę kogoś zupełnie odmiennego. Kogoś kto jest dla mnie zupełnie obcy. Dla mojej kultury. Ale kocham Cię. Twój styl, twój uśmiech, twój stosunek do życia, to, że palisz papierosy i nie dbasz o zdrowie. To… To wszystko sprawia, że cię nienawidzę. Kocham Cię, Więc weź mnie. Wybierz mnie. Kochaj mnie
Spike: Wiesz Somila… Zupełnie mnie nie rozumiesz. Mówisz wybierz mnie. Czy Ty mnie wybrałaś? Miałaś do tego okazje i nie zrobiłaś tego. Zrobił to facet, przez którego odpadłem. Bo życie to nie boolywodzkie filmy gdzie wszyscy śpiewają i tańczą, miłość to nie puste słowa, ale i poświęcenie. Dałaś mi do zrozumienia, że mnie nie chcesz i poświęciłem się. Teraz chcesz mnie z powrotem, ja już niczego nie rozumiem. Ja po prostu muszę się zastanowić. Na razie...

Spike odszedł do obozu zostawiając Somilę samą, a po jej policzku popłynęła pojedyncza łza.


Niebiańskie Ptoki

Cecylia siedziała w szałasie i przeglądała swój pamiętnik. Po chwili do pomieszczenia wszedł Cyprian, który szukał czegoś do picia. W szałasie panowała niezręczna cisza, którą w końcu przerwała Cecylia.

Cecylia: Hej, chciałabym z Tobą porozmawiać
Cyprian: Tak? Czy coś się stało?
Cecylia: Chciałam Cię po porostu przeprosić, chyba wiesz za co…
Cyprian: Nie chowam urazy. (uśmiecha się)
Cecylia: To bardzo dobrze, naprawdę nie chciałabym żebyś był na mnie zły.
Cyprian: Myślę, że nie musimy do tego wracać, ale jest sprawa …

Ceremonia.
Drużyna Niebiańskich Ptoków sprawnie szła na eliminacje. Kiedy Cyprian zauważył, że Ocram jest zbytnio zajęty rozmową z Sheilą, wykorzystał ten moment i podszedł do Henrego.

Cyprian: Rozmawiałam z Cecylią o ceremonii. Możesz być spokojny.

Chris: Witam was na ósmej ceremonii. Nie popisaliście się dzisiaj, przegrać takie zadanie z dzikuską w drużynie?
Devon: Co ma dzikuska do biegania przez przeszkody do tyłu!?
Chris: W sumie to nic? Ale czy to takie ważne? Zawaliliście i kicha. Zanim jednak przejdziecie do głosowania, pomęczę was trochę. Cyprian, jak tam samopoczucie? Nie wydaje ci się, że dzisiejszy immunitet uchronił Cię od ponownej eliminacji.
Cyprian: U mnie wszystko okej. I nie wydaje mi się, żebym był potencjalną osobą do wywalenia. Ta wyspa jest pięknym miejscem, inspiruje mnie co sprawia, że chcę tu być jak najdłużej.
Chris: Okej. To może teraz Sheila.To było Twoje pierwsze zadanie w tej drużynie. Czy będą na tej eliminacji, czujesz się bezpiecznie?
Sheila: Ja się nie boić. Jestem u siebie w domu.
Chris: No w sumie logiczne. Dobra, spadajcie głosować . Nie mam już więcej pomysłów na pytania.

Uczestnicy po kolei podchodzą do pomieszczenia gdzie oddają głosy. Kiedy wychodzi ostatnia głosująca osoba, Chef przychodzi z urną podając ją Chrisowi.


Chris: Więc zobaczmy co tam mamy… Bezpiecznie może czuć się Sheila i Cyprian ! W następnym odcinku zobaczymy również Cecylie i Devona, co oznacza, że Ocram i Henry są zagrożeni.




























































….












Ocram, bardzo mi przykro…


Ale musisz pożegnać się z Henrym, który dziś opuszcza wyspę.
Henry: CO?!
Ocram: Co taki zdziwiony? Spodziewałeś się innego wyniku?

Flashback. Po finałowym zadaniu.

Ocram: Potrzebuję Twojej pomocy.
Cyprian: Czego chcesz?
Ocram: Pomóż mi wywalić Henrego.
Cyprian: Nie musisz mnie przecież o to prosić i tak to zrobię.
Ocram: Ale chcę, żeby tym razem było inaczej.
Cyprian: Co masz na myśli?
Ocram: Chce żeby dostał nauczkę, za to co robił i nadal robi na wyspię.
Cyprian: Właściwie, to może być interesująco. Więc jaką ja mam rolę?
Ocram: Zbliż się do Henrego, niech myśli, że jesteś po jego stronie

Koniec flashbacku.


Henry: Więc jednak blefowaliście. No cóż, czapki z głów. Ocram jeśli to Twoja sprawka, to jestem pod wrażeniem. Nie spodziewałem się czegoś takiego po Tobie.
Ocram: Dziękuje.
Henry: Mimo, wszystko życzę wam powodzenia.

Chris gasi jego pochodnie.

Chris: Plemię przemówiło.

Henry spokojnie podszedł do tratwy przegranych. Mimo, że zależało mu na wygranej, nie widział sensu użalania się nad sobą. Miał bowiem myśl, która go pocieszała. Że to jeszcze nie jest koniec.

Niebiańskie Ptoki.

Cecylia wraz z Sheilą siedziały w szałasie czekając na powrót męskiej części drużyny, która poszła szukać jedzenia. W pewnym momencie Cecylia zauważyła nowe odzienie na Sheili, wydawało jej się, że już gdzieś widziała tą bluzkę, ale nie mogła sobie przypomnieć do kogo ona należała..

Cecylia: Sheila, skąd masz tą bluzkę?
Sheila: Sheila dostała w prezent od Ocrama.
Cecylia: Naprawdę?
Sheila: Tak. Mi było zimno.
Cecylia: Lubisz Ocrama, co?
Sheila: Tak, Ocram to przyjaciel Sheili.

W tym momencie do pokoju wleciała… ŚWINKA!

Sheila: Bubu! Ja tęsknić!
Cecylia: Co to jest?
Sheila: To jest Bubu!
Cecylia: Miło mi poznać…

W tym czasie, chłopcy szukali jedzenia. Szukali bananów, kokosów, czegokolwiek! Nie wiadomo kiedy Ocram i Cyprian zgubili Devona z ich pola widzenia. Po pewnym czasie, zrobili sobie przerwę.

Cyprian: Wiesz, napisałem nowy wiersz.
Ocram: Dajesz.
Cyprian:

Wyspa na której wszystko się wyjaśnia.
Tu można stanąć na gruncie dowodów.
Nie ma dróg innych oprócz drogi dojścia.
Krzaki aż uginają się od odpowiedzi.
Rośnie tu drzewo Słusznego Domysłu
o rozwikłanych wiecznie gałęziach.
Olśniewająco proste drzewo Zrozumienia
przy źródle, co się zwie Ach Więc To Tak.
Im dalej w las, tym szerzej się otwiera
Dolina Oczywistości.
Jeśli jakieś zwątpienie, to wiatr je rozwiewa.
Echo bez wywołania głos zabiera
i wyjaśnia ochoczo tajemnice światów.
W prawo jaskinia, w której leży sens…


Ocram: Przerwę Ci
Cyprian: Co? Nie podoba Ci się?
Ocram: Nie to nie to, tylko ktoś Cię wyprzedził
Cyprian: Kto?
Ocram: Wisława Szymborska, gdybyś napisał to kilka lat wcześniej to może.. Ej! Patrz!
Cyprian: Hm?
Ocram: To Devon! W obozie Wulkanów!
Cyprian: Znowu go ręcę swędzą?

Cyprian się nie mylił. W obozie Wulkanów nikogo nie było a przynajmniej tak się zdawało Devonowi. Kiedy wszedł do szałasu, by znaleźć coś ciekawego ktoś usłyszał jego kroki. W pewnym momencie członek Wulkanów wszedł do szałasu

Dariusz: Halo? Wróciliście już?

Devon nie tracąc czasu popchnął Dariusza, i wybiegł z szałasu rzucając krótkie „Pozdrowienia od Ptoków” i uciekł jak najdalej. Jak na złość do obozu powróciła reszta drużyny. Ale Devon już był daleko poza zasięgiem. Całej sytuacji przyglądali się Cyprian i Ocram.

Caroline: Dariusz, nic Ci nie jest?
Dariusz: Nie, wszystko jest okej kiedy jesteś przy mnie..
Somila: Ale kto Ci to zrobił?
Dariusz: Ptoki…

Spike zaczął się nerwowo rozglądać. Zauważył cienie sylwetek, jak można było się domyślić Cypriana i Ocrama.

Spike: Hej! Kto tam jest?!

Spike ruszył w stronę Ocrama i Cypriana, ci bez wahania rzucili się w ucieczkę. Biegli szybko przed siebie, tak by zgubić wciąż biegnącego za nimi Spike. Po chwili zauważyli, że już nikt ich nie goni. Oboje byli zmęczeni tak bardzo, że nie mieli siły wrócić do obozu.

Cyprian: Wiesz co…
Ocram: Hm?
Cyprian: Nawet nie wiesz jak bardzo za tym tęskniłem i jeszcze jedno..
Ocram: Tak?
Cyprian: Łączy Cię coś z Cecylią?
Ocram: Tak, przyjaźń. Cecylia troszkę przypomina mi Marca. Traktuje ją jak młodszą siostrę której nigdy nie miałem, a co?
Cyprian: Nic, po prostu ciekawy byłem.

Piekielne Wulkany

Somila: I co? Widziałeś kto to zrobił?
Spike: Chyba tak, ale nie jestem pewny
Caroline: To co teraz?
Spike: A jak sądzisz? Nie odpuścimy im tego.

Chris: I to by było na tyle! Czy Wulkany odkryją prawdę? Czy Ocram i Cyprian będą mieli przechlapane? Czy Somila i Spike w końcu będą razem i czy…
Szef: Dostanę w końcu wypłatę?!
Chris: E… Ta… O tym w następnym odcinku FORUM TOTALNEJ PORAŻKI 3 !
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Więc to by było na tyle. Odcinek miał być już wczoraj, ale miałam awarie prądu więc bardzo bardzo przepraszam ^^ Mam nadzieje, że się podobało :)

Silny - 2012-02-17, 00:36

Nieee! Dlaczego akurat Henry? To właśnie on dodawał fabule najwięcej zajebistości! No cóż, mówi się trudno. Będę musiał trochę zweryfikować moje plany na kolejny odcinek. Co do samego odcinka Zuzy, podobał mi się. Dostrzegłem parę błędów językowych, ale nie warto się o nie spierać. Bardzo pozytywnie odbieram nową intrygę i zmiany w parach Spike-Somila i Caroline-Dariusz... No i fajnie, że Bubu powrócił. Najbardziej spodobał mi się dialog:
Cytat:
Caroline: Dariusz, nic Ci nie jest?
Dariusz: Nie, wszystko jest okej kiedy jesteś przy mnie..
Somila: Ale kto Ci to zrobił?
Dariusz: Ptoki…


Czyli teraz moja kolej. Jeśli macie jakieś życzenia odnośnie postaci czy fabuły, piszcie na pw lub gg do końca weekendu.

Ghost - 2012-02-17, 00:48

Hm. Jeśli mam być całkowicie szczery, to druga część odcinka nie zachwyciła mnie. Nie podobało mi się miejscami zachowanie niektórych postaci (np. Caroline, Devona).
I od tego odcinka zaczynam mieć wrażenie, że odcinki będą teraz pisane w celu odstrzału "czarnych charakterów". Moje ostatnie nadzieje pokładam w Devonie.

Eliminacja Henry'ego.
Przyznam, że nawet spodziewałem się tego (pozdrawiam tu hejterów?), więc nie będę opisywał jakiegoś zaskoczenia ze swojej strony, bo najzwyczajniej nie miało ono tu miejsca.

Cytat:
Miał bowiem myśl, która go pocieszała. Że to jeszcze nie jest koniec.


Ja też mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec Henry'ego. :)


Powodzenia Silny. ;)

Kacper-ski - 2012-02-17, 13:52

No , no nie spodziewałem się takiej eliminacji . Myślałem że już odpadnie Ocram ... Ale to lepiej że został ;p . Druga część odcinka nie za bardzo mnie zachwyciła , mało się działo .
Qazty - 2012-02-17, 13:55

Szczerze? Szok! W moich przewidywaniach Henry miał być w finale. No cóż, szkoda.
Czyli według fabuły Ocram z beznadziejnej pozycji wyrobił się na bardzo bezpieczną. Tak w ogóle wychodzi na to, że Devon jest ostatnim czarnym charakterem w grze (chociaż na upartego jest jeszcze Dariusz), jednak jego pobyt w grze wisi na włosku.
Nie jestem też o końca za tym, żeby układał jakieś skomplikowane plany eliminacji innych. Od tego był Henry.
Trójkącik bez zastrzerzeń. Jestem bardzo ciekaw jak się rozwiąże. Tak btw czy Cyprian wciąż ma obręcz Devona w torbie?
Wulkany w sumie też dobrze poprowadzone.
Zostaje jeszcze Sheila, ale w sumie nie wiem co o niej powiedzieć.

LeShawna - 2012-02-17, 14:06

Druga część podobała mi się bardziej niż poprzednia.
Cóż Henry odpadł. Szkoda, bo jednak był czarnym charakterem i jednak napędzał fabułę u Ptoków. Lubiłam go. Ale bardzo podobało mi się zakończenie z nim. Pokazał klasę i to się liczy. I sam powiedział, że jeszcze nie koniec. Kto wie? Może nawet nie będąc na wyspie może namieszać. Może miał jakieś intrygi o których nie wiemy (tu taki mój skromny pomysł do piszących ;) )

Somila i Spike. Się tak ucieszyłam z tego jak to zobaczyłam. Jak czytałam to, to wyglądałam tak:

Jak zawsze kibicuję tej parze :D

Hmm.... Powiedzieć wam, czy nie powiedzieć... Hmm... A dobra! LeShawna ma dla was niespodziankę. Wszystkiego dowiecie się ok. 19 ;)

Ghost - 2012-02-17, 15:22

LeShawna napisał/a:
Może nawet nie będąc na wyspie może namieszać.


Nie. To nie w jego stylu. On oszukiwał tylko po to by wygrać. On nie knuje dla zabawy. Prawda, jest mściwy, ale do pewnych granic... Nie będzie knuł nie znajdując się na Wyspie, bo to nie przyniosłoby mu materialnych korzyści.

Anastazja - 2012-02-17, 16:02

Ja nie mogę.. :( Z drużyny Ptokow obecnie odpadła najciekawsza osoba. Ale jakoś od początku wiedziałam, ze zachowanie Cypriana jest podejrzane i domyślałam się, że to jakiś podstęp.
Szkoda.. Wielka szkoda. :(

Lockedo - 2012-02-17, 17:12

Cieszę się, że odpadł Henry. Nie chodzi o to, że go nienawidzę, czy coś, ale czarne charaktery stanowczo mi się przejadły... nic osobistego. ;-)
Zostały moje ulubione postaci, teraz będzie trudno głosować... :-P

David - 2012-02-17, 18:32

druga część podoba mi się bardziej niż pierwsza, dobra robota ;) a... i miałem ten wiersz ,,Utopia'' Szymborskiej na lekcji :P
LeShawna - 2012-02-17, 19:13

Odcinek Specjalny – „What if we…”

Usiadłam sobie na skale przy morzu. Poczułam wiatr na mojej twarzy, który wiał od morza. Niósł ze sobą świeżość, delikatność, ale i ostrość. Bardzo dobrze słyszałam głos fal obijających się o skaliste wybrzeże. Słońce powoli zaczęło się pojawiać nad horyzontem. Zaczęło świtać.
Usiadłam. Nie. Nie medytowałam. Ale usiadłam w spokoju i zaczęłam się zastanawiać nad ostatnimi wydarzeniami. Nad moim pobytem na wyspie. Aż doszło do tego, że zaczęłam zastanawiać się nad swoim całym życiem. Jak to się dzieję, że nasza najmniejsza decyzja wpływa na nasze życie? Przecież mogło być ono zupełnie inne. Lepsze. I tak się zaczęłam zastanawiać. Co by było gdyby… Co by było gdyby moja babcia umarła w dniu moich narodzin? Co by było gdybym wyszła za Aravinda?
Zamknęłam oczy, aby jeszcze raz w spokoju poczuć powiem ostrego wiatru z nad morza.


Somila: Na świętą rzekę Ganges! Nie można wyspać się w spokoju?
Somila zdenerwowana wyszła z namiotu. Pierwszą osobą, jaką zobaczyła była Caroline.
Caroline: Cześć Somila! Jak się spało?
Somila <wyciągnęła telefon komórkowy i zaczęła patrzeć na niego, jakby wyrządził jej krzywdę>: Co-o? Aaaa… Fatalnie. Znowu ich było słychać w nocy jak to robili.
Caroline: No, mnie też to dener…
Somila: Gdzie ten zasięg?! Wiesz co? Nie mam czasu z tobą gadać. Mam ważniejsze sprawy na głowie. Już tak długo nie słyszałam mojego męża. Tęsknię za nim. Gdzie ten zasięg?!
Caroline: Ta-ak. Powodze…
Somila: Tak, tak, tak. Dobra.

PZ Caroline: Uf! Przynajmniej dzisiaj chciała ze mną porozmawiać! Nie jest tak źle!
PZ Somila: Dlaczego na tej wyspie nie ma zasięgu?!


W tym samym czasie, kiedy Somila szukała zasięgu, Dariusz zmierzał już na stołówkę. Otworzył drzwi gdy nagle…
Dariusz: Fuuuuj! Jesteście obrzydliwi!
Spike: Sorry Darek, ale puka się.
Dariusz: Właśnie widzę… Ale… Musicie to robić na stole, na którym jemy?!
Spike: Wiesz jak to mówią… Nie znacie dnia, ani godziny… Może powinieneś spróbować kiedyś z Caroline? <uśmiecha się łobuzersko>
Dariusz: Kocham Caroline i ją szanuję, więc…
Spike: W jakich ty czasach żyjesz? Dobra jak ty nie chcesz to zawsze ja...
Dariusz: Nawet nie próbuj jej tknąć!
Spike: Dobra, dobra. Idź się pobaw w piaskownicy i pozwól teraz zabawić się dużemu chłopcowi.
Dariusz coś burknął pod nosem i szybko wyszedł ze stołówki przeklinając w myślach Spike.
Spike: No to na czym skończyliśmy? Jesteś gotowa na dalszą zabawę z chłopczykiem, Maryse?
Maryse: Nie gadaj tylko chodź!
Spike: Spokojnie. Spajka nigdy dość.
Maryse: Strasznie długo się pozbywałeś tego świra. Co ty mówiłeś o Caroline?! Chyba nie kręci Cię to coś?!
Spike: Spoko. Chciałem się podroczyć z tym frajerem. Takie szary myszy mnie nie interesują. Lepsze są takie dzikie kocice jak ty!
Maryse: Mraaaauuuu! Chodź tu tygrysie!

Drużyna Niebiańskich Potoków też już wstała. Jednak przy ich namiocie nie było widać nikogo. Wszyscy się jakoś rozeszli. Po chwili było widać, że podbiega Evelyn. Szukała czegoś w swojej podróżnej torbie. Jednak ktoś jej się przyglądał. W lasku nieopodal za drzewami ukrywał się ktoś, kto bacznie ją obserwował. Był to Henry. Długo się wahał aż w końcu zrobił pierwszy krok i… nagle usłyszał pewien głos za swoimi plecami…

Halette: A można by wiedzieć gdzie ty się wybierasz?
Henry: Hal! Nie słyszałem, że tutaj jesteś... Długo mnie już obserwujesz?
Halette: No oczywiście, że mnie nie słyszałeś, bo byłeś zapatrzony w tą… dziewczynę. Co Ci chodzi po głowie?
Henry: Ja…
Halette: Co się z tobą dzieję? Czy ty się nie przejąłeś tym, że to przez nią odpadła Janette? Szkoda mi biedaczki… Jak to się stało, ciekawe…
Henry: No wiesz…
Halette: Zresztą nieważne. Musimy się skupić na grze! Dlatego daj sobie spokój z tą dziewuchą.
Henry: Ehh…
Halette: Czy ja słyszę, że ty wzdychasz? Chyba zapomniałeś o wygranej!
Henry: Nie.
Halette: Więc daj sobie z nią spokój. Uwierz mi. Poza tym księżniczka Cecylia mówiła mi, że ona i ten Cyprian mają się ku sobie.
Henry: Jak to!
Halette: Ja też tego nie rozumiem. Z Cypriana mogliby być nawet ludzie.
Henry: To oni są razem?
Halette: A kogo to obchodzi? Skupmy się na grze.
PZ Halette: Skupmy się na grze. To cud, że się tu dostałam. Gdyby nie to, że ta hinduska walczyła tak zawzięcie aby się tu dostać i gdyby nie zepchnęła tego grubasa na skały to bym się nie dostała!
Henry: Wiesz co… Mam pewną strategię. Powinniśmy.
Halette: Nie, nie. Poczekaj. Od myślenia i wymyślania strategii to jestem ja. Ty wykonuj tylko to co do Ciebie należy.
Henry: Czyli co?
Halette: Pomagasz mi wprawiać je w czyn. Hmm… O! Chyba księżniczka Cecylia do mnie macha. Umówiłyśmy się na herbatkę.

[i]Gdy Halette udawała się na herbatkę do Cecylii, Henry jeszcze raz spojrzał w stronę namiotu żeby zobaczyć Evelyn. Ale nikogo już tam nie było. Posmutniał i poszedł za Halette.


Evelyn: Cyprian! Zobacz! Znalazłam! Oto mój szkicownik. Tylko… Nadal nie jestem pewna czy Ci go pokazywać…
Cyprian: Nie pozwól, żeby sztuka była zamknięta tylko w twoim świecie! Pozwól jej się rozwijać! Pozwól jej być ocenianą! Ona tego potrzebuje! Wyzwól ją!
PZ Evelyn: On jest taki romantyczny kiedy się wczuwa!
Evelyn: No dobrze. <Podała swój notatnik ze szkicami Cyprianowi> Tylko się nie śmiej.
Cyprian: Nigdy w życiu. <Spogląda na kartki w spokoju i ogląda z każdą dokładnością każdy rysunek. Wszystko odbywa się w wielkim skupieniu i ciszy>
Evelyn: I jak…
Cyprian: To jest… NIESAMOWITE! Te cienie! Zrobione doskonałą techniką i precyzją. Czuję… Czuję… Twoje obrazy do mnie przemawiają. One są na pierwszy rzut oka pełne smutku i cierpienia, ale gdy dłużej im się przyjrzeć widać, że jednak ukazują pewną radość.
Evelyn: Łał. Myślałam, że tylko ja tak to odbieram.
Cyprian: Masz talent! Wielki talent.
Evelyn: Jak dobrze, że są tacy ludzie jak ty na tej wyspie! Całe szczęście, że Chris dodał Cię ostatnio do naszej drużyny. Byłam tu taka samotna. Nikomu nie pokazywałam moich rysunków.
Cyprian: Jeśli Ci ludzie w tej drużynie znają się tak samo na sztuce jak i na ludziach, to też bym im nie pokazywał moich rysunków. Patrz… to Somila. Cześć Somila!
Somila: Cześć, cześć! <Ciągle patrzy w telefon i tylko pomachała ręką idąc dalej przed siebie> Gdzie ten zasięg…

Chris: Nie zgubiłaś się?
Somila: Daruj sobie Chris… Próbuję znaleźć zasięg.
Chris: Znasz zasady. Żadnych komórek.
Somila: Co-o? Tak, tak. Jasne. Poczekaj… MAM SYGNAŁ! Halo! Najdroższy! Słyszę Cię! Ja też Cię kooo… Ej ej ej!
Chris: Sorry. Na wyspie nie ma telefonów.
Somila <Mierząc go wzrokiem>: Ty mały, zakłamany, źle uczesany… Oddawaj mój telefon! <rzuca się na Chrisa>
Chris: Tylko nie źle uczesany! Ej! Kurde! Nie po włosach! Ratunku!
W tym momencie Caroline i Dariusz zauważyli, że coś się dzieję. Od razu podbiegli i próbowali rozdzielić Chrisa i Somilę. Caroline chwyciła hinduskę, a Dariusz… bronił prowadzącego.
Caroline: Somila, Somila spokojnie. Pomedytujmy.
Somila: Medytacja jest dobra dla frajerów. Chcę żeby on oddał mi mój telefon!
Chris: Ha! Wrzuciłem go do wody!
Somila: Nie uciekaj jeszcze z tobą nie skończyłam! <Chris uciekł do swojego pięknego domku na wyspie, a Somila ze złości poszła w przeciwną stronę>
Dariusz: Co my z nimi mamy…
Caroline: Dokładnie. Dobra musimy się nimi zając. Do zobaczenia później <puszcza oko>

Caroline: SOMILA! Czekaj!
Somila: Czego chcesz?
Caroline: Chris to palant, a ja…
Somila: Serio?! Niby jak ja mam się skontaktować z Aravindem?! Bezsensu!
Caroline: Popatrz. Mam tu coś dla Ciebie <wyciąga z kieszeni swój telefon> Też przemyciłam swój telefon. Proszę możesz zadzwonić.
Somila: O rany! Dzięki! Moja babcia miała rację! Jestem stworzona do tego, żeby oczekiwać od życia, tego czego chcę.
PZ Caroline: Powiedziała dziękuję! Czuję, że to przyjaźń!
Somila: <kończąc rozmowę przez telefon> No dzięki. Też Cię kocham. Czekam na telefon od Ciebie. Pa. <skończyła rozmowę> Dzięki Caroline. Pożyczę go jeszcze kiedyś.
Caroline: Jasne nie ma sprawy.
PZ Somila: A chciałam ją ostatnio wywalić. Jednak się przydała.

Dariusz: Chris!!!
Chris: Nie krzycz tak! Co?
Dariusz: A… Może mógłbyś oddać Somili telefon?
Chris: Nie ma takiej opcji.
Dariusz: Ale… Chyba jej nic nie grozi przez to.
Chris: Normalnie bym ją wywalił. Ale wiesz jaka była oglądalność! Ta dziewczyna ma iskrę! A ja mam za to kasę! Teraz zmiataj, bo zaraz będzie zadanie.

Somila, w końcu była uszczęśliwiona, gdy wreszcie mogła porozmawiać ze swoim mężem. Wielki uśmiech nie schodził jej z twarzy. Do czasu, kiedy ktoś sprawił, że uśmiech zamienił się w pogardę. W jej kierunku szli Spike bez koszuli ze swoją klatą na wierzchu, a przy nim Maryse. Oboje szli dosyć chwiejnym krokiem.
Somila: Proszę, proszę. Kogo ja widzę? Pan i Pani Napaleni.
Spike: O! A ty co taka wesoła! Semila, tak?
Maryse: Zostaw ją w spokoju. Nie wolno karmić zwierząt.
Te słowa sprawiły, że Spike i Maryse zaczęli się głośno śmiać.
Somila: O matko! Jak cuchniecie! Ile wy już wypiliście? Ocean wódki.
Maryse: <chwiejnym krokiem> Ani ty… Ani twoja bliźniaczka… Nie będziecie mi wmawiać, że jestem piana.
Spike: Ty patrz! Ja widzę, aż cztery Somile.
Maryse: No dobra… Może wypiliśmy troszkę za dużo… Ale przecież jest zabawa!
Somila: Że też Chris wam tego alkoholu nie rekwirował.
Spike: Daj spokój Somcia i baw się razem z nami!
Maryse: Spajkuś! Nie zdrabniaj jej imienia! Zdrabniaj tylko moje!
Spike: Ależ oczywiście Maryśka
Maryse: Ej! Chodźmy! Nudzi mnie już to pastwienie się nad zwierzętami. Poza tym ona nie może. Mąż przecież jej nie pozwoli.
Somila: Ja…
Spike: NO TAK! Ty masz męża! Lubię takie niedostępne. Słuchaj, a co powiesz na trójkąt? Maryse się pewnie zgodzi.
Maryse: Ale ja nie chcę się tobą dzielić!
Spike: Spoko będzie ekstra zabawa. No dalej Semila. Twój mężulek o niczym się nie dowie. No przyznaj… Lecisz na mnie. Wszystkie lecą.
Somila: Spójrz mi w oczy i słuchaj. Za wysokie progi jak na twoje nogi.
I z wielkim zażenowaniem Somila opuściła Spike oraz Maryse, która zanosiła się śmiechem.


Koniec końców doszło wreszcie do herbatki na którą została zaproszona Halette.
Cecylia: No mówię Ci! To był straszny szok.
Halette: Wiem co masz na myśli. Złodziej w naszej drużynie! Całe szczęście, że pozbyliśmy się go, jak wszystko wyszło na jaw.
Cecylia: Chciałaś powiedzieć kiepski złodziej. Doprawy. Gdyby w moim państwie przestępczość była na poziomie tego… Devona. To byłby to najbezpieczniejszy kraj na świecie. Ale i tak jestem wstrząśnięta!
Halette: Biedactwo. Akurat Ciebie upatrzył sobie na ofiarę. Musisz się czuć potwornie.
Cecylia: Na szczęście szybko to wyszło na jaw, jak wszystko przeszukaliśmy. Chować zdobycz w plecaku! Kiepski złodziej z tego Devona. Dobrze, że stanęłaś po mojej stronie.
Halette: Ależ oczywiście księżniczko! My damy dworu musimy trzymać się razem.
Cecylia: Ha! Dobrze powiedziane! O ciasteczka się skończyły. Poczekaj chwilę. <Pstryknęła dwa razy palcami> Sir Ocramie! Przynieś nam ciastka! Już, już.
Ocram: Już się robi..
PZ Ocram: Nie cierpię gdy tak do mnie mówi. Ale bycie lojalnym popłaca. Chyba…
Halette: Jak ty to robisz, że on się Ciebie tak słucha? Ja muszę ciągle kontrolować Henrego.
Cecylia: Jestem księżniczką! Pożałowałby gdyby się mnie nie słuchał. Poza tym trudno dzisiaj o dobrego sługę! Hahahaha!
Halette: Och! Księżniczko Cecylia jaka ty jesteś zabawna! Twoje żarty są na iście królewskim poziomie.
Cecylia: Dziękuję Ci Lady Halette. Jesteś wspaniałą towarzyszką. A teraz musimy się zastanowić, kto nie zasługuje na nazywanie się Niebiańskim Potokiem.
Halette: Wiesz… Co myślisz o Cyprianie?
Cecylia: Lady Halette! Cyprian jest nowy. Nie zna co prawda zasad panujących w mojej drużynie, ale damy mu możliwość wyboru po której stronie chce stać. Pozbywamy się Evelyn.
Henry: Co?! Nie…
Cecylia: Masz z tym jakiś problem Sir Henryku? Czy aby jesteś pewien, że dalej stoisz po właściwej stronie?
Henry: Tak, ale…
Cecylia: Paniczu Henry zaczynam powoli obawiać o Ciebie. Czy dalej mogę liczyć na twoją lojalność?
Henry: Tak, ale sądzę…
Ocram: Stary mówię odpuść sobie.
Cecylia: Doskonale. Nie wiem Lady Halette jak ty z nim sobie radzisz. Musisz być bardzo silna, chociaż nie wyglądasz.
Halette: Jakoś sobie radzę <spojrzała ostro na Henrego w stylu „zamilcz”>

Henry: O co Ci chodzi?
Ocram: Cecylia jest bardzo specyficzna… Trzeba się mieć na baczności.
Henry: Ja nie jestem tak jak ty jej pieskiem na posyłki.
Ocram: Ale nie widzisz co tu się dzieję? To ona i Halette o wszystkim decydują.
Henry: Co ona ma na Ciebie, że jej tak słuchasz?
Ocram: Nic. Ona… Ona mi się podoba.
Henry: Serio! Ona jest okropna!
Ocram: Ale przyznasz, że jest ładna.
Henry: Wygląd to nie wszystko. Jest despotyczna.
Ocram: Ale nie tylko o to chodzi… Może to dziwnie zabrzmi, ale… Nie no pomyślisz, że jestem palantem.
Henry: No gadaj!
Ocram: Ona ma coś takiego, że pozwala wierzyć ludziom, że są wyjątkowi.
Henry: Chyba nie rozumiem…
Halette: Henry gdzie jesteś?
Henry: Muszę już iść. Mój oprawca czeka. Ale wiesz co? Sądzę, że powinniśmy się trzymać razem. Mamy ten sam problem.
Halette: HENRY?!
Ocram i Henry: Kobiety…

Henry nie mógł już dłużej zwlekać, więc jak najszybciej musiał udać się do Halette, która nie lubiła czekać. Szczególnie jeśli chodziło o Henrego. Robiła wszystko dla jego dobra.
Halette: Gdzieś ty był?
Henry: Tu i tam. I jak się udała herbatka z księżniczką?
Halette: Nawet mi nie mów! Matko jak ja jej nie cierpię. Ma się za niewiadomo kogo!
Henry: Nie było nic widać po tobie. Ocram też niczego chyba nie podejrzewa.
Halette: Całe szczęście. Już mnie męczy to ciągłe uśmieszki i potakiwanie wielce pani!
Henry: Ale wszystko chyba zmierza w dobrą stronę.
Halette: Otóż to! I przy najbliższej okazji zdetronizujemy księżniczkę Cecylię z tronu. A ja zostanę nową głową naszej drużyny.
Henry: O ile reszta drużyny się zgodzi, Hal
Halette: Daj spokój Henry. Tylko ja się do tego nadaję. Byłabym świetnym przywódcą, ale musiała pojawić się ta cała Cecylia. No to teraz jedyne czego potrzebujemy to pozbierać osoby, które chętnie się jej pozbędą. Ale to nie będzie trudne.


Ocram: I jak się udał brunch z Halette?
Cecylia: Było znakomicie! Lady Halette to doprawdy zacna osoba. Niewiele jest takich dziewczyn w dzisiejszym świecie. Przypomina mi mnie kiedy byłam mała.
Ocram: Doprawdy? Księżniczko może umó…
Cecylia: Ale ja byłam jednak na wyższym poziomie. Ale ten jest sługa Henry. Nieokrzesany młodzieniec.
Ocram: Nie wydaje się taki zły.
Cecylia: Czyżbyś z nim rozmawiał.
Ocram: Tak… Wydaję się całkiem spoko. Nie masz mi chyba tego za złe.
Cecylia: Ależ oczywiście, że nie. Taki wyjątkowy młodzieniec jak ty powinien rozszerzać swoje znajomości.
Ocram: Dz-Dzięki?
Chris: ROZBITKOWIE! Czas na zadanie.
Cecylia: Musimy się zbierać.

Chris: Dzisiaj czeka was bardzo… <tutaj Chris opowiada zadanie, ale to nie jest istotne dla części fabuły dzisiejszego odcinka>
Halette: Ooooo! Ocram jesteś taki słodki. Wypolerowałeś naszyjnik Cecylii.
Ocram: Dzięki. Starałem się.
Cecylia: Tak. Na Sir Ocrama można zawsze liczyć.
Evelyn: Przepraszam, pozwólcie mi przejść. O ładny naszyjnik.
Cecylia <odwraca głowę bardzo powoli w kierunku Evelyn i przygląda jej się uważnie>: My nie rozmawiamy z pospólstwem.
Cyprian: Co się dzieję? Evelyn, wszystko gra?
Evelyn: Tak ja tylko…
Halette: Cześć Cyprian! I jak się czujesz w nasz…
Cecylia: Przepraszam Cię lady Halette. Cyprian! Jakie to zacne imię! Po zadaniu zapraszam Cię do siebie na herbatkę.
Cyprian: Widzicie błękit tego nieba? Jest cudowny. Prędzej niebo będzie szmaragdowe niż będę pił herbatę z kimś takim jak ty.
Ocram: Ej. Ej! Ty chyba nie wiesz do kogo mówisz!
Cyprian: Chyba wiem. Wiem bardziej niż ty. Ty jesteś idealnym przykładem upadku człowieka. Nie szanujesz się zadając się z nią.
Ocram: O! Cofnij te słowa, bo zaraz dostaniesz.
Cecylia: Chłopcy, chłopcy. Przestańcie. Sir Ocramie! Wasze zachowanie jest haniebne. Drogi Cyprianie sądzę, że tak uzdolniony i wybitny artysta jak ty, jednak zmieni zdanie i uda się na niewinna herbatkę, której głównym celem będzie omawianie twórczości Goethego.
Cyprian: Cóż… Zastanowię się nad tym. Ale jakby co, przyjdę z Evelyn.
Evelyn: Serio?
Cecylia: Phi. Rozważę to. A teraz lepiej słuchajmy zadania.

W międzyczasie Chris już skończył tłumaczyć zadanie i drużyny zaczęły się już do niego przygotowywać. U niebiańskich potoków, jak można było się przekonać, o wszystkim decydowała księżniczka Cecylia, a wtórował jej Ocram. Halette grzecznie potakiwała na słowa Cecylii, patrząc na Henrego, aby przestał grabić sobie u księżniczki. Evelyn i Cyprian również jej słuchali, ponieważ drużyna by ucierpiała na ich fochach.

Natomiast u Piekielnych wulkanów sprawa nie była taka prosta. Somali znowu w swoje ręce dorwała komórkę Caroline. Spike i Maryse obmacywali się i obściskali się jak zawsze. Biedna Caroline i Dariusz musieli zapanować nad zadaniem.

Caroline: Słuchajcie… Może zróbmy tak, że Dariusz pójdzie tam i będzie czekał na sygnał.
Dariusz: Nie ma sprawy Karolinko.
Caroline: Oj przestań. Wiesz, że się rumienię jak to mówisz. Dobrze to Spike ty…
Spike: Daj spokój mała. Zadanie nie zając.
Caroline: Ale wiesz… Mógłbyś pokazać swoje męstwo.
Maryse: Głucha jesteś?! Słyszałaś, że powiedział, że masz się odczepić. Chodź się całować!
Caroline: Somila, pomóż!
Somila: Co? Ej róbcie co chcecie nie mam na to czasu. Mam to gdzieś. Boję się, że Aravind znalazł sobie kogoś.
Caroline: Eh…
Dariusz: Spokojnie najdroższa. Wszystko będzie dobrze.
Caroline: Och Dariusz! Jak dobrze, że tu jesteś. Nie wiem, co bym bez Ciebie zrobiła. Nikt mnie tutaj nie lubi. Chyba musze zapalić.
Dariusz: Kochanie. Spokojnie. Wszystko będzie dobrze. Obiecałaś mi, że już nie będziesz palić.
Caroline: Tak, ale ja już nie daję rady.
Dariusz: Możesz zawsze na mnie liczyć. Nie zapominaj o tym.
Caroline: Och Dariusz! Jesteś kochany. <Caroline nagle usłyszała szelest z zza krzaków, jakby ktoś biegł> Co to było?
Dariusz: To tylko wiatr.

Jednak zadanie rządzi się swoimi prawami i musiało w końcu nadejść. Niebiańskie potoki były całkowicie zgrane w tym zadaniu. Wszystko było zaplanowane z góry. U piekielnych wulkanów wszystko działo się szybko. Bez namysłu. Tylko Caroline i Dariusz wiedzieli co zrobić. Dlatego bardzo zaskakujące było to, że to Piekielne Wulkany wygrały zadanie. Niebiańskie potoki musiały wybrać kogoś do eliminacji. Halette i Cecylia porozumiewawczo wymieniły spojrzenia i już wiedziały co zrobić.
Przed ceremonią drużyny miały czas wolny.


Halette: I co Henry? Wszystko po naszej myśli?
Henry: Tak Evelyn…
Halette: Znowu się zacząłeś interesować ta dziewczyną? Co z tobą nie tak?
Henry: Byłem ją tylko przekonań, żeby głosowała na Cecylię. Zgodziła się.
Halette: No. Przynajmniej taki mamy pożytek z niej. Masz szczęście.
Henry: Hmmm…
Halette: A dzisiaj jest ten dzień. Dzień w którym pozbędziemy się księżniczki Cecylii na zawsze!

„Pan i Pani Napaleni” też nie próżnowali.
Maryse: Jesteś cudowny Spike.
Spike: Tak, tak wszystkie mi to mówią.
Maryse: Czy cos się stało?
Spike: Wiesz co mała tak sobie myślałem ostatnio i…
Maryse: Czy TY chcesz ze mną zerwać?! Z Maryse się nie zrywa!
Spike: Daj spokój mała. Tego kwiatu pół światu, a Spike nie jest coraz młodszy.
Maryse: Ty! Tyyyy!
Spike: Fajnie było, ale się skończyło. Ale jakbyś się chciała jeszcze kiedyś zabawić, to wiesz gdzie mnie szukać <mrugnął łobuzersko>
Maryse: Ty skończony dupku! Nie zrywasz ze mną! To ja zrywam z tobą!
Spike tylko pokazał w stronę Maryse gest „mów do ręki” i odszedł zapinając koszulę. Maryse ze złości zaciskała pięści z całej siły, ale na jej lewym policzku można było zauważyć jedną płynącą łzę.

Wszystko rządzi się swoimi prawami, więc nadszedł czas na ceremonię. Sześcioro zawodników przybyło do laguny wstydu i sięgnęło po swoje pochodnie. Czekali na werdykt.
Chris: Więc znowu się spotykamy. Jak to się dzieję, że wy przegrywacie? Nawet mając nowy nabytek jakim jest Cyprian. Może wam brak Devona.
Halette: Dobrze, że ten złodziej odpadł! To i tak najlżejsza kara za kradzież naszyjnika mojej przyjaciółki.
Cecylia: Och, dziękuję Ci Lady Halette.
Halette: Nie ma za co kochana.
Chris: Dobra skończcie te czułości. Zaczynamy! Swoją pochodnię bezpiecznie mogą zapalić… Cyprian… Ocram…. i…. Henry!
Następna jest… Evelyn!
Zostałyście tylko we dwie. Cecylia i Halette <Obie dziewczyny spojrzały się na siebie nerwowo> Dwie największe przyjaciółki i jedna z was odpadnie. Nie przedłużam. Z programu odpada








































































Halette! Na tratwę wstydu tędy.
Halette: Co! Ale jak to! To nie możliwe. Henry! Księżniczko Cecylio!
Cecylia <trzymając za rękę Cecylię>: Nie mam pojęcia jak to się mogło stać, ale obiecuję Ci to, że jak się dowiem, to winny za to zapłaci!
Halette: Dziękuję Ci! Henry trzymaj się! Pamiętaj co Ci zawsze mówiłam.

Wszyscy na pożegnanie machali jeszcze do odpływającej tratwy. Po czasie zaczęli się jednak rozchodzić. W lagunie przegranych został tylko Ocram i Cecylia.
Ocram: Ale numer! Jak to się stało, że Halette odpadła? Chyba tracimy poddanych.
Cecylia: Mój drogi Sir Ocram. Niczego się nie domyślasz? To ja sprawiłam, że Halette odpadła.
Ocram: CO?! Ale jak?
Cecylia: To było dosyć proste. Pamiętasz jak zaprosiłam Cypriana na herbatę? Cóż przyszedł. To jest bardzo zacny człowiek. Mieliśmy tyle wspólnych tematów. I od słowa do słowa, jakoś doszliśmy do głosowania. Namówiłam go, aby zagłosował dzisiaj na Halette. Namówił też ta wieśniaczkę Evelyn, więc łatwo było zdobyć ich głosy.
Ocram: Ale dlaczego Halette? Tak się rozumiałyście. Przyjaźniłyście.
Cecylia: Ty nic nie zauważyłeś. Halette była bardzo podobna do mnie. Powiedziałam Ci nawet, że przypomina mi mnie jak byłam mała. No właśnie. Wiedziałam czego się mogę po niej spodziewać. Poza tym te wszystkie jej potakiwania, uśmiechy. Takie sztuczne. Zagrażała mi. A ja nie mogę stracić mojej korony.
Ocram: Bałaś się, że zajmie twoje miejsce?
Cecylia: To ja jestem królową tej wyspy. Nikt inny! To ja decyduję kto zostaje a kto odpada! Lady Halette była niebezpieczna. Zagrażała mojej pozycji. A w grze nie ma miejsca na sentymenty.
Ocram: Przerażasz mnie… Tylko liczy się dla ciebie mieć władzę… Ale zaraz… Ja nie głosowałem na Halette. Miałaś tylko trzy głosy. Więc jak… brakowało Ci jeszcze jednego głosu…
Cecylia: Henry. To mój brakujący głos.
Ocram: Głosował na Halette?! Jak to?!
Cecylia: To nie było trudne. Sprawiam, że ludzie przy mnie czują się wyjątkowi.
Ocram: Ale skąd ty wiesz, że ja to…
Cecylia: Pamiętaj Ocram, po której chcesz być stronie. To ja decyduję kto zostaje, a kto odpada. <i odeszła w kierunku namiotu nucąc jakąś melodię pod nosem>

Słońce zmierzało ku zachodowi. Na skraju plaży stała Somila ciągle patrząc na telefon.
Somila: Aravind! Wiem, że za mną tęsknisz! Gdybym tam była to bym zatańczyła taniec brzucha. Proszę nie zapominaj o mnie. Kocham Cię! Oddzwoń do mnie jak to usłyszysz.
Spike: Somila?
Somila: Spike? Co ty tu robisz?
Spike: Szukałem Cię.
Somila: Wytrzeźwiałeś? I gdzie jest twoja „tygrysica”?
Spike: Zerwaliśmy.
Somila: Aha. Nie będę ukrywała, że mnie to dziwi.
Spike: Słuchaj, to może… ja jestem sam. Ty jesteś sama. Twój mąż nic nie będzie wiedział. To co Somcia? Zabawimy się.
Somila: Ty jednak jesteś nienormalny i zboczony.
Spike: Oj już nie bądź taka święta… Jedna noc.
Somila: Czy ty masz jakieś plany? Jakiś cel w życiu?
Spike: Pewnie! Dobrze się bawić!
Somila: A coś więcej?
Spike: Daj spokój. Nie znam swojego celu.
Somila: Jeżeli ty nie znasz swojego celu? To kto ma określić twoje przeznaczenie?
Spike: Eeeee….
Somila: To twoje życie. Co się będę przejmowała.
Odeszła od Spike i dalej szukała zasięgu, aby Aravind mógł się z nią skontaktować.

Caroline: Somila! Somila! Soooomila! Wszystko dobrze?
Somila: Co-o? Taak… Co się stało?
Caroline: Już jest ranek. Musiałaś zasnąć na skale jak rano poszłaś medytować.
Somila: Chyba tak… Ale miałam dziwny sen.
Caroline: Chodź zjedz coś i wszystko mi opowiesz.

Co by było gdyby? To pytanie możemy sobie zawsze zadawać. Powoduje, że zaczynamy rozmyślać o naszym życiu. Tylko czy to jest istotne? Czasu nie możemy cofnąć. Nie zmienimy naszej decyzji. Nasz wybór determinuje naszą przyszłość. Każda najmniejsza decyzja może zmienić drastycznie życie nasze, ale i innych. Mogliśmy sprawić, że tam gdzie teraz jest nienawiść mogła być miłość. Mogliśmy sprawić, że złe cechy naszego charakteru w obecnym środowisku zaczęły brać górę nad tymi dobrymi.
Przeznaczenie? To my tworzymy nasze przeznaczenie, właśnie podejmując decyzję.
Nie ma złych i dobrych decyzji. Nigdy nie wiemy tak do końca jak one wpłyną na nasze życie. Musimy jednak je podejmować. Licząc się ze wszystkimi konsekwencjami. Ponieważ nie zdajemy sobie nawet sprawy, jak trudno czasem takie decyzje cofnąć.


----------------
Czy wiesz, że:
- tytuł odcinka pochodzi od tytułu piosenki piosenkarki z Malty Chiary. Piosenkę „What if we” zaśpiewała na konkursie eurowizji w 2009 roku.
- Somila w ostatniej scenie ze Spikiem używa właśnie słów z tej piosenki w luźnym tłumaczeniu LeShawny
- do napisania tego odcinka natchnął mnie odcinek „Chirurgów” (ang. „Grey’s Anatomy”)
- rysunki narysowała Skeya
-----------------------------------
Jakby ktoś nie wiedział to na fioletowo jest to co sobie Somila myśli ^^

Jestem bardzo ciekawa waszej reakcji, ponieważ bardzo dużo pozwoliłam sobie bawiąc się waszymi postaciami. Ale w sumie to nie wpływa w żadnym stopniu na fabułę, więc pomyślałam co mi szkodzi. Dlatego właśnie to jest odcinek specjalny.
A i jeszcze jedno. To nie było tak, że chciałam robić przeciwieństwo całkowite. To były moje rozmyślenia dokładnie na taki sam temat jak rozmyślała Somila. I miało to często większy i mniejszy sens i wszystko generalnie można jakoś wytłumaczyć.

Skeya - 2012-02-17, 19:34

Przyszłaś, napisałaś, zabiłaś!

Jestem oszołomiona! To było niezwykłe, ale i przerażające.

Cecylia i Halette rozwalają system. Myślałam, że padnę przy ich herbatce... :D

Przeraża mnie kreacja mojej własnej postaci! Jezo, jesteś straszna. Ale mimo to, nadal uważam, że to było czadowe.

Podoba mi się inne przedstawienie Evelyn. A razem w duecie z Cyprianiem... Dosyć oryginalny pomysł. Na wielki plus. Kreacja Ocrama i Henry'ego jest prze zabawna.

Jednak podziwiam cię, że miałaś ochotę, ale i też odwagę napisać coś takiego. Wszystko jest spójne, nie widzę żadnych dziur w fabule. :)

Lockedo - 2012-02-17, 20:36

Baardzo fajny odcinek. ^^ Fajne rozmyślenie 'co by było gdyby...'. Dobra robota. Mam nadzieję, że to nie ostatni specjalny odc. ^^
Zuzolot - 2012-02-18, 10:04

Odcinek naprawdę bardzo mi się podobał ^^ Uwielbiam parę Spike i Maryse! :D
Henry i Ocram pod pantoflem! Powalające :D
I oczywiście Dariusz i Caroline! Ta para jest naprawdę bardzo urocza ^^
Mam nadzieje, że napiszesz jeszcze kiedyś drugą część odcinka ;)

Qazty - 2012-02-18, 15:05

Ciekawa alternatywa. Spike i Maryse są świetni, a Caroline uwielbiająca Dariusza jest powalająca.
Anastazja - 2012-02-18, 15:53

Taki odcinek specjalny to świetny pomysł. :D
Najbardziej podobał mi się w nim Cyprian, oraz jego relacja z Evelyn.
Właściwie to oni do siebie pasują.
Ciekawa też była osobowość Spike. Szok.
Spory potencjał ma rowniez Halette.
Jednak nie podobało mi się Caroline jako ofiara losu.. x.x

Ghost - 2012-02-18, 20:54

Ciekawy ten odcinek specjalny. Daje trochę do myślenia, co jest na plus, oczywiście.

Maryse i Spike - rozwalili mnie. W sumie byli masakryczni, ale w końcu o to chyba chodziło.

Caroline i Dariusz - och, jakże oni mnie rozczulili. <3 Awww.

Cyprian - i właśnie taki Cyprian mi się podoba! Artysta w każdym stopniu!

Halette - Fajnie, że miała swoje 5 minut. Nawet, jeśli to wszystko nie stało się na prawdę. ;)


Podsumowując, odcinek był super i mam nadzieję, że takich odcinków będzie więcej. ^^

Silny - 2012-02-25, 17:16

Jest odcinek. Przepraszam, że musieliście tyle czekać - po części wynagrodzę wam to jego objętością. Chyba tylko pierwszy odcinek Ghosta był dłuższy niż ten! Sporo wątków zostało wprowadzonych na skutek sugestii twórców postaci. A zatem chyba nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić Was do lektury!
--------------------------------------------------


FTP odc.9 „Trójsojusz"

Chris: Witajcie na Forum Totalnej Porażki! Poprzednim razem daliśmy drużynom szansę wykazania się trudną sztuką przetrwania w warunkach pierwotnych. Doświadczyliśmy też kilku zaskakujących powrotów, które już na samym początku zdołały nieźle namieszać w zabawie. Ostatecznie, największym zaskoczeniem odcinka okazała się ceremonia eliminacji, podczas której drużyna Niebiańskich Ptoków zdołała pozbyć się największego manipulatora trzeciej edycji programu. Pa-pa gitarzysto! Kolejny czarny charakter opuścił rajską wyspę na krótko przed połączeniem zespołów. Możecie sobie wyobrazić jak bardzo mi się to nie spodobało! Po tym wydarzeniu postanowiłem wziąć sprawy we własne, spracowane ręce i pokazać tym frajerom, co myślę o podobnych pomysłach. No bo poważnie, widzieliście kiedyś reality show pozbawiony postaci z „pazurem”? Takie coś jest do bani i nie zapewni mi wysokiej oglądalności! I jak ja będę wtedy wyglądał? Dlatego leję na dalszą część zapowiedzi i lecę zrobić to, co do mnie należy. Narka ziomy!
Szef: Weź nie żołądkuj się tak…
Chris: No bo mnie wkurzyli!


Poranek. Niebiańskie Ptoki powoli budzą się ze snu. Ta noc przebiegła dla nich zaskakująco spokojnie, nawet obecność dzikuski i jej świnki nikomu nie przeszkodziła w delektowaniu się rozkosznymi chwilami ciszy i spokoju. Jednak żadna przyjemność nie może trwać wiecznie. Po nocy zawsze przychodzi dzień.

Cyprian: <wychodząc z szałasu> Co za piękny wschód słońca! Morze szumi jak zaczarowane, a ludzie dalej mogą śnić swój wariacki sen o wolnym, nieśmiertelnym życiu!
Ocram: Co ty tam gadasz do siebie?
Cyprian: A, takie tam, nie za dużo w tym sensu. Nie uważacie, że powinniśmy zbierać się na śniadanie?

Cecylia, cała rozczochrana, wystawiła głowę na zewnątrz.

Cecylia: Jest dopiero siódma rano. Dlaczego wszyscy zrywamy się z posłań o tak wczesnej porze?
Cyprian: Na mnie nie patrz, nie ja zbudowałem szałas z wejściem od wschodniej strony.
Ocram: O kurczę. Sorki wam wszystkim. Chyba będzie trzeba zrobić mały remoncik.
Devon: Na mnie nie licz.
Ocram: Nawet o tobie nie pomyślałem.

<PZ> Ocram: Devon to podejrzany kleptoman i trzeba mieć na niego oko. Ten jego wczorajszy nalot na obóz Wulkanów był nieprzemyślany i całkowicie niepotrzebny! No, chyba że gość ma zamiar wywołać między nami wojnę.

Cecylia: Panowie, proszę. Cyprianie, może zdradzisz nam skąd w tobie tyle wigoru i to z samego rana?
Cyprian: Po prostu cieszę się, że znowu tu jestem. Piękno i siła tego niezwykłego miejsca dodają mi motywacji. No i po raz pierwszy nie ma tu z nami Henry’ego!

Zawodnicy jeden po drugim gramolili się z szałasu. Devon i Sheila na końcu.

Cecylia: Muszę przyznać, że masz całkowitą rację. Panicz Henry nieustannie próbował nas ze sobą skłócić. Bez niego pobyt tutaj i cała rywalizacja wydają się być znacznie prostsze.
Ocram: A wszystko dzięki temu, że zawiązaliśmy perfekcyjny sojusz!

Devon przewrócił oczami. Jego „towarzysze” nawet nie próbowali ściszać głosów.

Cyprian: Może warto by go kontynuować? Teraz nie musimy się już nikogo obawiać. Nasz trójsojusz w niezmienionym składzie mógłby dojść nawet do finału.
Cecylia: Cyprianie… to zaiste doskonały koncept!
Ocram: To co, jeden za wszystkich, wszyscy za jednego?
Cyprian: Niech rządzą zasady fair play!
Cecylia: Sojusz prawych!
Devon: Bo się porzygam.

<PZ> Devon: To słodkie do obrzydliwości. Nie do zniesienia. Ciekawe, jak długo tak wytrzymają? Chyba będę musiał ich rozbić, albo zawiązać własny sojusz…

Ocram: Sheila, co ty na to, żeby też do nas dołączyć? Szkoda by było zawierać przymierze bez ciebie! A w ogóle, jak twoje gardło?
Sheila: Gardło być lepiej, ale teraz Sheila iść nakarmić Bubu. My zobaczymy potem.

Dziewczyna wzięła świnkę na ręce, położyła ja sobie na głowie i poszła w stronę stołówki. Ocram, nieco strapiony, pokiwał głową. Devon zrozumiał, że musi działać szybko.

Devon: Sheila… Hej, Sheila, poczekaj! Uch… Tak sobie myślę… Może ty i Bubu chcecie bym poszedł z wami? Znam fajne miejsce, pełne owoców…
Sheila: Bubu dziękować za propozycję, ale my iść w swoje miejsce.

<PZ> Sheila: <wciąż z Bubu we włosach> Sheila nie ufać czarny samiec. Czarne wilki nie mieć dobrych zamiarów, wcale a wcale. Na szczęście Sheila i Bubu zrobić go w bambuko. To być nasza strategia.

Ocram: Może nie powinniśmy zostawiać jej sam na sam z Devonem?
Cecylia: Niby dlaczego? Niech sobie idą. Nie sądzę, żeby potrafili nam zaszkodzić. Takich dwóch jak nas trzech to nie ma ani jednego.
Ocram: Taa. Obyś miała rację.


Okolice stołówki. Jest jeszcze zbyt wcześnie, by ludzie zaczęli schodzić się na śniadanie. Sheila i jej zwierzątko grzebali w śmieciach na tyłach chatki. Szef rozpalał piece w kuchni, zamiatał zaplecze i… odbierał dzisiejszą pocztę lotniczą. Jego uwagę przykuła jedna, charakterystycznie ostemplowana koperta.

Szef: Co to jest? O żesz ty…


Później. Wnętrze stołówki. Obie drużyny są już na miejscu i w pełnych składach czekają na przybycie posiłku.

Szef: <pchając przed sobą wózek z pełnymi talerzami> Dzisiaj przygotowałem kuchnię brytyjską. Doceńcie mój trud i choć raz zjedzcie wszystko bez narzekań.
Caroline: Gulasz i bagietka? A gdzie w tym Brytania?
Szef: Jedz, nie marudź!

To mówiąc, wraz z pustym wózkiem udał się na zaplecze. Rozpoczęły się ochocze rozmowy. Caro zauważyła, że Spike i Somila unikają nawzajem swojego wzroku. Po chwili Szef wrócił, niosąc ze sobą spory pęczek listów.

Szef: Poczta dla członków ekipy i uczestników programu. Te są dla was. I chyba jako pierwszemu wypada mi złożyć gratulacje.
Dariusz: Jakie gratulacje? O czym on mówi?
Caroline: O niczym dobrym, jak go znam. Spike, nie otworzysz swojego listu?
Spike: Joł, ten „mój” jest jakiś dziwny. To chyba raczej nie do mnie.
Szef: Moje gratulacje, żołnierzu. Nareszcie zakosztujesz gorzkiego smaku służby. Czeka cię największa przygoda w życiu każdego prawdziwego mężczyzny. Skoszarowanie! <odwrócił się do całej sali> Szeregowy Spike idzie w kamasze!!!
Somila: Szefie, nie musi pan tak krzyczeć…
Spike: Eee… JOŁ?

<PZ> Spike: Jak to w kamasze? Że niby ja… i wojsko? Ale… Ale jak to?

Ptoki: Gratulacje, gwiazdo U.S. Army!
Caroline: Może ten maniak coś pokręcił? Przeczytaj to pismo jeszcze raz, powoli i dokładnie.
Dariusz: Nie ma mowy o pomyłce, Karolinko. Tu wyraźnie stoi napisane, Spike musi stawić się na komisji wojskowej dnia takiego i takiego ze swoim aktem urodzenia i podwójną kopią zdjęcia…
Spike: Oddaj to! Jak rany, przestańcie się tak tym wszyscy podniecać! Dla mnie jest to szok dużo większy niż dla was. Bez ściemy, chyba wyjdę zajarać.

Jak powiedział, tak też zrobił. Na moment przy stoliku zapanowała cisza.

Dariusz: Ekhm, Karolinko, moja mama błogosławi nasz związek i cieszy się na myśl, ile dzieci…

Urwał, widząc że Caroline wyciągnęła pięść do ciosu. Dziewczynie nie chciało się już nawet odpowiadać. Jej uwagę zwrócił wyraz twarzy Somili. Hinduska była blada jak ściana.

Caroline: Co ci jest, mała? Nie wyglądasz najlepiej. To przez ten głupi pobór Spike’a? Wielu facetów musi przez to przejść.
Somila: <szeptem> Nie, to nie przez niego. Tylko… tylko ten mój list…
Caroline: Dariusz, wynocha. Mamy kobiece sprawy.
Dariusz: Na twój rozkaz, słoneczko.

Okularnik wziął swój talerz i posłusznie wyszedł. Dziewczyny zostały same.

Caroline: Teraz słucham. Możesz mi o wszystkim opowiedzieć.

Somila przełknęła ślinę. Nie była w stanie stłumić tego smutku. W chwili słabości musiała się komuś zwierzyć. Obcej dziewczynie. Przyjaciółce.

Somila: To… to od mojego ojca. Napisał, że przyśpieszają mój ślub z Aravindem. Nie sprecyzował daty.

Caroline ze współczuciem poklepała ją po ramieniu.

Caroline: Biedactwo... Ale to chyba nie musi jeszcze niczego oznaczać. No wiesz, skoro nie ustalono nawet konkretnego terminu… Nie przejmuj się, na pewno chcieli cię tym zachęcić do szybszego powrotu, to wszystko.
Somila: Nie Caro, to nie tak… Wiesz co? Ja chyba naprawdę muszę wygrać ten program. Nie mam innego wyjścia.
Caroline: A Spike? Nie mógłby ci jakoś pomóc?
Somila: Proszę, nie pytaj mnie teraz o niego…
Caroline: Okej, okej, przepraszam. No cii, już dobrze. Głowa do góry.


U Niebiańskich Ptoków atmosfera przy otwieraniu listów była znacznie spokojniejsza. Wieści w większości spraw okazywały się zadowalające. No, może nie wszystkie…

Cecylia: Co za ulga. Mój sekretarz donosi, że „sprawy w królestwie zmierzają we właściwym kierunku”.
Ocram: To chyba dobrze, no nie? Marco opowiada o premierze swojej nowej kolekcji luksusowej bielizny i opisuje zawarty kontrakt. Na okrągłą sumkę.
Cyprian: Ma powodzenie ten twój braciszek. A mnie rodzice przesłali moc gorących uścisków. A wraz z nimi…

Chłopak wyjął z koperty małego biało-czerwonego orzełka. Na jego widok uśmiechnął się delikatnie.

Cyprian: Nie oczekuję, że to zrozumiecie…
Ocram: Niby czemu nie? Ten symbol ma wielkie znaczenie również i dla mnie. Nie zapominaj, że w jakimś stopniu też jestem Polakiem.
Cecylia: Jestem pełna podziwu dla waszych postaw.

Cyprian przypiął sobie orzełka do swetra. Do ich stolika ponownie podszedł pan Kucharz.

Szef: Jest jeszcze jeden list. Zaadresowany do Devona.
Devon: <beznamiętnie> To musi być pomyłka, Devon nie dostaje listów.
Szef: Zmienisz zdanie jak to przeczytasz.

Chłopak niechętnie rozerwał kopertę. Sheila, zaciekawiona, zerkała mu przez ramię.

Sheila: Sheila nie wiedzieć o co chodzi w tych kartkach, ale na tej być piękny obrazek.
Devon: To… jakiś ponury żart. Co to, list gończy? Na mnie?
Szef: Uznaliśmy, że warto cię powiadomić, że takie portreciki wiszą teraz w całej Kanadzie. Hehehehe…

Devon przygryzł wargę.

<PZ> Devon: Cholera jasna! Znowu pali mi się grunt pod nogami! Teraz nie mam wyjścia, muszę wygrać ten milion. Potrzebuję kasy na adwokata, kaucję, łapówki… Szkoda że nie ma tu Henry’ego. On wiedziałby co zrobić, by kontrolować sytuację.


Pół godziny później. Zawodnicy czekali na nadejście prowadzącego. Spike stał pod chatą i palił. Drugą paczkę.

Caroline: Aleś się tym przejął. Wyluzuj.
Spike: Nie przejmuję się. Jestem raczej na maksa wkur…, znaczy, zdenerwowany jestem. Bez kitu. Zamierzam olać to całe cholerne wojsko, joł. Nic mi przecież nie zrobią. Bo ja nie pozwolę, żeby system mnie do czegoś zmuszał.
Dariusz: O, idzie do nas Szef!
Szef: W SZEGERU ZBIÓRKA! SZEREGOWY SPIKE, NA MOJĄ KOMENDĘ MELDUJ I RÓWNAJ, ZAŁOGA DO RAPORTU!
Spike: Wolnego, kolo…
Szef: MILCZEĆ, KOCIE!!! 40 POMPEK ZA NIESUBORDYNACJĘ, A RESZTA BACZNOŚĆ I TEŻ MILCZEĆ!!! JUŻ JA Z WAS ZROBIĘ Z WAS ZAWODOWYCH ŻOŁNIERZY…
Spike: Joł, ale Szefie, to ma być tylko przymusowy pobór!
Szef: POMPUJ!!!

Spike pod przymusem zaczął wykonywać ćwiczenie, a gdy reszta stała na baczność, Szef zaczął wyjaśniać im ich niecodzienną sytuację.

Szef: Pewnie myślicie, że czekacie na Chrisa, co? Oświecę was. Chris wypiął się na wszystko, uznając, że program bez czarnych charakterów nie ma szansy się sprzedać. Próbowałem go od tego odciągnąć, ale widząc dzisiejszy festiwal miłości w wykonaniu tych mięczaków <tu wskazał na drużynę Niebiańskich Ptoków> zaczynam zastanawiać się, czy nie miał przypadkiem absolutnej racji. Jakby nie było, dziś rano próbował wydostać się z wyspy prywatnym helikopterem. Pompuj chłopcze, pompuj… Naszym siłom udało się go w porę schwytać i umieścić w miejscu odosobnienia. Dlatego też waszym zadaniem będzie odszukanie i sprowadzenie Chrisa tutaj, na plażę. Choć mnie akurat mógłby się więcej na oczy nie pokazywać. Wiecie od jak dawna zalegał mi z wypłatą? Teraz mam go tam, gdzie słońce nie dochodzi. Okej. Dostaliście wskazówki, więc jazda do roboty! Wasza droga rozpocznie się w dżungli! ODMASZEROWAĆ!


Drużyny udały się na skraj lasu. O dziwo, Szef nie protestował, gdy obie postanowiły pójść tą samą, najlepiej wydeptaną ścieżką. Sheila, cała rozradowana powrotem do buszu, szła pierwsza, na czworakach obwąchując ziemię w poszukiwaniu zapachu Chrisa. Za nią wędrował wesoły trójsojusz, później wiecznie skwaszony Devon, a na końcu trzymające lekki dystans do przeciwników Piekielne Wulkany.

Spike: Joł, Karolinko, tyle rzeczy się wydarzyło, że zapomniałem zapytać, co było w twoim liście.
Caroline: Nic szczególnego. Najzwyklejsze w świecie pozdrowienia od rodziny i znajomych. Póki co, wszystko się u mnie jakoś układa... <ściszyła głos> Wkurzająca Maryse odpadła, a i Dariusz ostatnio jakby trochę znormalniał… prawdę mówiąc głupio mi, że tak to wygląda.
Somila: Nie, w porządku. Ciesz się swoim szczęściem. Nie można rezygnować z niego przez cudze problemy.

<PZ> Caroline: Spike i Somila… Oni oboje są tacy zdołowani. Nie zasłużyli sobie na to. Muszę jakoś ich zagrzać do boju!

Caroline: Hm, Spike, coś mi przyszło do głowy. Pamiętasz jak wczoraj chciałeś zemścić się na Ptokach za nocne zabawy w terrorystów? Teraz mamy doskonałą okazję. Nawet nie zdążą się zorientować, co ich trafiło!
Spike: Niby tak, ale… no nie wiem. Chyba na razie dam sobie z tym spokój, joł. Wolę skupić się na grze, na zadaniach... Sama rozumiesz.

<PZ> Spike: Przecież nie powiem wprost, że teraz koniecznie muszę wygrać ten program!

Caroline: Raczej nie bardzo. Może moglibyśmy pomówić w cztery oczy?
Spike: Jasne.

Odczekali kilka kroków, by zapewnić sobie odrobinę prywatności.

Caroline: Możesz mi powiedzieć, co zaszło między tobą a Somilą? Ona jest taka przygnębiona… Chyba nie zrobiłeś jej nic złego, co?
Spike: No co ty! Joł, oczywiście, że nie. Po prostu… strasznie się między nami pokomplikowało. Z nią nie idzie się dogadać, raz mówi jedno, raz drugie, a ja nawet nie wiem co mam o tym myśleć, czaisz? Nadal ją lubię, ale chyba potrzebna nam mała przerwa na odpoczynek od siebie… przynajmniej mi.
Caroline: Nie każ jej zbyt długo czekać. Ona wkrótce bierze ślub. I wiem co mówię, jest zakochana po uszy. Bynajmniej nie w panu młodym.
Dariusz: <woła> Karolinko, czy on cię przypadkiem nie napastuje?
Caroline: <odkrzykuje> Ty się lepiej martw o siebie! A ty <zwróciła się ponownie do Spike’a> pamiętaj, że jestem po waszej stronie. Nie tylko Wujek Sam na ciebie liczy.
Spike: Będę pamiętał.

Skejt, lekko skołowany, powrócił do reszty drużyny. Caro natomiast zrównała się z Ptokami. Była jeszcze jedna osoba z którą bardzo chciała zamienić choć słówko.

Caroline: Hej, Devon.
Devon: Hej… Caro?
Caroline: Zauważyłam, że ciągle trzymasz się na uboczu.
Devon: Stąd mogę spokojnie obserwować sytuację. Niestety, te skubańce wcale nie chcą mnie słuchać… A co, masz dla mnie jakąś dobrą radę?
Caroline: Tylko taką, żebyś nie dał się prędko wykopać. Ja też byłam w lekkim szoku, gdy powiedziano nam o eliminacji Henry’ego. Ale utrata sojusznika to jeszcze nie koniec świata.
Devon: Ta, no raczej.

Nagle wszyscy jak jeden mąż zatrzymali się w pół kroku przy pierwszym rozwidleniu dróg. Jeden szlak – oznaczony kolorem szarym – wiódł dalej mocno ubitą ścieżką. Drugi – czerwony – skręcał w gęstą dżunglę. Po krótkiej naradzie zespoły rozdzieliły się. Ptoki wybrały dotychczasowy, wydeptany trakt, zaś Wulkany wąską, na wpół zarośniętą czerwoną ścieżkę…


Niebiańskie Ptoki

Cecylia: Cyprianie, zastanawia mnie jedna rzecz. Gdzie przebywałeś po opuszczeniu wyspy? Pozwolono wam wrócić do domów?
Cyprian: Cóż… byłem tu i tam, z tym że na razie lepiej o tym nie mówić. Oczywiście oglądałem was w telewizji. I wiesz, coś ci powiem <zwolnił nieco, nie chcąc zostać podsłuchanym>. Nie gniewaj się więcej na Ocrama. Mogę cię zapewnić, że zawsze był za tobą.
Cecylia: Wiem o tym. Od dawna już nie mam wątpliwości co do jego intencji. I chociaż spotkało mnie z jego winy wiele przykrych wypadków, takich jak ten z młotkiem, nie chowam do niego urazy. Niestety czasem tracę nad sobą kontrolę i robię rzeczy, za które potem mi wstyd… Mam nadzieję, że poddani wybaczą mi te niegodne zachowania.
Cyprian: Na pewno wybaczą. W twoim sercu dostrzegam czyste dobro. Oni też muszą je widzieć.
Cecylia: Dziękuję, Sir Cyprianie.
Cyprian: Ależ proszę… Księżniczko Cecylio.

Nieśmiało chwycił ją za rękę. Ona z kolei spojrzała mu w oczy.

Cyprian: Nie pozwolę, żebyś przy mnie straciła panowanie…
Cecylia: Och, Cyprianie…
Devon: Tak, tak, tak. Cyprianie to, Cyprianie tamto, wszyscy kochają Cypriana. Przypominam, że ciągle szukamy Chrisa. Halo! Wasze kółko wzajemnej adoracji możecie wsadzić sobie tam, gdzie… Zaraz! Wiecie co to oznacza?
Cecylia: Że jesteś skończonym prostakiem?
Devon: Nie! Że Szef zostawił nam ukrytą wskazówkę. Pamiętacie jego słowa? Ma Chrisa tam, gdzie słońce nie dochodzi! Sheila, czy na wyspie są jakieś bardzo, bardzo ciemne miejsca?
Sheila: Takie czarno zawsze być w górach!
Cyprian: Devonie, jesteś geniuszem.


Piekielne wulkany

Droga Wulkanów okazała się stosunkowo krótka, za to usiana licznymi pułapkami. Czworo zawodników co rusz wygrzebywało się z kolejnych kałuż smoły i wilczych dołów, utwierdzających ich w przekonaniu o wyborze właściwej ścieżki. Nie mylili się. Po niespełna godzinie marszu oczom ich ukazał się niewielki drewniany „stragan” z Szefem za „ladą”. Całość sprawiała wrażenie tandetnej prowizorki.

Szef: Gratuluję, żołnierze. Wybraliście krótszą ścieżkę, co wcale nie znaczy, że będzie wam łatwiej odnaleźć mroczne miejsce. Nie zastanawialiście się wcale nad zagadką, mam rację? Mniejsza z tym, dotarliście tu, więc ułatwię wam zadanie. Do Chrisa najszybciej tędy <wskazał drogę po lewej> jednak nie pozwolę wam przejść bez odpowiedniej zapłaty… i odrobiny męczarni.
Spike: Joł, byle szybko, co mamy zrobić?
Szef: Widzicie moją fortecę? Na froncie szeregowi setkami oddają życie w obronie podobnych fortyfikacji. Waszym zadaniem będzie umocnić tę niezdobytą twierdzę poprzez wykopanie wokół niej solidnego okopu. A teraz spytajcie mnie czym macie go wykopać.
Dariusz: Czym mamy go wykopać?
Szef: Twoimi rękami, głąbie!


Niebiańskie Ptoki

Drużyna Ptoków wędrowała długo, cały czas pokładając nadzieję w intuicji Devona i orientacji Sheili, wiodących ich w stronę odległego górskiego pasma. W podzięce za niebagatelną pomoc, trójsojusz próbował okazywać im swoją sympatię. Z kolei Devon robił co mógł, by dzięki temu ugrać coś dla siebie. Wychodziło to marnie i jednej i drugiej stronie.

Devon: Sheilo, skoro znasz tę wyspę tak dobrze, może powiesz nam, czy w okolicy są jakieś dziki?
Sheila: Dziki? A co to być dziki?
Devon: No wiesz… takie zwierzaki, co to mają takie… takie… <próbował pokazywać> takie cztery owłosione nogi… i takie… eee… takie gęste brązowe futro i takie… takie… wystające kły, o takie o, i eee…

<PZ> Devon: Cholera, wcale nie tak łatwo wytłumaczyć, co to są dziki!

Sheila: To ja już wiedzieć. Moja rodzina dobrze znać te dziki. One budować sobie podwodny dom na środku rzeki.
Ocram: Jej raczej chodzi o bobry… Devon, skończ wreszcie z tą swoją manią. Gdyby na wyspie żyły jakieś dziki prędzej czy później ktoś z nas by je zauważył… Spójrzcie, jesteśmy na miejscu!

Przed nimi rozciągał się niewielki łańcuch górski, gdzieniegdzie przyozdobiony skalnymi jaskiniami. Plus jedną wyjątkową – zamykaną na metalowe drzwi ze znakiem „X”. Zawodnicy zbliżyli się do niej. Wejście do podziemnego kompleksu Chrisa było na wyciągnięcie ręki. Sheila chwyciła za mosiężną klamkę, lecz w tej samej chwili pod jej nogami otworzyła się głęboka zapadnia.

Sheila: Ojej!

Jako pierwsze zadziałały ludzkie emocje – zaskoczenie i niepewność. Wyjątkowy refleks okazał się niewystarczający. Dziewczyna zniknęła w ciasnym otworze.

Ocram: Nic ci się nie stało?
Sheila: Nie-nie, ale tu być strasznie ciemno! I mokro! Sheila nie może się ruszyć!

Ocram zajrzał w głąb zapadni.

Ocram: Ruchome piaski. Niezbyt głębokie, ale zawsze. Nie damy rady jej stamtąd wyciągnąć. W dół jest ze cztery metry, albo i więcej.
Cecylia: I co teraz?
Cyprian: Chyba musimy iść w dalszą drogę.

<PZ> Cyprian: Przyznaję, że to nie było w porządku, ale co innego mogliśmy zrobić?

<PZ> Cecylia: Wtedy po raz pierwszy zwątpiłam w niezawodność naszego trójsojuszu.

<PZ> Devon: Hehe. To było łatwiejsze niż myślałem.


Sheila: Ocram! Nie zostawiaj ty mnie! Tu być strasznie! Ja się naprawdę bardzo, bardzo boić!
Ocram: Słuchajcie, nie możemy się tak zachować. Ona wygląda na dojrzałą ale w środku jest delikatna jak dziecko. Wiem co mówię. Musimy jej jakoś pomóc!
Cyprian: Sam powiedziałeś, że nie mamy jak. Czego od nas oczekujesz, że zaczekamy na pomoc? Nie wiadomo, co jest w tych podziemiach, zwlekanie może bardzo pogorszyć sytuację!
Ocram: Czyją sytuację? Twoją, naszą czy jej?
Devon: Ja z nią zostanę. Ej, Sheila, słyszysz? Zostaję! Nie musisz się bać, nie będziesz tu sama!
Sheila: Dziękować! Dziękować!

<PZ> Cecylia: Kto by pomyślał, że Devon tak się zachowa?

Cyprian: Na pewno chcesz to zrobić? I nie ma w tym żadnego haczyka?
Devon: A niby jakiego? Lećcie już do tych katakumb, tylko tracimy cenny czas!

Nadwyrężony trójsojusz znalazł się w labiryncie ponurych korytarzy opuszczonego więzienia.


Piekielne Wulkany


Drużyna harowała przy budowie bezsensownej fosy. Kopanie szło raczej opornie - ziemia była dość twarda, na dodatek Szef co chwila kazał przerywać robotę, by Spike mógł ćwiczyć czołganie się w masce gazowej pod silnym ostrzałem z folii bąbelkowej. Po dłuższym czasie Hatchet uznał, że dół jest wystarczająco głęboki i zezwolił zaprzestać katorgi.

Caroline: Moje paznokcie… nie żyją.
Dariusz: Ja i tak mogę cię kochać bez nich.
Szef: Zadanie wykonane. Teraz przyszła pora na waszą zapłatę. Jedno z was zostaje i pomaga mi bronić fortu, reszta może iść dalej. Najlepiej potrzebuję jakiegoś hardego młokosa, takiego jak…
Somila: Ja tu zostanę. I tak nie mam już na nic siły. Tylko bym wam zawadzała.

<PZ> Spike: Kurczę… Nie musiała.

<PZ> Somila: Musiałam. On by go zamęczył.


Spike przez moment spojrzał na hinduskę. Co takiego skrywa w sobie to jej dziwne spojrzenie? Nie bardzo potrafił określić. A ona nie chciała patrzeć mu w oczy.

Caroline: Dalej drużyno, naprzód! Mam przeczucie, że jesteśmy blisko!
Dariusz: Mam dreszcze, kiedy jest taka pewna siebie…

Somila usiadła obok Szefa i rozpoczęła swoją medytację.


Niebiańskie Ptoki


Nikt właściwie nie wiedział, jak długo wędrują po fatalnie oznakowanym kompleksie. Sieć korytarzy nie była zbyt rozległa, jednak na tyle pogmatwana, by Ptoki wciąż trafiały w te same miejsca. Po tym, jak za radą Ocrama trójsojusz postanowił się rozdzielić, Cecylia i Cyprian zdołali w końcu odnaleźć schody na najniższy poziom, trafiając na rząd oświetlonych migotliwymi jarzeniówkami więziennych cel.

Cyprian: To znak, że musimy być blisko.

W jednej z nich dostrzegli zarys znajomej sylwetki. Niewiele myśląc, weszli do środka. Naprzeciw nich, twarzą do ściany stał… Chris. A przynajmniej tak im się zdawało. Gdy podeszli doń bliżej okazało się, że jest to jedynie starannie wyprofilowana kukła. Z podczepionych do sufity głośników rozległ się złośliwy rechot. Od razu rozpoznali ten głos.

Chris: Niespodzianka! Jak się okazuje pierwsi na mecie wybrali niewłaściwą celę. Możecie poszukać prawdziwego mnie w innej, ale najpierw nagroda. Rozepnijcie proszę koszulę tego uroczego dżentelmena!

Cecylia i Cyprian wykonali to polecenie. Natychmiast pożałowali. Do piersi manekina przyczepiona była…

Cecylia: <słabym głosem> Bomba?
Chris: Zgadza się! Zdalnie sterowana, nieprzyjazna środowisku dziesięciokilowa smrodobomba! A odliczanie zaczyna się… teraz!

Drzwi od celi zatrzasnęły się z hukiem. Na wchodzącym w skład zapalnika zegarze rozpoczęło się odliczanie. Pięć minut… 4:59... 4:58...

<PZ> Cyprian: Okej… Może faktycznie nie poradziłem sobie wtedy ze stresem. Ale Cecylia wcale nie była lepsza.

Cyprian: Musimy to jakoś rozbroić. Szybko!
Cecylia: Mnie to mówisz? Tylko jak?!?
Cyprian: Nie mam pojęcia, nigdy nie byłem w wojsku… Spróbuję raczej z tymi drzwiami. Masz spinkę do włosów?
Cecylia: No wiesz? Księżniczki nie noszą spinek!
Cyprian: Nieważne, spróbuję z tym <wyrwał sobie z piersi orzełka i wsadził go w dziurkę od klucza, nerwowo nim potrząsając>. Powinno zadziałać… A ty nie stój tak! Spróbuj rozbroić tę bombę!
Cecylia: Jak ty się do mnie odzywasz? Nie podoba mi się twój ton!
Cyprian: Księżniczko… za moment oboje będziemy śmierdzieć!
Cecylia: Słuszna uwaga!


Piekielne Wulkany

Caroline, Dariusz i Spike nie musieli biec długo. Kawałek dalej ich ścieżka kończyła się na prostokątnym wejściu do bunkra, po drugiej stronie gór względem wejścia znalezionego przez Ptoki. Powoli wkroczyli w ciemności, gęsiego pokonując kolejne stopnie biegnących w dół schodów. Znalazłszy się u ich podnóża, przystanęli, by rozejrzeć się w sytuacji. Przed sobą zobaczyli mnóstwo korytarzy i rozgałęzień. Nie przeszli nawet kilku kroków, gdy drogę zagrodził im… kościotrup. Taka zwykła, halloweenowa zabawka na kiju.

Szkielet: Witajcie. Oglądaliście kiedyś teleturniej „Piraci”? Dziś czeka was jego kontynuacja. Żeby iść dalej, musicie zrobić coś, co mnie rozśmieszy.
Caroline: <mijając go> Nie mamy na to czasu, wybacz.
Szkielet: <teraz już wyraźnie głosem Chrisa> Proszę bardzo, lećcie, ale jeśli to zrobicie, od razu wyrzucam was z programu!

Dziewczyna westchnęła i wróciła przed jego oblicze. Wszyscy zaczęli zastanawiać się nad sposobami rozbawiania kościotrupów.

Dariusz: Jeśli chcecie, mogę spróbować opowiedzieć mu dowcip, bardzo dobry.
Spike: Niech będzie, ziom. Nie mamy nic do stracenia.
Dariusz: No dobra. To idzie tak… Dwóch taterników w kompletnym stroju alpinisty wybrało się do lasu. I tam była taka mała huta... Ona była w jaskini i w tej jaskini była taka, hmm, taka sopla... z góry. I tam taka... ciekło tam tak po niej. I oni wchodzą do tego lasu i spotykają taką rozwódkę, która się ich pyta: – Panowie, jak na Górną Perć? A oni mówią: – Nie wiemy, babciu... I potem poszli dalej i spotkali takiego puchacza, który mówi...
Caroline: To nie pomaga. Potrzeba nam czegoś innego… Dariusz! Pójdź w me ramiona, skarbie!
Dariusz: <przecierając oczy ze zdumienia> Miłości ty moja, od tak dawna czekałem na te słowa! Niech cię wyściskam, twe jędrne ciało utonie w mych objęciach… AŁA.

Dziewczyna z całej siły walnęła go w jądra. Trochę mocniej niż zamierzała. Kościotrup zaniósł się śmiechem i zniknął pod sufitem, lecz Dariusz w dalszym ciągu leżał na ziemi, cicho pojękując.

Caroline: Rety. Dariusz! Dariusz, przepraszam! Nie chciałam walnąć tak mocno, przyrzekam…
Dariusz: Jezu… Co się z tobą dzieje, kobieto? Nie mogłabyś choć raz zachować się przykładnie?!?
Caroline: Przepraszam! Naprawdę mi przykro, ale to był impuls. Dariusz! Ja i Spike idziemy teraz odnaleźć Chrisa. Zaczekaj tu na nas, ok?

Dziewczyna pociągnęła skejta za ramię i zawstydzona popędziła stamtąd jak najdalej.

Spike: Kurcze… Wiesz, że teraz przesadziłaś, joł.
Caroline: Nie musisz mi mówić…
Spike: Ale tak centralnie… Wiem, że go nie znosisz, ale to w końcu człowiek. To było niefajne.
Caroline: <odwracając się do niego> Przecież nie chciałam…

Pod dziewczyną otworzyła się zapadnia. Spike w ostatniej chwili zdołał złapać ją za rękę i przyciągnąć do siebie.

Spike: W porządku?
Caroline: Eee, tak, jest ok. Dzięki… kolego.
Spike: Nie szarżuj tak. To miejsce nie jest bezpieczne.

Ostrożnie ruszyli dalej.


Niebiańskie Ptoki

Ocram w tym czasie przemierzał samotnie najniższe piętro bunkra. Skrupulatnie przeszukiwał każdą mijaną celę, aż natknął się na szczególna, dwa razy większą i w pełni rozjaśnioną jaskrawym żółtym światłem. W środku stał postument, przyozdobiony kwiatami i przykryty płótnem, a na nim – niewielka skrzynia. Chłopak zbliżył się powoli, wyczekując pułapki. Nic się nie wydarzyło. Bynajmniej wcale tym faktem nie uspokojony, wspiął się na konstrukcję i zdjął z niej owy kuferek.

Ocram: Bingo!

W środku nie było niczego, prócz kawałka tektury z niedbale naszkicowaną mapą wyspy. Niewielki znaczek „X” oznaczający Chrisa znajdował się w…

Ocram: Nie wierzę.


Całym kompleksem wstrząsnął głośny alarm. Do rozbrojenia bomby pozostało niespełna 30 sekund. W szczelnie zamkniętej celi Cecylia nerwowo szarpała kolorowe druciki przy mechanizmie. Lata nauki na królewskim dworze nie przygotowały jej na to.

Cecylia: Czerwony… Niebieski… Czerwony… Nie, żółty. Cholera jasna!
Cyprian: Proszę-proszę, księżniczka ma mroczną stronę…
Cecylia: Nie gadaj, tylko otwórz te drzwi!
Cyprian: A ty rozbrój tę bombę!
Cecylia: Nie umiem!
Cyprian: To mamy problem!

20… 19… 18… Cecylia zdecydowanie chwyciła czerwony kabel. Cyprian powoli gubił się w sytuacji.

Cyprian: Lepiej przetnij ten kabel… albo nie, którykolwiek!
Cecylia: Przestań mnie wreszcie pouczać. Wiem, co mam robić!

Dziewczyna z wściekłością wyrwała czerwone łącze. Lampka kontrolna zamigotała i zgasła. Podobnie jak cały zegar.

Oboje: Udało się!
Chris: Jesteście pewni?

Z sufitu wysunęły się jeszcze trzy identyczne kukły z zapalnikami na wierzchu. Zsynchronizowane zaczęły odliczać czas. 15… 14… 13…

Cecylia: Cyprianie, natychmiast otwieraj te drzwi.
Cyprian: <rozpaczliwie kręcąc orzełkiem w zamku> Staram się, staram!

11… 10… 9… Zza zakrętu korytarza wyłonił się Ocram.

Cyprian: Ocram, bracie, jak dobrze, że jesteś! Na pewno znasz się na otwieraniu kłódek.
Pośpiesz się, za parę sekund nic z nas nie zostanie!

8… 7… 6… Syntezator mowy zaczął odliczać na głos. Chris śmiał się jak opętany.

Ocram: <pośpiesznie przejmując orzełka> Dałbym radę, ale… to wymaga czasu. Nie zdążę.
Cecylia: Ocram, pośpiesz się!

5… 4…

Ocram: Nie mogę wam pomóc. Wybaczcie.

Chłopak upuścił orzełka i pognał dalej korytarzem.

Cecylia: Stój! Zaczekaj! Nie zostawiaj nas!
Cyprian: WRACAJ TU DRANIU!!!

3… 2…

Cecylia: <zasłaniając głowę rękami> Łiiiiiii!!! Ja nie chcę, ja nie chcę!!!

Cyprian przywarł do ściany celi.
1…


Cecylia: Zrywam nasz sojusz!

0… Poszło. Lepiej nie mówić co było dalej…


***

Ocram ile sił w nogach pędził w kierunku wyjścia.


<PZ> Ocram: Czy miałem wyrzuty sumienia? Jasne, że tak! A co myśleliście?!?

Jak na złość, nie mógł przypomnieć sobie właściwej drogi. Nagle, w kompletnych ciemnościach jakiegoś nieoświetlonego kąta, wpadł na coś twardego. A raczej na kogoś.

???: Jauć!
Ocram: Co to?
???: Ocram?
Ocram: Devon?
Devon: No ja, a co?
Ocram: Co ty tu robisz?
Devon: Nudziło mi się, więc poszedłem was szukać. Sheila już się uspokoiła i jakoś nie protestowała. Gdzie jest reszta? I co to były za hałasy?
Ocram: Później ci powiem, teraz chodź! Musimy znaleźć stąd wyjście!
Devon: Jak to wyjście? Dlaczego?
Ocram: To wszystko była podpucha! Chris przez cały czas był w obozie!
Spike: Jak to?
Ocram i Devon: CO TY TU ROBISZ???
Caroline: Spike, wracajmy do obozu, szybko!

Cała czwórka popędziła do wyjścia. Spike i Caro na swoje nieszczęście pamiętali drogę, więc Ptokom wystarczyło umiejętnie podążać za nimi. Na ostatniej prostej bunkra, tuż przy skulonym Dariuszu, na jego ukochaną spadła niespodziewanie wielka, metalowa klatka. Spike rzucił się na pomoc, jednak pułapki nie dało się ruszyć. W tym momencie Ptoki uzyskały przewagę, jako pierwsze wybiegając z podziemi.

Caroline: Nie pomożesz mi! Szybko, lepiej biegnij za nimi!

Głos rozsądku przemówił do skejta. Zrozumiał, gdzie trafi, jeśli odpadnie po przegranym wyzwaniu. Teraz to on ruszył w pogoń, wybiegając na znaną mu leśną ścieżynę. Po drodze minął Szefa i Somilę w ich prowizorycznej fortecy.

Szef: Więc… między wami ostatnio się pokomplikowało?

Hinduska przytaknęła. Spike nie zwrócił uwagi i popędził dalej. Trening siłowy, jakiemu poddał go Szef, nie poszedł na marne. Devon i Ocram męczyli się coraz bardziej, a przewaga, którą wypracowali wynosiła nie więcej niż kilkaset metrów. Nie wiedząc o tym, wracali czerwonym szlakiem, dawną ścieżką Wulkanów. Nie byli więc przygotowani na jej niespodzianki.

Devon: Fuck!
Ocram: Nic ci nie jest, stary?
Devon: Nic, poza tym że wpadłem w jakiś cholerny wilczy dół wszystko jest cacy! Nie trać czasu, biegnij dalej, musisz zapewnić drużynie nietykalność!

Ocram podniósł głowę znad krawędzi pułapki. Na horyzoncie dostrzegł zbliżającego się Spike’a.

Ocram: Jeśli przegram… mogę liczyć na ciebie w głosowaniu?
Devon: Tak! Ale teraz biegnij!
Ocram: Okej!

Zdobywszy nowego sojusznika, chłopak popędził ile sił w nogach. Nieopodal obozu obejrzał się za siebie. Nikogo nie zauważył. Jak najszybciej udał się w jedyne ciemne miejsce w tej części wyspy - na tyły stołówki, do magazynu. Zamykając za sobą drzwi ogarnął go dziwny spokój. Nieodwiedzane dotąd pomieszczenie było ciche i parne; w powietrzu unosiły się kawałeczki kurzu. Chłopak rozejrzał się. Otaczała go masa najprzeróżniejszych szpargałów - kosiarki, wiatrówki, przewody elektryczne, ogromny kostium dzika... Ocram podszedł do groteskowo szczerzącego kły przebrania. Devon mówił mu coś o dziku… Wtem, poczuł zaskakująco silne uderzenie czymś twardym w potylicę i upadł jak długi. Z zamroczenia wyrwały go dosłyszane fragmenty przedziwnej sytuacji – to Spike wbiegł do środka, rzucił się na uzbrojonego w gazrurkę Chrisa i siłą zaciągnął go na plażę.

Chris: Ała! Puścisz mnie wreszcie, kolo? Wyzwanie zakończone! Wygrałeś!

Ocram przewrócił się na drugi bok. Nie dali rady. Ktoś z jego drużyny dziś w nocy pożegna się z tym programem.

---------------------------------------------------
Voila. Odcinek miał być jeszcze dłuższy, ale żeby nie przesadzić część spraw postanowiłem przenieść do jego drugiej części. Głosowanie na CECYLIĘ, CYPRIANA, DEVONA, OCRAMA lub SHEILĘ potrwa do wtorku do 21. Głosując, prosiłbym, by nie sugerować się tym, że usunięcie którejś z postaci byłoby ciężko umotywować fabularnie. Sposób zawsze się znajdzie ;-)

Skeya - 2012-02-25, 17:46

Po pierwsze, co mi się najbardziej podobało w tym odcinku, to orzełek. Orzełek! Jeju, jak ja polubiłam Cypriana...

A wracając do fabuły. Widać, że przemyślałeś każdy fakt z osobna i zająłeś się zadaniami. Jestem zadowolona z Ptoków, mimo, że nieźle im pogmatwałeś. Cyprian powoli nabiera charakteru! I tak trzymać. Sheila wreszcie nie lubi każdego z osobna, tylko zaczyna się obawiać takiego Devona. Myślę, że to wpłynie pozytywnie na nią.

Również polubiłam wątek dręczącego Szefa :)

Ghost - 2012-02-25, 19:46

Ha. Wiedziałem, że ten odcinek będzie fajny! Po prostu wiedziałem.

Fajny był ten wątek na początku z listami. Zabawny był moment z listem do Spajka. ^-^ I to jak Chef go później męczył.

Bardzo ciekawie teraz potoczyły się losy u Ptoków. Dobrze, że "trójsojusz" nie przetrwał, bo składał się w większości z nudziarzy. Teoretycznie teraz wszystko zależy najpewniej od Sheili - stanie po stronie Ocrama i Devona czy Cypriana i Cecylii?

Wyzwanie bardzo ciekawe i przemyślane. No i ładnie Chef zabłysnął... ;) Szczere słowa uznania dla ciebie, sir Silny!

LeShawna - 2012-02-25, 20:35

Wow! Ale fajny odcinek! Nie spodziewałam się, że ten odcinek będzie taki dobry. Dużo lepszy niż ten twój poprzedni!
A jak jeszcze przeczytałam, że tyle stron to sobie pomyślałam: "Oezu. Idzie na ilość." Ale się myliłam.

Co mi się spodobało? Zadanie. W sumie odcinek opierał się na zadaniu, a ja takie odcinki bardzo podziwiam. Tak samo było dużo szefa i też podziwiam osoby, które potrafią się w niego wczuć. Ja tego nie potrafię.

Podobało mi się ogólnie cały przebieg zadania. Nie było nic na siłę. Wszystko było w całości logiczne i wynikało od siebie. W jednym miejscu się tylko zgubiłam kiedy Ocram był w pobliżu Cecylii i Cypriana. Jak on miał im pomóc? tego nie zrozumiałam.

Listy! Moja pierwsza myśl? SOWIA POCZTA!!!! Weeeeee! ^^
Ogólnie bardzo mi się podoba zachowanie Somilii. Wreszcie ma jakiś cel, żeby wygrać.
Również relacje na linii Spike-Somila są bardzo dobrze poprowadzone.

Ogólnie wszystkie postacie są świetnie prowadzone. Przeszkadzało mi tylko to jak Spike mówił. Wydawało mi się joł, że każde jego zdanie joł, kończy się słowem "joł", joł.

A Sheila taka niedoceniana przez drużynę, a teraz chyba ma najwięcej do powiedzenia :D

Qazty - 2012-02-25, 22:17

Odcinek niezły. Dobrze się go czytało tylko na początku chociaż chciało mi się rzygać jak czytałem o idealnym trójsojuszu. Przesłodzone trochę. Dobrze, że teraz mają problemy.
Cieszę się za to, że nie zamieniłeś Devona w Henrego, bo obawiałem się, że będziesz chciał jakoś zrekompensować jego brak. Tak w ogóle inni zauważyli co Devon dostał w liście? Jeśli tak to jakoś nic sobie z tego nie zrobili.
W końcu też widać, że Sheila ma coś do powiedzenia, bo z reguły nic nie robiła.
Ciekawy motyw Spike'a. Chef go nieźle musztrował.
Intryguje mnie też czy Dariusz ma jakiś plan, bo zachowuje się podejrzanie.
Bardzo też mi się podobało kiedy ludzie zwierzali się co zrobiliby z wygraną. Niektórzy z nich na prawdę potrzebują tej kasy.
Zadanie samo w sobie było dobrym pomysłem. Lubię kiedy Chef przejmuje inicjatywę.
Tak poza tym gdybym mógł głosować w ankiecie jeszcze raz to teraz moją ulubioną drużyną byłyby wulkany.

Skoro to był ostatni odcinek drużynowy to napiszę w końcu coś co zauważyłem gdzieś w okolicach 3 odcinka. Wszyscy piszący poza Silnym wybierali, która drużyna ma odpaść według tej samej zasady: Jeśli piszący odcinek ma postać to przegrywa drużyna jego postaci.
Jestem bardzo ciekawy czy byliście tego świadomi.

Ghost - 2012-02-25, 22:59

Qazty napisał/a:
Wszyscy piszący poza Silnym wybierali, która drużyna ma odpaść według tej samej zasady: Jeśli piszący odcinek ma postać to przegrywa drużyna jego postaci.
Jestem bardzo ciekawy czy byliście tego świadomi.


True story.

Również to zauważyłem. Sądzę, że piszący chcą w pewien sposób mieć kontrolę nad ceremonią swojej drużyny. Nie wiem po co. Ja przyznam szczerze, robiłem to z nieświadomością.

Zuzolot - 2012-02-26, 10:33

Qazty napisał/a:


Skoro to był ostatni odcinek drużynowy to napiszę w końcu coś co zauważyłem gdzieś w okolicach 3 odcinka. Wszyscy piszący poza Silnym wybierali, która drużyna ma odpaść według tej samej zasady: Jeśli piszący odcinek ma postać to przegrywa drużyna jego postaci.
Jestem bardzo ciekawy czy byliście tego świadomi.


Mi się wydaje jednak, że autorzy bardziej biorą pod uwagę jak to wyglądało z eliminacjami ;) W moim ostatnim odcinku kierowałam się tym, że gdyby u Wulkanów była ceremonia to zostały by 3 osoby a u Ptoków 6 :P A co do Silnego i tej zasady, to tak nie pasuje do końca. Silny nie ma postaci w FTP :D

LeShawna - 2012-02-26, 12:22

Oj wasze wnioski do eliminacji są całkowicie błędne. Pisałam trzeci odcinek. W dwóch poprzednich wygrały piekielne wulkany. Nie mogłam zrobić, żeby znowu wygrała ta drużyna. To byłoby przegięcie.

Poza tym kontrolować głosy? Niby mówi się, że nie głosuję się na postać piszącego odcinek, ale ja już tyle razy złamałam tę zasadę w poprzednich seriach, że szok. Ale chyba jestem jedyna, która patrzy na postać, a nie osobę piszącą odcinek.

Ghost - 2012-02-26, 12:51

LeShawna napisał/a:
Ale chyba jestem jedyna, która patrzy na postać, a nie osobę piszącą odcinek.


Oj, nie jedyna. Oj nie. ;)

Lockedo - 2012-02-26, 13:32

Myślę, że twórcy odcinków po prostu nie chcą, żeby wyszło, że faworyzują drużynę ze swoją postacią. :->
Zuzolot - 2012-02-26, 15:00

Więc przypomniało mi się, że jeszcze nie skomentowałam odcinka ^^

Plusy:
+ Odcinek czytało się bardzo dobrze! Mimo, dużej ilości tekstu nie sprawdzałam ile jeszcze zostało mi do końca :D
+ Zadanie było bardzo dobre ^^
+ Cecylia i Cyprian są naprawdę przeuroczy :D
+ Pomysł z listami, jest naprawdę świetny ;)

Minusy.

- Zachowanie Caroline – strasznie nie podobało mi się jej zachowanie. I to nie w sensie, że Silny źle nie wczuł się w tą postać tylko po prostu strasznie szkoda mi Dariusza.
- Trójsojusz. Nie no to już jest masakra. Przypominało mi to taki miks kółka wzajemnej adoracji i takiego klubu staruszków :D
- wątek Somili i Spajka. To jest tak pół na pół. Wątek zaczyna się robić coraz nudniejszy i coraz. Wątek popada w schemat. No bo ile będzie trwało to dąsanie? Ten się nie odezwie ta się nie odezwie. No to już robi się trochę nudne. Ale na bank skończy się na tym, że Spike wbiegnie do kaplicy podczas ślubu kiedy będzie pytanie czy jest ktoś przeciwny zawarcia związku małżeńskiego między Somilą i jej narzeczonym.

Qazty - 2012-02-26, 19:21

Zuzolot napisał/a:
A co do Silnego i tej zasady, to tak nie pasuje do końca. Silny nie ma postaci w FTP :D

Właśnie, dlatego pisałem, że oprócz Silnego.

Tak w ogóle żeby nie było nie wymyślam żadnych spiskowych teorii. Poprostu sądziłem, że tak jak napisał Locked twórcy nie chcą faworyzować własnych postaci. Tylko przez to nie było zaskoczenia z tym, która drużyna przegra.

Kacper-ski - 2012-02-27, 19:18

Bardzo fajny odcinek . Podobał mi się , ciekawy pomysł na zadanie . Ogólnie to niecierpliwie czekam na kolejną część odcinka .
Silny - 2012-02-28, 21:52

No dobrze... skończyło się głosowanie, jednak zamiast drugiej części odcinka zmuszony jestem przekazać Wam kilka średnio wesołych informacji :-( Ale najpierw kilka przyjemniejszych spraw.

Przede wszystkim cieszę się, że odcinek przypadł Wam do gustu i dziękuję ze wszystkie powyższe opinie na jego temat. Każda wyrażona ocena, nawet krytyczna, znaczy dla mnie bardzo wiele. Starałem się, by ta część była lepsza od poprzedniego pisanego przede mnie odcinka. Co do wątku idealnego, "przesłodzonego" Trójsojuszu: sparafrazuję może wniosek z naszej rozmowy nt. charakteru Maryse - to bardzo dobrze, że tak go odebraliście, bo dokładnie taki miał być. Jak powiedział o nim Devon "słodki do obrzydliwości, nie do zniesienia". Początkowy hurraoptymizm i wzajemna adoracja sojuszników pozwoliły lepiej wyeksponować jego późniejsze słabości. Ok, a teraz sedno sprawy.

Wiem, że czekacie z niecierpliwością na drugą część i wiem, że ciągle zdarza mi się wywoływać opóźnienia. Przepraszam za to, ale niestety po raz kolejny najwyraźniej nie będę w stanie im zapobiec... Przede wszystkim jutro oddaję laptop do naprawy. Nie wiem, czy oddadzą mi go od razu, czy może przetrzymają tydzień, ale to może zupełnie odciąć mnie od neta na jakiś czas... Po drugie - do czwartku muszę przygotować trudną prezentację, co też zabierze mi trochę czasu... Spróbuję nie nadwyrężać Waszego zaufania, ale nie obiecuję, że poradzę sobie z tym wszystkim natychmiast.

Tak więc, jeśli chodzi o konkrety - w najgorszym razie odcinek będzie gotowy w weekend. Najprawdopodobniej jednak dam radę uporać się ze wszystkim do piątku (a może nawet wcześniej). Pisze to po to, aby rozwiać ewentualne wątpliwości co do sytuacji. Mam nadzieję, że wybaczycie mi ten drobny poślizg...

Ghost - 2012-02-28, 22:27

Eee, tam. To wcale nie tak długo. Ja w każdym razie przeżyję do weekendu.
Ha, i na pewno nam to wynagrodzisz wspaniałym zakończeniem odcinka. ;)

LeShawna - 2012-02-28, 22:51

Ja nie mam nic przeciwko. Powiem więcej. Dobrze, że teraz to piszesz zamiast się potem usprawiedliwiać. Dlatego spokojnie wytrzymamy jakoś te "opóźnienia" ;)
Lockedo - 2012-02-29, 18:09

Silny, spokojnie, ja pamiętam czasy jak na odcinek FTP2 czekało się miesiąc... albo więcej. Więc załatw wszystkie sprawy a potem spokojnie napisz odc. ^^
Silny - 2012-03-07, 15:07

Po długiej przerwie dodatkowo wydłużonej "awarią" forum, dodaję drugą część odcinka. Nie do końca premierowo, bo od wczoraj możno ją było przeczytać na moim dA ;-) Ale oto jest.
-----------------------------------------------


FTP 3 odc. 9 cz.2 „Trudne położenie”


Niebawem po zakończeniu wyzwania wszyscy zawodnicy zebrali się na wspólnej plaży, by Chris, rozsiadając się na składanym ogrodowym krześle, mógł opowiedzieć im o szczegółach swojej misternej intrygi…

Somila: Więc… wcale nie planowałeś uciekać?
Chris: Na początku faktycznie miałem taki zamiar, jednak koniec końców uznałem, że nowy producent płaci lepiej niż BBC, nie mówiąc już o publicznej. Tak łatwo się mnie nie pozbędziecie.
Szef: Cieszę się, że moje wojskowe doświadczenie na coś się dzisiaj przydało. Ale nie myślcie, że następnym razem rozgrywka okaże się równie lajtowa! Póki co, przegranej drużynie Ptoków zostanie wyznaczone zadanie pokutne. Do czasu ceremonii eliminacji musicie wyszorować Pokój Zwierzeń na błysk. Szczoteczką do zębów Spike’a.

<PZ> Szef: Niektórzy mówią, że jestem dla niego okrutny. Otóż nie. To wojsko jest okrutne. Odbierze ci wszystko, z godnością na czele, jeśli nie będziesz przygotowany. Spike jeszcze mi podziękuje za to, co dla niego robię.

Ocram: Jeszcze to? Nie wystarczy, jak nas dotąd poturbowaliście? Na serio, Chris, tam w szopie wcale nie musiałeś mnie ogłuszać!
Cyprian: O, a ten jeszcze narzeka! Przynajmniej nie przyjąłeś na siebie trzech toksycznych eksplozji, tak jak my!

Cecylia wsparła Cypriana gorączkowym potakiwaniem. Po dzisiejszych wydarzeniach nie miała zbytnio siły na żadne słowne przepychanki. Mimo dwugodzinnego pobytu w wannie z pianą, oboje nadal musieli trzymać się na uboczu, by nie odstraszać nikogo zapachem. Także Sheila, Devon i Dariusz nie wyszli z wyzwania bez szwanku. Zwłaszcza dzikuska, teraz niespodziewanie zamknięta w sobie i poważna, sprawiała wrażenie niechętnej dyskutowaniu.

Chris: Jak mawia nasz Wielki Szef Kuchni, na froncie potrzebne są ofiary. Musiałem się bronić, by moja dezercja mogła wypaść wiarygodnie, więc radzę docenić, że skończyło się dla was tylko na powierzchownych obrażeniach, ok? A teraz, skoro już to sobie wyjaśniliśmy, spadać mi stąd - kto musi, niech leci na powtórne mycie, a reszta Ptoków jazda do czyszczenia kibla!


Później. Cyprian, ociągając się z lekka, wyszedł spod natrysku, wreszcie pozbywszy się uciążliwego smrodu. Nadeszła jego kolej na pucowanie Pokoju Zwierzeń, jednak tuż przed drzwiami chatki czekał na niego zdeterminowany Ocram. Jego obecność nie była dla Polaka żadnym zaskoczeniem.

Ocram: Stój! Nie możemy spokojnie pogadać, jak kumpel z kumplem?
Cyprian: Nie widzę powodu, skoro trójsojusz został rozwiązany. I nie jesteś już moim kumplem.
Ocram: Ale… dlaczego? Dobrze wiesz, że tam, w katakumbach, nie mogłem nic zrobić, żeby wam pomóc. Wszystko działo się tak szybko… Nie byłbym w stanie otworzyć tych drzwi w kilka sekund!
Cyprian: Mogłeś przynajmniej spróbować. Gdy przyjaciele są w potrzebie, nie wolno ich zostawiać bez względu na sytuację. Czyż nie na tym oparte było nasze przymierze, Judaszu?
Ocram: Łatwo ci mówić, skoro nie potrafisz spojrzeć na to z mojej strony. Co by mi dało, gdybym został i skończył jak wy? Znałem już wskazówkę, dlatego ucieczka była jedyną szansą na wykonanie zadania, ale…
Cyprian: …ale to zepsułeś! Ty i twój nowy koleżka Devon zaprzepaściliście wszystko – dosłownie i w przenośni. Trzymając się w grupie nie musielibyśmy obawiać się przegranej ani głosowania! Nie, Ocram… Radzę ci lepiej poszukać nowych sprzymierzeńców…
Ocram: Poczekaj! Przecież ja…
Cyprian: Za późno!

<PZ> Ocram (za jego plecami Cecylia czyści posadzkę): To nie fair! <jakieś fińskie przekleństwa> Teraz mój zespół nazywa mnie zdrajcą! Moją nadzieją pozostają Sheila… i Devon. No, gdybym się postarał, może pomogłaby nam jeszcze Cecylia…
Cecylia: Spadaj!



Cyprian odszedł w swoją stronę, nie oglądając się na nikogo. Czuł dziwną, nieposkromioną pewność siebie. Nigdy nie lubił zgrywać zaciekłego siewcy sprawiedliwości, lecz w tej chwili musiał tak postąpić, by pozostać w zgodzie z samym sobą. W jego umyśle nie było już miejsca na przyjaźń z Ocramem.
Tymczasem Devon siedział nad wodą, próbując puszczać kaczki. Było to trudne, gdyż nieustannie przeszkadzały mu w tym spiętrzone morskie fale. Czekał na kogoś, z kim umówił się tutaj jeszcze podczas kolacji. Nad obozem zaczynało się ściemniać, czyniąc niewielkie przybrzeżne skały na wydmie doskonałym punktem obserwacyjnym…

Caroline: Już myślałam, że cię nie znajdę.
Devon: A jednak, jak widzisz, ja cały czas tu czekam. Czego chciałaś? I jeśli mogę wiedzieć, czy jest coś nowego, czym zasłużyłem sobie na stałą uwagę?
Caroline: Nie myśl, że jesteś aż taki szczególny, kolego. Chociaż… dobra, w sumie to teraz tak cię właśnie odbieram. Oj, zdziwiłbyś się, ile mamy ze sobą wspólnego... I chyba jesteś jedyną osobą z Ptoków, którą naprawdę zaczynam lubić.
Devon: <z niewyszukaną ironią> Ojej, jest mi tak miło, że nie wiem, co powiedzieć. <puścił kaczkę - ta natychmiastowo zniknęła pochłonięta przez morskiego bałwana> Co dziwne, ty też zaczynasz mi się podobać.
Caroline: Dzięki. Wiesz, zastanawiałam się, jak nasza sytuacja ułoży się po połączeniu drużyn. Bo na pewno nastąpi to już niedługo. Ostatnio zdałam sobie sprawę, jak mało wiem o ludziach z twojego zespołu i o relacjach, jakie u was panują…
Devon: I myślisz, że ci o nich opowiem? Znaczy, że chyba mnie nie znasz.
Caroline: No przecież właśnie o to mi chodzi! <zaśmiała się szczerze> Weź powiedz mi coś o tym, jak to jest w waszej ekipie, chciałabym przynajmniej zweryfikować plotki!
Devon: Tyle, że plotki raczej nie kłamią. U nas faktycznie każdy każdego próbuje wywalić. Sam jestem w kryzysowej sytuacji - i chyba dlatego mam gdzieś, czy nie zdradzam ci jakichś tajemnic…
Caroline: Ej, ale jak to możliwe? Przecież nie ty zawaliłeś wyzwanie!
Devon: Nie mów mi, że wierzysz w czyjąkolwiek uczciwość. Też umiem rozpoznać swojego i widzę, że z niejednego już pieca chleb jadłaś, mam rację? Tacy jak ty i ja zawsze będą na marginesie świata, choćby nie wiem, jak się starali. Ludzie wolą ufać świętoszkom, takim jak Ocram i Cyprian, po kryjomu włamującym się do cudzych namiotów, zdradliwym i zakłamanym…
Caroline: Możesz mylić się co do mnie. Ale jedno muszę ci przyznać, pomagasz…
Dariusz: A! Tu was mam!

Casanova wyskoczył zza skał, a właściwie wypełzł zza nich powoli i niezgrabnie. Po incydencie z Caro i szkieletem z „Piratów” sprawiał wrażenie, jakby nieco kulał. Ale swojego zapału nie stracił.


Dariusz: Mogłem się spodziewać, że zaczniesz zabawiać się z kolejnym, zamiast doglądać swego ciężko rannego króliczka! Ta zniewaga nie ujdzie ci już na sucho. Ty chyba wcale nie jesteś żadną Karoliną!
Caroline: Bo nie jestem! To znaczy… w zasadzie to to samo imię, ale… to jest skomplikowane i… cholera, człowieku, ty jesteś nienormalny!
Devon: Stuknąć go?
Dariusz: Zaraz ja cie stuknę, łobuzie jeden! Dariusza można pobić, upokorzyć, zniszczyć, ale nigdy nie pokonać! Teraz zobaczysz… oj!

Grubas pośliznął się na wodoroście i zjechał z wydmy prosto na Caro. Tym razem to ona wyszła z tego z obrażeniami.


Caroline: F*ck! Człowieku, złamałeś mi nogę!
Dariusz: Już lepiej nogę, niż serce i chuć!
Devon: Oboje jesteście zdrowo porąbani. Spadam stąd, a wy lepiej zanieście się jakoś wspólnie do „skrzydła szpitalnego”. Może i nawet bym pomógł, ale nie mogę spóźnić się na głosowanie.
Dariusz: Ej! Jeszcze z tobą nie skończyłem!
Devon: Goń się, pokemonie.

Dariusz i Caroline niezgrabnie podnieśli się z piasku i podpierając się wzajemnie pokuśtykali do namiotu Szefa.

Dariusz: Nie cierpię twoich humorów, fląderko.
Caroline: Nie cierpię twojej postawy… tyranie.

<PZ> Devon (z tyłu Sheila szoruje rezerwuar): Nie znam się na tym, ale zabijcie mnie, jeśli ta parka do siebie nie pasuje. <Sheila próbuje wetknąć mu w rękę szczoteczkę> Co? Mowy nie ma, ja czyściłem już wcześniej!


Ptoki z całego obozu zbierają się na ceremonię. Z czyściuteńkiego Pokoju Zwierzeń wyłonił się Cyprian, ostatni pokutujący przegraną wyzwania wojenno-poszukiwawczego. Pierwszą osobą, na jaką zwrócił uwagę, był Spike, który przyglądał się wszystkiemu z pewnej odległości… i oczywiście palił. Skąd on bierze te fajki?


Cyprian: Skąd ty bierzesz tyle tych papierosów?
Spike: Co? Aaa… po prostu wydobyłem je z wraku naszego samolotu, kiedy jeszcze dawało się do niego podpłynąć, joł. A co, może chciałbyś ze mną pojarać?
Cyprian: Nie, dzięki, nie palę. Moje ciało jest jak świątynia - a przynajmniej przydrożna kapliczka. Szkoda by mi było truć je nikotyną.
Spike: To po co tu jeszcze stoisz?
Cyprian: Dobre pytanie… Właściwie miałbym do ciebie pewną sprawę. Żałuję, że moja drużyna śmiała się z twojego poboru. Ale ja mam w tym temacie pewne doświadczenie i myślę, że mógłbym ci pomóc.
Spike: <ożywił się> Naprawdę? To znaczy, że byłeś już w wojsku?
Cyprian: Nie-nie, źle mnie zrozumiałeś. W Polsce obowiązkową służbę wojskową zniesiono rok przed wezwaniem mnie na komisję. Dobrze pamiętam ten dzień – najpierw wczesna pobudka i 40 minut spacerkiem do jakiegoś domostwa na głębokim zadupiu, potem powrót do centrum i kolejny marsz na peryferie po tym, jak zapomniałem swoich zdjęć legitymacyjnych… Kiedy wreszcie dotarłem na miejsce, poczekalnia świeciła pustkami, a sprawdzająca mnie komisja zachowywała się, jakby nie bardzo wiedziała kim jestem. Badania przebiegły według jakiejś skróconej procedury. Od tej pory w książeczce wojskowej wpisane mam „rezerwista” i w każdej chwili mogą mnie powołać.
Spike: Kurczę, brzmi ciekawie, ale jak ta historia może mi pomóc?
Cyprian: Nijak. Chcę ci tylko uświadomić, że gdy spodziewasz się jednego rozwiązania i wszystko zmierza dokładnie ku niemu, w każdej chwili możesz otrzymać od losu coś całkowicie nieprzewidywalnego, co odmieni twoje położenie, choć wydawać by się mogło, że skutek twoich działań jest z góry przesądzony. Ja miałem być wolny od służby, a teraz dzień po dniu umieram ze strachu przed nadejściem listu takiego jak twój. Może sytuacja, w której znajdziesz się po tym jak już skończymy ten program, też będzie diametralnie inna? Miej na to nadzieję, bracie. I życz mi szczęścia w dzisiejszym głosowaniu.
Spike: Spoko. Do zobaczenia po połączeniu drużyn… ziom.
Cyprian: Aha! Byłbym zapomniał. Nadal mam przy sobie twoją szczoteczkę! <podsunął mu ją od niechcenia> Chcesz ją z powrotem?
Spike: Eee… nie, dzięki. Zatrzymaj ją sobie.
Cyprian: Na pewno?
Spike: Taa. Możesz ją sobie wziąć. Serio.
Cyprian: Cóż… okej.

<PZ> Spike: Dziwny gość. Naprawdę dziwny. Może to wcale nie on zaatakował nasz namiot? Hm, a może jednak? Ciekawa rzecz, ten koleś naprawdę dał mi do myślenia…

Chris: Ceremonia właśnie się zaczyna! <włącza wielki, bordowy megafon> Szefie, gdzie ty się do cholery podziewasz!?
Szef: <przez radiowęzeł> Zaczekaj jeszcze 10 minut, Caro jest ranna i muszę się nią zająć!
Spike: Joł, Caro jest ranna?

Skejt pośpiesznie wkroczył do namiotu medycznego. Byli tam już Dariusz, Szef i Somila. Caroline zajmowała miejsce na leżance i cicho pojękiwała. Szef masował jej obolałą kończynę i obkładał co poniektóre miejsca nawilżoną gazą.


Szef: Niby nie ma złamania… ale na wszelki wypadek nie zaszkodzi założyć gips.
Spike: Kurczę… Młoda, co ci się stało?
Caroline: To przez tego głupka! <wskazała na Dariusza> Chociaż w sumie sama jestem sobie troszeczkę winna… Teraz jesteśmy kwita, Dariusz, pamiętaj o tym!
Dariusz: Przemyślę to.
Somila: <pod nosem> Bezczelny…
Dariusz: Mówiłaś coś?
Szef: Później to sobie wyjaśnicie, ciapciaki. Na razie wynocha, moja pacjentka potrzebuje spokoju, dopóki lek nie zacznie działać. Spike, ty zostań, chciałbym z tobą jeszcze trochę potrenować.

Wiekowy Murzyn rozbroił gips w garnku na zupę i zabetonował nim lewą nogę rannej dziewczyny, po czym wyszedł do Portu Wstydu by uczestniczyć w ceremonii. Na odchodnym ponownie polecił Spike’owi poczekać jeszcze przez parę minut…


Spike: Bardzo cię boli?
Caroline: Teraz już nie tak bardzo, ale jestem naprawdę wściekła. Na siebie, na Dariusza, na cały ten program. Za chwilę rozsadzą mnie własne emocje!
Spike: Joł, to może lepiej ja wyjdę?
Caroline: Stój! Kucharz kazał ci zostać, więc zostań. Zresztą musimy wyjaśnić sobie jeszcze parę rzeczy. Czy rozmawiałeś już może z Somilą?
Spike: Na razie nie. I jakoś się do tego nie palę.
Caroline: Tym gorzej dla ciebie. Zrób to w końcu dla mnie, bo jak babcię kocham przyjdę do ciebie w nocy i osobiście rozszarpię na kawałeczki… Jezu! Czy ten konował nie dał mi przypadkiem „głupiego jasia”?!?
Spike: Nie musiał.
Caroline: Bardzo śmieszne! Zanim kompletnie stracę kontrolę nad swoim duchem i ciałem powiedz mi szybko coś jeszcze. Co teraz sądzisz na temat wojska?
Spike: To samo co poprzednio. Nie zgadzam się.
Caroline: A więc jesteś frajer. Wbij sobie do tego skejterskiego łba: masz jedyną w życiu szansę, by postąpić godnie i stać się prawdziwym bohaterem. Innymi słowy, zaznać męskości, ale nazywaj to sobie jak chcesz. Tu nie ma sensu srać po krzakach, inaczej kończysz jak Dariusz czy inna hołota… <jej głos robił się coraz bardziej bełkotliwy> Nie bój się swoich wyzwań i nie bój się własnej odwagi. Kapujesz?
Spike: Średnio, ale powiedzmy, że kapuję.
Caroline: No. A teraz fajkę mnie daj! Czuję, że zaczynam się za siebie wstydzić!
Spike: Na pani rozkaz.


Ceremonia

Niebiańskie Ptoki nerwowo wyczekują na rozstrzygnięcie głosowania, wiercąc się na swych niewygodnych drewnianych siedziskach. Cecylia cały czas łypała gniewnie na Ocrama, przeciwna jakimkolwiek pertraktacjom. Sheila siedziała z dala od pozostałych, tuląc do siebie Bubu. Devon zbliżył się do dziewczyny, przez chwilę szepcząc jej coś do ucha, po czym powrócił na swoje miejsce, pokazując blademu ze zdenerwowania Ocramowi kciuk triumfalnie skierowany ku górze.

<PZ> Ocram: Przez cały wieczór próbowałem namówić Sheilę do wspólnego głosowania, ale ona wciąż nie chce mi ufać. Oby tylko ta więź, jaką wytworzyła z Devonem, pomogła jej w podjęciu właściwej decyzji. Bo inaczej będzie po mnie!


Ocram: <konspiracyjnie, do Devona> Oczywiście nasza umowa jest ciągle aktualna?
Devon: Naturalnie. Ty, ja i Sheila jesteśmy prawowitymi spadkobiercami trójsojuszu.
Cecylia: <szeptem> Proszę, proszę, co ja słyszę…

<PZ> Cecylia: Więc gdy kończy się sojusz olbrzymów, zaczyna się sojusz karłów? O nie, nie ze mną takie numery, szanowni przeciwnicy!


Chris: Taak… No cóż. Przepraszamy za spóźnienie, ale jak widać nasz drogi Szef woli zajmować się jakimiś głupotami kosztem mojego cennego czasu. Nieważne, ta ceremonia i tak będzie wyjątkowo krótka. Żadnych pogaduszek, żadnych pianek i żadnych pochodni. Zamiast tego obejrzymy sobie nagrania z naszego czyściuteńkiego, jak niemal codziennie, kibelka…
Wszyscy prócz Sheili: O NIE!

Nagrania:

<PZ> Cecylia: Żadne argumenty nie przekonują mnie o niewinności Ocrama. Zachował się jak tchórz, winien jest mojej hańby i rozwiązania trójsojuszu. Będąc świadoma swojej decyzji, oddaję mój głos właśnie na niego.

<PZ> Ocram: Żałuję tego głosu jak niczego innego co kiedykolwiek zrobiłem na tej wyspie. Niestety, dziś moją jedyną nadzieją na pozostanie w grze jest zaufanie strategii Devona i zagłosowanie tak samo jak on. Oj, dobrze, że nikt tego nie widzi… Księżniczka Cecylia.

Cecylia: Jak śmiał!
Chris: Cicho!

<PZ> Devon: Mamy sojusz? Sorki, ale nie widzę sensu go ciągnąć. Prędzej czy później i tak powróciłbyś do swoich… panie Ocram.

<PZ> Cyprian: Ocram, ach Ocram… Zawiodłeś mnie bardzo, mój były przyjacielu. A jednak kombinacjom Devona nie ufam bardziej niż tobie. Bo wiem, że mimo wszystko zawsze chciałeś dla nas dobrze. A ja pragnę mieć przede wszystkim czyste sumienie. Dlatego mój głos wędruje do Devona.


Ptoki z pełną konsternacją wlepiły oczy w ekran. O bycie lub niebycie Ocrama rozstrzygnąć miał werdykt Sheili. Dziewczyna wpatrywała się w swoje bose stopy, jednocześnie marząc, by znów móc znaleźć się w lesie.

<PZ> Sheila: Sheila nie rozumieć, dlaczego Ocram ją wtedy zostawić. Przecież Ocram być wcześniej przyjaciel Sheili. Teraz Sheila bardzo smutna i bardzo, bardzo samotna. Devon ciągle być groźny, ale jedyny zachować się miło do Sheili, dlatego się go posłuchać. Głosuję na Ocram.


Chris: Uuu, Ocram, to nie było dla ciebie zbyt miłe, co nie? Cóż, bez względu na okoliczności przyrody, dziś właśnie tobie czas rozstać się z wyspą. Ale w tym odcinku, drogą wyjątku, przegrany wcale nie opuści programu na tratwie! <wyciągnął krótkofalówkę> Nastąp się, słonko!

Wyłoniwszy się z mgły, do Portu Wstydu zakotwiczył wielki, biało-różowy statek wycieczkowy. Na jego pokładzie grupa nastolatków bawiła się wesoło w rytm najnowszych przebojów Lady Gagi, a przez burtę wychylał się…


Ocram: Marco!
Marco: Hejka, Ocram, mój słodki braciszku!

Bliźniacy padli sobie w objęcia. Choć nie do końca za sobą przepadali, długa rozłąka naprawdę wyzwoliła w nich wzajemną szczerą tęsknotę. Zaciekawione Ptoki podeszły do promu, chcąc obejrzeć na żywo słynnego wicelidera drugiego sezonu i jego wypasioną łódeczkę.

Marco: Ach, Ocram… cóż to za zabójczo przystojne, brodate ciacho ciągle się na nas gapi? Dasz radę załatwić mi jego numer?

Ocram: Później, stary, później, na razie musimy spływać stąd jak najszybciej. Ta wyspa nie jest przyjaznym miejscem.

Marco: Na twój rozkaz, braciszku! Sternik! Cała wstecz i pop-rock na full!!!

Podpite towarzystwo zawyło ochoczo, statek wykonał precyzyjny obrót i bracia zniknęli wraz ze swoim przybytkiem w gęstniejącej ciemności i mgle…

Cyprian: Mimo wszystko będzie mi go brakować!

Chłopak nie wiedział, że Cecylia i Sheila jednocześnie pomyślały sobie w duchu dokładnie to samo.


***

Później.

Szef: No dalej! Uderz mnie! Jeszcze raz!

Była głęboka noc, a wielki księżyc i sztuczne neony skutecznie rozświetlały niewielkie, pół-profesjonalne boisko. Szef i Spike od dłuższego czasu ćwiczyli na nim walkę wręcz z elementami MMA. Skejt, posłuchawszy się rady przyjaciół, zaczął przekonywać się do swojego treningu, nieustannie opanowując nowe techniki ciosów, a i Szef z zawziętego sadysty jakby na moment przeistoczył się w surowego, acz sprawiedliwego mentora.

Szef: Co z tobą? Nie bój się! Uderz mnie tak, żeby zabolało!
Spike: Nie boję się! <krzyknął, wymijając potężne ramiona Szefa i zadając mu perfekcyjny cios łokciem w podbrzusze. Kucharz aż zgiął się w pół>
Szef: Bardzo dobrze, żołnierzu! Robisz to już prawie tak, jak trzeba. Na dzisiaj wystarczy.
Spike: <podskakując w pozycji bokserskiej to w lewo, to w prawo> Joł, Szefie, jeszcze jedna runda! Czuję, że mogę zrobić to lepiej!
Szef: Nie dziś. Jest tu jeszcze ktoś, z kim musisz koniecznie pogadać. Nawet dla najlepszego, najbardziej oddanego żołnierza, najważniejszą rzeczą na świecie zawsze powinna być jego kobieta. Ja zapomniałem o tym w trakcie własnego boju o wolność i demokrację... Ty nie zapomnij.
Spike: O czym ty…

Nagle urwał. Na brzegu boiska stała Somila, nieśmiało składając ręce w okolicy pępka. Szef z tajemniczym uśmiechem oddalił się w nieznanym kierunku.


Somila: Hej.
Spike: No, eee… hej. Co to, znowu się do mnie odzywasz?
Somila: Nie muszę nic mówić, jeżeli nie chcesz. Nie chciałabym się tobie napraszać.
Spike: Nie, w porządku. Ja… może raczej powinienem cię przeprosić. Nie byłem dla ciebie zbyt miły i chyba padło z mojej strony trochę za dużo nieprzyjemnych słów… Wybaczysz mi?
Somila: Nieostrożne słowa potrafią nas urazić. Wiesz o tym równie dobrze jak ja. Bywa, że przez nie płaczemy, bywa że obrażamy się i odwracamy od najbliższych, uciekając przed nimi ścieżką żalu i gniewu… Ale ważne jest to, co naprawdę czujemy. Do wyrażania tego nie potrzeba słów.
Spike: Więc… może po prostu usiądziemy tutaj i pomilczymy przez chwilę w swoim towarzystwie?
Somila: Nie przeszkadza ci, że będę medytować?
Spike: Luz, możesz sobie medytować, ile tylko zechcesz.

Wspólnie usiedli. Oparci o siebie bokiem pogrążyli się w rozmyślaniach. On czuł jej rozkoszne ciepło i jedwabisty dotyk delikatnego ciała. Ona wdychała jego pot, specyficzny męski zapach i mimowolnie uwalniane feromony. Nie potrzebowali słów.

Nie mieli pojęcia, jak wiele czasu minęło im razem.



-----------------------------------------------
Mam nadzieję, że się podobało. Głosy bohaterów mniej więcej odpowiadają wynikom realnego głosowania. A historia z komisją wojskową to samo życie ;-)
Pełen emocji czekam na szczere komentarze.

Qazty - 2012-03-07, 15:42

Jeśli chodzi o sam wynik głosowania to w sumie spodziewałem się, że sojusz Devona i Ocrama nie ma szans przetrwać. Już raz wcześniej próbowali i im nie wyszło. Poza tym oni nigdy się nie lubili.
Bardzo rozwinąłeś też wątek Spike'a. Ta postać jest coraz lepsza.
Podoba mi się też, że zaczynają tworzyć się nowe przyjaźnie między drużynami jak Caroline i Devon oraz Spike i Cyprian.

No to teraz zacznie się etap bez drużyn! Już nie mogę się doczekać.

LeShawna - 2012-03-07, 16:03

Odcinek jako cały bardzo mi się podobał. Tamta część może bardziej, ale ta też nie była gorsza. Podobało mi się.

Z tym wojskiem to się domyśliłam już na początku, że z życia wzięte. Ciekawe. Aczkolwiek Caroline nie miała racji. Nie tylko tak możemy zostać bohaterami, ale to już inna dyskusja ;)

Podobała mi się właśnie przemowa Cypriana (jak rozmawiał ze Spike'iem) Ach! Jakże ona była serialowa.
Ale właśnie przez odpadnięcie Ocrama ten odcinek pokazał ważną mądrość życiową. Ślepe podążanie za sukcesem za wszelką cenę może nas zgubić.

Troszkę mało Somili było, ale jakoś mnie to nie dziwi. Po prostu czekam na jakiś nowy wątek z nią. Na szczęście powoli coś się dzieję w kierunku jej związku ze Spike'iem.

A i jeszcze tekst, który mnie rozwalił!
Cytat:
Spike: Nie boję się!

Wiem, że jestem dziwna ale skojarzyło mi się to z "Nie, nie boję się!" :D

Ghost - 2012-03-07, 16:48

Druga część odcinka - cud-miód!

  • bardzo ładne podsumowanie poprzedniej części;
  • w końcu jakiś postęp w związku Spike'a i Somili;
  • rozpoczęło się tworzenie więzi "międzydrużynowych";
  • dobrze, że Caroline i Dariusz wyrównali swoje rachunki, ale nie podobało mi się trochę zachowanie Darka...;
  • fajne pożegnanie Ocrama - świetne cameo z Marco; ;)


Słowianka - powodzenia! :)

Anastazja - 2012-03-07, 17:08

Bardzo się stęskniłam za FTP. :D

.. Dlatego bardzo się ciesze z drugiej części odcinka. Całość napisana na bardzo wysokim poziomie. Akcja i fabula bardzo ciekawa.
Właściwie każdy watek w tym odcinku był świetnie przeprowadzony, nie mogę powiedzieć, żeby cokolwiek mi się nie podobało.
Drużyny przed rozwiązaniem nawiązały wreszcie kontakt.

Skeya - 2012-03-07, 17:22

LeShawna napisał/a:

Cytat:
Spike: Nie boję się!

Wiem, że jestem dziwna ale skojarzyło mi się to z "Nie, nie boję się!" :D


Rany, tobie też? :D

Jestem tutaj nielegalnie, więc szybko streszczę.

Będę nieco sceptyczna. Spapugowanie ceremonii Maryse. Niewybaczalne! :P
Jednak to Marco, więc wyjątkowo wybaczam?

Ta końcówka mnie rozbroiła. Pot Spajka nigdy nie był taki ... wyjątkowy?

Poprawa charakteru Caroline, zaczyna ona być wreszcie ciekawszą postacią. Zaczyna żyć! I widzę nagły powrót złego badassa Dariusza.

Zauważyłam, że odcinek był niesamowicie życiowy. Takie filozofowanie. Spodobała mi się rozmowa Spajka z Cyprianem (szkoda, że nie zczaili się, że obaj pochodzą z Polski?). To mi bardzo pasuje.

Ej, a co z wątkiem dzika? To mnie bardzo zaciekawiło. I myślałam, że doczekam się konkluzji.


P.S Nie podoba mi się też spekulowanie skąd Spajk ma fajki.Wychodzi na jakiegoś dilera czy coś... Jakby nie mógł ich kupić po prostu w sklepie... :D

Silny - 2012-03-08, 00:11

Hmm, to może skomentuję ostatni komentarz...

Cytat:
Będę nieco sceptyczna. Spapugowanie ceremonii Maryse. Niewybaczalne! :P


Hm, co takiego zostało tu spapugowane? Nie jest to tradycyjna eliminacja, to fakt. Tyle, że jest nietypowa w zupełnie inny sposób niż tamta. Powtórzony został jedynie sam fakt bycia nietypowym, a cała reszta jest oryginalna. Gdzie tu papugowanie ;-) ?

Cytat:
Ej, a co z wątkiem dzika? To mnie bardzo zaciekawiło. I myślałam, że doczekam się konkluzji.


Hm, hm, a mnie się wydaje, że wątek został już zgrabnie spuentowany i nie potrzeba mu kontynuacji (oczywiście niczego nie narzucam). Na razie Ocram znalazł kostium dzika - lecz zaraz po tym wyleciał. Pozostawiłem w tamtym miejscu fajną sugestię sprzyjającą własnym dopowiedzeniom. A czy Devon powinien się o czymś w tej sprawie dowiedzieć? Może. Ale nie musi.

Pff, Spike i dilerka? Jego sposób na fajki jest jak najbardziej legalny. A przede wszystkim logiczny. :-P

Słowianka - 2012-03-12, 21:20

To niestety nie jest odcinek. Pisanie odcinka przypadło niestety w najgorszym dla mnie momencie i niestety nie dam rady napisać odcinka, nie dlatego, że w ostatnim odcinku odpadł Ocram :) W tym tygodniu jak i w następnym mam masę egzaminów a do tego dochodzą moje ostatnie przykre wydarzenia. Podczas pisania odcinka w którym jestem już w połowie stwierdziłam, że nie dam rady go w najbliższym czasie dokończyć tak, żebym była z niego zadowolona, po za tym to byłby chyba najsmutniejszy odcinek.

Naprawdę jeszcze raz przepraszam, naprawdę bardzo chciałam napisać ten odcinek, ale przez 2 kierunki i pracę po prostu nie daję rady :(

Silny - 2012-03-12, 21:44

Ok, rozumiemy i nie ma sprawy. Nawał problemów i obowiązków każdemu może pokrzyżować plany. Szkoda tylko tego materiału, w napisanie którego włożyłaś dotąd tyle pracy, chętnie bym go przeczytał, tym bardziej, jeśli miał być taki wyjątkowo smutny.

Hm, co z takim razie postanawiacie, drodzy organizatorzy? Następny w kolejce do pisania jest Ghost, stąd pytanie czy wstawimy kogoś przed niego, czy może lepiej od razu lećmy dalej według listy?

LeShawna - 2012-03-13, 17:35

Generalnie ja jestem za tym, żeby lecieć według listy, ale muszę jeszcze porozmawiać z pozostałą dwójką.
Jannx - 2012-03-13, 18:19

Jeśli Ghost da rade to nie widze problemu, żeby nie iść dalej wg. listy.
chyba że ktoś baaaardzo chce napisac odcinek, ma pomysł i spręży sie to może sie zgłosić.

Ghost - 2012-03-13, 19:08

To mogę zacząć pisać?
Mnie bez różnicy czy będę pisać dziesiąty odcinek czy jedenasty.
Proszę tylko o potwierdzenie czy idziemy dalej wg listy, a zabiorę się do pisania. ^.^

Jestem zwarty i gotowy.

Jannx - 2012-03-14, 20:31

skoro nikt sie nie zgłosił to pisz.
Ghost - 2012-03-14, 21:06

Oki doki. Zabieram się do pisania.

    *Pisze.*

Ghost - 2012-03-23, 18:51

FINAŁOWA ÓSEMKA!





FORUM TOTALNEJ PORAŻKI 3
Odcinek dziesiąty
"Na północ!"


Ostatnimi czasy, nasi drodzy uczestnicy nie mieli lekko. Chris dawał im porządnie w kość, a im węższe się robi grono graczy, tym większe ma on wymagania. Poprzednio z gry wypadł Ocram, tuż przed rozwiązaniem drużyn. W końcu mamy finałową ósemkę... Do jakich czynów będzie zdolny posunąć się prowadzący w następnych dniach? Kto okaże się najwytrwalszy?

Czwarta trzydzieści sześć (rano). Z szałasów obydwu drużyn dobiega dźwięk cichego chrapania nastoletnich rozbitków. Ogółem rzecz ujmując cała okolica pogrążona była w dziwnej, niezmąconej niczym ciszy...

W pewnej chwili w okolicy ukazał się Chris w swoim małym "Chris-mobilu", w towarzystwie dwóch młodocianych statystów. Jeden z nich trzymał leżak i poranną gazetę, zaś drugi pilnował megafon i termos z gorącą kawą. Cała trójka wysiadła z pojazdu. Chris był właśnie w trakcie rozmowy telefonicznej. Widać, że był nieco podenerwowany. Może podsłuchajmy jego rozmowę...

Chris (urażony): Co ma znaczyć, że nie zdobyłeś dla mnie żandych aktorów?! ... Przecież wyraźnie się wtedy wyraziłem, że na dzisiejszy dzień macie mi przysłać... ... Jak to nikt się nie zgłosił na casting?! ... Co?! Bali się?! ... A niech cię szlag Johnson! Zwalniam cię! ... I sam jesteś (~cenzura~)!

Chris rozwścieczony ciska telefonem o palmę, przez co omal nie oberwał w głowę spadającym kokosem.

Statystka Rosalie: M-mało b-brakowało szefie.
Statysta Rick: T-t-tak, mało brakowało.

Prowadzący łypnął na dwójkę trzęsących się nowozatrudnionych statystów lekceważącym wzrokiem. Byli bliźniakami.



Chris: Stawiaj no ten leżak, ile mam sterczeć? A ty laluniu nalej mi kawy, bo zaraz zwariuję...

Chris podszedł do palmy, po swoją komórkę. Na szczęście była cała. Następnie usiadł na rozstawionym już leżaku i przyjął filiżankę kawy od statystki.

Chris (po łyknięciu): Mmm, od razu lepiej. Będę musiał później zadzwonić, by odwołać wynajem okrętu pirackiego, bo muszę nieco zmienić plany na dzisiaj.
Rosalie: A jakie miał pan plany, szefie?
Chris (po westchnięciu): Wam chyba mogę pokazać... To żadna tajemnica.

Wyciągnął z kieszeni stary skrawek papieru, pozaginany wielokrotnie. Po jej rozłożeniu, oczom dwójki statystów ukazała się mapa, z wytyczonym przez archipelag szlakiem, zakończonym na jednej z wysp soczystym znakiem X.

Chris: Chciałem, aby dzieciaki załatwiły za mnie całą robotę w odnalezieniu skarbu Kleistobrodego, ale najwidoczniej to trochę poczeka.
Rick: Wow. Czyli ta mapa prowadzi do skarbu?
Chris: Według pogłosek. Znalazłem tą mapę przypadkiem... Była ukryta w podziemnym grobowcu w korytarzu z pająkami. Świętej pamięci statysta Johnny ją znalazł.

Rick i Rosalie przełknęli głośno ślinę patrząc po sobie zlęknionym wzrokiem.

Chris: Heh, przechodząc do sedna. Wyzwanie po prostu przełożę na jakiś inny...

Wtem z gałęzi stojącego nieopodal drzewa sfrunęła kolorowa, duża papuga. Śmignęła z dużą prędkością między dłońmi prowadzącego, kradnąc mu jego mapę... A raczej jej połowę.

Chris: NIEEEEEEEEE! MOJA MAPA! BIEGNIJCIE ZA TYM PTASZYSKIEM! Jak ją złapiecie dam wam trzykrotną podwyżkę! Ja tymczasem mam teraz coś innego do załatwienia.

Rick i Rosalie zerwali się gwałtownie i pobiegli za papugą, znikając w gąszczu. Chris wściekły cisnął przed siebie pustą filiżanką po kawie. Wylądowała na piasku. Chyba ma dziś zły dzień...
Wziął do ręki megafon. Westchnął. Wygląda na to, że nadeszła pora na małe zamieszanie! Uśmiechnął się. Włączył megafon, po czym wrzasnął do niego z całych sił.

Chris: POBUDKAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!

Złowieszczy krzyk pana prowadzącego rozległ się donośnym echem po całej wyspie. Nic dziwnego, że nie wystarczyło parę sekund, by przerażeni uczestnicy wybiegli już z szałasów. Oprócz Spike'a, który zachowywał się dość podejrzanie i czołgał się po ziemi jak dżdżownica.

Cecylia (przecierając oczy, z wściekłym wyrazem twarzy): Chris... Jesteś podłym człowiekiem.
Cyprian (ziewając): Bez dwóch zdań.
Devon: Czemu budzisz nas tak wcześnie, świrze?!

Cała siódemka nastolatków poczęła gniewnie komentować zaistniałą sytuację, przez co zrobił się jeden wielki szmer, jeden jedyny Spike tarzał się po ziemi z przymulonym wyrazem twarzy. Chris przewrócił oczami i wyciągnął z kieszeni klakson, po czym trąbnął nim prosto w megafon. Wystraszeni rozbitkowie natychmiast ucichli zatykając z przerażeniem uszy.

Chris (ze złośliwym uśmiechem): Od razu lepiej. Budzę was tu z rana, by wam oświadczyć, że od tej chwili – właśnie teraz – oficjalnie... rozwiązuję... DRUŻYNY! Od teraz każdy z was działa sam!

Wszyscy wybuchnęli radosnym okrzykiem.

<pz> Cyprian: Heh, w sumie miło, że nastąpiło to "rozłączenie". (powolny uśmiech) W końcu nadszedł czas by skupić się na swoich czynach... (zamyślił się) ...I czynach osób zaufanych, tak sądzę...
<pz> Sheila: O co chodzi? Co się dziać?
<pz> Cecylia: Ach, wreszcie doczekałam tego momentu. Miałam już dość użerania się w jednej drużynie z tym niegrzecznym gburem Devonem.
<pz> Devon: NARESZCIE! Myślałem, że już nigdy nie doczekam tego momentu... Mam już dość lizania dupy co niektórym. W końcu zacznę współpracę z osobami godnymi sojuszu ZE MNĄ.
<pz> Dariusz: Koniec drużyn? A-a-ale... To może mi utrudnić sprawowania ochrony nad moją pszczółką... Muszę być dobrej myśli.
<pz> Caroline: F*ck yeah!!! W KOŃCU! Mam nadzieję, że Dariusz się ode mnie teraz odczepi.
<pz> Spike (z chwiejącą się głową): Joł. Co to za kolorowe plamki...? Wszędzie... Czy to dobry znak? Heh, jaki ten świat jest zajebiście kolorowy... Joł. Aż muszę zapalić. (wkłada do ust zapalniczkę i stara się ją zapalić papierosem) Chyba robię coś, źle... (zasypia nagle)
<pz> Somila (wchodząc do środka, napotyka śpiącego Spajka): Spike! Wszystko w porządku?!
Spike (ocknąwszy się natychmiastowo): W porządeczku, Semola. (jego wzrok ląduję na biuście dziewczyny, nad nim się schylającej) Hyh. Cyyyckiii.
(...)
Somila wyszla z konfesjonału zostawiając Spajkowi na twarzy czerwony, pulsujący ślad po dłoni.

Chris: Okej, już się nakrzyczeliście. Teraz, jak już nie ma drużyn, moim obowiązkiem, jest was posegregować wedle płci. A więc była chatka Ptoków jest teraz chatką chłopców, a była chatka Wulkanów – chatką dziewcząt. To wszystko. Daję wam teraz czas na przeprowadzkę. Za siedem godzin odbędzie się wyzwanie! Narka!

Wskoczył do pojazdu terenowego i wjechał w gąszcz, w którym zniknęli wcześniej Rick i Rosalie.

Godzinę później...

Dariusz wchodzi do szałasu, w którym mieszkała niegdyś razem drużyna Ptoków. Cyprian wstał szybko, aby powitać przybysza, jak na osobę dobrze wychowaną przystało. Devon zaś siedział w swoim zakamarku szałasu i strugał coś z drewna z nudów. Nie odezwał się do nich słowem.

Cyprian: Witaj, a więc będziemy teraz razem mieszkać. (uśmiechnął się pogodnie) A gdzie ten... Yyy... Spike?
Dariusz: O cześć. Jestem Dariusz. Spike...? Uhm. Jakoś dziwnie się dziś zachowuje.

Devon potajemnie uśmiechnął się na słowa grubaska.

Dariusz: Zupełnie jakby był pod wpływem jakiegoś leku. Przed chwilą widziałem jak rozmawiał z własnym cieniem i proponował mu papierosy.
Cyprian: Biedaczek... Jest narkomanem?
Dariusz: Nigdy wcześniej się tak nie zachowywał...

Devon stłumił nagły wybuch śmiechu, głośnym prychnięciem. Cyprian odwrócił do niego głowę, obserwując go podejrzliwie.

Cyprian: A tobie co tak do śmiechu?
Devon: Heh... Po prostu przypomniał mi się bardzo śmieszny dowcip. Eee... Taki o skejcie, grubasie i poecie...
Cyprian: Może nam go opowiesz?

Devon nagle spoważniał. Wstał na równe nogi i wyszedł w ciszy z chatki.

Tymczasem w starej chatce Wulkanów...
Cecylia rozkładała właśnie swoje posłanie, w czym pomagała jej Somila.

Somila (z zaciekawieniem): Na prawdę poznałaś księcia Williama?
Cecylia: Phi. Mam do niego numer telefonu. I Skype'a. Uroczy chłopak.

Caroline w ciszy wyglądała przez okno (otwór) szałasu. Była uśmiechnięta.

Caroline: Ach, wiedziałam, że po tym jak wyprowadzi się z tąd Dariusz, będę szczęśliwa, ale nie sądziłam, że aż tak!
Somila (z uśmiechem): Ciesz się, laska. Ciesz.

Do szałasu weszła Sheila z Bubu na głowie.

Sheila (rozkojarzona): To teraz ja tu mieszkać?
Caroline: Tak, zgadza się. Teraz to nasz szałas i żadny brudny facet nam nie będzie przeszkadzał w naszych sprawach.
Sheila: Co z Bubu? On też być chłopiec.

Somila (zaśmiała się delikatnie): Dla tego maluszka zrobimy wyjątek, prawda dziewczyny?

Wszystkie potaknęły.

Caroline: Idę się przejść.

Wyszła z chatki.

Cecylia: Dziekuję ci, Somilo, za pomoc w przygotowaniu mi posłania. Masz moją dozgonną wdzięczność.
Somila: Ależ nie ma za co, Cecylio. My dziewczyny powinnyśmy trzymać się razem.

Sheila zrobiła Bubu małe posłanie z liści, położyła na nim ów prosiaczka i zdecydowanym krokiem wyszła z chatki pozostawiając Cecylię i Somilę sam na sam ze sobą.

Tymczasem...
Devon, który właśnie udał się na poranne zwiady ujrzał w oddali kuśtykającą Caroline. Dokąd szła?
Postanowił ją dogonić i zagadać do niej. Widać, że noga w gipsie była dla niej dużym uciążeniem.

Devon (doganiając ją): Siema.
Caroline: O, cześć Devon. Co słychać?
Devon: A jakoś się trzymam. Powiedz mi lepiej jak tam twoja noga...
Caroline: Noga? W sumie, jest z nią lepiej. Idę właśnie do Chef'a, żeby mi ją zbadał ponownie.
Devon: Tia. Ale dasz radę uczestniczyć w wyzwaniach z kontuzją.
Caroline (uśmiechnęła się zaciekawiona): A ty co się tak o mnie troszczysz, co?
Devon (wyszczerzył się): A tak jakoś. Bo wiesz chciałem cię spytać, czy... Czy może miałabyś ochotę...

Wtem z naprzeciwka z krzaków, powolutku wygrzebał się Spike. Stanął naprzeciw nich, drapiąc się w głowę.



Spike (chwiejąc się lekko): Demon... Karolina... Joł. Piękna pogoda, co nie?
Devon: Yyy... Ta.
Caroline: Spike, dobrze się czujesz...?
Spike (zaczął mruczeć do siebie dziwnym głosem): Jest na sali lekarz? Gdzie doktor Zosia...?
Caroline (do Devona): Co się z nim dzisiaj dzieje? Może powinien pojść z nami do Chef'a?

Devon przez chwilę nic nie odpowiedział. Nie chciał, by odkryła, skąd wzieło się u skejta to zachowanie. Ale czuł, że musi zyskać jej zaufanie, więc kiwnął potakująco głową.

Devon: Taa, może Chef sprowadzi go do porządku...

Devon i Caroline pomogli Spike'owi wstać i razem w trójkę ruszyli w stronę namiotu medycznego, który był już w zasięgu ich widzenia.

Tymczasem w szałasie chłopaków.

Cyprian udzielał Dariuszowi wskazówek w pisaniu ballad. Oboje już zdołali się polubić, a rozmawiali ze sobą przecież tylko godzinę.

Cyprian: Widzę, że zależy ci na Caroline. I to BARDZO.
Dariusz (westchnął): Żeby tylko bardzo. Mojej miłości do niej nie da się opisać słowami. Ale...
Cyprian: Ale...?
Dariusz (popłakał się): Ona mnie nie lubi.
Cyprian (objął go przyjaźnie ramieniem): Oj, nie płacz... Może po prostu za bardzo się starasz?
Dariusz (chlipając): Hm?
Cyprian: Po prostu postaraj się usunąć się z jej przestrzeni prywatnej na pewien czas. Tylko od czasu do czasu wykonaj pod jej adresem jakiś miły gest. Na pewno wyjdzie to lepiej.
Dariusz: ...Mówisz? Może faktycznie powinienem spróbować...?
Cyprian (uśmiecha się przyjaźnie): Będę trzymał za ciebie kciuki.
Dariusz (odwzajemnia uśmiech): Dzięki. Jesteś w porządku.
Cyprian: Ależ nie ma za co. Ja tymczasem muszę coś załatwić. Do zobaczenia później.

Wyszedł z szałasu, udając się w stronę szałasu dziewcząt.

Tymczasem w namiocie medycznym, Devon i Spike siedzieli na ławce, w trakcie, gdy Chef zdejmował Caroline gips, po wstępnej diagnozie. Po usunięciu go, założył jej na nogę bandaże stabilizujące, dzięki czemu dziewczyna zdolna była powrócić teraz bezpiecznie do gry.

Caroline: Dzięki, Chefie.
Chef: Tiaa... A wy czego chcecie? (wskazał palcem na Devona i Spike'a)
Devon: Ja? Nic, tylko towarzyszę. A on. (potrząsnął Spajkiem) Z nim trochę gorzej.

Chef podszedł do Skejta i zajrzał mu głęboko w źrenice. Dotknął jego czoła. Wyciągnął z szufladki jakiś młoteczek i stuknął go nim w kolano. Reakcja nogi, była dość opóźniona.

Chef: Wygląda na to, że jest pod wpływem jakichś środków. Wiecie może coś na ten temat.
Caroline: Nic a nic.
Devon: Nie.
<pz> Devon: Pff... Hah. Jasne, że wiem!
Chef: No cóż. Czas pokaże. Jeśli nie będzie powracał do "normalnego" stanu, to niewiem... Wróćcie do mnie.
Devon: Spoko loko, Chefunio.

Cała trójka wyszła z namiotu i udała się razem w stronę obozu. Na drodze, Caroline, Devon i Spike napotkali jednak Cecylię spacerującą z Somilą. Widać było, że znalazły ze sobą wspólny język.

Cecylia: Witajcie. Caroline, widzę, że z twą nogą już lepiej.
Caroline: A no. Chef zdjął mi gips... Jestem wniebowzięta.
Cecylia: Wszyscy łączymy się z tobą w radości.

Somila przyglądała się Spike'owi. Cały czas miał ten dziwny wyraz twarzy.

Somila: Spike...?
Caroline: O właśnie. Somila, Spike jest pod wpływem jakiegoś środku i mam teraz nierówno w bańce. Trzeba go pilnować.

Somila powoli odwróciła głowę w stronę dziewczyny, a następnie powróciła wzrokiem na twarz skejta. Zrobiła zatroskaną minę.

Somila: Biedna sierotka. A ja go dziś tak nieładnie potraktowałam... No nic. Będę musiała go dzisiaj trochę ponianczyć. Ech...
<pz> Somila: Co za pech... (na jej twarzy ukazał się nieopanowany, ciepły uśmiech)

Po pewnym czasie grupka rozdzieliła się. Somila i Spike udali się jedną stronę, Caroline i Devon w drugą. Zaś Cecylia, która została sama jak palec udała się w kierunku znajdującej się pobliżu plaży. Będąc na miejscu usiadła na ciepłym piasku (ostrożnie, by nie ubrudzić sukienki) i przymknęła oczy, pozwalając, by ciepłe promienie słoneczne, oblewały jej skórę. Nagle poczuła, iż znalazła się w cieniu. Uchyliła powieki i dostrzegła Cypriana.

Cecylia (uśmiechając się czule): Cyprianie, znowu się widzimy. Usiądź przy mnie.
Cyprian (usiadł obok niej): Witam księżniczkę. Akurat o księżniczce myślałem. Bo... Natchnęło mnie na wiersz.
Cecylia: Dobrze wiedzieć, że sprzyja ci wena, sir Cyprianie. Grunt, to rozwijanie swoich pasji.
Cyprian: Heh. Tak. (zamilkł)
Cecylia: Cyprianie, mam pytanie.
Cyprian: Hm?
Cecylia (przygryza wargę): Nie... Już nic. Zapomnij.

Chłopak wzruszył ramionami i położył się na piasku. Cecylia westchnęła i położyła się tuż obok niego. Słońce nieźle dziś grzało. Najmocniej w ciągu ostatniego tygodnia.

Devon i Caroline szli przed siebie zagłębieni w rozmowę. W pewnej ch

Devon (w pewnej chwili): Słuchaj, chciałem się właśnie ciebie o coś spytać, ale przerwał nam wtedy Spike...
Caroline (spojrzała na chłopaka): Hm?
Devon: Myślałem o tym, że moglibyśmy zawiązać tajemny sojusz.
Caroline (uśmiechnęła się z satysfakcją): Ja również o tym myślałam, Devon.

Do chłopaka z początku to nie dotarło. Spojrzał na dziewczynę.

Devon: Mówisz serio?
Caroline: Serio, serio. Mam powoli dość niektórych osób. Na przykład taki Dariusz... Choć, ostatnio nawet dał mi spokój...
Devon: Czyli jak? Sojusz?
<pz> Caroline: Z początku nie byłam przekonana, co do szczerości jego intencji. Wiem, że jest sprytny, i tak dalej... Ale polubiłam go. Jesteśmy w pewnym stopniu podobni.
Caroline: Zgoda.

Uścisnęli sobie dłonie.

Tymczasem w szałasie dziewczyn.
Spike leżał na ziemi z głową ułożoną na kolanach dziewczyny. Somila westchnęła i utkwiła bezradny wzrok na twarzy skejta. Chłopak spał, oddychając głęboko i płynnie. Siedziała już z nim tak od trzydziestu minut.
W pewnym momencie poruszył się i otworzył powoli oczy.

Spike (wymruczał z lekka rozkojarzony): Mamuśka?

Pogłaskała go po czuprynie.

Somila: Śpij, śpij. Sen ci się przyda.
Spike (szeptał): Chyba skądś cię znam...? Bywasz czasem w skate parku? Joł, bo wiesz. Ładna jesteś i w ogóle...

Somila przewróciła oczami na jego słowa.

Somila: Śpij, Spike.
Spike: Joł, ale czemu...? Cały czas tylko kimam. Chcę wyjść na deskę...!

Podniósł się niezgrabnie z ziemi.

Somila (przymknęła oczy): Ech... Spike...

Stojąc chwiał się jakby był z galarety.

Spike (uparcie): Joł, idę na de... de... (ziewnął potężnie) deeeee... chęęęę...

Nogi ugięły się pod nim.

Spike: Yyy... Może jednak się trochę prześpię...

Przysunął się do Somili i położył główę na jej kolanach, jakby były jego poduszką. Dziewczyną przejechała dłonią po jego czuprynie i delikatnie uśmiechnęła się.

***


Wiele godzin później.

Chris odpoczywał w swojej przyczepie.

Chris: Że też klimatyzacja musiała paść akurat dzisiaj! Cholerny świat...

Wypił całą szklankę i włączył w telewizji jakąś telenowelę. Chciał już się właśnie usadowić w fotelu, kiedy usłyszał pukanie do drzwi. Spojrzał na zegarek. Nie, nie umawiał się z nikim. Podszedł do drzwi i otworzył je. Stała przed nim...

Sheila: Witaj, Chris.
Chris (zdziwiony na jej widok): Yyy? A co ty tu robisz? Zaraz wezwę ochronę. (wyciąga z kieszeni komórkę) To jest strefa TYLKO dla ekipy produkcyjnej. A TY w niej nie jesteś.
Sheila: Ty lepiej nie kłamać Chris. Ta wyspa wolna być, ja na niej mieszkać od urodzenie. Ale ja tu nie po to przyjść. Ja przyjść cię prosić o coś.
Chris: Hm?

***


Dwie godziny później.

Wszyscy stawili się o wyznaczonej przez Chrisa godzinie na polu między szałasami. Cała ósemka.

Dariusz (omijając kontaktu wzrokowego z Caroline): Ciekawe co dziś dla nas przyszykował...
Cecylia (z naturalnym jej spokojem): Sama nawet nie śmiem o tym myśleć. Chris to podłość wcielona.
Caroline: Marzy mi się przeżyć choć kilka dni w tym programie, bez niego w pobliżu...
Spike: Joł, czemu tu stoimy?
Cyprian: Spóźnia się trochę.

Po paru minutach był już z nimi. Przyjechał w swoim pojeździe terenowym i stanął naprzeciw nich wznosząc ręce ku górze.

Chris (rozentuzjazmowany): Kto jest gotowy na wyzwanie?!
Wszyscy (markotnie): My...
Chris: Nie słyszę!
Wszyscy (nadal markotnie): My...
Chris: Kto chce wygrać milion baksów?
Wszyscy (od razu z entuzjazmem): My!!!
Chris: No, i to ja rozumiem. Za mną!

Wszyscy udali się za Chrisem w stronę plaży. Gdy byli na miejscu oczom uczestników ukazała się wielka plansza, rodem z jakiejś gry familijnej.

Chris: Dzisiaj będziecie żywymi pionkami! A teraz przedstawię ma zasa...

Głos Chris zagłuszył nagły, potężny huk. Przez powietrze śmiegnęło kilka ciężkich, czarnych obiektów. A były to... Kule armatnie. Dwie z nich uderzyły w planszę, a reszta w drewniane molo przy plaży, doszczętnie je rujnując.

Chris (oburzony): Co do cholery?!

Wszyscy odwrócili się w stronę, z której zostali zaatakowani. Oczom ich ukazał się piękny, okazały okręt... Z piracką banderą. Ich uszu dobiegły głośne, męskie okrzyki bojowe.

Chris (mrucząc do siebie wściekle): Uch, wszystkich tam po kolei pozwalniam!

Okręt zakotwiczył się przy brzegu i po chwili ze statku wysunęły się schodki, po których zbiegać zaczęli mężczyźni, w staromodnych ubiorach, godnych prawdziwych wilków morskich. Każdy był solidnie uzbrojony – w miech i pistolet. W końcu po schodkach zszedł najroślejszy i najgustowniej odziany mężczyzna, w kapeluszu z symbolem czaszki i dwóch piszczeli. Miał długą ciemną brodę, kilka blizn i opaskę na oku.
Chris podszedł oburzony do wysokiego kapitana, stojącego naprzeciw swojej uzbrojonej załogi.

Chris (syknął w twarz mężczyzny): Tak, wszystko wyszło bardzo efektownie i realistycznie, ale przecież odwołałem swoje zamówienie na statek. I myślałem, że nikt się nie zgłosił na casting?! I czemu zdemolowaliście moje piękne molo?!

Pirat spojrzał na niego zdziwiony.

Chris (tupnął nogą wściekle): Mam tutaj show do poprowadzenia, więc wynoście mi się stąd, bo nie jestem gotów na wyzwanie w motywie żeglarskim! A z resztą... Statek jest spoko, ale wy nie wyglądacie zbytnio "realistycznie". Mówię ci, nie wyglądasz jak kapitan statku pirackiego... A ta opaska? Wiem, że masz oko... Niepotrzebnie ograniczasz sobie pole widzenia.

Pirat bez słowa spojrzał z góry na prowadzącego i powoli uniósł rękę do swojej opaski. Odchylił ją, ukazując wszystkim opuchnięty oczodól bez gałki ocznej. Chris skrzywił się na ten widok.

Chris: Łoł. TO jest realistyczne. Ale ten twój kapelusz... Jest beznadziejny!

Członkowie załogi sapnęłi chórem w szoku.
Ktoś z tłumu (szeptem): Już po nim.
Ktoś inny z tłumu (szeptem): Obraził kapelusz Kapitana Barta!

Ósemka uczestników czuła się całkowicie zagubiona w obliczu tego, co właśnie się przed nimi rozgrywało.
<pz> Cyprian: Sam nie byłem pewien, czy to wszystko dzieje się na serio, czy to tylko Chris chciał nas nabrać... Bardzo trudna sytuacja.

Zapadła straszna cisza. Kapitan zacisnął pięści wściekle, a twarz jego przybrała groźny wyraz. Chris podniósł jedną brew z pogardą.

Chris (z przymnkniętymi oczami): A więc możecie się stąd...

Nie dokończył. Pirat wymierzył mu niezwykle silny cios pięścią w twarz. Chris odleciał za ciosem do tyłu, natychmiastowo tracąć przytomność.

Rozbitkowie z grozą obserwowali jak Chris opada na ziemię.

<pz> Sheila: To było straszne!
<pz> Somila: Nie sądziłam, że tak to się wszystko potoczy... Cała scenka przedstawiała się realistycznie...
<pz> Devon: Ha, ha! Ale dostał w mordę. Dobrze mu tak.
<pz> Dariusz: Nie wiedziałem, że piraci istnieją! Myślałem, że stoją w jednym szeregu z nieistnięjącym Świętym Mikołajem, Wróżką Zębuszką i Piaskowym Dziadkiem. Albo, że wymarli jak dinozaury. A może Mikołaj istnieje!? Może jest jeszcze nadzieja!


Kapitan Bart: Zwiążcie go... A wy na co się gapicie? (wskazał na ósemkę uczestników)

Odwrócił się do jedengo z majtków i szepnął mu coś na ucho. Po chwili rozbitkowie zostali otoczeni, przez sługusów Kapitana okrętu.

Pirat Bob: Płyniecie z nami!
Devon: Nie ma mowy!

Pirat Bob wyciągnął naładowany pistolet i wymierzył mu go prosto w skroń.

Devon: D-d-dobra, już dobra.

Zostali poprowadzeni do schodków, a po chwili byli już na pokładzie.

<pz> Cecylia: Szczerze? Byłam przerażona całą zaistniałą sytuacją. Bo co to miało być? Jeśli to kolejny z dowcipów Chrisa, to tracę kompletną nadzieję w jakąkolwiek dobroć tego człowieka.
<pz> Devon: To b-była prawdziwa broń. PRAWDZIWA. Rozumiecie to? Oni też muszą być PRAWDZIWI. Ja chrzanię... Co tu się w ogóle dzieje?!
<pz> Sheila: Ja musieć zostawić biedny Bubu na wyspa... Oby on sobie poradzić. Ja na szczęście mu zostawić jedzenie i woda.


Wprowadzono ich do jakiejś ciemnej składowni, a następnie zamknięto na kłódkę. Zapadła cisza. Mrok oświetlił płomyk zapalniczki Spajka, który właśnie chciał zapalić.

Caroline (wyszeptała z lekkim przerażeniem w głosie): Co się tu u licha dzieje?!
Cyprian: A żeby ktoś z nas to wiedział...
Somila: Mam nadzieję, że nie zrobią Chrisowi krzywdy... Ani nam.

Caroline przełknęła ślinę.

Devon: Na razie chyba musimy robić to co nam każą. Jak widzieliście mają broń.
Sheila: Pif-paf?
Cyprian: Tak, Sheilo, "pif-paf".
Sheila (z lękiem w oczach): Elias mi mówić o ta rzecz. Ja się bać!

Sheila w ciemności wtuliła się w najbliższą osobę w pobliżu. Było to Cecylia.

Cecylia: Ech. Wszyscy się boimy, Sheilo.
Sheila (nie puszczając Cecylii): Ja się bać o Bubu. A co jeśli oni go też zabrać...?

Po policzku spłynęła jej łza.

Dariusz: Musimy być silni. Nie poddamy się, nawet jeśli będziemy już na skraju wyczerpania.

Caroline spojrzała zdziwiona w stronę Dariusza.
<pz> Caroline: Dobra. Nie wiem, co się z tym chłopakiem dzieje, ale na prawdę go nie poznaję!
Spike zgasił papierosa.

***


Mijała godzina za godziną. Ósemka naszych bohaterów leżała w ciemnej składowni, czekając na jakiś znak, ale nic się nie działo. Piraci rabowali wyspę z wsztkich dóbr, oni byli uwięzieni, a Chris najpewniej został związany i wciągnięty na pokład. A chef? Gdzie jest chef?!

Chris zaczął przytomnieć. Czuł silny ból na skroni i miał straszne zawroty. Poczuł silny ucisk sznurów, krępujących całe jego ciało oraz szmatkę, która kneblowała mu usta. Kapitan Bart Czarnobrody stał naprzeciw niego z podłym wyrazem twarzy. Wtem dostrzegł coś jeszcze... Na ramieniu siedziała papuga... To papuga, która ukrada mu pół mapy!



Oczy Chrisa rozszerzyły się gwałtownie. Chciał coś powiedzieć, ale szmatka w ustach uniemożliwiała mu jakiekolwiek wysłowienie się. Kapitan uśmiechnął się, po czym silnym ruchem uwolnił mu usta.

Bart: Jak to dobrze widzieć, że oprzytomniałeś.
Chris: Ta papuga!
Bart: Papuga? Ona ma imię. To Księżniczka Roxanne. Przynosi mi ostatnio różne ciekawe rzeczy.
Papuga: Przynoszę! Przynoszę!
Bart: Między innymi... TO! (wyciągnął zza pleców strzępek mapy Chrisa)

Chris zaniemówił.

Chris: Czego od nas chcesz?!
Bart: Przyszedłem tylko ograbić waszą wyspę po tym jak dowiedziałem się, że kręcicie tu reality show, ale Roxanne na twój widok krzyczy ciągle "mapa"... A Roxanne jest mądrą papugą. Bardzo mądrą.

Chris przełknął ślinę, a na jego twarzy zawitały krople potu. Pirat chwycił go za kołnierz, po czym syknął mu bezpośrednio w twarz:

Bart: Ta mapa prowadzi do skarbu Kleistobrodego i dobrze wiem, że o tym wiesz... Od lat błądzę po tych wodach szukając jego skarbu, ale bez sukcesu. Nareszcie odnajdę go... Ale musisz mi oddać drugą połowę mapy.
Chris (pokręcił głową): N-n-nie oddam.

Pirat westchnął. Szybkim ruchem wyciągnął zza pasa pistolet i zademonstrował Chrisowi co może z nim zrobić, poprzez symboliczny strzał w niebo.



Bart: Daj mi tą mapę, albo rozkażę, aby rzucono twoje dzieciaki rekinom na pożarcie.
Chris (przerażony): Nie, nic im nie rób! Nie chcę skończyć w więzieniu!

Kapitan Bart Czarnobrody uśmiechnął się z satysfakcją.

Bart: To jak?
Chris (zrezygnowany): D-d-dobrze. Oddam ci ją, ale nie zabijaj nikogo.

***


Bart: Rozwinąć żagle! Płyniemy na północ po skarb!!!

Załoga odpowiedziała mu radosny okrzyk i udała się na swoje stanowiska. Statek ruszył.

Ósemka uczestników zamknięta w składowni spojrzała po sobie ze strachem w oczach. Już nie było ucieczki.

***


Nagle drzwi składowni otworzyły się z hukiem.

Dariusz (zakrywając oczy): Ahh, moje oczy! Razi!
Pirat: (wrzuca jakieś łachy do pomieszczenia) Kapitan każe wam się w to ubrać, a następnie wyjść na pokład! Oprócz ciebie!

Pirat wskazał na Cecylię. Dziewczyna zdziwiła się.

Cecylia: Mnie?
Pirat: Tak. Chodź ze mną!

Cecylia zawahała się na początku. Spojrzałą ze strachem na Cypriana, ten chciał już coś powiedzieć, lecz ona przyłożyła mu palec do ust i wstała z gracją z podłogi i nie chcąc się pakować w kłopoty, spokojnym krokiem poszła za piratem.

Drzwi trzasnęły.

Somila: Boję się.
Spike (wyluzowany): Yyy, joł. Gdzie my jesteśmy? Która godzina? Ałłł, moja bańka.
Caroline: Zostaliśmy porwani przez piratów.
Spike (podnosząc jedną brew): Piratów?

Widać było, że Spike zachowywał się już normalnie.
<pz> Devon: (trzymając w rękach garść jakichś liści) Buu, przestało działać. Na szczęście mam jeszcze dużo tego zielska.

Po jakimś czasie wyszli ze składowni ubrani w przyniesione im ubrania.

Dariusz: Arrr! Czuję się jak prawdziwy pirat!
Caroline (pożenowana): Ych, po co mamy nosić te łachy?

Nagle przed nimi stanął Kapitan.

Bart: Witajcie! Jestem Kapitan Bart Czarnobrody i to od teraz ja tu rządzę! Nie Chris, ale ja! Słuchacie tylko i wyłącznie MOICH rozkazów, a każde wasze nieposłuszeństwo kończy się karą, a w najgorszym przypadku rzuceniem rekinom na pożarcie.

Po ich plecach przeszedł zimny dreszcz.

Cyprian (zły): Co zrobiłeś z Cecylią?!
Bart: Och, tamta panienka? Jest bardzo ładna, więc zostawiłem ją sobie dla przyjemności. Spędzam z nią miło czas w mojej kajucie. Bardzo jej się tam podoba.
Cyprian (krzyknął): NIE WAŻ SIĘ JEJ DOTYKAĆ!
Bart (rozbawiony jego reakcją): Haha. Przypominam ci, że to ja jestem kapitanem tego statku i nikt mi tu nic nie zabroni. Dlatego zamknij mordę.

Cyprian zacisnął pięści i opuścił wzrok na podłogę.

Bart: Jako, że to wasz pierwszy dzień na Iris – moim statku – to muszę wam poprzydzielać na wstępie jakieś funkcje. Po pierwsze, potrzebuję jakiejś wysokiej kobitki, do bocianiego gniazda. Hmm... Ty. (wskazał na Sheilę) Będziesz mnie informować o widoku z góry.

Sheila spojrzała szczyt masztu i przełknęła głośno ślinę.

Bart: Dalej... Parę dni temu zmarł nam okrętowy kucharz. Potrzebuję kogoś w zastępstwo... Kto z was umie gotować?

Somila podniosła nieśmiało rękę.

Bart: Pięknie. Od teraz jesteś naszą kucharką.

Somila spuściła wzrok na podłogę i kiwnęła głową.

Bart: Potrzebuję jeszcze kogoś do schodzenia co jakiś czas, by łowić ryby. Najlepiej dwójkę osób.

Caroline podniosła rękę jako pierwsza, a zaraz po niej zgłosił się Dariusz.

Bart: Okej, wy dwoje będziecie moimi rybakami.

Caroline spojrzała na Dariusza i westchnęła.
<pz> Caroline: On i ja – na jednej łodzi? Świetnie...
<pz> Dariusz: Okej, nie znam się na łowieniu ryb, ale... Heh, co z tego? (uśmiechnął się krzywo)


Bart: Cała reszta będzie mi czyścić statek oraz pomagać moim majtkom przy żaglach. Parkiet ma być codziennie wyszorowany na błysk! Chcę w nim widzieć swoje odbicie! I ktoś jeszcze musi oczyścić burtę z glonów.

Spike, Cyprian i Devon westchnęli z rezygnacją.
<pz> Spike (znużony): Zapowiada się na wielką stypę...

***


Tak więc Sheila siedziała w bocianim gnieździe i uczyła się korzystania z lunety.
Somila zaprowadzona do kuchni przeglądała jej wyposażenie.
Caroline i Dariusz rozplątywali sieć i przygotowywali przynętę.
Spike, Devon i Cyprian siedzieli na podłodze i szorowali pokład szczotkami.
A Cecylia? Co z Cecylią?

Do kajuty kapitańskiej wszedł Czarnobrody. Dziewczyna siedziała tam na hamaku kapitana, ze dłońmi zakutymi ciężkimi kajdanami. Ze spokojem przyglądała się mężczyznie.

Cecylia (sykliwie): Czego ode mnie chcesz?
Brat (siadając obok niej): Tylko i wyłącznie twojego towarzystwa, śliczności ty ma.

Cecylia spojrzała na niego z lekkim obrzydzeniem. Mężczyna cicho szepnął jej do ucha:

Bart (zmysłowo): I może czasem twojego dotyku... Ciepłego słowa...

Delikatnie dotknął ręką jej włosów. Cecylia zamarła w bezruchu. Czuła wielki strach.
<pz> Cecylia: Zboczeniec jakiś! Na pomoc!
Złapał ją za brodę i obrócił jej twarz w stronę jego twarzy. Przez dłuższą chwilę patrzyli sobie w oczy. Dziewczyna drżała ze strachu. Mężczyzna westchnął.
Pocałował ją czule w czoło, po czym wstał i wyszedł z kajuty.



Cecylia zostając sama, odetchnęła z ulgą i opadła na hamak.

Tymczasem na pokładzie...
Spike, Devon i Cyprian mozolnie szorowali pokład starymi szczotkami, co jakiś czas mocząc je w wiaderku pełnym piany.

Spike: Joł, dostaliśmy najgorszą fuchę... Not fair.
Devon: Ych, już lepiej nic nie mów. Tak poza tym to umieram z głodu.
Spike: To tak jak ja... (chwycił się za brzuch) Ech... A propos jedzenia. Mam nadzieję, że Somila sobie poradzi w tej kuchni.

Devon zamoczył szczotkę w wiadrze i spojrzał na Cypriana, który w ciszy szorował podłogę. W jego oczach widniał jakiś przenikliwy smutek.

Devon: Yyy... Wszystko okej?

Cyprian nie odpowiedział.

Spike (szorując podłogę): Cypriaaan? Haaalo?

Cyprian jakby nagle oprzytomniał.

Cyprian: C-c-co? Mówiliście coś?
Spike: Wszystko ołkej?
Cyprian: N-nie.
Devon (westchnął): Niech zgadnę... Martwisz się o Cecylię.

Cyprian obrócił głowę do tyłu:

Cyprian: Mam nadzieję, że... Że on jej... Że jej...

Spike położył mu dłoń na ramieniu.

Spike: Wszystko będzie dobrze, ziom.
Cyprian: Ech... Najgorsze, że nie mogę nic z tym zrobić, mogę tylko patrzeć...

Usłyszeli nagle nad swoimi głowami chrapanie. Dostrzegli, że do masztu przywiązani byli jakiś chłopak i dziewczyna, ubrani w uniformy statystów w ekipie Chrisa. A byli to Rick i Rosalie...

Cyprian: A ci co za jedni?
Spike: Joł, wyglądają jak sługusy Chrisa.
Cyprian: Współczuję im trochę...



***


Słońce powoli zachodziło. Statek sunął przez ocean w swoim tempie, a na statku rozbrzmiała głośna gra akordeonu i saksofonu. Było już po kolacji. Majtkowie tańczyli, pili rum, grali w kości i śmiali się. Po prostu – bawili się.
Ale nie nasi bohaterowie. Zebrali się wspólnie w stołówce, po pierwszy dniu na statku.
Somila zmywała naczynia po kolacji, a Caroline stała obok i jej pomagała, poprzec wycieranie mokrych naczyń ręcznikiem. Sheila usadowiła się w siadzie skrzyżnym na stołku, Dariusz na stołku obok niej, a Devon i Cyprian stali podparci o ścianę pomieszczenia.

Somila (cicho, z opuszczonym wzrokiem): Nawet nie podziękowali za kolację... O ile głośne bęknięcie każdego z nich, liczy się jako "dziękuję".
Devon: Musimy się do tego przyzwyczaić, bo zapowiada się, na to, że za prędko stąd nie zwiejemy.
Sheila: Gdzie oni nas brać...?

***

Dzień drugi.

Na okręcie panowała cisza.
Chris otworzył oczy. Po niewygodnej nocy spędzonej, będac przywiązanym plecami do masztu, nie mógł czuć się zbyt dobrze. Poczuł jednak, że nie jest jako jedyny przywiązany do masztu. Obrócił głowę i dostrzegł... Rick i Rosalie. To dlatego zniknęli! Biegli za papugą i... Teraz są uwięzieni razem z nimi.

Chris: Psst. Hej, śpicie?

Rosalie, która znajdowała się najbliżej Chrisa, obudziła się i zamrugała ospale.

Rosalie: Rick... Chyba słyszę Chrisa... Mam przesłyszenia.
Chris: Rosalie, jestem tuż obok.

Rosalie podniosła głowę i spojrzała Chrisowi w twarz. Nagle jej oczy rozszerzyły się i zaczęła szturchać Ricka.

Rosalie: On tu jest, Rick. On tu na prawdę jest!
Chris: Cicho bądźcie, bo jeszcze tu przyjdą...
Rick (rozkojarzony): Okej.
Chris: Musimy jakoś się uwolnić i uciec z tego statku.
Rosalie: Ale jak stąd uciekniemy?
Chris (stanowczo): Widziałem kilka wolnych szalup. Ale musimy działać szybko, bo lada chwila załoga może się obudzić...

Bliźniaki kiwnęły głowami.

Chris (lekko zawstydzony): Rosalie, w prawej kieszeni spodni mam pilnik do paznokci, spróbuj go dosięgnąć.
<pz> Rick & Rosalie: Pilnik do paznokci? (śmiech)

Rosalie zaczęła się wiercić i obmacywać lewą nogawką prowadzącego. W końcu odnalazła przedmiot i wyciągnęła go z kieszeni Chrisa.

Chris: Teraz piłuj więzy...

Zaczęła ciąć linę, co niestety szło jej mozolnie. W końcu po wielu ciężkich minutach piłowania, więzy puściły i trójka była wolna. Chris przyłożył palec do ust i wskazał na szalupę, podchodząc reilingu. Cicho niczym mysze weszli do szalupy i już chcieli spuścić szalupę...
Usłyszeli kroki.

Chris (szeptem): Szybko, spuszczajcie szalupę, matołki...!

Po pokładzie spacerował chwiejnym krokiem, mocno spity pirat. Śpiewał coś pod nosem. Podparł się ramionami o reiling. Tuż pod nimi, uciekinierzy powolutku spuszczali się na linach wraz z szalupą.

Wkońcu ich łódź dotknęła wody, z dużym chlustem. Trójka zbiegów zamarła w bezruchu.

Pirat: Hę... Gdzie wy... (czkawka) ALARM!!! UCIEKAJĄ!!! (wrzasnął)

Pirat z krzykiem pobiegł obudzić załogę.

Chris: Szybko! Wiosłujcie, wiosłujcie!

W szybkim tempie oddalali się od statku. Nagle usłyszęli huk. Kula armatnia poszybowała tuż nad ich głowami.

Chris: WIOSŁOWAĆ! TEMPO, TEMPO!

Rick i Rosalie wiosłowali dalej jak szaleni, a Chris co chwilę pokrzykiwał. Po wielu armatnich salwach, łódź była już za daleko.

Majtek: Uciekli. Chris i te dwa rudzielce.

Bart podniósł się zza biórka gwałtownie.

Bart: Jak to?!
Majtek: Dziś rano. Ukradli szalupę...
Bart: Grr... Dobrze, możesz już iść.

Majtek opuścił kajutę kapitana. Czarnobrody spojrzał na siedzącą w kącie Cecylię. Uśmiechała się.

Bart: A ciebie co tak cieszy, złotko.
Cecylia: Widzę, że rzeczy przestają iść po pańskiej myśli.

Kapitan przewrócił oczami.

Bart: Te trzy szczury morskiej nie przeżyją nawet jednego dnia w tej łodzi. (śmiech)
Cecylia: Pan zobaczy jeszcze... Spotka pana kara, za to, co pan z nami robi.
Bart: Bla, bla, bla. (zasłania uszy) Nic nie słyszę! La la la.

Wyszedł z kajuty, zostawiając Cecylię przykutą kajdankami do ściany w kącie. Cicho załkała.

***


Załoga jadła śniadanie. Somila przyrządziła jajecznicę z kilkudziestu jaj kurzych i piraci zajadali się nią ze smakiem.

Dariusz (z pełnymi ustami): Pycha. ("mlosk") Somyła łoby pyfną jajefnifsę*.
Cyprian: Owszem, jest pyszna.

Spike jadł bez entuzjazmu. Z większą ochotą popijał piwo imbirowe. Sheila uznała, że jajecznica jej nie smakuje i wyszła ze stołówki, mówiąc, że idzie na bocianie gniazdo.

***


    Ciąg dalszy w poście poniżej...

Ghost - 2012-03-23, 18:54

Ciąg dalszy.

***


Południe. Dariusz i Caroline wrzuciwszy sprzęt rybacki do łodzi, weszli do niej i spuścili się ze statku do wody.

Caroline (nie kierując wzroku w stronę Dariusza): Rozplącz sieć, a ja już zarzucę wędki...

Dariusz potaknął i wziął do rąk sieć.



Caroline (odwrócona plecami do Dariusza): Mam nadzieję, że ryby dobrze dziś biorą. (zarzuciła wędkę i zabezpieczyła ją) Rybołówstwo załapałam za sprawą kolegi. Kiedyś zabrał mnie na ryby i bardzo mi się spodobało. Od kiedy łowisz ry... (spojrzała na Dariusza i zamilkła)

Dariusz zaplątał się w sieć i spojrzał głupio na Caroline.

Dariusz (zarumienił się): Hy, hy...

Caroline zrobiła "facepalma" i zaczęła rozplątywać kolegę.

***


Wieczór. Po kolacji. Spike i Somila wspólnie szorowali pokład. Oboje wykonywali pracę w milczeniu, lecz w pewnej chwili Spike zaprzestał i spojrzał na hinduskę – był zamyślony. Dziewczyna podniosła do niego wzrok.

Somila: O czym myślisz, Spike.

Nie odpowiedział.

Spike (potrząsnął głową): Uch, nie nic, nic. Coś dziwnego sobie wyobraziłem, joł.
Somila: Że zostaniemy tu na zawsze i nigdy nie zobaczymy domu?
Spike: Yyy... No. Skąd wiedziałaś?

Spojrzała mu w oczy. W jej oczach coś błysło.

Somila: Wiem.

Wstała i spojrzała na stojącego na warcie pirata.

Somila (cicho): Zaraz nas zawołają do składowni na sen...

Spike kiwnął głową i również wstał. Oboje udali się w stronę schodków na dolny pokład.



***

Dzień trzeci.

Ranek. Na pokład górny przyniesiono nieduży, okrągły stół. Jeden pirat podszedł do niego i zakrzyknął:

Pirat 1: Któż chętny do gry w kości?
Pirat 2: Ja!
Pirat 3: Zmiażdżę was...
Devon: To ja też!

Trójka piratów spojrzała na chłopaka, który akurat czyścił podłogę pod stołem.

Pirat 1: Hmm... W sumie... Niech będzie. Siadaj.

Devon usiadł przy stole, razem z trójką piratów. Zmierzył ich wzrokiem, a nastęnie uśmiechnął się.

Pirat 1 (warknął): Gramy na zakłady, oczywiście. Więc jeśli nie masz przy sobie nic wartościowego, dzieciaku, to spadaj.

Devon położył na stół zegarek. Piraci uśmiechnęli się łapczywie. Do puli dołączył sakiewka złota, nóż w pochwie i złoty łańcuszek.
<pz> Devon (z wrednym uśmiechem): Był lewy... I nie mój.

Pirat 2: Ok, John, zaczynaj.

Pół godziny później.

Piraci patrzę ze zrezygnowanymi minami na Devona, który wygrał siedem rund z rzędu – na siedem rund. Siedział z satysfakcją na twarzy przeglądając swój łup.

Pirat 3: My tak nie gramy...

Nagle z nikąd wyłonił się Kapitan Bart Czarnobrody.

Bart (siadając do stołu): Uwielbiam tą grę. Przyłączam się.

Nagle równie magicznie, pojawił się Cyprian.

Cyprian (świdrując Czarnobrodego wzrokiem): Ja również!

Kapitan piratów parsknął śmiechem.

Bart: Ty szczurze lądowy, chcesz grać z nami?
Cyprian (z dumą): Tak się składa, że szybko pojąłem zasady tej gry. Chodzi to o to, by...
Bart (warknął): Siadaj i nie gadaj.

Cyprian usiadł przy stole.

Bart: Ej. Ty tam, z bródką... (wskazał na Devona)
Devon: Tak?
Bart: Ty z nami nie grasz.
Devon: Czemu?
Bart: Bo pod stołem chowasz fałszywe kostki.

Trójka piratów spojrzała na Devona wściekłym wzrokiem. Chłopak podrapał się po głowie.

Devon: Heh, zabawna sytuacja... W nogi!

Chwycił cały łup z zakładów i pobiegł. Piraci pobiegli za nim, krzycząc by oddał im ich rzeczy.

Bart: A więc zostaliśmy we dwójkę... Co obstawiamy?
Cyprian (poważnym tonem): Jeśli wygram, uwolnisz Cecylię...

Bart uśmiechnął się i zmrużył oczy.

Bart: Dobrze, ale jeśli ja wygram... to wypadniesz za burtę.

Cyprianowi zabiło mocniej serce. Stawka była wysoka. Przełknął ślinę.

Cyprian: (wziął głęboki wdech) Ech. Dobra.

Czarnobrody uśmiechnął się podle i wziął do ręki kubek i kostki. Wrzucił kości do środka i potrząsnął cztery razy, po czym poturały się po stole.

Bart: Dwie trójki, czwórka, dwie piątki. Zostawiam piątki.

Rzucił po raz drugi.

Bart: Trzy piątki, jedynka, dwójka.

Cyprian z szokiem przyglądał się rzutowi pirata.

Bart: Zostawiam znów piątki.

Kapitan rzucił ostatnimi dwoma kostkami – wypadły dwie piątki. Na twarzy Cypriana pojawiły się krople poty.

Bart (uśmiechając się z triumfem): Generał. Przebij to, chłystku...

Cyprian wykonał pierwszy rzut.

Cyprian: Dwie jedynki, dwie czwórki i szóstka.
<pz> Cyprian: Beznadzieja. Musiałem zostawić szóstkę, aby przebić jego piątki.
Cyprian: Zostawiam szóstkę...

Wykonał drugi rzut.

Cyprian: Szóstka, piątka, czwórka, dwie dwójki. Cholera jasna!

Pirat wybuchnął śmiechem.

Bart: Powodzenia, w wyrzuceniu czterech szóstek!

Cyprian przełknął ślinę i chuchnął na kubek, potrząsając czterema kośćmi w nim się znajdującymi. Rzucił.

Ostateczna sytuacja – dwie szóśtki, piątka, trójka, jedynka.

Cyprian: A niech to szlag!
Brat: Mam nadzieję, że umiesz pływać! Ha ha ha! Wieczorem!

Kapitan wstał i odszedł. Cyprian załamał się i podparł się łokciami na stole. Zaciśnął powieki. Podszedł do niego Dariusz.

Dariusz: Wszystko widziałem! Czy ty oszalałeś?!

Dariusz usiadł obok chłopaka.

Cyprian: Dałem się ponieść emocjom... Za bardzo martwię się o Cecylię.
Dariusz: Ale teraz skończysz z rekinami!!!
Cyprian: Wiem. Ale przynajmniej próbowałem. (uśmiechnął się słabo)

Dariusz pokręcił głową. Dariusz przygryzł dolną wargę i spojrzał na przyjaciela.

Dariusz: Żeś się wpakował w bagno...

    ***


Południe.
Sheila przysypiała sobie w bocianim gnieździe, kiedy nagle poczuła ból na głowie. Dziobanie. Szybko się podniosła i zorientowała się, że na jej głowie zadomowiła się papuga. Papuga kapitana!

Sheila: Hę? A ty co tu robić?
Papuga: Sheila! Krrra! Yuki! Sheila! Yuki! Sheila!
Sheila: To moje imię być! Ty mówić! Zaraz... Ty być Yuki?! Moja papuga kiedy ja mała być!

Zdjęła z głowy papużkę i przytuliła ją, a po jej policzku spłynęła łza szczęścia.

Sheila: Jak ja tęsknić strasznie! A co ty mieć w łapa?

Yuki trzymała jedną z łapek jakiś świstek papieru sklejony taśmą przezroczystą. Sheila wzięła ją do rąk i wybałuszyła oczy.

Sheila: To mapa do skarb?!
Papuga: Krra! Mapa! Mapa!

***


Wieczór. Piraci zaczęli przybijać do reilingu długą deskę. Obok stał Czarnobrody i z podłym uśmiechem przyglądał się wszystkiemu. Po jakimś czasie przyprowadzono Cypriana. Zdjęli z niego koszulkę i buty oraz związano mu ręce. Miał przybity wyraz twarzy.

Bart: Wielka szkoda, że ta dla której się tak poświęciłeś, nie zobaczy jak giniesz. (wybucha śmiechem)

Somila i Caroline spojrzały na kapitana posępnie.
<pz> Somila: Podły człowiek... Nie widzę w nim źdżbłą dobroci.
Kapitan wyciągnął szablę i wycelował nią w plecy Cypriana. Ukłuł go lekko.

Bart: Wskakuj na deskę, haha!

Cyprian wskoczył na deskę mozolnie i skrzywił się na widok szumiącej tuż pod nim wody. Starał się jednak nie patrzeć w dół.



Nagle ni z tąd ni z owąd, na kapitana wyskoczył Dariusz chwytając go za rękę.

Dariusz: Zostaw go, ty brutalu! Jeśli on ma zginąć to ja też!

Reszta uczestników spojrzała na Dariusza z podziwem – w końcu bardzo ryzykował. Nagle z tłumu wystąpiła Caroline i również podeszła do pirata.

Caroline: Niech pan nie robi krzywdy Cyprianowi! Jeśli on i Dariusz... To ja też.

Po chwili z tłumu zaczęli wychodzić Spike, Somila, na końcu Devon (ten ostatni już nie tak ochoczo).

Bart: CISZA! (zatyka uszy) Nanananana, nic nie słyszę.

Spychał Cypriana szablą coraz dalej, aż chłopak znalazł się już na samej krawędzi.

Cyprian (szeptem do siebie): Ojcze nasz, który jest w niebie, święś się imię twoje, ... (modli się)



Wtem... Z bocianiego gniazda dobiegł wszystkich radosny krzyk Sheili.

Shelia: ZIEMIA NA HORYZONCIE! ZIEMIA NA HORYZONCIE!



Do pirata nie doszło to od razu. Skrzywił się i spojrzał za burtę. Ziemia była już bardzo blisko.

Bart: Yyy... A róbcie z nim co chcecie. Nie mam na niego czasu.

Czarnobrody zbiegł z pokładu do swojej kajuty, a Caroline, Spike, Somila, Devon i Dariusz wydali z siebie radosny okrzyk przytulając się do oszołomionego Cypriana, który zszedł z deski z powrotem do nich.

<pz> Cyprian: (wzruszony) Bardzo mnie wzruszyli tym gestem. Tacy ludzie to skarb, o który trzeba dbać.


Czarnobrody wszedł szybkim krokiem do swojej kajuty. Gdy tylko ten wszedł, Cecylia gwałtownie wstała i ze łzami w oczach przyglądała się kapitanowi.

Cecylia (rozpaczliwie): NIENAWIDZĘ CIĘ!!!
Bart (przewrócił oczami): Ych... Ale on żyje. Muszę to przełożyć, bo zaraz dotrzemy do wyspy.

Cecylia westchnęła uspokojona i opadła na podłogę wyczerpana. Kapitan przyniósł jej talerz dania "kapitańskiego".

Bart: Jedz.

Cecylia bez zapału zaczęła spożywać posiłek. Kapitan Bart Czarnobrody siedząc za biurkiem zaczął się denerwować...

Bart (sfrustrowany): Gdzie jest ta cholerna mapa... Uch.

***

Piraci zaczęli schodzić schodkami na ląd. Kapitan, który zszedł ze statku na końcu w towarzystwie księżniczki Cecyli i papugi siedzącej mu na ramieniu, podniósł do góry rękę, uciszając tłum. Zapadła cisza.

Bart: A więc tak. Gdzieś na tej wyspie jest skarb, ale... niestety, w tajemniczych, misterialnych okolocznościach moja mapa ZAGINĘŁA.

Mówiąc ostatnie słowa, obrzucił załogę podejrzliwym wzrokiem.

Bart: Kto odnajdzie skarb, może liczyć na 5% zysku.
Devon: (parsknął) Tylko 5%? Wal się.
Bart: Niech będzie... 6%.
Devon: (sarkastycznie) WOW.

Wtem zdarzyło się coś, czego nikt, a nikt, się nie spodziewał. Nad ich głowami zleciały się helikoptery, a z krzaków zaczęli wybiegać uzbrojeni po szyję strażnicy policji.

Głos z helikoptera: Jesteście otoczeni, nie macie żadnej drogi ucieczki.

Cała załoga zamarła w bezruchu, wszyscy piraci podnieśli ręce do góry, rzucając swoje rewolwery na ziemię. Nagle z krzaków wyszli Chris i Chef. To znaczy Chef wyszedł, a Chris został wniesiony na tronie, niesionym przez Ricka i Rosalie, których wyrazy twarzy były jednoznaczne.

Jeden z piratów: (z rękami w górze)Już po nas. Kapitanie, co robimy?

Ale kapitan zniknął... Nikt nie widział kiedy i jak... Tajemnicze.

W trakcie, gdy piracka załoga była właśnie kajdankowana, Chris podszedł do ósemki uczestników.

Chris: Heh, witajcie! Jak wam minęły ostatnie dni? Wyglądacie dość mizernie...

Dariuszowi zatrzęsła się warga. W końcu nie mógł się już powstrzymać i zaatakował Chrisa wielkim przytulańcem.

Dariusz: Boże, jak to dobrze, że to już koniec!
Chris: Łoł, łoł... Spokojnie. Heh. Może i koniec bycia niewolnikiem na pirackim okręcie, ale nadal jesteście MOIMI niewolnikami. (uśmiechnął się żartobliwie)
<pz> Caroline: (z lekkim uśmiechem) Szczerze mówiąc, to mi już go nawet brakowało.
Chris: Kontynuując... Jako, że przydałoby się wyzwanie, a gdzieś na drugim końcu tej wyspy, w zatoczce przy kamieniu oznaczonym "iksem", znajduje się skarb... (wdech po długim zdaniu) to, waszym zadaniem jedynym i najważniejszym na dzisiaj jest go znaleźć. Jest zakopany pod ziemią, więc na miejscu znajdziecie kilka łopat. Znalazca skarbu otrzyma nietykalność.
<pz> Cecylia: (z uśmiechem) No i powracamy do gry!
Chris: Hm, to chyba wszystko. Jedyna moja wskazówka na drogę dla was, to abyście biegli ciągle przed siebie. Musicie znaleźć się dostać z tego miejsca, na drugi koniec wyspy. Macie szczęście, że to bardziej wysepka, niż wyspa. Udanej drogi. Do biegu... Gotowi... Start.

Cała ósemka zerwała się biegiem przed siebie, niknąc po chwili w dzikiej gęstwinie. Oczywiście nikt nie posłuchał rady Chrisa i po chwili wszyscy rozdzielili się na inne ścieżki, lecz nadal w dobrym kierunku.


(1 pozycja) Cyprian i Cecylia

Ta dwójka była na prowadzeniu. Kiedy jednak napotkali na swej drodze wysoki busz trującego bluszczu. Cyprian wzdrygnął się – w końcu nie miał na sobie koszulki.

Cecylia: Ojej, na prawdę nie ma innej drogi?

Cyprian rozejrzał się i dostrzegł średniej wielkości górkę skalistą, dzięki której mogli ominąc bezpiecznie tą przeszkodę.

Cyprian: Za mną!


(2 pozycja) Devon i Caroline

Dotarli do bluszczu zaraz po Cecylii i Cyprianie i bez chwili namysłu wbiegli w busz. Po chwili wrzeszczeli z bólu. Ale nie poddawali się.

Caroline: Jauuć, piecze!

Po pokonaniu buszu, biegli dalej.


(3) Sheila

Biegła szybko niczym wilk, a napotkany bluszcz potraktowała z dużą naturalnością. Zwinnie niczym żmija prześlizgnęła się pomiędzy kolcami i wyprzedziła Devona i Caroline.
Nagle z nieba zleciała do niej Yuki – jej papużka z dzieciństwa.

Sheila (z wesołym uśmiechem): Yuki! Chodź ty ze mną! My musieć wygrać!
Yuki: Wygrać! Kraaa. Wygrać!


(4) Somila i Spike

Następni do buszu wbiegli Spike i Somila. Spike osłaniał Somilę przed kolcami.

Somila: Spike, nie martw się mną.
Spike: Joł, jak mam się nie martwić, jak mi na tobie zależy.

Somila nie skomentowała tego i przyspieszyła krok. Po krótkiej chwili wydostali się z bluszczu i biegli dalej.


(5) Dariusz

Na szarym końcu wlókł się nasz tłuściutki koleżka Dariusz. Dostał już lekkiej zadyszki, ale nie poddawała się. Gdy dotarł do bluszczu, wziął głęboki wdech i wbiegł "na chama".

Dariusz (przez cały czas, przedzierając się przez bluszcz): Jaaaaaaaaaaaaau!

Wydostawszy się z bluszczu zatrzymał się na odsapkę i pobiegł dalej.


(3) Cyprian i Cecylia

Dotarłszy na szczyt górki (nieźle zmachani), postanowili na chwilkę odzipnąć. Dostrzegli jak Devon i Caroline ich wyprzedzają, a następnie Sheila.

Cecylia: Och nie, musimy się spieszyć!
Cyprian: Ych... Dokładnie.

Nagle usłyszeli nad sobą jakiś głośny ptasi krzyk. Odwrócili się gwałtownie, lecz nawet nie zdążyli się zorientować co się dzieje. Gigantyczne ptaszysko, z zakrzywionym dziobem nadleciało z góry i chwyciło Cypriana za ramiona szponami w górę.

Cyprian: CO DO...?!

Cecylia działając pod wpływem impulsu chwyciła się nóg chłopaka, przez co oboje odlecieli z ptakiem.

Cyprian: Trzymaj się!

Cecylia objęła nogi Cypriana jeszcze mocniej.

Cecylia: Trzymaam!
Cyprian: Dzięki temu ptaszysku mamy okazją nadrobić trochę straty!

Cecylia potaknęła i zamknęła mocno oczy, po tym jak zauważyła na jakiej wysokości się znajdują.


(1) Sheila

Biegła przez gęstwinę na czterech "łapach", niczym wilczyca, kiedy jednak na jej drodze ukazała się niczym nie porośnięta, płaska ziemia, wyczuła niebezpieczeństwo. Obwąchała ziemię, po czym nacisnęła palcem na grunt. Był bardzo grząski. Tylko szybkie jego przemierzenie, gwarantowało, że się w nim nie utknie.

Wzięła rozbieg, po czym wykonując zwinną gwiazdę przedostała się na drugą stronę i kontynuowała bieg. Nagle na jej drodze ukazała się ściana skalna, a w niej ciemny tunel, na którego końcu widać był światło. Wzruszyła ramionami i wbiegła wraz z Yuki do środka.


(2) Devon i Caroline

Biegli dalej przed siebie – Devon z przodu, Caroline bardziej z tyłu. Kiedy dotarli do otwartej przestrzeni, nie zatrzymali się nawet na chwilę. Po chwili oboje zatrzymali się nagle gwałtownie. Ich nogi ugrzązły w ziemi.

Devon: Hę?
Ceroline: Pięknie...

Oboje wiercili się jak szaleni, lecz bez większego skutku. Byli uwięzieni na amen.


(3) Spike i Somila

Dobiegli do grząskiego terenu i natknęli się na uwięzionych Devona i Caroline.

Somila: Czy oni...

Spike schylił się i obmacał dłońmi ziemię.

Spike: Joł, musimy być tu ostrożni.
Somila: Musimy stawiać jak najmniejszy nacisk na grunt.

Caroline spojrzała na Somilę z zakłopotaniem.

Caroline: Eee... Pomożecie?

Somila pokręciła przecząco głową.

Somila: Wybacz, nie mamy na to czasu. Mam nadzieję, że to zrozumiesz.

Somila i Spike zaczęli ostrożnie pokonywać ten teren, stawiając jak najmniejszy nacisk, na grunt. Już prawie byli po drugiej stronie, kiedy lewa noga Spike ugrzązła w ziemi.

Spike: Yyy... Ups.

Spojrzał na Somilę i uśmiechnął się głupio.

Somila: Ojej, utknąłeś?

Chwyciła go za ręcę i zaczęła z całej siły ciągnąć go w swoją stronę. Na szczęście noga Spajka nie zagłębiła się, zbyt poważnie, by nie udało im się jej wyciągnąć. Po uwolnieniu się, Spike i Somila pobiegli dalej, zostawiając Caroline i Devona w martwym punkcie.


(4) Dariusz

Pan na ostatniej pozycji dobiegł w końcu do grząskiego terenu i dostrzegłszy uwięzionych Caroline i Devona powolutku wszedł na teren. Kiedy jednak jedna z jego stóp ugrzązła, przestraszył się. Ostatecznie przedostał się na drugą stronę, jednak stracił obydwa buty.

Caroline: Dariusz... Pomożesz nam?

Chłopak uśmiechnął się do niej przyjaźnie i kiwnął potakująco głową, po czym rozejrzał się i chwycił jakiegoś długiego badyla. Już wyciągał go w ich stronę, kiedy...

Nagle nad głowami Devona i Caroline przeleciał ptak niosący Cypriana, którego trzymała się Cecylia. Devon chwycił się nóg Cecylii, a Caroline nóg Devona. Oboje uwolnili się z ziemi.

Cecylia (jęknęła): Cyprian, mamy pasażerów na gapę, niewiem czy ich utrzymam.
Cyprian: Postaraj się!


(1) Sheila

Sheila wydostała się z tunelu... lecz nie sama, a w towarzystwie, WIELKIEGO GORYLA. Siedziała na jego szyi, jakby ujeżdżała coś dla niej zwyczajnego i kierowała go w odpowiednim kierunku, mówiąc do niego coś w języku małp.

Sheila (po małpiemu): Łuhuhuhu huuhu huh łuhuh.
Goryl: Łuhuh?
Sheila: Łuhuhuhu.
Goryl: Łuhuh huh.

Sheila niedość, że była na prowadzeniu, to poruszała się w najszybszy sposób i do tego posiadała mapę, dzięki której wiedziała w którym dokładnie miejscu ma kopać, gdy dotrze na miejsce. Czyżby zwycięstwo było w zasięgu jej ręki?




(2) Spike i Somila

Dotarli do tunelu, w którym było bardzo ciemno i cuchnęło małpimi odchodami. W pewnym momencie z sufitu zeskoczyła Spajkowi na głowę jakaś małpiatka i zakryła mu oczy.

Spike: What the...

Nagle zaczeła drapać go pazurami po twarzy, aż do krwi.

Spike: Auć!
Somila: (wytężając wzrok w ciemnościach) Spike, co się dzieje?
Spike (jęknął): Joł, poradzę sobie.

Ściągnął go z twarzy ostróżnie, a następnie wyrzucił za plecy. Małpka spadła na ziemię i zaczęła bardzo głośno piszczeć. Spike i Somila biegli już dalej, ale za ich plecami zgromadziła się spora gromada małpek, który przybyły na zawołanie poszkodowanej.

Somila (odwracając głowę w biegu): Biegną za nami!

W końcu tunel się skończył i biegli dalej, z armią małpek na ogonie.


(4) Dariusz

Po tym jak Caroline i Devon odlecieli razem z Cecylią i Cyprianem, zaczął biec dalej. Dotarł do tunelu i wbiegł do środka. Przebiegł przez w pełni oczyszczoną z małpek jaskinię, dysząc jak nigdy. Czuł się jak na jakimś maratonie, nie ma co.
<pz> Dariusz: Mówię wam... Nigdy się tyle nie nabiegałem... Uff... Puff...
Wybiegł z tunelu.


(3) Cyprian, Cecylia, Devon i Caroline

Czwórka przeleciała nad górką, w której mieścił się tunel. Po przeleceniu nad górą, znajdowali się nad jakimś laskie. Nagle... Ptaszysko puściło Cypriana! Cała czwórka zaczęła spadać z krzykiem lądując w koronach drzew.

Cecylia: Ała... (jęknęła z bólem, masując łokieć)

Siedziała na grubej gałęzi drzewa, na którym wylądował także Devon. Caroline wylądowała na drzewie obok, a Cyprian spadł w krzak dzikiej róży.

Trójka wygramoliła się z drzew i podeszła do Cypriana, który nieszczęśliwie wpadł w kolczaste krzaki.

Cecylia: Sir Cyprianie.

Dotknęła jego ręki wystającej z krzaków.

Devon: Dobra, nie mam czasu się teraz nad nim użalać. Nara.

Chłopak pobiegł dalej. Caroline spojrzała za nim, przygryzając dolną wargę. Cecylia zaczęła wyciągać chłopaka z krzaków.

Cecylia: Caroline, mogłabyś mi pom...

Odwróciła się w jej stronę, lecz jej już nie było. Caroline pobiegła za Devonem.
<pz> Cecylia (oburzona): Phi! Jak jej przydarzy się podobne nieszczęście, to niech nie liczy na moją pomoc! Cóż za ignorancja.


(1) Sheila

Jechała na gorylu, obok silnie rwącej rzeki. Pewnie gdyby postanowiła przerzucić się na transport rzeką, dotarłaby szybciej do celu, ale wolała nie ryzykować, bo nurt był podejrzanie silny. Goryl biegł w sprawnym tempie.


(2) Spike i Somila

Biegli z armią małpiatek, tuż za plecami.

Somila (z paniką w głosie): Zaraz nas dogonią, Spike!
Spike (z przerażoną miną): Nie zwalniaj!

Wtem obok nich ukazała się rzeka.

Spike: Wskakujmy do wody!

Oboje wskoczyli do wody, chwytając się w niej jakiejś kłody, porwanej przez nurt. Małpki zostały na brzegu, obserwując wściekłym oczkami, jak udaje im się od nich uciec.

Somila: Ha, sayonara frajerzy! (pomachał do małp)

Somila uśmiechnęła się z ulgą.

Somila: Mamy szczęście, bo rzeka płynie w dobrym kierunku, z łatwością dotrzemy teraz do celu, bo napewno prowadzi do oceanu.
Spike: Odjazd.

Oboje gawędzili sobie, kiedy minęli idącego obok, wzdłuż rzeki wielkiego goryla...

Somila: Czy to Sheila!?
Spike: Ujeżdża goryla!? Haha!
Somila: Wyprzedziliśmy ją!

Sheila dostrzegła ich. Oboje zaczęli do niej wystawiać język, dumni, że wysuwają się na prowadzenie. Ona jednak zamiast zazdrosnego wyrazu twarzy, miała przerażony wyraz twarzy i pokazywała na coś palcem.

Spike: O co jej chodzi?

Spike i Somila spojrzeli prze siebie i zaczęli wrzeszczeć. Rzeka kończyła się gigantycznym wodospadem!

Spike & Somila (jednocześnie przytuleni do siebie): AAAAAA!


(3) Devon i Caroline

Caroline biegła za Devonem.

Caroline: Devon, zaczekaj!
Devon: Nie, to przyspiesz!

W końcu obok nich ukazała się rzeka.

Devon wskoczył na kłodę na rzece i wyciągnął rękę do Caroline. Pomógł jej usiąść na kłodzie.

Caroline: Uff... Dzięki. Głupio mi, że zostawiliśmy Cypriana z Cecylią.
Devon: Pogódź się z tym, jedni muszą przegrywać, abyś ty mogła wygrać. To podstawowa zasada rywalizacji.

Caroline potaknęła.


(4) Cecylia i Cyprian

Gdy Cyprian się w końcu wygramolił z krzaku, miał lekkie zawroty głowy.

Cyprian: Łooł, ale mi się w głowie kręci... Ja żyję?

Chłopak był w opłakalnym stanie. Nie miał butów, koszulki, a całe jego ciało było poranione przez różane kolce.

Cecylia (spytała troskliwie): Dasz radę biec dalej?

Złapała go delikatnie za dłonie i utkwiła wzrok w jego oczach. Chłopak, lekko rozkojarzył się.

Cyprian (ogarniając się): T-t-tak, nie ma czasu do stracenia!

Nagle obok nich przebiegł Dariusz. Pomachał do nich w biegu. Cyprian i Cecylia pobiegli za okularnikiem.


(1) Spike i Somila

Wrzeszcząc nasilniej jak potrafili coraz bardziej zbliżali się do wodospadu. Sheila biegnąca tuż obok na gorylu postanowiła interweniować. Nachyliła się do goryla, powiedziała mu coś i wskazała na Spike'a i Somilę, będących już prawie o włos od spadku z wodospadu.
<pz> Sheila: Ja musieć im jakoś pomóc wtedy!
W końcu kłoda sięgnęła końca spływu i zszybowała w dół. Spike był już gotów na najgorsze, kiedy coś go chwyciło za nogę, a on odruchowo złapał Somilę za ręce w powietrzu.

Goryl zdążył złapać Spike'a. Ten trzymał zaś Somilę. Wzroki skejta i hinduski spotkały się. Czas zatrzymał się, w chwili gdy przyglądali się sobie. Oczy Somili zabłysły. Jej wargi poruszyły bezdźwięcznie do słowa "Dziękuję, Spike.".



Czas znów zaczął biec normalnie, a goryl począł wciągać dwójkę uratowanych. Spike i Somila padli na trawę dysząc. Byli wykończeni.

Spike: Uff... Dzięks, Sheila.
Somila: Mamy wobec ciebie dług wdzięczności.

Sheila zaśmiała się.

Sheila: Haha, wy nie mieć za co dziękować. Ja nie zostawiać przyjaciel w potrzeba. A teraz pa, bo idę wygrać!

Goryl zaczął zwinnie schodzić ze stromego wzgórza. Tymczasem obok odpoczywających hinduski i skejta spłynęła kłoda z wrzeszczącymi Caroline i Devonem.

Caroline & Devon: AAAAAAA!

Porwani przez silny nurt rzeki spadli wraz z wodą z wodospadu. Spike i Somila zszokowani przyglądali się spadającym w dół przeciwnikom.

Spike: Ouu. Peszek?

Spike i Somila zaczęli schodzić z góry, kierując się za wielkim gorylem widocznym na widnokręgu.


(4 i 5) Dariusz i Cyprian i Cecylia.

Dariusz biegnąc wdzłuż rzeki postanowił jednak skorzystać z wodnego transportu i wskoczył na sporej wielkości deskę unoszącej się na rzece.
Bięgnący tuż za nim Cecylia i Cyprian nie podjęli pomysłu Dariusza, bo nie było niczego na czym mogliby się razem unosić na wodzie. A poza tym uzali to za niebezpieczne.

Co wiadome Dariusza spotkało zaskoczenie i wodospad porwał go w dół, wraz z wodą.
Cyprian i Cecylia nie tracąc czasu schodzili z góry, uważając by nie zrobić sobie krzywdy.


(1) Sheila

Cały czas uplasowana na najwyższej pozycji, zbliżała się coraz bardziej do celu. Dotarła po pewnym czasie do dużego krateru w ziemi i zatrzymała się. Na drugą stronę prowadził jedynie mostek linowy, który był w opłakalnym stanie.

Sheila zeszła z goryla i spojrzała mu w twarz. Zrobiła smutną minkę i przytuliła się do niego. Pomachała do niego i razem z papużką na ramieniu ruszyła dalej. Ostrożnie szła po moście. Gdy dotarła na drugą stronę, kontynuowała wyścig.


(2) Spike i Somila

Gdy zeszli już z góry, biegli dalej i po pewnym czasie dotarli do wąwozu. Przeszli ostrożnie przez most linowy i biegli dalej.


(3) Caroline i Devon

Po spadku z wodospadu wpadli prosto do wody. Gdy wynurzyli się, popłynęli do brzegu.

Caroline (wyciskąjąc wodę z koszulki): Uch.... Po prostu świetnie.
Devon: Musimy biec, dalej, Spike i Somila są nadal przed nami...

Pobiegli dalej i dotarli do wąwozu. Przebiegli niestabilny mostek, jak gdyby nigdy nic.

Devon (będąc już po drugiej stronie): Caro, poczekaj.
Caroline: Co?

Devon wyciągnął zza paska nóż i ze przebiegłością na twarzy zaczął odcinać liny trzymające most.

Devon: Ciach (jedna lina poszła), ciach (druga lina poszła), ciach (trzecia poszła) oraz... ciach (ostatnia lina poszłą i most odczepił się od docelowej strony wąwozu.
Caroline: Sprytnie.

Pobiegli dalej.


(4) Dariusz

Po upadku z wodospadu i wypłynięciu na powierzchnię, wyszedł z wody i ociekając wodą pobiegł dalej.

Dotarł do wąwozu i zatrzymał się.

Dariusz: Most...? Przerwany?

Rozejrzał się i dostrzegł nad głową lianę. Wzruszył ramionami i chwycił ją niezgrabnie, po czym wziął rozbieg i... skoczył. Rozbujany przeleciał nad wąwozem i... puszczając lianę wylądował brzuchem na samej krawędzi, chwytając się rękami. Wespnął się do końca i dumny z siebie wstał z ziemi i uderzając się w klatę zaczął ryczeć jak Tarzan.
<pz> Dariusz: Jestem boski!
Pobiegł dalej.




(5) Cyprian i Cecylia

Uplasowani na ostatniej pozycji dotarli nareszcie do wąwozu.

Cecylia (zmartwiona): Jak mamy dostać się na drugą stronę?
Cyprian: Hmm...

Chłopak dostrzegł kołyszącą się po wyczynie Dariusza lianę.

Cyprian: Moglibyśmy rozhuśtać się na lianie i doskoczyć na drugą stronę.

Jak powiedział tak zrobił, zabezpieczył uchwyt na lianie i wykonał skok nad wąwozem. Dzięki lianie wylądował idealnie na drugiej stronie.

Cyprian: Teraz ty, Cecylio.

Pchnął lianę w jej stronę. Ta gdy wychyliła się, by ją chwycił straciła równowagę i spadła. Złapała się w ostatniej sekundzie liany i z piskiem pokonała cały dystans dzielący ją od Polaka. Złapał ją na ręce.

Cyprian: Uff, udało się.

Cecylia otworzyła oczy.
<pz> Cecylia: Stanowczo za dużo wrażeń, jak na jeden dzień.

Kontynuowali bieg.

Finałowy punkt wyzwania

Dziewczyna w końcu dostrzegła ocean i uśmiechnęła się szeroko. Dotarła do małego, piaskowego przylądka, chwyciła wbitą w ziemię łopatę i szybko wyciągnęła z kieszeni mapę. Przez chwilę wydawało jej się, że ktoś ją obserwuje... Zdawało jej się, że widziała jakiś ruch w krzakach... Uznała jednak, że to tylko wiatr i zaczęła szybko analizować mapkę.

Po jakimś czasie na miejsce dotarli Spike i Somila. Chwycili po łopacie i zaczęli kopać w dwóch różnych miejscach.

Następnymi na miejscu byli Caroline i Devon. Wbiegli do przylądka i chwycili po łopacie. Caroline zaczęła kopać koło drzewa, a Devon obok Sheili. Chłopak już chciał się zabrać do kopania w ziemi, kiedy jego wzrok przykuła dzikuska, a raczej to co miała w ręku... Wyglądało na to, że miała problem z odczytaniem mapy.

Devon: Cześć, Sheila? Masz z czymś może problem.

Dziewczyna odwróciła się szybko i schowała mapę za plecy.

Sheila (wystraszona): Ja? Nie.
Devon: Ależ nalegam. Czy to mapa? Znam się na nich.

Sheila powoli wyciągnęła mapę zza pleców, z lekką obawą.

Devon: Pozwól, że zerknę.
Sheila (nagle): Nie.

Chłopak zdziwił się.

Devon (uparcie): Tylko spojrzę.

W międzyczasie na plażę dobiegł Dariusz, a zaraz po nim Cecylia i Cyprian. Całą ósemka była na miejscu i łopatami przeczesywała cały przylądek w poszukiwaniu skrzyni ze skarbem.

Sheila: Nie! Przepraszać. Ja ci nie ufać. (opuściła wzrok)
Devon: Ale co ci z niej, jeśli nie umiesz jej czytać?

Sheila pokręciła głową. Chłopak zdenerwował się i chwycił ją za rękę.

Devon: Daj mi tą mapę... Nie mam czasu, by się z tobą użerać, więc załatwmy to szybko.
Sheila: Puszczaj!

Sheila nagle zaczęła na niego warczeć. Ten nie zwracając na to uwagi szybko wyrwał jej mapę z ręki.

Sheila: Hej!

Sheila rzuciła się wściekła na Devona. Oboje padli na ziemię, próbując ciągle wyrwać sobie z rąk mapę. Tarzali się i tarzali, aż nagle...


























Caroline: Znalazłam!!!

Sheila i Devon zszokowani skierowali głowy w stronę Caroline, który niezgrabnie wyciągnęła z ziemi ciężką, drewnianą skrzynię ze zdobionym okuciem.
<pz> Cecylia: Faricara.
<pz> Devon: Dobrze, że zawarłem z nia ten sojusz.
<pz> Sheila (zła): Nie, nie, nie!!! To ja mieć wtedy wygrać!!! (papuga powtarza "Krrra! Wygrać!")


Nagle z wody wychodzi Chris w stroju płetwonurka.

Chris (zdjąwszy maskę z twarzy): Gratulacje, Caroline! Zdobywasz dziś nietykalność!

Z szerokim uśmiechem na twarzy podszedł do skrzyni z łomem i otworzył wieko. Skrzynia była pełna złotych monet, drogiej biżuterii i klejnotów. Chris z świecącymi oczami zamknął skrzynię i zaczął ją całować jak swoje dziecko. Po chwili jednak wstał i odwrócił się w stronę uczestników.

Chris: Uratowaliśmy programu, zrobiliśmy wyzwanie, znaleźliśmy skarb... To możemy wracać na wyspę! Dzisiejsza ceremonia nie odbędzie się na wyspie (bo dopłyniemy tam za prędko) a tutaj...

Wskazał ręką na ocean.

Somila: Hę? Co masz na myśli?

Uśmiechnął się. Wtem z wody wynurzyła się górna cześć jakiejś łodzi podwodnej i otworzył się jej właz. Rick i Rosalie wystawili z niego głowy i pomachali do uczestników.

Chris: Na tej oto łodzi podwodnej! Możecie już wsiadać do środka!

Uczestnicy zaczęli po kolei wchodzić okrągłym wejściem do łodzi podwodnej.

Tymczasem Chris westchnął z ulgą i odwrócił się w stronę skrzyni... Ale zniknęła!
Stała przecież tam, obok krzaków!

Obok krzaków...

***


Kapitan Bart Czarnobrody ze skrzynią pod pachą, chwycił się drabinki linowej spuszczonej do niego przez helikopter. Wspiął się po niej i usiadł obok pilota, zamykając za sobą drzwiczki.

Wright: Haha, udało ci się, ziom! Wykonałeś kawał niezłego przedstawienia! Nikt w życiu nie pomyśli kim byłeś na prawdę!
Bart: Taak. Miałem już powoli dość udawania pirata... (odetchnął) Zrobiłem zamieszanie, mam twoją skrzynię, a teraz daj mi obiecane sto tysięcy...
Wright: Spoko.

Wyciągnął ze schowka kopertę i wręczył mu ją. Zaraz po tym, mężczyzna w stroju pirata ogłuszył go silnym ciosem w potylicę i wsiadł szybko za stery.

???: (siadając na miejscu pilota) Oj, naiwny. Po co mi marne sto tysięcy, jak mam tuż obok skrzynię ze skarbem wartym o wiele więcej? Uch, i mam już dosyć tej maski...

Tajemniczy mężczyzna zerwał z twarzy przylepioną, realistyczną maskę...

Henry uśmiechnął się z satysfakcją i skierował helikopter w stronę wytyczoną na GPS'ie.

Koniec części pierwszej.





_________________

Uff.
Nareszcie skończyłem odcinek po ośmiu wieczorach spędzonych na pisaniu, ale jestem z siebie dumny, że dałem radę.

Pewnie wyszło trochę nudnawe i pewnie większości z was się to ciągnęło i ciągnęło... bez końca. Chciałem zrealizować jak najwięcej nadesłanych do mnie pomysłów, ale i dodać coś od siebie.
Co do wątku ze Spajkiem na początku, to zostanie on pociągnięty i wyjaśniony w drugiej części – to już tak dla dociekliwych. Tak samo wątek z wizytą Sheili u Chrisa.


Z góry proszę o wybaczenie, za wszystkie uchybienia, długi czas jaki musieliście czekać, oraz ewentualne zniszczenie wam psychiki moimi bezsensownymi wypocinami.

A teraz głosujcie na (kolejność alfabetycznie) Cecylię, Cypriana, Dariusza, Devona, Sheilę, Somilę i Spike'a. Caroline jest nietykalna.

Zapraszam również do komentowania.



;)

Qazty - 2012-03-23, 19:56

Kurde Ghost nieźle cię wena wzięła. W sumie można podzielić ten odcinek na dwie części(trzy jeśli liczyć ceremonię).
1. Statek:
Pomysł na to niezły i znacznie rozbudował odcinek. Mi to co prawda nie przeszkadza, ale wielu na pewno będzie się skarżyło, że przez to było za długie.
Podoba mi się, że Dariusz w końcu się z kimś zaprzyjaźnił, bo do tej pory tylko latał za Caroline.
Jestem też bardzo ciekawy nowego wątku Devona z narkotykiem(?), skąd go wziął i dlaczego użył go akurat na Spike'u.
Przy okazji Spike w tym stanie jest dość zabawny.
Zaskoczył mnie trochę Chris. Był jakiś taki... milszy? Może sytuacje kryzysowe sprawiają, że jest lepszym człowiekiem.
Ta akcja na statku nieźle rozwinęła relacje między uczestnikami.
2. Zadanie:
Pomysł na zadanie niezły. Cały czas były emocje kto wygra to zadania, ale zdziwiło mnie, że Somila nie poogła Caroline. Trochę to do niej niepodobne.
Na koniec scena z Henrym. Coś ty wymyślił? Jaki jest plan Henrego i skąd wziął tylu ludzi do tego?

Ogólnie nieźle. W dwóch momentach tylko trochę przydługie. Tak w ogóle bardzo bym chciał zobaczyć jak zawodnicy grają w tamtą grę planszową.

Skeya - 2012-03-23, 20:14

Hm. Od czego by tu zacząć...

Wątek piracki... też go miałam w odcinku. Uważam, że był on nieco zbędny do odcinka. Chociaż! Podobało mi się, że wszyscy uczestnicy się do siebie zbliżyli. To było piękne, majestatyczne, cudowne... Ale, żeby od razu Cecylię jako panienkę do towarzystwa? :/

Zadanie samo w sobie dobre dla kanonu TDI. Takie dałeś opisy, że w pewnym momencie po prostu zgłupiałam gdzie kto jest :D

Dariusz ma u mnie o taaakiego plusa.


... Na razie tyle. Spróbuję przeczytać odcinek jeszcze raz.

P.S Spike-ćpun <3

LeShawna - 2012-03-23, 21:09

Przeczytanie tego odcinka, żebym go dobrze zrozumiała, razem z przerwami bo rozmawiałam z koleżanką zajęło mi godzinę.

Więc pewnie Cię zdziwi mój minus, ale dla mnie jest nim ilość tekstu. Miałam momenty, w których myślałam kiedy będzie koniec, bo ta ilość mnie przytłaczała. Spokojnie mogłyby wyjść z tego dwa odcinki.
Przez ilość nagromadzonej akcji stają się one mniej spektakularne. Przez co czytając jakby drugą część, zapomniałam co dokładnie było w tej pierwszej.

Ale nie zmienia to faktu, że każda z tych części była znakomita. Pięknie przedstawione postacie, fabuła itd.
Cieszy mnie, że Somila zaznajamia się z Cecylią. Ciekawie to może wyglądać.
Jeśli chodzi i o pirata, to gdy go pierwszy raz zobaczyłam pomyślałam sobie: "Podobna kreska do Henry'ego" A tu takie zaskoczenie :O :P
Potem cały czas sie zastanawiałam, czy Somila rzuci na niego klątwę ^^.

Mnie również zdziwiło, że Somila nie pomogła Caroline. Nie ładnie Somila... Będziemy musiały w domu porozmawiać.

Ogólnie odcinek oceniam pozytywnie, jednak ilość stron była dla mnie minusem i o wiele bardziej byłby doceniony każdy szczegół, gdyby to były osobne dwa odcinki.
Nie mniej podział strony był przyjemny dla oko i nieźle się czytało :)

David - 2012-03-23, 21:20

dla mnie chyba najlepszy odcinek, wiele się działo i był długi, dynamiczny, pełen zwrotów akcji, których się nie spodziewałem wogule :D
Silny - 2012-03-25, 01:05

Czy najlepszy odcinek? Fabularnie na pewno. Także charaktery zawodników, relacje między nimi zostały rozwinięte jak nigdy. Dla mnie z kolei opko dzieliło się na trzy części: przed przybyciem piratów, statek i wyzwanie. Najbardziej podobały mi się perypetie na statku.

Tym razem szczegółowa opinia będzie w formie plusów i minusów:

Plusy:
+ odcinek żywy, zabawny, zwłaszcza w pierwszej części ("Doktor Zosia" !!!)
+ dobrze napisany
+ długi, ale nie nudzi
+ zachowania wszystkich bohaterów, także tych nowych, ogółem i z osobna. Naprawdę super, że potrafili się tak zjednoczyć; zawarto też nowe ciekawe sojusze. Widać, że przebywając tak długo razem na jednej wyspie zdążyli się ze sobą nieźle zbratać. I my, czytelnicy, też zdążyliśmy ich przez ten czas lepiej poznać.
+ dużo fajnych scen
+ to zasługuje na dodatkowy podpunkt - Sheila radziła sobie jak nigdy. I ta jej reakcja na Devona... Miodzio. Jak wilk do wilka.
+ kapitan Bart (Bartłomiej?)
+ totalne zaskoczenie na koniec :-D

Minusy:
- powtórzenia (ale może to ja jestem na ich punkcie przewrażliwiony?)
- literówki
- co śmiesznego jest w tym, że facet nosi ze sobą pilnik do paznokci :oops: Pazury rosną każdemu!

Zuzolot - 2012-04-03, 18:47

Ghost, kiedy pojawi się następny odcinek?
Ghost - 2012-04-03, 18:50

FORUM TOTALNEJ PORAŻKI 3
Odcinek 10
"Na północ!"

Część druga.



Stara, pokryta rdzą łódź podwodna, przemierzała ocean w kierunku powrotnym na wyspe. Chris, Chef, Rick i Rosalie siedzieli w kabinie sterowniczej, zaś uczestnicy przebywali w pomieszczeniu tzw. "wspólnym" ze stołem na środku i ośmioma krzesłami naokoło. Obok znajdowała się także mała kabina WC do zwierzeń oraz tuż obok jakiś ciasny schowek na miotły, a z obydwu stron drzwi do sypialń obu płci. Uczestnicy siedzieli razem w jednym gronie na chybotliwych krzesłach. Jedynie Dariusz z ekscytacją podziwiał widoki z okienka i nie dołączył do pozostałych.

Caroline (bujając się na krześle, z papierosem w ustach): Ych... Chris kazał nam przyjść do pokoju wspólnego na głosowanie, ale oczywiście spóźnia się... Jak zwykle.

Wszyscy oprócz Caroline westchnęli, przejęci nadchodzącą ceremonią.
<pz> Caroline: Ach, jak to przyjemnie być nietykalną.

Cyprian przyglądał się uparcie Devonowi, który akurat patrzył się gdzie indziej.
<pz> Cyprian: Cóż ten chłopak ukrywa...?

Wtem do pokoju wspólnego wszedł Rick, dźwigający duże, metalowe pudło z wąskim otworkiem na górze. Zaraz za nim wyszła Rosalie z pustymi karteczkami na głosy oraz długopisem. Rodzeństwo wniosło wszystkie potrzebne elementy do Pokoju Zwierzeń. Po chwili wyłonił się Chris.

Chris: Witajcie. Jak widać, dzisiaj odbędzie się dość nietypowa ceremonia, w miejscu innym niż zwykle, ale to z powodów nadzwyczajnych, dobrze wam znanych. Teraz po kolei możecie wejść by oddać głosy na osobę która powinna według was odpaść.

Ósemka rozbitków ustawiła się w kolejce do PeZetu i jako pierwsza weszła Sheila.

<pz> Sheila (smutna, chlip-chlip): Ja być wtedy tak blisko wygrana... (chlip) Ja... Ja głosować na Devon. To przez niego ja przegrać...
<pz> Caroline (uśmiechnięta): Ene, due... Hm. Wiem, uważacie, że powinnam głosować na Dariusza, ale ten kolo się zmienił. Jest za to ktoś o wiele bardziej mnie denerwujący... Cecylia! Mam nadzieję, że się uda, bo Devon również tak głosuje...
<pz> Cyprian: Co prawda, nie miałem zbytnio okazji naradzić się z Cecylią na kogo głosować, ale sądzę, że chce się pozbyć Caroline... Ale jako, że jednak wygrała tą nietykalność, to nie pozostaje nie kto inny jak Devon...
<pz> Devon: Cecylia. Musi odpaść. Tym razem musi mi się udać. Jeśli nie teraz... To nigdy.
<pz> Somila: Głosuję na Dariusza. Ten chłopak na prawdę już nie wie co robić w tym programie. Chyba najwyższy czas, by odpadł. Choć szanuję go. No ale cóż...
<pz> Spike: Głosuję na Dariusza. Sorki, ziom, ale chyba pora na ciebie. Raz ty się mnie pozbyłeś, teraz czas wyrównać rachunki. Joł.
<pz> Dariusz: Jestem całkowicie zagubiony! W tym odcinku poczułem się tak zbliżony do wszystkich! I kompletnie nie wiem na kogo głosować!!! Najchętniej zagłosowałbym na siebie. Chociaż... Nie z wszystkimi poczułem się zbliżony... Cecylia... Wydaje mi się najmniej przyjazną dziewczyną i czuję, że może się mnie pozbyć. A z drugiej strony Devon również wydawał mi się trochę "nieprzyjazny", a z resztą ja go zdążyłem trochę poznać... Ale na kogo mam głosować...?


Po głosowaniu...

Rick i Rosalie wynoszą po głosowaniu urnę do kabiny sterowniczej, by podliczyć głosy. Po pewnym czasie, uczestnikom ukazuje się Chris z listą głosów i ośmioma mini-pochodniami pod pachą. Każdemu wręczył po jednej, po czym zapalił każdą z nich.

Chris: Ceremonię dziesiątą czas zacząć! Oto ja Chris McLean, najlepszy prowadzący według miesięcznika Debeściaki po raz 17 w corocznym plebiscycie.

Cisza. Chris posyła statystom groźne spojrzenie, po czym Rick i Rosalie zaczynają tępo klaskać.

Chris: Dziękuję, dziękuję. Spotykamy się tu dzisiaj, by po raz pierwszy od rozwiązania drużyn pożegnać jakiegoś uczestnika. Uczestnika z największą liczbą głosów na koncie. Po kolei wyczytam teraz bezpieczne osoby. Po wyczytaniu, podchodźcie tutaj zgasić pochodnię i przechodźcie na tą stronę. (wskazuje ręką na lewo). No więc tak... Pierwsi bezpieczni... Caroline. Dalej... Cyprian.

Caroline i Cyprian udali się zgasić pochodnie do strefy "bezpieczeństwa", po lewej stronie Chrisa.

Chris: Somila... Jesteś bezpieczna.

Somila sapnęła z ulgą. Gasi pochodnię i obserwuje ceremonię.

Chris: Bezpieczna także jest... Sheila. I... Spike.

Sheila i Spike idą zgasić podchodnie. Stają w wyznaczonym miejscu.

Pozostali Cecylia, Dariusz i Devon.

Chris: Wasza trójka jako jedyna otrzymała dziś głosy...

Cecylia przygryza wargi i opuszcza głowę, Dariusz zaciska palce na kciukach, a Devon z maksymalną powagą przygląda się Chrisowi.

Chris: Ostatnią niezagrożoną osobą tego wieczoru jest... Dariusz.

Dariusz z radością na buzi zgasił pochodnię i stanął przy pozostałych. Devon i Cecylia stali w bezruchu z pochodniami w dłoniach, czekając na wyrok ostatecznych.























































Chris: Devon... Niestety... Ale...



















































~~FLASHBACK~~
<pz> Dariusz: Jestem całkowicie zagubiony! W tym odcinku poczułem się tak zbliżony do wszystkich! I kompletnie nie wiem na kogo głosować!!! Najchętniej zagłosowałbym na siebie. Chociaż... Nie z wszystkimi poczułem się zbliżony... Cecylia... Wydaje mi się najmniej przyjazną dziewczyną i czuję, że może się mnie pozbyć. A z drugiej strony Devon również wydawał mi się trochę "nieprzyjazny", a z resztą ja go zdążyłem trochę poznać... Ale na kogo mam głosować...? (pięć minut później) Chyba rzucę monetą... Orzeł do Cecylia, Devon to reszka. Na kogo wypadnie – na tego zagłusuję. (podrzuca monetę, ale traci równowagę i spada z sedesu; moneta wpada do toalety) Auć! (nachyla się do muszli klozetowej i stara się dostrzec co wypadło) Reszka... Głosuję na Devona.
~~~KONIEC FLASHBACKU~~


Chris: Odpadasz. Cecylia możesz dołączyć do reszty – zostajesz z nami.


Cecylia uśmiechnęła się i odetchnęła z ulgą. W stronę Devona wyciągnęła wolną rękę by mu ją uścisnąć. Ten przez chwilę patrzył się na nią wściekle. Zadrżała mu warga. Nagle jednak coś na jego twarzy jakby uległo zmianie. Ukazał się na niej spokój. Uścisnął jej dłoń, po paru zawahaniach.

Devon (wycedził): Gratuluję, pokonałaś mnie.
Cecylia: Dziękuję ci. Byłeś twardym przeciwnikiem, muszę to w końcu przyznać.

Devon westchnął i obrócił głowę w stronę Caroline. Była zmieszana na twarzy, wręcz trochę smutna. Podszedł do niej.

Caroline (półgłosem): Cholera. Nie tak miało wyjść...
Devon: Głowa do góry, dasz jeszcze radę wygrać – jesteś inna niż wszyscy. Silniejsza.

Caroline mimowolnie uśmiechnęła się lekko. Przybili sobie żółwika.

Devon: Trzymaj się, Caro. Wygrasz to.

Rick i Rosalie podchodzą do Devona i prowadzą go do dużej szklanej kapsuły rodem z filmów futurystycznych. Jego drzwiczki zatrzasnęły się. Devon przywarł dłońmi do szklanej powierzchni i zaczął coś krzyczeć, jakby coś mu się przypomniało. Jedyne słowa, które dało się zrozumieć ze stłumionego przez grube szklane ściany kapsuły, to "jesteście w niebezpieczeństwie", "Sheila" i "zniszczenie". Nikt z uczestników oczywiście nie stał dostatecznie blisko by nawet te słowa usłyszeć. Chris uśmiechnął się podle i kliknął wielki czerwony przycisk na jakimś panelu, po czym kapsuła wystrzeliła ze świstem ze statku podwodnego na powierzchnię wody.

Sheila (do Somili): Co on chcieć powiedzieć?
Somila (wzruszywszy ramionami): A kto to wie... Pewnie spanikował, przed wystrzałem.

Sheila przygryzła wargę – wydawało jej się, że Devon wypowiedział jej imię.

***


Wieczór. Łódź podwodna w swoim tempie przemierzała ocean, a tymczasem uczestnicy starali się zajać jakoś sobą.

Dariusz i Cyprian siedzieli wraz z Cecylią w pokoju wspólnym, przy stole. Leniwie przeżuwali kolację – ziemniaczane pure z filecikami rybnymi - na oko, było to żarło przeterminowe.

Cecylia (ze spokojem): Wszystko się układa po mojej myśli. Najpierw Evelyn, potem Henry, a teraz Devon. Pozbyłam się ich jeden po drugim. Oczywiście, nie poradziłabym sobie sama.

Spogląda tu na Cypriana, który zaś w trakcie jedzenia notował coś w notatniku, piszać coś pod wpływem nagłej weny. Dariusz siedział obok i pożerał posiłek.

Cecylia (odwróciła rozmarzony wzrok na podwodny mrok, za okrągłym okienkiem): Któż następny...? Ach, w sumie niepotrzebnie zaprzątam sobie głowę.
Cyprian (w ogóle nie słuchając księżniczki; pochłonięty skrobaniem): Mhm... Zgadza się.
Cecylia: Sir Cyprianie, czy ty mnie w ogóle słuchasz?
Cyprian (wciąż w ten sam sposób): Ychym...

Cecylia westchnęła.

Cecylia (cicho do siebie): A niech sobie pisze...

Wstała cicho od stołu i odeszła. Dariusz przełknął ostatni kęs.

Dariusz: Halo, panie poeto?

Cyprian jakby dopiero się ocknął i spojrzał na chłopaka.

Cyprian: Hm? Gdzie Cecylia?
Dariusz: Poszła do pokoju dziewczyn. Może byś poświęcał jej trochę więcej uwagi? Myślę, że należy do takich, co chce być ciąglę w centrum uwagi.
Cyprian: Ojej, byłem tak pochłonięty...
Dariusz: Dla MNIE to żaden problem, ale czy dla niej...?

Cyprian przez chwilę się zastanawiał po czym przetarł zmęczone oczy.

Cyprian: Ech, chyba położę się spać...

Cyprian podniósł się z krzesła i zniknął za drzwiami kajuty chłopców. Dariusz pozostał sam w pokoju wspólnym, oświetlanym przez pojedynczą żarówkę zawieszoną nad jego głową. W pewnej chwili dostrzegł coś na podłodze, tuż obok miejsca wystrzału kapsuł... Podszedł do tego i ujrzał małą paczuszkę przewiązaną sznurkiem. Podniósł ją zaciekawiony. Przywiązana była do niego karteczka – "Stosować z rozwagą.". Dariusz jeszcze bardziej zaciekawiony rozwiązał supełek, którym związany był mały pakunek, by odkryć jego zawartość. A w środku były... liście. Mnóstwo małych, nietypowych listków, z lścniącymi blaszkami.
Wtem drzwi pokoju dziewcząt otworzyły się, a Dariusz wystraszony schował znalezisko za plecy.


Caroline: Co ty robisz?

Dziewczyna zmierzając w stronę WC, spojrzała na niego ze zdziwieniem. Zatrzymała się przy drzwiach i obdarzyła go pytającym spojrzeniem.

Dariusz (zakłopotany): Nic takiego, kochana.
Caroline: Ale przecież...
Dariusz: Nic, a nic.
Caroline: To czemu...
Dariusz: Tak sobie tylko stoję.

Uśmiecha się krzywo do dziewczyny. Caroline patrzy na niego podejrzliwie, po czym wzrusza ramiona i zamyka się w WC. Dariusz z ulgą chowa znalezisko do kieszeni i ucieka do kajuty chłopaków.

***


Kajuta dziewczyn. Sheila i Cecylia spały na swoich hamakach, zaś Caroline i Somila siedziały naprzeciwko siebie pod ścianą z zapaloną latarką i rozmawiały szeptem.

Somila (szeptem): Czasem po prostu mam ochotę zapomnieć o tym wszystkim...

Po tych słowach, dziewczyny zamilkły.

Caroline: Cały czas ciekawi mnie, dlaczego Spike się tak dziwnie zachowywał...

Somila uśmiechnęła się po słowach Caroline.

Somila: A ja wiem...
Caroline (zdziwiona): Wiesz...? Szybko opowiedz mi.
Somila: To dość nietypowa historia... Ale okej... Więc to było na statku pirackim, podczas pierwszej nocy na statku...

~~FLASHBACK~~
Noc. Wszyscy leżeli w składowni, pogrążeni w głębokim śnie. No dobra – prawie wszyscy. Somila leżała obok Spajka, miała lekkie problemy z zaśnięciem. Nawiedzały ją złe wizje. Nagle w mroku dostrzegła ruch. Ktoś wstał i po cichu skradał się w ich stronę. Nagle pochylił się nad głową Spike'a.

Somila (wyszeptała nie poruszając się): Devon...?

[i]Chłopak zamarł w bezruchu. Dziewczyna podniosła się do pozycji siedzącej i zaświciła zapalniczką Spike'a.


Devon: Ech, okej... Masz mnie.
Somila: Znowu chcesz to zrobić...?
Devon (zdziwiony): To znaczy... że ty wiedziałaś?
Somila: Wiem to i owo na temat ziół. Z resztą jeden dzień mi wystarczył, by rozpracować kto zachowuje się tu najbardziej podejrzanie.
Devon: To dlaczego... Nic nie robiłaś...? Przez te trzy dni? Mogłaś spokojnie wszystkim o tym rozpowiedzieć...

Somila uśmiechnęła się.

Somila: Dziękuję, że to zrobiłeś.

Devon niemal nie spadł na podłogę ze zdumienia. Sądził, że go uderzy, okrzyczy, czy coś w ten deseń. Ta zaś mu dziękowała.

Devon: N-nic nie rozumiem...
Somila: Miłość to taka dziwna rzecz, kiedy ludzie chcą być przy sobie ciągle... Cały czas. Ale tak się nie da. Niedyspozycja Spike'a dała mi coś do zrozumienia... Że trzeba wykorzystywać czas, kiedy jesteśmy razem... A jest go coraz mniej, jak dobrze wiesz...

Devon spojrzał na nią starając się choć trochę ją zrozumieć.

Devon: N-nie powiesz nikomu...?
Somila: Pod warunkiem, że zostawisz już Spike'a. Jeden dzień mu wystarczył.

Devon kiwnął głową.

Devon: Okej. I... Dzięki.
Somila: Nie ma sprawy.

~~KONIEC FLASHBACK'U~~
[/i]

Caroline: Ale historia... Serio byłaś mu wdzięczna?
Somila: W pewnym stopniu tak... Wiem, to głupie.
Caroline: Szkoda, że odpadł. Nawet go polubiłam.
Somila: Ale nie był do końca uczciwym człowiekiem...
Caroline: Widocznie bardzo chciał wygrać... Jak my wszyscy. Jedni chcą bardziej, drudzy mniej...

***


Północ. Spike siedział na brudnej podłodze w schowku na miotły, paląc czule papierosa. Pomieszczenie oświetlała mała lampka postawiona na wiaderku od mopa. Po paru minutach drzwi schowka uchyliły się, a przed skejtem ukazała się Somila. Szybko podniosł się z podłogi, zgasił fajkę i stanął naprzeciw niej. Hinduska spojrzała na niego z uwagą.

Spike: Ja... No... Dziękuję, że przyszłaś...

Somila kiwnęła głową i przymknęła oczy.

Spike: No więc... Ja... Ja chciałem, żebyś przyszła, bo... Bo mi było...

Hinduska patrzyła na niego z niesamowitym skupieniem, wsłuchując się w jego każde, wybełkotane słowo.

Spike: Było mi cholernie głupio... Wiem, że ostatnio trochę cię... Możliwe, że... Bo ja nie chciałem... Ja nie wiedziałem, że... Ja nie wiem czy...
Somila (po ostatnich słowach przerwała mu cichutkim głosem): Spike...?

Spike bardzo się zdenerwował... Czyżby miał wyrzuty sumienia?

Spike: Tak?
Somila: Powiedz mi... Czemu tak mało wiesz? Mało wiesz...

Dziewczyna patrzyła mu prosto, głęboko w oczy. Ten zamarł w bezruchu i przytkało go. Nie wiedział co odpowiedzieć. Po chwili opuściła wzrok i w ciszy odwróciła sięw stronę wyjścia.

Spike: A-ale...
Somila (cicho): Śpij dobrze, Spike.

Drzwi zamknęły się powoli, a Spike schował twarz w rękach i osunął się po ścianie na podłogę, do pozycji siedzącej.

Spike (do siebie): Ych, muszę zapalić...

Wyciągnął paczuszkę papierosów, po czym uświadomił sobie, że to jego ostatnia. Jedyna. Otworzył ją powoli drżacą ręką... W środku był ostatni papieros. Wyciągnął go delikatnie i wsunął do ust.

Spike: Cholercia. Ech... Tylko ty mi zostałeś... Ale się nie zmarnujesz.

Zapalił go zapalniczką, po czym silnie się zaciągnął, wypuszczając po chwili dym nosem.

Spike: Joł.

***


Tymczasem cofnijmy czas do chwili tuż po ceremonii...
Kapsuła z Devonem sunęła w górę, w stronę powierzchni wody. Gdy wynurzyła się, drzwiczki automatycznie otworzyły się, z tyłu uruchomił się jakiś silniczek, a z wmontowanego głośniczka usłyszał głos kobiety: "Witaj frajerze. Odpadłeś. Ta oto kapsuła płynie teraz w kierunku miejsca, do którego trafiają tacy jak ty... Usiądź wygodnie i miłej podróży. Pa pa!". Nagranie urwało się, po czym Devon powoli zaczął ogarniać sytuację w jakiej się znalazł. Siedział sobie teraz na środku oceanu w kapsule, która rzekomo płynęła w wytyczonym przez kogoś kierunku.


Devon (znużony): K*rwa, miodzio...

Położył się uznając, że nie może nic zrobić, że może tylko leżeć w oczekiwaniu na dotarcie do celu.

Minęła godzina, a słońce powoli wschodziło. Nagle chłopak usłyszał jakiś dźwięk w oddali. Wytężył wzrok i dostrzegł nie tak wysoko na niebie helikopter. Zaczął wymachiwać rękami. To pewnie ratownicy, jakiś patrol wodny, czy coś... - Tak myślał. Gdy helikopter był już blisko niego, zatrzymał się nad nim w powietrzu. Został dostrzeżony. Po chwili u Devona stóp zawisła drabinka linowa, spuszczona z pokładu helikoptera. Devon uradowany zaczął się gramolić po szebelkach. W końcu dotarł na górę...

Devon: Uff, dziękuję panu...

Devon spojrzał w stronę osoby za sterami helikoptera. Po chwili dostrzegł jednak związanego na podłodze nieprzytomnego mężczyznę.

Devon: Co do... Kim pan jest...?

Osoba w fotelu pilota odwróciła się w jego stronę.

Devon: H.... Henry?!

    Koniec odcinka dziesiątego.


___________________________________

OGROMNIE przepraszam, że tak długo musieliście czekać, nawet na coś tak krótkiego. Ni z tąd, ni z owąd wyskoczyło mi mnóstwo obowiązków, przez odcinek przez pewien czas musiał poczekać.

W końcu jednak dostarczam wam drugą część. Wybaczcie, że tak krótko, ale najzwyczajniej zabrakło mi czasu i weny.

Tradycyjnie podaję szczegółowe wyniki głosowania:

    Cytat:
    Devon: 3 głosy
    Cecylia: 2 głosy
    Spike: 1 głos
    Sheila: 1 głos
    Cyprian: 1 głos
    Dariusz: 1 głos
    Somila: 1 głos

    Łącznie dotarło do mnie 10 głosów.


Rozbawiły mnie wyniki, bo każdy z (jakby to nazwać) "tykalnych" otrzymał po przynajmniej jednym głosie. Nikogo nie oszczędzono. Heh.

LeShawna - 2012-04-03, 19:14

Cytat:
Wybaczcie, że tak krótko,

Ja bym rzekła: Dzięki Bogu, że tak krótko! Przynajmniej nie poświęciłam godziny na czytanie zakończenia ;p

Musze powiedzieć, że odetchnęłam, bo bałam się o Somilę. Ale widzę, że teraz każda postać może czuć się zagrożona. Dlatego apeluję do przyszłych pisarzy: Proszę o jakiś wątek dla mojej postaci Serio jestem otwarta.

Ogólnie końcówka mi się podobała, próbowałeś nawiązać do pierwszej części i nawet jakoś to wyszło. Ale i tak fajne były retrospekcje ^^!

No i straciliśmy, czarne charaktery, chociaż już wydaję mi się, e widzę kilka nowych ;)

Co do Cecylii - uważam, że została dobrze przedstawiona. W sensie ja jej nie traktuję jako złej! Ja widzę to tak, że ona tą grę traktuje jak pojedynek albo grę w szachy, więc najbardziej niebezpiecznych graczy pozbywa się. Dlatego sądzę, że jest utrzymana w klimacie.

A teraz mi się coś przypomniało! Somila robiła jajecznice ostatnio, tak? Albo coś z jajkami? No to miała niezłe trudności, bo jej wiara nie pozwala jeść jajek ;P Ale przyrządzać to co innego.

rodney - 2012-04-03, 19:43

LeShawna napisał/a:
No i straciliśmy, czarne charaktery, chociaż już wydaję mi się, e widzę kilka nowych ;)


I nie pobędą tam zbyt długo, skończą tak jak pozostałe.. A finał będzie super słłiiittt...

Ghost - 2012-04-03, 22:02

LeShawna napisał/a:
A teraz mi się coś przypomniało! Somila robiła jajecznice ostatnio, tak? Albo coś z jajkami? No to miała niezłe trudności, bo jej wiara nie pozwala jeść jajek ;P


Ajć, gapa ze mnie. Uznajmy, że Somila znalazła tam książkę kucharską (przepis na jajecznicę, yeah), a gdy inni jedli, ona sama coś sobie przygotowała innego w kuchni. W końcu, miała całą spiżarnię dla siebie. :P

Qazty - 2012-04-07, 08:43

No i wielki konflikt ptoków zakończył się zwycięstwem Cecylii. Kto by pomyślał, że z niej taki groźny zawodnik.
Ja to mam fajnie, teraz i w FTP2 chciałem by jak najszybciej był rozpad drużyn, bo bałem się, że inaczej moja postać niedługo odpadnie, a kiedy w końcu do niego dochodzi to moja postać od razu odpada. Indywidualny etap nie służy moim postaciom.
Mam nadzieję, że Dariusz dojdzie daleko, bo obecnie jest jedynym facetem, który nie został wyeliminowany.
Tak w ogóle nie spodziewałem się, aż tak równomiernie rozłożonych głosów. O ile wcześniej robiłem przewidywania to teraz już kompletnie nie wiem kto mógłby dalej odpaść.

Przy okazji Ghost źle policzyłeś głosy. Jest ich 10, a nie 11.

Skeya - 2012-04-09, 12:09

Chris: Witajcie! Zapewne zastanawiacie się czego można się spodziewać w dzisiejszym odcinku... Czy dowiemy się w jaki sposób...
Szef: Chris, przeczytaj lepiej to... <daje jakąś kartkę>
Chris: Nie teraz! Jestem na żywo.
Szef: Ale to pilne, musisz to przeczytać, bo inaczej znowu nas pozwą!
Chris: Ciekawe za co!
Szef: Po prostu to zrób! <odchodzi>

Chris: Ehh... No dobra. „Uprzejmie prosimy o nie naśladowanie nikogo z załogi bądź uczestników Forum Totalnej Porażki, ponieważ są to zwyczajne, literackie postacie. Czytanie odcinków może spowodować jawny światłowstręt, odcinki mogą zawierać śladowe ilości Mary-Sue....” Bla, bla, bla. Dobra, przeczytane!


Szef: Ksysiu!
Chris: Co?
Szef: Dostawa nowych pozwów~!
Chris: ARGHHH!


Odcinek 11 - Ten wszechwiedzący.



Był cudownie urzekający dzień. Słońce, plaża, śpiew ptaków...
Załoga FTP razem z prowadzącym i naczelnym kuchcikiem siedzieli w przyczepie i stemplowali każdy pozew. Po ostatniej inwazji piratów, liczba pozwów gwałtownie wzrosła. Co było dość dziwne, gdyż Chris poświęcił się dla uczestników.

Tymczasem sami zainteresowani grą (lub też i nie) odpoczywali po ostatnich wydarzeniach. Każdemu z osobna coraz mniej się to podobało. Porwania, ocieranie się o śmierć, łodzie podwodne... Gra zmieniła się diametralnie. Czy i dzisiaj będzie tak trudno?


Wspólna łazienka.
Somila spoglądała w lustro. Nie była za bardzo zadowolona ze swojego odbicia. Coś ją wciąż dręczyło... Ten dziwny niepokój.

”Jestem narzeczoną, spokojną czy mam grać inną rolę? Kim ja tak naprawdę jestem? Czyje to odbicie?”

Dotknęła lustra.

W tym momencie do pomieszczenia wparował on. Ten przez którego...


Spike: Joł, co tam?

Somila pospiesznie udała się w stronę drzwi. Zablokował je.
Spike: Ej, co jest?
Zaśmiał się zawadiacko. A za moment mu zwiała.
Podrapał się nieporadnie po głowie. Po chwili ujrzał księżniczkę, która wyszła z kabiny z niezbyt zadowoloną miną. Zaczęła myć ręce. Dostrzegła stojącego nad nią skejta. Wydała z ciebie dziwny pisk. Oparł się o ścianę.

Cecylia: Oh! To ty. Ten Żołnierz.
Spike: Spokojnie, jeszcze nim nie jestem.
Cecylia: W istocie.
Spike: Księżniczka chyba niewyspana.
Cecylia: Czyż dziwi cię ten fakt? Wróciliśmy na wyspę do niewygodnych posłań.
Spike: Joł, jest odjazdowo! Hakuna Matata, mała.
Cecylia: Wybacz, Żołnierzu, lecz nie podzielam twego zdania.

Spike: No wtf. Dzisiaj wszyscy jacyś nie w sosie. Nie ogarniam... <wyciąga pustą paczkę i szuka papierosa> O ...cholera! Niedobrze.

Tymczasem niedaleko obozu. Somila wpadła na Caroline. Już miała zamiar ją wyminąć, lecz ta ją zatrzymała.
Caroline: Hej, jak się spało?
Somila: <nieco nerwowo> A... dobrze.
Caroline: Coś nie tak?
Somila: Jestem najzupełniej w świecie zagubiona! Gdy go widzę... mam ochotę uciec.

Somila: Wiem! Nie powinnam tak od razu mówić o moich problemach... Ale...! Dzisiaj uznałam, że nie będę medytowała! Co to, to nie!
Caroline: Kogo ona chce czarować? Już straciła głowę... Chicka, czas z nim pogadać!
Somila: Ani słowa, a sio!


Caroline: Porozmawiaj z nim! Dopóki jesteście jeszcze razem w programie.
Somila: Nawet nie wiesz jak bardzo to jest trudne... Poza tym. Nie mogę ciągle z nim rozmawiać! Ja już dokonałam wyboru.
Caroline: Czekasz na jego krok?
Somila: Nie tyle krok, co rozeznanie. Nie mogę wiecznie czekać. Chcę, żeby wybrał. Nie istotne jest już to czy coś do mnie czuje czy nie. Nie mogę go zmusić do niczego.
Caroline: Rozumiem. Ta niepewność na pewno cię dobija.
Somila momentalnie zamilkła. Próbowała nieco opanować się.
Caroline: Od tego głąba za wiele wymagać nie można...
Hinduska wykorzystała chwilową nieuwagę Karoliny i zwiała jej. Miała nadzwyczaj dużo energii... Zdziwiło ją takie zachowanie. Po chwili blondynka westchnęła ciężko. Już miała zacząć szukać niedoszłego wojaka, gdy tym razem drogę zastawił jej Dariusz.
Caroline: Oh nie.
Dariusz: Kwiatuszku!
Caroline: Dariusz, litości. Nie psuj mi dnia.
Dariusz: Rozumiem. Ale... Może jednak skusisz się na mały spacer dookoła plaży?
Caroline: Jeżeli mi wcześniej znajdziesz naszego porąbanego skejta, to może się zgodzę. Może!
Dariusz: Łiiii!

Dariusz: Jej delikatny uśmiech... Ach, napełnia mnie radością. Gdybym mógł choć trochę stać się jej bliższy...

Do duetu podszedł Szef.
Szef: <opryskliwie> Caroline, telefon do ciebie. Bądź miła i odbierz łaskawie w biurze Chrisa.
Caroline: Ale o co chodzi?
Szef: Po prostu tam idź.

Caroline: To na tej wyspie jest telefon?!

Cyprian wygramolił się z posłania. Wyjątkowo źle mu się spało. Gdy już zdołał się nieco przebudzić, pognał do łazienki. Ujrzał w niej Cecylię oraz Spajka. Nieco go to wytrąciło z równowagi. Nie skupiał się w ogóle na tym, co mówili, tylko na ich gestach. Poczuł się dziwnie... Nie zauważył nawet, że stali bardzo daleko od siebie. To się nie liczyło... Skejt prychał śmiechem, na co księżniczka robiła dosyć pobłażliwą minę. Każdego poddanego trzeba w końcu traktować z szacunkiem...
Cyprian załamał się. Blonwłosa dostrzegła jego obecność.

Cecylia: Oh, wstałeś. Tak się cieszę.
Spike: Joł, ty… jak tobie tam...
Cecylia: Jego imię to Cyprian.
Spike: No przecież.

Cyprian zaczął mieć dziwne obrazy w głowie...

Spike spontanicznie postanowił się napić wody z kranu, czym przeraziła się Cecylia. Po chwili wyszedł.

Cecylia: Ojej, cóż ma on za maniery.
Cyprian: Zaiste...
Cecylia: Cyprianie, czy wszystko w porządku?
Cyprian: E... tak. Czy niepokoił cię?
Cecylia: Jeżeli mam być prawdomówna, dosyć dziwny mężczyzna.

Cecylia: Odnoszę wrażenie, że Cyprian się nie wyspał. Mam nadzieję, iż dzisiejszy dzień poprawi mu humor.
Cyprian: Uff, już się bałem... Nie, jestem pewny, że ona wciąż o mnie myśli!


W tym samym czasie, gdy artysta był zaniepokojony sytuacją w łazience, ulubienica chyba każdego czytelnika – Sheila – szybowała w powietrzu. Przemieszczała się za pomocą lian. Znała już każdy zakamarek wyspy, jednak wcale ją te tereny nie nudziły. Teraz się śpieszyła, najwyraźniej ją również coś trapiło.

I to nie od ostatniego odcinka. Wylądowała przy przyczepie vipowskiej. Zaczęła walić rękami w drzwi.

Chris: <otwiera powoli drzwi> No czego?! Dałem się wam wyspać, a wy jeszcze...
Popatrzył z uwagą na dzikuskę.
Sheila: Ty nie spełnić.
Chris: Nie miałem czasu.
Sheila: Ja prosić!
Chris: Nie mam teraz ochoty na dyskusję z tobą! Precz.
Dziewczyna zacisnęła mocniej pięści.
Sheila: Wy przestać!
Chris: Potem o tym pomyślę...
Już miał zamykać drzwi, gdy zauważył, że dziewczyna uciekła w popłochu. Nagle jednak poczuł, że przyczepa się rusza. Sheila ją podniosła i zaczęła nią machać na wszystkie strony świata.
Szef: Cholera jasna! Nawet pozwów nie można spokojnie przeczytać! Co się tutaj dzieje?!
Chris: Drobne problemy. Chyba rozzłościłem tą dzikuskę.
Szef: Niby czym?!
Chris: Chciała, żebym kolejne zadanie przeniósł na inne tereny, bo to płoszy coś tam. Jakieś dziobaki czy coś.
Szef: No to spełnij jej prośbę!
Przyczepa latała we wszystkie strony. Sheila zaczęła się rozkręcać...
Szef: No zróbże coś!
Chris: Dobra, dobra! <otwiera okno w przyczepie> Sheila! Postaw to na dół!
Sheila: Nie!
Chris: No już dobrze, dzisiejsze zadanie będzie w innej części wyspy, dobra? Tylko postaw nas na dół!

Przyczepa huknęła gwałtownie o ziemię. Dzikuska odeszła zadowolona pogwizdując od czasu do czasu. Zmierzała ponownie w stronę lasu.

Chris: Oni wszyscy mnie zrujnują... Tylko na to popatrz! Temat pozwu: „Henry ma za dużo czasu antenowego!”. No i co ja mam z tym niby zrobić?!
Szef: Nie moja brocha, brachu.
Chris: O, albo to: „Oddajcie prawdziwą Cecylię”. <łapie się nieporadnie za głowę> Co za barany to piszą?!
Szef: Ten jest dobry: „Chcemy Upendi dla Spajka i Somili!”.
Chris: Nie dobijaj mnie...

Nagle ktoś zapukał do drzwi.
Chris: O nie, mam nadzieję, że to nie będzie znowu Sheila...
Otwiera nieporadnie....
Chris: O, witamy kolejnego sponsora! Tak się cieszę, że doszliśmy do porozumienia... <głupi uśmieszek> To pomożesz nam z tymi pozwami? He... Że niby ty będziesz mi stawiać warunki!?


Dzikuska wróciła do obozu, a po drodze napotkała nieco strapioną Caroline.
Sheila: Ty smutna.
Caroline: Słucham?
Sheila wskazała na dziewczynę ręką.
Sheila: Smutna.
Caroline: <wymuszony usmiech> Nie... Nie, skąd.
Sheila: <drapie się jak pies> Kłamać.
Caroline: To nic wielkiego, naprawdę.
Sheila: Elias mówić, że tak nie można.
Caroline: To nic.
Sheila: Jak chcieć. <odchodzi na czworaka>

Caroline: Sheila potrafi odczytywać ludzkie emocje?


Gdy już wszyscy zdołali się ubrać, umyć oraz doprowadzić do stanu jako takiego ‘normalnego’, rozpoczęła się zbiórka. Chris pojawił się w stroju mnicha tybetańskiego.
Caroline: Niech zgadnę, nowy sponsor?
Chris: Otóż to! Dzięki niemu zażegnam wszystkie moje problemy związane z pozwami!
Caroline: Wszystko jedno! Możemy już zacząć?
Chris: A więc! Witajcie!
Do prowadzącego doszedł powoli Szef w ubraniu Dalajlamy taszcząc ze sobą jakieś drobiazgi.
Chris: Dzisiaj zapoznamy się z teorią 4 żywiołów...!
Caroline: Żywioły...?
Chris: Cisza! Jak więc mówiłem, a ktoś mi bezczelnie przerwał... Nasz dzisiejszy sponsor zasugerował nam zmianę części wyspy i wpłynął znacznie na rozbudowanie zadania. Idźmy zatem!

Wszyscy podążali w głębokim milczeniu za prowadzącym. Wiódł ich na wschodnią część wyspy, na której chyba jeszcze nikt nie był. Szef co chwilę dzwonił dziwnymi instrumentami, próbując jako tako zrobić klimat. Imitował relaksacyjną muzykę. Nagle ich oczom ukazały się cztery bramy. Każda z nich była inna. Reprezentowały one poszczególne żywioły.
Chris: Cztery żywioły. W zależności od tego co wybierzecie, sami nakierujecie się albo na wygraną albo na totalną porażkę. Wszystko zależy od was. Pierwsza brama reprezentuje wodę. To jest oczyszczenie. Druga to brama powietrza, symbol nieskończoności. Trzecia – ziemia, która jest ostoją. Ostatnia natomiast należy do ognia, symbol ciepła.
Dariusz: Nie bardzo rozumiem. Na tym polega nasze zadanie?
Chris: Kolo, wybierasz bramę i „zarazem drogę, po której kroczysz”. Możesz trafić od razu do mety, a możesz za moment trafić na coś przewrotnego.
Somila: Czy to na pewno wszystko?
Chris: Myślę, że... tak. Każda ścieżka ma swoją barwę i wyznaczony konkretny szlak. Musicie na nich wykonać każde zadanie. Obserwujemy was kamerami, więc nie ma sensu oszukiwać. Nie możecie zboczyć z waszych ścieżek! Inaczej automatycznie nie wygracie. Pierwsza osoba, która pojawi się na mecie, wygra. Drogi są różne, oby się wam udało dotrzeć przed zachodem słońca....
Dariusz: Bo inaczej co...?
Chris: Wolisz nie wiedzieć! No dobrze, raz raz. Kto tam najpierw zacznie, może ty Caroline?

Caroline: Ogień zły, woda mi nie pasuje, hm...

Caroline: Wybieram ziemię.
Chris: A ty dzikusko?
Sheila wskazała ręką na bramę powietrza. Przy wyborze była bardzo pewna siebie. Somila patrzyła uporczywie na bramy. Im dłużej się wpatrywała, tym było gorzej.
Spike: Wybieram ogień.
Somila: Tak jak przypuszczałam.
Spike: Hm?
Somila: Działasz jak zwykle pod wpływem impulsu. Nie myślisz nad innymi wyborami. Albo po prostu podoba ci się powierzchowna atrakcyjność tego destruktywnego żywiołu.

Skejt odruchowo wyciągnął pustą paczkę po fajkach. Pomacał... nadal nie ma petów. Podszedł do niej bliżej.
Spike: Nie działam pod wpływem impulsu. W odcinku Ghosta symbol ognia sprawił, że mogliśmy wygrać.
Somila: Co nie zmienia faktu, że jesteś chwilami porywczy.

Spike: Ja? Porywczy? <szuka fajek po kieszeniach> Cholera! Nie wytrzymam! Muszę zajarać!
Somila: Dzisiaj postanowiłam nie medytować. Różne mogą być tego skutki...


Spike: Mogę wiedzieć o co ci teraz chodzi?
Somila: Ja...
Spike: „Jeszcze wiele o mnie nie wiesz”? Błąd. To ty nic o mnie nie wiesz.

Skejt odszedł przyspieszonym krokiem. Był zirytowany, gdyż rak domagał się papu.

Caroline: Zaraz mu przywalę! Zaraz mu przywalę!
Dariusz: Karolinko, proszę nie denerwuj się tak...
Caroline: Nawet nie zaczynaj!
Dariusz: Dzisiaj skończyły się fajki, więc nic dziwnego, że jest taki rozdrażniony.
Caroline: Fajki?

Spike zniknął za bramą. W momencie gdy Caroline chciała pobiec za nim, Chris ją zatrzymał.
Chris: Hola, hola. Nie twoja brama.
Caroline: W takim razie chcę ją zmienić!
Chris: Nie ma mowy. To zadanie i tak jest zbyt banalne!

Caroline odsunęła się nieco. Była strapiona. Bardzo chciała pomóc Somili, miała już dosyć tego, że Spike nie przejmuje się swoimi sprawami. Tylko jak by przemycić mu te fajki bez żadnej zwłoki...? Nagle oto zauważyła (!) Dariusza.
Caroline: Daariusz.
Dariusz: <podbiegł> Tak~!
Caroline: Mam dla ciebie mega ważną, tajną misję...
Dariusz: Wykonam ją z przyjemnością!
Caroline: Poszedłbyś za Spajkiem...?
Dariusz: Dla ciebie jestem w stanie iść nawet za tym kocmołuchem!
Caroline: Dobrze, a gdy go spotkasz, daj mu to, dobrze? <podaje papierosy>
Dariusz: Tak jest!

Dariusz: Ona mi ufa, ona mi ufa!
Caroline: Ehh... Sytuacja wymaga pewnych poświęceń...


Somila odsunęła się nieco na bok.
Caroline: Blefował. Po prostu nie ma co zajarać.
Somila: Widzę po tobie, że masz własne problemy. Nie musisz się mną naprawdę przejmować.
Caroline: <łamliwym głosem> Bardzo chcę wam pomóc...
Somila: Po zadaniu porozmawiamy o twojej babci, dobrze?

Somila: Miałam wizję. Jej babcia niedawno zmarła. Wiem przez co musi przechodzić.
Caroline: Ale skąd ona to wie...? Kto jej powiedział? Chris?
Somila: Ojej, przez mój brak medytacji dostaję słowotoku... Muszę uważać na mój język.



Chris Dariusz, co wybierasz? Raz, raz.
Dariusz: Ogień!
Cecylia bacznie przyglądała się całej sytuacji. Nie podobał jej się fakt, że wiele osób się rozdziela. Na czym polega haczyk w tym zadaniu...
Próbowała na czymś zawiesić wzrok... Obok niej stał Cyprian. Przyglądał się on swojemu orzełkowi. Zasmucił się, gdyż dostrzegł na nim małą, nietypową ryskę. Jednak bardziej się przejmował wciąż urojonymi myślami o księżniczce i skejcie.

Cecylia: Cyprianie?
Cyprian: <raptownie mruga oczami> Y, tak?
Chris: No wybierajcież... Nie mam całego dnia. Stos pozwów przede mną.
Cecylia: Wybieram wodną bramę.
Cyprian: Ja również.

Wszyscy udali się w swoją stronę. Nie wiedzieli jednak, że ktoś bacznie ich obserwuje...
Każda z bram bowiem wydzielała inny teren wyspy i kryła w sobie tajemnicę.

Brama wodna.

Wszędzie było mokro. Ziemia była przesycona wodą, a gdzieniegdzie występowały bagna. Somila nie obawiała się jednak po raz wtóry zabrudzić. Sam fakt, że chciała się wykazać w zadaniu dziwił nawet ją samą. Zgrabnie ominęła wszelkie tereny bagniste na swojej drodze, jednak nie obyło się bez drobnych poślizgnięć i otarć.

Cecylia widząc jak Hinduska ją wyprzedza nieco się zdenerwowała. Jednak sama brzydziła się bagien. Jak ona nie znosi być brudną... Cyprian przyglądał się jej cały czas.

Cyprian: Cecylio, czemu stanęłaś w miejscu?

Cecylia: Nie mogę się ubrudzić! A co z moim etosem księżniczki?

Cecylia: Ja... Bo widzisz, mam fobię...
Cyprian: Fobię?
Cecylia: Tak, okropnie nie znoszę być brudna...
Cyprian: Mogę cię przenieść, jeżeli chcesz.
Cecylia: Oh nie! Nie pozwolę na to, przecież ten teren bagienny ciągnie się kilkanaście metrów...
Cyprian: Dam radę.

Księżniczka nie była za bardzo zadowolona z tego pomysłu. Wziął ją w ramiona, po czym delikatnie zaczął stawiać pierwsze kroki na niestabilnym gruncie.


Brama ziemi.

Caroline uporczywie zastanawiała się jaki to zadanie ma sens (Podpowiedź: żaden. – dop. Skeja). O ile przy ogniu można się spodziewać wulkanu albo czegoś, przy wodzie lokalnych podtopień, o tyle nie miała pojęcia co może ją spotkać w tej bramie. Jednak za moment jej stopy się przekonały... Utknęła w ruchomych piaskach. A najgorsze było to, że sama weszła do tej bramy, więc musiała sobie jakoś radzić.


Brama ognia.
W tej bramie wyczuwało się morski powiew znad zwrotnika, który powodował, że w tej części wyspy panował ukrop. Dodatkowo gleby, które tutaj się znajdowały, sprawiały, że albedo... No, w każdym razie, Spike zaczął się okropnie pocić. W takim ukropie nie dało się normalnie myśleć. Trudnością było nawet samo poruszanie się. Za nim, nieco dalej czołgał się nieporadnie Dariusz, któremu ciepło również nie za bardzo pomagało. Zdołał wydobyć z siebie cichy głos.

Dariusz: Spaaajk...!
Skejt raptownie się odwrócił.
Spike: Dariusz? <ociera ręką pot z czoła> Myślałem... uff... że wybierzesz ziemię, jak Karolinka.
Dariusz: Taki miałem... uch, zamiar... <wciąż się czołga>
Spike: Więc czemu poszedłeś za mną?
Dariusz: <szeptem> Bo muszę...!
Spike: Zaraz się ugotuję, a cholera ale bym zajarał... Dobra, nie ma co stać. Powodzenia w zadaniu.
Blondyn resztkami sił pognał przed siebie zostawiając Dariusza samemu sobie. Samu z fajkami, których tak bardzo teraz potrzebował...


Brama wodna.
Zaraz po bagnach, uczestnicy musieli zmierzyć się z wielkim... wodospadem! (Przecież to jest geograficznie niemożliwe! – dop. Skeja, Możesz już przestać pisać swoje dygresje maturalne?! – dop. Chris McLean) Wytyczony szlak przebiegał w nim, więc należało się co nieco powspinać, aby nie zboczyć ze ścieżki. Somila pełna sił witalnych była już w połowie drogi na szczyt. Co bardzo, ale to bardzo złościło Cecylię. Ona nie chciała być gorsza. Cyprian postawił księżniczkę na ziemi. Był brudny i okropnie znurany. Pochylił się i oparł dłonie na kolanach. Próbował złapać oddech.

Cecylia: Cyprianie, szybciej! Musimy się pośpieszyć!
Cyprian: Uff... Tak... jest.

Tym czasem Somila omyłkowo zboczyła nieco z kursu. Przez swoje zaangażowanie w zadanie przez przypadek wdrapała się nieco wyżej niż trzeba było. Gdy już znalazła się pomiędzy suchym lądem, a spływającą wodą zauważyła kogoś.

Był to mnich tybetański, który głęboko medytował. Z jego miejsca widać było każdy szlak, jednak wzrokiem nie mogła odnaleźć jednego – powietrza. Co się w takim razie stało z Sheilą?


Mnich się poruszył.

Mnich: Witaj, Spokojna.
Somila wykonała niski hinduski ukłon, jak przystało na jej tradycje. Odwrócił delikatnie głowę w jej stronę. Wyczuła instynktownie, że można mu zaufać. Nie czuła, że ma złe zamiary.
Somila: Znasz moje imię.
Mnich: A i owszem. Zobowiązuje ciebie do bycia powabną, delikatną, dumną. Tak trudno w dzisiejszym świecie być cichym na wiele spraw...
Somila wciąż się w niego wpatrywała.
Mnich: Gdy przybyłem tutaj na wyspę od razu wyczułem twoja aurę. Jest przepiękna. Ta harmonia ducha oraz ciała... Tylko dlaczego teraz jest ona zachwiana?
Somila: Dzisiaj nie chcę medytować.
Mnich: To niebywałe. Mogę znać powód?
Somila: Po prostu... Nie mogę cały czas żyć medytacją! To dosyć irytujące. Poza tym, gdy przesadzę z medytacją, mam skłonności do kontaktu ze zmarłymi.
Mnich: Rozumiem... Ale to chyba nie to dręczy twoje serce.
Zupełnie jakby zgadł. Kim był ten człowiek?



Brama ognia.
Dariusz czołgał się nieporadnie po czarnoziemach. Każdy ruch sprawiał mu ból. Ten gorąc był nie do wytrzymania... Gdyby tylko mógł odetchnąć, choć na moment. Kątem oka dostrzegł jeszcze Spajka. Zatrzymał się?
Okularnik chcąc wykorzystać sytuację, poderwał się na równe nogi i z nadludzką siłą pognał do kolegi. Gdy zobaczył ścieżkę, na której wywali lawę oraz gorące kamienie, nieco zwątpił.

Spike: Chyba trzeba tędy przejść.
Dariusz: Przecież nam poparzy stopy!
Spike: Uch... Jesteś upierdliwy.
Dariusz: Słucham?
Spike: E... sory. Jestem trochę wkurzony.
Dariusz wyciągnął delikatnie zawinięty w papierze tytoń. Wręczył go Spajkowi.
Spike: Joł?
Dariusz: Z pozdrowieniami od Karolinki.

Skejt próbował nad sobą panować, ale jednak nie umiał. Wyrwał wręcz Darkowi z ręki papierosy. Wyciągnął zapalniczkę...

Spike: <wciąga mocno dym> Uff... Nareszcie. Wszystko wraca do równowagi. Chillout na maksa. <głupi uśmieszek>
Dariusz: Widzę, że Spike już nie zagraża mojemu przyszłemu związkowi z Karoliną. W końcu... to jednak jesteśmy kolegami, tak...?



Mnich wpatrywał się uporczywie w okularnika. Po chwili ukazał delikatny uśmiech.


„Jego imię.
Ten, który jest dobry. Bardzo łatwo mu wmówić wiele rzeczy, których potem nie potrafi wybić sobie z głowy. Jednak on nie jest zły... Może być dziwny. Jednak w głębi duszy jest naprawdę dobrym i prawym człowiekiem.”


Spike z wielkim uśmieszkiem na ustach wypuszczał kolejne kłęby dymu z ust. Czuł przy tym dużą satysfakcję. Uspokoił się i wyluzował. Dariusz patrzył z niemałym zdziwieniem na jego zmianę. Jednak nic nie odpowiedział. Sam wiedział jak to jest mieć nałóg... Nałóg do czegoś. No, w jego przypadku do kogoś.
Spike: A, właśnie.. <strącił popiół> Dariusz, mam pytanie.
Dariusz: Hm?
Spike: Właściwie, dlaczego mnie wtedy wybrałeś do powrotu?
Dariusz: A... jakoś tak... Bez powodu.


Somila nie miała już ochoty na dalszą rozmowę z mnichem. Postanowiła wrócić na swoją ścieżkę. Jej żywiołowość nie ustępowała. Już miała zacząć schodzić na dół, gdy mnich wskazał ręką drogę przez wodospad. Ta trasa wydawała się być krótsza. A na jej ostatnim odcinku byli już Cyprian oraz Cecylia.


Tybetański mnich spojrzał na duet z daleka. Zaintrygowała go aura Cypriana.

”Jego imię.
Pochodzący z Cypru. A przecież Cypr to była siedziba Bogów i artystów. Kontemplujący piękno. Ten artysta ma w sercu bardzo dziwny niepokój... Oby się to niedługo wyjaśniło.”

Chodzili po mokrych kamieniach tak, aby nie wpaść do małego strumienia. Cecylii sprawiało to trudność, gdyż całą wyspę przemierzała w bucikach na obcasie, których nie zdążyła zmienić. Stawiając krok na kolejnym głazie, jej stopa drgnęła. Poślizgnęła się.

Cecylia: Oh nie!
Zaczęła machać rękami nieporadnie w powietrzu. Ręce Cypriana spoczęły na jej tali. Niestety, za dużo to nie dało, gdyż i tak wpadli do strumienia.... Woda była lodowata. Na dodatek Cecylii potargały się włosy, zmierzwiła sukienka i nieco rozmazał się makijaż.


Cyprian omal nie oniemiał z wrażenia. Teraz mógł ujrzeć prawdziwe piękno Cecylii.

Cecylia: Moja suknia... <łamliwym głosem> Jest zniszczona...
Cyprian milczał jakby był zaklęty. Cecylia, widząc nieco przytępiony wzrok Cypriana, zawstydziła się. Zakryła dłońmi swoją twarz. Nagle pojawiła się Somila skacząc zręcznie po kamykach. Ominęła mokry duet i wróciła z powrotem na wodny szlak.
Ten widok zniecierpliwił księżniczkę. Pędem wstała. I nagle poczuła coś na swoim ciele... Wydała z siebie cichy pisk.

Cecylia: <miota się> Pijawki!
Cyprian: Hej, nic tobie nie zrobią.
Cecylia: Uch, zabierz je! Zabierz!
Cyprian: Spokojnie, nie miotaj się tak!
Chłopak już miał złapać jedną z pijawek, gdy wyślizgnęła się mu z ręki i wpadła za dekolt księżniczki.
Cecylia: AAAAA!
Cyprian: <zawstydzony> Eee... tej nie wezmę.


Brama ziemi.
Caroline cudem wygrzebała się z ruchomej piaskownicy. Była zmęczona i wszędzie miała piasek. Może jednak trzeba było wybrać inną bramę? Otrzepała się z resztek osadu, po czym pognała dalej przed siebie. Ona dzisiaj nie ma zamiaru przegrać. Robi to wszystko dla swojej rodziny, a przed wszystkim swojej babci.

Mnich kątem oka spojrzał w jej stronę.

”Jej imię.
Kochająca dom.
Wróżka, która przepowiedziała „Dobremu” wróżbę, nie myliła się. Jednak, to nie jest ta, której tak uporczywie szuka. Sama zainteresowana jeszcze nie wie czego chce. Wciąż próbuje znaleźć swoją życiową drogę... Widzę dziwne chmury nad jej głową, tylko co one mogą oznaczać? ...”


Brama ognia.
Spike: Dobra, nie ma wyjścia. Ściągaj buty, idziemy.
Dariusz: Chwila, że co? To żrąca lawa!
Spike: Joł, marudzisz. Wolisz mieć dziury w butach?
Dariusz: Ty chyba masz dziurę w głowie...!
Skejt zaśmiał się, po czym zdjął obuwie i zaczął koślawymi krokami przechodzić po kamieniach. Przypomniało mu to o jego treningu z Szefem. Po chwili zaczął wrzeszczeć jak opętany: „Cholera! To jednak parzy!”. Dariusz popatrzył na niego ze znużoną miną. Ominąwszy ognisty tor, blondas upadł na plecy i zaczął ciężko oddychać. Paliły go stopy.
Spike: Uff... To była ... jakaś masakra. Dobra, teraz ty.
Dariusz: Nie ma mowy. Nie zrobię tego.

Nagle zauważyli cień. To była Sheila. Leciała w powietrzu w zwolnionym tempie. Patrzyli na nią wyczekująco, a ona nawet ich nie zauważyła. Byłą skupiona, chwyciła kolejną lianę.
Zniknęła.
W pewnym momencie usłyszeli jakiś krzyk. Kobiecy krzyk. Dosyć niedaleko. Zdziwili się nieco. Dariusz od razu poznał do kogo ten owy głos należał...

Dariusz: O nie! Coś zagraża Karolince!
Coś się w nim przebudziło... Zacisnął wściekle pięści, po czym rzucił się na ścieżkę lawy i przebiegł przez nią niczym sprinter. Przy tym w ogóle nie czuł gorąca. Był zbyt zdeterminowany, aby się przejmować czymś takim. Spike patrzył na to wszystko z nie lada zdziwieniem. Skąd okularnik miał tyle siły? Ki mocarz...
Dariusz: KAROLINOOO! JUŻ BIEGNĘ!
Biegł tak szybko, że aż się za nim kurzyło. Ledwo można było go dostrzec. Zniknął za wielkimi drzewami.


Mijały godziny. Chris tupał nogą niczym dziecko w sklepie z cukierkami. Wyczekiwał na mecie. Dlaczego jeszcze nikogo nie ma? Wyciągnął krótkofalówkę.

Chris: Keczan.
Mnich: Kuchen.
Chris: Nieważne, hipisie. Gdzie oni wszyscy są?
Mnich: Bądź cierpliwy. Muszą się głęboko oczyścić...
Chris: No bez przesady! A co z oglądalnością? Ten dzisiejszy odcinek to jakaś katastrofa!

Niezaprzeczalnie.


Dariusz zaliczył kila dołów oraz parę gejzerów. Potem musiał uciekać przed wyrzutnią pochodni. Następnie nadział się na dziwną minę, która wyrzuciła go kilka metrów dalej. I wtem ujrzał genetycznie zmodyfikowane pędy roślin. Trzymały one bardzo mocno jego lubą. Cały wściekły zaczął walić bez opamiętania w łodygę, która go brutalnie odepchnęła.
Caroline: Zostaw! Nie dasz jej rady!
To go jeszcze bardziej zirytowało. Caroline wpatrywała się w niego. Na twarzy miała wymalowane niebywałe zdziwienie. Nie sądziła, że Dariusz mógł mieć w sobie tyle siły.



Caroline: Owszem. Przyznaję. Dariusz zyskał mój szacunek. Ale tak minimalnie. Tyci-tyci.

Somila była bardzo blisko mety. Zostały jej ostatnie metry... Nagle coś poruszyło się w krzakach. Rozejrzała się. W oka mgnieniu została osaczona przez sforę wilków. Na zewnątrz wydawała się być spokojna, jednak wewnątrz czuła, że jest coś nie tak ze zwierzątkami. Jeden ze fory rzucił się w jej stronę. Raptownie odskoczyła. Bała się, żeby nie skrzywdzić go. Wilk wylądował na tylnych łapach, po czym ponowił atak. Tym razem wgryzłby się w szyję Somili. Gdyby nie czyjeś ramie.
Spike: Ała, ty bucu! To boli!
Skejt zamachnął się i rzucił daleko futrzakiem. Spłoszyło to sforę, a jej ‘wódz’ zawarczał. Kuśtykając oddalił się w nieznane.
Spike: Nic ci nie jest?
Somila: Nie...
Somila chciała powiedzieć coś więcej, lecz przerwało jej nagłe przybycie Sheili. Jej mina wskazywała na to, że nie była przychylna czynowi chłopaka. Była rozłoszczona. Podeszła do nich bliżej.
Sheila: Widziałam!
Spike: Ziomeila, daj spokój...
Sheila: Ty za to zapłacić! Już dziś...
Zrobiła groźną minę. Duet nic się nie odezwał. Jeszcze jej takiej nie widzieli. Wspięła się na najwyższe drzewo, po czym chwyciła za lianę i zniknęła.
Spike: To było dziwne.
Somila: Ja ją rozumiem.
Spike: Hm?
Somila: Tak nie wolno traktować zwierząt.
Spike zirytował się. A za chwilę wybuchł.
Spike: Somila! Wolałabyś teraz leżeć martwa? Bez nogi albo ręki?
Somila: Spike?
Spike: A gdyby ci się coś stało? Nigdy bym sobie tego nie wybaczył!

[ / STOP EMISJA /


Chris: <trzymając w dłoni stop-pilota> Co do licha?! To jest FTP! A nie jakiś Disney! Oni mnie zrujnują! <robi twarzowego facepalma>
Szef: Skończ i oddaj pilota...
Chris: Nie! Znowu zryte zadanie, znowu zryty sponsor i znowu zryte wątki zerżnięte z telenowel!
Szef: Stil better love story than Twillight! <nokautuje Chrisa> A teraz siedź cicho i słuchaj jak ten oto dzielny żołnierz wyznaje swojej kobiece co trzeba!

/ WŁĄCZ EMISJA /]


Somila: Ja już nic nie rozumiem.
Spike: A co tu jest do rozkminy? <łobuzerski uśmieszek>
Odsunęła się od niego z nieco nadąsaną miną. Miała totalny mętlik w głowie. Nagle zauważyła, że chłopak pochyla się w jej stronę...
Raptownie odskoczyła.

Spike: <nieco zdziwiony> He?
Pokazała mu język, co go nieco wybiło z rytmu. Wciąż ją nosiło.
Somila: Jeżeli chcesz mnie pocałować, to się chociaż wysil!
Pobiegła przed siebie. Skejt ze zdziwieniem podrapał się po głowie.
Spike: E... Ej! Czekaj!
Somila czuła w swoim sercu dziwne ukłucie, które dawało ciepło. Co ono mogło właściwie oznaczać?

Kuchen zerkał również na Spajka.

”Kolec.
Symbolizował dwie rzeczy. Rana lub ukłucie ciepła.
Dla wielu osób jest swojego rodzaju cierniem. W każdym sercu pozostawiał trwały zarys. Mocniejszy lub mniej.”


Mijały godziny. Cecylia zaczęła wątpić czy na pewno wygrają to zadanie. Cyprian wyżymał swoje ubrania przed dalszą wędrówką. Chyba tylko oni nie zboczyli jeszcze ze swojej ścieżki. Księżniczka westchnęła ciężko. Cyprian po długim milczeniu, zaczął mówić coś do siebie...

Cyprian: Samotność - cóż po ludziach, czym śpiewak dla ludzi? Gdzie człowiek, co z mej pieśni całą myśl wysłucha!...
Księżniczka popatrzyła na niego. Wstał i, pod wpływem jakiegoś dziwnego natchnienia, zaczął mówić i gestykulować całym ciałem. Nie przejmował się niczym. Czuł wyraźną potrzebę, aby mówić.
Cyprian: Czym jest me czucie? <spojrzał na księżniczkę> Ach, iskrą tylko! Czym jest me życie? Ach, jedną chwilką!
Po dłuższej chwili opadł kolanami na ziemię. Wyczerpał swoje siły... Dziewczyna jeszcze nigdy nie widziała, żeby ktoś przejmował się poezją w taki sposób.
Podeszła do niego.

Cecylia: Oh, Cyprianie. Cóż to była za niezwykła przemowa.
Cyprian: Nic wielkiego... To cytat.
Cecylia: Jestem zdumiona. Mogłabym mieć prośbę?
Chwyciła go delikatnie za ręce. Zarumienił się zdziwiony.
Cyprian: A...Ależ oczywiście!
Cecylia: Napisałbyś dla mnie wiersz?
Cyprian: Z przyjemnością.
Cecylia: To na specjalną okazję...
Cyprian: Jaką?
Cecylia: Moje zamążpójście oczywiście.
Mózg Cypriana przestał na chwilę pracować.
Cyprian: E... co?
Cecylia: Tak się cieszę, Cyprianie! Będę ci wielce wdzięczna!
Księżniczka nabrała nowych sił i pognała przed siebie. Ona musi chociaż spróbować wygrać to zadanie. Ponaglała Cypriana, ale on nadal był w szoku.

Cyprian: Ona... Ona wychodzi za mąż? Zali... Z kim?!

Jednak uciekła od niego nie bez powodu. Mówiła o swoim ślubie, mężu... Ale jednak... Ale w ogóle tego nie czuła. Bała się przyznać, że jednak poeta, może i odrobinę, ale podoba się jej...


”Jej imię.
Wątpliwa.
Krocząca przez życie z podniesioną głową. Jej imię jest pokrewne nieprawdziwemu imieniu dzikuski. Widać między nimi nić, delikatną duchową nić...W aurze księżniczki dosyć wyraźnie widać zarys ducha pokory. Dostrzegam jednak kolejną wątpliwość w jej życiu. Czy ona jest pewna swojego zamążpójścia?”


Chris wziął swój megafon, po czym ogłosił, że już koniec zadania. Nie było sensu przedłużać go w nieskończoność. Gdy wszyscy się zebrali w obozie, ogłosił swój werdykt. Cecylia oraz Cyprian byli cali przemoczeni, Caroline zapiaszczona, Spike miał poparzone stopy, Dariusz wyjmował jeszcze z ubrania pozostałości z badyla, którego zmasakrował, a Somila była zabłocona, ale już nieco ochłonęła. Tylko Sheila wyszła bez szwanku z ‘labiryntu’. Ciekawe jak.

Chris: Fatalnie, ach fatalnie.
Caroline: Nie przesadzaj.
Cecylia: To bardzo niegrzeczne komuś przerywać.
Caroline zmierzyła księżniczkę wzrokiem.
Caroline: Masz jakiś problem?
Somila: Dziewczyny...

Caroline: Ojej, ktoś nadepnął królewnie na odcisk! Fak men, niech wyluzuje...
Cecylia: Zmanierowana sekutnica.


Chris: Nikt nie dotarł do mety.
Sheila wydała z siebie dziki odgłos niezadowolenia.
Chris: No dooobra. Sheila dotarła do mety i nawet zaliczyła trochę każdej bramu. Ale zboczyła ze swojej własnej ścieżki. Jak większość osób. Dlatego też dzisiaj zniosę nietykalność.
Kuchen: Panie Chris, ja nalegam, aby to właśnie jej dać.
Chris: A to niby czemu?
Kuchen: „Szlachetna.” Ona, jako jedyna w swoim sercu, dzielnie walczy. I chce wygrać! Pomimo tego, że nagroda jest dla niej tak naprawdę bezwartościowa, nie ustępuje. Dąży do wyznaczonego celu.
Chris: Co to za jakieś dyrdymały...
Kuchen: Proszę się zastanowić. Mówiłem, że „Turniej żywiołów” nie będzie łatwy.
Chris: He?
Kuchen: Właściwie wszyscy są zwycięzcami. Każdy dokonał wewnętrznego oczyszczenia...
Chris: Dosyć tego dobrego! Wypad mi z planu, bo wezwę policję! Czy ten odcinek nie dość był zryty?!
Caroline: Tak więc, co teraz?
Chris: Nie ma żadnych nietykalności! Na razie idzie odpoczywać. To się wam przyda. Dzisiejsza ceremonia będzie wyjątkowa...



Mnich odszedł z zadowoloną miną. On swoje zadanie wypełnił.



”No i wreszcie, ja.
Kuchen.
Me imię.
„Wszystkowiedzący”.

Czy aby na pewno wszystko wiem?

Czy jednak na pewno się nie mylę w stosunku do tych młodych ludzi?

Jaką drogą oni obiorą?

Tego nie wiem nawet ja...

W końcu, los bywa bardzo przewrotny...


Czyż nie?”

_______


Tak jak przypuszczałam. Zdecydowanie przesadziłam z opisami i filozofowaniem. Przez kilka dni myślałam czy na pewno to będzie ciekawe czy też nie.
Jednak to było celowe, chciałam, żeby każda postać mogła zostać odpowiednio rozwinięta.
Mam nadzieję, że się wam spodoba ten odcinek. Mimo, że był bez jako takiego polotu.

I fakt, było mało Sheili.

Głosowanie do piątku. I proszę uzupełniać relację.

Słowianka - 2012-04-09, 14:08

Odcinek mi się naprawdę podobał! Szybko się czytał, długość w sam raz ^^
Zaskoczyło mnie zachowanie Cecylii, bo ona przecież kocha Cypriana, no nie?

Ghost - 2012-04-09, 14:47

Świetny odcinek. Mistrzowska równowaga i kompozycja tekstu, nie ma "misz-maszu".
Mimo braku "aż tak porywającej" akcji, odcinek bardzo wciąga i napisany jest w fajny sposób.
Dużo filozofowania - to całe tłumaczenie imion, mnichowie - bardzo sprytny sposób na dogłębne przyjrzenie się każdej z postaci.

Cytat:
Szef: Stil better love story than Twillight!

Hi hi. Zakrztusiłem się przy tym sokiem jabłkowym. 9gag <3

Dariusz pędzący Caroline na ratunek. <3
Dariusz pędzący z fajkami. <3
Dariusz. <3

Reakcja Cypriana na ślub Cecylii. <3

Sheila kręcąca przyczepą Chrisa. <3

    Bardzo, ale to bardzo dobry odcinek. Nie mogę się doczekać drugiej części.

Zuzolot - 2012-04-09, 15:17

W skrócie: Skeya pisze finał i się nie wykręca :P

Odcinek bardzo mi się podobał. Podoba mi się to, że starasz się każdą postać rozwijać, zawsze ma swoje 5 minut.

Tylko nie rozumiem o co Spike i Somila się tak naprawdę pokłócili (Somila się w tym odcinku trochę rozgadała :D )

Natomiast co do Cecyli, to jej zamążpójście z księciem Harrym jest ustawione z jego rodziną ^^ Jeśli Cyc, nie wyjdzie za Harrego to zostanie wydziedziczona i nie obejmnie tronu królestwa Libruara ^^ Trochę pachnie historią Somili.

Btw. kiedy jest koniec głosowania?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Popatrzyłam na ankietę. Stwierdziłam, że jest już trochę za stara i trzeba ją zmienić. Dlatego postanowiłam, że co tydzień będziemy zmieniali ankietę, więc jeśli ktoś ma pomysł śmiało niech pisze na PW. Kto pierwszy wyśle ankietę zostanie uhonorowany, jego ankieta zostanie ustawiona jako pierwsza i... coś tam jeszcze wymyśle :D

Kacper-ski - 2012-04-09, 17:17

Bardzo fajny odcinek :-) .
Może trochę wyzwanie mi się nie podobało ale to tylko dlatego że podobne już było ... No ale pomijając ten fakt bardzo fajnie. Spodobała mi się w tym odcinku postać Caroliny i Dariusza. W sumie fajnie by było gdyby kiedyś ten Dariusz zdobył serce Caroliny ... No i spodobał mi się wątek kłótni Caroliny i Cecylii. Ciekawie by było gdyby ten wątek został kontynuowany. Tak w sumie też wkurza mnie ten wątek miłosny Somili . Jakoś tak to mi się już nudzi . Z niecierpliwością czekam na drugą część ! :)

LeShawna - 2012-04-09, 17:30

Taaaa.. Do Somili pasuje ten kawał (który nota bene nigdy mnie nie śmieszy)
Cytat:
Rodzice i ich dziecko niemowa (Somila) jedzą obiad.
Nagle Somila mówi:
- A gdzie kompot?
Na to zdezorientowana matka:
- Córciu! Przez całe życie nic nie powiedziałaś, czemu?!
- Bo zawsze był kompot

Somila mało mówi bo jest spokojna. Ale fakt. Dzisiaj się rozgadała. Bardzo pozytywnie. Zrozumiałam, że już się zaczęła denerwować się tym, że Spike nie podejmuje decyzji. O to chodziło tak?
Oczywiście to było pewne, że wczujesz się w Somilę, bo kto jak nie ty.
Bardzo mi się podobała jej rozmowa z mnichem. To było właśnie takie w jej stylu. I tak samo jej "pretensje" do Spike'a za uratowanie życia :D Wiedziałam, że będzie podobnego zdania co Sheila :D A z tą babcią to trochę mi zapachniało Dawn, ale nie da się ukryć, że one są do siebie podobne. Niemniej dziękuję Ci za rozwinięcie Somili. Przynajmniej nie medytowała w odcinku :D
Cytat:
Trochę pachnie historią Somili.

Wychodzi na to, że Cecylia i Somila mają coś wspólnego ;)

Zdanie bardzo mi się podobało, tylko zabrakło mi zwycięzcy. W sensie, że oczekiwałam w napięciu kto będzie pierwszy a tu taki zonk. Ale dosyć sprawiedliwe rozstrzygnięcie.
Znaczenia imin nadawały temu odcinkowi całości. Bardzo dobrze się to czytało, tylko chyba nie było o "Sheili"?

Był Disney!!! JE!!!! <3 "Kogo chcesz czarować". "Co to to nie!"
I bardzo mi się podobało jak prowadziłaś każdą postać. BRAWO!

Qazty - 2012-04-10, 19:11

Odcinek w porządku. Charaktery ciekawie rozpisane. Motyw z mnichem fajny. Jednak nie podoba mi się powtarzanie motywu ślubu. Nie mam ochoty na dwa identyczne wątki.

Zadanie nie było złe tylko, dlaczego nie dałaś nikomu nietykalności? Ktoś powinen ją dostać.

Na koniec taka mała prośba: Skoro nie ma czarnych charakterów to można wprowadzić chociaż jeden konflikt?
Mało to realistyczne gdy grupa 7 osób walczy o milion i wszyscy żyją w zgodzie.

Silny - 2012-04-10, 21:55

Kolejny fajny odcinek. No ale to w końcu Skeya, czyli bardzo doświadczona pisarka. Epizod nieznacznie lepszy od jej poprzedniego.

Plusy:
- ogólność uczciwa i rzetelna
- dobry styl, jeszcze lepszy język
- wątek mnicha, to dodało historii sporo potrzebnej powagi
- kolejne zmiany w relacjach bohaterów, zwłaszcza Somili i Caroline (wątek jej babci - domyślam się, że to sugestia Anastazji? W każdym razie bardzo pasujący)
- żarty "czwartej ściany". Dotąd prawie ich nie było, a tu proszę, pojawiło się ich sporo... i były niezłe
- każdy był sobą, nic nie zostało wypaczone

Minusy:
- SpikexSomila. Ich wątek w ogóle nie posuwa się do przodu i już od dłuższego czasu robi się to irytujące
- Cyprian mógł zastać Cecylię ze Spikiem w bardziej dwuznacznej sytuacji, a później być bardziej zazdrosny... ten temat miał wielki potencjał, ale nie został odpowiednio "podkręcony"
- narzekanie w tekście, że odcinek jest słaby "bo to, bo tamto". Akurat "to" i "tamto" nie było słabe, za to samo narzekanie już tak :-/


Dodatkowy plus należy Ci się za to, że wyrobiłaś się z tym tak szybko mimo nadchodzącej matury :-P Qazty ma rację, brak czarnych charakterów powinno się zrekompensować czymś nowym i świeżym... Gdy na świecie nie ma wojny, kraje toczą ze sobą spory handlowe - analogicznie potrzeba tu jakiegoś zarzewia rywalizacji. Aha, i czy wątek Henry'ego i Devona uciekających ze skarbem będzie jeszcze kiedyś wspomniany?

Zuzolot - 2012-04-11, 16:42

Co do konfliktów było by lepie, gdyby autorzy postaci odważyli się napisać w relacjach, że nie lubią jakiejś postaci a widzę, że panuje takie wieczne słodzenie :P
Co do czarnych charakterów to najbardziej pasuje (moim zdaniem) Caroline. Ona jest niby taka mdła. Niby lubiła Devona i z nim miała sojusz i wtedy była trochę "tą złą" to teraz tego nie ma. Nie widzę sensu, że raz knuje a raz nie.

Co do nietykalności. Przypuszczam, że Skeyi chodziło o to by uczestnicy byli sobie równi.
Dla tego proponuję by w następnym odcinku była by możliwość nietykalności a już w następnych nie. Wtedy będzie już za blisko finału, i takie ingerowanie w głosy już nie jest fajne.

LeShawna - 2012-04-11, 20:06

Wydaję mi się, że mamy konflikt (chociaż niewyraźny) Caroline - Cecylia.
No i jeszcze napięcie się wytworzyło pomiędzy Sheilą a Spikiem.

Ale co do tych relacji.... Mało kto to niestety czyta. Kiedyś pisałam w relacjach, że Somila jest obrażona na Dariusz i jakoś ten wątek nie został dalej poprowadzony... Albo przynajmniej był bardzo mało widoczny.

Skeya - 2012-04-13, 15:31

Ehh...

Cytat:
Zadanie nie było złe tylko, dlaczego nie dałaś nikomu nietykalności? Ktoś powinen ją dostać.


Jeżeli dobrze mi się wydaje, to jest mój odcinek. Więc ostatecznie chyba ja jednak decyduję o tym czy ktoś ją dostanie czy też nie. Mało tego, dając nietykalność mogę równie dobrze faworyzować, choćby dać ją mojej własnej postaci albo postaci którą lubię. Czy to jest twoim zdaniem obiektywne? :/ Czy znosząc ją, popełniłam błąd? Nie chciałam, żeby znowu każda postać dostała po jednym głosie, a żeby jednak wynik nie był podzielony. Jeżeli mam być szczera, to ułatwia mi sytuację i nie ma podejrzeń, że manipuluję głosami bądź ostatecznym wynikiem.

Cytat:
Na koniec taka mała prośba: Skoro nie ma czarnych charakterów to można wprowadzić chociaż jeden konflikt?
Mało to realistyczne gdy grupa 7 osób walczy o milion i wszyscy żyją w zgodzie.


Cytat:
Sheila: Widziałam!
Spike: Ziomeila, daj spokój...
Sheila: Ty za to zapłacić! Już dziś...

Caroline: Ojej, ktoś nadepnął królewnie na odcisk! Fak men, niech wyluzuje...
Cecylia: Zmanierowana sekutnica.


Zauważyłam pewną widoczną tendencję. Czytając odcinek nie każdy jest w stanie skupić się na wszystkim. Dziwne, ale zupełnie zrozumiałe.
Mam świadomość, że nie jest za dużo konfliktów. Ale jednak jestem nieco zirytowana. Czy to autor odcinka musi ciągle wymyślać wątki dla postaci? Nie będę sama wymyślać na siłę jakiś konfliktów, które potem i tak mogą zostać pominięte przez innych pisarzy. LeShawna wspominała o niechęci Somili do Dariusza. Faktycznie, chyba nikt nie podjął się rozwinąć ten wątek.
Ustalmy jakieś granice. Nie błagajcie o wątki dla swoich postaci, bo wychodzi na to, że autor odcinka musi się zmierzyć z odcinkiem, wątkami, zadaniem, a jeszcze i później, jak się okazuje, z bluzgami. Potem właśnie zostaje zmieszany z błotem gdyż ponieważ jego postać nie jest zachowana w charakterze, z powodu złego wątku. Silny oberwał za to, że chciał spróbować rozwinąć Maryse. Miał dobre chęci, ale co z tego? Ghost chciał pokazać postacie z innej strony, ale on również został skrytykowany. Za chęć napisania odcinka i rozwinięcia kilku charakterów. Istny paradoks.

Czy to ma sens? To nie jest wcale łatwe ot tak wczuć się w daną postać, a jeszcze potem operować nią w zadaniu bądź relacjach.


Proszę o trochę wyrozumiałości względem pisarzy.

Qazty - 2012-04-13, 16:09

Cytat:

Cytat:
Zadanie nie było złe tylko, dlaczego nie dałaś nikomu nietykalności? Ktoś powinen ją dostać.


Jeżeli dobrze mi się wydaje, to jest mój odcinek. Więc ostatecznie chyba ja jednak decyduję o tym czy ktoś ją dostanie czy też nie. Mało tego, dając nietykalność mogę równie dobrze faworyzować, choćby dać ją mojej własnej postaci albo postaci którą lubię. Czy to jest twoim zdaniem obiektywne? :/ Czy znosząc ją, popełniłam błąd? Nie chciałam, żeby znowu każda postać dostała po jednym głosie, a żeby jednak wynik nie był podzielony. Jeżeli mam być szczera, to ułatwia mi sytuację i nie ma podejrzeń, że manipuluję głosami bądź ostatecznym wynikiem.

Ok rozumiem. Chociaż jakoś wątpię, żeby od razu ktoś posądzał cię o manipulacje głosami.

Cytat:
Cytat:
Na koniec taka mała prośba: Skoro nie ma czarnych charakterów to można wprowadzić chociaż jeden konflikt?
Mało to realistyczne gdy grupa 7 osób walczy o milion i wszyscy żyją w zgodzie.


Cytat:
Sheila: Widziałam!
Spike: Ziomeila, daj spokój...
Sheila: Ty za to zapłacić! Już dziś...

Caroline: Ojej, ktoś nadepnął królewnie na odcisk! Fak men, niech wyluzuje...
Cecylia: Zmanierowana sekutnica.

Fakt, jest konflikt. Przepraszam, ale poprostu po przeczytaniu odcinka te sceny nie zapadły mi w pamięci. Mój błąd.

Skeya - 2012-04-15, 19:53

Odcinek 11 - Ten wszechwiedzący.

(chaotyczna część druga)


Cyprian siedział samotnie na łonie natury. Zaczął się zastanawiać nad sobą, nad jego relacją z Cecylią... W jego zaczęło być tłoczno. Próbował przypomnieć sobie każdą chwilę, którą spędził na poznawaniu Spajka. Co jest w nim takiego... innego? Pamiętał, gdy dopiero niedawno się z nim zapoznał.

/Nie emitowana scena nr 1/
Spike, będąc już normalny (zdefiniujmy to?), ochlapał sobie twarz, po czym skierował się w stronę obozowiska. Wszedł do męskiego domku.
Dariusz: Już ci lepiej?
Spike: Chyba tak, Wielki D.
Cyprian: Więc to ty jesteś tym skejtem?
Spike: Hm?
Cyprian: Obawiam się, że chyba jeszcze w ogóle nie mieliśmy się okazji zapoznać.
Spike: Możliwe. Joł, jestem Spike. 21, strzelec, wolny.
Dariusz dał mu odruchowego kuksańca.
Spike: Ała! E... Znaczy częściowo... wolny? E... tja.
Cyprian: Czy to imię nie jest raczej dla psów?

Spike: Dzięki mamo.

Cyprian: Ja natomiast dzierżę imię po naszym zacnym artyście poecie - herbu Topór - jakim był Norw...
Poeta spojrzał na wyraz twarzy skejta. Świadczyło to o tym, że chyba nie do końca pojął co się do niego właściwie mówiło...

Cyprian: Sacre bleu! <z trwogą> Ja się muszę zniżyć do jego poziomu? <wyciąga podręczny słownik kolokwializmów> Hm... <wertuje>

Spike: Joł?
Cyprian: <kaszle odruchowo> Akhem! Joł, słuchaj no... To żadna jest... „ściema”? MC Cyprian <duka>... jestem z imienia.
Spike: O stary! Czuję ten flow.

Cyprian: To było straszne!

Spike: Nie sądziłem, że spotkam na wyspie jeszcze jakiegoś MC. Co powiesz na bitwę freestyle’ową? Spokojnie, dam ci fory.

Cyprian: Na Boga! O czym on do mnie mówi?!

Cyprian: E, nie... Dziękuję. Chyba nie skorzystam.
Spike: Nie daj się prosić. Masz talent.
Cyprian: Nie, nie, muszę oszczędzać siły...
Spike: Jak tam chcesz, MC Wieszczu.

/Koniec nie emitowanej sceny nr 1/


Łazienka. Cecylia właśnie myła ręce, gdy nagle coś raptownie chwyciło ją za ramiona. Zaczęła się miotać jak szalona i krzyczeć. Widać było, że robi to mechanicznie.
Spike: He? Hej, mała wyluzuj. To tylko ja.
Cecylia: Nigdy tak nie rób!
Spike: Miota tobą jak szatan...
Księzniczka rozzłoszczona nadepnęła obcasem na nogę skejta.
Spike: Ała! Czy wy wszystkie macie okres czy co...?
Cecylia: Nawet jeśli, to nie twoja sprawa! Bezczelny impertynent!
Spike: Masz złe wspomnienie.
Cecylia: Słucham?
Spike: Ktoś już raz tak zrobił. I to nie było przyjemne, c’nie?

Dziewczyna popatrzyła na niego wyczekująco. On jednak zamilkł. Był przy tym dziwnie poważny.

Cecylia: Tak. Pewnego dnia zdarzyło się, że ktoś mocno mnie złapał za ramiona. To była nieudolna próba porwania mnie. Było to bardzo przykre i nie chcę do tego wracać. Nigdy.

Księżniczka również zamilkła. A po chwili zrobiła nieco nadąsaną minę. Rozmowa się urwała, a Spajk uznał, że czas teraz zapalić. Położył jej niedbale rękę na ramieniu.
Spike: Powinnaś wyluzować. I nie skacz tak na drugi raz <łobuzerki uśmieszek>
Cecylia: A poznać jeden z moich sierpowych masz ochotę?
Spike: Czemu nie?

Zgadnijcie kto wpadł teraz do łazienki... Cyprian!


Minęła chwila.



Potem druga.



Cecylia: Cyprianie, coś się stało?
Cyprian: E...
Spike: Joł, jesteś dziwnie blady.
Cyprian: Ach nie, to tylko to ciśnienie...
Cecylia: Cyprianie, czyżbyś zgubił swój talizman?
Faktycznie. Na koszuli Cypriana nie było orzełka. Poeta jeszcze bardziej się zdołował. Wyszedł.
Spike: Szkoda chłopa.
Cecylia: Ojej, to straszne. Był z nim tak związany...


Cecylia: Postaram się odnaleźć tego orzełka. Czuję się do tego zobowiązana... A jeżeli przeze mnie go zgubił?




Minęła godzina. Somila wraz z Cecylią siedziały na pomoście.
Cecylia: Czy coś między tobą i tym Żołnierzem...
Somila: Eh...
Cecylia: Hm? Czy powiedziałam coś nie tak?
Somila: Papa się na to nie zgodzi.
Cecylia: Ale właściwie co z tego? Przecież ostatecznie to ty decydujesz o swoim przeznaczeniu, czyż nie?
Somila: Tak naprawdę, to nie do końca...
Nagle do dziewczyn dołączyła Caroline. Księżniczka nie była z tego powodu zadowolona.

Caroline: Somila, mogłybyśmy porozmawiać?

Cecylia: Co za grubiańskie zachowanie. Przychodzić ot tak, w trakcie rozmowy. I do tego przerywać ją.

Somila: Oczywiście. Księżniczka mi wybaczy?
Cecylia wymusiła uśmiech na swojej książęcej twarzy.
Cecylia: Ależ nie ma problemu.

Oddaliły się. Natomiast nagle ktoś skoczył raptownie na deski. Była to dzikuska.
Sheila: Ja być zła!
Cecylia dygnęła.
Cecylia: Mogę znać powód?
Sheila: Tamten... skunks!
Cecylia: Ale co masz na myśli? Nie rozumiem.
Sheila: Skunks! „Joł, joł”!
Zaczęła parodiować chód Spajka.
Cecylia: A, chodzi ci o tego żołnierza.
Sheila: Wkurzać! Sheila!
Cecylia: Ale cóż takiego zrobił?
Dzikuska nagle zamilkła. Odechciało się jej rozmawiać. Traciła tylko czas... Wolała działać.

Hinduska i blondynka usiadły na ziemi nieco dalej.

Caroline: Nie będę wnikać skąd wiesz o śmierci mojej babci...

Caroline: Chris, you’re so DEAD!

Caroline: Ale widzę, że się tym przejęłaś.
Somila: Gdy ja straciłam swoją babcię, mój świat się zawalił... Nie wiedziałam co mam zrobić. Była dla mnie bardzo ważną osobą.
Caroline: Ja nikogo poza moją babcią nie miałam...
Westchnęła ciężko. Po chwili wyjęła igłę i tusz. Somila zrobiła nieco zdziwioną minę.
Somila: Co ty...?
Caroline: Chcę zrobić sobie tatuaż.
Somila: Ale to jest niehigieniczne!
Caroline: Wszystko mi jedno...
Somila chwyciła ją za rękę. Caroline popatrzyła na nią pytająco.
Somila: Proszę... Zróbmy to inaczej, dobrze?
Caroline: A co proponujesz?
Somila: Może lepiej, żeby, to ja go zrobiła? Tobie się trzęsą dłonie. Poza tym, znam lepszy sposób.

Nie minęło parę chwil, a na dłoni Caroline widoczny był tatuaż z henny. Somila napisała imię jej babci. Doris.
Gdy już nanosiła ostatnie poprawki, Somila odsunęła się, aby lepiej się przypatrzeć napisowi. Zobaczyła nad nim jakiś cień. Odwróciła głowę i ujrzała czyjeś gołe plecy. To ją wybiło z rytmu.

Spike: Ej, ja też chcę! Mi też zrób.
Somila: <wzdycha> Co mam narysować?
Spike: Może być twoje imię.
Somila: Ale henną nie rysuje się liter...
Spike: Oj tam.

Mijał wieczór, a do ceremonii było coraz mniej czasu...

Ganek męskiego domku.

Dariusz: Coraz bliżej do eliminacji.
Spike: Wszystko jedno.
Cyprian: Wszak nie zależy ci na wygranej?
Spike: Nie, wcale.
Dariusz: Przestało ci nagle zależeć?
Spike: Nie „nagle”. Nigdy mi nie zależało.
Cyprian: Faktycznie, do programu przecież wybierali losowo przypadkowych ludzi.
Spike wyciągnął kolejnego papierosa ku rozpaczy Cypriana. Nagle obok nich przeszła Somila. Popatrzyła się przez chwilę na okularnika i poetę, po czym jej wzrok spoczął na skejcie. Mrugnęła. Zrobiła dziwnie tajemnicze spojrzenie, że aż mu papieros z dłoni wypadł. Po chwili odeszła delikatnie stawiając stopy na ziemi. Spajk cały czas gapił się.

Somila: Hm... Są jednak plusy, gdy się nie medytuje.

Spike: Dobra, jołuję wam na do widzenia. Muszę coś załatwić.

Skejt odszedł od chłopaków kierując się w stronę hinduski. Cyprian odetchnął z ulgą. Ale nie na długo.

Cyprian: Jestem skołowany. On chce grać na dwa fronty czy co? Nie pozwolę.

Cyprian zaczął śledzić skejta. Co dziwne, Dariusz przyłączył się do niego bez szczególnego powodu. Schowali się za krzakami i bacznie obserwowali rozwój wydarzeń

Cyprian: Mówię ci, Dariusz... Coś tu... śmierdzi!
Dariusz: O, przepraszam.
Cyprian: Nie ty! Oni! Ona i on...! Sami!
Dariusz: A co w tym złego?
Cyprian: Czuję co się święci...
Dariusz: Co?
Cyprian: Opętał ich zły duch!
Dariusz: Oh.
Cyprian: Dam głowę, że w tym naszym trio zostanie tylko dwóch!
Dariusz: Eh.
Cyprian: Ta noc karesom sprzyja... <gestykuluje rękami> Miłosny tchnęła czar... W tej sytuacji romantycznej! Co będzie strach się bać!

Somila siedziała na pomoście głęboko rozmyślając nad ostatnimi wydarzeniami. Jednak w jej sercu już gościł spokój... Znienacka pojawił się Spike z wielkim, łobuzerskim uśmieszkiem na twarzy. Somila bacznie się mu przyglądała. Usiadł obok niej, po czym nagle raptownie wstał. Puścił do niej oczko, po czym rzucił się do wody bez żadnego szczególnego powodu. Somila przestraszyła się i zaczęła się bacznie rozglądać po wodzie. Nagle z wody wynurzyły się ręce Spajka, które wciągnęły dziewczynę prosto do akwenu...
Somila wyskoczyła z wody jak oparzona z powrotem na brzeg. Była cała przemoczona, a do tego wystraszona. Gdy już się uspokoiła, Spajk wyszedł z wody. Jego zmierzwiona fryzura zakryła mu całą twarz, odsłaniając tylko jego zawadiacki uśmiech. On piał ze śmiechu. Popatrzyła na niego z wyrzutem, a po chwili wepchnęła go powrotem do wody...

Cyprian oraz Dariusz przyglądali się bacznie dwójce.

Cyprian: <głęboko wzruszony> Jeżeli on zakocha się... <pociąga nosem> Nasze sielskie dni...
Dariusz: Odchodzą w dal... i nie ma rady...?
Cyprian/Dariusz: Już po nim... czas... Na łzy!
Popatrzyli na siebie. Nastąpił głośny, acz przyjemny płacz.

Cyprian: Miłość, która nigdy nie mogła zostać spełniona! <smark> Co za potwarz...! Muszę napisać wiersz...
Dariusz: Będę walczył o Karolinę! Nie poddam się!



Sheila: Wy zgadnąć kto dzisiaj odpaść.
Spike: Kto dzisiaj odpadnie? No mam nadzieję, że w końcu ja. Od dwóch odcinków próbuję się wywalić i dup*. Oby to nastąpiło dzisiaj. Szibam! E... Znaczy... joł!



Ceremonia gdzieś po drodze.
Chris: Tak więc zebraliśmy się tutaj, aby wyeliminować kolejną osobę.
Nagle znienacka pojawiły się nie oznakowane helikoptery. Z opuszczonych z nich drabinek zeszli anty-terroryści. Zaczął się istny sajgon.
Chris: Zostawcie mnie! Ej, uwaga na włosy!
Jakiś miły pan przygwoździł prowadzącego do podłogi. W niezbyt eleganckim stylu.
Spike: Joł, o co cho?
Skejt również zapoznał się bliżej z glebą laterytową. Gdy to zauważyła Somila, dygnęła na tyle, aby ją też unieruchomili leżąc. Co dziwne Cecylię zostawili w spokoju. Cyprian nie sprawiał trudności. Caroline i Dariusz raczej też nie. Najgorzej mieli z położeniem na ziemi Szefa i wściekłej Sheili, która gryzła.
Caroline: Ej, łat de fak?!
Cecylia: Natychmiast przestańcie!
Anty-terrorysta: Ależ!
Cecylia: Alfonsie!
Alfons: Wasza wysokość, przecież oni...
Cecylia: Proszę ich zostawić! Co za bezczelność!
Alfons: Księżniczko Cecylio, wreszcie cię odnaleźliśmy!
Cecylia: Jak to ‘odnaleźliście’?
Alfons: Księżniczka Beatrycze mówiła, że zostałaś pani porwana! Nie dotarłaś na spotkanie z księciem Harrym i wszyscy zaczęli ciebie szukać! Teraz zabierzemy tych porywaczy ze sobą. Państwo Librua wymierzy im sprawiedliwą karę za tak haniebny czyn!
Cecylia: Co za bzdury! Od kiedy słuchacie się księżniczki Beatrycze?! Natychmiast ich puście! To rozkaz.
Alfons zamilkł. Machnął ręką, aby zostawili uczestników. Cecylia zamieniła z nimi parę słówek. Odprawiła ich potem do samolotów, po czym przeprosiła za wtargnięcie ochroniarzy.
Chris: Noo. Wreszcie coś się zaczęło dziać w tym... czymś! Znaczy odcinku.
Szef: Ty lepiej skończ tą ceremonię...
Chris: A fakt. Dobra, to tak. Pochodni nie gasi: Sheila.
W tle można było usłyszeć dziki okrzyk Tarzana
Chris: Caroline, Dariusz.
Caroline: Eh.
Dariusz: Łiii!
Chciał ją uściskać, ale sam się w porę opamiętał.
Chris: Spajk.
Spike:(zaa kadru) K8rw*.
Chris: Oraz Cyprian. Zostały dwie panny.

Poeta patrzył z niemałym strachem na księżniczkę. Czy to ją dzisiaj utraci...?


Chris: Odpada Somila. Ej... a gdzie ona?

Soundtrack - http://www.youtube.com./watch?v=Hwv_FuFnW54 (żebyście to poczuli! – dop Skeja)

Stali naprzeciwko siebie, a dookoła nich wirowały kolorowe liście.
Somila: Słyszysz wiatr?
Spike: Ychym.
Somila: I co mówi?
Spike: Że chyba odpadłaś...
Somila: O, faktycznie...

Hinduska powróciła do portu. Ukłoniła się nisko Cyprianowi oraz Cecylii. Nie znała ich na tyle, aby mówić im coś więcej na pożegnanie. Spojrzała na Sheilę, która była wyraźnie niezadowolona z wyniku głosowania. To nie ona miała odpaść... Po chwili wstała i raptownie uścisnęła Somilę. Jednak nadal była zła.
Podeszła do Dariusza.

Somila: <ukłon> Źle cię oceniłam. Ty jednak jesteś dobrym człowiekiem.
Dariusz podrapał się po głowie, po czym uśmiechnął się głupio.

Caroline: To nie tak miało być. Eh, coś od dwóch odcinków nam nie idzie...
Somila: Ależ tak właśnie miało być. Ja się cieszę, ty też powinnaś.
Caroline: Ale co będzie z...?
Somila: Zobaczymy co przyniesie los...

Przytuliły się do siebie po przyjacielsku. Somila powoli oddaliła się w stronę brzegu. Szef wskazał jej mały kajak, który został ocalony po Luku Davy’ego. Usiadła w nim, a kucharz popchnął łódkę przed siebie.

Kilka sekund...

Spike widząc całe zajście zaczął biec przed siebie. Niestety, zdążył tylko dobiec do pomostu.




”A co będzie z nami?


Z twoim ślubem?


Moim poborem?”





Szef warknął, żeby chociaż zasalutował jej. Gdy już chciał zrobić to od niechcenia, zauważył, że Somila stała w kajaku i patrzyła w jego stronę oddalając się coraz bardziej...
Nad jego twarzą zatańczyły różowe i pomarańczowe liście, które podsycał wiatr.




Nie zraziło go nic. Teraz się to wszystko nie liczyło. Nie miało sensu, kompletnie żadnego znaczenia.



Delikatny podmuch wiatru.



Gestem dłoni przekazali sobie obietnicę ponownego spotkania.




Somila zniknęła za zakrętem. Skejt szedł z pomostu i powoli oddalił się w stronę obozu. Po drodze już miał minąć Caroline.

Caroline: Spajk?
Zatrzymał się na jej wysokości, ale nie zwrócił twarzy w jej stronę.
Spike: Hm?
Caroline: Wszystko ok...?
Odwrócił twarz w jej stronę. Miał już trzy papierosy w ustach.
Spike: Tfa, szemu pfytasz?

Zuzolot - 2012-04-15, 20:11

No i mamy drugą część ^^

Odcinek mi się bardzo podobał, Somila odpadła w dobrym stylu i sądzę, że to jest dobre zakończenie dla tej pary. Te ciągłe kłótnie i godzenie się stało się trochę monotonne :P

Cyprian jest genialny :D Ale szkoda mi biedaka, mam nadzieje, że znajdzie orzełka. Uwielbiam jak zaczyna wygłaszać te swoje poetyckie teksty :D
Nieemitowana rozmowa była genialna :D

Piszesz finał i koniec dyskusji.

LeShawna - 2012-04-15, 20:21

*Płacze* Chlip, chlip, chlip! Aaaaaaaaaaaaaaaa!
Ale nie spokojnie, to nie jest smutek po tym, że Somila odpadła, tylko po tym w jakim stylu odpadła!
Przecież to było piękne!!!!!! Scena pożegnania Somili i Spike'a (Spili) no ja do teraz płaczę! To było takie urzekające.
Jak ja się cieszę, że ona odpadła w Twoim odcinku! Nikt by tego lepiej nie zrobił! Nasza Disneyowska para <3! Skończyła tak Disneyowsko (Somila: LeShi spokojnie)

Do tego pożegnała się z wszystkimi tak ładnie, bo przecież nie miała wrogów! Cyprian i Cecylia - nie znała was, ale i tak was polubiła, Sheila - mają wspólną matkę - naturę, Caroline - dziewczyny się zaprzyjaźniły, będzie brakowało jej Caroline, Dariusz - jesteś jednak dobrym człowiekiem.

I Spike <3 Jakie to smutne, że kiedy wam się zaczyna układać, to jedno z was musi opuścić program. Słuchaj sercem swym, wszystko pojmiesz wnet

Somila odeszłaś z wyspy z klasą. I to nie jest koniec. To dopiero początek. Przecież to był dla Ciebie przełom! Postanowiłaś sprzeciwić się woli ojca! No to jest Twoje zwycięstwo! "Możesz zdobyć świat, lecz to będzie tylko świat! Tylko świat! Nie barwy, które niesie wiatr."

Jeszcze raz Ci dziękuję Skeyo!

Ghost - 2012-04-15, 21:25

Bardzo, ale to bardzo przemyślana część. Zakończenie było bardzo wzruszające (łoł, sam się wzruszyłem) i pięknie, Disneyowsko opisane (Pocahontas <3).
Cały czas nie mogłem się domyślić kto odpadnie. Z początku jak czytałem, to myślałem już, że odpadnie Cyprian, potem jednak jak nagle te helikoptery zleciały to już sądziłem, że to Cecylia wróci do domu, aż tu na koniec takie zdziwienie. Rozumiem, że to był celowy zabieg, by zamotać czytelników - skuteczny! :D

Somila miała stylowe odejście, tylko można pozazdrościć. ^ ^

Po tym odcinku... Nie da rady, piszesz finał kochana!



Finałowa szóstka:



Kod:
http://img214.imageshack.us/img214/7635/teammerge3.png

David - 2012-04-15, 22:07

super wygląda ta grafika, no i odcinek wspaniały, zakończenie najciekawszy! BRAWO!
LeShawna - 2012-04-16, 11:48

EXCLUSIVE - After lagoon of shame
PIOSENKA W TLE
(jak ktoś oglądał Top Model to zna tą piosenkę i nawet wie, kiedy się pojawia ;)


Somila: Bardzo cieszę się, że wzięłam udział w tym programie. Dowiedziałam się wiele o sobie i poznałam naprawdę wspaniałych ludzi.
< w tle pojawiają się sceny kiedy Somila poznaje Spike'a kiedy ten pomylił jej imię; moment w którym Somila, Caroline i Sheila medytują; kiedy Piekielne Wulkany cieszą się z wygranej>


Somila: Wiem już teraz, że jestem silna i potrafię sobie poradzić w życiu <Scena kiedy Somila walczy z księżniczką Cecylią na kije; Somila balansująca na drewnianych palach; jej podróż przez Wodną drogę oraz spływ na kłodzie rzeką razem ze Spike'iem>


Somila: Nie, nie żałuję, że odpadałam. Nigdy nie zależało mi na głównej wygranej. Ja wygrałam coś na czym mi zależało. Wygrałam swój własny los.
< Przypomnienie ostatniej sceny, kiedy została wrzucona przez Spike'a do wody>

Somila: Komu teraz kibicuję? Cóż... Pewnie Was nie zaskoczę, że Spike'owi. Ale sądzę, że to są tak wspaniali ludzie, że oni wszyscy zasługują na nagrodę. Ale najbardziej kibicuję właśnie Spike'owi i Caroline.
A teraz? Nie wiem. To się wszystko dzieje tak szybko. Pewnie poczekam tutaj do finału, a potem kto wie, co przygotuje mi los. Namaste.



*Ciekawostka*
Somila zajmuje 7 miejsce
7 - Święta liczba wszystkich ludów starożytnych. 7 łączy w sobie 4 (która symbolizuje ziemię) i 3 symbol nieba. Przedstawia w ten sposób cały wszechświat stanowiący dynamiczną całość. Róża o siedmiu płatkach jest symbolem siedmiu nieb. 7 to liczba całości, porządku moralnego. W starożytnym Egipcie symbolizowała wieczne życie. Przedstawia cały, zamknięty cykl, doskonałość dynamiczną. Symbolizuje także szczęście (szczęśliwa 7). Liczba ta łączy w sobie siedem cudów świata.

Merdith, którą jest koleżanką z którą listownie koresponduje Somila w pierwszej serii FTP również zajęła 7 miejsce (albo 6 zależy jak liczyć)

Somila odpadła w 11 odcinku
numerologiczna jedenastka to osoba obdarzona wspaniałym umysłem, bystrością oraz jasnością myślenia, ma bardzo rozwinięty zmysł wyobraźni. To silne osoby, pełne inteligencji, szlachetne, odważne a przy tym wrażliwe i umiejące łatwo odkryć, co gryzie drugiego człowieka. Empatia i intuicja to wielkie przymioty Jedenastek, które wiedzą, czym są ideały, myślenie humanitarne i współczucie.

Qazty - 2012-04-16, 15:16

Świetna końcówka! Dużo się w niej wydarzyło. No i oczywiście duża niepewność kto odpadnie. Nie ukrywam szkoda, że odpadła Somila, bo to już 3 wyeliminowana osoba z 4, którym kibicuję.

Taka rozkmina na koniec:
Czemu Cecylia leciała na spotkanie z księciem Harrym samolotem pasażerskim i to jeszcze bez ochrony?
Królestwo Librua niespecjalnie dba o wysoko postawione osoby.

Kacper-ski - 2012-04-16, 17:35

Bardzo fajne zakończenie :) .
Gdy odpadła Somila nie zdziwiłem się. Fakt była dobrą i ciekawą zawodniczką ale już mi się znudziła. Dobrze został zakończony z nią wątek .
Tak w ogóle to mam już pomysł na mój odcinek ... zamierzam wprowadzić nowy wątek. Wszystko wkrótce :) .

Skeya - 2012-04-20, 21:23

FAQ – czyli najczęściej zadawane pytania... prowadzone przez Skeję.
Special edition numbah 1


1. Czemu Cecylia leciała na spotkanie z księciem Harrym samolotem pasażerskim i to jeszcze bez ochrony?

To proste – Cecylia chciała przez chwilę poczuć się jak prawdziwy, zwykły, normalny człowiek. Jeżeli taka odpowiedź nie pasuje, polecam spytanie Zuzy, która pisała pierwszy odcinek i przypadkowo jest też twórczynią tejże postaci J.

2. Co się stało z ‘wahadłowcem” Marco’a (odcinek Silnego) oraz z Henrym i Devonem (odcinek Ghosta)?

O, bardzo ładne pytanie, które sama sobie zadałam. Przed państwem nie emitowana scena numbah two! Trochę długa...



Somila spojrzała na Spajka. I nagle coś zasłoniło słońce. Podnieśli głowy do góry.

Wielki różowo-biały... wahadłowiec?
Odbywała się na nim impreza. Dziwne. W tle grali finlandzką wersję „I Like to move it!”.

Rebecca: Nigdzie go nie ma...
Marco: Na pewno?
Rebecca: No bu! To nie fair... Tak dawno go nie widziałam!
Marco: Rebecay, spójrz w dół, o tam!
Blondynka otworzyła szerzej oczy. Była zdumiona. I za chwilę o mało co nie wyskoczyła zza podniebnego statku. W ostatniej chwili Ocram złapał ją za kostkę.
Ocram: Spokojnie, bo coś sobie zrobisz!
Rebecca: Hi hi... <odwraca się> SPAJKI! <macha rękami>
Spike: Rebecca?
Rebecca: Czeeeeeść! <miota się> Wreszcie cię znalazłam!
Spike: Joł, dobrze, że nic ci nie jest. <od niechcenia> Co ty tam robisz?
Rebecca: A Marco urządził imprezę, no wiesz!
Spike: Acha, spoko.
Somila była zadziwiona spokojem skejta. Rebecca dostrzegła wreszcie towarzyszkę Spajka.
Rebecca: Spaaajk! A kto tooo?
Spike: To Somila.
Somila wykonała swój hinduski ukłon. Blondynka zaczęła jej machać energicznie.
Rebecca: Czeeeeść! Jestem Rebecca!
Marco: Braciszku, wyciągnij ją, bo jeszcze coś sobie zrobi.
Rebecca wróciła na pokład. Od razu zagadała do Marco’a.
Rebecca: Mój braciszek!
Marco: Dobrze, że go wreszcie znalazłaś.
Rebecca: Spaaajk! To jest Marco! Pamiętasz?
Spike: Joł, Spike, 21, strzelec, wolny.
Marco: Ojej, jak to ‘wolny’? Jestem oburzony, a co z tą dziewczyną obok ciebie?
Spike spojrzał na Somilę, po czym podrapał się po głowie nieporadnie.
Spike: E... no, właściwie to...
Marco przestał słuchać.
Marco: Rebecay, to niezwykłe!
Rebecca: Hm?
Marco: Nie... ja chyba mam zwidy. Ta dziewczyna... Moment. Ida, złotko! Zapraszam do nas!
Afroamerykanka odłożyła kieliszek z martini. Była nieco zirytowana. Marco przerwał jej bardzo dobry flirt.
Ida: Już prawie go miałam...! Pali się czy co?
Marco: Wybacz mi, ale to pilna sprawa!
Ida: No o co chodzi?
Marco: Popatrz w dół! Na tą dziewczynę.
Ida: Że co...? <pochyla się> Ojejuniu! Jaką ona ma zakochaną twarz.
Marco: Obacz lepiej tego skejta!
Ida: No nie.
Marco: A jednak!
Rebecca: Ojej, ale co to znaczy?
Ida: Nuda! Tyle razy to widziałam... Jakoś nie robi to na mnie wrażenia.
Marco: Rebecay, to niesamowite! Oni są kwintesencją miłości.
Rebeca: Ojej, a skąd tyle wiecie? Tylko z ich twarzy?
Ida: To wystarcza, mała. Ja podrywając wielu, zwracam uwagę na ich zachowanie, ale też i mimikę. Tyle błędów...
Marco: Ja czasami nie mogę odpędzić się od podobnych spojrzeń... Postanowione! Następna kolejka jest za ich zdrowie!

Somila: Masz uroczą siostrę.
Spike: Ona jest taka jak ty bez medytowania. Całe życie jedno wielkie ADHD...

Ocram: Musimy powoli spadać. Nie starczy nam paliwa na więcej postoju.
Rebecca: Spaaajk! Będziemy już lecieć! Pamiętaj o poborze!
Spike: Spoko... będę.
Rebecca: Widzimy się w domu! Czeeeeść!
Spike: Ucałuj ode mnie Szymonka-Ancymonka.
Rebecca: OK!


Epilogue.

Marco: A więc! Zdrowie zakochanych!
Coś gruchotnęło w sterowiec. Wszyscy upadli na podłogę.
Marco: A co się tutaj dzieje?
Ocram: Chyba straciliśmy część podwozia... Co za baran pilotuje tak nisko helikopter?
Spojrzał na nie oznakowany śmigłowiec. Henry wraz z Devonem. No super... tego widoku się nie za bardzo spodziewał...
Ocram: I po co niepotrzebnie pytam... <bierze megafon> Uważaj jak pilotujesz! Tutaj są ludzie, baranie!
Henry: <przez radio> Odezwał się dzikus jeden! Pilnuj lepiej swojego uszkodzonego podwozia! Cham!
Ocram: Ostrzegam was, jeżeli bezpieczniki nam wysiadły, to wyrwę tę twoją narośl z korzeniami!
Henry: Wypraszam sobie!
Devon: <do Ocrama> Już, lepiej ci? Nie jego wina, że parkujecie byle gdzie w powietrzu!
Ocram: Pardon, ze złodziejami nie prowadzę dyskusji.
Devon: O żesz ty...!
Padło kilka nieprzyjemnych epitetów... Henry coraz bardziej się irytował, chciał wreszcie wyrwać się z tej zasranej wyspy...

Ocram miał właśnie powiedzieć coś na temat zniszczeń, ale nagle zjawiły się kolejne czarne helikoptery.

Ocram: No pięknie! Sprowadziliście policję konną!
Henry: Że to niby nasza wina?!
Ocram: Devon ma list gończy jeżeli dobrze pamiętam...

Henry spojrzał z irytacją na kolegę.
Henry: Że co?!
Devon: Oj, nie wspominałem ci?
Henry: No ty chyba sobie jaja robisz!

Policjant nr 1 : Gdzie jest prawa ręka Bin Ladena?!
Policjant nr 2: Uciekł. Ale mamy tu tego złodzieja...!
Policjant nr 1: Dobra. Bierzemy co jest...

Wszyscy spojrzeli po sobie. I zaczęli wrzeszczeć.
Policjant nr 3: Weźmiemy pod włos jeszcze tą różową latającą landrynkę.
Marco: Panowie, ale to jakieś przykre nieporozumienie...
Policjant nr 2: Ok.! Czas wystawić największy mandat wszech czasów!
Marco: Oki... Zrób coś.
Ocram: Już, już. Myślę...
Blondyn spojrzał na kujona.
Ocram: Ej, orientujesz się w prawie?
Tom: Mniej więcej.
Ocram: Ile możemy dostać za ucieczkę?
Tom: Od kilku dni do tygodnia w dołku. Albo 20 godzin prac społecznych.
Ocram: Wystarczy.

Dzikus chwycił raptownie ster i zaczął nim kręcić jak szalony na wszystkie strony. Tłum podpitych przewracał się raz na lewo, raz na prawo. A za moment przyspieszyli i zniknęli z pola widzenia. Zupełnie jak helikopter Henry’ego i Devona.


Dziękuję za uwagę?


P.S Ten ‘specjal’? Dedykuję Ghostowi, który chciał ożywić Henry’ego, Silnemu, który nie mógł wykorzystać pewnego wątku, Qazty’emu, ponieważ zauważył pewną brzydką tendencję swoich postaci oraz LeShawnie, której dedykuję debiut (?) Idy oraz Zuzie, która uwielbia fińskich braci :D


Tja... Nie mogłam się powstrzymać...

Silny - 2012-04-20, 21:48

Hura! Mój tekst z "ręką Bin Ladena" przeszedł! Co wywołało u mnie szeroki zaciesz :-D

Bardzo, bardzo fajny specjalik dodający "to coś" do konstrukcji ostatniego odcinka. Henry i Devon uciekli z milionem... spoko. Teraz pytanie tylko, czy helikoptery ich złapią. Nie wiedziałem, że łódź Marco potrafi latać... kolejna sympatyczna ciekawostka.

Ogółem, bardzo przyjemnie mi się ten tekst czytało. Jest Rebecca, jest Ida, jest Tom, Marco i Ocram... znaczy się, jest zabawa. Dodatek lepszy od samego odcinka. Recenzencki "kciuk w górę".

Skeya - 2012-04-20, 21:56

Silny napisał/a:
Nie wiedziałem, że łódź Marco potrafi latać... kolejna sympatyczna ciekawostka.


Cholera! Nie ma to jak nieumiejętne czytanie odcinków...

Akhem!

3. Dlaczego statek Marco'a zamienił się w podniebny poduszkowiec!?
Z tej prostej przyczyny, że Marco miał zachciankę, żeby dalszą podróż spędzić na poduszkowcu. Znudziła się mu łódź :P

Eeeh!

Qazty - 2012-04-21, 08:09

Niezłe te odpowiedzi na pytania. Na początku myślałem, że mi pamięć szwankuje kiedy okazało się, że to był poduszkowiec, a nie statek, ale to już odpowiedź trzecia wyjaśnia.

Henry i Devon mimo, że nie biorą udziału to mają co robić, a poza tym w końcu policja znalazła Devona. Już myślałem, że im uciekł na dobre.

Do tego jeszcze pojawiła się część starej ekipy. Fajnie tak znowu o nich przeczytać.
Mimo, że krótkie to bardzo fajnie się czytało.

Zuzolot - 2012-04-21, 08:42

Łoł :D Specjal jest :D Mam to jakoś zaznaczyć na liście czy coś? xd

I Marco był ^^ Naprawdę brakowało mi tej postaci w FTP3 ^^

Jedynym minusem jest to, że ukradłaś mi pomysł na odcinek :c A przecież mówiłam Ci jaki będzie :c


I jeszcze jedno pytanie. Nadaje się do FAQ.
Kiedy będzie następny odcinek? Wydaje mi się, że jak na tępo FTP3 tydzień to trochę dużo :/ Specjalnie sie zgłosiłam do odcinka bo myślałam, że będzie mniej więcej od 30 kwietnia do 13 maja, ale zaczynam wątpić czy się uda.

Jannx - 2012-04-21, 09:37

Cytat:
Specjalnie sie zgłosiłam do odcinka bo myślałam, że będzie mniej więcej od 30 kwietnia do 13 maja, ale zaczynam wątpić czy się uda.

... bo to jedna z zalet bycia w liceum ;d
spróbujmy jeszcze troche poczekać , chyba najdłużej czekaliśmy w tej serii niecałe 2 tygodnie więc nie jest aż tak tragicznie

Kacper-ski - 2012-04-21, 11:29

Finałowa Szóstka !




FORUM TOTALNEJ PORAŻKI 3
Odcinek dwunasty – Pod osłoną nocy !



Chris: Witam wszystkich widzów mojego show! W poprzednim odcinku nasi zawodnicy musieli zmierzyć się z czterema żywiołami ! Oh tak ! Było gorąco , brudno ale i nawet niebezpiecznie ! Ostatecznie nikt nie wygrał zadania i nie było nietykalności. Tak, każdy mógł odpaść ! Wyeliminowała została Somila . A teraz w grze pozostało już tylko sześciu graczy. Kto zostanie największą ofiarą i odpadnie z gry o milion ? A kto wygra wyzwanie i udowodni że może wygrać milion ? Tego wszystkie dowiedziecie się już dzisiaj w specjalnym nocnym odcinku FORUM TOTALNEJ PORAŻKI 3 !

***

Na wyspie obecnie panowała noc. Noc była bardzo zimna i z nikąd nie było słyszeć zwierząt , tylko wodę która powoli chlapała o brzeg. Księżyc oświetlał wyspę. W chatkach zawodników programu jednak wcale nie było tak cicho. Widocznie zawodnicy nie spali. W chatce chłopaków Dariusz smacznie spał i śniła mu się Carolina. Co chwile mówił cicho przez sen –
,,Ach moja Carolino moja najdroższa . Albo : ,, Carolino och Carolino oczywiście że się z tobą ożenię ‘’ . Spike również spał ale co chwile budził się by zapalić . Zaś Cyprian w ogóle nie spał . Siedział przy stoliku i myślał jak to napisać wiersz ślubny dla Cecylii .Gdy zauważył że Spike wstał by wziąć fajki powiedział do niego –

Cyprian: O widzę że wstałeś !
Spike: Joł, no tak. Muszę zapalić. A ty czego nie spisz ?
Cyprian: Nie potrafię … przez ten cały wiersz ślubny dla…
Cyprian: Kurcze! Po co ja mu o tym wszystkim mówię…ale z drugiej strony chyba mogę mu zaufać ? W końcu chyba nie jest paplą i jakoś mi pomoże .
Spike: Dla tej Cecylii co ? Wiem że chyba bardzo ją lubisz.
Cyprian: To znaczy … nie powinienem ci o tym mówić . Tak lubię Cecylię ale ona po prostu jest już kimś innym…
Spike: Oj tam joł ,widać że też cię bardzo lubi.

Cyprian zamyślił się głęboko. Przy okazji wyrzucił swój kolejny już wiersz dla Cecylii . Śmietnik był już nimi przepełniony. Cyprian sam już nie wiedział co ma robić.

Spike: Ja tam na twoim miejscu bym jej to powiedział wprost . <zapala fajkę>. Dobra ja się kładę spać . Tobie też to radzę…Nara ziom .

Cyprian wziął ze sobą kartkę papieru i długopis i położył się spać.

Cyprian: Ech…
Dariusz: Oh , Carolino żono moja bądź mi zawsze…

***

Tymczasem w chatce dziewczyn. Księżniczka Cecylia spała głęboko zaś Carolina nie mogła zasnąć. Myślała sobie o eliminacji Somili .

Carolina: No nie ! Dlaczego akurat ona odpadła ?! Zostałam na tej wyspie z tą głupią księżniczką i dzikuską ! GRYYY! Jedynie Sheila została mi z porządnych dziewczyn. Niech sobie księżniczka nie myśli że jest teraz najważniejsza !
Carolina: Hm…a gdzie jest Sheila ?

Rzeczywiście Sheila nie znajdowała się w chatce dziewczyn. Była na plaży i słuchała jak fale szumią. Dalej była smutna i rozgniewana.

Sheila: Dlaczego ja zostać sama ? Ja chcieć by Somila wrócić. Potężne morze ech ona tu wróci. Ci ludzi niszczyć naszą wyspę ,zanieczyszczać powietrze i szkodzić dżungli. O , potężne morze pomóż mi , proszę !

Stała tak sama przez jakąś godzinę gdy nagle ktoś do niej podszedł. Był to Chris.

Chris: Witaj Sheila ! Szukałem ciebie. Mam do ciebie małą prośbę…
Sheila: O co chodzić ?
Chris: Bo widzisz to dotyczy dzisiejszego wyzwania …

***

Dochodziła północ . Chris razem z Szefem i kilkoma stażystami zbliżali się do chatek zawodników. Chris miał z sobą jego ulubiony przedmiot – głośnik. Stażyści położyli kilka wielkich głośników . Chris uśmiechną się i …-

Chris: Wstawać obozowicze . I to już !

Wszyscy nagle zerwali się z łóżek myśląc że coś się pali albo i gorzej. Szybko wyskoczyli z chatek krzycząc i dziwiąc się.

Chris: Witam was moi drodzy ! Hahah!
Spike: Możesz wyłączyć głośnik ?!
Chris: Cicho bądź ! Witam was moi drodzy w kolejnym wyzwaniu <uśmiech nie schodził mu z ust>.
Dariusz: O północy ?!
Chris: CICHO ! Dzisiejsze wyzwanie będzie wyjątkowe hehe ! Jest noc więc zdajcie sobie sprawę że na wyspie jest bardzo niebezpiecznie! I czemu by tego nie wykorzystać ? Tak więc waszym zadaniem będzie znalezienie w dżungli amuletu TIKI który został schowany i to bardzo dobrze. Ale to nie wszystko … amuletu strzeże potwór który grasuje tu po wyspie.
Spike: Joł, po tej wyspie chodzi sobie jakiś potwór ?
Sheila : Czy chodzi ci może o Bazyliszka ?
Chris: Może i tak może i nie … to mało istotne . Hm… powiedziałem już wszystko ?
Cecylia: A tak w ogóle czy ten cały potwór może nam coś zrobić ? Widzisz Chris , wsadzili by cię do więzienie za takie coś…Poza tym…
Chris: CICHO ! Ostatnie stanowczo za dużo gadacie !
Spike: To i może lepiej nareszcie skończył by się ten durny program…
Caroline: O nie, nie … na to nie pozwolę! Jestem tu tylko po to aby wygrać ten milion !
Cecylia: Nie tylko ty tu o niego walczysz …

Caroline spojrzała złowrogim wzrokiem na Księżniczkę Cecylię. Chris tymczasem miał już dosyć uspokajania zawodników. Pogłośnił mikrofon na całą jego siłę i krzyknął .

Chris: No dobra frajerzy … Tam jest wejście do lasu <wskazał małą ścieżkę>. Wyzwanie będzie trwało do godziny równo czwartej. Noi to chyba tyle. Powodzenia !

Zawodnicy powoli ruszyli do ścieżki. Każdy z nich miał niewyraźną minę . Wyzwanie rozpoczęło się.

Spike: Postanawiam przegrać dzisiejsze wyzwanie. Nie obchodzi mnie ten głupi milion noi moja Somila ostatnio odpadła. Nie mam poco już tu przebywać. Dzisiaj muszę odpaść !
Caroline: Dzisiaj muszę wygrać! Oczywiście aby mieć nietykalność ale i udowodnić że to ja mam największe szanse… noi oczywiście mam asa w rękawie. Księżniczka mocno się zdziwi !
Cyprian: Przemyślałem sobie to co powiedział mi Spike. Wyznam to wszystko dzisiaj Cecyli . Tylko muszę znaleźć sobie odpowiedni moment…


Nasi zawodnicy wkroczyli do dżungli w której aż roiło się od owadów. Zwłaszcza komarów. Zawodnicy próbowali je jakoś odciągnąć od siebie. Jedynie Sheila nie była taka zła , wręcz na jej twarzy pojawił się uśmiech . Caroline zauważyła go i podeszła do niej.[i/]

Caroline: Hej Shelia. Widzę że jesteś dziś jakaś szczęśliwa .
Sheila: To prawda być. Ja dzisiaj być szczęśliwa.
Caroline: A dlaczego?
Sheila: Bo ja dzisiaj odwiedzić moja rodzina. <uśmiechach stał się coraz szerszy>.
Caroline: Co chcesz olać zadanie ?
Sheila: Nie … Sheila wie gdzie może być ukryta Tiki. W jamie Bazyliszka. To chyba jedyny potwór którego moja stada się bać! A na drodze do Tiki obok będzie moja stada!
Caroline: Czyli to taki skrót ?
Sheila: Tak jakby… a co ?
Caroline: Bo ja też chce tym skr…to znaczy chce poznać twoje stado Shelia ! Mogę iść z tobą tym skrótem?
Sheila: Oczywiście !

[i]Caroline i Sheila więc skręciły i poszły przez gąszcze zbaczając z drogi. Za nimi oczywiście poszedł Dariusz obawiając się że jego Carolina wpadnie w jakieś niebezpieczeństwo .Na drodze zostali Cyprian , Księżniczka Cecylia i Spike.
Spike chodził trochę wolniej by się gdzieś zatrzymać. Cyprian myślał że to taki znak . Więc nabrał trochę powietrza do ust i zaczął ważną rozmowę.


Cyprian: O Cecylio popatrz jaki ładny ptaszek siedzi tu na palmie ! <zagadał byle jaki temat by zacząć rozmowę.
Cecylie: No rzeczywiście … ładny. A jak tam idzie ci twój wiersz dla mnie na ślub Cyprianie ? < powiedziała z trochę niewyraźną miną>
Cyprian: A całkiem dobrze… ale nie o tym chciałbym rozmawiać .
Cecylia: A , to o czym ?
Cyprian: O nas…
Cecylia: No dobrze … chcesz może założyć sojusz ?
Cyprian: Nie, nie … bo widzisz ja coś do ciebie Cecylio…

Jednak wypowiedź Cypriana przerwał głośny szelest z krzaków obok. Cyprian i Cecylia wyraźnie się przestraszyli. Coś najwyraźniej ich obserwowało . Wielkie czerwone oczy wpatrywały się w ich .

Cyprian: Nie r-u-sz-a-j się …

A tuż po sekundzie zaczęli uciekać . Mieli nadzieje że to coś już ich nie zobaczy.

***

Tymczasem na drugiej drodze … Sheila prowadziła Caroline przez gąszcze trwa i drzew. Co chwile słyszeli jakieś dziwne odgłosy ale nie zwracali na je uwagi . Być może był to Dariusz który wlekł się za nimi. Wnet grupa zatrzymała się . Sheila zatrzymała się a jej uśmiech nagle zniknął.


Caroline: O co chodzi Sheila ? Dlaczego się zatrzymaliśmy ?
Sheila: Ciiii… tu przed nami być stado tygrysów! One być niebezpieczne bez większej grupy raczej my ich nie pokonać.
Caroline: To co teraz zrobimy ?
Sheila: Jest nas tyle dwa… musimy po cichu stąd uciec!
Dariusz: <który właśnie wytargał się spod krzaków> Macie jeszcze mnie ,no nie ?
Caroline: Co ty tu robisz ?
Dariusz: Pomyślałem że przyda wam się moja pomoc …
Sheila: Ciii !
Caroline: Sama sobie poradzę !

Niestety ale Caroline powiedziała to za głośno a tygrysy ich usłyszały . Było źle gdy jeden z nich złapał Caroline za bluzkę.

Dariusz: Carolino nie !

I w tej chwili Dariusz zerwał się na nogi i uderzył tygrysa. Całe ich stado rzuciło się na niego .Lecz ten wszystkie je podnosił i rzucał w powietrze. Wiedział że może coś poważnego mu się stać ale dla Caroliny zrobi wszystko. Gdy ostatniego z nich wyrzucił w powietrze inne zwierzęta będące blisko pouciekały . Dziewczyny były pełne podziwu.

Sheila: Wow Dariusz ! Ja nie wiedzieć że ty mieć taka moc! Ja musieć cię przedstawić rodzina ! Noi dziękować że ty nas uratować.
Caroline: E…dzięki Dariusz .
Dariusz: Ach Karolinko ty moja nie ma za co !
Carolina: Ale to nic nie znaczy … idźmy dalej.

I poszli.

Sheila: Ja nie rozumieć ! Jak nie można być wdzięcznym za uratowanie życia ! Moje stado ucieszyć się zapewnie gdy spotkać Dariusza. On jest naprawdę silny ! Wow !
Dariusz: Ach powiedziała mi dziękuję !
Carolina: Przyznaję no Dariusz może i jest …s-i-l-n-y . Ale to i tak niczego nie zmienia . A może po prostu to wykorzystam ?


***

Tymczasem na kolejnej drodze. Spike chodził coraz wolniej i wolniej aż w końcu zatrzymał się by zapalić. Chwycił fajki i nagle poczuł dziwne uczucie . Było to bardzo dziwne ponieważ coś w myślach powiedziała by mu aby medytował. Spike bardzo się zdziwił . Ale pomyślał że już nic innego nie ma do roboty więc usiadł po turecku z fajką w buzi . Nigdy wcześniej nie medytował bo i nie miał po co . Zamkną oczy i nagle ku jego zdziwieniu w myślach zobaczył Somile. Ucieszył się na jej widok ale dalej był bardzo zdziwiony. Somila najwyraźniej coś do niego mówiła. Usłyszał w myślach słowa: Uważaj Spike ! Nie zdołał nawet pomyśleć o tym aż coś chwyciło go za nogę.

Spike: Joł, co się dzieje ?

Coś zaczęło go ciągnąc aż ciągle całe oblazło tak że Spike nie mógł w ogóle się ruszać. Był to potwór który okazał się być potężnym wężem wielkimi czerwonymi oczami. Wąż porwał Spike .

***

Tymczasem na pierwszej drodze … Cecylia i Cyprian zatrzymali się . Byli cali spoceni i przestraszeni . Powoli wracali do normy gdy na ścieżce zobaczyli wielkie bajoro błota.

Cecylia: O nie ! Znowu błoto…
Cyprian: Spokojnie , mogę cię przenieść . Nie ma problemu .
Cecylia: No nie wiem …a wracając do tamtej rozmowy co chciałeś mi powiedzieć Cyprianie ?
Cyprian: Bo widzisz <nagle zauważył wyłaniające się kamienie z błota> … Popatrz Cecylio możesz przejść na tych kamieniach .
Cecylia: Rzeczywiście. No to ruszajmy. Nim szybciej się z tond wydostaniemy tym lepiej.

I ruszyli . Na początku trasa była prosta ale potem zaczęło być trudniej. Kamienie zaczęły się zagłębiać tak jakby znikły w błocie. Cyprian chciał jakoś zagadać by przerwać ciszę.

Cyprian: Cecylio… ostatnio coś nie mogę znaleźć mojego orzełka. Bardzo mi go brakuje ….
Cecylia: Również go szukałam ale nie mogę również go znaleźć.
Cyprian: Ciekawe gdzie może być…kurcze.

Wnet Cypriana złapało coś za nogę i zaczęło ciągnąć w błoto. Cyprian próbował się uwolnić ale nic z tego . Ciągnęła go wielka ryba. Cecylia próbowała coś zrobić ale na próżno. Gdy wtedy Cyprian krzyknął do niej by ona złapała go za rękę. Jednak była w tym przeszkoda . Cecylia musiała by stanąć na błocie i ubrudzić się. Co więc wybrać? Cecylia była pewna swojego wyboru. Wskoczyła w błoto i wybrudziła sukienkę. Lecz chwyciła Cypriana za ręka i mocno ciągnęła. Ryba puściła Cypriana.

Cyprian: Cecylio…uratowałaś mi życie !
Cecylia: To nic takiego … służę pomocą.

Wtedy obojga z nich patrzyli sobie w oczy. Byli szczęśliwi. Cyprian chwycił rękę Cecylii i razem przeszli przez bagno . Stali teraz przed wielką skałą. Trzeba się było teraz wspinać !

***

Tymczasem na drodze dwa. Trójka zawodników szybko przeszła przez inne odsłony dżungli i wspinali się do góry . Po krótkim czasie gdy znaleźli się na samej górze Shelia odparła –

Sheila: No jesteśmy już popatrzcie !

Znaleźli się na dużej polanie na której była wielka jaskinia. Było widać z niej kilka wilków . Pewne było to że tu mieszka Sheila.

Caroline : Ale tu ….ładnie …
Sheila: Dziękować ci Carolino ! O-o-o patrzcie to moi rodzice <wskazała na parę wilków.
Caroline: E…Masz po ich…oczy.
Sheila:< podbiegła do rodziców> Whooo , Whooo (głos wilka) Whooo Dariusz !
Tata Wilk: Whoooo.
Mama Wilk: Whooo.
Sheila: Chodźcie moi rodzice zapraszają was ! Powiedziałam im o tobie Dariusz !
Dariusz: A czy twoi rodzice mają może coś do jedzenia…umieram z głodu !
Sheila: Oczywiście <wskazała na kawałek surowego mięsa> .

I tak zaczęło się spotkanie z rodzicami Sheili . Caroline siedziała cicho i tylko czekała aż pójdą dalej bo chciała wygrać to wyzwanie. Dariusz zaś zajadła się surowym mięsem (któro nawet mu smakowało). Zaś Sheila dużo rozmawiała ze swoimi rodzicami mówiła im jakie miała przygody jakich miała przyjaciół i o tym jak Chris zanieczyszcza wyspę. Mówiła to tak długo że aż zapomniała o czasie . A godzina była druga rano. Carolina niecierpliwiła się coraz bardziej aż postanowiła wyjść na spacer. Nie chciała by uciec ponieważ straciła by wtedy jedyną dziewczynę z którą może się dogadać. Była ona jej potrzebne po to by jak najszybciej wyeliminować Cecylię.

***

Tymczasem Cyprian i Cecylia zakończyli wspinaczkę i stanęli na dużej polanie. Tak wam gdzie akurat trwała spotkanie wilków i trzech pozostałych zawodników. Cyprian i Cecylia poszli dalej tą sama ścieżką . Zauważyła to Caroline . Nie chciała aby ich wyprzedzili. Musiała coś szybko zrobić.

Caroline: Sheila możesz już kończyć te parka księżniczka z Cyprianem nas doganiają!
Sheila : Jeszcze pięć minut…
Caroline: No dobra muszę coś zrobić , kurcze…wiem ! <wyciągnęła z kieszeni orzełka Cypriana> . Tak ukradłam go …. Wiedziałam że się przyda ! A teraz czas by to wykorzystać ! <demoniczny śmiech>.

Caroline stanęła ma środku drogi . Chowała w sobie uśmiech. Miała już plan.

Cecylia: Możesz zejść nam z drogi Carolino? Staramy się jak najszybciej ukończyć to wyzwanie .
Caroline: Haha . Nie bądź śmieszna księżniczko , stoję tu by się z kimś spotkać.
Cecylia: Niby z kim? Zresztą nie mam czasu by tu teraz się z tobą kłócić! Choć Cyprianie !
Caroline: No dobre jak chcecie to idźcie … ale chyba przyda wam się to co właśnie mam w kieszeni <wyciągnęła z kieszeni orzełka>.
Cecylia: Wiedziałam ! Twoje zachowanie jest okropne Caroline ! Nie ładnie jest kraść ! Oddaj go Cyprianowi.
Cypian: Właśnie ! <podchodzi co Caroliny>.
Caroline: Cyprian , ja nie chciałam go ukraść! Wcale nie ! Ja po prostu…
Cyprian: Co po prostu ? Chciałaś się na mnie za coś zemścić ?
Caroline: Nie ja …po prostu chciałam zwrócić na siebie uwagę ! Podobasz mi się Cyprianie!
Caroline: Mam te aktorstwo w sobie , no nie ?
Cyprian: No ale… wiesz… mogłaś mi o tym powiedzieć wprost !
Caroline: Ale ty zawsze wolałeś tą księżniczkę ! Jak miałam podejść skoro ty zawsze byłeś z nią <sztuczne łzy spływają jej z oczu>.
Cyprian: Coroline… już dobrze nie płacz …
Caroline: To i tak niczego już nie zmieni…<cała zapłakana>. Trzymaj tu masz swojego orzełka. Gdyby jednak zmienił zdanie co do mnie to proszę powiedz.

Caroline pocałowała Cypriana w policzek i odeszła. Gdy tylko weszła do jaskini zaczęła się śmiać. Była pewna że to zadziała na te parkę i przy okazji zwolnią trochę. Miała tylko nadzieje że sytuacji tej nie widział Dariusz. Straciła by kogoś kto głosuje tak samo jak ona. Cyprian zaś postanowił się odwrócić , a ku jego zdziwieniu nigdzie nie zobaczył Cecylii. Były jej ślady na drodze. Widocznie postanowiła uciec. Miał nadzieję że nie pomyślała sobie że Caroline mu się podoba. Tymczasem Sheila zarządziła wracanie na ścieżkę i zmierzanie ku Bazyliszkowi. Sheila , Dariusz i Cyprian ruszyli. Nie wiadomo czego Caroliny nigdzie nie było wiadomo czego nie wyszła z jaskini.

Dariusz: Carolinko gdzie jesteś ?
Sheila: Jej tu nie być…
Dariusz: Jak to , to gdzie jest ?
Sheila: Radziła bym jej nie szukać. Ona pewnie porwana być przez Bazyliszka !
Dariusz: NIE!!!!!!!!!!!!!!
Cyprian: To samo Cecylia…też jej nie ma .
Sheila: Dobra , my ruszać w drogę. Musimy przejść jeszcze przez trochę dżungli.

***
Chris: Porwana została już dwójka została czwórka ! Jakie przygody czekają naszych uczestników po przerwie ? Nie przerywajcie czytania ponieważ wracamy po krótkiej przerwie !

***

Nasza trójka zawodników kroczyła przez dżunglę z coraz większym przerażeniem. Noc nie była już taka ciemna ale za to dalej przerażająca.

Sheila: Wy patrzeć ! Tu znajdować się skrót który zaprowadzi nas do groty Bazyliszka !
Cyprian: To dobrze ale chyba z niego nie skorzystam . Wolę iść tą drogą . Poza tym chcę odnaleźć Cecylię…
Dariusz: A ja Caroline.
Sheila: Ja was ostrzegać tu być bardzo niebezpiecznie. Dariusz może i sobie poradzi ale ty Cy…no wiesz chyba nie .
Cyprian: <wkurzony> Poradzę sobie ! Zrobię wszystko dla Cecylii ! <poszedł drogą>.
Sheila: A ty Dariusz ?
Dariusz: Ja mogę idę odszukać Caroline. Pa , Sheila.

I tak dzikuska została sama przy skrócie. Pewna siebie ruszyła na wschód.

***

Droga Cypriana: Cyprian poszedł drogą. Prowadziła ona ciągle prosto. Zaczął myśleć o tym co zaszło przy jaskini . Na jego drodze ni było jakiś większych przeszkód oprócz sów które co chwile starały się uderzyć Cypriana

***

Tymczasem na drodze Dariusza: Chłopak chodził powoli po trawie by na coś nie wpaść i nie uderzyć się. Jego spokojną wędrówkę przerwał nagle donośny , głośny pisk. Dariusz przeraził się i zaczął biec w jego stronę .,,To musi być Caroline !’’-powtarzał sobie. Gdy nagle pobiegł do miejsca z którego dobiegał krzyk nie ujrzał tam Caroliny lecz Księżniczkę Cecylię. Piszczała ponieważ duży wąż Dusiciel ściskał ją tak że zaraz miała zemdleć ..

Dariusz: Nie bój się Księżniczko ! Uratuję cię !

Dariusz złapał za koniec węża i zaczął go ciągnąć. Waż jednak nie dał się pokonać. Gdy Dariusz zaczął rzucać w niego różnymi kamieniami tak aby nie rzucić w księżniczkę. Gdy Cecylia poczuła się już lepiej złapała węża i próbowała go ze siebie zabrać. Przy pomocy Dariusza waż zniechęcony uciekł

Cecylia: Dariuszu , bardzo ci dziękuję ! Gdyby nie ty ten wąż za pewne by mnie udusił . Oh , dziękuję jeszcze raz. Masz dobre serce !
Dariusz: Nie ma za co … ale tak w ogóle dlaczego tu łaziłaś z daleka od drogi ?
Cecylia: Ja po prostu , nie mogłam wytrzymać. Nie wyobrażasz sobie Dariuszu jak to jest gdy ktoś na kim ci zależy po prostu cię zdradził i złamał serce .
Dariusz: Oh jak bardzo mi przykro. Ale znam to uczucie księżniczko nie raz ktoś mnie zdradził na moich oczach … dalej nie mogę znaleźć swojej drugiej połówki.
Cecylia: Rozumiem. Chodzi o Caroline tak ? Wiesz może i jesteś w stosunku do niej za nachalny . No nie wiem… Zresztą nie to że coś ale po prostu ja ci ją odradzam .
Dariusz: Niby dlaczego ?
Cecylia: Ona najwyraźniej ma już chłopaka…Cypriana.
Dariusz : CO ?!

Dariusz: Zabiję go ! A wydawał mi się taki miły ! Arhhhh ! [/b]

Cecylia: Oh tak <ocierając sobie oczy chusteczką>. Ja też myślałam że Cyprian jest wyjątkowy . A tu takie coś ! Oh musze o nim zapomnieć ! Jak mógł zrobić mi coś takiego ?
Dariusz: Nie przyjmuj się… pożałuje tego. Caroline bezbronna ach… pewnie ona się go bała a on ją zmusił . Tak !
Cecylia: Cyprian chyba by nie…zresztą już nie wiem. Nie obchodzi mnie on !

[i]I razem z Dariuszem Cecylia wróciła na drogę. Chodzili po niej dosyć długo aż natknęli się na coś dziwnego. Mianowicie przy skale leżały czyjeś poszarpane ubrania. Koło nich leżał krótki list. Był cały w błocie. Ktoś tu musiał zostać zaatakowany ! Dariusz i Cecylia spojrzeli na siebie


Dariusz i Cecylia: Cyprian !

I tak było. To ubrania Cypriana leżały na skale całe poszarpane. To zapewne Bazyliszek jego dopadł. Jednak ani Cecylii ani Dariuszowi nie było jego szkoda.

Dariusz: Dobrze mu tak było ! O tak !
Cecylia: Popatrz ! Leży tu jakiś kawałek papieru –list.

<chwyciła go i zaczęła czytać>

Cecylia: <czyta list> Droga Cecylio pisze do ciebie ponieważ nie mogę cię znaleźć. Może ten list dojdzie do ciebie jakoś…albo coś. No więc chcę cię przeprosić za tą sytuacje z Caroline . Nic do niej nie czuję tyko do ciebie. Nie spa.
Dariusz: Czego dalej nie czytasz ?
Cecylia: Na tym właśnie list się skończył . Zostały tylko jakieś linie … nie mam pojęcia co o tym myśleć.

Cecylia: Nie wiem co mam o to myśleć . Ale przecież widziałam co widziałam ! Nie mam zamiaru znowu zostać oszukiwana . Muszę z nim szczerze porozmawiać

Dariusz: A co będzie j-e-ś-l-i nas złapie ?
Cecylia: Jesteś silny Dariusz nie bój się ! <uśmiechnęła się do niego> .

I poszli dalej . Gdy minęło pół godziny dotarli do jakiegoś mrocznego bagna. Na samym jego końcu stała…Sheila . Na ciele miała kilka ran oraz odcisków pazurów .Na ich widok wyraźnie się uśmiechnęła.

Sheila: Oh jak ja się cieszyć na wasz widok !
Cecylia: Co ci się stało że jesteś taka podrapana !
Sheila: Aaa to . Ja po prostu walczyłam ze zwierzętami które wpadły mi na drogę.
Dariusz: Wow ! A tak w ogóle gdzie teraz jesteśmy ?
Sheila: Tu za tym drzewem jest jama Bazyliszka !
Cecylia: Oh , nareszcie dotarliśmy . Ale czy tu na pewno jest to Tiki ?
Sheila: Tak . Ja sprawdzić to ale nie udać mi się go wykraść. Bazyliszek czai się w swej jamie i czeka na ofiary !

***

Sheila miała rację. W jaskini czaił się Bazyliszek wpatrując się wielkimi czerwonymi oczami na zawodników . Siedział w swej jaskini lecz nie sam ! Byli tam razem z nim zawodnicy którzy zostali już przez niego złapani. Był tak Spike , Caroline i Cyprian . Stali przy końcu jaskini przestraszeni. Koło nich leżało bardzo dużo czaszek

Spike: Joł , co będziemy tu tak siedzieć i siedzieć ?
Caroline: Czekamy aż jeden a tych trzech frajerów nas uwolni… czyli jeszcze długo tu posiedzimy .
Spike: Aha. Hm… skończyły mi się fajki !
Cyprian: No to masz problem … ja straciłem miłość mojego życia !
Spike: Ale jak ?
Cyprian: Przez nią <wskazał palcem na Caroline> .
Caroline: Co ?
***

Przy jaskini –

Dariusz: No to kto wchodzi pierwszy po amulet ?
Cecylia: Chyba po raz pierwszy boję się wygrać wyzwania .
Sheila: Ja was nie rozumieć ! Skoro nikt nie chce wygrać wyzwania to ja idę.
Cecylia: Czekaj ! Idę z tobą !
Sheila: A ty Dariusz ?
Dariusz: Nie ja tu zostanę … popilnuję księżyca !

Sheila i Cecylia ruszyły ku jaskini Bazyliszka. Z oddali zobaczyli wielkie czerwone oczy . Cecylia i Sheila bały się ale kroczyły dalej .Bazyliszek wstał na nogi i wyszedł z jaskini. Był to wielki wąż . Pisnął do nich językiem i zbliżył się.

Sheila: Cecylia na lewo .
Cecylia: T-a-k .

Jeszcze nigdy się tak nie bała. Wielki wąż zaczął zbliżać się do niej coraz bliżej. Wpatrywał swoje wielkie oczy prosto na nią. Myślała że zaraz wąż ją zabije. Serce biło jej coraz szybciej .Gdy nagle stanęła jak wryta. Popatrzyła się prosto w oczy wężu i krzyknęła :

Cecylia: Sheila , wykorzystaj tą chwilę! Weź amulet ! Póki on tu przedmą stoi nic ci nie zrobi!

Sheila jednak wcale tak nie zrobiła . Wskoczyła na ogon Bazyliszka trzymając w ręce dziwny owoc . Jednak Bazyliszek nie dał jej za wygraną i próbował zrzucić ją z siebie . Mocno trząsł aż nagle przewrócił Cecylię. Ta cała w błocie nie chciała się jednak poddać . Chwyciła potwora i podobnie jak Sheila chciała go czymś mocnym uderzyć. Bazyliszek ledwo się już trzymał i gdy Cecylia była już na jego głowie ten przewrócił się i chwycił ją swoim potężnym ogonem . Zawlókł ją do jaskini .


***

Tymczasem Dariusz stojący za drzewem bacznie przyglądał się tej sytuacji. Był bardzo przestraszony . Widział co chwilę jak Sheila bije się z Bazyliszkiem. Jednak potwór zadawał jej coraz to niebezpieczniejsze uderzenia . Po kilku minutach zauważył że przy jaskini znajduje się fotel i kamera. Oczywiście jego przeczucia go nie myliły – siedział tam Chris i Szef i bacznie przypatrywali się sytuacji jedząc popcorn . Po wielu namysłach i walki z umysłem Dariusz powiedział :

Dariusz: Pomogę Sheili ! W końcu to moja koleżanka. Bez niej na pewno bym się tu nie dostał ! Tak !

Więc ruszył . Trochę przestraszony ale jednak. Minę miał poważną minę . Stanął jak wryty przed potworem i zawołał :

Dariusz: Ej ty ! Tak ty Bazyliszku ! Założę się że jesteś tak ślepy że na pewno mnie nie złapiesz ! <wystawił język> .

Bazyliszek od razu przestał bić się z dzikuską o ruszył na Dariusza. Jego oczy wydawały się być czerwieńsze niż zwykle . Wyglądał na wściekłego . Stanął przed Dariuszem , i wystawił na wierzch swój długi język . Pochylił się i nagle osłupiał . To Sheila złapała go za szyję i wyciągnęła duży owoc. Owoc ten był o obrzydliwym smaku na dodatek zawierał w sobie trutkę . Gdy Sheila miała wrzucić Bazyliszkowi owoc w usta Chris wyskoczył zza krzaków krzycząc :

Chris: NIE ! Nie zabijaj go ? Bez niego ta wyspa będzie tylko trochę niebezpieczna !
Sheila: Wiem Chris ale ja musieć to zrobić ! Złamię nasza umowa wiem ale nie mogę patrzeć jak tak go męczysz ! On powinien być w lepsza miejscu !
Driusz: Co ? Ta bestia chce nas zabić !
Chris: Nie mam teraz czasu na wyjaśnienia a ty Sheila złaź z niego inaczej wyeliminuję cię z programu !

W tym momencie to sam Bazyliszek postarał się odpowiedzieć Chrisowi. Chwycił go swym ogonem i zaczął dusić. Potwór ten został przez Chrisa po prostu wykorzystany .

Dariusz: Co się kurcze dzieje ? Jeżeli ta besti… potworek zadusi Chrisa to kto dostanie milion ?
Sheila: Ty być spokojny . Bazyliszek nie udusić Chrisa. Chyba że mu tak rozkażę .
Chris: Powiedz tej bestii aby mnie puściła !
Sheila: Pod jednym warunkiem !
Chris: Hahah , nie bądź śmieszna i każ mu mnie puścić !
Sheila: Skoro tak chcesz się bawić Chris to dobra !

Bazyliszek mocniej zdusił Chrisa

Chris: No już dobrze , dobrze ! Co mam zrobić ?
Sheila: Obiecaj że nie będziesz znęcał się już nad zwierzętami z wyspy i nie zanieczyszczać powietrza !
Chris: To dwa warunki !
Sheila: Ty chcieć by ten wąż cię zdusić ?
Chris: No nie … no dobra, OBIECUJĘ ! A teraz każ mu mnie puścić !
Sheila: Bazyliszku możesz puścić Chrisa .

Chris został uwolniony . Sheila zaś uśmiechnęła się mocno i podziękowała Bazyliszkowi .

Sheila: Ale zaraz…co z amuletem Tiki ?

Dariusz wyszedł właśnie z jaskini nosząc na sobie amulet Tiki.

Chris: No więc dzisiejsze wyzwanie wygrywa Dariusz ! On zdobywa nietykalność !

Tymczasem z jaskini wywlekli się pozostali uczestnicy Spike, Caroline , Cyprian i Cecylia . Caroline była wściekła za to że nie wygrała wyzwania a nietykalność zdobył Dariusz. Cyprian próbował zagadać do Cecylii ale ta tylko przewracała oczami. Zaś Spike szukał i pytał wszystkich czy mają fajki .

Dariusz: A tak w ogóle Sheila dlaczego nie powiedziałaś że ten potwór jest no … nie jest groźny ?
Sheila: Ja nie chcieć psuć wam wyzwania !

Uśmiech dalej nie schodził jej z ust.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dziękuję za uwagę. Na początku przepraszam za te wszystkie błędy które mogłem przeoczyć . Odcinek starałem się napisać jak najlepiej chociaż wiem że trochę akcja była za szybka. Ja jestem ostatecznie zadowolony z tego co napisałem …chociaż wiem że nie dorównuję innym. Ale dobrze się bawiłem pisać odcinek ;) . Jeszcze raz sorry za błędy. Głosowanie do wtorku .

Zuzolot - 2012-04-21, 15:13

Jak na debiut nie było aż tak tragicznie, ale musisz troszkę popracować nad językiem :)

W odcinku dużo się działo i panował czasami chaos. Za bardzo skupiłeś sięna Caroline za mało na Spiku

Chciałam jeszcze zakomunikować, że to jest ostatni odcinek w którym jest nietykalność!

Skeya - 2012-04-21, 15:22

Będę marudzić, bo było mało Spajka. Joł, niefajnie :P

Zdziwiona jestem zachowaniem Caroline, jednak to ubarwia postać. Więc może być ciekawie. Nie za bardzo podoba mi się chwilami tok mówienia Sheili. Ja osobiście wolę gdy rzuca słowa niż składa zdania. Tak to dzikus.

Czytałam ten odcinek i powiem szczerze, to chyba jeden z nielicznych odcinków, które MAJĄ klimat TDI. Dobrze, że mamy taką równowagę. Skupiłeś się na zadaniu, odcinek co prawda chaotyczny, ale dosyć lekki w odbiorze (bo jednak nie był za długi).
Klimatycznie obrazuje pierwszą serię FTP. I to miło przeczytać coś, co przypomina nam o korzeniach :)

Gratuluję debiutu i czekam na drugą część.

Kacper-ski - 2012-04-21, 16:05

Tak wiem było mało Spajka. Ale obiecam że w drugiej części będzie go więcej . Dzięki za komentarze. :)
Qazty - 2012-04-21, 16:37

Zaskoczyło mnie trochę zachowanie Caroline. Nie spodziewałem się takiego kombinowania z jej strony.

Zdanie było w porządku, bo nie miałem pojęcia kto wygra i cały czas coś się działo.

Tak jak napisała Skeya to faktycznie czuć klimat pierwszego FTP.

Ogółem widać, że to pierwszy odcinek, ale chętnie bym zobaczył jak piszesz następny.

Kacper-ski - 2012-04-25, 15:21

UWAGA !
Jestem zmuszony przedłużyć głosowanie gdyż zdarzył się mi remis. Głosowanie przedłużone do momentu w którym dostałbym jakiś rozstrzygający głos.

Kacper-ski - 2012-04-27, 17:50

Głosowanie zamknięte !

Postaram się jak najszybciej napisać część 2 .

Kacper-ski - 2012-04-29, 18:34

Część Druga !





Szóstka uczestników po ciężkiej nocy w niebezpieczniej dżungli jak najszybciej wróciła do domków. Każdy z nich miał zmieszane uczucia i jak najprędzej chciał położyć się do łóżka i zasnąć. . No prawie wszyscy – Sheila i Spike czuli się dobrze. Sheila w dobrym humorze skierowała się ku morzu a Spike wstąpił do domku by znaleźć fajki.

W domku znajdował się już Dariusz i Cyprian. Dariusz wściekły na Cypriana za sytuacje z Caroliną wpatrywał się co chwile na niego rzucając mu złowrogie spojrzenia. Cyprian z miną oburzoną położył się do łóżka wpatrując się na swojego orzełka którego dziwnym uczuciem chciał wyrzucić. Jako że była godzina 6:00 na dworze powoli robiło się ciepło.


Spike: Joł, ma ktoś fajki ?
Dariusz: Ja nie mam ale zapytaj tego zdrajcę , zło wcielone które ukradło mi dziewczynę !
Cyprian: Nie mam…
Spike: Ehhh…no dobra.
Dariusz: Dobrze że mam dziś nietykalność . Wykorzystam ją i wywalę z programu Cypriana.
Spike: Czemu ? Joł, zostanie nas tylko dwóch. Nie lepiej wyeliminować kogoś z lasek ?
Dariusz: One przy najmniej nie zabierają komuś związku !
Cyprian : ZAMKNIJ SIĘ ! Nic ci nie zrobiłem ! To ona, Carolina ! Dlaczego nikt mi nie wierzy ?! Mam tego dosyć wychodzę! Głosujcie Se na mnie , proszę ! Mam dosyć tej durnej wyspy !
Spike: Jejku a co w niego wstąpiło ?!
Cyprian: Jak najszybciej muszę opuścić tą wyspę ! O tak ! Nie dość że Cecylia mnie nie nawiedzi to jeszcze ten głupi Dariusz mnie denerwuje !

Spike: Jejku …ja chyba też wyjdę …

Skejt tuż po Cyprianie wyszedł z pełnej nienawiści chatki chłopaków .Dariusz został sam ale wkrótce również wyszedł. Chatka została opuszczona .

***

Tymczasem w chatce dziewczyn również nie panowała miła atmosfera. Można rzec też że nieco dziwna. W chatce siedziała sama Cecylia która otworzyła list który ktoś podrzucił jej na łóżko. Przeczytała –


,,Droga Cecylio !
Cały nas dwór bardzo się o ciebie niepokoi . Dlaczego nic nam nie powiedziałaś że wyjeżdżasz na tropikalną wyspę ? Bardzo się o ciebie boimy ale mamy nadzieje że jakoś sobie radzisz. Jeżeli coś ci się tu nie spodobała to możesz wracać do nas ! Książe Harry ma dla ciebie niespodziankę !’’ –Tato

Gdy chowała list do drzwi domku dziewczyn weszła Carolina.

Caroline: Oh to ty księżniczko … co porabiasz ?
Cecylia: Nie udawaj że cię to interesuje…
Caroline: Ależ na serio ! To znaczy …ech….
Cecylia: Bardzo dziwnie się zachowujesz wiesz?
Caroline: Wiem…nie wiem czemu ale niczego nie pamiętam co się dzisiaj działo…
Cecylia: Nie udawaj !
Caroline: Na serio…no i bardzo boli mnie głowa.
Cecylia: To idź może do skrzydła szpitalnego…no wiesz jak cię coś boli .
Caroline: Chyba tak jednak zrobię !
Cecylia: No widzisz…
Caroline: Dzięki , na razie !
Cecylia: Nie przesłyszałam się ? Dlaczego była dla mnie taka miła…co ona znowu kombinuje ?

Caroline wyszła a Cecylia została sama

***

Tymczasem na plaży – Sheila wpatrywała się w wodę bardzo zadowolona. Gadała coś do siebie i po kilku minutach odeszła i zostawiła na falach małą kartkę zawiniętą i schowaną w butelkę. Butelkę porwały fale ku słońcu. Sheila chodziła sobie plażą gdy nagle zauważyła Caroline i Spike .


Sheila: Ooo witać was !
Spike: Siema masz może fajki ?
Sheila: Nie ! Jak ty móc tak niszczyć wyspę ! Nikt ci nie da fajek !
Spike: Dobra uspokój się dzikusko ..
Sheila: Ech….
Caroline: E…wiecie gdzie jest skrzydło szpitalne ?
Spike: Joł , nie wyglądasz dobrze idź tam <wskazuje zachód> .
Caroline: Dzięki…
Sheila: Nie być ona dobrze . Powąchała kwiat Lubii .
Spike: Co ?
Sheila: Nic…

Skejt i Sheila rozeszli się i poszli w inne strony .

***

Troszkę potem –

Chris: ŚNIADANIE ! WSZYSCY NIECH SIĘ TU ZBIORĄ , ŚNIADANIE !

Piątka zawodników stawiło się przed stołówką. Brakowało jednej zawodniczki – Caroliny.

Chris: Gdzie Carolina ?
Cecylia: Chyba w skrzydle szpitalnym … ostatnio dziwno się zachowywała.
Spike: Joł , no tak.
Szef: Nikt nie przyszedł do mojego skrzydła szpitalnego !
Sheila: To gdzie ona być ?
Dariusz: Poszukam jej … jejku pewnie coś jej się stało !
Cyprian: Wątpię…
Chris: Koniec gadania ! Nie mam jej tu , jej strata ! Nie zje śniadania .
Dariusz: Ja też ! Idę jej szukać ! <idzie>
Sheila: Ja też . Ona jest pod wpływem Lubii .
Spike: Kurcze , czego ?
Sheila: To być kwiat o mocy .
Chris: Eee…No dobra wytłumaczę wam bo mnie znowu prawnicy dopadną. Bo widzicie na tej wyspie rośnie kwiat Lubii. Ma dziwną moc na niektórych działa dobrze a na niektórych źle . Widać Caroline go powąchała i najwyraźniej zadziałał na ją dziwnie… Po jego działaniu mogą pojawić się skutki uboczne takie jak starta pamięci lub coś takiego …
Cecylia: O jejku … współczuję jej .
Chris: Tak…. Widzicie prawnicy dobijają mnie i mówią aby kwiaty te zniszczyć na wyspie ale ja nie chcę .
Cyprian: Czego ?
Chris: No nieważne … idźcie na śniadanie .

Trójka pozostałych właśnie tak zrobiła . Na śniadanie podano coś owocowo podobnego ..

Spike: Eee… smakuje ci ?
Cecylia: Nie za bardzo … a co ?
Spike: Pytam tak po prostu …
Cecylia: Ciekawe co się dzieje z Caroliną .
Spike: Jesteś tego ciekawa ? Myślałem że ją nie lubisz …
Cecylia: Bo nie …
Spike: Nie no trochę lubisz .
Cecylia : Nie !
Spike: Tak !
Cecylia: Nie !
Spike: Tak !

Po dziesięciu minutach –

Spike: Tak !
Cecylia: Nie , nie nie !
Spike: Nie !
Cecylia: Tak !
Spike: Mam cię ! Hahah .
Cecylia: Ech…
Spike: Cyprian dlaczego tak sam siedzisz w kącie ?
Cyprian: Po prostu …
Spike: Joł, Cecylia Cyprian pokłóciliście się ?
Cecylia: Spike nie chcę o tym rozmawiać…
Spike: Spoko .
Cecylia: A tak w ogóle to na kogo głosujesz dzisiaj na ceremonii ?
Spike: Sam nie wiem … najchętniej zagłosował bym na siebie .
Cecylia: Co ?
Spike: Nie mam siły być dalej na tej głupiej wyspie …
Cyprian: Nie tylko on …
Cecylia: Ale i tak nie odpadniesz …eee…masz za mało wrogów.
Spike: Hm…no to mogę ci pomóc … mogę zagłosować jak ty.
Cecylia: Dzięki Spike. Widzisz ja głosuję na Caroline…mam już dosyć jej głupich gierek…

***

Tymczasem pozostała dwójka (Sheila i Dariusz) ruszyli ku dżungli. Za nimi kroczył Szef z apteczką. Sheila dokładnie prowadziła ich jak dostać się do kwiatu Lubii gdzie mogła znajdować się Carolina. Na wyznaczonym miejscu znajdowała się obszerna polana wokół której latał dziwny niebieski pyłek. Sheila z Dariuszem przeszukiwali całą polanę aż nagle Dariusz odezwał się

Dariusz: Ona gdzieś tu jest … czuję jej zapach .
Szef: Eee…
Dariusz: Tak , tak ! Jest tam obok kwiatka !
Sheila: Wy się nie ruszać wezmę ją !

I w ciągu kilku sekund Sheila przytargała Caroline która najwyraźniej miała jakieś halucynacje i gadała coś sama do siebie. Nie była w dobrym stanie .

Szef: Zabiorę ją do skrzydła szpitalnego … nie jest w dobrym stanie .


***

Chris: I co … chyba nie jest tak źle ? No nie mów… prawnicy nas pozabijają !
Szef: Stażyści pościnali wszystkie te kwiatki z wyspy… nie będą już zabijać nam zawodników !
Dariusz: Jest ! Ona chyba się budzi !
Caroline: O jejku ! Gdzie ja jestem ?
Dariusz: Nie martw się , proszę. Jesteś w skrzydle szpitalnym …
Caroline: Nic nie pamiętam… co się działo ?
Szef: Byłaś w złym stanie. Powąchałaś pewien kwiat na którego miałaś uczulenie czy coś i tego skutki były e…
Caroline: Co ? Co się ze mną działo ?
Szef: Zapewne została byś pożarta przez jakąś zwierzynę gdyby nie ten no Dariusz i Sheila.
Chris: Tak uratowali ci życie .
Caroline: Wam przy okazji też !
Szef : Dobra już koniec rozmów powinnaś położyć się i zasnąć. Minie trochę czasu zanim będziesz mogła z tond wyjść .

I zasnęła pełna myśli o Sheili i Dariuszu. W końcu uratowali jej życie. Dariusz i Sheila wyszli z skrzydła szpitalnego i udali się do domków.

***

Godzina 20:00 a wszyscy zawodnicy stawili się przed Chrisem by rozpocząć kolejną już ceremonie eliminacji. Cała szóstka niespokojnie czekała na wyniki.

Chris: Witam was na kolejnej ceremonii moi drodzy ! Jest już was tylko szóstka ! Dariuszu masz nietykalność więc możesz już odejść .
Dariusz: Oh yeach !
Chris: No dobrze …kolejną bezpieczną osobą dziś jest … Sheila !
Sheila: Dzięki !
Chris: Kolejne dwie niezagrożone osoby to … Cecylia i Spike !
Cecylia: Uf… już się bałam .
Chris: Zostaliście tylko wy Carolina i Cyprian. Jedno z was za chwilę odpłynie z wyspy .
Cyprian: Proszę, proszę , proszę !
Chris: A z programu odpada …







































Chris: Caroline !
Cyprian ,Dariusz i Carolina: NIE !
Dariusz: Nie wierzę ? Chris to musi być pomyłka musi ! To ten głupek Cyprian powinien odpaść ! Coś tu jest nie tak !
Chris: Żadnej pomyłki nie było…chyba że… NIE !
Dariusz: Żądam przeliczenia głosów !
Caroline: Dariuszu nie próbuj… chyba muszę się z tym pogodzić… odpadłam.
Dariusz: Chętnie bym popłyną za tobą oh Carolino !
Caroline: Eee…to bardzo miłe . Widać nie było dane mi wygrać a szkoda . Lecz zanim odpłynę muszę coś powiedzieć.
Chris: Byle szybko …
Caroline: Dziękuję ci Dariuszu i Sheilo że pomagaliście mi przez pobyt na wyspie. Tak sobie to wszystko pomyślałam gdy leżałam w skrzydle szpitalnym… no wiecie mogłam stracić życie. Uświadomiłam to sobie … Dariusz tobie w szczególności dziękuję. Byłam może i za bardzo rozkojarzona tym milionem by zdać sobie sprawę że na każdym kroku ty w jakimś sensie mi pomagałeś …
Dariusz: Oh Carolino nie ma za co .
Spike: Joł, ona dalej chyba nie została uleczona Szefuniu …
Szef : Przymknij się !
Dariusz: Czy to oznacza Carolino że będziemy razem ?
Carolina: Eee… nie do końca o to mi chodziło . Zostańmy przyjaciółmi , dobrze?
Dariusz: Dobrze.
Caroline: No i jeszcze Cecylia i Cyprian sorry za tą sytuację z orzełkiem chyba mnie przez tego kwiatka trochę poniosło.
Cecylia: Przeprosiny przyjęte. Nie widziałam sensu dalej wojowania się o te wszystkie bzdurne rzeczy … Uświadomiłaś mi również że w zamku czeka na mnie książę i nie ma sensu by teraz szukać sobie kogoś innego <spojrzała na Cypriana>.
Chris: Dobrze już dobrze ! Koniec tego kąciku miłości ! To ma być wyspa pełna akcji a nie wzajemnej pomocy . Caroline tak czeka na ciebie łódka.

Caroline spojrzała raz jeszcze na przyjaciół i odpłynęła w milczeniu razem z zachodzącym słońcem .

Chris: I to by było chyba na tyle ! Żegnam się z wami ale i zapraszam na kolejny odcinek już wkrótce. Do zobaczenie w FORUM TOTALNEJ PORAŻKI 3 !

Anastazja - 2012-04-29, 19:55

Gratulacje debiutu. Odcinek w całości całkiem fajny.
Zadanie dość ciekawe, namieszanie w relacjach uczestników, nowe watki. Mam tylko jedna uwagę. Caroline to CAROLINE nie Carolina.. :roll:

Eliminacja mnie nie zdziwiła. Bo przecież w ciągu całego odcinka zachowywała się tak, jakby normalnie nigdy się nie zachowała. No i łatwo idą eliminacje Cecylii. Ciekawe kogo sobie jako następnego na celownik weźmie. :D

Jeśli ktoś na jakieś prośby / pomysły na watki dla postaci co do kolejnego odcinka niech szybko pisze, bo kolejny odcinek ukaże się na dniach. :P

LeShawna - 2012-04-29, 20:43

Ej no ja was nie rozumiem! :P Narzekacie, że nie ma czarnych charakterów, i jak ktoś jest tworzony na taką postać, to od razu jest wyrzucany. Teraz to już nie mam pojęcia jak będą wyglądały te odcinki, bo w sumie Caroline była taką ostatnia złą...

Ciekawe kogo następnego Cecylia wybierze na czarną listę :P Na razie to ona wychodzi na prowadzenie, jeśli chodzi o obecnego czarnego bohatera.

Odcinek jak już Ci pisałam był bardzo przyjemny. Masz potencjał. Pamiętam moje początki. Twój odcinek był bardzo w klimacie TDI. A zakończenie fajne, bo krótkie.
Jedna uwaga stąd - a nie "z tond"

Ale kurczę... Caroline? Seriously? Chciałam ją w finale :(

Silny - 2012-04-29, 21:06

Ech, chyba wszyscy chcieliśmy Caroline w finale... Pytanie w takim razie kto na nią głosował? Odcinek, tak jak napisała LeShawna, był bardzo przyjemny, nieprzekombinowany i z potencjałem. Nawet nieźle się go czytało, choć wkradło się parę niewielkich błędów :-P FTP powoli zmierza nam do finału, choć na tą chwilę trudno byłoby mi wskazać potencjalnego zwycięzcę... Wszystko przez to, że eliminacje są ostatnio takie... nieprzewidywalne.

Myślę, że w następnych odcinkach mogą wykształcić się dwie zajadle rywalizujące frakcje skupione wokół Dariusza i Cecylii. Powód? Spike i Cyprian najchętniej opuściliby już wyspę, a Sheili nie zależy na nagrodzie, zatem tylko ta pozostała dwójka mogłaby jeszcze podjąć ze sobą na serio rywalizację. O ile Dariusz nie załamie się po stracie.

Ghost - 2012-04-29, 21:08

Buu, dlaczego Caroline... :c
A może powinienem rzec "Carolina"?
Nie rozumiem już tych głosów... Teraz będzie taka nuda w ostatnich odcinkach, a przecież końce powinny być pełne akcji i rywalizacji.
Jakby tak spojrzeć, to chyba wiadomo już kto najprawdopodobniej zwycięży ten sezon. Po eliminacji ostatniego antagonisty, nie mam najmniejszych wątpliwości. Niestety. To trochę nudne, wiedzieć kto zwycięży. :P

No cóż, w sumie odcinek nie był aż tak zły. Trochę miszmasz był w akcji, stylistyka również nie teges, ale debiut to debiut. Było fajnie.

No i mamy finałową piątkę! :)

Lockedo - 2012-04-29, 21:24

Cytat:
To trochę nudne, wiedzieć kto zwycięży.

Nikt nie spodziewał się eliminacji Caroline, więc skąd możesz wiedzieć kto wygra? Ostatnio ceremonie są nieprzewidywalne, a to chyba dobrze...

Ghost - 2012-04-29, 21:36

Lockedo napisał/a:
Nikt nie spodziewał się eliminacji Caroline, więc skąd możesz wiedzieć kto wygra? Ostatnio ceremonie są nieprzewidywalne, a to chyba dobrze...


Hi hi. <3 Nieprzewidywalne? Nikt się nie spodziewał? Niektóre może i tak (eliminacja Somili!), ale ta najnowsza była bardzo do-przewidzenia. Jak parę innych poprzednich.

Prawda, nie mogę być 100% pewny kto wygra, bo cuda się zdarzają, ale mam swoje mocne typy, o. Tyle. :)


    Koniec tematu, bo się za bardzo rozpędzam, a nie powinienem...

Qazty - 2012-04-29, 21:57

Ekstra... Miałem cztery osoby, którym kibicowałem(Henry, Somila, Caroline no i moja postać Devon) i wszystkie zostały wyeliminowane praktycznie jedna po drugiej. Może i fajnie, że eliminacje są zaskakujące, ale mnie akurat zaskakują negatywnie.

Teraz torchę ponarzekam na temat finałowej 5:
Nie podoba mi się fakt, że 2 z nich nawet nie chce wygrać tej kasy, a inna dwójka jej nie potrzebuje. Na początku wsyzscy wydawali się być chętni do zdobycia tej nagrody, a z odcinka na odcinek ta rywalizacja między nimi wydaje się być coraz mniej zacięta.
Trochę też głupio, że tylko 2 osoby z tej 5 walczą od samego początku. Ja dalej jestem zdania, że to nie fair.

Sama końcówka była jak dla mnie tak samo dobra jak część pierwsza.

I na koniec: Był wątek z tajemniczymi liśćmi Devona, które znalazł Dariusz. Strasznie mnie ciekawi czy jakoś je jeszcze wykorzysta.

LeShawna - 2012-04-29, 22:30

Tylko czy jest sens to jeszcze wykorzystywać? No bo przecież ma coś to wprowadzić do fabuły? Ja się zastanawiam jak to będzie wyglądało skoro już prawie nikomu nie zależy na wygranej, jest mało konfliktów i teoretycznie nie ma nikogo kto knuje (no chyba, że księżniczka coś planuje?)
Qazty - 2012-04-29, 22:43

Lepiej żeby Cecylia nic złego nie robiła, bo jeszcze odpadnie. Niestety w tym sezonie antagoniści są wywalani za szybko.
Ghost - 2012-04-29, 23:41

Mhm.
Teraz pora na odcinki filozoficzne, miłosne i humorystyczne, bo nie ma co liczyć na jakąkolwiek dawkę super emocji czy zaskoczeń.

Heh.
I nie róbcie w odcinkach więcej konfliktów między kimś a księżniczką, bo to tak, jakby wybierać kto ma następny odpaść, a co za tym idzie - nie ma jakiegokolwiek zaskoczenia. xd
(Oczywiście, mówię to jako żart, ale coś w tym w sumie jest.)

Albo... Najlepiej żadnych konfliktów nie robić! To przecież tak ubarwi akcję!
Przynajmniej przewidzenie następnej wyeliminowanej osoby nie będzie takie oczywiste.

    Łe, po co ja to w ogóle gadam...

Zuzolot - 2012-04-30, 08:23

Druga część odcinka była lepsza od pierwszej, nie było tego chaosu który panował w pierwszej części ;) Gratuluje udanego debiutu.

Nie rozumiem do końca wątku Spike i Cypriana z tym ich odpadnięciem. Czemu oni nie mogą po prostu zrezygnować? xD Maryse i Melody z FTP2, przecież tak zrobiły.

Co do konfliktów.
Konflikt Cecylii i Caroline został rozwiązany, a to był chyba (?) jedyny od kilku 2 odcinków, gdzie ten konflikt był widoczny i można powiedzieć, ze naturalny, bo od samego początku było wiadomo, ze te dwie panny się nie polubią :D
Co do konfliktów które mamy teraz. Spike i Sheila, to jest konflikt nie widoczny. Łatwo o nim zapomnieć, raz na odcinek zdarzy się mała kłótnia między nimi. Dariusz i Cyprian to zaś powtórka z konfliktu Spike i Dariusz. Wiemy jak to się zakończyło. Nie zapominajmy o konflikcie Cyprian Cecylia, dramacie w stylu Spike i Somila, raczej się pogodzą.

Niby wszyscy są w konfliktach, ale takich nie widocznych. Trzeba to zmienić, mamy jeszcze przed sobą 4 odcinki, które powinny być najbardziej znaczące, emocjonujące. Zbliżamy się do finału, a droga do finału powinna być wyboista, a nie wygodna :>

Pomysł ze złą Cecylią nie do końca mi się podoba. To by znaczyło, że odpadnie xd

Kacper-ski - 2012-05-02, 08:13

Dziękuje za komentarze . :)

Zuzolot napisał/a:

Co do konfliktów.
Konflikt Cecylii i Caroline został rozwiązany, a to był chyba (?) jedyny od kilku 2 odcinków, gdzie ten konflikt był widoczny i można powiedzieć, ze naturalny, bo od samego początku było wiadomo, ze te dwie panny się nie polubią :D
Co do konfliktów które mamy teraz. Spike i Sheila, to jest konflikt nie widoczny. Łatwo o nim zapomnieć, raz na odcinek zdarzy się mała kłótnia między nimi. Dariusz i Cyprian to zaś powtórka z konfliktu Spike i Dariusz. Wiemy jak to się zakończyło. Nie zapominajmy o konflikcie Cyprian Cecylia, dramacie w stylu Spike i Somila, raczej się pogodzą.


W sumie to przecież my decydujemy co będzie dziać się w odcinkach , prawda? Przecież nie musi być powtórek z rozrywek no bo zresztą to już jest finałowa piątka ... Więc raczej można by było utrzymać to jakoś inaczej. Pisarze chyba mają dużo pomysłów na odcinki :) . Więc proszę nie róbcie powtórek ... no pewno bez nich gra będzie bardziej ciekawa . Na koniec przypominam jeszcze o uzupełnienie relacji .

Zuzolot - 2012-05-03, 08:40

Anastazjo, kiedy pojawi się następny odcinek? :>
Ghost - 2012-05-04, 14:23

~ Odświeżam obrazek, ludziska.


LINK: http://www.host-images.co...trk77bk04og.png

Skeya - 2012-05-04, 14:36

Cytat:
Spike: Hm…no to mogę ci pomóc … mogę zagłosować jak ty.
Cecylia: Dzięki Spike. Widzisz ja głosuję na Caroline…mam już dosyć jej głupich gierek…


Spajk, jak mogłeś zdradzić Karolinkę? Po tym wszystkim co dla ciebie zrobiła?! Ale... jak to?! Dlaczego?!
Spike: One word, dude. It's an "OOC".
Acha, no dooobra. Niech ci będzie...

Cytat:
Ej no ja was nie rozumiem! :P Narzekacie, że nie ma czarnych charakterów, i jak ktoś jest tworzony na taką postać, to od razu jest wyrzucany.

Omg, shit happens :cry:

Druga część była dla mnie ciutkę chaotyczna. Tak tyci-tyci.

Anastazja - 2012-05-04, 19:53

Forum Totalnej Porazki - Odcinek 13 cz.1




Chris: Witamy w FTP! Ostatnio nasza finałowa szóstka walczyła o nietykalność pod osłoną nocy. Zdobycie naszyjnika z groty bazyliszka nie okazało się takie łatwe, toteż kilka osób zostało porwanych. Ostatecznie wisiorek trafił na szyje Dariusza, który zapewnił sobie nietykalność! Kolejną ofiarą Cecylii okazała się Caroline. W grze o milion pozostała zaledwie piątka frajerów spragniona sławy i kasy. Kto poradzi sobie najlepiej z dzisiejszym wyzwaniu? A kto odpłynie tratwą przegranych, i nie wejdzie do finałowej czwórki? Dowiecie się tego już w 13 odcinku Forum.. Totalnej.. Porażki!




***

Tropikalna wyspa powoli budziła się do życia po ulewnej nocy. Nad ranem wyspę zdominowała mgła oraz chłodne powietrze. Zawodnicy po głośnej pobudce klaksonem zafundowanej przez Chrisa leniwie wstawali. Kiedy Cecylia obudziła się w domku dziewczyn Sheili już nie było. Zadowolona była z siebie, ponieważ udało jej się wyeliminować kolejny cel. Księżniczka szybko się ogarnęła i gotowa była do wyjścia do łazienki. Kiedy chciała sięgnąć do torby po kosmetyki usiadła jeszcze na łóżku i wyjęła zdjęcie. Bylo to zdjęcie jej przyszłego narzeczonego. Uśmiechnęła się lekko.

<PZ: Cecylia: Niesamowita satysfakcja, mieć z głowy tą niewychowaną dziewczynę z ulicy. Kto kolejny? Czas pokaże. Mam teraz cel, aby wygrać w tym konkursie. Udowodnię moim poddanym i wszystkim ludziom na świecie, ze księżniczki tez potrafią sobie radzić w tropikach.>

Cecylia skorzystała jeszcze z chwili samotności. Wydawało jej się, że coś się ruszyło za domkiem. Nie przejęła się tym, gdyż uznała że to tylko wiatr. Po kilku minutach udała się w stronę łazienki.

***

Kiedy Cecylia zniknęła za progiem łazienki Dariusz odetchnął z ulgą. To on obserwował ją od kilku dobrych minut. Jego wygląd znacznie się zmienił. Przepłakał całą noc po stracie ukochanej, obwiniając się o każdy szczegół. Ale doszedł do wniosku, że czas się zmienić. Na policzkach miał teraz po dwie kreski, a na głowie opaskę, jakby był na wojnie. Spojrzał dziko jeszcze w miejsce łazienki,

<PZ Dariusz: Musze wygrać! Dla Caroline i dla mojej mamusi, ale przede wszystkim dla Caroline. Dodała mi kolejnej dawki energii, wyznając ze mnie lubi! Obiecuje ci Karolinko, że pomszczę twoja eliminacje. Juz nie potrzebuje tych ziół. Zaraz... zioła! Nie potrzebnie dodałem je ostatnio do herbaty Caroline, gdyby nie to byłaby taka sama jak zawsze i nie odpadłaby! (rozpłakał się)>

***

Tymczasem w domku chłopaków również panowała cisza. Cyprian siedział i patrzał się nie wiadomo gdzie. Bil się z własnymi myślami, szczególnie z ostatnimi wydarzeniami. Szukał motywacji... Ale nadaremnie. W jego głowie siedziała tylko jedna osoba. Z myśli wyrwalo go mocne klepniecie w plecy.

Spike: Joł, ziom! Co tak przymulasz, mam nadzieje że siedzi ci w głowie nasza potyczka!

Cyprian: Yyy... Jaka potyczka?

Spike: Joł, jak to jaka Mc wieszczu? Freestyle'lowa!

Cyprian: A no przecież! Wiesz, całkowicie wyleciało mi to z głowy. Może po wyzwaniu?

Spike: Spoksik. Tylko przygotuj się dobrze, żebyś się nie zbłaźnił przed księżniczką.

Cyprian westchnął. Spike jeszcze raz klepnął go na pożegnanie w plecy i zapalając papierosa wyszedł z domu. Cyprian również wyszedł kierujac sie do lazienki. Wiedzial, że to własnie tam może znaleźć osobę z którą chciałby teraz koniecznie pogadać.

***

Łazienka.

Księżniczka właśnie miała wychodzić, lecz wtedy pojawił się Cyprian. Minęli się unikając kontaktu wzrokowego. Cyprian w ostatniej chwili złapał delikatnie za rękę Cecylie. Dziewczyna odskoczyła.

Cyprian: Masz chwile?

Cecylia: Czego ty ode mnie chcesz.. Naprawdę myślisz, ze jeśli twoja zabawka zniknęła z wyspy, to teraz tak przybiegniesz do mnie i bede kolejną panienką do zaliczenia?!

Cyprian: Nie, to naprawde nie tak.

Cecylia: A jak? Zacznij traktowac mnie wreszcie powaznie. To że jestem księżniczką, nie oznacza że jestem głupia!

Cyprian: Alez ja tak nigdy nie myślałem. Chciałem ci tylko powiedzieć, że chce odejść z wyspy.

Księżniczkę zamurowała. Chciała odpowiedzieć, ale tylko delikatnie otworzyła usta. Spojrzała na niego nie pewnie i wybiegła z łazienki. Cyprian opuścił głowę i postanowił zostać tutaj jeszcze trochę.

***

Sheila skakała z drzewa na drzewo ciesząc się chłodnym porankiem na wyspie. W pewnym momencie gwałtownie się zatrzymała. Wyczula w pobliżu nikotynę. Przed łazienką Spike dokańczał właśnie drugiego z rana papierosa. Nie myślał o tym, czy to mu zaszkodzi czy nie. Sheila zatrzymała się na chwile. Skejt zrobił ostatnia chmure dymu i wyrzucił papierosa na ziemie. Sheila zeskoczyła z drzewa prosto przed chłopakiem i dziko się mu przyglądała.

Sheila: Co ty zrobić!

Spike: Joł, Ziomeila! Ja też się ciesze dzisiejszym dniem!

Sheila: Cisza! Sheila widzieć. (wskazała na papierosa na ziemi)

Spike: Aaaa rozumiem, trzeba bylo tak od razu. (Spajk myslac że dziewczyna prosi o papierosa wystawił jej paczkę chcąc ją poczęstować)

Sheila ostrożnie powąchała papierosy po czym gniewnie wyrwała je i porwała

Spike: Chill-out'nij! To jedna z moich ostatnich paczek, joł.

Sheila: Ty zabrać ten papieros z ziemia!

Spike (wziął papierosa i wyrzucił do kosza): No dobraa, już dobra. Ale obiecaj ze trochę wyluzujesz..

Sheila: My jeszcze się policzyć!

Sheila wróciła na drzewa i ponownie zniknęła wśród dżungli.

< PZ Sheila: Sheila już wiedzieć co zrobić z wygrana. Razem z Elias założyć na wyspa park dla zwierząt przyjaciół! Sheila musieć to wygrać, dla dobroć ich wszystkich!>

***

Cyprian po wyjściu z łazienki szedł prosto przed siebie. Nawet nie patrzał gdzie idzie, w sumie nie interesowało go to. Nie zdając sobie sprawy wszedł na górę, z której widać było cały obóz. Zatrzymał się na chwile zadziwiony pięknem tego miejsca. Przemyślał sytuacje i dostał olśnienia i motywacji. Prędko wyciągnął szkicownik, który ostatnio zawsze mu towarzyszył i rozpoczął rysowanie tego co widział i czuł.


<PZ: Cyprian: Eh. Moje ostatnie decyzje podejmowałem chyba zbyt pochopnie. Czuje przypływ energii witalnej. Dzięki takim miejscom jak te aż chce się żyć! Wyspa jest piękna i warta dalszych odkryć. Dlatego chciałbym tutaj zostać i wygrać te show. Otworzyłbym własną galerie i zaczął wspierać młodych malarzy!>

Artysta nagle usłyszał w pobliżu głośny ryk. Wystraszył się i cofnął się nieco do lasu. Ryki były coraz głośniejsze i tylko ich przybywało. Lokalizując centrum wydarzeń powoli się przybliżył. Nie mógł uwierzyć w to co zobaczył. Sheila wraz ze swoją wilczą rodziną walczyła o terytorium z innymi wilkami. Dzikuska jakby wyczula jego obecność i odwróciła się w jego stronę

Sheila: Uciekać! Niebezpieczeństwo!

Cyprian stal jak wryty, kompletnie nie mając pojęcia jak zareagować.

Sheila: No już!

Cyprian: D-dobra.

Chłopak zerwał się do ucieczki. Kiedy ostatni raz się odwrócił Sheila jeszcze spoglądała na niego. Sekundę później została zaatakowana przez jednego z wilków, z którym walczyła o terytorium. Nie były to 'dobre' wilki. Padla na ziemie tracąc przytomność. Cyprian przełknął ślinę i rzucił się jej na pomoc. Wiedział, ze chociaż tak może się zrehabilitować za swoje ostatnie zachowanie. W stosunku do wszystkich. Znalazł się w środku bitwy, wziął zgrabnie dziewczynę na plecy i pobiegł ile sil w nogach do obozu.

***

Spike nadal stal przy łazience. Pomimo ostrzeżeń Sheili dalej palił papierosy, rapując sobie pod nosem. Kiedy już wczuwał się w rytm został uprzedzony przez jakaś strzale, która musnęła o jego czuprynę.

Spike: Joł, ziomeila! Wygrałaś. Obiecuje już że to był ostatni papieros, jol. No dobra, może po za następnymi trzema.

Tym razem to nie była Sheila. Pojawiła się przed sylwetka "zmienionego" Dariusza, który wyszedł z krzaków z lukiem na ramieniu. Spike nie mógł powstrzymać śmiechu.

Spike: To ty wielki D! Co ci? Wyglądasz jakby stado bobrów lizało cie przez calom noc.

Dariusz: Teraz kiedy Karolinki już nie ma.. Walczę dla niej! Jestem w stanie zrobić wszystko by wygrać to dla niej.. Dla nas!

Spike: Wzruszające stary. Po co ci te kreski na policzkach?

Dariusz: Wiesz.. Myślałem ze wzbudzę tym większy szacunek. Moge cie o coś poprosić?

Spike: Wal koksie.

Dariusz: No bo.. Wiesz, Chef cie ćwiczył i przygotowywał do wojska i w ogóle..

Spike: I?

Dariusz: Tak sobie myślałem ze może dałbyś mi kilka wskazówek jak się zachowywać. Karolinka traktowała cie jako przyjaciela, a wiec jeśli będę zachowywał się jak ty będę może miał u niej szanse!

Spike: Yyyy.. skoro tak ci na tym zależy to zaczynamy.

Dariusz: Juz? Tak od razu?

Spike: Wyluzuj troche.. A niby kiedy? Lekcja pierwsza. Paliłeś kiedyś?

Dariusz: N-n-nie...

Spike: Odlot! Pierwsza fajka jest zawsze the best.

Dariusz nieśmiało i powoli zapalił po namowach Spajka. Niestety, wziął za dużo na raz i mocno się zakrztusił. Skejt miał przy tym za to nie zły ubaw. Dariusz lekko się zirytował. Kiedy Spike jeszcze się śmiał Dariusz wyciągnął z kieszeni ostatnie "magiczne" liście. Zawinał z nich papierosa.

Dariusz: Wiesz.. Chyba palenie nie jest dla mnie.

Spike: Jak chcesz ziom. Nie wiesz co tracisz.

***

Cyprian nadal biegł przed siebie z nieprzytomną Sheilą, oglądając się co jakiś czas nerwowo za siebie, czy nikt czasem ich nie goni. Niespodziewanie w biegu wpadł na Cecylie, która była zamyślona i niespokojna

Cecylia: Patrz czasem przed siebie jak biegniesz!

Cyprian: Wybacz, naprawdę. Ale nie mam teraz czasu i chwili aby się kłócić.

Cecylia: Co się stało Sheilii?

Cyprian: Może później pogadamy. Musze pobiec z nią prędko do Chefa!

Cecylia: Eh..

<PZ Cecylia: Przykro mi z powodu Cypriana. Naprawdę nie chce, by ten utalentowany artysta zrezygnował z dalszego uczestnictwa w konkursie. Ale nie potrafię go zrozumieć. A co jeśli to on zrobił coś złego Sheili?>

<PZ Cyprian: Mam coraz większe wątpliwości co do Cecylii. Potrzebuje od niej odpoczynku, żeby przemyśleć sobie to wszystko.>

***

Godzinę później

Chef: Wszyscy frajerzy... Tzn. Obozowicze proszeni są o stawienie się na placu głównym. Natychmiast!

Wszyscy prędko stawili się na placu. Najszybciej pojawił się gotowy do walki Dariusz. Spike natomiast również nie mógł się doczekać zadania, ponieważ uważał to za nie świetną zabawę. Byla nawet Sheila, która jeszcze trochę kulała na prawą noge. Chefa nadal nie było, ale na obozowiczów czekało rodzeństwo stażystów Chrisa.

Rick: No ten, tego..

Rosalie: Chef prosił..

Rick: Aby stawić się..

Rosalie: Na zadaniu

Rick & Rosalie (razem): Przy domu rozrywki Chrisa.

Spike: No właśnie, gdzie Chrisowski?

Rosalie: Chef kazał nam nic nie mówić.

Rick: Chodźcie za nami, bo i tak jesteśmy spóźnieni.

I poszli jedyną normalną drogą przez dżungle do zakątka wyspy którego wcześniej nigdy jeszcze nie zwiedzali. Nieoczekiwanie pomiędzy nogami plątała eis świnka Sheili, która dogoniła ich w biegu. Dzikuska przytuliła zwierzaka i skierowała się jeszcze do Cypriana.

Sheila: Dziękować.

Cyprian: Heh, ależ nie ma za co Sheilo. W końcu gdybym się tam nie pojawił, nic by ci się nie stało.

Sheila: Ale ty nie zostawić Sheila w potrzeba.

Cyprian: Mysle że każdy zrobiłby tak samo na moim miejscu.

Zazdrosna Cecylia wepchnęła się do środka pomiędzy nimi. Cyprian od razu przyśpieszył kroku, i zachwycał się widokami. To było tego, czego potrzebował. Nie chciał znowu zamartwiać się czymś, czego w tej chwili... wcale nie pragnął. Cecylia i Sheila zostały teraz nieco z tylu. Spike, który szedł na szarym końcu dostał nagle bólu głowy.

Cecylia: Sheilo! Czy tej łajdak Cyprian zrobił ci coś?

Sheila: Tak.

Cecylia: No niech ja się z tym tylko policzę!

Sheila: Stop! On uratować mi życie.

Cecylia (w szoku): Jesteś tego pewna? Może on tylko chce zdobyć ciebie jako następną, tak jak mnie i Caroline.

Sheila: To być dobry człowiek.

Tymczasem ból głowy Spajka nasilał się. Czyżby za dużo papierosów jak na jeden dzień? Nie, to nie to. Zaczął trochę majaczyć. Wydawało mu się, ze widzi przed sobą Somile.

Spike: Joł..?

Somila: Spaaajk!

Spike: Rebecca?

Somila: To ja Somila. Co się z tobą dzieje? Martwie się o ciebie..

Spike: Heh, nie ma powodu. Wszystko gra, joł.

Somila: Czuje niepewność w twoim głosie. Jestem tu, bo wiem że coś jest nie tak.

Spike: Spoko, laska..

Somila: Ogarnij się, Spajk! Masz szanse udowodnić, że jesteś wart więcej niż tylko wojsko. Wierze w Ciebie..

Somila zniknęła.

Spike: Nie, zaczekaj chwile! A niech to..


= Flashback =

Caroline i Spike w poprzednim odcinku siedzą zamknięci w grocie. Oboje przegrali zadanie. Skejt zachecal Caroline do zapalenia papierosa.

Caroline: Nie, Spajk. Przesadzasz trochę z tymi petami, powinieneś się trochę ogarnąć.

Spike: Joł, luzik. I tak mi nie zależy żeby tutaj być.

Caroline: Wiesz.. Uwierz mi, rozumiem że bardzo brakuje ci Somili. I nie zaprzeczaj. Ale jestem pewna, że ona bardzo by chciała, żebyś walczył do końca. Nie tylko dla niej, ale również dla siebie.

Spike: Oj tam, oj tam.. Jedyne czego teraz potrzebuje to wypad na deskę. Joł, sama tez powinnaś spróbować.

Caroline: Kilka dobrych lat nie byłam na desce.. I wole do tego nie wracać. Ale wracając do tematu, nie chce prawic ci przykazań. Mam tylko nadzieje ze tam to kiedyś zrozumiesz.


= Koniec Flashbacku =


Spike jeszcze na chwile się zamyślił. Staral się coś zrozumieć. W końcu to do niego dotarło. Nagle dostał przypływu energii, mając wreszcie o co walczyć. Nie przeszkadzalo mu nawet to, że wszystko widzi jakoś nie wyraźnie.


<PZ Spike: Joł ziomy, strzeżcie się! Spike wraca do gry o milion baksów. Tutaj nie ma ściemy!>

***

Wreszcie finałowa piątka prowadzona przez stażystów dotarła na miejsce dzisiejszego zadania. Jednak ten "dom" nie był taki, jak sobie go wyobrażali. Byla to rozpadająca się tajemnicza ruina, z której co chwile sypał się tynk. Ze środka wyłonił się Chef.

Spike: Czadowe miejsce!

Chef: Cisza! Dzisiejsze zadanie prowadzę ja. Na samym początku chciałbym przedstawić wam kilka podstawowych zasad. Po pierwsze primo. Nie możecie się odzywać dopóki nie dostaniecie ode mnie prawa głosu. Po drugie primo, dzisiaj to ja tutaj rządzę, tak wiec macie się mnie słuchać! Mam nadzieje ze wyraziłem się jasno. Jakieś pytania?

Dariusz: Tak, ja mam.. A co się stało z Chrisem?

Chef: Jego wizyta u kosmetyczki się wydłużyła. A teraz przechodzimy do zadania!
Chciałem przygotować dla was zadanie fizyczne, ale ze względu że ostatnio mieliście ich wystarczająco dużo, i dlatego ze jestem dobry dzisiaj będziecie musieli wykazać się sprytem, wytrzymałością i logiką, jasne?!

Wszyscy: Jasne!

Chef: Świetnie. W tym domu znajduje się piec wielkich komnat, pełnych przeróżnych pokoi z "niespodziankami". Kazdy z was dostanie klucz do jednego pokoju. W nim będziecie musieli wykonać zadanie, które może dotyczyć czegokolwiek. Czeka was tam zmierzenie się z własnymi fobiami, logiczne myślenie w kryzysowych sytuacjach oraz wykazanie sprytu. Po zrobieniu zadania otrzymujecie klucz który prowadzi was do następnego pokoju, w którym czeka was następne zadanie. Żeby wygrać trzeba przejść wszystkie swoje pokoje. Zwycięży tylko najlepszy. Powodzenia!

Zadanie.

Chef rozdał zawodnikom klucze a ci wbiegli szybko do przerażającego domu. Każdy z nich był bardzo zmobilizowany by wygrać, ale przede wszystkim miał na to cel. Rozpoczęła się nerwowa walka z czasem, aby jak najszybciej rozpocząć zadanie.


Jako pierwszy ze znalezieniem swojego pokoju uporał się Cyprian. Wkroczył ostrożnie. Wszędzie panowała ciemność, nic nie zdołał zobaczyć. Pomimo ogromnego strachu zdołał nad nim zapanować. W powietrzu unosił się smród, jakby coś się rozkładało. Idac na przód ciągle potykał się o coś miękkiego lub tez na coś wpadał. Sięgnął do kieszeni po zapalniczkę którą znalazł po Ocramie i rozświetlił pokój. Po tym, jak już zobaczył w jakiej sytuacji się znalazł powstrzymał się od puszczenia pawia. Znajdowała się tutaj opuszczona masarnia! Setki wiszących martwych zwierząt. Przed nim znajdowała się powieszona na lince koperta. Odczytał jej zawartość:

"Klucz znajduje się gdzieś pod stertą kości. Masz dwie minuty na jego odnalezienie. Jeśli sobie nie poradzisz, zostaniesz uwieziony tutaj NA ZAWSZE."

Zrozpaczony Cyprian nie chciał tracić czasu na rozmyślenia i choć bardzo tego nie chciał podbiegł do kupki kości i rozpoczął szukanie. Nie było to takie łatwe, gdyż kości były bardzo ciężkie. Pomimo tego udało mu się sięgnąć dna i odnaleźć klucz. Prędko rozejrzał się za drzwi, którymi miał ruszyć naprzód. Kiedy je zlokalizował szybko je otworzył. Niestety, ujrzał tylko szukających dalej swojego pokoju rywali. Wrócił się by odnaleźć właściwe drzwi. Niestety, czasu nie wystarczyło..



Kolejną osobą, która uporała się ze znalezieniem swojego pokoju była księżniczka. Bardzo bala się tego, co może tam spotkać. Nie bez powodu, pomieszczenie było pełne robaków. Pisnęła. Zauważyła tez wskazówkę, ale... Znajdowała się ona dopiero po drugiej stronie.

Cecylia: Wypośćcie mnie! Jestem księżniczką, nie możecie mi tego zrobić! Rozkazuje wam!

Niestety nikt się nie odzywał, ani nic się stało. Cecylia jednak nie miała zamiaru się poddawać, mając w swiadomosci że nie może zawieść swoich poddanych. Uspokoiła się na chwile i wyobraziła sobie ze spaceruje w wodzie. Na nie wiele się to zdało, gdyż w połowie drogi zawróciła spanikowana. Taka próbę powtórzyła trzy razy. Byla na tyle zdeterminowana, że poddawać się nie chciała. Po wielu próbach udało jej się w końcu dostać do wskazówki.

''Kluczem jest pewien robak. Aby go znaleźć masz dwie minuty. Jeśli się nie poradzisz, zostaniesz uwieziona tutaj NA ZAWSZE."

Cecylia kleknęła na kolanach. Jesli chciała dzisiaj wygrać, musiała przezwyciężyć swoją fobie. Czasu było co raz mniej, a księżniczka walczyła z samą sobą. Udało jej się przekonać do tego i zanurzyła ręce w robakach w poszukiwaniu robaka. Chodź bardzo się brzydziła urwała kawałek materiału ze swojej królewskiej sukni i wrzuciła robaka do dziurki na klucze. O dziwo udało jej się, drzwi się otworzyły i Cecylia ruszyła dalej.


Tymczasem Spike znajdował się już w swoim pomieszczeniu. Chociaż był nastawiony luzem do tego zadania, to co tam zobaczył przebiło jego oczekiwania..

Spike: OMG..

Caly pokój był różowy. W dodatku znajdowało się w nim pełno pluszaków, również różowych. Jeden z nich trzymał wskazówkę. Spike przetarł oczy, który bolały go od jaskrawości koloru.

''Żeby zdobyć klucz musisz wypełnić akwarium różową farba.. Nie będzie to takie łatwe. Zrobisz to na bieżni która znajduje się po twojej prawej. Masz dwie minuty.''

Spike poszedł na bieżni. Przed bieżnią znajdowało się średniej wielkości akwarium a nad nim kilka wiader z różową farbą. Na bieżni przywiązanych było jednak kilka lin, które utrudniały przechwycenie wiader. Zadanie to wydawało się nie możliwe do wykonania. Spike jednak wykazał się sprytem. Zdjął wiadra omijając bieżnie i bez problemow napełnił akwarium ręcznie. Traktował to wyzwanie jako zabawę, ale chciał przy tym wygrać. Spokojnym krokiem z kluczem w reku ruszył do następnego etapu.


Dariusz długo mordował się ze znalezieniem swoich wyzwań. Wreszcie mu się udało. Jego zadanie łatwe się nie okazało. W pokoju pełnym oleju odnalazł wskazówkę:

"Żeby zdobyć klucz musisz wydobyć go ze zbiornika pełnego oleju. Masz dwie minuty, jeśli ci się nie uda zostaniesz tutaj na zawsze"

Dariusz starał dojść się do zbiornika. Niestety co krok się przewracał, nawet jest otuchy dodawała mu myśl o jego ukochanej.

Dariusz: Nie poddam się..

Choć ambitnie się starał dwie minuty minęły, a on nawet nie doszedł do zbiornika.


Sheila dostała się jako ostatnia, nawet jeśli cały czas stała przy właściwych drzwiach. Nie wiedziała jednak jak poprawnie wsadzić klucz do dziurki, a do tego zmęczona była ostatnia walka z wilkiem. Pokój jej wypełniony był kreaturami wielkiego, cywilizowanego miasta, jej fobii.

Sheila: Nie, nie, nie!

Dzikuska wpadła w panikę i zaczęła atakować sztuczne budynki. To spowodowało alarm w jej pokoju i drzwi przez które miała się dostać dalej automatycznie się zamknęły.



Sytuacja

Juz po pierwszej próbie poległa trojka zawodników: Cyprian, Dariusz, Sheila, i chociaż bardzo się starali to ich przerosło. W grze pozostała tylko Cecylia i Spike którzy równo pokonywali kolejne etapy, w których musieli wykazać się różnymi zdolnościami. Spotkali się w ostatnim pokoju. Torze przeszkód. Zaczynał się on od wejścia po zakręconej drabince. Następnie musieli zjechać kanałami i przejść tunelem do wyjścia.

Cecylia: Nie masz szans!

Spike: Moze tak, może nie..

Cecylia ruszyła jak z procy. Spike nie przejął się tym zbytnio. Chcial zrobić sobie przerwe na papierosa, kiedy zobaczył ich brak.

<PZ Spike: Kurcze.. Niech nagrodą będzie zapas fajek, bo o ich dostęp coraz trudniej.>

Spike ruszył luźnym krokiem na trasę. W tym czasie Cecylia już kończyła drabinki. Skejt pokonał je dość szybko, rapując po drodze, co bardzo wkurzało księżniczkę. Cecylia nadal brzydziła się wejść do kanałów, a kiedy to zrobiła Spike dorównał jej kroku. Z kanałów szybciej zjechała Cecylia, gdyż była mniejsza i zwinniejsza. Bylo tam strasznie mokro i wilgotnie, przez co pobrudziła sukienkę i potargała włosy. Spike również wyglądał jakby wrócił z wojny.Oboje długo szukali tunelów które prowadziły do wyjścia. Jeden z nich miał być krotki a drugi dłuższy. Spike długo się nie zastanawiając wszedł w ten który był bliżej niego. Cecylia musiała wybrać ten drugi.. Któreś z nich zbliżało się ku końcu.

Chef: A wiec gratulujemy dzisiejszemu zwycięscy... żołnierzowi Spajkowi!

Spike: Joł men.. O co chodzi?

Cecylia wyszła zaraz za nim.

Cecylia: Ugh! Pająki! Wszędzie!

Chef: Brawo wojowniczko. Spisałaś się dzisiaj - ale nie wystarczająco! Spike, jako iż wygrałeś.. nie otrzymujesz nietykalności, lecz czeka cie specjalna niespodzianka.

Spike: Cool.

Chris: Witam i sorki za spóźnienie!

Wszyscy: Chris?!

Chris: Tak to ja.. Musiałem wstąpić jeszcze do fryzjera, bo później terminy były zajęte. Skandal, co nie?

Wszyscy: ...

Chris: Mam jednak dla was dobra wiadomość. Wieczorem wszyscy zasłużyliście sobie na odpoczynek, wiec.. Spotykamy się na plaży!

Dariusz: Ekstra!

Chris: To by było na tyle. Dla kogo 13 odcinek nie okaże się szczęśliwy? Kto nie zapali swojej pochodni, a kto dostanie się do finałowej 4? To wszystko zależy od ciebie. Glosuj na Cypriana, Cecylie, Sheile, Spike lub na Dariusza!


-----------------

Sorki ze zadanie takie krótkie i wogole ale trudno było nad nim myśleć, skoro nie tykalnosc zostala zdjeta. To sie rownalo rowniez z brakiem pewnych emocji.. Wolalam skupic sie na fabule. Mam nadzieje ze odcinek chociaz troche sie podobal, a jesli nie to licze na krytyke. Dziekuje za uwage i prosze o glosy do

PONIEDZIALKU ; 07.05 :!:

Skeya - 2012-05-04, 20:19

Widzę, że skupiłaś się na każdym i pokazałaś dlaczego im tak zależy, żeby jeszcze jednak zostać w programie. Mówię o Dariuszu, Cyprianie oraz Spajku.

Bardzo mi się to podoba. Zwłaszcza kreacja Cypriana i jego zachwyt naturą. Tak trzymać :)

Cytat:
Spike: Wal koksie.

Cytat:
Spike: Wyluzuj troche.. A niby kiedy? Lekcja pierwsza. Paliłeś kiedyś?

Spaajk, niefajnie, ziom. Nie wolno zmuszać innych do ćpania. Znaczy palenia!

Cytat:
Spike: No właśnie, gdzie Chrisowski?


Cytat:
Spike: Joł..?

Somila: Spaaajk!

Spike: Rebecca?


Cytat:
<PZ Spike: Joł ziomy, strzeżcie się! Spike wraca do gry o milion baksów. Tutaj nie ma ściemy!>


Mnie to rozkłada na czynniki pierwsze <3 Jupi jej, Spike ma osobowość!

LeShawna - 2012-05-04, 20:27

Tak zrobiłaś coś, co myślałam, że już nie będzie możliwe w tej serii FTP -> przywróciłaś postacią osobowość!

Każdy ma jakiś cel w tej grze i o to chodzi. Podoba mi się, że Dariusz teraz jest gotowy do walki, ale jestem ciekawa co by było gdyby się dowiedział, że Cecylia nie przepadała za Caroline. Mogłoby być między tą dwójką spięcie ;)

Również podobała mi się Cecylia, która dalej "gra w tę partie szachów" i jestem ciekawa czy powie: szach mat

Spike był taki zabawny w tym odcinku. Nie było nagromadzenia słówka joł co jest wielkim plusem.

Cyprian wypadł lepiej niż zawsze, ale jednak to jest dusza artystyczna, więc nie wygląda na takiego, który lubi walczyć, ale pozory mogą mylić. I biedaczek z niego: Cecylia ma go za playboya :P

A Sheila była dzisiaj bardziej na drugim planie jak dla mnie, ale podoba mi się, że konflikt Spajk and Sheila się nie skończył ^^

Podobał mi się flashback, bo jednak lubię takie klimaty i pasował do Caroline.


I dziękuję za Somile. Ciekawe czy to była tylko iluzja czy użyła jakiś swoich paranormalnych zdolności :>?

rodney - 2012-05-04, 20:41

Spike w tym odcinku wymiata. Dariusz i Cyprian też byli dość ciekawi. Zadanie było ciekawe, szkoda że trochę za szybko to poszło ale może to i lepiej. Ciekawe jaką nagrodę dostanie Spike.. :-)
Ghost - 2012-05-04, 22:18

W sumie przyjemnie mi się czytało ten odcinek. :)
Fakt, wyzwanie bardzo krótkie, ale za to jak dobrze napisane.
Konkurencje wyzwania przypominały mi zadania z "Fort Boyard" albo takie jeszcze innego programu, którego nazwy nie pamiętam.

Spike w tym odcinku był AWESOME. Spodobało mi się wykorzystanie listków przez Dariusza. Ładne i zgrabne zakończenie wątku z tym "magicznym zielskiem", jak dla mnie.

Bardzo podoba mi się to jak teraz toczą się sprawy między Cyprianem a Cecylią. Cyprian pozostaje szlachetny i świadomy swojej sytuacji, a Cecylia zachowuje rozwagę i ostrożność, ale również "nie śpi", jeśli chodzi o wyeliminowanie swoich przeciwników.

Cieszy mnie, że nadal istnieje konflikt między Spajkiem i Sheilą, choć uważam, że można by go jakoś bardziej "zaostrzyć" w przyszłości. ;)

Commando Dariusz! (Męska wersja Zoey ^^) Nie wiedziałem, że umie strzelać z łuku!



    Podsumowując NAJWAŻNIEJSZE trzy relacje:

  • Dariusz-Spike - Dzieli ich niby wrogość, ale jednak nadal są lekko "kumplami".

  • Spike-Sheila - Wrogowie, choć osobiście chciałbym większego sporu między nimi. Znaczy, wiem, że Spike i tak ma wszystko w dupie i nie będzie z entuzjazmem angażował się w kłótnie... :D Ale warto trochę tu podgrzać atmosferę.

  • Cecylia-Cyprian - Według mnie ze statusu "wielkiej przyjaźni", spadli do "nieprzyjaciół". Nie mówię, że mi się to nie podoba. Wręcz przeciwnie. Taki konflikt jak najbardziej uatrakcyjni trochę akcję.
    Ich relacja przypomina mi teraz trochę relację Duncana i Courtney z trzeciego sezonu, kiedy to na jaw wyszła wielka "zdrada". :>



Acha i jeszcze...

LeShawna napisał/a:
Podoba mi się, że Dariusz teraz jest gotowy do walki, ale jestem ciekawa co by było gdyby się dowiedział, że Cecylia nie przepadała za Caroline. Mogłoby być między tą dwójką spięcie ;)


Bardzo słuszne spostrzeżenie, LeShi. Również byłbym ciekaw postawy Dariusza wobec Cecylii.




Rick i Rosalie! <3
Dziękuję! A jednak Chrisio ich nie zwolnił! ^^


Rozpatrując wszystkie plusy i brak minusów, stwierdzam, że ten odcinek był świetny! :>

Silny - 2012-05-05, 01:52

Noo. Był to najlepszy odcinek od... pewnego czasu. Jak napisali inni, bohaterom powróciły osobowości. Pełne i rozwinięte osobowości. Powróciły też prawdziwe emocje towarzyszące czytaniu.

Dariusz wziął się do roboty! Szczerze mówiąc, na takiego Darka liczyłem w tym odcinku. Mam nadzieję, że przez to nie odpadnie za prędko... Trochę za bardzo przypomina Commando Zoey :-P

Spike odzyskał motywację do gry (Cyprian również). A więc można. Jeśli nie zależy mu na tych pieniądzach dla siebie, zawsze może powalczyć o nie dla innych - np. na przekupienie komisji wojskowej.

No i powrót Bubu! Subtelny, nienachalny... taki jak trzeba. Bo przecież nie wiadomo było, co stało się z tym zwierzakiem po ataku piratów.

Teraz pozostaje tylko zagłosować.

Qazty - 2012-05-05, 10:27

No! Nareszcie ludzie chcą wygrać, a nie, że nic ich ten program nie obchodzi i chcą odejść.

Spike zdecydowanie był gwiazdą tego odcinka. Miał najśmieszniejsze sceny i najciekawsze relacje z innymi.

Dobrze, że wybrałaś Dariusza walczącego dla Caroline, a nie płaczącego po jej stracie. Teraz jest z nim świetnie. Tak jak inni pisali dobrze by było gdyby jeszcze miał to spięcie z Cecylią.

Cecylia moim zdaniem świetnie wypadła, dokładnie tak jak ją sobie wyobrażam.

Sheila i Cyprian też nieźle choć w tym odcinku na nich mniej zwracałem uwagę.


Tak w ogóle mam małą propozycję:
Może skoro nie ma już nietyklności to nie ma sensu dzielić odcinek na dwie częśći?
Moglibyśmy wtedy głosować przed premierą odcinka, a autorzy gdyby od początku wiedzieli kto odpadnie mogliby wtedy przyznać nietykalność co zwiększyłoby emocje podzczas części z zadaniem.

Zuzolot - 2012-05-05, 11:23

To jest genialny pomysł Qazty ;D

Ale mimo wszystko finał powinien mieć dwie części, przynajmniej wg mnie ^^

LeShawna - 2012-05-05, 11:28

Qazty napisał/a:

Tak w ogóle mam małą propozycję:
Może skoro nie ma już nietyklności to nie ma sensu dzielić odcinek na dwie częśći?
Moglibyśmy wtedy głosować przed premierą odcinka, a autorzy gdyby od początku wiedzieli kto odpadnie mogliby wtedy przyznać nietykalność co zwiększyłoby emocje podzczas części z zadaniem.


Nie jest to zły pomysł. W sumie to już zależy jak autorowi odcinka jest wygodniej. Następny odcinek Zuza więc to od niej by zależało w jakiej formie chce go napisać. Potem jest półfinał, który chciałabym ja napisać, i gdybym miała taką możliwość to już wiem, że były w dwóch częściach.
No a potem finał i jakoś nie wyobrażam sobie go niepodzielonego.

Ale pomysł jest dobry ;)

Kacper-ski - 2012-05-05, 17:13

Bardzo fajny odcinek :) .
Ogólnie dobrze mi się go czytało tylko szkoda że wyzwanie było takie krótkie. Osobowość postaci wróciła z czego bardzo się cieszę... no i chęć na wygraną. Poza tym podoba mi się konflikt Cecylia-Cyprian i ich zachowanie. Cyprian odzyskał wiarę w siebie a księżniczka staje się troszkę zazdrosna. Ciekawie! Ciekawy również pomysł z Dariuszem tyle że jak napisał Silny za bardzo przypomina przemianę Zoey. Ogólnie więc odcinek mi się podobał i czekam na część 2 .

Anastazja - 2012-05-08, 21:20

FTP 3, Odcinek 13 cz.2

http://www.youtube.com/wa...feature=related


Kilka godzin po zadaniu. Wszyscy wyszli z tajemniczego domu i wrócili do normalnych zajęć. Cecilia i Sheila skierowały sie razem na plaze, gdzie wieczorem miał się pojawić Chris. Sheila nadal była panice po wyzwaniu.

Sheila: Sheila nigdy nie wrocic do betonowa dżungla!

Cecylia: Masz na myśli miasto?

Sheila: Miasto.. złe.

Cecylia: Przyzwyczaiłabyś się. Aczkolwiek cie rozumiem, moje zadanie tez nie należało do najłatwiejszych.

Po Księżniczkę az przeszły dreszcze na wspomnienie o grzebaniu w robalach. Sheila dostrzegła nieopodal coś, co przykulo jej uwage. Maly żółwik starał się bezradnie dotrzeć do morza, gdzie czekało na niego rodzeństwo i rodzice. Zbliżał się do niego ogromny wąż, który liczył na łatwy posiłek. Wystraszona Cecylia chciała jakos zareagować, lecz Sheila stanowczo ja powstrzymała.

Sheila: Nie!

Cecylia: Dlaczego? Nie możemy pozwolić żeby to male stworzonko zostalo pożarte!

Sheila: To byc prawo dzungla. Zeby przetrwac musiec zjesc drugie. Slabe nie moc przetrwac w dzungla.

Cecylia: Ale to takie niesprawiedliwe..

Sheila: Sheila tez nie lubić. Ale Waz musieć jeść by żyć. Człowiek tez.

Waz nie zdążył jednak zjeść ofiary, gdyz wkrótce na plaży pojawił się Cyprian, z wielkim płótnem I farbami. Nie zdając sobie sprawy wypłoszył go. Maly żółwik jakoś doczołgał sie na czas do wody. Artysta stanął w pewnej odleglosci od dziewczyn I nie zauważając ich zamknal oczy szukajac natchnienia. Po chwili mogl robic to, czego dawno nie robil. Zaczal malować. Mial w okolicy tyle pięknych okazów przyrode, ktore chcial uwiecznić w obrazie.

Sheila: O, Cyprian przyjść!

Cecylia: Cicho, nie krzycz tak głośno.

Sheila: Ma dziwna rzecz.

Cecylia: To jest płótno. Powtorz.

Sheila: P-a-u-t-n-o.

Cecylia: No prawie..

Sheila: On chyba malować.

Cecylia zamyśliła się na chwile

Cecylia: A jak myślisz, co takiego maluje?

Sheila: On malować ty. Sheila być pewna

Cecylia: Mnie?!

Sheila: Ty iść przekonać sie.

Cecylia: Nie.. Wole unikac kontaktu z nim na pewien czas.

Sheila: Jak chcieć.


***


Tymczasem w domu chlopakow. Ambitny Dariusz pisał wiersze dla swojej muzy. Niestety, nie był w stanie skleić niczego, co by jego zadowalalo. Wszystkie kartki lądowały na podłodze. Spike leżał na swoim łóżko. Nudzac sie wziął jedna z kartek i ułożył z niej samolocik. Rzucił nim w strone Dariusza.

Dariusz: Ej!

Spike: Jol.. Co tak bazgrzesz ziom?

Dariusz: Nie przeszkadzaj mi teraz.

Dariusz ponownie wrócił namiętnie do pisania.Nadal znudzony skeju mial w ustach papierosa, ale nie chciało mu się specjalnie go zapalać. Zaczął pogwizdywac pod nosem. Dariusza zaczęło to irytować i zwrócił mu uwage. Sytuacja powtorzyla się kilka razy. Az w koncu Dariusz podskoczyl ze szczęścia

Spike: Dobra ziom, już nie będę.

Dariusz: Mam!

Spike: No spoko.. Ale co takiego?

Dariusz: Idealny wiersz dla Karolinki! Przeczytać ci?

Spike: Yyyy.. Wiesz, myślę ze to nie będzie konieczne ziomku.

Dariusz: Masz racje. Ona pierwsza powinna go otrzymać. (uściskał go) Prawdziwy z ciebie przyjaciel.

Spike: Luzik.

Dariusz: Nie wiesz przypadkiem kto glosował na mojego pysia-misia?

Spike: A no, Cecylia zaproponowała mi żebyśmy wspólnie zaglosowali na ziomalke.

Dariusz: Chwila.. Tylko nie mów ze sie zgodziłeś!

Spike: Joł, sam nawet nie pamiętam. Ale sfrustrowana dziewczyna była, co nie?

Dariusz nie odpowiedział, ale zadrżała mu warga. Na twarzy zrobił się cały czerwony ze złości, zacisnął pięści powstrzymując się od ataku na skejta. Tak w jednej chwili Cecylia i Spajk stracili sympatie u Dariusza. Dariusz skierował się ku wyjściu. W drzwiach odwrócił się na chwile do Spajka.

Dariusz: Pożałujecie tego. Obydwoje.

I wybiegł, sam nie wiedząc jeszcze dobrze gdzie.

< PZ Dariusz: Jak oni mogli to zrobić.. Karolince! Wiedziałem że z tym Skejtuniem jest coś nie tak. W dodatku księżniczka?! Czas odeslac ją do swojego królestwa! >

Spajk został sam i wzruszył tylko ramionami.


Spike: Ale oni dzisiaj nerwowi. Tja.. Ale żeby potem nie było nie mówiłem że fajka to najlepszy sposób na luz.

***

Cyprian zagłębiał się w malowaniu. Otuchy dodawał mu cichy szum morza i kraczące mewy w około. Jego rysunek krajobrazy stal się niemalże gotowy. Cecylia siedziała w bezpiecznej odległości odwrócona do niego plecami. Cyprian zauważył ją. Był w dobrym humorze, ale się nie odezwał. Z drzewa które znajdowało się pomiędzy nimi spadła duża gałąź. Moment później glebę zaliczył również Dariusz. Cecylia i Cyprian spojrzeli na niego zaskoczeni. A on na nich dziko, szczególnie na Cecylie.

Dariusz: Ty... Dobrze wiem co zrobiłaś.

Cecylia: Ale co się stało Dariuszu?

Dariusz: Nie udawaj pantoflaro. Obiecuje ci ze zapłacisz za eliminacje Karolinki.

Cecylia: Jak śmiesz tak nie grzecznie się do mnie wyrażać?!

Dariusz: Zapamiętaj sobie że tutaj księżniczką nie jesteś!

Cecylia: Pff.

Cyprian po cichu zabrał swoje rzeczy i się ulotnił. Cecylia również chciała wyjść lecz Dariusz zagradzał jej drogę.

Cecylia: Przepuść mnie. Nie masz prawa!

Dariusz: Wytłumacz mi jedno..

Cecylia: Nie jestem zobowiązania do żadnych tłumaczeń.

Nacisnęła mu mocno na stopę obcasem. Dariusz skulił się lekko z bólu a Cecylia dumnie ruszyła w stronę szałasów.

Dariusz: To dopiero początek..

***

W międzyczasie Spajk został zwołany przez Chrisa by odebrać swoją nagrodę. Szedł wiec przez las paląc. Nie zastanawiał się wiele nad tym, co to może być, jednak był z siebie dumny. Nieoczekiwanie drogę zagrodziła mu Sheila.

Spike & Sheila (jednocześnie): Znowu ty?!

Spike: Joł..

Sheila nie wytrzymała i rzuciła się z pazurami na Spajka. Ten w ostatnim momencie odskoczył.

Spike: Hoho, ostro ziomeila. Zabawne jest że teraz zachciało ci się bawić w berka.

Dzikuska spojrzała na chwile dziwnie na Spajka, ponownie powtarzając atak. Tym razem wdrapała się na drzewo i chciała skoczyć na skejta, tylko ze on znowu odskoczył.

Spike: Joł, skoro ci tak na tym zależy. Dalej king-kong, atakuj!

Sheila zaatakowała po raz kolejny. Tym razem Spajk stal w miejscu. Złapała go za nogi i powiesiła na drzewie. Potrząsnęła nim gwałtowanie kilka razy. Z jego kieszeni powypadało kilka paczek papierosów.

Spike: Czad! Prawie jak na kolejce pawiowej.

Sheila nie odpowiedziała tylko zabrała wszystkie papierosy i wbiegła do dżungli. Gestem dala mu znać, ze ma go na oku.

Spike: Joł ziomeila, to już koniec? A robiło się tak odjazdowo..

***

Chris czeka na Spajka na placu, spoglądając nerwowo na zegarek.

Chris: Gdzie ten chłopak się podział?! Nie mam czasu, paznokcie same się nie zrobią przed ceremonią. (Tutaj spojrzał na Chefa)

Po kilku mintach kołysający się Spajk wyłonił się zza drzew.

Chef: Znowu jesteś naćpany?

Spike: Nie.. Albo i tak.. Albo i nie.. Sam nie wiem co ta ziomalka chciała. Fajki zniknęły!

Chris: Ciekawy jesteś niespodzianki?

Spike: Jakiej niespodzianki Chrisiak?

Chris: Nie mam czasu na dłuższe tłumaczenia. Dzisiaj w nagrodę na wyspie na jeden wieczór powróci.. Somila!

Spajka zamurowało kiedy to usłyszał. Wkrótce hinduska wyszła z przyczepy Chrisa.

Chris: Milej zabawy. Widzimy się później na plaży!

Ekipa udała się na przerwę. Somila ze Spajkiem zostali sami. Nieco się zbliżyli do siebie. W pracy zostali tylko Rick i Rosalie, którzy udali się czyścic stołówkę.

Rick: A już myślałem ze to Chris jest lepszy od Chefa.

Rosalie: Tez za nim tęskniłam po dzisiejszym dniu, ale teraz..

Rick: Nie pozostaje nam nic innego jak wykonywanie polecenia z honorem.

Rosalie: Damy rade. Musimy.


Wracając do Spajka i Somili.

Somila: Co słychać, jak sobie radzisz na wyspie?

Spike: Nie jest za dobrze. Joł, zarąbali mi fajki!

Somila zachichotała. Spajk wziął ją pod ramie i usiedli na pieńkach.

Somila: Nic się nie zmieniłeś.

< PZ Somila: I takiego go już lubię.>

Spike: Ty tez nie... Soo-sooo-Somilo.

< PZ Spike: Uch.. Pierwszy raz w życiu chyba pamiętam tak długo imię laski.>

Spike: Joł, a wróciłaś do domu do starych?

Somila: Ehh.. Tego niestety nie mogę ci powiedzieć. Ale mamy sobie wiele innego do opowiedzenia.

I tak kontynuowali rozmowę. Spike naprawdę cieszył się, ze udało mu się wygrać nagrodę. Teraz pragnął utrzymać się do końca. Opowiedział dziewczynie w "swoim" stylu co się działo na wyspie podczas jej nieobecności. Skonczylo sie na tym, ze Somila nie zrozumiala nic innego poza "joł", jednak potakiwała z uśmiechem na każde słowo Spajka.

***

Sheila nie mogła znaleźć odpowiedniego miejsca by pozbyć się raz na zawsze tych papierosów. Wpadła na pomysł by opróżnić je w przyczepie Chefa. Tak tez zrobiła. Wracając wzdłuż plaży napotkała Cypriana. Słońce powoli zachodziło a Cyprian nadal malował. Dostrzegł Sheile, która już się uspokoiła.

Cyprian: O hej Sheila, wiesz.. Właśnie miałem ciebie szukać.

Sheila: Co być?

Cyprian: No bo chce udać się na spacer wokół wyspy i namalować obrazy pięknych widoków. Później sprzedałbym je z powodzeniem i myślałem żeby pieniądze przeznaczyć na akcje charytatywne.

Sheila: Nie rozumieć..

Cyprian: Nie ma nikogo tutaj kto by znal wyspę lepiej od ciebie. Pokazałabyś mi jej zakątki?

Sheila: Jasne! Ty iść za Sheila!

Ruszyli wąska ścieżka okryta wielkimi liśćmi paproci. Ku zaskoczeniu Cypriana wszystkie palmy i drzewa pełne były małpek. Sheila porozumiewała się z nimi na swój sposób. Cyprian był w niebo wzięty. To miejsce było tym, czego potrzebował od samego początku. Sheila również się cieszyła ze ktoś zainteresował się miejscami przez nią odwiedzanymi.

***

Cecylia korzystała z chwili samotności i szukała Sheili, którą zgubiła na plaży. Zirytowana była Dariuszem, dlatego chciała ją odnaleźć by obgadać sprawę eliminacji. Dariusz nie dawał za wygraną. Cecylia usłyszała za sobą kroki.

Cecylia: Sheila..?

Nie spoglądając na to jak chodzi wpadła w pułapkę i spadła do dziury. Zaczęła krzyczeć o pomoc, kiedy nagle nad powierzchnia pojawiła się twarz Dariusza.

Cecylia: To twoja sprawka?!

Dariusz pokiwał potwierdzająco głową.

Dariusz: Nie długo będą eliminacje. Ty zostaniesz tutaj przez co Chris pomyśli ze zrezygnowałaś.

Cecylia: Jesteś naprawdę psychicznie chory! Powinieneś zapisać się u psychologa na moim dworcu królewskim!

Dariusz: Robie to tylko z miłości do Karolinki. A ty mi ją odebrałaś.

Dariusz poszedł uradowany.

Cecylia: Nie zostawiaj mnie! Nie możesz!

***

Tymczasem Somila i Spajk nie zauważyli jak im milo czas przeleciał rozmawiając. Siedzieli już tak kilka godzin, aż powoli nadchodziła noc.

Somila: Wiec Dariusz stal się agresywny po eliminacji Caroline?

Spike: Joł, ten ziomek wreszcie pokazał charakterek. Ale przydałaby mu się melisa.

Somila: Biedaczek. Na pewno nie jest mu teraz łatwo.

Spike: Jasne. Kurcze! Zapomnialem o wojnie na freestajla z McWieszczem!

Somila: Z kim?

Spike: No McWieszczem... Yyyy.. Jak on tam miał.

Somila: Przejdźmy na plaże. Na pewno wszyscy tam na nas czekają.

***

Plaza.

Finałowa piątka była w komplecie i czekała na Chrisa. Wszyscy bardzo się ucieszyli na widok Somili. Ku złości Dariusza Cecylia została uwolniona przez Sheile. Księżniczka wymieniła z Dariuszem gniewne spojrzenie. Cyprian który wrócił już wcześniej z wycieczki rozmawiał z Somila o historii Indii i jej religii. Chris pojawił się po kilku minutach razem ze stażystami.

Chris: Widze ze wszyscy w komplecie. Zanim zaczniemy jednak zabawę na plaży, jeden z was pożegna się z programem.

Wszyscy spojrzeli po sobie podejrzliwie.

Chris: Uwielbiam tą atmosferę. Osoba która odpadnie odpłynie razem z Somila tratwą przegranych. Lećcie żeby zagłosować!

< PZ Cecylia: Dariusz! Glosuje na niego, nie ma innej możliwości!>

< PZ Sheila: Sheila gadać z Cecylia by eliminacja Dariusz. Ale Sheila glosować na Spike.>

< PZ Spike: Glosuje na ziomeile. Zarąbała mi fajki!>

< PZ Dariusz: Zegnamy Cecylie.>



Rosalie z Rickiem przytargali pudło z wynikami glosowania.

Chris: No,no,no.. Ciekawe mamy dzisiaj wyniki. Pierwsza bezpieczna osoba dzisiaj to Sheila.

Sheila stanęła w bezpiecznej strefie

Chris: Nie zagrożony jest dzisiaj również Spike.... i... Cecylia.

Spike i Cecylia dołączyli do Sheili.

Chris: Cyprian i Dariusz. Dzisiaj odpada...


...

...


...














Nikt! Zadecydowałem ze ten odcinek będzie bez eliminacji.

Dariusz: Jaja sobie robisz?

Chris: Nie.. No chyba ze ktoś sam chce odpaść.

Nikt się nie zgłasza.

Chris: No właśnie.


***

Wszyscy udali się do portu wstydu aby pożegnać Somile, która pojawiła się na jeden wieczór. Kiedy odpływała, kawałek przed nimi wylądował spory helikopter.

Glos z helikoptera: Cecylio! Książę Harry poważnie zachorował, a w królestwie Libura ciebie potrzebują, tu i teraz!

Cecylie zamurowało. Pomyślała przez chwile i głęboko westchnęła.

Cecylia: Musze wracać. Moj lud mnie potrzebuje.

Sheili zakręciła się łezka w oku i uściskała księżniczkę. Uścisnęła dłoń Spajkowi i spojrzała się na Cypriana i Dariusza. Obydwoje patrzyli się w ziemie.

Cecylia: Powodzenia.

W biegu wsiadła do helikoptera i odleciała.

***


Kilka godzin później w nocy imprezka trwała w najlepsze, chociaż na parkiecie znajdowały się zaledwie cztery osoby. Spajk zajął się muzyka, a Dariusz drinkami. Chociaż nikt nie tańczył finałowa 4 świetna się bawiła do białego rana.

***

W helikopterze.

Cecylia: Gdzie teraz lecimy?

Pilot: Nigdzie.

Cecylia: Jak to, a nie lecimy do królestwa?

Pilot 2: A mamy na to ochote?

Pilot: Nie.

Cecylia: Co sie tutaj dzieje?

Pilot zdejmuje okulary przeciwsłoneczne.

Henry: Jak to, to już nas nie pamiętasz?!

Drugim pilotem okazał się Devon.

Cecylia: ... Wy?! Ale.. Rozkazuje wam zawrócić!

Henry: Najpierw lecimy po solidny okup.

Z tylnego siedzenia dobiegł żeński głos.

Caroline: Okup? Nie przesadzamy trochę?

Cecylia była bliska zawalu widząc kolejna osobę.

Henry: Ani trochę.


***

Koniec.

Sorki ze tak pozno ale mialam na przeszkodzie robione wszystko by tego odcinka dzisiaj nie napisac.

Qazty - 2012-05-08, 21:44

Kurde, czemu wśród wyeliminowanych są ciekawsze wątki niż u tych co są w grze? Cecylia ma ostro przerąbane, ze wszystkich osób, które wywaliła brakuje tylko Evelyn. Nie mogę się doczekać co będzie z tym dalej.

Jeśli chodzi o tą czwórkę z wyspy to mam nadzieję, że Dariusz nie odpadnie jako następny, bo byłoby dziwnie gdyby w finałowej trójce nie było żadnej osoby, która brała udział we wszystkich zadaniach.

Tak poza tym. Czy mi się wydaje czy Cyprian zagłosował sam na siebie?

Ghost - 2012-05-08, 22:53

Świetny odcinek, z świetnym zaskakującym finiszem i zabawnymi momentami. :D

Świetnie wczuwasz się w Spike'a (i to widać) i nawet fajne było to cameo Somili. Ładnie, przyjemnie, przyzwoicie.

Wielki szacun, za wysłuchanie naszych próśb w komentarzach! Dzięki między innymi za rozruszanie konfliktu Spajka i Sheili. Na prawdę komiczny był Spajk w trakcie tej walki. ^ ^

Podoba mi się, jak Rick i Rosalie mówią na zmianę, dopełniając swoje wypowiedzi. Trochę jak Hyzio, Dyzio i Zyzio z Kaczora Donalda. :D

Zakończenie: EPICKIE. Nikt, a nikt by się tego nie spodziewał. Świetne pociągnięcie wątku z helikopterem i super, że do załogi dołączyła też Caroline. Ciekaw jestem jak to się dalej potoczy. :)



Aktualne więzi (pokrótce):

Więzi przyjazne:
Cyprian - Sheila
Spike - Cyprian (chyba?)

Więzi neutralne:
Dariusz - Sheila
Cyprian - Dariusz

Więzi nieprzyjazne:
Dariusz - Spike
Sheila - Spike


I teraz na prawdę się poddaję co do tego kto wygra. Nie mam bladego pojęcia. Po tym jednym niewinnym odcinku, cała moja wizja wywróciła się do góry nogami.

To jak najbardziej dobry znak! ;)

LeShawna - 2012-05-09, 13:58

AAAAAAAAAA!
Zakończenie było dużo lepsze iż pierwsza część! Bardzo mi się przyjemnie je czytało!

Genialnie wczułaś się w postacie. Była jeszcze Somila za co bardzo Ci dziękuję i całuję, ponieważ wczułaś się w nią BARDZO dobrze! I jeszcze jaka tajemnicza, gdy odpowiadała na pytanie czy była w domu. PIĘKNIE :*

A zakończenie boskie!!! Cecylia mimo, że nie była uważana na złą, bo nigdy nie tworzyła widocznej intrygi to sama uległa takiej niewidocznej intrydze! Ha! I karma wróciła i spotkała wszystkich tych, którzy przez nią odpadli. To było świetne! Za to też buziak :*

rodney - 2012-05-09, 14:13

Bardzo dobra końcówka, liczę że jeszcze ktoś podciągnie ten wątek.
Oraz że konflikt Spike i Sheila będzie trwał.. aż do finału.

Zuzolot - 2012-05-09, 15:59

LeShawna napisał/a:


A zakończenie boskie!!! Cecylia mimo, że nie była uważana na złą, bo nigdy nie tworzyła widocznej intrygi to sama uległa takiej niewidocznej intrydze! Ha! I karma wróciła i spotkała wszystkich tych, którzy przez nią odpadli. To było świetne! Za to też buziak :*


WTF?
Henry, był złem wcielonym którego poznył się Ocram nie Cecylia.
Devon, ukradł naszyjnik Cecylii i próbował jej się pozbyć
Caroline, nie pomogła Cecylii, przyjaźniła się z Devonem. Od rozłamu drużyn były negatywnie do siebie nastawione.

[ironia mode on]

Moja Cecylka była okropna! Buuu!

[ironia mode off]

Co do odcinka był dobry ^^ Tylko smutno mi się pod koniec zrobiło xD

LeShawna - 2012-05-09, 16:16

Faktycznie z Henrym masz rację. No tak Devon ukradł naszyjnik więc trzeba było się go pozbyć zrozumiałe.
Caroline nie pomogła księżniczce, no tak zapomniałam, że to księżniczka, więc jej trzeba pomagać.

Ale sama przyznasz, że akurat były trzy osoby w samolocie, których nie lubiła Cecylia.

Kacper-ski - 2012-05-09, 18:25

Fajne zakończenie ;p . Na pewno lepsze niż część pierwsza. Szczerze mówiąc spodziewałem się że Cecylia odpadnie. Chociaż myślałem że jakimś cudem normalnie odpadnie a Dariusz uzna to za jego zemstę. Cóż , został mu już tylko Spike ... a może dorobi sobie nowych wrogów ? I dzięki że nie zakończyłaś relacji Cecylia&Cyprian w sposób nowego schodzenia się. Ogólnie odcinek podobał mi się i czekam na kolejny ! :)
Zuzolot - 2012-05-13, 20:05

FORUM TOTALNEJ PORAŻKI 3

Sezon 3 odcinek 14


Noc była zimna. Męska część uczestników leżała w swoich łóżkach. Mimo iż żaden nie spał, nie odzywali się. Im bliżej finału tym atmosfera była bardziej napięta, z każdym odcinkiem tracili kogoś bliskiego. Spike leżał na łóżku. Myślał o tym jak bardzo potrzebuje tych pieniędzy, tej wygranej. Odruchowo sięgnął po paczkę papierosów, przykładając sobie jednego z nich do ust.

Dariusz: Nawet o tym nie myśl.
Spike: No ziooooom… Dajcie mi choć ten jeden raz…
Dariusz: Wyjdź na dwór.
Spike: Czy Ty wiesz jaka jest pogoda? Zresztą poszedłbym, ale boje się naszej ziomeli. Ta dzikuska jest taka… dzika.
Dariusz: Twój problem.
Spike: A coś ty taki cięty, co? A zioooom. Czaję bazę. Chodzi o naszą Karolinke? Przecież ja nie jestem zdrajcom czy coś.
Cyprian: Spike… ucisz się. Błagam.
Spike: No kolejny. Ziomy! Czajcie bazę. Jesteśmy jak trzej muszkieterowie, wszyscy opuszczeni przez nasze panny, powinniśmy założyć sojusz. Jako jedyni przedstawiciele płci brzydszej wyzywam was ziomy do wspólnej walki o kasę, honor i zaszczyty…
Dariusz: Wolałbym się nago wytarzać wpokrzywach niż solidaryzować się z Tobą.
Spike: No zioooom… weź…
Dariusz: Daj sobie spokój, to nie możliwe

Cisza


Spike: W sumie to racja. Cecylka przecież Cypriana nie chciała. Zioooom! Ale kanał! Kto by pomyślał c’nie? MC Wieszczu odezwij się!

W tym momencie Cyprian z całą siłą rzucił poduszką w łeb Spike.


Cyprian: Spike… ucisz się. Błagam.

Tymczasem na plaży siedziała Sheila wpatrująca się w niebo, które co chwila przeszywała błyskawica. Nie przejmowała się deszczem i niską temperaturą. Czuła się tak samo jak przed programem. Czuła się samotna. Wszystkie osoby na których jej zależało odpadły. W tym samym momencie zobaczyła coś bardzo niepokojącego na niebie. To było światełko. Wydawało taki okropny dźwięk a na dodatek migało. Sheila wstała i chciała podejść bliżej, przyjrzeć się temu migającemu światełku, ale było ono za wysoko. Po jakiejś chwili światełko odleciało, pozostawiając Sheilę samą.

Mimo okropnej pogody w nocy ranek był słoneczny, uczestnicy spokojnie czekali na kolejne zadanie. W ciszy. Jak zwykle.

<Pz> Spike: O mój ziomie… To jest masakra. Na wyspie są dwie osoby które chcą się mnie pozbyć. Ja po prostu nie mogę odpaść. Nigdy. Ja nawet spokojnie fajki zapalić nie mogę, no ziomy! Błagam was. Czuje się jak na odwyku.

Ciszę przerwał Chris, którego obecność wyjątkowo ucieszyła pozostałych.

Chris: CISZA! SPOKÓJ! Ludzie jak mam z wami pracować jak nie chcecie się uciszyć?!
Wszyscy:…
Chris: Hahaha ha! Dobry jestem nie? Wy się nie odzywacie a ja do was cisza… he he… HAHAHAHAH! Nie no, jestem mistrzem… he he udało mi się.
Wszyscy: …
Chris: E… Wracając do tematu pewnie od początku programu zastanawiało was od czego jest tamten budynek
Cyprian: Jaki budynek?
Chris: No tamten, nie widzicie <wskazuje palcem na przeogromny budynek>
Cyprian: Od kiedy to tu stoi?!
Chris: Zaczekaj niech no pomyśle… Dzisiaj jest 13… hm to było… czekajcie no… od zawsze?
Dariusz: Nigdy tego nie widziałem…
Spike: Ja też nie ziom.
Chris: Co wy ślepi jesteście?! Ale wracajmy do tematu. Wasze zadanie odbędzie się w tamtym budynku.

5 minut później, Ogromny stojący od zawsze budynek, którego nikt nie widział.
Finałowa czwórka weszła do pomieszczenia, które okazało się… kinem! Było pełno miejsc siedzących dla co najmniej kilku set osób oraz ogromny wyświetlacz na całą ścianę. Obozowicze zajęli miejsca, w tym momencie światła zaczęły gasnąć. Na ekranie pojawił się wszytkim dobrze znany filmik <klik> . Uczestnicy zdziwili się dopiero wtedy gdy z na ekranie pojawiła się dobrze wszystkim znana, (a przynajmniej prawie wszystkim Sheila nadal była w szoku, nie miała pojęcia co się dzieje ) czołówka z sezonu drugiego Forum Totalnej Porażki

Spike: Ejj! Co to ma być?!
Dariusz: Ciii! Jesteśmy w kinie, baranie.

<Pz> Spike: Ehh.. już po mnie!

(Dop. Autora:Dla wyjaśnienia, podkreślony tekst opisuje to co się dzieje w tv ^^)

Na plaży dobrze znanej finałowej czwórce FTP3, stoi inna finałowa czwórka. Tak , tak. Na plaży stali Marco, Delilah, Marusia i Jose. Mieli niezbyt zadowolone miny, chyba nie bardzo im pasował pobyt na wyspie.

Chris: Witam byłą finałową czwórkę! Tęskniliście za mną co? To były piękne czasy!
Jose: Tak senior, całe życie na to czekałem, ale kox z tym. Co nie Del?
Del: Phi!
Marusia: Taaa… Może pieroga?^^
Marco: Oh kochanie! Z przyjemnością, nie chcę być nie miły ale sezon na bikini tuż tuż, Twoje pierożki nie są zbytnio kaloryczne?
Chris: EKHEM! Widzę, że wy jesteście bardziej rozgadani niż ci z FTP3, może dzięki wam ten odcinek nie będzie męczarnią dla widzów. Ale wracając do zadania. Ekipa z FTP 3 zamienia się w słuch. Więc na chwilę odłóżcie ten popcorn i mnie na litość boską posłuchajcie. Dzisiaj, wasze losy leżą w rękach tych młodych ludzi


Kamera pokazuje na Del, Jose, Marusie i Marca, którzy wdzięcznie się szczerzą do kamery.

Chris: Każda osoba będzie kogoś reprezentowałą. Jej zadaniem będzie przyniesie jednej rzeczy, która ma związek z obozowiczem, którego reprezentujecie. Jest jeden mały chaczyk. Jeśli nie traficie z daną rzeczą lub wrócicie z pustymi rzeczami dany uczestnik wylatuje z gry.

Spike, Sheila, Cyprian, Dariusz: COOOOOO?!

Chris: Ale przecież tak się nie stanie, bo przecież jesteście wiernymi fanami FTP3, co nie?
Marusia: E… Tak jakby…
Chris: CO?! Przecież wygrałaś ten program?! Jak możesz go nie oglądać?!
Marusia: Moja firma się bardzo rozwija, no i nie mam tak jak by czasu… Nom.
Chris: Ale reszta chyba ogląda… Nie myle się?! Jose!
Jose: He? No Senior, wybacz mi, ale ja podróżuje! Nie mam czasy na takie rzeczy, kox.
Chris: Delilah?
Delilah: Dopiero co wróciłam z survivor, tam nie było telewizora…
Chris: Ale Marco… Ty na pewno oglądałeś! Przecież tam jest Twój brat!
Marco: Tjaaa… Widzisz, ja w sumie nie wiedziałem, że on tam jest... Dowiedziałem się dzień przed jego eliminacją, nie oglądałem tego później. Po za tym Dior i Vouge nie dają mi żyć, nie wiem jak co oni zrobili by be ze mnie.
Chris: Nikt tego, nie ogląda, nikt. Więc. Żeby was do tego zmotywować, to zrobimy tak. Jeżeli postać którą reprezentujecie wygra program to dostaniecie 10 tysięcy!


Spike, Cyprian, Dariusz i Sheila: COOO?!

Marco, Marysia, Del, Jose: TAAAK!
Chris: Czas na losy! Mam tu worek, w nim są imiona obozowiczów których reprezentujecie. Jako, że Marusia wygrała program to ona zacznie, a następnie Marco, Delilah i ostatni choć nie najgorszy Jose.
<Pz> Jose: …
Marusia: Cyprian
Marco: Dariusz
Delilah: Sheila
Jose: Spike
Chris: A więc wszystko jasne, na pierwsze zadanie macie całą godzinę, także śpieszcie się.
Jose: Que? Pierwsze zadanie, a to będzie jakiej drugie?
Marco: Nie, nie, nie, nie, nie. Ja muszę szybko wrócić do pracy! Jak moja Katie M. sobie be ze mnie poradzi?! Co jak co, ale ona to nie ma za grosz gustu!

Chris: Cisza! To jest kara za nie oglądanie mojego ekscytującego, niesamowitego, budzącego grozę show!
Delilah: Masz jakieś inne show?
Chris: ARGH!
<Pz> Chris: To mnie naprawdę rani :<
Chris: Radzę wam się śpieszyć, walczycie przecież o 10 tysięcy

Marusia i Marco.
Marusia: Kto to w ogóle jest ten jakiś Cyprian? Oki coś Ci o nim mówił?
Marco: CYPRIAN?!

Marusia: Cyprian
Marco: NA SERIO CYPRIAN?!
Marusia: Tak, tak. To on!
Marco: Przykro mi, nie znam. Ale ma seksowne imię. Mrrrau!
Marusia: …
Marco: Ale podejrzewam, iż z takim imieniem musi mieć umięśnioną klatę i równie seksowny głos…
Marusia: Marco, masz już chłopaka.
Marco: No, ale ja tylko mówię ^^


Cyprian:… Już przegrałem.
Spike: No Ziom, współczucia.

<Pz> Spike: Jeśli mam być szczery, to jestem zadowolony, że tak się dzieje. Cyprian jest ciężkim rywalem, a półfinał razem z Dariuszem i Sheilą, będzie łatwizną zioooom. Sheila, może jest lepsza, ale Dariusz? On ledwo biega, ziomy!

Del i Jose.
Jose: Więc… co tam seniorita u Ciebie?
Del: W porządku.
Jose: A jak tam Charlie?
Del: W porządku.
Jose: A jak z tym survivor?
Del: W porządku.
Jose: Które miejsce zajęłaś?
Del: W porząd… 2 miejsce
Jose: O rany, tak blisko.
Del: Coraz bliżej. Najpierw 3 , potem 2, może teraz 1?
Jose: W każdym razie, życzę powodzenia. Ja tam nie wiem co to za Spike? To jest pies? Jakiś Morsio-Szarik?

Spike:…
Dariusz: Ha ha ha! To było dobre!. (dop. Autora: śmiech Dariusza – xD, czy on się w ogóle kiedyś śmiał?)
Spike: Tjaaa… Bardzo zabawne…

Del: W sumie, to możliwe. Ale Sheila? To jak kojot.
Jose: Kojot? W sumie senirorita to możliwe, odcinki z Morsiem miały większą oglądalność.Psia edycja?
Del: Niee… Wyobrażasz sobie Chrisa z psami?
Jose: Racja. Biedny musi być ten Spike, wszyscy mu pewnie dokuczają.


Spike: Dzięki mamo.

Del: Sheila, Sheila. Mnie to się kojarzy z kojatami.

Sheila: Ten obraz mnie wzywa! Musimy to zniszczyć!
Cyprian: Sheila, uspokój się! Nic Ci się nie stanie!
Sheila: Ty nie mieć racja. To porwać nasze dusze.
Spike: Sheila ma rację!

<Pz> Cyprian: Że co?

Sheila: Aaaa! Musimy to zniszczyć!

<Pz> Spike: Tjaa… Widzicie, ja nie jestem taki głupi na jakiego wyglądam. Jose myśli, że jestem psem. Nie mogę dopuścić do tego, żeby to zadanie się tak zakończyło.

Chef: Ani mi się ważcie coś tu niszczyć, zasmarkane gnojki!
Dariusz, Spike, Sheila, Cyprian: Chef?!
Chef: Myśleliście gnojki, że producenci pozwolą wam tu samym siedzieć? Macie siedzieć i gapić się w ten odcinek! Ja nadal nie wiem czy Jose będzie z Delilah czy nie! Gdyby nie ta Ida, to może…
Dariusz: Ale przecież to wszystko jest wymyślone! Ten niby Marco, to przecież Ocram w przebraniu. To wszystko jest fikcją a ty jesteś tylko jakimś robotem który zaraz nas zniszczy!
Chef: Oł maj gad. <facepalm>
Cyprian, Spike: <facepalm>
Chef: Chłopcze, usiądź na miejscu i proszę nie odzywaj się. Za każdą głupotę którą powiesz, będziesz wrzucał mi 5 złoty do puszki. A może euro? Teraz to taki rarytas…
Sheila: Obraz się zatrzymał!
Chef: To nowa technologia! Więcej informacji u mnie lub na stronie zatrzymodcinekkiedytylkochcesz.pl W promocyjnej cenie, 4 miesiące masz bez opłat a następne 6 miesięcy płacisz za cenę 3! Promocja trwa do 16 maja! Śpieszcie się!
Cyprian: a tak się cieszyłem, że nie ma reklam…
Chef: A teraz wracajmy do odcinka…

Jose: Ej tu na ziemi leży jakiś kompas!

Spike: Mój kompas!

Del: Lepiej go zostaw może nam się kiedyś przyda. Jose, stój!
Jose: Si, seniorita?
Del: Co tu robi ta świnia?
Jose: Jaka świnia?
Del: Ta koło palmy!


I rzeczywiście, koło palmy stała sobie smutna Bubu (to dziewczynka?) łapkami ocierała się o palmy, wyglądało to tak jak by chciała na nie wejść. Niestety każda próba kończyła się fiaskiem.

Jose: Ho, ho ho! Kolacja do nas przyszła!
Del: Jose! Przestań! Ona jest smutna! Może myśli, że jest małpką?
Jose: Si, si. Urocze.
Del: Jak się mówi do świnki?
Jose: E… ? Chrum, chrum?
Del: Chrum, chrum świnko!
Jose: Chrum, chrum.
Sheila: Chrum, chrum.
Chef: Czyż to nie jest słodkie? On mówi chrum, chrum. Choc tak naprawdę pragnie jej powiedzieć kocham Cię Del.
Del: No dalej świnko!
Jose: Dalej wieprzu, bo zrobie z Ciebie szynkę! E… Znaczy, chrum chrum chciałem powiedzieć.

Cyprian: Już po Twojej szynce.. znaczy śwince!

Marco i Marusia:
Marusia: A ty masz jakiegoś Darka…
Marco: Nie mam pojęcia co to za pan. Nie miałem okazji by poznać jakiegoś Darka. Może to też jakieś ciasteczko do schrupania?
Marusia: A może to jakiś kujon w okularach, który jest zboczeńcem i ma jakieś obsesje?

Dariusz: Hahaha! Dobre!
Wszyscy: …
Marco: No cos Ty! Zwariowałaś?!
Marusia: No zawsze tak może być!
Marco: Nie wydaje mi się. O mój Diorze! Mam pomysł!
Marusia: Jaki?
Marco: Wejdziemy do ich chatki!
Marusia: Czy to jest dozwolone?
Marco: A czy to jest zakazane? Wszystko będzie bling, bling!
Marusia: Może pieroga?
Marco: Heloł! Może później, teraz mamy misję do wykonania!

Dariusz: Czy oni będą grzebać w naszych rzeczach!? A moje listy do Karoliny?!
Cyprian: Moje obrazy!
Spike: I moje fajki!

Marco i Marusia ruszli w stronę chatki chłopców, od razu ją poznali. Wywnioskowali to po tym, iż w koło niej było pełno petów i wszędzie grasowała na nich brudna bielizna Dariusza.
Marco: Omg. Jak można mieszkać w takim syfie!
Marusia: Nie sądzisz, że powinniśmy zadzwonić do sanepidu?
Marco: Patrz! Papierosy! Już wyobrażam sobie tego seksownego Dariusza bez koszulki z papierosem w dłoni!
Marusia: A jeśli to jest Cypriana?
Marco: Hm… Racja. On też ma na tyle gorące imię by palić papierosy.
Marusia: To co teraz?
Marco: OMG! Przecież ja mam numer do Okiego!
Marusia: A czy to jest dozwolone?
Marco: A czy to jest zakazane? Dzwonię!
Marusia: A czy on to w ogóle odbierze?
Marco: Warto spróbować.

Marco wyjął z kieszeni telefon i zadzwonił do Ocrama, po kilku zakończonych porażką połończeń wreszcie się do niego dodzwonił

Marco: No buziaczki, całuski kochany braciszku ! Co tak długo co?
Oki: Przecież ja tego Szitsunga nie umiem odebrać!
Marco: Oj nie bój żaby, kupię Ci jakiś nowy, ale musisz mi pomóc.
Oki: Czego chcesz?
Marco: Więc, muszę wiedzieć a raczej ja z Marusią musimy coś wiedzieć o Cyprianie i Dariuszu, no wiesz co się z nimi kojarzy, czy coś w ten deseń
Oki: Więc Dariusz to psychopata z manią prześladowania, pisze wiersze. Głównie o Karolinach lub ewentualnie do Caroline. A Cyprian to artysta. Wiesz maluje, pisze wiersze.
Marco: Słyszysz Marusiu, mamy dwóch artystów!
Oki: Czy ty mnie w ogóle słuchasz. Dariusz jest świrem!
Marco: Jak możesz! Nie mów o nim tak brzydko

W tym momencie Marco z Marusią usłyszeli tylko dźwięk ręki Ocrama uderzającą o jego twarz (czyli tak zwany facepalm)

Oki: Marco, wysłuchaj mnie. Dariusz to świr, jest nienormalny.
Marco: Dajmy, że Ci uwierzę. Ale jeśli to prawda, to jak mogłeś z nim przegrać co? Wstydź się!
Oki: …
Marco: Czy Cyprian jest seksi?

Oki: Ta... Znaczy Nie! To znaczy ja nie wiem!
Spike: Czy my o czymś nie wiemy Cyprian?
Chef: No dalej młody, nie wstydź sie
Cyprian: …
Marusia: Oki?! Ty też jesteś gejem?
Oki: Nie!
Marco: Ale to on jest gorący czy nie!
Oki: Nie wiem
Marco: Fajną ma klate?
Oki: Eee…
Marco: A ma dużego…
Oki: MARCO!
[u]Marco: Ja chciałem powiedzieć bakcyla do mody! I kto tu jest zboczony? No kto, no kto?
Oki: … czasem Cię nienawidzę.
Marco: Oki, Oki. Ha! Czaj taki tekst!
Oki: …
Marco: Ja muszę kończyć
Oki: oki? Pozdrów Cecylie i Cypriana
Marco: Jaką Cecylię? Tu nie ma żadnej Cecylii
Oki: Co?
Marco: No nie ma. Marusia, jest tu jakaś Cecylia?
Marusia: Nie…
Oki: Wiesz, co ja muszę kończyć!
Marco: Coś się stało?
Oki: Nic takiego
Za nim Ocram zdążył się rozłączyć Marco i Marusia usłyszeli coś w stylu księżniczka zaginęła oraz „czy ktoś mi pomoże wyłączyć ten cholerny telefon”. Do spotkania zostało jedyne 10 minut dlatego postanowili się sprężać.
Marco i Marusia od razu wzięli do pracy. Marusia znalazła obraz Cypriana, natomiast Marco znalazł mnóstwo wierszy do Caroline. Zgodził się z Ocramem. Darek to świr.
Fianłowa czwórka FTP2 stała w miejscu gdzie miałą się spotkać z Chrisem, który się spóźniał. Jak zawsze.
<Pz> Delilah: Przyznaje. Nawaliłam na całej linii. Nie mam nic, co mogło by się z nią kojarzyć. Sheila, jeśli to oglądasz to bardzo Cię przepraszam. Ale kim ty w ogóle jesteś? Przynajmniej świnka mnie pocieszy.
<Pz> Jose: Spike to imię dla psa. Dlatego mam patyk. Może on lubi aportować?

<PZ> Spike: Nie lubie aportować. Mam przesrane.
<Pz> Marusia: Wiem, że Marco i ja postąpiliśmy nie fair, ale… ale? Ale to wszystko po to by Cypisek mógł przejść ^^
<Pz> Marco: Osobiście boję się tego psychopaty. Niech Dior i Chanel mają mnie w opiece.[/u][/u]

Dariusz: Tsaaa… Ale ten Ocram jest dziwny.
Wszyscy: ..
Chef: 5 euro.

W końcu Chris zawitał w ustalonym przez nich miejscu. Jose, Marco, Del i Marusia ucieszyli się bo już naprawdę chcieli być w domu.

Chris: Witam! Więc żeby nie przedłużać pokażcie mi swoje łupy. Pierwsza, jak zwykle Marusia.

Marusia podała Chrisowi obraz namalowany przez Cypriana, Chris był zadowolony ponieważ w końcu będzie miał obrazk który zawiśnie w jego salonie.

Chris: Marco, a czy Ty masz coś Dariusza?
Marco: Tak, mam. I sądzę, że to mogą być dowody w sprawie o nękanie oraz w sprawie o zakaz zbliżania się.

Chris zaczął przeglądać te wiersze, niektóre treści go zdziwiły.

Marco: Nie rozumiem jak można być tak nachalnym.
Marusia, Jose, Delilah: HAAHAHAHAHAHAHAHAH!
Jose: Senior, pamiętasz Lucasa?
Marco: Oczywiście jak mógłbym zapomnieć o jego przeszywającym wzroku… Jego torsie i umięśnionych ramionach…

Chris: Spokój mi tu! To jest program rodzinny na miłość boską! Del jesteś następna
Delilah: No bo jest taki mały problem…
Chris: Jaki problem, świnia jest przecież doskonała. Musiałaś się pewnie namęczyć, żeby ją złapać. Dobra robota.

<Pz> Delilah: Jestem królową życia…

Chris: No i ostatni choć nie najgorszy Jose!
Jose: Proszę <powiedział Spike pokazując mu patyk>
Chris: Eeeee…
Jose: No patyk. Spike to imię dla psa. Psy lubią aportować.
Chris:E… niby dobre, ale to nie o to nam do końca chodziło. Przykro mi, ale dziś Spike opuści wyspę. A teraz zapraszam Sheile, Cypriana, Dariusza i nieszczęsnego Spike.

W tym samym czasie.

Libruara, Zamek Królewski.

W Zamku Królewskim królestwa Libruara trwałą audiencja Króla. Siedział na tronie, zaraz obok swojej pięknej małżonki łudząco podobnej do jej najstarszej córki Cecylii. Było spokojnie, tak jak zawsze o tej porze. Spokój zakłócił posłaniec, który w tym momencie wleciał do Sali królewskiej.

Posłaniec: Panie! Królu!
Król: Czemu zakłócasz spokój na mojej audiencji?
Posłaniec: Królu, księżniczka Cecylia została porwana!
Królowa: Matko Boska!
Król: Coo?! Jak to się stało!?
Posłaniec: Porywacze zdobyli ją podstępem! Już zostały podjęte odpowiednie działania. Całe wojsko wyrusza by szukać księżniczki. Cały czas czekamy na odzew porywaczy w sprawie okupy. Będę donosił Ci królu o postępach w tej sprawie.

Londyn, Pałac Buckingham

Rodzina Królewska spożywała posiłek, to był jeden z nielicznych dni gdzie była cała w komplecie. Był Król Karol wraz ze swoją małżonką Camilą, byli jego synowie. Harry i William, który na uroczystość rodzinną przybył wraz z żoną Kate Middelton. Nie zabrało również księżniczki Beatrycze oraz jej młodszej siostry Eugenii. A to było tylko kilka osób które były na uroczystym obiedzie u królowej Anglii.

Elżbieta II: Rozmawiałam właśnie z Królem Libruary.
William: Wiadomo coś już o zaślubinach Harrego?
Harry: Właśnie, właśnie! Bo ja już nie wiem
Elżbieta II: Ślub zostanie przesunięty. Księżniczka Cecylia została porwana.
Harry: No ja nie mogę… Najpierw jakieś reality show, teraz porwanie
Beatrycze: Dzięki Ci Panie! Zasłużyła na to! Jest straszną zołzą!
William: Ty się nawet nie odzywaj!
Beatrycze: Ale to przecież wariatka, uderzyła mnie!
Harry: Bo Ci się należało!
Beatrycze: Kate? Co Ty o tym myślisz?
Kate: Nie mam czasu na takie sprawy. Dzwoniłam już kilka razy do Marca a on nie odbiera, ja już nie mam pojęcia co jutro założe.
Karol: Sądzę, Matko, że powinniśmy wysłać wsparcie dla królestwa Libruara.

Wyspa.
Wszyscy zebrali się na plaży. Jose bał się spotkania ze Spikiem, który pożegnał się z grą o milion.
Spike: Tyyyy…
Jose: Eee… Hau hau?!
Spike: Wrrr.
Delilah: Zły! Zły pies!
<Pz> Spike:...
Chris: Cisza! Mamy mały problem. Księżniczka Cecylia została porwana. Nie obchodziło by mnie to zbytnio, ale Rodziny królewskie Libruary i Anglii są rozwścieczone. A ta staruszka ma niezłe wpływy więc możliwe, że zdejmą nam program. A wy nie zdobędziecie kasy. Mamy nóż na gardle dlatego waszym kolejnym zadaniem jest znalezienie cennych wskazówek które pomogą odnaleźć Cecylię. Możliwe, że jest ona tu na wyspię. Sam książę Harry i William ruszyli w poszukiwania! Więc będziecie pracowali dwójkami tak jak zostaliście wcześniej podzieleni. Para która zdobędzie jak najwięcej wskazówek wygra nagrodę. Spike, ty nie musisz pracować. Chef nie może Cię teraz „odwieźć” tratwą przegranych więc czekasz aż skończy się zadanie.
Spike: Tjaaa… A co z naszym ostatnim i najgorszym Jose?
Chris: Dołączy do drużyny Marco-Dariusz.
Spike: Mioooodzio.
Chris: Więc ruszajcie, macie czas do zachodu słońca.

Sheila z Delilah ruszyły w stronę chatki dziewczyn. Dziewczyny zdobyły wspólny język głównie dzięki Bubu. Weszły do domku i ruszyły w stronę jej łóżka. Delilah znalazła pod poduszką orzełka Cypriana. Ale to było nic w porównaniu znaleziska Sheili.

Delilah: Co to jest?
Sheila: To być książka Cecylia
Delilah: To chyba jest jej pamiętnik! Otwórz go!

Sheila próbowała go otworzyć, ale nie umiała wygrać z zamkiem, który chronił wszystkie sekrety księżniczki.

Marco, Dariusz i Jose ruszyli w stronę stołówki. Byli pewni, że znajda tam jakąś poszlakę, przecież Cecylia bywała tam kilka razy dziennie.
Jose: Więc…Co teraz?
Marco: Sądzę, że to miejsce nie spełnia wymagań dla księżniczek.
Dariusz: Może zapytamy się Chefa?
Jose: Si.
Marco: Hop, hop! Chefie? Gdzie jesteś.
Chef: Tutaj, smarkacze.
Jose: Czy wiesz może, czy była tu seniorita księżniczka Cecylia w dniu zaginięcia.
Chef: Tak, była tu.
Marco: A co robiła w tym strasznym miejscu?
Chef: Jadła…
Dariusz: Nic z tego, nic tu nie znajdziemy

<PZ> Dariusz: Nie myślcie, że zaginięcie Cecylii mnie coś obchodzi i przejmuje się jej losami. Ja chcę wygrać. Chcę wygrać za moją Karolinkę

Chef: Czekajcie! Pamiętam! Przed ceremonią była tutaj. Pisała list, który miałem wysłać
Marco: O rany! I wszystko jest bling bling! Co w nim było?
Chef: Nie wiem, wyrzuciła go do kosza na śmieci
Jose: Tego senior <wskazuje na kosz na śmieci>
Chef: Tak.
Po kilkunastu minutach trio znalazło list Cecyli.

Nigdzie, 8 maja 2012 rok.
Drogi Ojcze,

Piszę do Ciebie w bardzo ważnej sprawie. Od dłuższego czasu chciałam Ci o tym powiedzieć, ale bałam się konsekwencji jakie mogłam ponieść. Bałam się, że będziesz mi kazał wrócić do domu czego nie chcę, ale od kilku dni nie czuje się bezpiecznie. Otóż dosta…


Jose: Drodzy Panowie, chyba wygraliśmy los na loterii

Cyprian i Marusia chodzili po lesie. Byli już na plaży, ostatnim miejscu w którym Cyprian widział Cecylię, ale nic tam nie znaleźli. Cyprian pamiętał, że kiedy szedł z Sheilą by poznać wyspę widział tam Cecylię. Szli w spokoju do póki Spike nie wydarł się na cały las
Spike: Co robicie zioomy?!
Cyprian: Co Ty tu robisz?
Spike: Chciałem pomóc! Wiesz księżniczka nie była taka zła. Nie umiała się wyluzować, ale była zabawna c’nie?
Cyprian: Taak.
Spike: Obrażony znowu? Ziooom! Daj spokój!
Marusia: Ej! Patrzcie!

Spike i Cyprian popatrzyli na Ziemię. Leżał tam naszyjnik Cecylii, ten sam przez który Cyprian odpadł z programu.
Spike: Co on tutaj robi?
Marusia: Niezłe cacko.
Cyprian: Ale nie pomocne. Pewnie go zgubiła kiedy Dariusz zastawił na nią pułapkę.
Marusia: Dariusz zastawił na nią pułapke?!
Cyprian: Tak, oni ostatnio cały czas się kłócili
Spike: O ziom! A jak to sprawka Dariusza? On chciał, żeby ona odpadła!
Marusia: O rany! Muszę to powiedzieć Marcowi!

Marusia pobiegła w stronę obozu. Spike i Cyprian zostali sami. Ale nie na długo. Usłyszeli straszliwy hałas a im oczom ukazał się dobrze znany im helikopter.
Cyprian: To porywacze!
Spike: Na wszystkie ziomy świata!
Helikopter był kilkanaście metrów przed nimi. Leciał bardzo nisko, gęsty dym unosił się z jego silników, dla chłopaków było wiadome, że helikopter ma awarię i długo nie polata. Kiedy helikopter był na tyle blisko Cyprian zauważył twarze pilotów. Byli to Henry i Devon. W pewnym momencie Henry zauważył wściekły wzrok Cypriana. Ten tylko do niego się uśmiechnął i odleciał w głąb lasu.
Cyprian: Nie daruje im tego! Muszę biec za nimi! Pójdziesz ze mną?
Spike: Sory, ziom. Ale musze iść do obozu może Chef na mnie czeka.
Cyprian: Okej, to na razie. Miło mi było Cię poznać.
Spike: Nawzajem. Więc żegnaj, będzie mi Ciebie brakować. Strasznie Cię przepraszam ziooom.
Cyprian: Ale za co?
Cyprian nie dostał odpowiedzi, bo Spike już pobiegł w stronę obozu. On sam zaś ruszył wgłąb lasu. Starał się biec szybko by nie stracić z oczu helikoptera. Na jego nieszczęście Cyprian się potknął o wystającą gałęź z drzewa. Minęło kilka minut za nim podniósł się na nogi. Nie miał pojęcia gdzie poleciał helikopter. Miał wrażenie, że zatrzymał się gdzieś na wyspie bo nie było słychać silnika. Szukał ich jeszcze przez kilka godzin ściskając w ręce naszyjnik Cecylii, który przynosił mu strasznego pecha. W końcu postanowił wrócić do obozu. O dziwo spotkał tam Spike.
Cyprian: Hej, co Ty tu robisz?
Spike: Ziom, przepraszam.
Cyprian: Ale za co?
Spike: Wylatujesz z gry ziom.
Cyprian: Ale jak to?!

Retrospekcja
Chris: Spike gdzie ty się szlajasz?! Miałeś tu czekać!
Spike: Sory ziom, ale słuchaj jakie mam nowiny
Chris: Zamieniam się w słuch
Spike: Gadałem z Cyprianem. Ziom mi powiedział, że on już nie umie wytrzymać i rezygnuje, czaisz bazę?
Chris: Ale jak to! On psuje mi wszystko!
Spike: Co poradzić, dziwny zioom. Ale niech robi co chcę. Teraz gdzieś łazi po lesie, chyba się zgubił
Chris: Jak z nim mogłeś rozmawiać skoro, on się zgubił?
Spike: Eee… no bo to było tak, że go spotkałem i nie umieliśmy znaleźć drogi to się rozdzieliliśmy
Chris: W takim razie Spike, przechodzisz. Kiedy Cyprian wróci zawołaj Chefa,

Koniec Retrospekcji,

Cyprian: Jak… mogłeś mi to zrobić?
Spike: Sory, takie życie ziooom, nikt nie chce przegrać.
Cyprian: Nie nazywaj mnie ziomem. Nigdy więcej, jesteś zdrajcą
Spike: Nie jestem koleś! Ale zrozum mnie, potrzebuje tej kasy! To jak odpadłem było nie fair!
Cyprian: A czy ja odpadłem fair! Miałem czas! Słońce jeszcze nie zaszło!
Spike: No dobra, ale ty nie rozumiesz! Ja naprawdę chcę wygrać! Ja chce kase!
Cyprian: A ja może nie?! Żal mi Ciebie, niedobrze mi się robi kiedy na Ciebię patrzę. Niczym się nie różnisz od Henrego i Devona

Na dźwięk tych słów Spikowi wypadł z ust papieros. Wiedział, że postąpił źle, ale czy naprawdę zasłużył na takie porównanie?
Cyprian: Wiesz, musze iść się spakować. Nie miło mi było Cię poznać.
Spike: Ziooooom…

Cyprian nie słuchał co Spike chciał mu powiedzieć poszedł do domku. Spakował wszystkie swoje prace, ubrania. W kieszeni trzymał naszyjnik Cecylii. Jak już było wspomniane, zawsze przynosił mu pecha. Kiedy wyszedł z domku rozejrzał się jeszcze raz. Chciał po raz ostatni spojrzeć na wyspę. I wtedy, zobaczył coś co doprowadziło go do szału. To była Caroline. Caroline jak gdyby nigdy ukrywała się pomiędzy drzewami. Widząc jak rozgląda się po wyspie miał wrażenie, że czegoś szuka. Lub kogoś. Nie tracąc chwili ruszył w jej stronę.
Cyprian: Hej! Ty!
Na słowa Cypriana Caroline ruszyła w głąb lasu. Była na straconej pozycji, Cyprian biegł o wiele szybciej niż ona w końcu ją dopadł i przewrócił na ziemię.
Cyprian: Jesteś skończona.
__________________________________________________________

Marco stał przy swoim samolocie, czekał na wiecznie spóźniającą się Marusię. Towarzystwa umilała mu jego asystentka. Asystentka Marca była tak zwaną kujonicą. Była niezdarna i miała dwie lewe ręce, mimo wszystko Marco ją lubił. Zawsze dawała mu wygrywać w szachy.

Marco: Marusia! Gdzie jesteś? Zaraz lecimy!
Marusia: Już idę!

Po chwili do samolotu doszła Marusia z Dariuszem. Kiedy asystentka zobaczyła Dariusza od razu się zarumieniła. Dariusz chciał podziękować Marcowi za to, że pomógł mu w dzisiejszych zadaniach. Z tej okazji dał mu całą kolekcję jego listów do Karoliny. Mimo iż Marcowi nie do końca spodobał się prezent, docenił gest Darka.

Marco: Dziękuje Ci Dariuszu! To jest bardzo oryginalny prezent. Ale sądzę, że powinieneś je zatrzymać. Ja też lubie od czasu do czasu poczytać swoje listy do Lucasa. Powodzenia!

Marco i Marusia wsiedli do samolotu, już byli w górze kiedy...

Asystentka: Ej! A ja?!
Samolot wylądował na ziemi, otworzyły się drzwi.

Asystentka: Miło mi Cię było poznać Dariuszu.
Marco: Karolina! Wsiadasz czy nie?!
Asystentka: Wsiadam.

Po chwili Marco, Marusia i Asystentka odlecieli w stronę zachodzącego słońca.

Dariusz: Czekaj... KAROLINA?!

The End

____________________________________________________________________
Mam nadzieje, że się podobało ^^

Ghost - 2012-05-14, 00:17

Bardzo ciekawe zadanie. Strasznie mi się spodobało. A szczególnie część w sali kinowej. I dużo komediowych momentów, co jeszcze bardziej umiliło czytanie. :)

Trochę Spike wydawał, mi się jakiś "inny", ale to tylko jakieś takie moje odczucie. Reszta postaci dobrze została odwzorowana.

To co najbardziej gryzło mnie w tym odcinku to to, że porywacze Cecylii tak łatwo dali się rozpoznać i wykryć pozostałym. Kto jak kto, ale Henry jest perfekcjonistą, a szczególnie w takich kwestiach. No ale tu nie będę nic już marudził, bo taką wizję miał piszący, a to docenić trzeba. Bu.

Eliminacja mi odpowiada, choć niekoniecznie przekonał mnie jej przebieg. Spike powiedział Chrisowi, że Cyprian chce odejść (co nie było prawdą)? Huh. Łatwy sposób na pozbycie się wszystkich swoich przeciwników.

A Bubu to chłopiec! Zapamiętajcie to ludzie! ^ ^

Odcinek wporzo.

Qazty - 2012-05-14, 16:21

Odcinek mi się podobał.
Świetny motyw z kinem i Chefem. Uwielbiam nawiązania do poprzednich sezonów. Część z porwaniem Cecylii też nieźle poprowadzona. Strasznie jestem ciekaw końca tego wątku.
Mam jednak dziwne wrażenie, że na siłę chciałaś zrobić ze Spike'a czarny charakter. Trochę dziwny wyszedł. I Ghost ma rację, że eliminacja Cypriana jest trochę mało wiarygodna. Nie mógł on później powiedzieć Chrisowi, że Spike zmyślał?

Silny - 2012-05-14, 18:53

Qazty napisał/a:
Odcinek mi się podobał.
Świetny motyw z kinem i Chefem. Uwielbiam nawiązania do poprzednich sezonów. Część z porwaniem Cecylii też nieźle poprowadzona. Strasznie jestem ciekaw końca tego wątku.


Mógłbym napisać dokładnie to samo :-D .

Z kolei w przeciwieństwie do przedmówców, spodobała mi się "nowa" postawa Spike'a - to, że stał się bardziej zdeterminowany i złośliwy. Teraz tylko czekać, jak jego wątek rozwinie się w półfinale.

LeShawna - 2012-05-16, 10:52

Czytałam odcinek już wcześniej, ale teraz dopiero ma okazję skomentować.

Faktycznie odcinek był fajny. Czegoś takiego chyba jeszcze nie było! I niezły był humor. :D

No to ja się zabiorę za niedługo do pisania, mam nadzieję, że szybko mi pójdzie ;)

Jannx - 2012-05-19, 07:48

ufff! wreszcie na bieżąco!
wszystkich odcinków z którymi byłem do tył nie skomentuje, bo zajęłoby mi sporo czasu, ale ostatni komentarz dostanie.
Odcinek bardzo fajny. Motyw z oddaniem losów naszych bohaterów, finałowej czwórce z poprzedniej serii, po prostu świetny.
Tylko co było w liście Cecylki?
No i była Beatrycze. Też plus, bo chciałem odcinek z nią.
Eliminacja Cypriana faktycznie troche przekombinowana.. zły Spajk jest taki... zły ;d

LeShawna - 2012-05-23, 13:02

ODCINEK 15 - Wróg mojego wroga...

Chris: Poprzednio na Forum Totalnej Porażki. Czwórka naszych uczestników poszła do… kina! Mieli okazje zobaczyć czwórkę finalistów z poprzedniej edycji: Marusię, Marca, Delilah i Josego. Teraz to oni mieli zadanie i musieli znaleźć rzeczy należące do ich reprezentanta. Jose potraktowała Spike’a jak psa. Dosłownie! Hehehe! I tylko jemu nie udało się wykonać zadania, dlatego Spike musiał odpaść. Jednak potem zagoniliśmy całą ósemkę do odszukania śladu po księżniczce Cecylii, która została porwana. Cyprian nawet zauważył helikopter porywaczy i pobiegł za nim, co było błędem, ponieważ Spike wykorzystał to w swoim kłamstwie i wmówił wszystkim, że Cyprian zrezygnował. Nie fajnie gościu! A ja Ci uwierzyłem! Co dzisiaj będzie czekało…
LeShi: Słyszeliście go? Tak się nadął, że zaraz z tego będzie grecka tragedia!
Chris: LeShi! Co ty tu robisz? Dlaczego przeszkadzasz w moim wejściu?
LeShi: Wyluzuj staruszku. Dziś będzie inny odcinek.
Chris: Staruszku?! Jak to inny?! O co Ci chodzi?
LeShi: Dalej ja z tym lecę misiu.
Chris: NIEEEE! To moje show! Oglądajcie: FORUM! TOTALNEJ! PORAŻKI!
LeShi: MUUUUUUUU-SIIIII-CALLLLL!

<czołówka>
LeShi: Stop, stop, stop. Chciałam tylko zaznaczyć, że ten odcinek jest musicalowy i naprawdę muuusicie się wczuć w te piosenki. Czasem to będzie trudne, bo pozmieniałam tekst. Wszystko co potrzebujecie to youtube. Macie linki, więc byłoby super gdyby w tle leciała muzyka a wy byście czytali tekst. Chciałabym żebyście się wczuli bo to naprawdę przekazać, co autor miał na myśli jak puszczał sobie te piosenki. Tekst jest zaznaczony na fioletowo. Jeśli naprawdę to nie wasz klimat, to możecie tylko czytać.




Środek dżungli. Niedaleko miejsca, w którym uczestnicy musieli wybrać cztery drogi w jednym z zadań. Znajdował się tam helikopter, który miał uszkodzone śmigło i był dosyć poharatany. Majstrował coś przy nim Devon, który stał z kluczem francuskim w ręce. Tuż obok stał Henry, a obok niego stała związana i zakneblowana… księżniczka Cecylia!

Devon: Podaj mi klucz płaski.
Henry <rzucając w Devona>: Łap!
Devon: EJ! To bolało!
Henry: Trzeba było, kurde, lepiej pilotować ten helikopter.
Devon: Trzeba było ją związać. A nie pozwolić jej na chwilę wolności.
Henry: Przepraszam bardzo, ale ktoś tu się chyba nie zna na mapie. Poza tym Caroline miała ją pilnować.
Devon: Słuchaj może byśmy…
Henry: Wiesz, co planowaniem zajmę się ja! Gdzie ta Caroline?

Z zza krzaków dochodził szelest. To Caroline biegła do miejsca wypadku helikoptera.
Henry: A tyś co taka zdyszana?
Caroline: Słuchajcie! Oni wiedzą, że Cecylia jest porwana!
Devon i Henry: JAK TO?!
Henry: Przecież jeszcze nie ustaliliśmy okupu.
Caroline: To jeszcze nic! Oni wysłali na nas brytyjską policję?
Devon: O! Ci mnie jeszcze nie szukali listem gończym. Będę musiał ich sobie dodać do kolekcji.
Henry: Ale wzięłaś te potrzebne części z obozu?
Caroline: Nie mogłam tam wejść! By mnie jeszcze zgarnęli, bo…
Henry: Tak, wiemy… Cyprian nas zauważył…
Caroline: I mnie też! Dlatego nie mogłam wejść na teren obozu.
Henry: Spokojnie… Nad wszystkim panuję…
Caroline: Spokojnie?! Wiesz, na szczęście nie ma go już. Odpadł.

W tym momencie Cecylia poruszyła się nerwowo, próbowała się uwolnić i usilnie coś powiedzieć.
Caroline: Co chciałabyś się uwolnić? Doigrałaś się królewno wyrzucając nas.
Devon: Może pozwólmy jej coś powiedzieć?
Henry: Zgłupiałeś do reszty?
Devon: Jak ja lubię twoje docinki. Nie, ale może to coś ważnego.
Hnery: Za miękki jesteś. No dobra. Jesteśmy wystarczająco daleko. Nikt jej nie usłyszy. Ale żeby potem nie było, że jest trzymana w nieludzkich warunkach!
Caroline: Ale Henry!

Ale Henry zdjął knebel z ust Cecylii.
Cecylia: To nie ja was wyrzuciłam z programu! Nie wiem jak to się stało…
Caroline: My to wszystko widzieliśmy. Jak namawiałaś innych. I co? Ładnie tak kłamać?
Cecylia: A dziwisz mi się? Ten mnie okradł. Ten mu pomagał. A ty mi nie pomogłaś kiedy Cię o to prosiłam.
Caroline: Serio? I to jest powód?
Henry: Najchętniej bym się Ciebie pozbył, ale przecież chcemy na tobie zarobić.
Cecylia: Mam propozycję. Wypuście mnie a pójdę z wami do obozu.
Devon: I uciekniesz?
Henry: Masz nas za idiotów?
Cecylia: Nie, ale chcę się wydostać stąd wreszcie! Dlatego jak pójdę z wami do Chrisa nie będziecie uważani za moich porywaczy i dlatego będziecie mogli wziąć potrzebny sprzęt.
Henry: Nie wierzę Ci.
Cecylia: No to możemy tu zostać do końca życia. Ale Cyprian was widział i wie gdzie jesteśmy.
Devon: Niestety ona ma rację.
Caroline: Ale Cypriana już nie ma!
Cecylia: Na pewno wezwał pomoc.
Henry: Dobra. Pójdziesz ze mną i Caroline, ale wykorzystamy twój pomysł kiedy będę widział, że jest niebezpiecznie.
Cecylia: Co masz na myśli?
Henry: W momencie kiedy w obozie będą uczestnicy i Chris. Wtedy pójdziesz z nami do niego, ale nic mu nie możesz powiedzieć. Devon ty zostajesz i naprawiasz helikopter.
Devon: Spoko.
Henry: I pamiętaj! Jeśli coś powiesz, to wszyscy dowiedzą się o tych kompromitujących faktach o tobie.
Cecylia: To znaczy?
Henry: Nie odsłonię wszystkich kart przed tobą.

Przez dżungle podążali Henry, Cecylia oraz Caroline. Caroline i Henry rozmawiali o swoim planie oraz co zrobią z pieniędzmi z okupu. Jednak Cecylia była myślami gdzie indziej i tylko lekko się uśmiechała, ponieważ wiedziała, że…

http://www.youtube.com/watch?v=wPOGjpiadlk
Cecylia: Mam nowy plan. Nikt jeszcze nie wie, że go mam.
A co mi tam. Naprawię ten zepsuty świat. Chociaż na razie wszystko jeeeest nie taaak.
Ciągle pod wiatr. A idę taaak jakbym po lodzie cienkim szła.
A o mi tam… Wszystko to znam. Tak! Tak! Tak! Mam nowy plaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!


I w tym momencie Cecylia i Henry wpadli do pułapki. Caroline została w tyle, ponieważ musiała zawiązać buta i wtedy zobaczyła…
Szef: Proszę, proszę. Znalazły się szczury.

Przenieśliśmy się do obozu, gdzie już było koło południa. Trójka finalistów była w stołówce. Każdy się czymś zajmował. Spike był jednak na uboczu, gdzie palił swoją ostatnią fajkę. Miał łzy w oczach.
PZ Spike: No heloł! Ostatnia fajka?! Każdego to może wzruszyć!

Dariusz siedział przy stole, gdzie miał dwa listy. Jeden zaadresowany do Caroline, a drugi do Karoliny. Nie potrafił się zdecydować, który wysłać. Sheila nigdzie nie było, ale właśnie wracała z kuchni trzymając tacę na ręce.

Sheila: Przygotować ja pyszne śniadanie. Po to żeby być lepiej. Żebyśmy mogli żyć wszyscy razem w zgodzie. To być mój specjał – jeż. Mięsny jeż, który jest przesłodki! Tu ma oczka, tu ma uśmiech.
PZ Spike: Ale ziomelia poleciała! Widziałem to kiedyś w telewizji tylko wtedy to były jakieś parówy i kawałki szybki, ale nie prawdziwy jeż!

http://www.youtube.com/watch?v=7WmpsNGriXw
PZ Dariusz: Mięsny jeż to moje ulubione danie. Kiedy go przyrządzam z mamą to śpiewamy: Mięsny jeż, mięsny jeż. Ty go zjesz, ty go zjesz.


Spike: Dzięki Sheila, ale nie wiem…
Sheila: Ty dalej palić. Ty nie dostać jedzenia.
PZ Spike: Sheila – najlepszy środek antynikotynowy.
Spike: Dobra w takim razie idę sobie sam coś upolować. (wyszedł do kuchni)
Dariusz: Dzięki Sheila, że to przygotowałaś. Słuchaj, widzę, że Spike też ci zalazł za skórę.
Sheila: On o środowisko dba nie. Być smutno Sheili.
Dariusz: Dlatego najlepiej proponuję Ci układ. Pozbądźmy się go. Będziemy razem w finale.
Sheila: W jakim finale?
Dariusz: No w tym programie.
Sheila: Nie… My być na wyspie.
Dariusz: Yyyy… To chyba trudniejsze niż myślałem. Po prostu pójdź ze mną na układ i zagłosuj na Spike’a
Sheila: Sheila nie lubić układów.
Spike: Brawo Darek. Twój plan nie wypalił.
Dariusz: Skąd się tu wziąłeś?
Spike: Ha! Sheila nie jest jeszcze skażona tym światem. A teraz kochana ziomelio daj mi moje fajki, plissss!
Sheila: WRRRRRRRR! NIE!

Chris: Rozbitkowie na zewnątrz!!!
Spike: Już spoko koleś. Jesteśmy. Zadanie?
Chris: Jesteście w finałowej trójce! Gratulacje!
Sheila, Dariusz, Spike: Woohooo!
Chris: Ale nikt nie powiedział, że będzie łatwo! Jednak mam dla was drobną niespodziankę. Jest po prawej.
Wszyscy odwrócili głowę w prawo.
Sheila: Ale to nie możliwe!
Spike: Jaja sobie robisz?
Dariusz: O kurcze! A co ich tu przywiało?
Chris: W odpowiedzi na żądania widzów do programu powracaaaaaaaa Cecylia i Henry!

Plażą podążali Cecylia i Henry a za nimi szef.
Henry: Wróciliśmy! I nie wiem czy wiecie, ale to JA wygramy te pieniądze!
Dariusz: Chris! To nie fair! Już raz ich wywaliliśmy.
Spike: Mówiłeś, że nikt nie wróci.
Chris: Serio? I ty to właśnie powiedziałeś. Stary, zastanów się następnym razem.
Dariusz: On się pewnie cieszy. Przecież przyszła jego sojuszniczka.
Spike: Goń się.
Sheila: Ja już nic nie rozumieć.
Dariusz: Podobno zostałaś porwana.
Cecylia: Jaa…
Henry: Ach te plotki! Kto je rozpuszcza? Nie wierzcie w to!

Chris: Dobra. Tak naprawdę to oni nie są jeszcze w programie. Ale potrzebni są do wyzwania. Będą z wami konkurować. Jeśli wygrają wyzwanie z przeciwnikiem to zostaną na ceremonii. Jeśli nie, to wy zdobędziecie nietykalność.
Henry: Mów dalej Chris.
Chris: Będziecie konkurować między sobą w parach. Konkurencja nazywa się: Wróg mojego wroga jest moim wrogiem! Zostaliście dobrani w pary. Uwaga, uwaga. To nie przypadek. Spike konkurujesz z Henrym.
Spike: Jedwabiście.
Henry: Myślałem, że stać cię na więcej Chris.
Chris: Zostaliście dobrani jako wrogowie, ponieważ pamiętamy waszą „potyczkę” dotyczącą Somili.
Henry: A, ta hinduska. Szkoda, że odpadła. Łatwa była w manipulacji.
Spike: Będzie to dla mnie przyjemność dokopać tobie w czasie zadania.

Chris: Dariusz ty będziesz walczył z… księżniczką Cecylią.
Dariusz: Chciałeś powiedzieć księżniczką „tą która spowodowała, że najlepsza i najpiękniejsza Karolina odpadła” Cecylią.
Cecylia: Dziękuję Chris. To będzie przyjemność wrócić do programu.
Sheila: A Sheila?
Chris: Cóż Sheila… Mimo, że jesteś dzikuską jesteś bardzo pokojowa. Ale masz jednego wroga. Staniesz do walki ze…
Spike: Niech zgadnę? Ze mną?
Chris: Ziom! To moje show! Wszystkich zaskoczę! Ze Spike’iem!
Wszyscy: Woooow…..
Spike: To wyjaśnij mi… Jak wygram z Henrym a przegram z Sheilą to?
Chris: To odpadniesz.
Spike: To nie fair.
Dariusz: Mnie to pasuje. Pokonam Cecylię i obydwoje odpadniecie cwaniaczki.
Spike: LOL! Cwaniaczki?!
Cecylia: Podobno jeszcze przez ciebie odpadł Cyprian.
Spike: Zapomniałem, że McWieszczu to twój chłopak.
Cecylia: On ma na imię Cyprian i… TO NIE JEST MÓJ CHŁOPAK!

Szef: Chris! Zobacz jak mój program deratyzacji się sprawdza. Kolejny szczur.
Głos: AŁA! Puszczaj mnie!
Dariusz: AAAAAAAAAAAA! Karolinko! Wróciłaś!
Caroline: Zmieniam zdanie! Ratuj mnie!
Dariusz: Karolinko! Wiedziałem, że tęsknisz za mną, dlatego wróciłaś!
Caroline: Już zapomniałam jaki jesteś denerwujący.
Chris: Caroline! Miło, że do nas wpadłaś. Niestety nie możesz wrócić do programu, więc zostań już tutaj do końca dzisiejszej konkurencji i popłyniesz tratwą wstydu z przegranym.
Caroline: Dobra, co mi tam. Byle ten tutaj się do mnie nie dobierał.
Dariusz: Słyszałeś Spike?
Wszyscy: <facepalm>
Chris: Zaraz będziecie losować zadania. Muszę je tylko znaleźć… SZEFIE!

W tym momencie Chris się ulotnił, a uczestniczy stanęli oko w oko z swoimi wrogami. W sumie wyszło tak, że Spike miał dwóch wrogów, więc prawie dostał zeza.
Spike: Karolcia! Wróciłaś!
Caroline: Spike! Miło Cię widzieć chłopie. Zmizerniałeś. Co się stało?
Spike: Ona mi fajki wzięła! [i]<wskazał na Sheile>

Caroline: Biedaczek…
Spike: WŁAŚNIE! Może ty masz fajki!
Sheila: Nie dawać mu! On nie może palić!
Caroline: Sheila! Tęskniłam za tobą!
Sheila: Sheila też. Jest teraz tu taka samotna… Na wyspie nie być już więcej takich samic.
Caroline: Taak… Bardzo wyszukany komplement.

Henry: Chciałem powiedzieć Spike, że źle cię osądziłem. Nie wiedziałeś, że jesteś taki chytry, żeby pozbyć się Caroline i Cypriana.
Caroline: Czekaj…. TY MNIE WYWALIŁEŚ!
Spike: To jest wielkie nieporozumienie.
Caroline: O bracie… Masz prze**bane. Myślałam, że jesteś moim kumplem.
Spike: No bo jestem. Spytałem tylko Cecylię na kogo głosuję, bo ja nie mam pomysłu. Nie powiedziałem, że ZAGŁOSOWAŁEM na Ciebie.
Caroline: Teraz musisz się ze mną podzielić nagrodą.
Spike: Spoko laska. Teraz muszę tylko wygrać.
Dariusz: Ale Cypriana się pozbyłeś!
Henry: Szacun.
Cecylia: Niegodziwiec.
Spike: Wyjaśnię wam to. Może tego nie widać, ale ja mam jednak swój honor. Nie chciałbym odpadać tylko dlatego, że jakiś ziom myślał, że jestem psem, joł (pozdro Skeya ;p)
Wolę odpaść z własne winy.
Cecylia: I ma Cię to niby usprawiedliwić?
Caroline: Serio?! Ty mnie wywaliłaś, bo ci nie pomogłam.
Cecylia: Oj tam, oj tam.
Spike: Poza tym, każdy z nas ma kogoś na sumieniu.
PZ Dariusz: W…
PZ Cecylia: …sumie…
PZ Henry: …miał…
PZ Caroline: …rację.
PZ Spike: No może tylko nie Sheila.


Chris: Dobra jestem gotowy. Mam tu trzy karty z waszymi zadaniami. To, co wylosujecie będzie waszym zadaniem. Spike losuj pierwszy.
Spike: Yyyyy… „W górę i w dół”…
Chris: Świetnie! Darek teraz ty.
Dariusz: Co ja tu mam? „Szermierka na palach” Super! Mam nadzieję, że Cecylia jest w tym słaba.
Wszyscy: <facepalm>
Chris: Okey… Teraz Sheila. To jest twoja karta.
Sheila: Ja nie wiedzieć co to za obrazki.
Chris: Fakt. Nie umiesz czytać. Masz zadanie „serce dżungli”. W takim razie chodźcie ze mną. Pierwsze zadanie wykonują Spike i Henry!

Wszyscy uczestnicy poszli w kierunku góry, gdzie znajdował się wodospad na wyspie. A był to bardzo wysoki wodospad. Spike i Henry pamiętali dobrze, że mieli już podobne zadanie, kiedy musieli wspinać się na górę. Henry nie miał dobrych wspomnień, bo ostatnio przeszkodził mu jego obecny kompan Devon.
Chris: Zadanie jest banalne! Musicie wspiąć się po tej skale na górę, a następnie spłynąć wodospadem. To już wasza w tym głowa jak to zrobić. Uważajcie tylko na niespodzianki szefa.

Spike już odczuwał, że od dłuższego czasu nie zapalił papierosa. Jedyna nadzieja była w…
Spike: Caroline! Siostro! Proszę pożycz mi fajkę! Oddam Ci jak wyjadę z tej wyspy.
Caroline: Spike, ale ja widzę jak one Cię rozdrażniają.
Spike: Rozdrażnia mnie ich BRAK!
Caroline: Widzisz, ale Sheila już jest na Ciebie cięta. Lepiej pokaż jej, że możesz się zmienić. Wtedy nie będzie głosować na ciebie.
Spike: ALE JA MUSZĘ ZAPALIĆ!

http://www.youtube.com./watch?v=vKwX2Xi0cYM
Caroline: Musisz wybierać. TERAZ! Kasa czy papierosy?
Spike spojrzał w niebo. Po chwili widzimy jak wyłania się z pomiędzy palm z papierosem w ustach.
Spike: Wiem co pomyślcie – „Przesadził Spike z piciem”, bo warto wygrać, no!
Mogłem przecież wygrać, nie męcząc się nic przy tym, lecz porażki nie ma, bo…
By wyrwać milion jest nie tak, gdy mojej tutaj fajki brak. Taka prawda mówię ciiiiiiiiiiiiiiiii!
PAPIEROSY SŁUŻĄ MI!
Wyobraź sobie świat, gdzie każdy fajkę ma i paczkę swoją też.
Ten dostawca pod krawatem dziś byłby dla mnie bratem, gdy fajkę da mi też.
Ten bokobrody dziwny pan, co fajki pali sobie sam i cizia ta w mundurze swyyyyyyyym.
PAPIEROSY SŁUŻĄ MI!

Wszyscy: STYL

Spike: Na podryw każdy ma!

Wszyscy: STYL

Spike: Ich zapach każdy zna!

WSZYSCY: STYL

Spike: Oczarują do cna, panienki z kompleksami.

WSZYSCY: STYL

Spike: Są z filtrem albo bez.
Ach jak on piękny jest! Tak mocno przytulić go chcęęęęęęęęęę!!!

Henry: Doprawdy?
Odpowiedz zatem na, pytania teeeeeee:

Henry: Które byś chciał, gdybyś wybrać miał: złota w bród czy fajkę znów?

Spike: Phi!

Dariusz: A jeśli, gdy papieros oddasz mi, nie spotka cię w starości znój?

Spike: Phi!

Cecylia: Gdybyś wybrać miał: milion boskich ciał albo fajek paczek sześć?

Spike: No błagam!

Caroline: A gdybyś świat pogodzić mógł…

Spike: Yyyyyyyy… Przerwę ci tutaj. Fajki. Poważnie Caroline. Ogarnij się dziewczyno.
Trzy, czte-ry!

Wszyscy: Kasa jest, a potem nie, jedno pozostanie zawsze tu:
Cały świat, każdy brat wie, że już nie godzi się wziąć zamiennika mu.

Spike: Wybaczcie mi, o fajki me. Przyjaciółmi niedzielne te. A ten piątkowy odszedł od naaaaaaaaas juuuuuuuuuuuż!

Wszyscy: Niezaprzeczalny, idealny, ukochany, kompan to jest móóóóóóóój PAAAAAAAA-PIEEEEEEEE….
Spike: Czekaj, czekaj…
Spike: ROOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOS!
Wszyscy: Bo te fajki słuuuuuużąąąąąą muuuuuuuuuuu!



Chris: Ale wiesz, że nie dostaniesz za to żadnej premii?
Spike: Ale dostałem fajki!
Sheila: Ty się jednak nie zmienić! Miałam taką a ja nadzieję!
Caroline: Móóóóówiłam…
Chris: Na miejsca! Start!

Henry i Spike ruszyli pewnym krokiem. Spike’owi kibicowała Caroline, natomiast Henremu Dariusz, do momentu kiedy nie spojrzała na niego Caroline. Sheila pobiegła gdzieś i wróciła szybko ze swoim Bubu. On ją zawsze potrafił odstresować. Mimo, że nie znała tego słowa.
Chłopcy musieli iść szybko, ale również bardzo ostrożnie, ponieważ nigdy nie wiedzieli czy w jakiejś półce skalnej nie znajduje się mina, albo pułapka na niedźwiedzie czy też odmiana szybko-rosnących kaktusów – o czym przekonał się szybko Spike. Henry poczuł się przez to trochę zbyt pewnie i natrafił na minę, która rozwaliła półkę skalną i gdyby się nie podparł dobrze nogą to by również spadł.
Księżniczka Cecylia widzia